Wszyscy kochają Raymonda
Sunday, 4. November 2007, 20:12:23
Przeszło dwutygodniową przerwę w blogowaniu spowodował natłok obowiązków uczelnianych związanych z zaliczeniami (już za mną) i pisaniem raportu z laborek jądrowych (jeszcze w trakcie, ale zdołałem wreszcie wyjść na prostą). Jako że mam właśnie teraz wytęsknioną wolną chwilę, poświęcę ją na odkurzenie Blogrysa i zakończenie minicyklu poświęconego sitcomom. Rzeczony minicykl nie cieszył się, licząc w komentarzach, szczególną popularnością. Najwyraźniej zachwalane przeze mnie zagraniczne seriale komediowe nie są zbyt znane. Cóż, w takim razie wszystko przed Wami... a ja doprowadzę dzisiaj swoją blogową tetralogię do końca.
Wszyscy kochają Raymonda (Everybody Loves Raymond) liczy dziewięć sezonów i 210 odcinków, a emitowany był w amerykańskiej CBS od 1996 do 2005 r. Serial opowiada o życiu włosko-amerykańskiej rodziny Barone'ów mieszkającej na Long Island. On, Ray Barone, jest dziennikarzem sportowym, ona, Debra, zajmuje się domem. Barone'owie mają trójkę małych dzieci -- nieco starszą córkę i młodszych synów-bliźniaków. I wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że po drugiej stronie ulicy mieszkają rodzice Raya...
Scenarzyści Wszyscy kochają Raymonda po mistrzowsku ukazują napięte relacje na linii rodzice-dorosły syn-synowa. W krzywe zwierciadło udało im się wepchnąć pokaźną ilością dobrodusznego humoru, któremu bardzo daleko od zjadliwości cechującej dowcipy o teściowej. Wielkimi atutami sitcomu są aktorzy kreujący rodziców Raya. Doris Roberts gra Marie Barone, korpulentną, starszą panią żyjącą w głębokim przeświadczeniu, że jeśli nie zajrzy do Raya i Debry przynajmniej dwa razy dziennie, to ci marnie zginą bez jej pomocy. Zarazem Marie, mimo sympatycznego usposobienia, jest apodyktyczna i fatalnie znosi jakąkolwiek krytykę własnej osoby -- kombinacja wręcz zabójcza. Natomiast Frank Barone (w tej roli zmarły niedawno Peter Boyle, który notabene otrzymał w 1996 r. Nagrodę Emmy za występ w jednym z odcinków The X-Files) to typ ponuraka nie szczędzącego złośliwości ani żonie, ani synom, ani nieznajomym. "Synom", ponieważ na scenie pojawia się jeszcze regularnie starszy brat Raya, Robert (Brad Garrett), z zawodu policjant, z zamiłowania użalacz nad własnym losem. Wielką tragedią osobistą Roberta jest bowiem fakt, że to nie on, a Ray zawsze był oczkiem w głowie mamusi (stąd wziął się poniekąd tytuł serialu).Wady? A i owszem. Po pierwsze, dzieci Barone'ów to z aktorskiego punktu widzenia straszliwe drewno. Na całe szczęście prawie zawsze pozostają gdzieś pomiędzy drugim a trzecim planem, nierzadko nie pojawiają się wcale albo prawie wcale. Po drugie, wyborny humor serialu traci z czasem na sile, a przeskoczenie rekina następuje w drugiej połowie siódmego sezonu, gdy na ekranie coraz częściej pojawia się rodzina Amy, przyszłej żony Roberta.
Jakby nie było, pięć-sześć pierwszych sezonów to kawał znakomitego, telewizyjnego humoru. Polecam. Poniższy klip prezentuje czołówkę doskonale oddającą ducha serialu.
Marie (o Franku): Nienawidzi, kiedy płaczę. Przypomina mu się nasza noc poślubna.
Marie: Któregoś dnia się odwrócicie, a mnie już tam nie będzie.
Ray obraca się o 360'.
Ray: Najwyraźniej to nie dzisiaj.
Mnie notki o sitcomach po prostu nudzą. Nie oglądam, a nie mając telewizora czuję się lepszym człowiekiem.
By anonymous user, # 4. November 2007, 22:29:29
By Borys, # 5. November 2007, 12:44:34
By Seji, # 12. November 2007, 20:41:26