Sunday, September 4, 2011 3:46:21 PM
WWW, metablog, priv
Ostatnio, jak widać, bardzo rzadko bloguję i taki stan rzeczy może jeszcze niestety trochę potrwać. Wskaźnik zajętości nie będzie jednak stukał w sufit w nieskończoność, a gdy tylko spadnie, Blogrys odżyje. A na razie... Na razie zauważmy, że dotarliśmy do trzechsetnej notki.
Z okazji jubileuszu zareklamuję Tabulator II, moją "stronę domową", którą skleciłem na przełomie grudnia i stycznia, lecz która przez przeszło pół roku pozostawała w stanie uśpienia. Najwyższa pora się do niej przyznać. Tylko po co mi właściwie takie cuś? Otóż przez ostatnią dekadę wypuściłem w Sieć kilkaset tekstów: głównie recenzji, lecz nie tylko. Mój analityczny umysł doszedł do wniosku, że wypadałoby je wszystkie w końcu skatalagować w jednym miejscu — a ponieważ teksty są publicznie dostępne, nic nie stoi na przeszkodzie, by i sam spis nie znalazł się w zasięgu kliknięcia wszystkich zainteresowanych. Rozwiązanie techniczne dostarczył Google wraz ze swoim fenomenalnym tabelkowym API (sortowanie po kolumnach na razie nie jest standardowym ficzerem tabelek HTML-owych), a Wikidot okazał się jedynym (znalezioną przeze mnie) darmowym serwisem hostingowym zezwalającym na implementację skryptu w kodzie stron. Katalog tekstów uzupełniłem działem "O mnie" składającym się przede wszystkim z wykazu ulubionych książek, filmów, płyt i gier. Voila.
I wszystko byłoby super, gdyby nie reklamy. Otóż Wikidot umożliwia stworzenie bardzo przejrzystego i eleganckiego layoutu strony, ale zarazem umieszcza wewnątrz hostowanych witryn reklamy. Rozumiem oczywiście, że serwis musi na siebie zarabiać i przeciwko reklamom jako takim nic nie mam — rzecz w tym, że te wikidotowe są wyjątkowo szpetne i stanowią istne przeciwieństwo dyskretnych kontekstowych reklam Google'a. W tej chwili widzę, że reklam nie ma w ogóle. Czy pojawią się znów, nie wiem. Jeśli wrócą, z góry za nie przepraszam (ale na stronie nie zależy mi aż tak bardzo, żeby w nią inwestować).
* * *Trzechsetny wpis nie może obejść się bez metablogowego podsumowania. Na nowej stronie znajdziecie więc
subiektywny spis najciekawszych i najlepszych notek z minionych pięciu lat blogowania.
Zapraszam do lektury, tak ponownej jak i dalszej. Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają, a szczególnie tym, którzy od czasu do czasu coś skomentują.[/ALIGN]
Sunday, December 27, 2009 11:15:20 PM
WWW, literatura, priv
Najwyraźniej się usamodzielniam, bo oto znowu udało mi się bez pomocy agregatów natrafić w Sieci na coś interesującego. Serwis nazywa się LibraryThing i pozwala na katalogowanie zbiorów książkowych. Swojego czasu szukałem takiego właśnie narzędzia, lecz nie znalazłszy niczego dostatecznie funkcjonalnego, zrobiłem sobie w arkuszu kalkulacyjnym dopasowaną do własnych potrzeb tabelkę. Tabelka owa służyła mi wiernie przez tyle lat, że nie zamierzam teraz bynajmniej posłać jej do /dev/null, ale LibraryThing z opcją "znajdź internautę, którego księgozbiór jest najbardziej podobny do twojego" jawi się na tyle kusząco, że w wolnej chwili zduplikuję majdan i umieszczę go także i tam.
