Alpais... :) "Explore, Dream, Discover"

round the world

Subscribe to RSS feed

2011

paralotnie, woj. pomorskie

2010 USA

2009

Berlin

powroty

Odliczanie do kolejnej wyprawy czas zaczac.
Tegoroczne doświadczenie utwierdzilo mnie w przekonaniu ze lubie podrozowac samotnie. Milo podrozuje sie z kims, jednak samotna w pelni egoistyczna i egocentryczna podroz jest nie do zastapienia.
100% koncentracja na sobie w relacjii z przemieszczaniem. Niezastapione wink Za wszystko inne zaplacisz karta Mastercard.

Sle moc usciskow
Anies - moje nowe zagraniczne imie wink

phnom penh

dzien 1
standardzik. Spelnienie przymusu ktory z zewnetrznego po wielu latach stal sie wewnetrzny...
Odwiedzanie miejsc ktore trzeba odwiedzic. Bo co sie stanie kiedy spotkasz kogos kto nie daj boze byl w tym samym miejscu i on zada obowiazkowe pytanie "A bylas...w kosciele/muzeum/zamku/ meczecie...na rogu takiej a takiej? No i niby nic by sie nie stalo gdyby powiedziec : NIE. Nie bylam. Za to bylam na rynku i w dzielnicy gdzie bylo pelno szczorow. nie widzialam korony krola do ktorej i tak nie mozna sie zblizac na kilometr, ale widzialam babacie sprzedajaca owoce. W zasadzie nic szczegolnego by sie nie stalo, jednak nie ma we mnie tyle sily zeby nie isc do kolejnego royal palace, zeby nie zaplacic kupy pieniedzy, zeby nie przeciskac sie z tlumem innych spoconych bialasow, zeby nie zobaczyc malych pozlacanych sloni, atrapy bialego slonia i tronu na ktorym tylko podczas koronacji siada krol. wcale nie chce tego widziec. zawsze mam poczucie zmarnowanego czasu. a jednak... Robie to wszystko a na koniec dnia moge spobie spokojnie pojsc sac w pociuciu ze zadanie zostalo wykonane. Jak sie mnie ktos teraz spyta "a widzialas ta obrzydliwa atrape bialego slonia?" to powiem "TAK widzialam. faktycznie beznadziejna." i odrazu nawiaze jakas glebsza relacje z kims kto po prostu byl tam gdzie ja i widzial to samo.

dzien 2 i 3
skuter - 5$za dzien + 3$ za benzyne.
przejechalismy ponad 200km. Same wioski. Nie bede nic opisywac bo i tak zadne slowa tego nie oddadza. Zalacze foty to po prostu zobaczycie. Po drodze mozna bylo spotkac 2 rodzaje autohtonow (uwielbiam to slowo;) [czy raczej nalezaloby napisac przez CH? autohton autochton? nie wiem.- chyba jednak przez ch]
1. rodzaj pierwszy to ci ktorzy krzyczeli juz z daleka hello!!! usmiechali sie machali i brali swoje dzieci za fraki zeby im robic zdjecia. (tyle razy ile powiedzialam hello przez te dwa dni to chyba do konca zycia nie powiem)
2. rodzaj drugi to odbior mojego ulubionego typu czyli cos w rodzaju reakcjii na ufo. Zatrzymanie na srodku drogi rozdziawienie buzi i brak wiedzy co z tym fantem poczac.

pozdrawiam
ksiezniczka na sztucznym sloniu.





































okolice phnom





















zaladowalam foty z singa malezjii i dzunglii

Podrozniczy autyzm

Sa tacy ludzie, ktorzy maja jakis rodzaj przestrzenno - czasowego autyzmu. Ci ktorzy nie potrafia przewidziec ile czasu cos im zajmie, tacy ktorzy nie wiedza ile to 400km. Przy obliczaniu czasu podrozy nie uwzgledniaja pogody, srodka transportu czy rodzaju drogi. To dla mnie calkiem dziwne. Jak tacy ludzie odnajduja sie w przestrzeni?
Ja mam autyzm matematyczny. tz. ze nie umiem liczyc, a juz na pewno nie w pamieci. Na kartce jak bardzo sie postaram to czasem mi wyjdzie, ale w pamieci na nic ponad mnozenie razy dwa nie ma co liczyc. Jak mialam 8 lat i musialam uczyc sie tabliczki mnozenia (co bylo dla mnie dosc traumatycznym przezyciem) to dziwilam sie skad moja mama tak dobrze umie mnozyc. Pocieszala mnie wtedy mowiac ze z czasem mi to tez przyjdzie ze z wiekiem to sie utrwala i juz pozniej nie jest tak trudno. Od tego czasu minelo jakies 15 lat a ja dalej nie umiem mnozyc. Dlaczego usprawiedliwia sie to ze ktos nie umie pisac, nie zna ortografii, nie potrafi sklecic porzadnego zdania, a nie usprawiedliwia sie niemoznosci liczenia? Taka matematyczna dysfunkcja.

