Jumactwo

,

Ostatnio w internecie zaszumiało i zabulgotało wokół kilku czteroliterowców. Nie zagłębiałem się w treść ACTA, SOPA ani PIPA i nie będę wypowiadał się na ich temat. Podejrzewam jednak, że nawet jeśli traktaty miałyby faktycznie na dłuższą metę przynieść więcej szkody niż pożytku, to potencjalne konsekwencje ich wprowadzenia, o których trąbi się głośno w sieci, są podkoloryzowane i wyolbrzymione. Trudno mi sobie bowiem wyobrazić, że połowa internautów straci nagle dostęp do netu, drugiej połowie zarekwirują pecety, a wszystkie strony poza rządowymi zostaną zamknięte — a mniej więcej takimi skutkami straszą nas przeciwnicy umów.

Tymczasem zamknięto Megaupload. Bardzo dobrze. Właściciele spaśli się na wirtualnym paserstwie zakrojonym na gigantyczną skalę, więc najwyższa pora troszkę się odchudzić na więziennym wikcie. Zaskakuje mnie hipokryzja osób broniących serwisu. Wszyscy doskonale wiemy, do czego służyło Megavideo. Zamiast więc uczciwie przyznać, że megaszefowie wreszcie się doigrali, w internecie pojawiają się oburzone głosy, iż jakieś biedactwa przechowywały na Megauploadzie legalne materiały potrzebne im na studia i że teraz, przez te potwory z FBI, uczciwi userzy będą płacić za cudze grzechy. Proponuję, żeby następnym razem materiały skserować i ukryć je w skrzynce w garażu, gdzie mafia pruszkowska trzyma skradzione beemki. Może tam będą bezpieczniejsze.

Chyba nigdy wcześniej na Blogrysie nie pisałem o piractwie. Napiszę teraz: Już kiedyś pisałem na Blogrysie o piractwie (Misiołaku, dziękuję za przypomnienie). Napiszę ponownie: Potępiam jumanie. Brzydzę się jumaniem. Weźmy razem pod lupę popularne argumenty apologetów jumactwa.


Piractwo to nie jest złodziejstwo!
Owszem, jest. Piractwo to złodziejstwo, które odbywa się za pośrednictwem nowoczesnych cyfrowych mediów. Nie sięgajmy po semantyczną nowokainę. Jeśli jumasz, miej chociaż odwagę nazywać rzecz po imieniu.


Piractwo to nie złodziejstwo, bo piracąc nikomu niczego nie ubywa. Nie przywłaszczam sobie materialnego przedmiotu.
Powyższy argument spotyka się bardzo często. Obnaża nędzę etyczną i intelektualną naszego interlokutora. "Wystrugałbym lepszego człowieka z banana".

Nie ma znaczenia, że "nikomu niczego nie ubywa". Artysta X stworzył dzieło Y i zdecydował się rozprowadzać je odpłatnie na określonych zasadach. Owszem, pośrednikiem są tu zazwyczaj wydawnictwa, studia filmowe lub wytwórnie fonograficzne, ale nie zmienia to faktu, że spiritus movens stanowi kreatywny intelekt artysty (tudzież grupy artystów), którzy Y stworzyli, a za wyborem sposobu dystrybucji stoi ich własna i nieprzymuszona wola, która scedowała stosowne prawa danemu pośrednikowi. Jeżeli postanawiasz złamać zasady dystrybucji i wejść nielegalnie w posiadanie Y, oznacza to szereg rzeczy:
a) Masz gdzieś wolę X.
b) Nie uważasz, że X należy się zapłata za jego umiejętności oraz za czas i energię włożone w Y.
c) Nie przeszkadza Ci brudna konsumpcja kultury.
d) Łamiesz kategoryczny imperatyw Kanta, bo traktujesz X jako środek, nie jako cel.
e) Jesteś złodziejem.


To jest za drogie! Chciałbym kupić Y legalnie, ale mnie nie stać.
Wątpię, czy naprawdę Cię nie stać — bo płyty, książki i filmy nie kosztują majątku — ale jeśli tak, to skorzystaj z darmowych alternatyw. Żeby posłuchać muzyki, włącz radio albo wklikaj się na Jamendo. Żeby pograć, kup za grosze jakąś starą-jarą grę. Żeby pooglądać, włącz telewizor. Żeby poczytać, idź do biblioteki.


Co za bzdury! Mam czekać przy radiu cztery godziny, aż puszczą piosenkę, której chcę posłuchać? Mam grać w pierwszego Wiedźmina zamiast w drugiego? Mam się męczyć przy piętnastominutowych blokach reklamowych TVN-u? No i kiedy ostatni raz byłeś w polskiej bibliotece?
Jeżeli nie chcesz lub nie możesz wysupłać złotówek na pożądaną płytę, grę, program, film albo książkę — tak, tak, tak i tak. Stykać się z kulturą jako taką możesz bez przeszkód, bo darmowych ofert jest w bród. Jeżeli interesują Cię natomiast konkretne (i najnowsze) przejawy tejże kultury, a ich twórcy domagają się za nie zapłaty (cóż za bezczelność z ich strony! przecież to się nagrało-nakręciło-napisało prawie samo), zapłać. Najlepiej uświadom sobie najpierw, że nie musisz słuchać dziesięciu nowych płyt i oglądać dziesięciu nowych filmów miesięcznie. Wtedy okaże się, że w gruncie rzeczy Cię stać. A jeżeli cena jest jak dla Ciebie zbyt wysoka, zaniechaj kulturalnej konsumpcji. Jean Valjean ukradł chleb — ale on był głodny.

Najgorsze z przeczytanych w 2011 r.Dyskusja literacka: "Zamek" (Franz Kafka)

Comments

Unregistered user Sunday, January 22, 2012 9:23:25 PM

Anonim writes: Myślałem, że o jumaniu już na Blogrysie było... i właściwie nie mam nic do dodania. Jako frajer, który płaci za empetrójki oraz hipokryta, któremu - do czwartku - zdarzało się oglądać to i owo na Megavideo. Poczekam na "banany". :)

scobin Sunday, January 22, 2012 10:11:18 PM

1. Nie wymieniłeś publikacji naukowych, a to dość istotny problem. Jeżeli nie jesteś bogatym polskim badaczem, to w wielu wypadkach stajesz przed alternatywą: albo skorzystam z nielegalnych materiałów, albo będę marnym badaczem. Oczywiście, nikt nikomu nie kazał się zajmować nauką, ale... ale to nie zawsze jest tak, że najbogatsi badacze będą najlepszymi badaczami. Czy świat stać na to, aby rezygnować z tych "biednych, lecz dobrych" (głównie dlatego, że akurat nie żyją w USA lub UK)?

Ja sam jeszcze nie stanąłem przed powyższym wyborem, ale jeżeli "przyjdzie mi stanąć", to może być nieciekawie.

2. Czy piractwo równa się złodziejstwu? Dla mnie to nieoczywiste, najchętniej posługiwałbym się jakimś pojęciem pośrednim (którego jednak oczywiście nie ma).

3. W obecnym modelu dystrybucji dóbr cyfrowych coś jest nie tak. Ale co? Jedną z możliwych odpowiedzi jest post Simana (http://siman.polter.pl/,blog.html?7213), inną – wpis Edwina Bendyka (http://bendyk.blog.polityka.pl/2012/01/19/strajk-internetu-pierwsze-skutki/#more-1447). Pytanie brzmi: czy to, że coś jest nie tak, stanowi wystarczające usprawiedliwienie dla piractwa?

Chestnut Pepperchestnutrice Sunday, January 22, 2012 10:17:06 PM

Pierdolisz dla pierdolenia, gdyby nie piractwo to wielu twórców nie dostałoby moich pieniędzy, a i nie tylko moich. Widzisz, moja teoria na temat piractwa jest taka - mamy trzy rodzaje piratów:

Piratus Gimbus - twój typowy polaczek/dzieciak/ciołek, który nie zapłaci za produkt, bo po co, skoro może mieć za darmo. Taki nie będzie kupował mediów nawet jakby miał milion dolarów na koncie. A na piracenie i tak sposób znajdzie, bo w gierkę trzeba zagrać tu i teraz.

Piratus Biedakus - gość, który z chęcią zapłaciłby za produkt, ale nie zarabia wystarczającej ilości pieniędzy by sobie na to pozwolić. Tu już można dywagować nad tym, czy w ogóle powinien to robić, bo to nie jest rzecz, od której zależy życie, można bez tego się obyć, ale to już zostawiam na kiedy indziej. I rodzaj do którego i ja się zaliczam

Piratus Testus - koleś, który ściągnie gierkę jak wyjdzie, pogra, zobaczy czy mu się podoba i ewentualnie kupi. Taki koleś wsłucha się w setki, tysiące płyt z muzyką i jak tylko znajdzie co go interesuje - to kupi. Gość, który naściąga filmów, naogląda, a co lepsze kupi.

Napisałeś:
b) Nie uważasz, że X należy się zapłata za jego umiejętności oraz za czas i energię włożone w Y.

