Skip navigation.

Blogrys

czyli jak obarczyłem się dodatkowym zajęciem

Wpływ rozwoju technologii telekomunikacyjnych na otoczenie akustyczne

Niedawno uświadomiłem sobie, że na przełomie dwóch poprzednich dekad do lamusa poszedł ten dźwięk -- by zostać zastąpionym tym. Jak będzie brzmiała następna wersja hymnu informacyjnej globalizacji?

Żeby nie było, że notka jest krótka i odczapista, dorzucam jeszcze (za Wykopem) bardzo pozytywny, choć zupełnie niezwiązany z tematyką telekomunikacyjną, filmik. Na pohybel kociarzom.

Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (6)

, ,

Tym razem "opis towarzyszący" będzie króciutki. Po części dlatego, że zamierzam rozpisać się w następnej muzycznej notce (choć nie będącej kolejną odsłoną 20-20K), a po części dlatego, że szósty odcinek cyklu narodził się spontanicznie. W radiu puścili bowiem piosenkę, której nie słyszałem od wielu, wielu lat, ale która jest niezwykle miła memu uchu. Przybijam piątkę każdemu, u kogo już pierwsze nuty poniższego utworu również aktywują pewien niepowtarzalny i wyjątkowy skojarzeniowy szlak neuronowy.

"Teledysk" co prawda nie najwyższych lotów, ale Głos powinien zrekompensować wszelkie niedostatki wizualne.


Zmiany na lepsze

,

Niska aktywność blogrysia w ostatnich tygodniach nie jest powodowana ani brakiem pomysłów na notki (bo tych mam całą stronę notesu), ani obniżką weny (bo chętnie postukałbym w klawisze, tym bardziej, że niedawno je umyłem), lecz ostrym nieodoborem tej porcji wolnego czasu, którą zwykle poświęcam blogowej twórczości i innym odstresowującym zajęciom.

Nowy wpis z prawdziwego zdarzenia powinien się pojawić w weekend. Na razie donoszę jedynie, że postanowiłem zmienić profil Blogrysa. Notki będą krótsze, zwięźlejsze, bardziej felietonowe niż eseistyczne, bardziej impresyjne niż recenzyjne, i bardziej spontaniczne niż analityczne. Brzmi zawile i sam jeszcze do końca nie wiem, o co mi chodzi, ale mam nadzieję, że do jubileuszowego, dwieście pięćdziesiątego wpisu, Blogrys zdąży całkowicie wskoczyć na nowe tory.

A pierwszy etap reformy odbywa się już dzisiaj. Niniejszym "rozwiązuję" Filmorys. Dziewiąte wydanie (notabene, sprzed prawie trzech miesięcy...) było wydaniem ostatnim. Niedługo wrzucę jeszcze spis wszystkich zfilmorysowanych dzieł z małym podsumowaniem statystycznym, ale pakietów minirecenzji filmowych więcej tutaj nie uświadczycie. Za to krytykował i chwalił -- choć już nie w pojedynkę -- będę odtąd na:


http://my.opera.com/fcfilm

Zapraszam!

Rapsodia bohemska

, , ,

Jeżeli przeraża Cię, studencie, perspektywa rozpoczynającego się właśnie roku akademickiego, pamiętaj, że zawsze możesz zostać cyganem. Małą literą, bo nie chodzi o śniadych mieszkańców Warszawy ściągających haracz w postaci resztek kebaba z redaktora BlamBlama, lecz o przedstawicieli cyganerii artystycznej tudzież bohemy. Poniżej przedstawiam tłumaczenie artykułu, który ukazał się swojego czasu w Universitas, studenckim tygodniku Uniwersytetu w Oslo.



Read more...

Apologia Tsubasy

, ,

Moje pokolenie, pokolenie '85±2, da się podzielić na dwie grupy: tych, którzy mieli w dzieciństwie dostęp do kanału Polonia 1, i pozostałych. Dzisiaj co prawda oferta programowa Polonii 1 sprowadza się do poranno-popołudniowego pasma telezakupów, popołudniowo-wieczornego pasma telenowelowego i wieczorno-nocnego pasma jarmarcznej pornografii, ale kanał ten posiada przecież całkiem ciekawą tradycję. Po pierwsze, to najstarsza działająca nieprzerwanie polska stacja komercyjna. Po drugie, zaraz na początku swojego istnienia, w połowie lat dziewięćdziesiątych, Polonii 1 przypadła moralnie niejednoznaczna rola kata i obrońcy. Kata -- bo wbiła gwóźdź do trumny Bolka, Lolka, Reksia, Dobromira i innych Uszatków. Obrońcy -- bo Polonia 1 wespół z Cartoon Network uchroniła zmysł popkulturowy dziesiątków tysięcy młodych ludzi od pokemonowo-pieskoleszkowych mózgożernych debilizmów, które zalały rynek rozrywki dziecięcej niedługo potem. Z dumą więc mogę o sobie powiedzieć, że należę do Pokolenia Tsubasy.

