Posts tagged with "gry"
Tuesday, 13. May 2008, 19:44:15
varia, gry, humor
We wczorajszej wieczornej audycji na antenie radia TOK FM prowadzący razem ze słuchaczami zastanawiali się, jak wyglądałaby gra komputerowa z prałatem w tytule. Ponieważ propozycje zapewniły mi porcję szczerego śmiechu, tak jak poprzednim razem spisuję je tutaj dla potomności:
Prałat: The Roleplaying Game rozpoczynałby się tak: Budzisz się. Jest ciemno. Czujesz ciepły oddech za uszami, słyszysz mlaskanie. Po chwili w mroku rozlega się za tobą głos: "Niech będzie pochwalony...".
Prałat Championship Manager byłaby ligową potyczką wszystkich parafii w kraju. Od decyzji gracza zależałoby, czy jego parafia stanie się najbogatszą, czy może raczej zyska sławę dzięki superprzystojnemu proboszczowi. W tym pierwszym przypadku należałoby windować "dobrowolne" opłaty pobierane od wiernych. Na przykład: 15.000 złotych za pogrzeb. Co, nie zmieści się? To niech i koperta będzie odpowiednio większa.
Prałat Tycoon, czyli nie mniej, nie więcej, a rozgrywka ekonomiczna związana z transportem wina mszalnego na krajową skalę.
...W tym momencie rozgniewana taką swawolą słuchaczka przekazała prowadzącym, że "jak się ich słucha, to jakby ktoś nasrał do basenu". Nikt niczego nie próbował jednak odłowić, audycja trwała dalej.
GPA -- można jeździć maybachem!
Half-Prałat. Bez komentarza.
Prałat of Persia, gdzie obowiązkowo pojawiłby się motyw zmiany religii.
The Sims: Parafia, czyli spin-off dodatku "Randka".
I na koniec dowcip związany z niedawno ujawnionym faktem z życia premiera:
-- Jaka jest ulubiona gra Donalda Tuska?
-- Need for Speed.
Thursday, 4. October 2007, 20:47:38
software, gry
Dlaczego brodaci przedstawiciele elektronicznej rozrywki budzą w nas tak wielki sentyment? Czy dlatego, że silnie kojarzą się z beztroskim dzieciństwem i wczesną młodością? Czy dlatego, że kiedyś w grach dbano o "miodność", gdyż na grafikę nikt nie zwracał większej uwagi? Czy dlatego, że przypominamy sobie niekończące się rozmowy na ich temat z kumplami "z podwórka", kumplami, których ostatni raz widzieliśmy wieki temu? Czy może po prostu dlatego, że gry elektroniczne, czy to komputerowe, czy konsolowe, zawsze pozwalały na oderwanie się od świata i przesympatyczne spędzenie kilku(nastu) godzin? Nie wiem. Wiem jednak, że stare gry budzą tony pozytywnych emocji i właśnie im chciałbym poświęcić jubileuszową, setną notkę Blogrysa. Z góry zaznaczam, że nie będzie to żaden bezduszny przegląd klasyków od A do Z, lecz moja subiektywna podróż sentymentalna. Nie wątpię jednak, że wirtualne wspomnienia w przeważającej części okażą się wspólne. Wyrosły w końcu na tym samym gruncie Atari, Komodorców, Amig, DOS-u, Pegasusów, Seg Saturn i PSX-ów...
Read more...
Friday, 11. May 2007, 17:25:31
varia, gry, literatura, muzyka
1. Nabyłem wczoraj Komórkę, jedną z najnowszych powieści Kinga. Co prawda na moich półkach zalega całkiem sporo "kupionej na zapas" literatury, której nie miałem jak dotąd czasu przeczytać (chyba powinienem się mocniej starać, bo na przykład Dym i lustra Gaimana leżą od wiosny 2002), lecz do wydania pieniędzy na niemal-najświeższego Kinga zmusiła mnie tematyka Komórki. Uwielbiam survival horrory, w szczególności te z żywymi trupami, więc jeśli spod pióra współczesnego mistrza grozy wyszła powieść opowiadająca o inwazji zombiaków, nie mogłem przejść obok niej obojętnie. Od wczoraj zdążyłem uczytać jedną trzecią. Lektura wciąga po uszy, choć zaznaczam, że to bardzo nietypowy King (mało tu psychologii postaci, a dużo akcji) i nie wszystkim będzie się podobał. Wynurzenia malkontentów znajdziecie u Merlina, opinie entuzjastów w Esensji i na Polterze.