Moja odpowiedź - nie uważam, że X należy się zapłata za Y, jeśli Y jest totalnie chujowym produktem niewartym swojej ceny. Gry są mimo wszystko drogie, nie mam zamiaru wydawać pieniędzy na każdą z nich, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że w obecnych czasach gry sprzedaje sie marketingiem, nie fajnością produktu. Wersje dema, o ile w ogóle wyjdą, nie zawsze oddają to, jak wygląda właściwa gra (Demko Bioshock przeszedłem ponad 10 razy, sama gra już była mniej intensywna, ale i tak warta kupna). Dlatego najpierw grę ściągnę, zobaczę, potem kupię. Tak zrobiłem z Falloutem New Vegas i Skyrimem, po przejściach z oblivionem i FO3. Kiedyś pograłem z godzinkę w pirackiego dead space, którego niedawno kupiłem na steamie. Nie robię tego ze wszystkimi grami, jak wyrwę dobrą okazję gry, o której słyszałem od znajomych wiele dobrego (znajomych, nie sajtów o grach, bo recenzje tychże jest tak samo wiarygodne jak to, że właściciel bloga założy katolicką rodzinę) - biorę. Ba, wręcz większość gier, które mam, nie dotykałem nawet po piracku. Na steamie mam ~120 gier. Większość po przecenie - za część z nich nigdy bym nie zapłacił pełnej ceny, którą każą sobie bulić wydawcy. Za inne z kolei żałuję, że dałem tylko tyle. Sid Meier's Pirates! sprezentowałem losowym dwóm osobom z internetu, tak fajna gra to jest.

Chcesz moich pieniędzy? Niech twój produkt będzie ich warty, chyba, że będzie na innym, przystępniejszym poziomie cenowym.

Do tego chociażby odnośnie muzyki - taki pirat wyda właśnie więcej pieniędzy na płyty/koncerty, bo pozna, wyrobi swój gust muzyczny. Wie co lubi, może się osłuchać w spokoju. Taki generyczny osobnik pójdzie do sklepu, kupi płytę co jest forsowana w mediach i się rozczaruje, bo to nie to co lubi. Potem nie będzie chciał kupić kolejnej, nie wspominam już o tym, że niektóre płyty są reklamowane jednym dobrym kawałkiem, gdzie reszta ścieżek jest co najwyżej mierna.

I jeszcze jedna rzecz - co z wypadkami, kiedy wydawca w chujowy sposób zabezpiecza grę tak, że uczciwy gracz nie może w nią zagrać bez pierdolenia się z jakimś gównem? W Assassins Creed 2 pograłem jakiś czas na piracie. Bardzo dobra gra, z chęcią bym ją kupił - ale zabezpieczenia mnie odrzucają. Jedyne wyjście by spokojnie pograć to pirat - inaczej musisz być stale podpięty do netu, a ten potrafi czasem wariować i pyk - twój sejw idzie w pizdu.

Jedyną możliwością, żeby zwiększyć sprzedaż i obniżyć piractwo, byłoby
1. robienie lepszych gier
2. zmiana mentalności odbiorców (bo wielu ludzi kupuje tylko gry na multi i dziwi się, że ktoś nie piraci singli, ale to są pizdy, nie gracze)
3. zmiana podejścia wydawców, gry powinny być tańsze

I jeszcze jedno mi się przypomniało - mam nintendo ds i psp. Na nintendo DS mam tylko jedną oryginalną grę oraz flashcarta, dzięki któremu mogę piracić. Na PSP mam same oryginały (na płytkac i z dystrybucji cyfrowej). Kocham obie moje konsolki, ale dlaczego DS ma tylko jedną oryginałkę? Bo Nintendo nie wie, co to polska (nie wspominając o europie), i chuja dostaniesz, a nie wsparcie. Z kolei sony postępuje w miarę ładnie i zasłużyło na pieniążki.

Krótko mówiąc; nie zapłacę za gówno, chyba że mi je tanio sprzedacie.

LordThomas Sunday, January 22, 2012 10:31:23 PM

Kolego Chestnut Pepper z twojego opisu wychodzi, że jesteś typowy jumacz.

Że trzeba mieć połączenie z netem przy oryginalnej grze? Że dema gier są nie dość wyczerpujące? Chuj z tego. Jest model dystrybucji na który zgodzili się autorzy i już. Nie odpowiada - nie kupuj. Możesz zacząć zbierać znaczki zawsze, albo znaleźć inny sposób na wydanie kasy. Twierdzisz, że to wszystko jest źle skonstruowane, że powinno być inaczej to nie byłoby jumania. Mam pomysł - weź rozkręć biznes na zasadach o jakich mówisz i udowodnij nam wszystkim, że się mylimy.

Bo na razie to jesteś typowym internetowym złodziejem.

Chestnut Pepperchestnutrice Sunday, January 22, 2012 10:40:06 PM

Owszem, jestem jumaczem, ale jestem przy tym z tego dumny, że przynajmniej nie jestem frajerem, który płaci za kota w worku. Pogadamy, jak zaczniesz płakać, że coś na co wydałeś dużą kwotę ci się nie podoba a nie masz nawet jak się tego pozbyć, bo przecież second hand jest wbrew licencji/prawu/cokolwiek wydawcy wymyślą. A im się bardzo nie podoba rynek używanych przedmiotów.

Borys Sunday, January 22, 2012 10:44:51 PM

@Scobin:

Ad. 1: Czy biblioteki polskich uczelni nie prenumerują zagranicznych periodyków? A może chodziło Ci o to, że przed dylematem "albo nielegalnie, albo wcale" stają naukowcy z krajów Trzeciego Świata? Albo po prostu o to, że każdy badacz może kiedyś znaleźć się w takiej sytuacji? Czekam na Twoje doprecyzowanie problemu, a na razie ode mnie dwa komentarze:

a) Z modelem publikacji naukowych jest w moim odczuciu coś bardzo nie tak. Periodyki każą sobie płacić spore pieniądze za publikację artykułów, a potem następne spore pieniądze za dostęp do tychże artykułów. Ktoś mógłby powiedzieć, że taka jest cena peer review, ale przecież recenzenci nie dostają od periodyków złamanego grosza (z tego, co się orientuję). Brać naukowa powinna się więc zbuntować i przenieść z publikacjami do internetu. arXiv to krok w dobrym kierunku.

b) "Biedni badacze mają gorzej" — owszem, ale pamiętajmy, że jeszcze większą przeszkodę stanowić będzie brak funduszy na prowadzenie badania i brak nowoczesnego sprzętu laboratoryjnego. Nie chodzi tu więc tylko o kwestię dostępu do publikacji naukowych. Państwo, poprzez dofinansowanie ośrodków naukowych, powinno zadbać o to, by krajowa nauka była konkurencyjna. A jeśli o to zadbać nie umie, to naukowcem zostaje się na własne ryzyko.


Ad. 2: Są różne rodzaje złodziejstwa. Złodziejem jest ktoś, kto ukradł komuś portfel; złodziejem jest makler giełdowy, który dokonuje milionowego przekrętu; złodziejem jest ktoś, kto wynosi porcelanę z pracy. Złodziejstwo złodziejstwu nierówne. Nie mówię wcale, że piractwo to jego najgorszy sort. Ale według mnie i z punktu widzenia etyki, i semantyki załapuje się ono do tej kategorii. "Kraść" — "zabierać coś komuś po kryjomu". "Zabrać" — "wziąć kogoś lub coś ze sobą".


Ad. 3: Odpowiem, jak przeczytam podlinkowane przez Ciebie arty, bo na razie nie jestem pewien, co ma być "nie tak". smile


@Chestnut: Dzięki za długi komentarz, odpowiem Ci jutro. Ale na razie zauważam, że przeczysz trochę sam sobie, bo najpierw piszesz, że jesteś Piratem Biedakusem, a potem, że masz 120 gier na Steamie. o.O

LordThomas Sunday, January 22, 2012 10:47:16 PM

Originally posted by chestnutrice:

Owszem, jestem jumaczem, ale jestem przy tym z tego dumny, że przynajmniej nie jestem frajerem, który płaci za kota w worku.



No to gratulacje jumaczu.

A co do kupna słabej gry - już mi się zdarzyło. I co wtedy? Nic. 150zl w plecy. Za dużo? To nie kupuj gier. To nie żywność, można bez tego żyć, czas wypełnisz sobie hodowlą jedwabników. Nie ma znaczenia co myślisz o polityce wydawniczej - jak ją łamiesz to jesteś złodziej i tyle.

Chestnut Pepperchestnutrice Sunday, January 22, 2012 10:49:05 PM

I właśnie przez takich ludzi jak ty wydawcy odbywają z nami stosunki analne. smile

LordThomas Sunday, January 22, 2012 10:50:40 PM

W ramach protestu możesz przestać kupować gry. Całkiem legalnie.

Chestnut Pepperchestnutrice Sunday, January 22, 2012 10:57:43 PM

W ramach niezgody ze mną możesz przestać oddychać. :)

LordThomas Sunday, January 22, 2012 11:03:02 PM

No tak, nowa gierka to jak powietrze, nie da się bez niej żyć.

Z każdą taką dyskusją utwierdzam się w przekonaniu, że trzeba tępić internetowych cwaniaków (tych dumnych z jumania bo nie są frajerami wtedy) jak najmocniej.