Serwis posiada nadzwyczaj wygodną opcję masowego importowania książek po numerach ISBN. LibraryThing w celu identyfikacji danej pozycji łączy się z odpowiednią bazą danych (od Amazonów począwszy, poprzez Bibliotekę Kongresu, a skończywszy na bibliotekach narodowych poszczególnych państw) i błyskiem ściąga wszystkie dane, z okładką włącznie. Przynajmniej w teorii. W praktyce wszystko bowiem zależy od dokładności danej bazy danych. Jak łatwo się domyślić, anglojęzyczna część moich zbiorów została rozpoznana bezproblemowo; niestety katalog Biblioteki Narodowej pozostawia wiele do życzenia (poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale tam chyba powinien figurować każdy tytuł wydany w języku polskim, przynajmniej na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat?). Rodzimą część mojej kolekcji będę więc musiał powklepywać w najbliższej przyszłości ręcznie. Wersję roboczą księgozbioru niżej podpisanego możecie na razie obejrzeć tutaj. Kliknijcie na przykład na COVERS. Prawda, że ładnie to wygląda?
Zajrzałem też na forum LibraryThing i w jednym z wątków natknąłem się na ciekawą "grę" podsumowującą czytelniczy rok każdego tej gry uczestnika. Zabawa polega na tym, by odpowiedzieć na poniższych dwanaście pytań wykorzystując tytuły przeczytanych w mijającym roku książek. Podejście humorystyczne wysoce wskazane. Uplasowanie się powyżej średniej statystycznej, tzn. czytanie więcej niż jednej książki rocznie, wskazane jeszcze bardziej, chyba że ktoś potrafi opisać siebie i całą swoją egzystencję kodem Leonarda da Vinci.
Kim jesteś? Gringo wśród dzikich plemion.
Jak się czujesz? Zły.
Gdzie mieszkasz? Extensa.
Dokąd chciałbyś się udać? Ameryka.
Ulubiony sposób podróżowania? Explorations in Mathematical Physics.
Najlepszy przyjaciel? Książę.
Ty i Twoi znajomi to...? Strażnicy.
Jaką pogodę lubisz? Zero.
Czego się boisz? Głos Boga.
Najlepsza radą, jaką możesz dać? Weźmisz czarno kure...
Myśl dnia? Co to wszystko znaczy?
Jak chciałbyś umrzeć? Lord Jim.
Join the fun.
Saturday, September 19, 2009 9:51:31 PM
varia, film, priv
Moje pokolenie, pokolenie '85±2, da się podzielić na dwie grupy: tych, którzy mieli w dzieciństwie dostęp do kanału Polonia 1, i pozostałych. Dzisiaj co prawda oferta programowa Polonii 1 sprowadza się do poranno-popołudniowego pasma telezakupów, popołudniowo-wieczornego pasma telenowelowego i wieczorno-nocnego pasma jarmarcznej pornografii, ale kanał ten posiada przecież całkiem ciekawą tradycję. Po pierwsze, to najstarsza działająca nieprzerwanie polska stacja komercyjna. Po drugie, zaraz na początku swojego istnienia, w połowie lat dziewięćdziesiątych, Polonii 1 przypadła moralnie niejednoznaczna rola kata i obrońcy. Kata -- bo wbiła gwóźdź do trumny Bolka, Lolka, Reksia, Dobromira i innych Uszatków. Obrońcy -- bo Polonia 1 wespół z Cartoon Network uchroniła zmysł popkulturowy dziesiątków tysięcy młodych ludzi od pokemonowo-pieskoleszkowych mózgożernych debilizmów, które zalały rynek rozrywki dziecięcej niedługo potem. Z dumą więc mogę o sobie powiedzieć, że należę do Pokolenia Tsubasy.Read more...
Tuesday, August 4, 2009 6:20:03 PM
WWW, Norwegia, priv
Kasia i Misiołak zrealizowali protokół OBWO (Odwiedzanie Borysa w Oslo), ustanowili dla niego nowy standard 3P i zdali pisemne relacje z wyprawy. Znowu nie muszę pisać o Norwegii, bo znowu ktoś mnie wyręczył. I to jak!
Saturday, August 1, 2009 3:24:25 PM
priv, blogspot
Dwa lata minęły jak z bicza strzelił. Zresztą, co tam dwa lata. Pamiętam, że gdy dziecięciem będąc poznałem znaczenie terminu "absolwent" (oczywiście za pośrednictwem doskonałego filmu z Dustinem o takim właśnie tytule), pomyślałem sobie, że nawet jeśli i ja kiedyś będę absolwentem, to nastąpi to dopiero w niewyobrażalnie wręcz odległej przyszłości. Cóż...Read more...
