Sunday, May 27, 2012 2:59:44 PM
idiografia
Odniosłem sukces semantyczny! Zrozumiałem wreszcie (chyba...), co oznaczają angielskie określenia "idiosyncrasy" i "idiosyncratic", z którymi w minionych latach spotykałem się często w literaturze filozoficznej. Słownikowe konsultacje nie na wiele się zdały. SJP definiuje "idiosynkrazję" jako "wstręt lub niechęć do kogoś" lub "wrodzoną nadwrażliwość organizmu na pewne substancje białkowe lub chemiczne". Nie tędy droga. Szersze wyjaśnienia odnalazłem w polskiej Wikipedii:
Indywidualna właściwość lub cecha osoby lub grupy (...) często używana by wyrazić ekscentryzm lub osobliwość. Ten termin może też odnosić się do symboli. Idiosynkratyczny symbol dla jednej osoby ma jedno znaczenie, a dla drugiej zupełnie inne.
Robi się mniej mgliście, ale wciąż czułem się rzeczonym słowem skrępowany. Kontekst nie zawsze pasował mi do powyższego opisu. Pomyślałem więc, że może to przykład faux amis i zajrzałem z nadzieją do Merriama Webstera. Na próżno:
1a: a peculiarity of constitution or temperament; an individualizing characteristic or quality
1b: individual hypersensitiveness (as to a drug or food)
2: characteristic peculiarity (as of temperament); broadly: eccentricity
Jednak po n-tym zetknięciu się "idiosynkrazją" zacząłem wreszcie kumać, o co chodzi (owo zakumanie stanowi, swoją drogą, sympatyczną ilustrację tezy, że w wieku wczesnodziecięcym języka uczymy się poprzez skojarzenia). Otóż w angielskim brakuje poniekąd odpowiednika dla naszego "specyficzny", "specyficznie". Owszem, występuje tam wyraz "specific", "specifically", ale oznacza ono "konkretny", "konkretnie". Na przykład angielskie "I will give you a specific task" to nie "Dam ci specyficzne zadanie", ale "Dam ci konkretne zadanie".
(Pierwsza notka na marginesie: Zauważmy, że w języku polskim mamy przymiotnik "szczególny", który znaczeniowo znajduje się gdzieś pomiędzy "specyficzny" a "konkretny". Odpowiada mu angielskie "particular").
(Druga notka na marginesie: Anglosasi nie używają zbyt często słowa "concrete" w znaczeniu "konkretny", pewnie dlatego, że podstawowy sens tego słowa to "beton", "betonowy").
Tutaj na scenę wchodzi "idiosyncratic". Otóż Anglosasi posługują się nim tak jak my naszym "specyficzny". A więc czy można powiedzieć "I will give you an idiosyncratic task"? Niekoniecznie. Zastosowanie "idiosyncratic" ogranicza się bowiem do pojęć. A więc na przykład: "His understanding of courage is idiosyncratic", czyli "Jego rozumienie odwagi jest specyficzne".
Pozostaje mi mieć nadzieję, że moje rozumienie idiosynkrazji samo nie jest idiosynkrazją.
Saturday, May 26, 2012 9:55:46 PM
religia
John Derbyshire jest autorem dwóch popularnonaukowych książek o matematyce: Obsesji liczb pierwszych i (niewydanej w Polsce) Nieznanej wielkości poświęconej historii algebry. Zainteresowania pisarza sięgają jednak poza królową nauk i obejmują również politykę, kulturę i religię. W wywiadzie udzielonym National Review Online w 2006 r. zapytano go, czy niereligijna osoba może być konserwatystą. Odpowiedź zasługuje na przetłumaczenie:
Oczywiście, że może. Istotą nowoczesnego konserwatyzmu są wiara [w konieczność] ograniczenia wpływów rządu, szacunek dla tradycyjnych wartości, patriotyzm i [przekonanie o potrzebie posiadania] silnej obrony narodowej. Tylko pod drugą z tych rzeczy da się podczepić religię. Jednak o ile tradycyjne społeczeństwo Zachodu posiada religijne korzenie, o tyle robiło ono zazwyczaj miejsce dla niewierzących we wszystkich częściach swego politycznego spektrum. Wiele wielkich postaci tradycyjnej kultury Zachodu było osobami niereligijnymi. Mark Twain, największy pisarz Ameryki, był zupełnym ateistą; mamy też wątpliwości co do Szekspira. Tak czy owak, jak zauważył kiedyś Bill Buckley [znany amerykański konserwatywny publicysta], kluczowe słowo to "szacunek". Szacunek dla tradycyjnych wartości zawiera w sobie szacunek dla przekonań religijnych, nawet jeśli się ich nie dzieli. Naprawdę interesujące pytanie nie brzmi "Czy niereligijna osoba może być konserwatywna?", lecz "Czy bojowniczy i nienawidzący Boga ateista może być konserwatywny?".
