Gravity does not cause it.
Friday, July 24, 2009 8:14:19 PM
Irracjonalna potrzeba przeżywania uczuć intensywnych.
Metafizyczne gówno szaro-burych wieczorów przytopionych w szklance samotności.
Uczucia intensywne.
Sól gównianego błota - ziemi idealistów.
Narzekactwo w wesolutkim tłumie jednostek, których sytuacja jest łudząco nieróżna. Chyba mu ulegam. W sumie czemu nie, jeśli nie zaszkodzi. Myśl, że ‘Nothing ever happens’ poganiana przez niewyraźne ‘Chyba’ krąży sobie połamane kółka, odbijając się od ścian otaczających przestrzeń odpowiedzialną za rozumowanie.
Bartuś oczywiście nic z tym nie zrobi, liter czterech nie zmotywuje do ruchu, mimo że powodów do takiego drastycznego nicnierobienia w tej kwestii sam nie znajduje.
Potrzeba sobie jest. Jednodniowa. Pójdzie. Przyjdzie. Odejdzie. Wróci. Nie smuci. Oh well, whatever, nevermind. Tak?
Rozwiewając troszkę ten smutny obraz, muszę stwierdzić szokujący fakt, że stosunkowo bardzo lubię siebie sam. Dziś jakoś szczególnie, mały paradoks. Coś bym z tym zrobił, lecz odpowiedzi na standardowe „Co?; Gdzie? Z kim;” tworzą wielką czarną dziurę. Głupie przytopienie.






Unregistered user # Monday, August 3, 2009 8:25:28 PM