Rok z Gmailem
Thursday, 31. May 2007, 20:53:33

Dokładnie trzynaście miesięcy temu mój młody, studwudziestogigabajtowy Western Digital doznał niespodziewanego i rozległego zawału sektorów. Nie pomogła intensywna reanimacja. Pochowałem biedaka w szafie, obok pysznie ciemnozielonego Watermana, który kilka miesięcy wcześniej spadł z wysokości i rozbił sobie stalówkę. Spoczywaj w spokoju.
Robienie regularnych backupów opłaciło się. Nie utraciłem żadnych istotnych danych -- z wyjątkiem archiwów mailowego i gadugadowego, ale to jakoś przebolałem (choć łzy byłyby w sumie na miejscu). Bardziej we znaki dała mi się wtedy redukcja przestrzeni dyskowej o trzy czwarte. Pokłoniłem się z powrotem starej czterdziestce (cały czas i tak podpięta była na masterze, więc długo się nie boczyła), spartycjonowałem ją pod kątem Linuksa, zainstalowałem system na nowo i jakoś poupychałem wszystkie rzeczy, które powinny być cały czas pod ręką. W tym samym czasie dowiedziałem się, że Google oferuje konta pocztowe o pojemności dwóch i pół giga posiadające przejrzysty, webmailowy interfejs. Pomyślałem, że jeśli spróbować czegoś nowego w kwestii e-poczty, to właśnie teraz. Tabula rasę miałem w końcu i tak. Wysłałem stary @dres na urlop i zabrałem się za testowanie googlowskiej wersji podstawowego narzędzia internauty.
Początkowo podchodziłem do idei Gmaila nieufnie. Byłem wychowany na tradycyjnych klientach pocztowych działających offline, które łączą się z serwerem tylko w momencie wysyłania i odbierania listów. Webmailem nauczono mnie gardzić. Cóż... Po miesiącu nie wyobrażałem sobie innej metody korzystania z poczty elektronicznej. Po roku dalej sobie nie wyobrażam, tyle tylko, że traktuję ją jako coś oczywistego.
Rzeczy, za które cenię Gmaila, wymienię za chwilę. Najpierw chciałbym odnieść się do kontrargumentów, jakimi raczą mnie konserwatywni znajomi, gdy nieśmiało proponuję im zmianę domeny pocztowej na @gmail.com. (Mniej konserwatywnych nawróciłem).
Chcę mieć dostęp do swojej korespondencji i możliwość pisania maili, gdy jestem offline. Bardzo rozsądne podejście, ale tylko wtedy, jeśli nie posiada się stałego łącza. Gmail bez wątpienia dyskryminuje modemowców, aczkolwiek da się z niego korzystać przy pomocy POP3&SMTP. Jeżeli natomiast sygnał płynie cały czas i tak, rozróżnienie offline-online przestaje mieć większy sens. A co począć, jak jedziemy z laptopem w miejsce pozbawione wolnego kabelka i WiFi? I tutaj znajdzie się rada: Wystarczy poświęcić zawczasu kilku minut na skopiowanie potrzebnych maili do dowolnego edytora tekstowego i zapisanie ich na dysku. W skrajnych wypadkach, gdy do głuszy z laptopem jeździmy regularnie i od rana do wieczora odpisujemy tam na zaległe listy, o Gmailu faktycznie należy zapomnieć.
Trzymanie archiwum pocztowego na zewnętrznym serwerze to szaleństwo. Mogą skasować. Ryzyko awarii serwera zawsze istnieje -- podobnie jak twardego dysku. Każdy musi indywidualnie skalkulować ryzyko i wziąć poprawkę na to, jak często robi kopie zapasowe. Osobiście szybko doszedłem do wniosku, że wolę zawierzyć serwerowi Gugla niż swojemu twardzielowi. Nieufni zwracają co prawda uwagę, że Gmail jest cały czas w fazie "beta", co może oznaczać, że któregoś pięknego dnia Google zaniecha całego projektu i za jednym zamachem zamknie usługę, a maile wszystkich userów zostaną szyderczo skasowane. Moja odpowiedź: Nie wydaje mi się, żeby tak prestiżowej firmie opłaciło się w tak drastyczny sposób zniechęcić do siebie rzeszę ludzi. A Wam?