Poszedłbym nawet jeszcze troszkę dalej. U sedna konserwatyzmu, także (a nawet chyba w szczególności) religijnego konserwatyzmu, leży akceptacja i szacunek dla ludzkiej natury. My konserwatyści jesteśmy ludźmi, którzy widzą, lub starają się widzieć, człowieczeństwo takim, jakim ono jest, i którzy pragną zachować harmonię między społeczeństwem i tym, co widzimy. Paul Johnson [prawicowy angielski dziennikarz] zauważył, że lewicowcy w kółko mówili o budowaniu socjalizmu. Kapitalizmu nie trzeba budować. Kapitalizm jest czymś, co powstaje, gdy da się ludziom wolną rękę. Krótko mówiąc, wynika on z ludzkiej natury i wymaga jedynie harmonizowania poprzez łagodne, rozsądne przepisy prawne i zwyczajowe ograniczenia. Nie trzeba go budować wykuwając Nowego Człowieka Kapitalizmu, lub coś w tym stylu.
Lubię dawać ludziom wolną rękę. Lubię kapitalizm. Lubię społeczną harmonię. Ludzka natura... Cóż, posiada ona swoją brzydką stronę. Nie uważam jednak, żeby po tej stronie znajdowały się religijne uczucia. Nie uznaje religijnych uczuć - mocniejszych u jednych, słabszych u drugich, nieobecnych u jeszcze innych - za jeden z podstawowych składników ogólnie pojmowanej ludzkiej osobowości. Który trzeba szanować ipso facto.
O powyższej wypowiedzi Derbyshire'a dowiedziałem się z blogu Maverick Philosopher.
Monday, May 21, 2012 7:32:42 PM
filmorys
W numerze:
• Miasto śmierci, czyli przeciętny thriller z Jennifer Lopez
• W imieniu armii, czyli antywojenne rozczarowanie
• Na Zachodzie bez zmian, czyli antywojenny klasyk
• Dom, czyli dwadzieścia pierwszych lat PRL-u
• Uciekinier, czyli Schwarzenegger jako zwierzyna źle wróży łowcom
• Wybrzeże Moskitów, czyli Harrison Ford buduje cywilizację
Read more...
Wednesday, May 16, 2012 10:06:39 PM
nnnrnb
1. Tym razem tytuł cyklu miscellaneowego jest wyjątkowo przekorny, gdyż po długim okresie milczenia nowe notki wreszcie będą. Wyszedłem bowiem właśnie na prostą po wielotygodniowym okresie przygotowań do dużego egzaminu i pisania różnorakich zaliczeń. W ciągu minionego weekendu z przyległościami nauka osiągnęła apogeum; aż przypomniał mi się wtedy pewien fragment Władcy Pierścieni. Chodzi o ostatni etap wędrówki do Góry Przeznaczenia, gdy Sam chce podnieść wycieńczonego Froda na duchu i przypomina mu potrawkę z królika, a Frodo odpowiada: "Nic już nie pamiętam, a raczej wiem, że to przeżyłem, ale nie widzę tego oczyma pamięci. Nie zostało mi nic, zgubiłem smak jadła, świeżość wody, szum wiatru, wspomnienie drzew, trawy i kwiatów, obraz księżyca i gwiazd. Jestem nagi wśród ciemności, żadna zasłona nie dzieli mnie od podręczników pedagogiki i dydaktyki". Ja również odrywałem raz na jakiś czas wzrok od książek, błądziłem nim po pokoju, zatrzymywałem go na XBOKSIE, beletrystyce i filmach na DVD, ale nie mogłem sobie przypomnieć, do czego te wszystkie rzeczy służą.
I gdy wreszcie wróciłem po egzaminie do domu, i spojrzałem na stertę notatek, których nie musiałem już dłużej wertować, i zacząłem zastanawiać się, co mam zrobić z taką ilością wolnego czasu, wróciły do mnie jeszcze inne słowa Froda: "Starałem się uratować Shire i uratowałem, ale nie dla siebie. Często tak bywa, Samie, gdy jakiś skarb znajdzie się w niebezpieczeństwie: ktoś musi się go wyrzec, utracić, by inni mogli go zachować."
Ja jednak na Zachód na razie się nie wybieram.