Read more...

O naturze wszechrzeczy

,


Po książki sięgam zazwyczaj pod wpływem recenzji lub polecanek. Trzy ewolucje autorstwa Bernarda Korzeniewskiego, doktora biofizyki i biochemii z Uniwersytetu Jagiellońskiego, stanowią pierwszy przypadek, kiedy do nabycia nowej lektury skłonił mnie udostępniony w Internecie fragment1 tejże. Esej Korzeniewskiego, w którym autor "rozprawiał się" z filozofią, spodobał mi się zarówno pod względem merytorycznym jak i stylistycznym; z jednej strony autor przedstawiał nieznany mi wcześniej punkt widzenia, z drugiej czynił to w sposób przystępny, ale i precyzyjny. Zakup Trzech ewolucji w pierwszym obiegu okazał się niemożliwy. Z pomocą pospieszył popularny serwis aukcyjny, chociaż i tam trzeba było na książkę przez dłuższą chwilę polować2.

Read more...

Platon radzi

Najpiękniej jest zachowywać w nieszczęściach spokój, najbardziej jak tylko można, i nie ciskać się, bo ani nie widać dość jasno, co jest dobre a co złe w takich rzeczach, ani cierpiącemu nic nie przyjdzie z cierpienia, ani też niczego z rzeczy ludzkich nie warto brać poważnie, a smutek i cierpienie przeszkadza tylko i oddala to, czego nam w takich razach potrzeba jak najprędzej (...) żeby przemyśleć to, co się stało, i tak, jakby kości w ten sposób upadły, dostosować swoje sprawy do tego, co zaszło, jak rozum powiada, że byłoby najlepiej


— Platon, Państwo, Księga X, 604b-c, tłum. Witold Witwicki

Niby nic odkrywczego, ale raz, że warto o tym pamiętać, a dwa, że dobrze wiedzieć, iż ateistyczny, pragmatycznie zorientowany fatalizm formułował swoje doktryny już 2400 lat temu.

Moralność rektora

, ,

Usłyszałem dzisiaj pewną anegdotę historyczną, aczkolwiek nie wiem, ile w niej prawdy.

Jak wiadomo, Arystoteles był najzdolniejszym uczniem Platona. Jak wiadomo, Platon założył w gaju Akademosa słynną szkołę filozoficzną, Akademię. Jednak po śmierci Platona to nie Arystoteles objął kierownictwo nad tą szacowną instytucją -- lecz niejaki Speuzyp. Dlaczego nie Arystoteles?

Podobno dlatego, że był heteroseksualistą. Mówiąc ściślej, nie chciał mieć małoletniego kochanka. Koledzy uznali więc, że zboczeniec nie może zostać rektorem Akademii.

O tempora, o mores.

Ten obcy

,


„Outlander” to bardzo przyzwoita krzyżówka kina historycznego i SF. W świat honorowych Wikingów wrzucono kosmitów, a widzowi przypada w udziale prosta, ale nie ogłupiająca rozrywka.

Esensja opublikowała moją recenzję filmu sf Outlander (2008). Polska premiera powinna się odbyć -- dopiero -- w przyszłym roku.

Czy bić dzieci?

,

Klub Trójki -- codzienna, wieczorna audycja w Programie Trzecim Polskiego Radia. Tym razem rozmowa poświęcona jest biciu dzieci, a mówiąc ściślej: temu, że dzieci bić nie należy. Dzwoni Słuchaczka. Mówi, że w zasadzie zgadza się z postawioą tezą, ale że jako matka wie też, iż są sytuacje, gdzie danie klapsa wydaje się nieodzowne. Redaktor pyta, jakie to sytuacje. Słuchaczka przytacza przykład: Plac zabaw otoczony murkiem, na który pociecha bardzo chciałaby się wspiąć. Ale jeśli się wespnie, to może spaść i sobie krzywdę zrobić. Tłumaczenia nie przynoszą rezultatu, pociecha nadal garnie do murka. Dopiero zdecydowany klaps załatwia sprawę.

Zaproszona do studia Pani Psycholog się obrusza: "No wie pani? To trzeba było jakoś dziecku pokazać, co by się stało, gdyby spadło z tego murku. Zabawkę z niego zrzucić. Albo, jeszcze lepiej, jajko".

Gdyby Słuchaczka zaprotestowała i powiedziała, że nie miała wtedy przy sobie nabiału, usłyszałaby pewnie, że powinna sama wejść na murek i skoczyć na główkę.

A przecież na temat bicia dzieci kiedyś wypowiedział się już wyczerpująco red. Mann.