2. W tej samej księgarni, w której kupiłem Komórkę, przeglądałem przez chwilę Why Is Sex Fun?. Mój wzrok przyciągnął oczywiście tytuł, ale od razu zauważyłem też, że autorem jest Jared Diamond, uznany popularyzator nauki zajmujący się biologią ewolucyjną i antropologią (dostał Pulitzera za Strzelby, zarazki, maszyny). Rozwiewam ewentualne wątpliwości i precyzuję, że książka nosi podtytuł The Evolution of Human Sexuality. Przeczytałem parę pierwszych stron, gdzie Diamond napisał, że ludzie to jeden z nielicznych gatunków ssaków, które uprawiają seks w odosobnieniu. Pal licho, dlaczego -- zastanowić się raczej trzeba, co by było, gdyby.
3. Podczas czwartkowej przechadzki po śródmieściu, poza księgarnią odwiedziłem również sklep z grami (elektronicznymi). Na półce zauważyłem antologie starych przygodówek Sierry -- wszystkie cztery Police Questy w jednym pudełku, sześć pierwszych Leisure Suit Larry w drugim i siedem King's Questów w trzecim (Space Questów tam akurat nie mieli, ale w ogóle też są). Miło, że klasyka komputerowej rozrywki nie tylko nie odchodzi w zapomnienie, ale trafia z powrotem do komercyjnego obiegu. Niczego nie kupiłem, ale pisząc te słowa w gruncie rzeczy trochę żałuję, bo przecież sentyment powinien rządzić się swoimi prawami. Wasza ulubiona seria Sierry? Ja najwięcej czasu spędziłem przy Police Questach (nie przeszedłem tylko trzeciego). Byłem bez wątpienia za mały, żeby docenić humor zawarty w Larrym.
4. Migający banner gdzieś w Internecie oznajmił mi, że ukazała się polska wersja gry planszowej Ticket to Ride. Pochwalam tłumaczenie tytułu -- jeżeli komuś Wsiąść do pociągu kojarzy się z oldskulową polską piosenką, właśnie o to chodzi. Oryginalny Ticket to Ride odwołuje się bowiem do znanego singla Beatlesów z 1965 r. noszącego ten sam tytuł. Notabene, według Johna Lennona Ticket to Ride był najpierwszym heavymetalowym utworem na świecie, a to ze względu na wyraźnie brzmiącą kombinację bębnów i gitary.
She said that living with me
Was bringing her down yeah.
That she would never be free
When I was around.
She's got a ticket to ride,
She's got a ticket to ride,
She's got a ticket to ride,
But she don't care.
Sunday, 11. March 2007, 19:34:23
gry

Skończyłem Alpha Centauri. Nie, bynajmniej się nie chwalę -- grałem na najniższym stopniu trudności i zajęło mi to zaledwie trzy wieczory. Swą debiutancką rozgrywkę traktowałem poglądowo, chcąc zapoznać się z interfejsem i mechaniką. Interfejs był przyjazny i intuicyjny, ale wygląda na to, że będę musiał nabyć klawiaturkę numeryczną podłączaną do laptopa przez USB. Program nie reaguje niestety na włączony NumLock, a przesuwanie jednostek przy pomocy myszy lub z wciśniętym cały czas klawiszem FN jest mało wygodne.