2. Jesienią w NBC będzie mieć premierę postapokaliptyczny serial Revolution. Akcja dzieje się piętnaście lat po tym, jak nieznane zjawisko wyłączyło na amen całą ziemską elektrykę i elektronikę. Twórcą serialu jest Eric Kripke, facet od Supernatural, co być może nie wróży nowej produkcji najlepiej (tu polegam na opinii Staszka), ale z drugiej strony producentem jest J. J. Abrams, facet od LOST-a, co wróży Revolution już bardzo dobrze. Zachęcający czterominutowy zwiastun do obejrzenia tutaj.
3. Znany amerykański politolog Stephen Walt wymienia pięć powodów, dla których powinno nas obchodzić, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. Trzy z nich są oczywiste (zasoby energetyczne, zarzewie międzynarodowych konfliktów, terroryzm), dwa kolejne mniej. Po pierwsze, na Bliskim Wschodzie żyje pół miliarda ludzi, w większości młodych. W niektórych krajach regionu ponad 60% obywateli nie skończyło trzydziestu lat, więc do połowy bieżącego wieku liczba tamtejszej ludności będzie gwałtownie wzrastać. Bliski Wschód skrywa więc olbrzymi potencjał demograficzny. Po drugie, zeszłoroczna Arabska Wiosna pokazała, że region zdolny jest do nieoczekiwanych i gwałtownych transformacji politycznych. A takie zmiany, ze względu na pozostałe powody, mogą mieć dalekosiężne i globalne skutki.
4. Carl Sagan pięknie o książkach:
Jakim zdumiewającym przedmiotem jest książka. Płaska rzecz wykonana z drewna z elastycznymi częściami pokrytymi mnóstwem śmiesznych ciemnych zakrętasów. Jednak wystarczy jedno spojrzenie i trafiamy do umysłu innej osoby, być może kogoś nieżyjącego od tysięcy lat. Jakiś pisarz przemawia poprzez milenia prosto do ciebie, wyraźnie i cicho w środku twojej głowy. Pismo to być może najwspanialszy z ludzkich wynalazków, łączący ludzi, którzy nigdy się nie znali, obywateli różnych epok. Książki rozrywają kajdany czasu. Książka to dowód, że człowiek zdolny jest czynić magię.
Cytat pochodzi z genialnego serialu dokumentalnego Cosmos; przytaczam za Brain Pickings. Tłumaczenie własne.
5. Za kilkadziesiąt lat śmierć nie musi być Końcem. Oto śmieszno-straszna wizja eschatologicznej przyszłości inspirująca do spłodzenia stosownego kawałka fantastycznonaukowej prozy. Ale hola, najwyraźniej takie kawałki już powstały, bo w opisie pod filmikiem autor wyjaśnia, z jakich dwóch książek pochodzi ten pomysł. Tak czy owak, szczególnie podoba mi się koncepcja kasowania wspomnień kulturalnych objętych copyrightem. Być może w przyszłości sprawiedliwość dosięgać będzie jumaczy tuż po śmierci.
Sunday, May 6, 2012 8:00:32 PM
głupi filmik
Moja niska aktywność blogowa spowodowana jest zbliżaniem się kulminacyjnego momentu roku akademickiego. Odwilż nastąpi 15 maja, więc w drugiej połowie miesiąca powinienem uaktualniać Blogrysa częściej.
Tymczasem wykpiwam się kolejnym z rzędu Głupim Filmikiem. Demonstracja robota Cindy, który rozumie polecenia głosowe wydawane zwyczajnym językiem, w zasadzie powinna budzić podziw, nie śmiech. Rzecz w tym, że Cindy jest (na razie) absurdalnie wolna, a kazano jej przynieść... zobaczcie sami. Jeżeli do szpitali trafią kiedyś właśnie takie wersje robota, to przyszłość będzie znacznie gorsza od tej malowanej na ekranie przez Ridleya Scotta i Jamesa Camerona.
Sunday, April 22, 2012 6:59:55 PM
głupi filmik
Nie tylko głupi, ale także niebezpieczny. Nie próbujcie tego w domu. Chociaż pewnie kamerą nagrywającą 2500 klatek na sekundę nudno jest filmować widok za oknem.
Monday, April 9, 2012 8:50:05 PM
religia
Wczoraj na stronie internetowej norweskiego dziennika Dagsavisen pojawił się artykuł pt. "Papież modlił się o pokój w Syrii". Tekst został zilustrowany nader udanym zdjęciem, które aż prosi się o fotoszopki. Arek zaproponował, żeby na dobry początek do Benedyka dokleić Dawkinsa. Voila.
