Szlaczek jawy i snu
Thursday, 3. April 2008, 20:38:11
Przed nastaniem czasów kanonicznego nagłówka Lekcja-Data-Temat, w pierwszej klasie szkoły podstawowej, kazano nam rysować w zeszycie kolorowe szlaczki. Stanowiły one fikuśną wariację na temat zwykłej poziomej linii oddzielającej jedną sekcję tekstu od drugiej. Wiadomo, dzieci nie umiały jeszcze porządnie pisać (kto nie umiał, ten nie umiał), więc niech kartki nie leżą odłogiem.
O szlaczkach przypomniało mi się niedawno, gdy trudząc się przy algebrze tensorowej ze znudzeniem rysowałem na marginesie jakieś piktogramy zupełnie nie związane z treścią zadania. Pamiętam, że owo szlaczkowanie nie wydawało się siedmioletniemu wówczas Borysowi specjalnie fascynujące. Wręcz przeciwnie. Koncepcje graficzne kończyły mi się już po kilku szlaczkach, a tutaj niemal codziennie trzeba było rysować nowy. I nie mogły się powtarzać, co to to nie. Pani czuwała.
Dzisiaj, piętnaście lat później, gdy szlaczki zostały zastąpione przez zespolone całki, przemienne pierścienie, równania krzywych geodezyjnych, wykresy Smitha, sferę Blocha, raporty z zajęć przy cyklotronie, mechanizm Higgsa, sumy po trajektoriach i model Einsteina-de Sittera -- dzisiaj odczuwam irracjonalne w swym atawizmie pragnienie powrotu do korzeni. Usiadłbym oto i rzucił się w wir wzorków, symboli i symetrii, ruszył tropem zygzaków, trójkątów, trapezów, spiral, sinusów, gradientów, kropek, kółek i kratek, po wirtuozersku przetwarzał popularne loga, mistyczne symbole i niezwykłe znaki, nurzał się wśród zniekształconych do niepoznania liter siedmiu wielkich alfabetów, tworzył zaskakujące syntezy pionu z poziomem, punktu z kwadratem, regularności z chaosem, wkroczył na szlak wzorniczej nieskończoności, sięgałbym głębiej, głębiej, coraz głębiej do bagażu doświadczeń graficznych i wsparłszy go wiedzą matematyczną dokonałbym wreszcie ostatecznej synestezji Koloru i Kształtu, popełniłbym Szlaczek Ostateczny, Ubershlatchek, Shlakus Maximus Ultimus.
Ale nie. Czas szlaczków był krótki jak życie motyla i dawno temu przeminął bezpowrotnie. Aż chciałoby się rzecz za de Tocquevillem: Przybyły znikąd, przepłynęły przez czas i zniknęły w ramionach Boga.
Tak to już jest. Zawsze chcą czegoś od nas w nieodpowiednim momencie.
By LordThomas, # 3. April 2008, 22:01:35
E tam, od razu "źle".
Chyba każdy z nas chciałby namazać kiedyś Shlakus Maximus Ultimus, co? W przedszkolu lubiłem najbardziej gradienty i sinusy, teraz skłaniałbym się raczej ku trapezom.
BTW, padł chyba rekord Blogrysa. Jedno ze zdań tej notki ma więcej niż siedemdziesiąt wyrazów.*
*Które to zdanie?
By anonymous user, # 3. April 2008, 22:18:45
To zdanie przypomnialo mi o bohaterze nowej powiesci Gibsona - Spook Country
Alberto Corrales. Koles ten ma wytatuowane na ramionach nieistniejace alfabety, ktore opracowywane sa przez jakiegos japonskiego zapalenca. Bardziej przypominaja szlaczki rysowane przez dzieciaki, niz litery.
By Drozdal, # 4. April 2008, 00:44:18
By Dabroz, # 5. April 2008, 19:46:10
Powiem tak: jedni marzyli o namazaniu Shlakus Maximus Ultimus. A inni po prostu to robili. Zgadnij do której grupy należałem?
By LordThomas, # 6. April 2008, 11:54:29
By Borys, # 6. April 2008, 17:16:18
By Misiolak, # 6. April 2008, 17:43:49
By LordThomas, # 7. April 2008, 09:31:17
Au, musiało boleć. ;P
By anonymous user, # 7. April 2008, 16:59:28
By Borys, # 8. April 2008, 13:54:28
By Misiolak, # 11. April 2008, 18:51:33
A co do kontry to powiem tak: głodnemu chleb na myśli
By LordThomas, # 14. April 2008, 12:33:38
By Borys, # 14. April 2008, 13:18:40
Technicznie JPEG'owe dziewczyny nie sa papierowe, tylko zerojedynowe a te internetowe to niestety maja jedynie 72DPI.
Jak juz musze z cyfrowa obcowac to burzujsko wybiore taka, ktorej imie kkonczy sie na TIFF albo PSD
By Drozdal, # 14. April 2008, 14:53:06
Borys: Kulą u nogi?
By Misiolak, # 15. April 2008, 03:19:27
Dobra kontra nie jest zła.
By Dabroz, # 16. April 2008, 18:29:58