Mechanika przysparza wiele radości. Czuć, oj, czuć rękę Sida Meiera, nawet pomimo faktu, że to Brian Reynolds był głównym designerem. W stosunku do dwóch pierwszych części Civilization, a więc tych, które chronologicznie ukazały się przed Alphą Centauri, szkielet gry pozostał niezmieniony, ale wprowadzono całe mnóstwo usprawnień i nowinek. Ja wiem, że część z Was grała w Alphę dawno temu i czytając poniższą notkę usycha z nudów, a reszta z kolei grać nie zamierza i niewiele ją moje entuzjastyczne wynurzenia obchodzą, ale naprawdę -- człowiek docenia wkład developerów, gdy odkrywa, że może wytruć gazem bojowym pół wirtualnego miasta i nie poniesie za to żadnych konsekwencji ze strony pozostałych frakcji, ponieważ wskutek burzy słonecznej komunikacja na planecie jest utrudniona i nikt o zbrodni wojennej się nie dowie.
W tygodniu rozpocznę zapewne nową kampanię, tym razem z lekko podniesioną poprzeczką. Zastanawiam się tylko, skąd prawie osiem lat po premierze, wytrzasnę dodatek Alien Crossfire -- a coś czuję, że za jakiś czas bardzo go "zachcę". No nic, "first things first" i najpierw trzeba będzie wybrać się do ClasOhlsona po ową numeryczną klawiaturkę. A pomyśleć, że do tej pory za każdym razem, gdy widziałem ją w jakimś sklepie, zastanawiałem się, po jakie licho taki wynalazek może komuś być potrzebny...
Tuesday, 6. March 2007, 12:37:28
gry, Z życia wzięte
Od wielu lat na komputerze gram bardzo rzadko. Powodem jest nie tylko doskonale Wam znany brak czasu, ale również zmiana zainteresowań -- gdy jestem w domu i mam trochę luzu, wolę rozsiąść się w fotelu z książką aniżeli siadać przed monitorem i przesuwać elektroniczne pionki. W przeciągu minionych 30 miesięcy grałem raptem w trzy (nieco wiekowe, ale wielbicielem nowości nigdy nie byłem) gry. Sim City 3000 był sympatyczny, ale szybko mnie znużył, bo nie oferował graczowi zbyt wielu możliwości manewru. Fallout Tactics bardzo mi się podobał, ale przechodziłem go dość wolno (grałem w systemie turowym) i w końcu utknąłem niedaleko końca, bodajże w szesnastym etapie -- kiedyś się zbiorę i przejdę ostatnie misje. W drugiej połowie minionego roku wziąłem się natomiast za pierwszych Commandosów i dodatek do tychże. Całość przeszedłem, ale na późniejszych poziomach musiałem bardzo często pomagać sobie opisem (nie miałem cierpliwości i czasu do likwidowania każdego faszysty metodą prób i błędów), więc rozgrywka właściwie przestała mieć poniekąd sens.
Niestety, żaden z powyższych tytułów nie dostarczył mi tyle frajdy, co klasyki z lat szczenięcych -- Civilization, Master of Orion, UFO: Enemy Unknown, Pirates!, Jagged Alliance... Ostatnią grą, która autentycznie mnie wciągnęła i nie pozwalała oderwać się od ekranu było Colonization, którą "odkryłem" dopiero jesienią 2002 r. (powtórzę to raz jeszcze: wielbicielem nowości nigdy nie byłem). Z zacięciem kolonizowałem, a potem wyzwalałem Nowy Świat, ale, o dziwo, po jednorazowym przejściu gry nie chciało mi się zabierać za nią ponownie. Kuriozum: Wysoka playability, niska replayability.
Znacznie większe kuriozum stanowi jednak fakt, że w szufladzie mojej komody zalega bardzo duża ilość komputerowych szpilów. Podejrzanie duża jak na osobę, która na ten typ rozrywki czasu nie ma prawie wcale. Rozwiązanie paradoksu? Cóż, ja w te gry jak dotąd... nie grałem. Głupia sprawa, takie chomikowanie na nie wiadomo kiedy, lecz jeśli odwiedzam w wakacje MediaMarkt i widzę, dajmy na to, antologię Tropico za niecałe dwadzieścia złotych, to nie przejdę przecież obojętnie, prawda?
