Opwieści z Ziemiomorza i moja dezorientacja.
Sunday, 20. May 2007, 19:19:51
Fabuła tylko pozornie jest spójna, aczkolwiek samo w sobie sprawianie takiego wrażenia jest pozytywną cechą. Cóż. Akcja zaczyna się jakimiś problemami globalnymi, potem zaś schodzi gdzieś na poziom spraw osobistych. Przy okazji pojawił się jakiś motyw ze smokami, który oczywiście nie ma wiele wspólnego z pozostałymi elementami filmu. Gdyby postacie miały głębię, to może jeszcze by coś przyzwoitego z tego scenariusza było. Niestety postacie są nieprzyzwoicie płaskie i banalne. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nie ma w scenariuszu cech typowych dla anime.
Animacja jest jednak znacznie lepsze i trzyma bardzo wysoki poziom produkcji Ghibli. Mogę nawet dodać, że do tej pory nie spotkałem się, aby ktoś z takim wyczuciem połączył pracę człowieka i bezdusznego komputera. Wyszło to zdecydowanie lepiej, niż w poprzednich filmach tego studia. Szczególna pochwała należy się za smoki, które wyglądają na ręczną pracę i są zgrabne. Niestety tutaj kończą się zalety. Same tła są zwyczajnie przeciętne, choć może nie było niczego ciekawego do ilustrowania? Animacja postaci też nie jest jakaś szczególnie płynna.
Główny motyw muzyczny brzmi całkiem dobrze. Pozostałe motywy zaś zgrabnie wtapiają się w tło: nie słychać zbędnej pustki, nie słychać zbędnej melodii. Czyli jest bardzo przeciętnie. Sam dobór seiyuu jakoś wyszedł tak trochę nieszczególnie. Niemniej jednak po studiu Ghibli niczego więcej nie oczekiwałem.
Cóż. Gdybym nie był w stanie wybaczyć filmowi wszystkiego, za wyjątkiem scenariusza, to pewnie z powodu animacji mógłbym go nawet polecić. A tutaj muszę jeszcze ostrzec wszystkich fanów anime. Cóż, produkcja jest tak zła, że trzeba ją zobaczyć, aby uwierzyć.


By mariuszkornatka, # 3. April 2008, 09:00:12
By Big_Z, # 3. April 2008, 17:55:45
Bądź co bądź artysta z Ghibli maluje w dalszym ciągu tła za pomocą tradycyjnych mediów. Po przejrzeniu materiałów ze Spirited Away w artbook'u jestem w stanie wydedukować ze większości działa akwarelą i czasami łączy je z gwaszem. Za to szacun, ponieważ każda plama jest trafiona za pierwszym razem a poza tym bardzo ładnie łączy się z postaciami.
Te z "The Place Promised in Our Early Days" są malowane chyba w PS albo Painterze
To do czego dążę to to że w prawie każdym tle, ogólnie pracy wykonanej w technikach cyfrowych można zobaczyć bardzo szybko podobieństwa, plamy są za idealne - w szcególności tyczy się to prześć tonalnych. Innymi słowy nie mają przypadkowych pociągnięć pędzla wynikających z faktury czy używanego medium. Painter niby oferuje kontrole i manipulację nad fakturami papieru ale to IMO jest jeszcze nie takie jak powinno być.
Prowadzi to do wyidealizowanych obrazów w sensie plastycznym.
Nie mówię ze przypadek rządzi w pracach studia Ghibli ponieważ facet, który trzaska im BG robi to od 40 lat i ma wyczucie. Ale widać u niego plamy - zabawę formą itd. I tego mi zaczyna bardzo brakować w malarstwie cyfrowym.
By mariuszkornatka, # 3. April 2008, 18:09:13
Malarstwo analogowe ma swoje uroki. Jeśli jednak chodzi o tła, w produkcjach Ghibli brakuje mi tej zabawy kolorem, światłem, jaka była w "Kumo no Mukou...", tej dynamiki barw.
By Big_Z, # 3. April 2008, 18:24:07
Jak znam życie film o którym wspominasz nie jest pewnie dostępny w Polsce więc nie prędko się z nim zapoznam
By mariuszkornatka, # 3. April 2008, 19:24:33