Chestnut Pepperchestnutrice Sunday, January 22, 2012 11:06:22 PM

Ależ ja mogę żyć bez nowych gier, ba, ciągle to robię. Ale taki protest ma tyle samo sensu co zaprzestanie kupowania gier. Jakbyś nie wiedział skarbie - ja je dalej kupuję. A że nie mam zamiaru płacić za gówno, na którym się przejechałem i do części firm straciłem zaufanie?

scobin Monday, January 23, 2012 12:16:01 AM

@Borys

"Ad. 1: Czy biblioteki polskich uczelni nie prenumerują zagranicznych periodyków?"

Prenumerują to i owo, ale:

1. nie wszystko,
2. bardziej problematyczne od periodyków są druki zwarte (których z reguły nie ma w bazach danych, a humanistyka to jednak nie tylko czasopisma).

"A może chodziło Ci o to, że przed dylematem "albo nielegalnie, albo wcale" stają naukowcy z krajów Trzeciego Świata?"

Generalnie stają przed nim badacze z krajów półperyferyjnych i peryferyjnych. Polska także się tu zalicza, chociaż pewnie raczej do tej pierwszej grupy. smile

"Brać naukowa powinna się więc zbuntować i przenieść z publikacjami do internetu. arXiv to krok w dobrym kierunku".

Zgadzam się w zupełności. Szkoda, że matematycy zauważyli to szybciej niż np. psycholodzy. wink

"Państwo, poprzez dofinansowanie ośrodków naukowych, powinno zadbać o to, by krajowa nauka była konkurencyjna. A jeśli o to zadbać nie umie, to naukowcem zostaje się na własne ryzyko".

Zauważ jednak, że jeśli znacząco zmniejszy się liczba takich ryzykantów, to tym trudniejsze będzie wydobycie nauki danego kraju z przepaści. Błędne koło.

""Kraść" — "zabierać coś komuś po kryjomu". "Zabrać" — "wziąć kogoś lub coś ze sobą"".

Korzystamy z tego samego słownika. smile Ale zobacz: to nie jest tak, że kiedy spiracisz jakiś program, to jego twórca już nigdy nie będzie mógł skorzystać ze swojego prawa do dysponowania tym programem. Możesz powiedzieć, że pirat pozbawia kogoś należnego zysku, jednak słowo "należny" też nie jest całkiem oczywiste.

I jeszcze jeden interesujący link: http://wyborcza.pl/1,118283,11012251,Cala_Polska_to_zlodzieje_i_piraci_.html.

Pozdrawiam!

Seji Monday, January 23, 2012 8:47:23 AM

Borysie,

Zanim sie zabierze glos w jakiejs sprawie, warto sie z tematem zapoznac - albo chociaz udawac, ze sie zapoznalo. W zasadzie na tym powinno sie skonczyc romzowe z ignorantem, ale nie odmowie sobie przyjemnosci wyjasnienia Ci paru rzeczy. :)

Zaczne od najzabawniejszej:

"Wątpię, czy naprawdę Cię nie stać — bo płyty, książki i filmy nie kosztują majątku"

Czy Pan Norweg wie, jakiej wysokosci sa najpopularniejsze zarobki w Polsce*, jakie sa w tymze kraju ceny plyt, ksiazek, filmow i koszty zycia? Najwyrazniej Pan Norweg nie wie. Proponuje wyjrzec poza swoje naftowe Eldorado i sie zainteresowac.

To w kwestii ekonomicznej, ktora zalezy od punktu zamieszkania i zarabiania.

* Polske wybralem losowo jako przyklad najlepiej mi znany.

Jedzmy dalej.

"Owszem, jest. Piractwo to złodziejstwo,"

Nie jest. Wlasciciel nie traci nic fizycznie. Do tego nie ma przelozenia liczba plikow sciagnietych=straty z powodu niekupienia produktu. Czesc tych, co sciagnela, i tak by nie kupila. za to sporo tych, co sciagaja, kupuja, bo uwazaja, ze warto. Owszem, sa tez tacy, co by kupili, ale sciagneli i nie kupia, ale to czesc puli, nie wszyscy.

Na marginesie, czy znasz skladowe ceny plyty CD i ile z tego dostaje autor, a ile wydawca? Wiesz, po co wprowadozno regionalizacje DVD i Blu-Ray (oraz przy dystrybucji cyfrowej)?

Gdybys zadal sobie trud zapoznania sie z ACTA, SOPA, PIPA, to moze dostrzeglbys problem wykluczenia z korzystania z dobr kultury, ktory grozi po wprowadzeniu tychze aktow prawnych. Odciecie od sieci dzisiaj to potezna sankcja - za to, ze ktos sciagnal film uniemozliwi mu sie np. szukanie pracy. Taka Finalndia uznala dostep do internetu za prawo czlowieka, nalezne kazdemu obywatelowi.

Popatrzmy na Blogrysa. Naruszenia znakow towarowych:
http://my.opera.com/Borys/blog/2012/01/08/wyslane-z-mojego-ipada
Naruszenia znakow towarowych i praw autorskich do plakatow: http://my.opera.com/Borys/blog/2012/01/01/filmorys-10
Jestes wlascicielem tego filmiku? Zaplaciles autorowi? http://my.opera.com/Borys/blog/2011/06/05/glupi-filmik-na-niedziele-8

Zgodnie z nowymi przepisami twoj blog zostanie zgloszony, zamkniety, a Tobie utna kabel, jesli nie wiecej. Co ciekawe, sa teoretyczne podstawy do scigania kazdego, kto do Twojego bloga linkowal, wchodzil nan i czytal - przegladarka pobiera pliki do pamieci podrecznej i zapisuje na dysku, wiec pobrala tez tresci, do ktorych internauta, tak jak Ty, nie ma praw. Wlasnie utrudniles zycie kilkudziesieciu osobom. Dziekujemy.

Ale pliki i kopie to tylko jedna strona ACTA. Tam jest wiecej, np. o lekach generycznych. Do tego tajne rozmowy na temat tego paktu prowadzono bez udzialu np WTO, gdyz panstwa trzeciego swiata sa w opozycji do ACTA, m.in. ze wzgledu na blokady w obrocie i wytwarzaniu generykow. Do tego przepisy zabraniajace przewozenia podrobek moga skutkowac np. zabieraniem ludziom ubran na granicy. Wszystko w imie lobby producentow. Tak samo z niepochlebnymi recenzjami (zamykamy, bo znak towarowy), opiniami niewygodnymi dla politykow (zamykamy, bo zawsze znajdzie sie naruszenie ACTA - bardzo szerokie kryteria) plus pozwala na postepowanie bez wyroku sadu (monitoring) i uznaje kopiowanie nie za sprawe cywilna, ale karna, scigana z urzedu, a nie na wniosek wlasciciela praw (sciagasz grafike, jestes jak morderca). Jest tego wiecej, ale musisz poczytac.

Doksztalcic sie mozesz tutaj: http://teukros.wordpress.com/2012/01/22/acta-jak-to-wlasciwie-wyglada oraz http://prawo.vagla.pl/acta

PS. Tu pewnie powinienem wrzucic zdjecie mojej polki z DVD i kopie maili od Ciebie, w ktorych wysylasz mi linki do torrentow, ale to juz zostawie dla policji. :)


EDIT

A skoro jumactwo, to idz nawrzucaj Coelho, ze jest zlodziejem - okrada sam siebie do tego http://paulocoelhoblog.com/2012/01/20/welcome-to-pirate-my-books/ :)

Unregistered user Monday, January 23, 2012 1:18:24 PM

Arek writes: Marcin, jestem bardzo pozytywnie zaskoczonym poziomem Twojego komentarza. Idę po czipsy, liczę na flejm :)

Seji Monday, January 23, 2012 2:07:30 PM

Arku, ja zawsze pisze komentarze na poziomie, tylko Wiadome Sily twierdza inaczej. ;)

Poflejmic bedzie mozna, jak Borys ACTA poczyta. Wtedy dwoch nie-prawnikow da popis swojej ignorancji. :P

Unregistered user Monday, January 23, 2012 2:22:05 PM

Chestnut writes: Poflejmic można zawsze i wszędzie, bez względu na to z kim i jak, wystarczy trochę chęci. ;)

Borys Monday, January 23, 2012 6:48:18 PM

@Chestnut:

Najgorszym typem jumakiem jest oczywiście Piratus Gimbus. Jeśli chodzi o Piratusa Biedakusa to trafiasz w sedno pisząc: "Tu już można dywagować nad tym, czy w ogóle powinien to robić, bo to nie jest rzecz, od której zależy życie, można bez tego się obyć". Nie powinien, bo nie zależy i można. A co do Piratusa Testusa, dwie uwagi:

1. Wśród jumaków pokutuje mit Pirata Który Potem Kupuje. Owszem, zdarzają się z pewnością piraci, którzy czasem potem coś kupią, ale to margines. Większość grzeje tyłki na terabajtowych twardych dyskach z zajumanymi produktami. A ci, którzy faktycznie kupują, jak sam zauważyłeś, kupują "co lepsze". Niestety dla mitu, "co lepsze" to określenie bardzo względne. W praktyce Testus kupi jeden produkt na kilkadziesiąt zajumanych, co nijak nie usprawiedliwi jumania.

