Poniższą notkę musicie potraktować jako krzyżówkę zjadliwego komentarza, wyrozumiałego, choć smutnego pokiwania głową i dementiwpisu sprzed prawie dwóch lat. Otóż do moich oczu dotarła niedawno informacja, że telenowelowy serial fantasy pt. Koło czasu, przerwany przedwczesną śmiercią autora, Roberta Jordana, jednak doczeka się końca. Obie wdowy po pisarzu -- ta uosabiana przez jego żonę, i ta uosabiana przez wydawcę -- do domknięcia cyklu wyznaczyły niejakiego Brandona Sandersona. Nie słyszeliście o nim wcześniej? Nic dziwnego. W każdym razie, tyle jeśli chodzi o dementi: jednak się domknie (się).
Przedstawioną poniżej piosenkę usłyszałem po raz pierwszy kilka tygodni temu w radiowej Trójce, więc niewykluczone, że Wy również ją już znacie. Nie jest to utwór niszowy, wręcz przeciwnie -- Funny The Way It Is< swoją premierę miało 19 kwietnia bieżącego roku i od tamtego czasu zdążyło już zawitać do stratosfer wielu różnych list przebojów, zarówno polskich jak i zagranicznych. A teraz najlepsze: To wbrew pozorom wcale nie pop, lecz genialna porcja alternatywnego rocka.
Pozostaje tylko zapytać, jak to możliwe, że Dave Matthews Band gra od 1991 r., a ja dowiedziałem się o nich dopiero teraz...
Filmorys powraca po długiej przerwie i już na nowej platformie. Poniżej znajdziecie krótkie omówienia dziesięciu filmów -- od klasyki kina począwszy, a na nowościach z ostatnich lat skończywszy. Zapraszam do lektury, a przy czterech lub pięciu gwiazdkach także do obejrzenia.
Dwa lata minęły jak z bicza strzelił. Zresztą, co tam dwa lata. Pamiętam, że gdy dziecięciem będąc poznałem znaczenie terminu "absolwent" (oczywiście za pośrednictwem doskonałego filmu z Dustinem o takim właśnie tytule), pomyślałem sobie, że nawet jeśli i ja kiedyś będę absolwentem, to nastąpi to dopiero w niewyobrażalnie wręcz odległej przyszłości. Cóż...
Minął prawie miesiąc. Eurowizyjne emocje opadły. Mem Rybaka Zwycięzcy zagnieździł się już na dobre w europejskiej świadomości. Nie wolno nam jednak zapominać o tym, że tegoroczna edycja ESC odznaczała się zaskakująco wysokim poziomem. Zapomnijmy więc na chwilę o "Baśni" (ale czy to w ogóle możliwe...?) i przypomnijmy sobie trzy inne, znakomite piosenki, które miały pecha konkurować o palmę pierwszeństwa z Aleksandrem Wielkim. Gdyby to był jakiś inny maj -- kto wie, kto wie...
Wróciłem właśnie z nowego Terminatora. Na pisanie pełnej recenzji nie mam czasu (ani, szczerze mówiąc, ochoty), ale ponieważ film na ekrany tak norweskich jak i polskich kin wszedł właśnie dzisiaj i wielu z Was zadaje sobie zapewne sakramentalne pytanie "czy warto?", postanowiłem sporządzić subiektywną listę plusów i minusów. Terminator 4 vel Terminator: Ocalenie stanowi zresztą dość wdzięczny materiał dla takiej właśnie treściwej analizy, bo bardzo łatwo wypunktować jego wady i zalety. Ilościowo zalety wygrywają 6:5, ale jakościowo to niestety wady przeważają.
Odnaleziono szczątki samolotu linii Air France. W artykule moją uwagę przykuła przede wszystkim wypowiedź brazylijskiego ministra obrony Nelsona Jobima:
Niezmiernie trudno będzie odnaleźć czarne skrzynki, ponieważ spoczywają one na głębokości 2-3 tys. metrów i zaprojektowane są tak, żeby nadawać sygnał 30 dni.
Aż podrapałem się po głowie. Do tej pory sądziłem, że wśród feature'ów czarnych skrzynek (które tak naprawdę są pomarańczowe), poza odpornością na ogień i zgniecenia, występuje zdolność do unoszenia się na wodzie. Ktoś powinien o tym pomyśleć, zważywszy, że hydrosfera zajmuje trzy czwarte powierzchni naszej planety. Co prawda samoloty zazwyczaj rozbijają się przy starcie lub lądowaniu, ale domontowanie do czarnej skrzynki samonapompowującej się "poduszki powietrznej" nie powinno być ani kosztowne, ani problematyczne z inżynieryjnego punktu widzenia. Czyżby mały Dominic z Pewnego razu w Ameryce był sprytniejszy od tęgich głów pracujących dla Airbusa, czy może to ja nie załapałem jakiegoś niuansu z Archimedesa?
Są takie knigi, brajdaszkowie i frendkowie moi, o które toczy się bladi fajting między nurt-majn-nurtem a jego odnogą fantastico. Jedną z nich jest wydany w 1962 r. "Klokwork oryndż" Tony'ego, to znaczy Anthony'ego, Burgessa, czyli "Mechaniczna pomarańcza" po naszemu. Fantastyczni smołysze nie bez ajronii będę twierdzić, że nurt-majn-nurt woli wulgarniaście zagarnąć buka starego Tony'ego dla siebie niż przyznać, że among utworów sajfaj również znajdują się tru perełki. Majn-boje z kolei nie bez racji zripostują, że w "Oryndżu" elementów fantastico jest tylko małe abitow i że służą one nie jako sztafaż, ale jako odskocznia-podskocznia umożliwiająca Tony'emu zaprezentowanie pewnych tez, soszjal ajdijas i opinii. Ja sam lonsam mógłbym oczywiście zająć neutralną pozycję jak jakiś tchórzliwy san af da bycz bez kręgosłupa poglądowego i wglądowego, ale w tym konkretnym kejzie wolę opowiedzieć się po stronie majn-bojów. Kniga Tony'ego to zdecydowanie bardziej literatura piękna przez duże "bele" niż fantastico... lecz ofkoz formalna klasyfikacja nijak nie wpływa na fakt, że mamy tu, brajdaszkowie i frendkowie moi, po prostu do czynienia z bukiem z gatunku weri gud weri gud indid.
Poniższy słowniczek miał być uzupełnieniem właściwej notki. Ponieważ jednak pisanie właściwej notki ciągle się opóźnia, postanowiłem postąpić odwrotnie i najpierw, ale za to bez żadnych dodatkowych wyjaśnień, zamieścić słowniczek. Potraktujcie go więc jako swoisty teaser trailer następnego wpisu. Gdybyście koniecznie chcieli sprawdzić, o co chodzi, podaję słowa-klucze: nadsat i Stiller (nie Ben).