Dobra, ale mogą też szpiegować. Rzecz w tym, że nie tylko oni. Z jakiego konta pocztowego byśmy nie korzystali, nasz mail przejdzie przez kilka różnych checkpointów. Na każdym z nich list może zostać łatwo skopiowany i przeszukany pod kątem "kluczowych słów" lub po prostu przeczytany (chociaż komu by się chciało...). To, że moja korespondencja cały czas zgromadzona jest na zewnętrznym serwerze, też mnie jakoś nie przeraża. Jeśli włamią się tam, będą potrafili włamać się i do mnie. A przy wysyłaniu superpoufnych wiadomości pomocną rękę poda PGP.
Webmail? Phi. Pod względem funkcjonalności do pięt nie dorasta mojemu ulubionemu klientowi pocztowemu. Kwestia podejścia. Swojego czasu też korzystałem z Nietoperka i byłem zachwycony... aż zorientowałem sie, że 95% opcji i tak leży odłogiem. Wystarcza możliwość segregowania i szybkiego przeszukiwania korespondencji, filtrowania wiadomości przychodzących i sprawdzania pisowni. Googlowski webmail ma to wszystko. Losowe sygnaturki i justowanie tekstu w czystym TXT to fajne bajery, ale... tylko bajery.
Teraz o zaletach. Krótko i konkretnie. Dlaczego Gmail?
1) Konto pocztowe ma przeszło 2,8 GB pojemności i powiększa się o tuzin megabajtów miesięcznie.
2) Przechodzą załączniki o wielkości do 20 MB.
3) W razie potrzeby mogę wygodnie odbierać i wysyłać pocztę swoim wysłużonym Siemensem MC60 przy pomocy prostego WAP-a.
4) Znakomita blokada spamu. Gmail zatrzymuje 99% pocztowego śmiecia. Nie wiem do końca, jak oni to robią, ale robią to cholernie dobrze.
A dlaczego Gmail+webmail, a nie Gmail+klient pocztowy?
5) Nie trzeba instalować osobnego programu, wystarczy przeglądarka.
6) Kluczowy powód: Dostęp do całej swojej poczty mam zewsząd, z dowolnego podłączonego do netu komputera. Dawniej, gdy jeździłem na wakacje lub Boże Narodzenie do Łodzi, musiałem się naszarpać: Przed wyjazdem robiłem plik archiwalny i rozpakowywałem go po przyjeździe, a potem przed wyjazdem robiłem nowy plik archiwalny, który scalałem po powrocie ze starymi mailami. Obecnie nie muszę sobie tym zawracać głowy. Jeśli tylko nie pojadę do głuszy, moja poczta zawsze będzie w pobliżu. (W gruncie rzeczy Gmail pozwala na odbieranie i wysyłanie listów klientem, jednocześnie pozostawiając kopie na serwerze).
7) Minimalistyczny, ale wygodny system porządkowania korespondencji. Zamiast wrzucać maile do osobnych folderów, tagujemy je tematycznie. Te ważne oznaczamy gwiazdkami. Te nieaktualne przenosimy z inboksu do archiwum. W razie problemów ze znalezieniem jakiegoś starego listu, z pomocą pospieszy nam wyszukiwarka. Szybka i skuteczna. W końcu to Google.
Wysyłać zaproszenie?
By Seji, # 31. May 2007, 21:08:35
By Borys, # 31. May 2007, 21:11:31
Makra? Zeby sobie ladnie wszystko zorbic, co mi umozliwia TheBat :D. Automatyczna zmiana kodowania, losowe sygnaturki, naglowki jakie chce, wybor konta, co sobie zamarze :).
By Seji, # 31. May 2007, 22:02:54
By Borys, # 31. May 2007, 22:28:23
FF ssie.
By Seji, # 31. May 2007, 22:38:17
A gmail sam w sobie jest ok, jednak nie do ocenienia są pozostałe elementy jak dokumenty na których mogą pracować wszyscy, blogspot, strona startowa, proste strony www, galeria obrazów etc. Własnie z poł roku temu zdałem sobie sprawę że gooogle ma już pozycje lidera. I mało kto tej pozycji zagrozi w niedalekiej przyszłości.