2. Jeżeli chcesz poznać produkt przed zakupem, to w dobie internetu (od którego w czwartek odetnie nas ACTA! szybko! biegiem do najbliższego kościoła i bijmy w dzwon na trwogę!) masz multum możliwości. Triale, gameplaye, recenzje, metarecenzje, wersje demo, previewy na iTunes, darmowe próbki tekstu. Wybacz, ale pisanie, że to wszystko nie wystarcza, żeby wyrobić sobie własną i celną opinię, zakrawa albo na straszną hipokryzję, albo na kognitywny kretynizm.


"I jeszcze jedna rzecz - co z wypadkami, kiedy wydawca w chujowy sposób zabezpiecza grę tak, że uczciwy gracz nie może w nią zagrać bez pierdolenia się z jakimś gównem?"

Jeżeli firmy, takie jak Activision i Nintendo, Cię zlewają, czy to poprzez DRM-y, czy z powodów geograficznych, po prostu ignoruj ich produkty. Alternatyw masz w bród.


"Jedyną możliwością, żeby zwiększyć sprzedaż i obniżyć piractwo, byłoby"

Zapomniałeś o czwartej możliwości: odcinanie cwaniaczków od netu. Przykład szybko pójdzie w świat i reszta się uspokoi.


"Do tego chociażby odnośnie muzyki - taki pirat wyda właśnie więcej pieniędzy na płyty/koncerty, bo pozna, wyrobi swój gust muzyczny."

Gdyby artyści chcieli zarabiać na koncertach, rozpowszechnialiby swoje płyty za darmo. Nie robią tego, decydują się na określony sposób dystrybucji, a my musimy uszanować ich wolę — tak jak chcielibyśmy, żeby odbiorcy uszanowali naszą wolę, gdybyśmy to my byli twórcami. Ah, wait, zapomniałem, że 95% jumaków tego przecież nie zrozumie, bo oni nastawieni są na bezmyślną i niepohamowaną konsumpcję.

scobin Monday, January 23, 2012 7:45:29 PM

"Owszem, zdarzają się z pewnością piraci, którzy czasem potem coś kupią, ale to margines."

http://wyborcza.pl/1,118283,11012251,Cala_Polska_to_zlodzieje_i_piraci_.html ;-)

Chestnut Pepperchestnutrice Monday, January 23, 2012 9:15:16 PM

'Triale, gameplaye, recenzje, metarecenzje, wersje demo, previewy na iTunes, darmowe próbki tekstu.'

Triale - jak najbardziej, super, jestem za, fajny sposób wymyśliło Onlive czy PSN (na wykupionym koncie bodajże), że możesz pograć powiedzmy godzinkę danej gry. Super pomysł.
Gameplaye - nie masz pojęcia o czym mówisz, sugerowanie się zakupem gry po gameplayu to jak sugerowanie się zakupem auta po tym, jak go prowadzi ktoś w reklamie. Trzeba samemu ograć, a nie patrzeć jak ktoś gra. Tak się przejechałem na kilku grach, nie mówiąc o wielu przypadkach, gdy gra grana przez kogoś wygląda na fajniejsza, niż jak się w nią gra samemu.
Recenzje - branżowe nic nie warte, liczy się bardziej opinia sprawdzonych znajomych. To już nie te czasy, że mogłeś zaufać temu czy tamtemu sajtowi/magazynowi. Teraz liczy się hajp i kasa. To jest smutna prawda.
Demo - nie zawsze jest dostępne.
Previewy na iTunes - super, ale nie chcę mieć nic wspólnego z iTunes, więc przesłucham kilkadziesiąt razy na youtubie i kupię gdzieś indziej. :)
Darmowe próbki tekstu - też super, wielokrotnie myślałem o takim sposobie, żeby wydać np. jeden pełny chapter komiksu/książki jako reklama.

'Wybacz, ale pisanie, że to wszystko nie wystarcza, żeby wyrobić sobie własną i celną opinię, zakrawa albo na straszną hipokryzję, albo na kognitywny kretynizm.'

Więc tak - Skyrim. Po przejażdżce z Oblivionem i FO3 nie chciałem mieć wiele wspólnego z bethesdą, ale ściągnąłem, żeby zobaczyć, czy czegokolwiek się nauczyli. I wsiąkłem. Dwa dni później kupiłem grę (bo dzień później była premiera równoległą ze świętem państwowym, no i hej, granie na piracie przed premierą, yeaaaah) i nie ma mowy, że bym zaufał jakimś recenzentom (bo oni gówno wiedzą, czy raczej gówno opisują i się jarają byle czym - lub zależnie od tyle ile im zapłacono). Pewnie, niby dualwielding czarów może fajnie wygląda na filmiku, ale o wiele bardziej zachęca gdy sam go wykorzystasz.
Recettear - było zajebiste demko, pograłem, zachęciło niebotycznie, ściągnąłem pirata bo mi gra nie odpowiadała cenowo (pod względem polszej waluty), jak była przecena to niedawno kupiłem.
Podobnie z minecraftem, którego tylko kupiłem w alfie jakiś czas temu. A swoją drogą - Notch, twórca minecrafta, nie ma nic przeciwko piractwu, bo jak sam mówi - nikt go nie okrada. Masz zamiar mówić za wszystkich twórców, że piractwo jest be? Czy raczej za wielkie firmy wydawnicze, którym na tym zależy?

'W praktyce Testus kupi jeden produkt na kilkadziesiąt zajumanych' w praktyce więcej gier kupiłem niż kiedykolwiek zajumałem, mimo wszystko wolę grać na oryginałach, ale nie mam zamiaru walczyć z piractwem.

'Jeżeli firmy, takie jak Activision i Nintendo, Cię zlewają, czy to poprzez DRM-y, czy z powodów geograficznych, po prostu ignoruj ich produkty. Alternatyw masz w bród.' Skoro i tak na mnie nie zarobią, to co tracą przez to, że spiracę ich produkt? I zauważ, nie zarobią z własnej winy, a nie dlatego, że i tak bym nie kupił. Ja bym z chęcią kupił wiele gier od nintendo.

'Zapomniałeś o czwartej możliwości: odcinanie cwaniaczków od netu. Przykład szybko pójdzie w świat i reszta się uspokoi.'

A o stadionie Xlecia pan Norweg kiedykolwiek słyszał?:)

'Gdyby artyści chcieli zarabiać na koncertach, rozpowszechnialiby swoje płyty za darmo.'

Gdyby artyście nie chcieli być sławni, to by nie podpisywali umów z wydawnictwami. Coś za coś - my was promujemy, nagrywacie nam X płyt, macie z tego mały profit, a jak chcecie zarobić coś jeszcze to sobie róbcie koncerty/ogarniajcie sami.

Jakbym był muzykiem, to bym nie miał nic przeciwko temu, że piracą moją muzykę. Dużo ludzi piraci - znaczy, że mnie lubią. Taki Skrillex (który robi muzykę na jedno kopyto, ale jak ktoś wytrzyma to można posłuchać) w jednym z postów na facebooku dotyczącym jego nowej płyty powiedział mniej więcej tak 'kupcie nowa płytę, a jak kogoś z was nie stać, to sobie spiraćcie, a co mi tam'. Tu jest pytanie, czy jesteś artystą, czy sprzedajną kurwą plującą sie o ostatni grosz. :)

Jakbym robił gry, to może i byłbym zły w wypadku, kiedy kupiło ją powiedzmy 500 ludzi a spiraciło milion. Ale co to znaczy - że gra jest chujowa i każdy chciał zobaczyć jak bardzo, czyli że moja wina, czy że ludzie to pizdy i nie zapłacą bo jest np. single only. Ale wtedy jeśli jest naprawdę dobra, to powinno ją kupić trochę więcej niż te 500 ludzi, nie?

Seji Monday, January 23, 2012 10:52:14 PM

@Borys

Dlaczego Ty, naukowiec, nauczyciel, inteligent, opowiadasz bajki, ktore sam sobie moglbys zweryfikowac, zanim palniesz cos glupiego?

"1. Wśród jumaków pokutuje mit Pirata Który Potem Kupuje. Owszem, zdarzają się z pewnością piraci,"

Na zachete - http://arstechnica.com/old/content/2006/03/6418.ars - kanadyjske stowarzyszenie wydawcow muzyki przyznaje, ze sciagajacy sa lepszymi klientami. Sa badania na ten temat, raporty, znajdziesz sobie w ramach edukacji.

"Triale, gameplaye, recenzje, metarecenzje, wersje demo,"

Jestes w stanie podac procentowo, ile gier wychodzacych obcenie dostaje wersje demo? Albo ile gier wyroznionych w tej chwili na Steamie )featured item) ma wersje demo? Podpowiem: 2 na 10. I to jest ogolna tendencja. Dema to juz raczej piesn przeszlosci - a jak sa, np konsolowe, to ostatnio maja limit uruchomien (dzis mi znajomy polecal dwa tytuly, nie pamietam niestety, jakie, ale dema maja licznik).