(Za fotką stoi norweska agencja prasowa, więc nie znajdziecie jej prawdopodobnie na innych portalach informacyjnych).
Sunday, April 8, 2012 9:18:44 PM
WWW, kabel od polityki
To ostatni już przegląd artykułów z ostatnich numerów Polityki. Jak pisałem niedawno, tygodnik Jerzego Baczyńskiego przegrał z ofertą publicystyczną szeroko pojętego internetu, bynajmniej nie pod względem jakościowym, ale tematyczno-gatunkowym — za dużo tam krajowej polityki, za mało eseistycznego zacięcia. Politykę będę co prawda czytywał dalej, ale już nie "od deski do deski" jako elektroniczny prenumerator, lecz "na sępa" poprzez witrynę czasopisma, na której regularnie, choć z opóźnieniem, pojawiają się przedruki artykułów. Innymi słowy, następne potencjalne "Polityczne" rekomendacje trafią do Kabla Od Internetu.
A z numerów 10-13/2012 polecam artykuły:Read more...
Friday, April 6, 2012 8:55:52 PM
literatura, "Władca Pierścieni", trzecie czytanie
(xl) Aragorn tłumaczy Gandalfa z brawury organizacyjnej:
Gandalf nie opierał swoich rad na pewności bezpieczeństwa dla siebie ani dla innych. Są zadania, które lepiej podjąć niż odrzucić, choćby u ich kresu czekała zguba.
Dzisiejsi bankowcy mają podobne podejście.
(xli) Drzewiec, gdyby tylko nauczył się mówić energiczniej, śmiało mógłby stawać w szranki z Aragornem i Théodenem w konkursie na najlepsze przedbitewne orędzie motywacyjne:
Oczywiście, bardzo być może, drodzy przyjaciele, bardzo być może, że idziemy ku własnej zgubie i że to ostatni marsz entów. Gdybyśmy jednak zostali w domu z założonymi rękoma, zguba i tak by nas tam znalazła prędzej czy później. Ta myśl od bardzo dawna dojrzewa w naszych sercach i dlatego właśnie ruszyliśmy dzisiaj. Nie ważyliśmy się na ten krok pochopnie. Jeśli to ma być ostatni marsz entów, niechże będzie przynajmniej wart pieśni.
(xlii) Gdy złapany i "oswojony" Gollum składa Frodowi przysięgę na Pierścień, że będzie wiernie służył hobbitom jako przewodnik, Tolkien w krótkim akapicie przypomina nam, że Smeagol i Frodo mają więcej wspólnego niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać:
Przez moment zdawało się Samowi, że jego pan urósł, a Gollum się skurczył. Wysoki, poważny cień, władca, ukrywający blask swej potęgi pod szarym obłokiem; u jego stóp zaś mały, skomlący psiak. Lecz nie byli sobie mimo wszystko obcy, istniało między nimi dziwne jakieś podobieństwo i rozumieli nawzajem swoje myśli.
(xliii) Epicki rozmach Władcy Pierścieni nie pozwala narratorowi pochylać się nad losami zwykłych ludzi, szeregowych uczestników Wojny o Pierścień, którzy walczą nie zawsze wiedząc o co, którzy cierpią i giną za królów i czarodziejów. Tolkien zrobił jednak wyjątek dla anonimowego Haradrima. Oto Sam obserwuje przebieg leśnej potyczki mumakowych jeźdźców z Południa z oddziałem Faramira:
Migały mu przed oczyma smagłe twarze ludzi w czerwieni mknących w dół stokiem, a w pewnej odległości za nimi zielone ubrania ścigających, młócących w pędzie mieczami. Strzały gęsto świszczały w powietrzu. Nagle któryś wojownik runął z krawędzi wzgórza, osłaniającej kryjówkę w paprociach, i druzgocąc swoim ciężarem wątłe krzewy zwalił się niemal wprost na hobbitów. Padł o parę stóp od nich w gąszcz paproci, twarzą do ziemi. Spod złotego kołnierza sterczała mu na karku strzała z zielonym piórem. Szkarłatny kaftan był podarty, pancerz z mosiężnych łusek pogięty i spękany; czarne włosy przeplecione złotymi nićmi w warkocze, nasiąkły krwią. W brunatnej dłoni ściskał jeszcze rękojeść złamanego miecza.
Sam po raz pierwszy w życiu widział walkę ludzi z ludźmi i widok ten nie przypadł mu wcale do smaku. Rad był, że przynajmniej nie zobaczył twarzy zabitego. Jakie tez imię nosił ten człowiek, skąd pochodził, czy naprawdę miał serce do gruntu złe, czy też może kłamstwa lub groźby wywabiły go z domu w ren daleki marsz? Kto wie, czy nie wolałby – gdyby miał wybór – zostać spokojnie wśród swoich?
