Posts tagged with "literatura"
Tuesday, 8. April 2008, 22:19:57
literatura, (prze)czytane
Przechodzę obok niego codziennie przynajmniej raz. Zdążyłem już dobrze oswoić się z tym widokiem, niezwyczajnym co prawda, ale też bardzo dalekim do zapierania przysłowiowego dechu w piersiach. A jednak od czasu do czasu wciąż potrafi przyciągnąć moją uwagę. Wtedy podchodzę bliżej, opieram się o barierkę i śledzę wzrokiem kulę, w której moje niewyraźne odbicie cyklicznie powiększa się i maleje. I tak jak Casaubon wiem -- ale każdy wyczułby to z magii tego spokojnego oddechu -- że okres zależy od ilorazu pierwiastka kwadratowego z długości linki i owej liczby pi, irracjonalnej dla przyziemnych umysłów, lecz z boskiego nakazu wiążącej nieuchronnie we wszystkich możliwych kołach obwód ze średnicą. I wiem też, że gdzieś tam nad punktem zawieszenia, w nieskończonym, idealnym przedłużeniu linki ku najdalszym galaktykom trwa nieruchomy przez całą wieczność Punkt Stały.
Wahadło Foucaulta.
I Wahadło Foucaulta.
Read more...
Sunday, 23. March 2008, 16:22:25
varia, literatura
Czytam powtórnie Wahadło Foucaulta Umberto Eco. Jako że bardzo rzadko zdarza mi się sięgać po tę samą książkę po raz drugi, powieść Eco zasługuje na osobną notkę i nie omieszkam takowej popełnić, gdy tylko skończę lekturę. Na razie przepiszę dwa charakterystyczne fragmenty Wahadła. Niech inspirują wannabe-różokrzyżowców.
Read more...
Sunday, 17. February 2008, 20:12:57
literatura, (prze)czytane
Jaki jest sens tego wszystkiego, Watsonie? Czemu służy ten krąg niedoli, przemocy i strachu? Jego istnienie musi mieć jakiś cel, albowiem w przeciwnym razie naszym wszechświatem rządzi przypadek, a przecie uwierzyć w to niepodobna. Lecz jaki cel? Oto wielkie i odwieczne pytanie, a ludzkiemu rozumowi równie daleko do znalezienia na nie odpowiedzi dziś, co kiedyś.
-- Sherlock Holmes
Znawcy twierdzą, że tylko trzem postaciom literackim udało się przeniknąć do rzeczywistości: Pewnemu błędnemu rycerzowi z La Manchy. Pewnemu rozbitkowi na bezludnej wyspie. I pewnemu prywatnemu detektywowi zamieszkałemu przy Baker Street 221B w Londynie.
Read more...
Friday, 25. January 2008, 21:05:26
opinie, literatura
Powieści Philipa K. Dicka raz za razem wprawiają mnie w konsternację. Z jednej strony wiem przecież, że Dick uchodzi za giganta fantastyki naukowej, a jego twórczość od kilku dekad cieszy się niesłabnącym mirem. Z tej samej strony na własnej skórze przekonuję się, że powieści pisarza mają czytelnikowi sporo do zaoferowania. Z drugiej strony jednak... z ciężkim sercem przyznaję, że nie czyta mi się ich za dobrze. Klimat? Jest, owszem, zdecydowanie przygnębiający, ale to się wcale na minus nie liczy. Pomysły? Też są, może i nie oszołamiające nowatorstwem, ale z pewnością przyzwoite. Postacie? Lekko surrealistyczne, ale zawsze wyraziste. Fabuła? Hm...
Read more...
Monday, 21. January 2008, 23:25:36
literatura, (prze)czytane
Miniony rok czytelniczy był dla mnie przełomowy pod względem językowym. Po raz pierwszy przeczytałem więcej książek po angielsku niż po polsku, a różnica była niemała, bo przeszło dwukrotna. W żadnym wypadku nie był to jednak wynik świadomego odpolszczania się. W dwa tysiące siódmym tak po prostu wyszło. Z drugiej strony, niemałą rolę odgrywa fakt, że do literatury anglojęzycznej (i przede wszystkim norweskojęzycznej, ale tej, o dziwo, czytam bardzo mało) mam lepszy dostęp aniżeli do polskojęzycznej. Na szczęście do sytuacji Skawińskiego mi daleko.
Oto niedługa lista najfajniejszych tytułów, z którymi zetknąłem się w ubiegłym roku. Wszystkie polecam. Z wieloma z nich związane są osobne wpisy i w takich wypadkach tytuł książki linkuje do danej notki.