"Gdyby artyści chcieli zarabiać na koncertach, "

Artysci zarabiaja przede wszystkim na koncertach. Z ceny plyty artysci dostaja kilka procent (dolara, dwa, patrzac na US). Reszta to niewielki koszt tloczenia, koszt nagrania i olbrzymia marza wydawcy.

MisiołakMisiolak Tuesday, January 24, 2012 9:11:47 AM

@Borys
"Nie zagłębiałem się w treść ACTA, SOPA ani PIPA i nie będę wypowiadał się na ich temat."
Warto zainteresować się prawem, nim prawo zainteresuje się Tobą. Jak Seji pokazał i na Borysa jest hak.

"Tymczasem zamknięto Megaupload."
Tymczasem nie zamknięto żadnego innego serwisu oferującego podobne usługi. Też nazwijmy rzecz po imieniu. Korupcja? Kumoterstwo?

"Chyba nigdy wcześniej na Blogrysie nie pisałem o piractwie."
Barwnie opisywałeś "słuszne" "zatopienie" Pirate Bay.

"Piractwo to nie jest złodziejstwo!"
Nie jest, co udowadniali Scobin i Seji. Ba! Korporacje też nie uważają tego za złodziejstwo, bo za jumanie płyty ze sklepu czeka mnie mniejsza grzywna niż za ściągnięcie mp3 - przynajmniej według antypiratów.

Czy piractwo jest czynem wątpliwym moralnie? Być może. Dzięki współczesnym technologią ten problem moralny jawi się jako statek Tezeusza.
Jak bardzo różne jest wypożyczenie książki z biblioteki od ściągnięcia jej z sieci? Mogę nawet stwierdzić, że ściągnięcie będzie szlachetniejsze, bo nie blokuję dostępu osobie bez internetu. Jak bardzo różne jest nagranie piosenki z radia/zgranie płyty od znajomego od ściągnięcia mp3 z internetu?

@LordThomas - "Weź rozkręć biznes na zasadach o jakich mówisz i udowodnij nam wszystkim, że się mylimy."
Cory Doctorow rozkręcił i udowadnia, że się mylicie.

@Seji
Steam robi też coś co się nazywa Free Weekend, czyli przez weekend można grać za darmo w dany tytuł - szkoda tylko, że niezbyt często (1 gra/miesiąc jak dobrze pójdzie), bo to IMO świetny sposób na wybadanie gry.

LordThomas Tuesday, January 24, 2012 9:49:30 AM

Originally posted by Misiolak:

Korporacje też nie uważają tego za złodziejstwo, bo za jumanie płyty ze sklepu czeka mnie mniejsza grzywna niż za ściągnięcie mp3 - przynajmniej według antypiratów.



Czeka Cie mniejsza grzywna bo masz większą nieuchronność kary niż w przypadki jumania, więc "wyrównują" sobie wyższą karą. Co oczywiście jest zupełnie bezcelowe - nie da się niczym zastąpić nieuchronności kary, nawet jakby za jumania było rozstrzelanie to nie będzie odstraszać nikogo jeśli będzie rzadsze niż wygrana w totka. Z drugiej strony pouczenie na komisariacie z małym mandatem przy co drugim ściągniętym filmie od razu zatrzymałoby cały proceder.

Originally posted by Misiolak:

Jak bardzo różne jest wypożyczenie książki z biblioteki od ściągnięcia jej z sieci? Mogę nawet stwierdzić, że ściągnięcie będzie szlachetniejsze, bo nie blokuję dostępu osobie bez internetu. Jak bardzo różne jest nagranie piosenki z radia/zgranie płyty od znajomego od ściągnięcia mp3 z internetu?



Biblioteka płaci za książki, radio płaci za piosenkę. Dla gościa który nie dostanie kasy bo ściągniesz pirata to jednak jest drobna różnica.

Originally posted by Misiolak:

Cory Doctorow rozkręcił i udowadnia, że się mylicie.



I bardzo dobrze. I tak to powinno się odbywać. Zaryzykował swoją przyszłością bo wierzył, że się uda. Z czasem być może więcej osób dojrzy słuszność tej postawy i postąpi podobnie. Natomiast piraci którzy mówią o złym modelu dystrybucji chcą narzucić innym swoje wizje przy czym oni nie ryzykują swoim majątkiem i swoją przyszłością, oni po prostu jumają. To jest złe, z tym trzeba walczyć, to trzeba tępić.

Seji Tuesday, January 24, 2012 9:59:01 AM

@Lord

"Biblioteka płaci za książki, radio płaci za piosenkę. Dla gościa który nie dostanie kasy bo ściągniesz pirata to jednak jest drobna różnica."

Biblioteka placi raz. Nie placi od wpozyczenia. A jak dostanie ksiazke od kogos za darmo, to nie placi w ogole. Autor nic materialnego z tego bezposrednio nie ma - posrednio ma grono czytelnikow siegajacych po jego inne ksiazki, takze kupujacych je.

Jeszcze raz, nie ma przelozenia 'nie sciagnie=kupi'. Argument, ze jak sie sciagnie, to sie bedzie kasy, jest chybiony.

Co do Megaupload, to juz Fileserve i Filesonic zablokowaly mozliwosc pobierania dla osob trzecich (stajac sie po prostu wirtualnymi dyskami), co np. uderzylo w mojego znajomego rysownika komiksow, ktory udostepnial swoje prace za darmo na Fileserve. http://gunardan.blogspot.com/2012/01/sopa-acta-i-reszta-gowna.html

Plus jest dodatkowy, ciekawy watek odnosnie Megaupload - http://www.digitalmusicnews.com/permalink/2011/111221airvinyl - rajd FBI na zamowienie, bo rosla cyfrowa konkurencja?

LordThomas Tuesday, January 24, 2012 10:17:45 AM

Originally posted by Seji:

Biblioteka placi raz. Nie placi od wpozyczenia.



No ok, to nie jest nic złego, taki model dystrybucji.

Originally posted by Seji:

A jak dostanie ksiazke od kogos za darmo, to nie placi w ogole.



...a to oznacza, że ten ktoś musiał kupić tą książkę czyli, że jednak ktoś coś z tego miał.

Originally posted by Seji:

Jeszcze raz, nie ma przelozenia 'nie sciagnie=kupi'. Argument, ze jak sie sciagnie, to sie bedzie kasy, jest chybiony.



Owszem, dobrze więc, że to nie jest mój argument smile Ja mówię tylko tyle, że jeśli ktoś decyduje się na 'nie kupi=nie przeczyta/zagra/posłucha' stawiając na szali swoją przyszłość to jest to jego autonomiczna decyzja. Jeśli ktoś inny decyduje się na 'nie kupi=posłucha/zagra/przeczyta, a może przyszłości kupi' to też jest jego decyzja za którą on poniesie konsekwencje. I to jest dobre.

Można oczywiście wpływać na model dystrybucji. Od kupowania tych co wspierają inny model dystrybucji po przepychanie w kraju praw które wymuszają nowy model dystrybucji. Wtedy piłka jest po stronie dostawców - mogą się dostosować do przepisów albo wycofać się z rynku. I to jest ich decyzja bo to oni ryzykują swoją przyszłością. Wszystko zgodnie z prawem.

Natomiast jumanie z gębą pełną frazesów, że dystrybucja powinna wyglądać inaczej to zwykłe złodziejstwo.

Originally posted by Seji:

rajd FBI na zamowienie, bo rosla cyfrowa konkurencja?



Bardzo możliwe. Zaznaczę tylko, że to nie jest tak że przeciwnicy 'złych ludzi' muszą być 'dobrymi ludźmi'. Mogą być jeszcze gorsi. Ale to nie zmienia negatywnej oceny tych pierwszych.

Seji Tuesday, January 24, 2012 10:31:52 AM

@Lord

"No ok, to nie jest nic złego, taki model dystrybucji."

No popatrz. :P

"...a to oznacza, że ten ktoś musiał kupić tą książkę czyli, że jednak ktoś coś z tego miał."

Kupuje plyte CD z muzyka - place za nia, czyli ktos cos z tego ma. Kopiuje i wrzucam na siec. Czym roznie sie od biblioteki? :) (pominmy tu na chwile zwielokrotnienie tresci, bo nie jest istotne).

"Natomiast jumanie z gębą pełną frazesów, że dystrybucja powinna wyglądać inaczej to zwykłe złodziejstwo."

Dystrybucja powinna wygladac inaczej. Albo jeszcze z innej strony - dystrybucja moze zostac, jaka jest, ale powinien zmienic sie model oplat. Nie mam nic przciwko oplacie wliczanej do kasy za lacze sieciowe, ktora ma isc na artystow (jak dzis podatek od kopiowania w cenie plyt CD, nagrywarkach, ksero... To jeszcze inny problem - przeciez zaplacilem za mozliwosc kopioania, a traz mi sie to zabiera?!). Choc tak naprawde organizacje zbiorowego zarzadzania reprezentuja same siebie, nie artystow. To bylo dobre, jak do skopiowania plyty potrzeban byla fabryka winylu, a do skopiowania ksiazki zastep skrybow lub dobry powielacz.