By Borejko, # 1. June 2007, 04:40:22
Oooo, Borys się zmartwił małą ilością komentarzy i postanowił zapuścić trollowego klasyka typu A najlepszym klientem poczty jest... ;-)
Besides, stoję na stanowisku, że najlepszym klientem poczty jest ten, którego właśnie używam - dowód, jako trywialny, pozostawiamy Czytelnikom ;-)
Z utęsknieniem czekam na dyskusję o wyższości Linuxa nad Windozą. Chociaż, droga młodzieży, to i tak nic w porównaniu z zamierzchłymi dziejami informatyki (wtedy to była, drogie dziatki, INFORMATYKA - teraz to już jest tylko użytkowanie komputerów, ten tego...) - za moich młodych lat, kiedy ulicami przemykały ostatnie welociraptory, w szkole (podstawowej) można było dostać niezły łomot, za próbę udowodnienia, że Atari jest lepsze od c64 (albo odwrotnie).
pozdr,
odskulowy Wojciech
Ps. I młodzież była jakaś lepsza wtedy, grzeczniejsza, wiosny bardziej pachnące i w ogóle. I nie chodziło się w spodniach z krokiem majtającym się na wysokości kolan, w których człowiek wygląda (wedle opinii mojego promotora) jakby sobie nas...ał do środka :-)
By anonymous user, # 1. June 2007, 07:15:10
Co do Gmaila, to ja naprawdę nie uznaję autorytatywnie jego wyższości. Niech każdy używa tego, czego lubi. Ale nikt też nie powie, że w powyższej notce nie przedstawiam rzeczowych argumentów.
Jestem (niestety?) za młody i nie pamiętam czasów rywalizacji Atari i C64, ale konfliktu na linii Amiga-PC już "przeżyłem" -- już tak.
Borejko: Co do Googlowskiej pozycji lidera, to ja właśnie niedawno zastanawiałem się, czy Google w niedalekiej przyszłości wypuści na rynek jakiegoś GLinuksa.
By Borys, # 1. June 2007, 09:18:04
Nie znam się za bardzo na tych notowaniach, ale wiem że Google w jakichś tam dziedzinach jest już lepsze od Microsoftu. A to na dzień dzisiejszy spory wyznacznik. A Yahoo dające nieograniczone konto w europie jest i tak z tyłu daleko
Zastanawia mnie kiedy coś Opera zrobi z tą jej poczta zdaje się że jest chyba z 10 mb dalej.
PS.A co ja mam powiedzieć skoro startowałem na C-116 (z całymi 16 kb pamięci!)a nie na c64?
superduperoldskulowy Adrian
By Borejko, # 1. June 2007, 15:12:11
Co do przedstawionego tu tematu pobocznego, to sie nie wypowiadam, bo jestem za mlody :]
By Kirtan, # 1. June 2007, 15:21:46
By Seji, # 1. June 2007, 20:56:58
By Borejko, # 2. June 2007, 07:29:07
Atari 800XL forever! Commodorowcy na traktory! ;-)
Linijki mi pocięło, bo pięć razy próbowałem zrobić wpis a Borysowy bblog twierdził, że coś nie halo. Cyba chodziło o cudzysłów.
Nie chwaląc się, mój WordPerfect stojący na domowej Fedorze sobie z tym radzi ;-)
By anonymous user, # 2. June 2007, 10:29:24
- Atari? Co pan! Ja nie jestem rolnikiem!
:P
By Seji, # 2. June 2007, 11:39:46
Hahahaha widzę, że Seji pamięta stare dobre czasy! Polska - jedyne chyba panstwo w Europie gdzie legalnie funkcjonowaly gieldy komputerowe, gdzie otwarcie handlowano kopiami software'u. Ech to byly czasy ...
Inna rzecz, ze kiedys ktos mi zaproponowal kupno programy, ktory sam napisalem ;-)
By anonymous user, # 2. June 2007, 12:40:36
Tak, to byly piekne czasy - zoptymalizowany kod i cuda, o jakis nie snilo sie projektantom sprzetu :).
By Seji, # 2. June 2007, 14:40:03
By Borys, # 2. June 2007, 19:30:49
Masz, doksztalc sie ;)
http://www.seland.hg.pl/c64/anti_atari_song1.mod
http://www.seland.hg.pl/c64/anti_atari_song2.mod
By Seji, # 2. June 2007, 20:34:45
(Czuję się nieco obrażony, bo jak byłem mały, mieliśmy przez dwa lata Atari, a nie C64
By Borys, # 2. June 2007, 20:48:27
By Seji, # 2. June 2007, 20:52:49
By Borys, # 2. June 2007, 21:57:25
Co ty piszesz Borys Pecet?
