Skip navigation.

Indiana Jones i Trzy Grosze Borysa

,


Nowy Indiana Jones trafił do kin przeszło dwa tygodnie temu. Film obejrzałem w dniu premiery i początkowo nosiłem się z zamiarem popełnienia recenzji, jednak nie miałem czasu zabrać się za to od razu, a zaraz potem obrodziło w Sieci cudzymi tekstami. Pełnowymiarowej recenzji już nie napiszę, ale swoje trzy grosze chciałbym dorzucić.

Grosz pierwszy, czyli bomba atomowa. Poszukiwacze realizmu i tropiciele przesady są w błędzie. Bomba atomowa była fajna! Pokuszę się nawet o bezczelny pogląd, że był to jeden z najlepszych fragmentów całej tetralogii, który należy postawić w jednym szeregu z ucieczką przed kamienną kulą w Poszukiwaczach zaginionej Arki, starciem w szanghajskim barze w prologu Świątyni zagłady i powietrznej walce w Ostatniej krucjacie. Skąd mój zachwyt? Przede wszystkim bomba atomowa była oryginalna -- pokażcie mi drugi film, w którym bohater wdepnął w podobne tarapaty. A sposób, w jaki Indiana się z nich wykaraskał, wcale nie zgrzyta, bo przecież Indiany Jonesy to kino przygodowe nawiązujące do pulp fiction, nie symulator wykopalisk. Realizmu pontonowego spadochronu w "dwójce" się nie roztrząsało, bo scena była dobrze wyreżyserowana i zgrabnie wkomponowywała się w scenariusz. O bombie da się powiedzieć dokładnie to samo.

Grosz drugi, czyli nuda w środku. Królestwo Kryształowej Czaszki utrzymuje doskonałe tempo przez pierwszych czterdzieści minut, tj. do momentu wyjazdu Indiany i Mutta z Nowego Jorku do Peru. Następnie film w niewiarygodny wprost sposób zalicza glebę... bo przez długie minuty nic się tam nie dzieje. Bohaterowie łażą w tę i we w tę snując nudne, kiepsko rozpisane dialogi dotyczące tytułowego artefaktu. Halo! Dotarliśmy właśnie do środkowej części filmu o Indianie Jonesie -- co się stało z akcją? Szukając jej zacząłem się z zażenowaniem rozglądać po sali kinowej.

Grosz trzeci, czyli nie kosmici, a ludzie. Zakończenie "czwórki" także jest niestety schrzanione. Scenarzystom ewidentnie zabrakło pomysłu na ciekawe rozegranie finału. Z "danikenizmu" dałoby się przecież wiele wycisnąć... ale coś nie wypaliło na linii pomysł-fabuła. Kosmici per se mi więc w niczym nie przeszkadzali, większe rozczarowanie przyniósł natomiast czynnik ludzki. Harrison Ford radzi sobie co prawda doskonale (pomijając siwe włosy i zmarszczki, to w zasadzie ciągle ten sam Indiana), Shia LaBeouf również wypadł całkiem dobrze w roli Mutta, choć w roli następcy Dra Jonesa go nie widzę. Relacje między nimi dwoma też są O.K. Ale pozostali...

Wielkie nadzieje pokładałem w Johnie Hurcie, którego "odkryłem" parę lat temu i uważam za fenomenalnego aktora. Jakby na przekór charyzmie Brytyjczyka, twórcy obsadzili go w całkowicie niecharyzmatycznej, nudnej wręcz roli. Marion Ravenwood z "jedynki" jest tu na doczepkę, wystarczyłoby, gdyby Karen Allen przewinęła się tylko w tle. To samo da się powiedzieć o Maku, którego występ można by z powodzeniem ograniczyć do wstępu. A Cate Blanchett jako Irina Spalko jest... przerysowana. Tak, pamiętam, przed chwilą mówiłem o "nawiązywaniu do pulp fiction", ale zwróćcie uwagę, że wszyscy poprzedni badguye byli albo bardziej stonowani (Belloq, Elsa, Donovan, Vogel), albo mieli mniej czasu ekranowego (Toht, Mola Ram). Irina w tym sensie się wyróżnia i jakoś nie wychodzi to filmowi na plus.

Podsumowując: Nowy Indiana Jones mnie rozczarował. Gdyby nie świetny początek, uznałbym go za całkowitą klapę. I nie zgadzam się z Konradem Wągrowskim. W ciągu dwóch tygodni przed premierą "Królestwa..." obejrzałem w telewizorze "starą" trylogią -- wcześniej widziałem ją tylko raz, w wieku mniej więcej dziesięciu lat, na kopiach wideo nie najlepszej jakości -- i bawiłem się wyśmienicie. A "czwórkę", choć wyświetlaną na wielkim ekranie i z dźwiękiem surround, odebrałem jako, nie owijajmy w bawełnę, kiepską (powtórzę: nie licząc wyśmienitych pierwszych czterdziestu minut).

Pokuszę się o jeszcze jeden bezczelny pogląd. Pierwszy National Treasure jest fajniejszy od czwartego Indiany Jonesa.


PsyWszystkie wieczności

Comments

avatar
Mnie to rozwalili kosmici w koncowce. Normalnie porazka na calego. Myslalem ze wyjde z kina...

By LordThomas, # 6. June 2008, 22:24:53

avatar
Nie "kosmici", a "międzywymiarowe istoty"! :P

By mwisniewski, # 7. June 2008, 11:05:24

avatar
:D a nosilem sie z zamiarem zobaczenia tego filmu w kinie. Proemiere przegapilem i powoli odnosze wrazenie, ze duzo nie stracilem :frown:

By Kuzan, # 9. June 2008, 20:02:51

avatar
Kosmici to sie niestety przez cały film przewijali :frown: Sorry, to nie archiwum X P:

By Misiolak, # 12. June 2008, 21:43:48

avatar
Czemu nie napisales "Uwaga! Spoiler!" :/


By arti040, # 24. June 2008, 22:28:48

avatar
A gdzie ja niby zaspojlerowałem? :smile:

By Borys, # 25. June 2008, 19:33:38

avatar
Wlasciwie, to opisales caly film :wink:


By arti040, # 25. June 2008, 19:40:40

avatar
No daj spokój, nie napisałem dokładnie, o co chodzi z kosmitami, o Mutt'cie i o kilku innych szczegółach. :smile:

By Borys, # 25. June 2008, 20:20:32

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

Please type this security code : 8253ba

Smilies