Dzis nie dosc, ze kazdy moze kopiowac, to kazdy moze produkowac tresc - i tu prawo jest lata w tyle za technolgia. Jasne, zabraniamy kopiowania - ale tu znow wraca (ulubiony chyba przyklad Vagli) kwestia pamieci podrecznej przegladarek - wszysto jest zgrywane na dysk, czy chcemy, czy nie - wyswietlasz kopie ksiazki na stronie lub odtwarzasz plik osadozny w stronie - nie pobierasz, ale przeladarka i tak go skopiuje, bo musi, zebys mogl poczytac/odsluchac. Automatycznie stajesz sie piratem.

Potrzbebujemy nowych rozwiazan prawnych, a nie kurczowego trzymania sie nieprzystajacych przepisow. Rewolucji cyfrowej powstrzymac sie nie da, chyba zeby wprowadzic calkowity zamordyzm. A w zwiazku z tym potrzebne sa rozwiazania, ktore beda dobre dla artystow i odbiorcow - niekoniecznie dla koncernow - siec pozwala wyeliminowac posednikow, wiec wiecej pieniedzy moze isc do kieszeni autora.

LordThomas Tuesday, January 24, 2012 10:47:43 AM

Originally posted by Seji:

Kupuje plyte CD z muzyka - place za nia, czyli ktos cos z tego ma. Kopiuje i wrzucam na siec. Czym roznie sie od biblioteki? smile (pominmy tu na chwile zwielokrotnienie tresci, bo nie jest istotne).



To, że na 'model biblioteczny' (i inne akceptowalne rozwiązania z różnych branż) została wyrażona zgoda (bezpośrednia bądź pośrednia przez wejście w rynek kraju posiadającego określone przepisy), a na Twój model nie i jest on niezgodny z prawem. Tylko tyle. Aż tyle.

Originally posted by Seji:

Dystrybucja powinna wygladac inaczej. [...]



No bardzo fajnie. Ja się z Tobą zgadzam. I? To nie usprawiedliwia złodziejstwa. Dwa akapity napisałem o tym powyżej 'gęby pełnej frazesów' do czego się nie odniosłeś.

Seji Tuesday, January 24, 2012 11:05:11 AM

" a na Twój model nie i jest on niezgodny z prawem. Tylko tyle. Aż tyle."

No to czas na zmiane prawa. I to sie tez odnosi do akapitu nad geba frazesow.

Chestnut Pepperchestnutrice Tuesday, January 24, 2012 11:17:58 AM

Seji, zanim te prawo pozmieniają to my już w grobach będziemy. smile

LordThomas Tuesday, January 24, 2012 12:21:07 PM

Originally posted by Seji:

No to czas na zmiane prawa.



I rest my case.

Seji Tuesday, January 24, 2012 12:38:07 PM

restuj, dopowiem ze zmiane wymuszona nie frazesami, ale rozwojem techniki.

MisiołakMisiolak Tuesday, January 24, 2012 2:22:01 PM

"Z drugiej strony pouczenie na komisariacie z małym mandatem przy co drugim ściągniętym filmie od razu zatrzymałoby cały proceder."
A nie lepiej od razu ustalić przyjazny cenowo abonament i nie traktować każdego klienta jako potencjalnego bandytę?

"Biblioteka płaci za książki"
Zwłaszcza za egzemplarz obowiązkowy. W Polsce jest o tyle ciekawie, że autor/wydawca ma niepłacone coś koło dwudziestu razy, a ja dalej pożyczam za darmo.

Borys Tuesday, January 24, 2012 2:39:41 PM

@Wszyscy:
Chciałem zwrócić uwagę — bo zaraz nam się wszystko pomerda — że mówimy o trzech różnych (choć oczywiście w ogromnym stopniu zazębiających się) rzeczach i ich mieszanie nie ułatwi nam dyskusji:
1. Jumactwo. A więc zjawisko polegające na tym, że zamiast kupić płytę, film, książkę, grę albo program, bezczelnie ściągam ją z sieci, wbrew woli autora i łamiąc zasady dystrybucji.
2. ACTA, PIPA i SOPA. Zerknijcie do drugiego zdania mojej notki, bo jest ono tutaj kluczowe. Jeżeli natomiast oburzyła Was reszta pierwszego akapitu, jeśli sądzicie (Wy = Seji i Misiołak), że podchodzę do kwestii tych traktaktów zbyt beztrosko, to w odpowiedzi do Sejiego (która niedługo się pojawi, przepraszam za lagi) określę wyraźniej swoje stanowisko (chociaż w sumie wszystko znajdziecie w tym pierwszym akapicie).
3. Model korzystania z kultury w cyfrowym wieku. Oczywiście, zgadzam się, ze Scobinem, że wypadałoby go zmienić, zmodernizować. Jaki status prawny mają moje ukochane mash-upy? Czy wolno tworzyć autorskie zwiastuny filmów i umieszczać je na YouTubie? Nie wiadomo, przepisy tego nie regulują. A powinny i również uważam, że dla dobra kultury powinny być liberalne. Ale jumactwo pozostanie jumactwem, bo większość piratów juma w celach konsumpcyjnych, nie twórczych. (To trochę tak, jakby usprawiedliwiać narkotyki tym, że przecież niektórzy artyści lubią sobie wypalić jointa i potem piszą lepsze wiersze. Okej, ale co ma piernik do wiatraka?) Poza tym łamanie prawa nie może być defaultowo usprawiedliwiane tym, że nam się owo prawo nie podoba.

@Seji i Misiołak:
Odpowiem wkrótce na Wasze komentarze bezpośrednio, ale na razie nie sposób nie zauważyć, że Wasza kontrargumentacja jest nieco okrężna. Odnieście się, proszę, do meritum, czyli do dwóch konkretnych sytuacji:
M1. Ktoś ma ochotę na np. nową płytę zespołu X. Zamiast ją kupić, ściąga ją z netu i bez skrępowania jej potem na okrągło słucha. Ten ktoś nie ma najmniejszych zamiarów kupić z czasem legalnego wydania. Zgodzimy się chyba, że takie przypadki występują bardzo często. Według mnie to jumactwo, które należy potępić. A według Was?
M2. Ktoś piraci duże ilości muzyki, często jej słucha, a potem od czasu do czasu coś kupi (powiedzmy jakieś 10% tego co ściągnie). Takie przypadki też się zdarzają (choć, jak już napisałem, według mnie to margines — do linka podrzuconego przez Sejiego odniosę się potem). Czy naprawdę nie przeszkadza Wam kluczowy tu fakt, że taka osoba ma w czterech literach wolę artysty, który wybrał inny sposób dystrybucji? Przecież gdyby artysta chciał, żeby potencjalni odbiorcy wypróbowywali jego dzieło za darmo, mógłby to ogłosić (tak jak Coelho smile). Czy uważacie więc, że jego decyzję (o nierozprowadzaniu swojego dzieła za friko) należy po prostu zignorować? A może artysta jest głupi, bo wybiera "przestarzały model dystrybucji"? A może daje się doić przez chciwą wytwórnię, a piraci go poniekąd ratują? Nie pytam ani ironicznie, ani retorycznie.

LordThomas Tuesday, January 24, 2012 2:41:46 PM

Originally posted by Misiolak:

A nie lepiej od razu ustalić przyjazny cenowo abonament i nie traktować każdego klienta jako potencjalnego bandytę?



Można. Jeśli jakiś wydawca tak zrobi to tylko mogę mu pogratulować i skorzystać. Ale jeśli postanowi tak nie robić to ma do tego pełne prawo bo to on ryzykuje (zaczynam się już męczyć powtarzaniem tego). I ma pełne prawo oczekiwać, że ci co łamią jego zasady będą ścigani na zasadach obowiązujących w danym kraju.
Można nawet ten abonament wprowadzić odgórnie na poziomie państwowym i powiedzieć, że wszystko co tu jest wydawane może być w ten sposób pobierane i udostępniane i np. cześć tego abonamentu ląduje u wydawcy. I wtedy każdy wydawca sam rozważy czy mu się opłaca wchodzić w rynek czy nie.
To NIE JEST to samo co stwierdzenie "ja bym inaczej to urządził więc będę jumał i to jest usprawiedliwione moralnie". Nie jest.

Originally posted by Misiolak:

Zwłaszcza za egzemplarz obowiązkowy. W Polsce jest o tyle ciekawie, że autor/wydawca ma niepłacone coś koło dwudziestu razy, a ja dalej pożyczam za darmo.



Misiołaku, a czytałeś to (5 komciów wyżej): "To, że na 'model biblioteczny' (i inne akceptowalne rozwiązania z różnych branż) została wyrażona zgoda (bezpośrednia bądź pośrednia przez wejście w rynek kraju posiadającego określone przepisy), a na Twój model nie i jest on niezgodny z prawem."?

Seji Tuesday, January 24, 2012 2:57:32 PM

@Borys

M1 i M2 - bez kontekstu, obie sytuacje sa nie w porzadku. Co do tego sie zgadzamy chyba wszyscy.