Read more...
Tuesday, 27. November 2007, 23:32:50
literatura
Z masochistycznym upodobaniem lubię powtarzać, że Władcę Pierścieni przeczytałem bardzo późno, bo dopiero na krótko przed swoimi szesnastymi urodzinami. Do krainy fantastyki w ogóle trafiłem dość okrężną drogą. Gdy byłem mały, wybierałem lektury raczej nieświadomie, zdany przede wszystkim na polecanki starszych -- pewnie tak jak większość z nas, poza Stewiem. Emocji dostarczały mi więc szkolne opowieści Niziurskiego, podróże doktora Dolittle'a, wyprawy Pana Samochodzika w poszukiwaniu skarbów i obyczajowo-humorystyczne powieści młodzieżowe Ożogowskiej. Chwil spędzonych przy tamtych książkach oczywiście nie żałuję i bardzo dobrze je wspominam. Żałuję natomiast, że nikt nie podsunął mi wtedy ani Tolkiena, ani Asimova, ani Bułyczowa. Musiałem ich odkryć sam. Co się odwlecze, to nie uciecze, ale mimo wszystko Opowieści z Narnii lepiej byłoby przeczytać w wieku 11 lat i bez trudu dać porwać baśniowości Lewisa, niż w wieku 21 lat z "dla porządku, bo to klasyka".
Read more...
Saturday, 24. November 2007, 22:38:38
PBIRC, RPG, literatura

Arthur C. Clarke odcisnął niezatarte piętno na fantastyce naukowej około trzydziestoma powieściami i przeszło stoma opowiadaniami. Za najważniejsze dzieło pisarza uchodzi 2001: Odyseja kosmiczna, której rozgłosu przysporzył rewolucyjny film s-f Stanleya Kubricka. (Pozwólcie, że poniewczasie skoryguję wpadkę, jaką popełniłem lata temu w jednej ze swych pierwszych recenzji: 2001-film nie był wbrew pozorom kręcony na podstawie książki. Historia powstawania obu utworów jest trochę zawiła, ale bliższe prawdy będzie stwierdzenie, że powieść i film rodziły się jednocześnie). W Clarke'owskiej bibliografii Odysei depcze po piętach Spotkanie z Ramą, tak pod względem chronologicznym (wydane cztery lata później), jak i literackojakościowym (nagrodzone Hugonem i Nebulą). Długie oczekiwanie na ekranizację Ramy powinno zakończyć się wreszcie w 2009 lub 2010 r. Od początku dekady walczył o nią Morgan Freeman, a kilka miesięcy temu ogłoszono półoficjalnie, że na stołku reżyserskim zasiądzie sam David Fincher. Co prawda jak dotąd jedynym naprawdę dobrym filmem Finchera było Sie7em (Podziemny krąg uważam za kiepskawy, a na Zodiaku się wynudziłem, sorry), ale tak czy owak nazwisko Finchera rokuje niemałe nadzieje na sukces artystyczny.
Do rzeczy: Postanowiłem ubiec Hollywood i samodzielnie przenieść Spotkanie z Ramą na ekran. Nie kinowy, lecz komputerowy. Nie w formie graficznej, a tekstowej. Zamiar został zrealizowany 9 i 16 września w ramach PBIRC-a rozegranego na podstawie powieści. Ja mistrzowałem. Grali: Kirtan, LawDog, Lord Thomas, Masato, Misiołak i Scobin.
Read more...
Saturday, 22. September 2007, 14:24:15
nekrologi, literatura

Kilka dni temu odwiedziłem sklep z drobiazgami w poszukiwaniu kubka na herbatę (domowy bynajmniej się nie stłukł, ale potrzebny był mi drugi, na uczelnię). Gdy stałem w kolejce do kasy zobaczyłem, że przede mną nieznany karzeł płaci za dwanaście różnokolorowych parasolek. Potraktowałem to jako oczywistą zapowiedź nieszczęścia. Na złą wiadomość nie musiałem długo czekać: W wieku 58 lat, na chorobę serca, której polskiej nazwy nie znam, zmarł Robert Jordan, autor cyklu fantasy Koło Czasu.
Jeśli chodzi o Jordana-człowieka, to mogę tylko wyrazić żal, bo niecałe sześć krzyżyków to jak na dzisiejsze czasy żaden wiek do umierania. Jeśli natomiast chodzi o Jordana-pisarza... Obowiązuje zasada, że o zmarłych mówi się dobrze albo wcale, ale tyczy się ona chyba tylko naszych bezpośrednich znajomych, a nie osób publicznych. W przeciwnym razie wszystkich zmarłych należałoby albo wynosić na ołtarze, albo topić w otchłani niepamięci, a przecież tak się nie zawsze da.