Tyle tytułem wstępu, czas na konkrety. Wczoraj wieczorem, mimo późnej pory, poruszył mną impuls i postanowiłem w coś zagrać. Sięgnąłem do wspomnianej szuflady i dosłownie na chybił-trafił wyciągnąłem stamtąd jakąś grę. Padło na Alpha Centauri. Zainstalowałem grę, ściągniętym patchem zrobiłem upgrade do wersji 4.0, uruchomiłem. Potrzebowałem kwadransa na oswojenie interfejsu, a następnie... następnie przypomniałem sobie, jak szybko potrafi płynąć czas przy naprawdę wciągającej grze, przypomniałem sobie, co dokładnie kryje się za słowem "miodność". Wróciły do mnie wszystkie niezapomniane chwile, jakie spędziłem przy pierwszej i drugiej części Civilization, bo przecież Alpha Centauri to niejako kontynuacja tamtych gier i za nią również stoi wielki Sid Meier. Oderwałem się od komputera później niż powinienem, co przypłaciłem porannym niewyspaniem. Ale, co tam, raz na jakiś czas można.
Dzisiaj będzie pewnie drugi raz na jakiś czas...
Wednesday, 27. December 2006, 16:21:25
Z życia wzięte, varia, gry
Może już o tym słyszeliście, a może nie. Ja o Second Life dowiedziałem się dopiero stąd. Sami zobaczcie. Ode mnie trzy krótkie, luźne uwagi.
- Piętnaście, ba, nawet dziesięć lat temu, tego typu symulacje pozostawały w sferze marzeń. Od czasów Jones in the Fast Lane (kto grał?) elektroniczna rozrywka przebyła bardzo daleką drogę. Pojawia się pytanie: Co czeka nas w tej materii w następnej dekadzie? A co za dwadzieścia lat...?
- Na uczestników projektu Second Life spoglądam ze sporą dawką niezrozumienia, jeśli nie niesmaku. Internet to wspaniały sposób na uzupełnienie możliwości komunikacyjnych reala. WWW, poczta elektroniczna, IM, fora, blogi, IRC -- wszyscy wiemy, jak brzmi ta wyliczanka. Jednak zastępowanie rzeczywistej egzystencji wirtualną w tak dosłowny sposób wydaje się... skrajne. Czy nie szkoda aby życia?
- Lapidarnie: Na naszych oczach prawdopodobnie rodzi się właśnie zupełnie nowe i bezprecedensowe zjawisko socjologiczne.
Na kilka dni nastąpi przerwa w blogowaniu. Jutro wyjeżdżam do Krakowa na Malkon, ale nie znajdziecie go w żadnym z wykazów konwentowych. Brzmi intrygująco? Fotorelacja ukaże się w pierwszym tygodniu stycznia. Wracam bowiem w Nowy Rok lub najpóźniej drugiego.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! To już '07. Tempus fugit.
Monday, 25. December 2006, 18:57:51
gry
Podczas środowej wędrówki z LawDogiem po Galerii Łódzkiej (pozdrowienia dla LawDoga!) trafiliśmy do MediaMarkt, gdzie odkryłem prawdziwą perełkę: strategię turową Galactic Civilizations w wersji Gold, tzn. z dodatkiem, za jedyne 9,99 PLN. Oczywiście, obok takiej okazji nie mogłem przejść obojętnie (zastanawianie się, kiedy będę miał czas w to grać, odłożyłem na bliżej nieokreśloną przyszłość). Po wystaniu parudziesięciu minut w przedświątecznej kolejce do kasy, gra stała się moją własnością. Co prawda, gdy opuszczaliśmy tamten rejon Galerii, nasz niepokój wzbudził tłum ludzi szturmujących punkt gwarancyjny MediaMarkt. Law wysnuł pesymistyczne przypuszczenie, że wszyscy oni reklamują z jakiegoś powodu dopiero co nabyte Galactic Civilizations Gold. Po powrocie do domu pospiesznie przetestowałem więc zawartość pudełka. Na szczęście, umieszczony w środku software był tym oczekiwanym i sprawował się bez zarzutu. Na pierwszym cedeku znajdował się pożądany GCC. Na drugim -- kilka bonusowych gierek i to właśnie jednej z nich chciałem poświęcić poniżej kilka słów.
