Skip navigation.

Blogrys

czyli jak obarczyłem się dodatkowym zajęciem

Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (6)

, ,

Tym razem "opis towarzyszący" będzie króciutki. Po części dlatego, że zamierzam rozpisać się w następnej muzycznej notce (choć nie będącej kolejną odsłoną 20-20K), a po części dlatego, że szósty odcinek cyklu narodził się spontanicznie. W radiu puścili bowiem piosenkę, której nie słyszałem od wielu, wielu lat, ale która jest niezwykle miła memu uchu. Przybijam piątkę każdemu, u kogo już pierwsze nuty poniższego utworu również aktywują pewien niepowtarzalny i wyjątkowy skojarzeniowy szlak neuronowy.

"Teledysk" co prawda nie najwyższych lotów, ale Głos powinien zrekompensować wszelkie niedostatki wizualne.


Zmiany na lepsze

,

Niska aktywność blogrysia w ostatnich tygodniach nie jest powodowana ani brakiem pomysłów na notki (bo tych mam całą stronę notesu), ani obniżką weny (bo chętnie postukałbym w klawisze, tym bardziej, że niedawno je umyłem), lecz ostrym nieodoborem tej porcji wolnego czasu, którą zwykle poświęcam blogowej twórczości i innym odstresowującym zajęciom.

Nowy wpis z prawdziwego zdarzenia powinien się pojawić w weekend. Na razie donoszę jedynie, że postanowiłem zmienić profil Blogrysa. Notki będą krótsze, zwięźlejsze, bardziej felietonowe niż eseistyczne, bardziej impresyjne niż recenzyjne, i bardziej spontaniczne niż analityczne. Brzmi zawile i sam jeszcze do końca nie wiem, o co mi chodzi, ale mam nadzieję, że do jubileuszowego, dwieście pięćdziesiątego wpisu, Blogrys zdąży całkowicie wskoczyć na nowe tory.

A pierwszy etap reformy odbywa się już dzisiaj. Niniejszym "rozwiązuję" Filmorys. Dziewiąte wydanie (notabene, sprzed prawie trzech miesięcy...) było wydaniem ostatnim. Niedługo wrzucę jeszcze spis wszystkich zfilmorysowanych dzieł z małym podsumowaniem statystycznym, ale pakietów minirecenzji filmowych więcej tutaj nie uświadczycie. Za to krytykował i chwalił -- choć już nie w pojedynkę -- będę odtąd na:


http://my.opera.com/fcfilm

Zapraszam!

Rapsodia bohemska

, , ,

Jeżeli przeraża Cię, studencie, perspektywa rozpoczynającego się właśnie roku akademickiego, pamiętaj, że zawsze możesz zostać cyganem. Małą literą, bo nie chodzi o śniadych mieszkańców Warszawy ściągających haracz w postaci resztek kebaba z redaktora BlamBlama, lecz o przedstawicieli cyganerii artystycznej tudzież bohemy. Poniżej przedstawiam tłumaczenie artykułu, który ukazał się swojego czasu w Universitas, studenckim tygodniku Uniwersytetu w Oslo.



Read more...

Apologia Tsubasy

, ,

Moje pokolenie, pokolenie '85±2, da się podzielić na dwie grupy: tych, którzy mieli w dzieciństwie dostęp do kanału Polonia 1, i pozostałych. Dzisiaj co prawda oferta programowa Polonii 1 sprowadza się do poranno-popołudniowego pasma telezakupów, popołudniowo-wieczornego pasma telenowelowego i wieczorno-nocnego pasma jarmarcznej pornografii, ale kanał ten posiada przecież całkiem ciekawą tradycję. Po pierwsze, to najstarsza działająca nieprzerwanie polska stacja komercyjna. Po drugie, zaraz na początku swojego istnienia, w połowie lat dziewięćdziesiątych, Polonii 1 przypadła moralnie niejednoznaczna rola kata i obrońcy. Kata -- bo wbiła gwóźdź do trumny Bolka, Lolka, Reksia, Dobromira i innych Uszatków. Obrońcy -- bo Polonia 1 wespół z Cartoon Network uchroniła zmysł popkulturowy dziesiątków tysięcy młodych ludzi od pokemonowo-pieskoleszkowych mózgożernych debilizmów, które zalały rynek rozrywki dziecięcej niedługo potem. Z dumą więc mogę o sobie powiedzieć, że należę do Pokolenia Tsubasy.

Read more...

O naturze wszechrzeczy

,


Po książki sięgam zazwyczaj pod wpływem recenzji lub polecanek. Trzy ewolucje autorstwa Bernarda Korzeniewskiego, doktora biofizyki i biochemii z Uniwersytetu Jagiellońskiego, stanowią pierwszy przypadek, kiedy do nabycia nowej lektury skłonił mnie udostępniony w Internecie fragment1 tejże. Esej Korzeniewskiego, w którym autor "rozprawiał się" z filozofią, spodobał mi się zarówno pod względem merytorycznym jak i stylistycznym; z jednej strony autor przedstawiał nieznany mi wcześniej punkt widzenia, z drugiej czynił to w sposób przystępny, ale i precyzyjny. Zakup Trzech ewolucji w pierwszym obiegu okazał się niemożliwy. Z pomocą pospieszył popularny serwis aukcyjny, chociaż i tam trzeba było na książkę przez dłuższą chwilę polować2.

Read more...

