Friday, 25. January 2008, 21:05:26
opinie, literatura
Powieści Philipa K. Dicka raz za razem wprawiają mnie w konsternację. Z jednej strony wiem przecież, że Dick uchodzi za giganta fantastyki naukowej, a jego twórczość od kilku dekad cieszy się niesłabnącym mirem. Z tej samej strony na własnej skórze przekonuję się, że powieści pisarza mają czytelnikowi sporo do zaoferowania. Z drugiej strony jednak... z ciężkim sercem przyznaję, że nie czyta mi się ich za dobrze. Klimat? Jest, owszem, zdecydowanie przygnębiający, ale to się wcale na minus nie liczy. Pomysły? Też są, może i nie oszołamiające nowatorstwem, ale z pewnością przyzwoite. Postacie? Lekko surrealistyczne, ale zawsze wyraziste. Fabuła? Hm...
Read more...
Sunday, 23. September 2007, 22:25:15
polityka, opinie
Za cztery tygodnie w Polsce odbędą się wybory. Dlaczego wybory te będą wyjątkowe, nie muszę Wam mówić -- wiecie w końcu lepiej ode mnie, bo poza internetowymi serwisami informacyjnymi macie jeszcze do dyspozycji telewizję (i reżimową, i niezależną). Niestety, ja przyłączę się do ademokratycznego i politycznoolewackiego grona, które obniży frekwencje i do urn nie pójdzie. Jako emigrant mam co prawda bardzo dobre usprawiedliwienie, jednak naprawdę nie chodzi o to, że nie chce mi się ruszyć czterech liter do ambasady -- mam przecież zupełnie niedaleko. Jestem natomiast zdania, że osoby, które opuściły kraj "na dobre", nie posiadają moralnego prawa do głosowania w wyborach parlamentarnych w ojczyźnie, nawet jeśli wciąż są formalnie jej obywatelami. Wyjechałeś? A więc nie wiesz, jak tak naprawdę wygląda sytuacja w kraju -- zostaw głosowanie tym, którzy wiedzą i którzy potem będą musieli przez cztery (albo dwa) lata znosić konsekwencje swego wyboru. Zawsze irytowały mnie amerykańskie dziadki-polonusy siedzące od dziestu lat za Oceanem, ale nadal chcące aktywnie uczestniczyć w życiu politycznym kraju, z którego pochodzą. PRL już się skończył -- jak tacy z was patrioci, to wracajcie do Polski.
Read more...
Thursday, 31. May 2007, 20:53:33
WWW, opinie

Dokładnie trzynaście miesięcy temu mój młody, studwudziestogigabajtowy Western Digital doznał niespodziewanego i rozległego zawału sektorów. Nie pomogła intensywna reanimacja. Pochowałem biedaka w szafie, obok pysznie ciemnozielonego Watermana, który kilka miesięcy wcześniej spadł z wysokości i rozbił sobie stalówkę. Spoczywaj w spokoju.
Robienie regularnych backupów opłaciło się. Nie utraciłem żadnych istotnych danych -- z wyjątkiem archiwów mailowego i gadugadowego, ale to jakoś przebolałem (choć łzy byłyby w sumie na miejscu). Bardziej we znaki dała mi się wtedy redukcja przestrzeni dyskowej o trzy czwarte. Pokłoniłem się z powrotem starej czterdziestce (cały czas i tak podpięta była na masterze, więc długo się nie boczyła), spartycjonowałem ją pod kątem Linuksa, zainstalowałem system na nowo i jakoś poupychałem wszystkie rzeczy, które powinny być cały czas pod ręką. W tym samym czasie dowiedziałem się, że Google oferuje konta pocztowe o pojemności dwóch i pół giga posiadające przejrzysty, webmailowy interfejs. Pomyślałem, że jeśli spróbować czegoś nowego w kwestii e-poczty, to właśnie teraz. Tabula rasę miałem w końcu i tak. Wysłałem stary @dres na urlop i zabrałem się za testowanie googlowskiej wersji podstawowego narzędzia internauty.
Początkowo podchodziłem do idei Gmaila nieufnie. Byłem wychowany na tradycyjnych klientach pocztowych działających offline, które łączą się z serwerem tylko w momencie wysyłania i odbierania listów. Webmailem nauczono mnie gardzić. Cóż... Po miesiącu nie wyobrażałem sobie innej metody korzystania z poczty elektronicznej. Po roku dalej sobie nie wyobrażam, tyle tylko, że traktuję ją jako coś oczywistego.