Tito Mine Cart Racing dostarczył mi nieoczekiwanej rozrywki na parę godzin. W Internecie przeczytałem z niesmakiem, że to gra dla dzieci. A ja się pytam autora: Kto dał ci prawo osądzać w ten sposób Tita? Czy naprawdę nie potrafiłeś docenić głębi fabularnej i zawartej w grze niuansów? Tito bowiem to pogodny gnom, który w bliżej nieokreślonych okolicznościach trafił do podziemi zamieszkanych przez piratów-zombie. Teraz trzeba mu pomóc się stamtąd wydostać. Tito zaiwania w swoim wózku kopalnianym i musi przeskakiwać z toru na tor, by uniknąć bliskiego spotkania z wodą lub lawą. I tyle.
Gra składa się z sześciu poziomów. Zdołałem przejść wszystkie. Myślę jednak, że mrok zawarty w grze (podziemne tunele) i brutalność fabuły (piraci-zombie, którzy co prawda w trakcie samej rozgrywki się nie pojawiają, ale mowa o nich w menu) dyskwalifikują ją jako rozrywkę dla najmłodszych. Wszystkim pełnoletnim miłośnikom solidnej, elektronicznej zabawy -- polecam.
Friday, 22. December 2006, 22:25:11
gry
Niektóre gry się nie starzeją. Niestety, aby móc dzisiaj cieszyć się ich ponadczasowością, należało zacząć w nie grać, gdy tylko się ukazały. Jeżeli natomiast nasz pierwszy kontakt z przebojem z dawnych lat nastąpił nie "wtedy", a "teraz", prawie pewne jest, że coś nas od niego odrzuci -- grafika, interfejs, cokolwiek. Sentyment nie pojawi się z odsieczą, ponieważ po prostu go nie będzie. Skoro w dawnych, dobrych czasach z grą się nie zetknęliśmy, nie będziemy mieć do niej żadnego osobistego stosunku.
Pierwsza część Civilization wpadła w moje ręce na początku lat dziewięćdziesiątych. Grałem w nią do upadłego. Jak wiadomo, z czasem seria wzbogaciła się o trzy kolejne części (nie licząc niekanonicznych). Jednak i tak najlepiej gra mi się dzisiaj właśnie w "jedynkę", pomimo tego, że w sequelach esencja gry pozostała w zasadzie niezmieniona.
W połowie minionej dekady miliony graczy zarywały noce przy dwóch innych, wielkich hitach: Frontierze (połączeniu kosmicznego symulatora, strzelanki i RPG) oraz Transport Tycoon (ekonomicznej symulacji, w której gracz wcielał się w rolę magnata spedycyjnego). Okoliczności sprawiły, że nie zetknąłem się z tymi grami "wtedy". Spróbowałem więc nadrobić zaległości "teraz". Do Frontiera usiadłem parę lat temu, do Transport... wczoraj. Co prawda natychmiast dostrzegłem, że oba tytuły mają w sobie To Coś, lecz w obu przypadkach zrezygnowałem z dalszej rozgrywki po kilku godzinach zabawy. Do Frontiera zniechęcił mnie interfejs; natomiast w Transport... elementy graficzne okazały się tak niemożebnie małe, że szybko zaprotestowały z krzykiem moje oczy.
Obie gry to niekwestionowane numery jeden w reprezentowanych przez siebie podgatunkach. Pozostaje mi więc czekać na ich "nowoczesne" sequele. Zakładając, że kiedyś się ukażą. Jakoś na razie nie chcą.