Pecet to proszę ja Ciebie długo był z grafiką za Amigą.
A i jeszcze przypomniał mi się gadzet z Amigi 2000 tam było wyjście które nazywało się "do zastosowań przyszłościowych"
By Borejko, # 3. June 2007, 10:06:46
By Seji, # 3. June 2007, 10:25:13
EOB wymiatał, wymiata i wymiatać będzie. Sorry, ale takiego czadu nie zawewnia żaden choćby najlepszy Oblivion. I pomyśleć, że pecetowy EOB3 mieścił sie na CZTERECH dyskietkach, co wydawało się szaloną rozrzutnością i niepohamowanym rozpasaniem.
Nawiasem mówiąc, niedawno odświeżyłem sobie EOB1 i 2, za pomocą DOSBOXa ;-)
Ech, a hiciory Chaos Stikes Back i Dungeon Master?!
Ile się człowiek nagłowił zarysowując całe zeszyty mapkami i symbolami czarów...
By anonymous user, # 3. June 2007, 10:44:32
By Seji, # 3. June 2007, 17:26:25
To oczywiste że EOBy są lepsze od Oblivionów i innych. Najlepsza gra moja wszechczasów
to FATE GATES OF DAWN- pierwsza gra którą kupiłem oryginalna! Najwiekszy świat najlepsze opcje interakcji z otoczeniem i NPC. Rozpisywałem się tyle razy w necie o tej grze że już mi się nie chce. Jednak jest to najlepszy cRPG w jaki grałem.
Niestety mam pecha i nijak nie umię uruchomić emulatora Amigi, a pod Linuxem to pewnie jeszcze bardziej pomieszane.
A w Elvirkę czy Heart of the China (chyba tak to było na 10 dyskietkach)pewnie Państwo się również zagrywali? Bo Tir na Nog, Fairlighta i Hobbita też musicie pamiętać...
Na tej stronie JRK jest i Fate i Blood. http://www.rpg.bajtnet.pl/platforma.php?kat=amiga/&str=amiga.txt
By Borejko, # 3. June 2007, 17:28:07
Hobbit! Fairlight! Creatures! Green Beret! I wiele, wiele innych :).
By Seji, # 3. June 2007, 17:48:41
Zaraz zainstaluje sobie pierwszego Space Hulka i zobacze czy hula pod WINE.
By Borejko, # 3. June 2007, 18:03:11
Borys sam się prosił trollową zajawką ;-)
O ile pamiętam to na C64 był jakiś takie programik co to wygrywał melodyjkę głowicą stacji dysków.
Wielbiciele Spectrum pamiętają jeszcze pewnie Knight Lore.
A megaczadowa gra (byla chyba nawet na C64) - w kazdym razie na Atari na pewno: M.U.L.E. ?!
A kto pamięta pismo Bajtek (mialem wszystkie numery, od drugiego!). Było nawet kiedys opisane, jak mozna zrobic joystick z drewna...
A Space Hulka ostatnio sciagnalem na komorke (SE W810) ;-)
By anonymous user, # 5. June 2007, 06:34:49
I pamietam wszystko powyzsze. :D
By Seji, # 5. June 2007, 16:31:51
By Borys, # 5. June 2007, 22:01:43
By MasatoPl, # 6. June 2007, 05:39:44
Ach, jakiez to przykre :P.
By Seji, # 6. June 2007, 05:52:59
A pogrywał ktoś we Flimbo Quest na C64? W pyte platformówka
By anonymous user, # 6. June 2007, 09:52:12
By Kirtan, # 6. June 2007, 15:12:18
By Seji, # 6. June 2007, 16:20:34
Pozostali: A graliście może w "Preliminary Monty"?
By Borys, # 6. June 2007, 16:36:02
By Seji, # 6. June 2007, 17:21:31
Swoja droga RSS feeder i Google Calendar rzadzi, choc tez chwilowo dla mnie nieuzywalne :/
Pozdrowienia ze Lwowa.
(Ech... chyba wroce do bloga. Teskni mi sie za tym...)
By arti040, # 8. June 2007, 08:38:22
A do blogowania wracaj. Tematów Ci się chyba trochę w międzyczasie uzbierało.
By Borys, # 8. June 2007, 10:35:28