Saturday, August 1, 2009 3:15:17 PM
priv, blogspot
...gdy materiałem na egzamin jest to, co sam napisałeś.Post przeniesiony z Blogspota (13.06.2009)
Sunday, September 30, 2007 12:21:56 PM
studia, priv
Jutro pierwszy października. Dwa miliony polskich studentów rozpoczną nowy rok akademicki. Natomiast ja w nadchodzącym tygodniu będę już mniej więcej na półmetku semestru jesiennego, jako że w kraju, do którego trafiłem, szkoły wszystkich poziomów wznawiają po wakacjach działalność już w okolicach 20 sierpnia. Zgodnie z blogową tradycją, nadeszła więc pora na krótką prezentację fizycznych zagadnień, jakie obecnie zgłębiam na swojej wszechnicy.
Read more...
Thursday, August 30, 2007 7:00:28 PM
varia, priv
Dwa tygodnie temu po raz pierwszy ever dokonałem zakupów w zagranicznym sklepie wysyłkowym płacąc Visą. Radośnie spieszę zakomunikować, że z konta ubyło mi dokładnie tyle, ile powinno, a w paczce, która dotarła kilka dni temu, nie znalazłem kamieni, lecz zamówiony towar. Drugą stroną w transakcji był AllPosters, rzekomo największy na świecie sklep trudniący sie sprzedażą plakatów i tworów plakatopodobnych (przeglądając ich ofertę, łatwo w to uwierzyć). Nabyłem postery z filmów Bez przebaczenia i 12 Małp, które zawisnęły już na nadłóżkowej ścianie i przyozdobiły pokój. Plakat z Bez przebaczenia "chodził" za mną od kilku lat, kiedy to na długą chwilę wzrok mój przykuła prezentująca go okładka "Gazety Telewizyjnej". 12 Małp dorzuciłem do wózka, ponieważ ten film także jest w dechę, a w AllPosters dawali akurat 20% zniżki.
Sklep poinformował mnie mailowo o zrealizowaniu przesyłki, a plakaty dotarły niedługo potem zakute w sztywną, kartonową tubę. AllPosters wywarł zatem wrażenie solidnej firmy, choć oczywiście trudno wyrokować na podstawie pojedynczego zakupu. Tak czy owak, ja mogę pochwalić się nowym dobrem materialnym, a Wy wiecie, że AllPosters zostało "sprawdzone". Następny w kolejce będzie pewnie brytyjski Amazon. The X-Files na DVD, (powoli) nadchodzę!


Saturday, August 25, 2007 5:26:18 PM
Z życia wzięte, priv
Trzynaście notek temu pisałem o rozpoczęciu wakacyjnego stażu w koncernie badawczym SINTEF, w sekcji optycznych systemów pomiarowych i analizy danych. Miał trwać "od czterech do sześciu tygodni"; trwał pięć i pół, chociaż rozpocząłem go 11 czerwca, a zakończyłem tydzień temu, 17 sierpnia. Wyjaśnienie pozornego paradoksu czasowego jest bardzo proste. Staż podzielony był na dwie części, pomiędzy którymi dostałem cztery tygodnie urlopu (niestety, bezpłatnego :P ), a który spędziłem w Polsce, co zaowocowało m.in. Susłakonem.
Read more...
Saturday, June 23, 2007 3:53:48 PM
studia, priv
Trzeci raz z rzędu na blogu będzie o mnie, za co przepraszam i obiecuję rychłą poprawę. Trzeba to jednak zapisać dla potomności: Wczoraj zdałem ostatni egzamin w tym semestrze (ledwo-ledwo, bo wylosowałem najgorszy temat, ale jakoś się udało) kończąc zarazem trzy pierwsze lata studiów fizycznych i stając się bakałarzem pełną gębą. Bakalaureat to nic innego niż odpowiednik polskiego licencjatu, lecz lepiej brzmi, no i nie trzeba pisać żadnej czasochłonnej i nużącej pracy. Za jakieś dwa lata będę masterem (norweski magister, ale też lepiej brzmi
).