Skip navigation.

exploreopera

| Help

Sign up | Help

Posts tagged with "moje recenzje"

Niedokończona trylogia

,

Gwiazda Tomasza Kołodziejczaka zabłysnęła na nieboskłonie polskiej fantastyki w połowie lat dziewięćdziesiątych. Wydana w 1996 r. powieść Kolory sztandarów dała autorowi Zajdla, a czytelnikom nadzieję na pierwszy rodzimy space-operowy cykl. Minęły trzy lata nim ukazał się ciąg dalszy. Zakończenie Schwytanego w światła, choć do pewnego stopnia niejednoznaczne, sugerowało jednak, że pisarz do postaci Daniela Bondaree już nie wróci. I faktycznie, nie wrócił, a cykl Dominium Solarne nie doczekał się po dziś dzień kontynuacji, podobnie zresztą jak twórczość literacka Kołodziejczaka (nie licząc kilku opowiadań opublikowanych w antologiach Fabryki Słów), który obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego "Świata komiksu" prezesa Egmont Polska.

Read more...

Filmorys (5)

, ,

Piąty Filmorys ukazuje się po trzymiesięcznej wakacyjnej przerwie. Pod lupę trafiło dziewięć filmów, a więc o jeden więcej niż w trzech poprzednich odcinkach. Forma cyklu, zgodnie z Waszymi życzeniami -- które stanowiły z kolei odpowiedź na moje zapytanie -- pozostaje niezmieniona; dalej też oceny wystawiam przy użyciu prostego systemu pięciu gwiazdek.

No to jedziemy. Miłośnicy komiksów i fanatyczni wielbiciele
The X-Files, przygotujcie się, bo zaraz będziecie chcieli mnie rozszarpać.

Read more...

Filmorys (4)

, ,

Nie lubię zaczynać opinii o filmach od słów "mógł to być...", bo zaprzepaszczona szansa na dobre kino boli bardziej niż oczywista od pierwszych minut chała. Czwarty odcinek Filmorysa rozpocznie się od dwóch takich rozczarowań, ale później będzie nieco lepiej. Niestety, pięciu gwiazdek dzisiaj nie uświadczycie.

Tak, gwiazdek. Postanowiłem uprościć filmorysowy system oceniania. Od dzisiaj skalę szkolną z plusami, minusami i słownymi uzupełnieniami ("warto zobaczyć", "trzeba zobaczyć") zastąpiłem uśmiechniętymi gwiazdkami. Pięć znaczy
must-see, cztery -- should-see. Trzy to film "wporzo", ale nic ponadto. Dwie gwiazdki oznaczają coś mniej lub bardziej kiepskiego, a jedna gwiazdka... sami się domyślcie.

Przy okazji chciałem poprosić o mały feedback. Czy dotychczasowa formuła Filmorysu sprawdza się z punktu widzenia wygody blogowego czytelnika? Czy może raczej kolejne odcinki powinny ukazywać się częściej, ale za to do każdego z nich powinno trafiać mniej filmów (2-4)? Z jednej strony nie chcę się rozdrabniać, ale z drugiej wiem doskonale, że długie wpisy na blogu, obojętnie na jaki temat, niekoniecznie są jazzy.

Read more...

Filmorys (3)

, ,


Do trzeciego odcinku Filmorysu trafiło osiem tytułów: Dwa polskie miniseriale, dwa polskie filmy fabularne, jeden nie do końca udany thriller, jeden zupełnie nieudany thriller, wiekowy klasyk kina SF i nowość z Clivem O (która chyba nawet jeszcze nie dotarła do Polski). Zapraszam.

Read more...

Gorzkie kwiaty

, ,



Varg Veum1, prywatny detektyw z Bergen, to znana postać norweskiej literatury współczesnej. Stworzył ją w latach siedemdziesiątych. Gunnar Staalesen, autor parudziesięciu powieści kryminalnych. Niedawno Norwegowie postanowili przenieść Veuma na duży i mały ekran. Jesienią 2007 r. do kin trafiły Gorzkie kwiaty, w przeciągu następnych miesięcy od razu na DVD wydano Twoją aż po śmierć i Śpiącą Królewnę, a za tydzień swą premierę -- tym razem kinową -- będą miały Upadłe anioły. Docelowo producenci zamierzają sfilmować pół tuzina powieści o Vargu Veumie.