Read more...
Saturday, 5. May 2007, 20:59:46
opinie, muzyka

Co roku oglądam Konkurs Piosenki Eurowizji (ESC). Nie, to nie jest spóźniony prima aprilis w złym guście. Nie, nie rozpoczynam cyklu kontrowersyjnych notek pt. BlogSzok. Nie, nie próbuję za jednym zamachem ograniczyć liczbę czytelników Blogrysa o dwie trzecie. Serio: Co roku oglądam Konkurs Piosenki Eurowizji.
Read more...
Sunday, 25. February 2007, 14:30:38
WWW, software, opinie
Nie jestem fanem przeglądarki Opera. Nie jestem fanem żadnej przeglądarki -- po prostu od kilku lat surfowałem na Firefoksie i byłem z niego wystarczająco zadowolony, by nie rozglądać się za innymi rozwiązaniami (dawniej używałem IE, ale spuśćmy na tamte mroczne dzieje zasłonę milczenia). Jeśli kogoś dziwi, że mimo to bloguję na My Opera, odpowiadam: Serwis daje możliwość prowadzenia bloga, który odpowiada mi pod względem estetycznym i technicznym, a nigdzie nie jest napisane, że tylko użytkownikom rzeczonej przeglądarki wolno z niego korzystać. Po wizycie w siedzibie Opery i po krótkiej rozmowie z Sejim na temat przeglądarek, postanowiłem jednak dać Operze szansę. Zainstalowałem najnowszą wersję i poddałem ją półtoratygodniowemu testowi. A nuż okaże się faktycznie sympatyczniejsza niż Lisek? Summa summarum, nie okazała. Gdy tylko napiszę poniższą notkę, Opera pójdzie w odstawkę, a ja przerzucę się z powrotem na FF.
Read more...
Wednesday, 21. February 2007, 16:37:55
opinie
Nie lubię białej poezji. Wyjątki? A jakże, cały jeden. Nie, nie Herbert, a zupełnie nieznany w Polsce wiersz norweskiego, dwudziestowiecznego poety Gunnara Reissa-Andersena pt. Til hjertene (Do serc albo Dla serc). Warto jednak zaznaczyć, że choć w utworze Reissa-Anderesena nie występują rymy, to posiada on wyraźny i ładnie zarysowany rytm. Białe wiersze natomiast, nie dość, że bezrymne, zazwyczaj kaszlą też arytmicznością. I mierzi mnie nazywanie ich poezją. Definicja, owszem, wystarczająco szeroka, ja niestety widzę tutaj brzydki oksymoron.
Rozmawiałem kiedyś na ten temat z dwiema osobami. Próbowano mi wytłumaczyć, że liczy się treść, a nie forma, podsuwano przykłady (Herberta oczywiście) na poparcie tezy, jakie to białe wiersze potrafią być urzekające. Wszystko na próżno. Przykłady nie wywarły na mnie żadnego wrażenia, co więcej, szybko musiałem się odtruwać Gałczyńskim i Frostem. Stwierdzenie, jakoby treść była ważniejsza od formy, uważam za bzdurne. W poezji powinno być dokładnie odwrotnie, a jeśli ktoś nie radzi sobie z mową wiązaną, niech próbuje sił w prozie.
O żywionej przeze mnie do białej poezji odrazie przypomniał mi dobitnie wiersz, jaki ujrzałem wczoraj w metrze. Tak, w Oslo mamy metro, i tak, w środkach transportu publicznego oraz na stacjach i przystankach rozwiesza się poezję, oczywiście w celu odchamienia statystycznego pasażera. Rzeczony wiersz przytaczam poniżej w całości, przetłumaczony na polski. Nie moja wina, że nie ma rymu ani rytmu -- w oryginale też ich nie było. Podobnie jak sensu.
