Ważyć, nie liczyć
Tuesday, 16. September 2008, 21:43:01
Opisuje oto Kołodziejczak ustrój planetarny, który na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zwyczajnej demokracji. Władzę wykonawczą na Gladiusie sprawuje dwudziestoosobowa Rada Elektorów wybierana w powszechnym głosowaniu. Powszechnym, ale specyficznym, bowiem każdy obywatel może posiadać maksymalnie 100 głosów elektorskich, natomiast przeciętni mieszkańcy mają ich po... zero. Nie dlatego, że "przeciętny" na Gladiusie oznacza pozbawionego praw niewolnika lub robola, lecz dlatego, że o ilości posiadanych głosów elektorskich decydują trzy kryteria. A wyjściowo nie spełnia się żadnego z nich.
Czynnik pierwszy, czyli podatki. Płacąc podstawową stawkę, do głosowania nie masz prawa w ogóle. Skoro nie chcesz dokładać do wspólnego budżetu więcej niż wynosi konstytucyjne minimum, inni będą za ciebie stanowić o polityce i sposobie zarządzania tymże budżetem. Decydując się na płacenie dodatkowych procentów podatkowych, możesz natomiast uzyskać maksymalnie siedemdziesiąt głosów elektorskich. Słowami autora: "Obywatele mieli możliwość sterowania wysokością swoich podatków i wynikającymi z tego faktu przywilejami wyborczymi. Ci, którzy odprowadzali na cele publiczne więcej pieniędzy, uzyskiwali większy wpływ na publiczne sprawy".
Czynnik drugi, czyli aktywność polityczna. Każdy obywatel dzierży cząstkę władzy ustawodawczej, jako że na Gladiusie inna władza ustawodawcza niż ogół mieszkańców po prostu nie istnieje. Każdy może więc wypowiadać się publicznie w sprawach lokalnych, regionalnych bądź kontynentalnych, każdy może zgłaszać propozycje nowych uchwał i poprawek do starych, debatować nad nimi i wreszcie głosować na "tak" lub "nie". Uczestniczenie w życiu politycznym planety pozwala na uzyskanie maksymalnie piętnastu punktów elektorskich. Wprowadzenie instytucji "parlamentu globalnego" jest w książkach Kołodziejczaka możliwie oczywiście dzięki postępowi technologicznemu, a ściślej: dzięki pełnemu "zinternetyzowaniu" społeczeństwa.
Wreszcie, czynnik trzeci, a więc zasługi. Zamiast orderów, awansów i dyplomów państwowych, najbardziej zasłużone dla Gladiusa jednostki otrzymują w uznaniu swych zasług dla planety punkty elektroskie. Maksymalnie znowu piętnaście.
Przyznam, że pomysł Kołodziejczaka przypadł mi do gustu -- przede wszystkim dlatego, że nigdy samemu czegoś takiego nie wymyśliłem. A przecież od czasu do czasu zastanawiam się, jaki ustrój polityczny będzie następcą naszej dzisiejszej całkowicie egalitarnej demokracji, co do której nie mam wątpliwości, że nie będzie ostatnim etapem w rozwoju państwowości. Ktoś prędzej czy później pojmie, że paradygmat "menel spod budki z piwem ma identyczne prawo wyborcze co profesor ekonomii" nadaje się na historyczny śmietnik. Bowiem już starożytni stwierdzili, że głosy należy ważyć, nie liczyć.