Sunday, 12. November 2006, 14:58:43
gry, linki
O Pongu, praojcu gier komputerowych, słyszeli chyba wszyscy miłośnicy elektronicznej rozrywki. W dzisiejszych czasach odbijanie piłki paletką na ekranie monitora nie budzi jednak żadnych emocji. Ba! W zapomnienie odchodzi powoli także stary dobry Arkanoid, gdzie piłka odbijana była w celu zbijania kolorowych klocków, a paletką łapało się spadające z góry bonusy. Okazuje się jednak, że wystarczy rozszerzyć klasycznego Ponga o jeden niewinny element, by rozgrywka znów nabrała rumieńców.
Wykonaną przy pomocy Flasha grę znajdziecie tutaj. O co chodzi? Tym razem paletka połączona jest ze znajdującą się poniżej równoważnią. Przesuwając paletkę przechylamy jednocześnie równoważnię w jedną lub drugą stronę. Na równoważni znajduje się druga, większa piłka. Gra kończy się w momencie, w którym albo piłeczka ominie paletką, albo piłka spadnie z róznoważni. Cel gry to utrzymanie obu piłek w powietrzu jak najdłużej.
Ostrzegam -- gra wciąga. Na razie mój rekord wynosi 31 sekund z hakiem. Ponieważ jednak co chwilę powracam do zabawy (przerywając wykonywanie obowiązków), powinienem go wkrótce pobić...
Wednesday, 1. November 2006, 11:11:17
film, literatura, gry, zapowiedzi
Słynną serię książek Andrzeja Sapkowskiego przeczytałem późno, bo dopiero wiosną 2003 r. Od tamtej pory marzy mi się ekranizacja cyklu wiedźmińskiego z prawdziwego zdarzenia; ekranizacja najlepiej hollywoodzka, bo tylko taka gwarantuje odpowiedni budżet i (najprawdopodobniej) wysoką jakość. Niestety, wiele wskazuje na to, że to marzenie ściętej głowy. Tymczasem w przyszłym roku ma wreszcie ukazać się długo oczekiwana gra The Witcher. Twórca, CD Projekt Red Studio, zapowiada, że będzie to prawdziwy hit łączący w sobie największe zalety gier RPG i zręcznościówek. Cóż, trudno, żeby mówili cokolwiek innego, ale faktycznie istnieje spora szansa na to, że gra niewypałem się bynajmniej nie okaże. Sami przekonamy się na początku 2007 r., chyba że data premiery zostanie po raz n-ty przesunięta.
Natomiast wczoraj obejrzałem oficjalny trailer The Witcher stworzony przez samego Tomasza Bagińskiego (który jest autorem wszystkich przerywników filmowych, jakie znajdą się w grze). Marzenia o "porządnej ekranizacji" odżyły na nowo. Do tej pory zakładałem, że powinna być fabularna, ale teraz widzę, że animowana wersja także byłaby niezłym rozwiązaniem.
Czy wiedźmin ma szansę zainteresować Zachód na tyle, by znalazła się tam wola zrealizowania filmowej wersji Wiedźmina (o pieniądzach nie pisze, bo jeśli tylko znajdzie się wola, forsa nie będzie stanowić problemu)? W lutym, nakładem wydawnictwa Gollancz, ma ukazać się angielskie wydanie Ostatniego życzenia. Przeglądałem dwa przełożone opowiadania. Tłumaczenie nie zachwyca, ale istnieje szansa, że czytelników będzie w stanie zafascynować sama fabuła i pomysł -- bardzo dużo zależy tutaj od dobrego i aktywnego marketingu. Jeśli zainteresowanie książką nałoży się na zainteresowanie grą, być może wkrótce na język angielski zostanie przełożona reszta cyklu. A potem, może, może, książki przeczyta agent Petera Jacksona (czy reżyserzy mają agentów?), zamyśli się i zadzwoni do swojego pracodawcy z pewną propozycją...
1 2 Next »
Showing posts 1 -
10 of
11.