temat komentarzy pod tym postem to:
"jaki masz autyzm i jak sie z tym czujesz?"


ps. podrozujac dzis z angkor wat do phnom penh(stolica kambodzy) pomyslalam sobie ze fajnie by bylo gdyby czlowiek mal wbudowana karte pamieci i mogl zapisywac na niej filmiki i zdjecia. oczami by sie ustawialo ostrosc, mrugajac pstrykalo a zdjecie wychodziloby np. z ust. taki ludzki polaroid. Tyle zdjec ucieka i zostaje tylko w glowie ze az zal... :/

Bkk c u. Welcome to Cambodia.



Spozniony minibus. Ogromne autostrady, pola ryzowe, wychudzone krowy, masa bocianow i czapli. Przydrozne targi. Granica. Czyzby poczatek wojny? Wojska tajlandzkie w Kambodzy.

Po przekroczeniu granicy zalamalam sie koszmarnie. chcialo mi sie ryczec. 6 godzin ogladania przez szybe tego jak zyja tu ludzie. wiekszosc z nich nie zarabia wiecej niz 1 dolara dziennie. nie ma drog. prawie sami monopolisci. Pelna korupcja z kazdej strony. Gdzie indziej tez jest wielu biednych ludzi ale w kambodzy to jest taki rdzaj biedy jakiej jeszcze nigdy wczesniej nie widzialam.

Podczas podrozy poznalismy fajna parke niemcow i Pana Witka o ktorym napisze potem.

sciskam
A


droga do siem


siem




























angkor watt

happiness

Bangkok. Popoludnie. Wracalam z rynku tuk tukiem. Kierowca jechal jak szalony. Myslalam ze wypadne. Tylek caly poobijany. Zmeczona brudna spocona i glodna. Pierwszy raz od bardzo dawna poczulam sie naprawde spokojna i szczesliwa. Bez zadnych obaw, oczekiwian, zbednych rozmyslan. Poczucie tu i teraz. Pelen spokoj. Nic wiecej.
Zaczelam sie glosno smiac az kierowca spytal o co chodzi? ja ze o nic i on tez sie zaczal smiac.
Kiedy ostatni raz sie glosno smiales?

Special offer, only today, extra price, only for you. Tommorow for your friend.

Zachwytow bangkokowych czesc druga.

dzis spedzialm caly dzien na targu zodzieji w china town.

Bardzo sie staralam. Naprawde bardzo. Odchodzilam, odwracalam swoja uwage, nie patrzylam w dol...
ale sie nie dalo! pomimo tego ze zostalo mi malo kasy to tu jest wszystko tak tanie ze po prostu grzechem byloby nie lupowac. serce mnie bolalo jak odchodzilam i mowilam sobie ze przeciez nie jestemz zakupoholiczka i ze mam sie opanowac.
Koralikowy raj. kupilam cala siate akcesoriow do robienia bizuterii za 14 zl. w polsce musialabym zaplacic jakies 150... w koralikach oczywiscie siedzialam najdluzej.
Mnisie doswiadczenie. Siedzac sobie w zimnej Polsce mozna by przypuszczac ze mnisi buddyjscy sa mili usmiechnieci i ogolnie ze raczej milo niz nie milo. Doswiadczenie jednak uczy ze kazdy na ulicy sie usmiecha daje sobie robic zdjecia zagaduje i jest mily - jesli nie jest mnichem. no takie male rozczarowanie..smile

aha jesczze jeden komentarz ktorego nie moge pominac :
Ja poznaje cale miasto ale dosc pobieznie i ogolnie.
Wojtek poznal jedna czesc miasta ale za to bardzo doglebnie wink

kazdy orze jak moze bigsmile hehe

calusy
Ksiezniczka z miasta Bkk