Twórczości Gunnara Staalesena nie znam. Do obejrzenia Gorzkich kwiatów zachęcił mnie, podobnie jak w przypadku Constantine trzy lata temu... plakat. Tak już czasem mam. Zdrowy rozsądek podpowiada, że to bardzo niewłaściwa motywacja, przez którą można się srogo przejechać. Constantine faktycznie mnie rozczarował. Do Gorzkich kwiatów podchodziłem tak czy owak sceptycznie, bo do końca nie wierzyłem, że Norwegowie potrafią nakręcić dobry kryminał. Myliłem się.

Read more...

Filmorys (2)

, ,


Pojawienie się drugiego odcinku Filmorysu opóźniło szukanie suriektywnego homomorfizmu GL(2, Z3) z S4 przez autora bloga. Co prawda nadal go nie znalazłem, ale jestem już na dobrej drodze.

Read more...

Filmorys (1)

, ,

Kiedyś w Inkluzie publikowałem minirecenzje obejrzanych przeze mnie filmów. Minirecenzja to dobra rzecz -- autor nie napracuje się tyle, co przy pełnowymiarowej, a odbiorcy i tak dowiedzą się z niej, czy dany film warto obejrzeć, czy też raczej należy go unikać. Niniejszym wracam więc do tamtej tradycji. Kolejne wpisy z cyklu Filmorys będą ukazywać się mniej więcej co miesiąc.

Read more...

Recenzja, której nie było

,


Postanowiłem wrzucić na Blogrysa recenzję filmu Silent Hill, lecz nie tyle z potrzeby, co "dla porządku". Na Silent Hill byłem zeszłego lata w kinie i poniższy tekst powstał zaraz potem. Wysłałem go do pewnego serwisu fantastycznego, ale recenzja nigdy nie ujrzała tam wirtualnego światła. Powód? "Nikt nie pamiętał hasła do panelu administracyjnego działu filmowego"... Jaki to był (jest) serwis, przemilczę, bo najmniejszych pretensji do nikogo stamtąd nie żywię. Jednakże tekst niech się nie marnuje na twardym dysku. Na pewno wciąż ma szansę kogoś zainteresować.

Read more...

Dzień kupy

, ,



It's flame time, baby.

Obejrzałem kilka godzin temu Dzień świra. W ciągu tych pięciu lat, jakie zdążyły minąć od premiery, nasłuchałem się o nim niemało superlatywów. Że bardzo śmieszny, ale że poruszający przy tym ważką problematykę społeczną. Że wesoły, ale jednocześnie przygnębiający i dający do myślenia. Że Kondrat świetnie gra, a w tle przewija się cała plejada znanych polskich aktorów. Film miałem okazję obejrzeć dopiero dzisiaj (co jest związane z faktem, że w minioną sobotę wkroczyłem w erę filmów na DVD -- do mojego pokoju trafiła kombinacja telewizor plus odtwarzacz). I co? "Kurwa, ja pierdolę", powiedziałby główny bohater. A ja rzeknę krócej: Chała.

Co prawda, przez pierwsze pół godziny widz nabiera apetytu, bo film trzyma przyzwoity poziom. Niestety, Dzień świra traci go gwałtownie w okolicach sceny w mieszkaniu byłej żony Adasia. Następujący po niej obsuw jest szybki i bolesny. Parę dobrych momentów -- sekwencja w pociągu i modlitwa balkonowa -- nie są w stanie uratować sytuacji. Przy napisach końcowych przeżuwałem spore rozczarowanie.

Prawdopodobnie większości z Was Dzień świra się podobał (?), więc w tym miejscu mógłbym zakończyć swą impresję i stwierdzić defensywnie, że o gustach się nie dyskutuje. Mam jednak pod ręką kilka argumentów konkretniejszych niż "nie, bo nie", i spróbuję nimi nieco zobiektywizować swoją ocenę.

Read more...

Firma

,



Debiutancką powieść Johna Grishama pt. Czas zabijania wspominam nadzwyczaj dobrze. Trudno nazwać ją czymś więcej niż czytadłem, lecz było to czytadło wyjątkowo sprawnie skomponowane - na tyle wciągające, by czytelnik chłonął je jednym tchem, ale nie na tyle płytkie, byśmy w trakcie lektury odczuwali ziejącą z kart książki miałkość (casus Kodu Leonarda da Vinci). Po Firmie, drugim z kolei dziele pisarza, od którego rozpoczęła się jego międzynarodowa kariera, obiecywałem sobie bardzo wiele. Na pierwszych pięćdziesięciu stronach nic nie zapowiadało klęski. Zawód nastąpił jednak jeszcze przed półmetkiem, a był tym większy, że zmarnowano nad wyraz atrakcyjny pomysł.

Read more...