Stany bezprawia
Jack był człowiekiem bez honoru
Pozwolił sąsiadowi pożyczyć kosiarkę
Ale gdy ten zwlekał z jej oddaniem
Wyciągnął rewolwer i strzelił
Ze szpitalnego łóżka powiedział sąsiad: Nigdy w życiu
Nie oddam niczego
Takiemu idiocie
Który wali do ludzi za kosiarkę
Aby coś uchodziło w moich oczach za sztukę, musi spełniać pewien konieczny warunek: Ja sam nie potrafiłbym tego zrobić. (Warunek konieczny, podkreślam, nie wystarczający. Telewizora też nie potrafię zbudować, ale dziełem sztuki go nie nazwę). Biała poezja nie jest sztuką, bo wiersze takie jak ten powyżej mógłbym -- podobnie jak każdy z Was -- produkować seryjnie. Takich jak utwory wybitniejszych "białych poetów" (na przykład Herberta) już zapewne nie, ale i tak znajdują się one na mojej skali "niepotrafienia" dużo, dużo niżej niż piosenki Metalliki, obrazy Delacroix i filmy Forda. Dlatego i w ich przypadku nękają mnie poważne wątpliwości.
Jeśli natomiast chodzi o tak zwaną sztukę nowoczesną, to w ogóle gotów jestem siąść i płakać. Nie będę wspominał nawet o ekscesach w rodzaju przybijania (cudzych) jaj do krzyża, ponieważ moją niechęć budzą nawet niebulwersujące przejawy tak zwanej sztuki nowoczesnej. Po części dlatego, że patrz powyższy akapit, po części dlatego, że nierzadko maskują artystyczne beztalencie swych twórców. Podobno jakiś wykładowca w jakiejś akademii sztuki powiedział kiedyś swoim studentom: "Jeśli ktoś chce uprawiać sztukę nowoczesną, niech najpierw namaluje konia". A ja ujmę to inaczej: "Jeśli ktoś chce uprawiać sztukę nowoczesną i potrafi malować konie, niech nie zabiera się za sztukę nowoczesną".
Sunday, 4. February 2007, 18:26:17
opinie, film
Przyszła pora na uzewnętrznienie się w sprawie 79. ceremonii rozdania Nagród Akademii zwanych powszechnie Oskarami. Moje uzewnętrznienie będzie oczywiście dotyczyło ogłoszonych niedawno nominacji (wręczenie statuetek odbędzie się za trzy tygodnie, 25 lutego) i miało dwojaki charakter. Po pierwsze, ponarzekam, jakich tytułów i nazwisk mi gdzieniegdzie brakuje. Po drugie, zabawię się w typowanie zwycięzców w niektórych kategoriach. Pod koniec miesiąca dowiemy się, czy przed wizytą u bukmachera warto konsultować się z autorem Blogrysa.
Jeszcze tylko uwaga wstępna, i to dość istotna. Wszystkich nominowanych filmów nie widziałem. Co więcej, nie widziałem nawet większości. Obejrzałem jednak te najgłośniejsze i myślę, że opinia na ich temat w połączeniu z pewną dozą wiedzy filmowej i szczyptą intuicji upoważniają mnie zarówno do narzekania, jak i typowania.
Read more...
Tuesday, 16. January 2007, 17:50:57
opinie, obejrzane
Zaniedbałem ostatnio bloga. "Zaniedbałem" to pewnie przesada, ale wpisy nie pojawiały się często, zważywszy, że przez ponad cztery ostatnie tygodnie miałem ferie świąteczno-zimowe. Spędziłem jednak ten czas w Łodzi, a będąc tam siadam przy komputerze stosunkowo rzadko. Wczoraj wieczorem powróciłem do Oslo, wznowiłem naukę, grafik zajęciowy się krystalizuje, pecet wraca do łask -- więc i blog rozkwitnie.
Dzisiaj będzie o "Szkle kontaktowym", programie humorystyczno-publicystycznym emitowanym w powszednie wieczory na antenie TVN24 (weekendowe wydania, zdaje się, też mają). Na czym jego formuła polega, wiecie lepiej ode mnie, ponieważ ja do polskiej telewizji na co dzień nie mam dostępu. Kilka odcinków "Szkła kontaktowego" dane mi było obejrzeć w ciągu minionego miesiąca, a także w zeszłoroczne wakacje. Wiem, że program jest lubiany i chwalony przez telespołeczność. Wiem, że zdobył niedawno parę nagród. Wiem, że ma bardzo dużą oglądalność.
I nie mogę zrozumieć, co wszyscy w nim widzą. Mnie-się-nie-bardzo. Read more...