Platon radzi

Najpiękniej jest zachowywać w nieszczęściach spokój, najbardziej jak tylko można, i nie ciskać się, bo ani nie widać dość jasno, co jest dobre a co złe w takich rzeczach, ani cierpiącemu nic nie przyjdzie z cierpienia, ani też niczego z rzeczy ludzkich nie warto brać poważnie, a smutek i cierpienie przeszkadza tylko i oddala to, czego nam w takich razach potrzeba jak najprędzej (...) żeby przemyśleć to, co się stało, i tak, jakby kości w ten sposób upadły, dostosować swoje sprawy do tego, co zaszło, jak rozum powiada, że byłoby najlepiej


— Platon, Państwo, Księga X, 604b-c, tłum. Witold Witwicki

Niby nic odkrywczego, ale raz, że warto o tym pamiętać, a dwa, że dobrze wiedzieć, iż ateistyczny, pragmatycznie zorientowany fatalizm formułował swoje doktryny już 2400 lat temu.

Moralność rektora

, ,

Usłyszałem dzisiaj pewną anegdotę historyczną, aczkolwiek nie wiem, ile w niej prawdy.

Jak wiadomo, Arystoteles był najzdolniejszym uczniem Platona. Jak wiadomo, Platon założył w gaju Akademosa słynną szkołę filozoficzną, Akademię. Jednak po śmierci Platona to nie Arystoteles objął kierownictwo nad tą szacowną instytucją -- lecz niejaki Speuzyp. Dlaczego nie Arystoteles?

Podobno dlatego, że był heteroseksualistą. Mówiąc ściślej, nie chciał mieć małoletniego kochanka. Koledzy uznali więc, że zboczeniec nie może zostać rektorem Akademii.

O tempora, o mores.

Ten obcy

,


„Outlander” to bardzo przyzwoita krzyżówka kina historycznego i SF. W świat honorowych Wikingów wrzucono kosmitów, a widzowi przypada w udziale prosta, ale nie ogłupiająca rozrywka.

Esensja opublikowała moją recenzję filmu sf Outlander (2008). Polska premiera powinna się odbyć -- dopiero -- w przyszłym roku.

Czy bić dzieci?

,

Klub Trójki -- codzienna, wieczorna audycja w Programie Trzecim Polskiego Radia. Tym razem rozmowa poświęcona jest biciu dzieci, a mówiąc ściślej: temu, że dzieci bić nie należy. Dzwoni Słuchaczka. Mówi, że w zasadzie zgadza się z postawioą tezą, ale że jako matka wie też, iż są sytuacje, gdzie danie klapsa wydaje się nieodzowne. Redaktor pyta, jakie to sytuacje. Słuchaczka przytacza przykład: Plac zabaw otoczony murkiem, na który pociecha bardzo chciałaby się wspiąć. Ale jeśli się wespnie, to może spaść i sobie krzywdę zrobić. Tłumaczenia nie przynoszą rezultatu, pociecha nadal garnie do murka. Dopiero zdecydowany klaps załatwia sprawę.

Zaproszona do studia Pani Psycholog się obrusza: "No wie pani? To trzeba było jakoś dziecku pokazać, co by się stało, gdyby spadło z tego murku. Zabawkę z niego zrzucić. Albo, jeszcze lepiej, jajko".

Gdyby Słuchaczka zaprotestowała i powiedziała, że nie miała wtedy przy sobie nabiału, usłyszałaby pewnie, że powinna sama wejść na murek i skoczyć na główkę.

A przecież na temat bicia dzieci kiedyś wypowiedział się już wyczerpująco red. Mann.


Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (5)

,

Pierwszy odcinek 20-20K poświęcony był elektronicznej alternatywie, drugi — kawałkowi rockowemu, trzeci — poezji śpiewanej, czwarty — alternatywnemu rockowi. Nie uda mi się oczywiście żonglować gatunkami w nieskończoność, ale dzisiaj jeszcze się nie będę powtarzał. Pora na... hip-hop z twistem.

W przypadku pierwszego utworu twist jest stosunkowo niewielki i polega na elektronicznym brzmieniu. Wikipedia oznajmiła mi, że electro-hop narodził się we wczesnych latach osiemdziesiątych jako połączenie electrofunku i zwykłego hip-hopu. A o co konkretnie chodzi? O Right Round Flo Ridy feat. Kesha. Utwór pochodzi sprzed mniej więcej pół roku i przebił się na pierwsze miejsce listy przebojów Billboardu. Jest luźnym coverem szlagieru You Spin Me Round (Like a Record) z 1984. Zazwyczaj bardzo irytuje mnie, gdy gwiazdki przelatujące przez muzyczny firmament idą na łatwiznę i przerabiają na swoją modłę jakąś znaną, popularną piosenkę. Nie dość, że to wątpliwe etycznie, to na dodatek wynik końcowy poraża zwykle wtórnością. Tym razem należy jednak przyznać, że Flo Ridzie wyszło lepiej niż Dead or Alive.

Drugi utwór to Candy Shop, tyle tylko, że nie w wersji oryginalnej, półdolarowo-hiphopowej, lecz w popowej, "przytulańcowej" aranżacji. Zestawienie sprośnego (choć zamaskowanego prostymi metaforami) tekstu z wolną, romantyczną melodią wywiera piorunujące wrażenie, szczególnie, jeśli nie udało nam się jeszcze wymazać z pamięci charakterystycznego stylu wokalnego 50 Centa.

Na koniec wypada odpowiedzieć na pytanie skąd, u licha, wytrzasnąłem te dwie piosenki? Obie pochodzą z wybornego soundtracku wyśmienitej komedii The Hangover (po polsku-dystrybutorsku: Kac Vegas), której nie omieszkam polecić w najbliższym Filmorysie (ciągle grają ją w kinach, więc macie jeszcze szansę). Obie pojawiają się w końcowej części filmu, możemy je za to usłyszeć w całej okazałości.