Doloz kontekst - nowoczesne technologie, chec obcowania z kultura tam, gdzie nie jest to mozliwe, ekonomia. I juz nie masz czarno-bialej sytuacji. O to sie wszystko rozbija. Nikt nie mowi: "nie placic autorom". Placic, jak najbardziej. Ale brac nalezy pod uwage prawa uzytkownika - prawo do kopii chociazby (DRM anyone?), prawo do remixu niekomercyjnego, prawo do przeniesienia na inne urzadzenie, co w epoce cyfrowej jest nie do unikniecia (chyba, ze zabronic produkcji mp3playerow i softu do ripow) i tak dalej. Pod haslem "skonczyc z piractwem" probuje sie wdrozyc ograniczenie praw uzytkownikow koncowych i zawrocic kijem postep techniczny.

Ja chce moc swobodnie dysponowac trescia, dzielic sie nia, pobierac, ale chce tez, zeby autorzy dostawali nalezne im wynagrodzenie.

Borys Tuesday, January 24, 2012 3:15:43 PM

Cieszę się, że się zgadzamy, nawet jeśli jest to zgoda poza kontekstem. smile Sprawa rozbija się więc prawopodobnie o punkt trzeci (model korzystania z kultury w cyfrowym wieku). Ale: Dzisiaj każdy artysta (lub grupa artystów) może bez problemu publikować swoje dzieła w internecie. Wielu decyduje się jednak tego nie robić i wybiera model tradycyjny. Uważasz, że w takich sytuacjach wolno nam nie szanować ich woli, bo "wiemy lepiej" (bez ironii) i naszymi pirackimi postępkami musimy wywierać presję na ich sposób myślenia?

Seji Tuesday, January 24, 2012 3:45:06 PM

Presja nie jest - i nie powinna byc - wywierana na artystow, ale na dysponentow prawami do dystrybucji utorow i na prawodawcow. Ja bym chetnie Foxowi czy CBS zaplacil za mozliwosc ogladania serialu na ich stronie - ogladac nie moge z przyczyn licencyjnych (jestem poza US), a pieniedzy nikt ode mnie wziac nie chce.

Model tradycyjny - plyta CD - powoli ustepuje wersjom elektronicznym. To jeszcze potrwa, miedzy innymi ze wzgledu na problemy prawne (gwarancje dla tworcow). Wydanie CD samodzielnie jest mozliwe jak najbardziej, ale rozbija sie o kanaly dystrybucyjne, zmonopolizowane przez duze firmy i wytwornie (choc podziemie metalowe kiedys sobie z tym radzilo i dzisiaj tez moge kupic plytke bezposrednio od zespolu). Koncerny plytowe kreuja tez marki, bo widza zapotrzebowanie (wszelkie plastikowe idolki) - dla nich to brand jak wszystko inne i musza odzyskac inwestycje, historie z zespolami z ulicy zauwazonymi przez managera nie sa dzis tak czeste.

Ale tez w druga strone - nie opublikuje swojej piosenki w internecie, bo nic nie bede z tego mial. Chce gwarancji, ze zarobie - obecne prawo mi nie pomaga. Owszem, moga scigac sicagajacych, moga ich szykanowac w ramach ACTA, SOPA, PIPA, ale dla mnie, malego artysty, nie ma to znaczenia - gorzej, zalozycie ludziom kaganiec, nikt sie o mnie nie dowie. Dzielenie sie dobrami kultury w sieci daje gwarancje, ze dobre tresci wyplyna, beda powielane, sluchane i czytane, a artysta znany (zreszta, techniki sie nie zastopuje, kropka). trzeba jednak zabezpieczyc dobra artysty. a tego sie nie zalatwi wiezieniem dla nastolatka, co sciaganal plik mp3, tylko takimi uwarunkowaniami, dzieki ktorym artysta dostanie pieniadze (podatek, oplata za lacze -dwa dosc sensowne i pojawiajace sie co jakis czas, pewnie da sie wymyslic cos innego).

Licencje - kiedys kontrola byla prosta, bo na skopiowanie plyty potrzeba bylo infrastruktury. potem byla kaseta i bylo latwiej. Potem CD, potem nagle mp3 i wystarczy jedno klikniecie. tego sie nawet nie da kontrolowac.

BTW - jak bedziesz sprawdzal linki, poszukaj newsa o Szwajcarii, ktorej rzad uznal, ze koncenry medialne zamiast plakac rzadowi, ze sciaganie jest zle, musza poszukac, jak lepiej zdobywac pieniadze i lepszej dystrybucji, bo nie przekonuja nikogo, ze na sciaganiu traca. :)

Borys Tuesday, January 24, 2012 3:54:59 PM

@Seji:
"Czy Pan Norweg wie, jakiej wysokosci sa najpopularniejsze zarobki w Polsce*, jakie sa w tymze kraju ceny plyt, ksiazek, filmow i koszty zycia? Najwyrazniej Pan Norweg nie wie. Proponuje wyjrzec poza swoje naftowe Eldorado i sie zainteresowac."
Gdy sprawdzałem ostatni raz, to najpopularniejsze zarobki w Polsce były zdecydowanie wyższe od ceny płyty, biletu kinowego albo gry. Zacytuję sam siebie: "Najlepiej uświadom sobie najpierw, że nie musisz słuchać dziesięciu nowych płyt i oglądać dziesięciu nowych filmów miesięcznie. Wtedy okaże się, że w gruncie rzeczy Cię stać." A że niektórych stać na kupno więcej płyt niż innych, cóż, takie życie.

"Nie jest. Wlasciciel nie traci nic fizycznie."
Czyli na gapę też wolno jeździ, bo przecież tramwaju nie ubędzie?

"Do tego nie ma przelozenia liczba plikow sciagnietych=straty z powodu niekupienia produktu."
Niczego takiego nie twierdziłem. Nie o straty tu chodzi, ale o brak poszanowania dla własności intelektualnej.

Co do ACTA, PIPA i SOPA, to polecam Ci (i Misiołakowi) dwa rozsądne (choć nie apologetyczne) i mniej alarmistyczne artykuły:
http://teukros.wordpress.com/2012/01/22/acta-jak-to-wlasciwie-wyglada/
http://the-american-interest.com/article.cfm?piece=1182
Że podejmuje się próby ujarzmienia internetu? Owszem. Tak było i będzie z każdym medium - po okresie anarchii przychodzi epoka regulacji. Że zamkną cały internet za naruszanie znaków towarowych w recenzjach i zostanie tylko www.zombo.com? Bzdury. Seji, jeżeli w to wierzysz, to pierwszy odetnę Ci kabel od internetu - bo że jeśli jesteś aż tak naiwny, to sieć przynosi Ci więcej szkody niż pożytku. smile
Rzucasz linkiem do artu sprzed pięciu lat. Gdzie są źródła? Jaką metodologię liczenia stosowali? Na każdy taki link mogę odpowiedzieć Ci linkiem, gdzie twierdzi się coś przeciwnego.

"Jestes w stanie podac procentowo, ile gier wychodzacych obcenie dostaje wersje demo?"
Nie jestem. Z pewnością nie wszystkie. Ale w konstytucji nic nie pisze, że każdy obywatel ma zagwarantowane prawo do wersji demo dowolnej gry. Jeżeli wydawca zdecyduje się takiej wersji nie udostępnić — jego potencjalna strata, jak to już wielokrotnie podkreślał Lord.

Jeżeli nie poruszyłem jakiegoś istotnego wątku z Twoich komentarzy, daj znać. I kiedy ja Ci wysyłałem linki do torrentów?

LordThomas Tuesday, January 24, 2012 4:09:59 PM

Seji, czyli jumanie jest uzasadnione bo wywierasz presje na koncerny w słusznym celu? Tak naprawdę dla dobra społeczeństwa i samych artystów, tylko, że oni jeszcze tego nie widzą? Świat jest urządzony źle i można wbrew woli narzucić model dystrybucji?
Hmm, to zupełnie jak znienawidzona przez Ciebie organizacja o której wspominasz w co drugiej notce, co narzuca ludziom jak mają żyć, czy pozwalać na aborcje, in vitro i inne takie. Oczywiście dla Twojego dobra. Ty co prawda tego jeszcze nie widzisz...
Czy takie porównanie dotrze z przekazem? Próba narzucenia nowego modelu dystrybucji ludziom siedzącym w obecnym modelu wbrew ich woli bo wiesz lepiej czyni Cię Kościołem Katolickim Jumania. Słabo, nie?

(Powyższe porównanie jest skierowane do Sejiego, którego stosunek do KK jest znany i może sprowokuje pewne przemyślenia. Co poniektórzy inni dyskutanci mogą się poczuć dumni z porównania smile )

Seji Tuesday, January 24, 2012 4:14:03 PM

@Borys

"Gdy sprawdzałem ostatni raz, to najpopularniejsze zarobki w Polsce były zdecydowanie wyższe od ceny płyty, biletu kinowego albo gry."

A koszty sobie przypomniales? Nie ma w polowie pelnej szklanki, przypomnij sobie wszystko, a potem policzymy, ile mozna kupic za 1500 zl, jesli z nich cos zostanie. A potem mi powiesz, dlaczego nalezy wykluczac ludzi z udzialu w kulturze i dlaczego godne to jest i sprawidliwe. :)

"Czyli na gapę też wolno jeździ, bo przecież tramwaju nie ubędzie?"