W moim mózgu funkcjonuje otóż pewien wyrazisty szlak neuronowy, który nakazuje mi łączyć nazwisko Jordana z określeniem "grafoman". Fani Koła Czasu zapałają w tym momencie gniewem, ale nie zmieni to faktu, że uważam tę serię za bardzo kiepską i zalecam wszystkim trzymanie się od niej z daleka. Co zabawne, nie zawsze tak było. Po przeczytaniu pięciu pierwszych tomów, cztery i pół roku temu (szlag, jak ten czas leci...) popełniłem dla Inkluza ich recenzję zakończoną względnie wysoką ocenę. Tamten tekst odznacza się sporym optymizmem, ale i faktycznie pierwsze tomy takie marne nie były. Od czasu do czasu ziała z nich jednak nuda i gdybym był wtedy mniej naiwnym czytelnikiem, nie zakładałbym, że lada tom akcja się rozkręci. Oczywiście nie rozkręciła się -- wręcz przeciwnie. Po przeczytaniu łącznie dziesięciu tomów stwierdzam niniejszym, że Koło Czasu to chała, a stwierdzenie to uzasadniłem swojego czasu w pewnej forumowej dyskusji.
Każda rozsądna osoba zapyta w tym momencie, po jakiego czorta zabrnąłem w takim razie tak daleko w cykl. Po pierwsze, ponieważ tak jak napisałem powyżej, cały czas liczyłem na to, że wkrótce Jordan wypłynie na szerokie wody. Po drugie, wydawało mi się, że skoro już tyle setek (tysięcy) stron za mną, trzeba zacisnąć zęby i dobrnąć do finału. Myliłem się. Nie tylko dlatego, że los zakpił z czytelników Koła Czasu i uśmiercił jego autora przed napisaniem ostatniego tomu (część dwunasta o ładnym skądinąd tytule Wspomnienie Światła miała podobno zamknąć serię), bo tego wiedzieć przecież nie mogłem (chociaż w pewnym momencie tknęło mnie podejrzenie, że właśnie tak to się skończy). Także dlatego, iż gdy książka jest i gruba, i zła, powinno się bez sentymentów cisnąć ją w kąt, niezależnie od ilości już przeczytanych rozdziałów.
Morał wynikający dla pisarzy brzmi natomiast tak: Jeśli zgon przeszkodzi ci w dokończeniu dobrego cyklu, wywoła to oczywisty smutek czytelników, ale zarazem wpłynie pozytywnie na twoją renomę ("...nie dane było mu stworzyć dwóch ostatnich tomów tej świetnej serii...). Jeżeli jednak cykl będzie mierny, a ty umrzesz pisząc jego n-ty tom i zarzekając się na łożu śmierci, że to miała być ostatnia część, wzbudzi to tylko zjadliwy uśmieszek na mojej i nie tylko twarzy.
Friday, 3. August 2007, 14:47:53
moje recenzje, literatura

Debiutancką powieść Johna Grishama pt. Czas zabijania wspominam nadzwyczaj dobrze. Trudno nazwać ją czymś więcej niż czytadłem, lecz było to czytadło wyjątkowo sprawnie skomponowane - na tyle wciągające, by czytelnik chłonął je jednym tchem, ale nie na tyle płytkie, byśmy w trakcie lektury odczuwali ziejącą z kart książki miałkość (casus Kodu Leonarda da Vinci). Po Firmie, drugim z kolei dziele pisarza, od którego rozpoczęła się jego międzynarodowa kariera, obiecywałem sobie bardzo wiele. Na pierwszych pięćdziesięciu stronach nic nie zapowiadało klęski. Zawód nastąpił jednak jeszcze przed półmetkiem, a był tym większy, że zmarnowano nad wyraz atrakcyjny pomysł.
Read more...
Thursday, 12. July 2007, 19:30:38
moje recenzje, literatura

Dzisiaj, 12 lipca 2007 r., rozpoczęła się inwazja Obcych na Ziemię. Przynajmniej według Roberta Heinleina; data ta stanowi bowiem punkt startowy powieści Władcy marionetek napisanej na początku lat pięćdziesiątych. W listopadzie, za sprawą Solaris, ukaże się w Polsce nowe wydanie książki. Tymczasem w Polterze już teraz pojawiła się moja recenzja Władców.... Zainteresowanych zapraszam do lektury -- powieść oceniłem na 3+/6.
1 2 3 Next »
Showing posts 1 -
10 of
25.