Ja bym wolał.
(xliv) Swoją drogą, dlaczego żołnierze Faramira uprawiają zarzeczną partyzantkę w maskach? Boją się, żeby ich nie rozpoznano? Ale kto niby miałby ich rozpoznać? I co mogłoby się stać?
(xlv) Faramir wyjaśnia Frodowi i Samowi , w czym różni się od swojego brata:
Pragnąłbym tylko ujrzeć znów Białe Drzewo, kwitnące na dziedzińcu królewskim, powrót Srebrnej Korony i Minas Tirith zażywającą pokoju; chciałbym, żeby Minas Anor jak ongi jaśniała światłem, smukła i piękna, jak królowa wśród innych królowych; nie chciałbym, żeby była panią mnóstwa niewolników, nawet gdyby była łagodną panią dobrowolnych niewolników. Wojna jest nieuchronna, skoro trzeba bronić życia przed niszczycielem, który wszystkich nas by pożarł; ale nie kocham lśniącego miecza za ostrość jego stali, nie kocham strzały za jej chyżość ani żołnierza za wojenną sławę. Kocham tylko to, czego bronią miecze, strzały i żołnierze: kraj ludzi z Numenoru. I chcę, żeby go kochano za jego przeszłość, za starożytność, za piękno i za dzisiejszą mądrość. Nie chcę, żeby się go lękano, chyba tak tylko, jak lękają się ludzie czcigodnego, rozumnego starca.
Thursday, April 5, 2012 10:12:01 PM
WWW, varia
Wspominałem już tutaj o In Our Time, fenomenalnej cotygodniowej audycji emitowanej od prawie piętnastu lat na antenie radia BBC4 (internet powstał właśnie dla archiwizowania takich rzeczy). Od tamtego czasu obiecywałem sobie, że będę jej słuchał regularnie zaczynając od najstarszych odcinków, ale przez długi czas nie mogłem znaleźć stosownego okna w napiętym harmonogramie.
Nagle — eureka! Mogę przecież zgrywać podcasty na empetrójkę i słuchać ich w autobusie w drodze do i z pracy. Ileż tam jest skarbów intelektualnych! Nie w autobusie, ma się rozumieć, ale w archiwum IOT. Wysłuchałem sobie na przykład audycji o mieście w dwudziestym wieku. Przy innej okazji pisałem o swoim miastyzmie muzycznym, ale miasto interesuje mnie przecież również w kontekście kulturowo-historycznym, a nawet, jak przekonałem się jesienią przeczytawszy pracę magisterską Agnieszki Krajewskiej, antropologicznym.
Tytuł audycji był trochę mylący, bo rozmawiono w niej nie tylko o funkcji i statusie metropolii w minionym stuleciu, ale także o powodach, dla których miasta stają się źródłami cywilizacyjnej kreatywności, rozumianej zarówno artystycznie jak i naukowo. Zaproszeni goście, Peter Hall (autor pokaźnej książki o obiecującym tytule) i Doreen Massey, wymienili kilka z nich:
1. W mieście mogli rozwijać swoją działalność outsiderzy, których inicjatywy spotkałyby się z ostracyzmem tradycyjnych społeczności wiejskich. Z outsiderami kojarzą nam się przede wszystkim "samotni geniusze", ale do tej kategorii łapią się również "odmienne" grupy, jak bohema czy Żydzi.
2. W mieście często lokowały się uniwersytety, a pod koniec XIX wieku pojawiły się tam także laboratoria przemysłowe. (Chociaż nietrudno o wyjątki: np. Uniwersytet Oksfordzki bądź Menlo Park Thomasa Edisona).
3. Miasto stanowiło miejsca spotkań dla ludzi o różnych profesjach, zainteresowaniach i światopoglądach. Wywiązywała się produktywna dynamika grupowa, a kreatywność krzesała się w tyglu różnorodności. Na przykład Manchester zawdzięcza swój niegdysiejszy rozkwit zetknięciu się włókniarzy z inżynierami.
4. Wskutek uwarunkowań ekonomicznych do miasta trafiały nadwyżki kapitału, które można było inwestować w rozwój nowości lub wykorzystywać jako środki motywacyjne do napędzania kreatywności. Głodny artysta nie musi być artystą złym, ale przecież uzdolnionym chudziakom zawsze zależało na tłustych stypendiach.
1 2 3 4 5 ... 35 Next »