Ubywa :) - zuzycie paliwa/pradu w komunikacji miejskiej zalezne od obciazenia chociazby. :P Zle wybrales. ;)

Teukrosa czytalem - on rowniez zwraca uwage na zagrozenia dla przecietnego czlowieka. Przeczyta takze to http://www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=1090 - ciekawe ustepy o skali kontroli i braku praw jednostki. Zgloszenie - zabor sprzetu, sankcje i to bez oskarzenia. To moze przyjdzie pozniej.

Linki - nie do torrentow akurat, ale do serwisu hostingowego, ktory hostowal swietny norweski film Varg Veum (czy jakos tak), nawet angielskie sieciowe napisy pomogles mi znalezc. :)

A co 5 lat - to akurat znalazlem na szybko. Wchodzisz jako ignorant do tematu, sam musisz odrobic prace domowa, ja za Ciebie niestety nie bede. :)

Powiedz mi tez, Borysie, jak norweskie spoleczenstwo zareagowaloby na dzialania rzadu, ktory w tajemnicy przyjmuje prawo pozbawiajace narod norweski czesci praw i sprzeczne z norweska konstytucja? Cieszylbys sie?


@Lord

Drogi Lordzie, nigdzie nie napisalem, ze sposobem zmiany prawa jest lamanie prawa. Dziekuje, do widzenia.

LordThomas Tuesday, January 24, 2012 4:27:04 PM

Originally posted by Seji:

M1 i M2 - bez kontekstu, obie sytuacje sa nie w porzadku. Co do tego sie zgadzamy chyba wszyscy.Doloz kontekst - nowoczesne technologie, chec obcowania z kultura tam, gdzie nie jest to mozliwe, ekonomia. I juz nie masz czarno-bialej sytuacji.



Znajdujesz jakiś kontekst w którym jumanie nie jest jednoznacznie czarne. Generalnie wedle KK zmuszanie innych do czegoś też jest złe. No ale w kontekście aborcji, in vitro itd. "juz nie masz czarno-bialej sytuacji" (no w zasadzie to masz, tyle, że białą).

Originally posted by Seji:

Dziekuje, do widzenia.



Szczęść Boże!

Seji Tuesday, January 24, 2012 4:29:50 PM

"No ale w kontekście aborcji, in vitro itd. "juz nie masz czarno-bialej sytuacji" (no w zasadzie to masz, tyle, że białą)."

Rozmawiales kiedys ze mna o aborcji? Nigdy nie twierdzilem, ze aborcja to czarno-biale rozwiazanie. Powinna byc dozwolona, ale nie bezwarunkowo i nie jako srodek antykoncepcyjny. Ale dalej, daj kolejne absurdalne porownanie. :)

A skoro juz przywolujesz ogrnaiczanie swobod obywatelskich w imie religii, to jest to podobne do ograniczania swobod obywatelskich w imie prywatnych zyskow prywatnych firm, ktorym udaje sie wylobbowac dobra dla nich i tylko dla nich prawo. Jak Rysiek ze Zdzichem przepychali przpeisy o automatach hazardowych, na ktorych zarabiali, byla afera. Jak Uniwersal z WBEI przepycha przpeisy, dzieki ktorym zarobia wiecej, nie ma sprawy?

Borys Tuesday, January 24, 2012 4:49:44 PM

Na szybko: Dzisiaj o osiemnastej, a więc za chwilę, o ACTA będzie się wypowiadał Hołdys. Jest za. Może być ciekawie. smile

P.S.: Orliński napisał u siebie o ACTA, ale w umiarkowany sposób. Flejm pod notką wybuchnie pewnie i tak smile. Ciekawie o ACTA pisze też Bendyk.

Seji Tuesday, January 24, 2012 7:08:36 PM

Holdys juz sie wypowiedzial: jak smiecie mnie okradac zlodzieje.

Holdysowi podziekujemy.

http://www.alert24.pl/alert24/1,84880,11025613,Wszystko__co_chcecie_wiedziec_o_ACTA___odpowiedzi.html Panoptykon odpowiada na pytania. Ktos uzywa zamiennikow tuszu? Nieautoryzowanych czesci do auta?

scobin Tuesday, January 24, 2012 11:24:39 PM

1. Seji i ja zgadzamy się tutaj pod tyloma względami (nie pod wszystkimi, ale to w ogóle trudno osiągnąć), że jest to prawie podejrzane. ;-)

2. "Ja bym chetnie Foxowi czy CBS zaplacil za mozliwosc ogladania serialu na ich stronie - ogladac nie moge z przyczyn licencyjnych (jestem poza US), a pieniedzy nikt ode mnie wziac nie chce".

Jeżeli Fox i CBS mają jakieś konta bankowe, a ja oglądam ich seriale, to mogę ustalić kwotę, którą uważam za stosowną, po czym przekazać ją na konto tych stacji (analogicznie z książkami i muzyką). Albo mogę zrobić z tymi pieniędzmi coś innego, np. przekazać je sprawdzonej organizacji charytatywnej. To nadal będzie nielegalne, wciąż będzie niejednoznaczne moralnie i podatne na nadużycia, dlatego nawet nie będę próbował nikogo przekonywać, że powinien tak robić (ani że jest to lepsze od tego, co robi obecnie). Natomiast IMHO warto to rozważyć samemu dla siebie.

To będzie daleka analogia, ale od kilku miesięcy próbuję zachowywać nieco podobny sposób postępowania w kontaktach z bezdomnymi proszącymi na ulicy o pieniądze. Zwykle pieniędzy nie daję (czasem kupię np. parę bułek), natomiast za każdym razem, kiedy widzę żebrzącą osobę, staram się tego samego dnia zanotować to w osobnym pliku i odłożyć drobną kwotę, a po jakimś czasie zebraną sumę przekazać na konto sprawdzonej fundacji. Dlaczego to jest analogiczne do sytuacji opisanej w poprzednim akapicie? Dlatego, że w obu wypadkach staramy się robić coś, co powstrzyma nas przed "zrutynizowaniem" problemu, przed przekształceniem pewnych zwyczajów w bezrefleksyjny nawyk. (Zapewne jest wiele dróg, którymi można osiągnąć ten cel – to tylko jedna z nich).

Pozdrawiam!

Seji Wednesday, January 25, 2012 12:02:24 AM

No popatrz, Scobinie, jak wspolna sprawa zbliza ludzi. ;)

Mysle, ze zamiast dawania na fundacje, starczy dany serial kupic, jak wyjdzie na dvd/br. Jesli wyjdzie, bo czasami nie wychodza. Albo wychodza okrojone i jest problem.

scobin Wednesday, January 25, 2012 12:21:43 AM

Tak, kupowanie serialu na DVD też jest pewnym rozwiązaniem.

A tymczasem jeszcze trochę ciekawie o ACTA: http://polter.pl/Kamulec,blog.html?13194. Nie umiem tego samodzielnie zweryfikować, ale wydaje mi się, że warto przynajmniej włączyć do dyskusji wątek pt. "To już funkcjonuje w polskim prawodawstwie". Przy czym ripostą mogłoby być to, co piszą na końcu autorzy z Panoptykonu: "ACTA będzie stanowi[ć] sygnał, że przekroczenie [...] niedookreślonych zasad będzie restrykcyjnie karane". Sygnał, a nie nowe prawo.

Seji Wednesday, January 25, 2012 6:48:12 AM

Czesc rzeczy zapewne funkcjonuje. Ale Kamulec pominal niewygodne dla siebie artykuly, ktore zaraz mu przytocze. :P

EDIT
Jeszcze jedna rzecz. ACTA, jako prawo miezynarodowe, ma precedens rpzed polskim. Jesli w przyszlosci ACTA np. zniesie uztyek dozwolony, to zniknie on tez z polskiego prawa.

MisiołakMisiolak Wednesday, January 25, 2012 9:29:32 AM

Każdemu należy się płaca za pracę. Wiele z aktywności, które są nie w smak "posiadaczom praw autorskich" jest zgodna z prawem. Mogę ściągnąć pozostając prawym, a potem zapłacić, by pozostać także moralnym.

Skoro pochylamy się nad moralnością pirata, czemu nie pochylić się nad moralnością "posiadacza praw autorskich" i jego spadkobierców(!!!), który ma dostawać tantiemy do śmierci i 70 lat dłużej? Z pewnością to prawe rozwiązanie ma zadośćuczynić męki twórcze towarzyszące nabywaniu praw autorskich, męki, które niczym rodowa klątwa przenoszą się na następnie pokolenie. W czym gorsze są przedstawiciele innych zawodów i ich dzieci, że mają mieć płacone tylko raz?

Jest jeszcze ciekawiej - nie każdy posiadacz, posiadaczowi równy - o czym Vagla nieraz wspominał: http://www.youtube.com/watch?v=yMkexvmRxc8
I kto z gębą pełną frazesów nie przestrzega prawa?

Seji Wednesday, January 25, 2012 10:06:10 AM

Borysie, w ramach dobrego dnia wink link do innego, siwezszego raportu http://www.gao.gov/new.items/d10423.pdf - rzadowego smile

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies