Skip navigation.

Przyczłapki do Bulgulatora

I've tried to drown my problems. But unfortunately they can swim.

Idą sobie Święta, komercji już czas.

Point of view

Ale numer!!! Miałem ostatnio cholerne szczęście!! Jechałem do Lublina, a że się spieszyłem, to dałem ognia moim Volvo. Jadę, jadę (ok 160 km/h) i patrzę, a z naprzeciwka zza ciężarówki wyłania się próbujący ją wyprzedzić, debil w maluszku. Kretyn cholerny. Szarpnąłem kółkiem i zjechałem na pobocze, przy szybkości 160 km/h. Zahaczyłem trochę o rów i wpadłem w poślizg. Gdyby nie Tracks Control i ABS to wpierniczyłbym się przy tej szybkości w drzewo albo w maluszka, a wtedy nie wiem, czy bym uszedł z życiem. Miewam niebezpieczne sytuacje na drodze, ale cos takiego??? Jeżdżę dużo (ok. 8-10 tyś miesięcznie), ale coś takiego mi się jeszcze nie zdarzyło. Zdążyłem tylko zauważyć kątem oka przerażoną minę bezmózgowca w tym cholernym maluchu. Może podzielicie się podobnymi przygodami z trasy? Zachęcam. Pozdrowienia, Cudem uratowany.
________________________________________
Jadę sobie moim kaszlem, tak z 90km/h, z przodu jedzie jakaś ciężarówka, no to ja patrzę na lewy pas - jest OK, jakieś 700 m wolnego do nadjeżdżającego Volvo, więc wyprzedzam. Idzie mi całkiem nieźle (mam już 100km/h), ale widzę, ze chyba źle oceniłem prędkość tego debila w Volvo, bo on, idiota, zapierdala na pewno ze zdrowo ponad 150 km/h. Skąd się kurwa miałem spodziewać, ze na zwykłej drodze szerokości 7,5 m, bez utwardzonych poboczy i z drzewami za rowem, przy normalnym ruchu, jakiś bezmózgowiec będzie urządzał sobie popisy jak na torze Formuły 1 w Imola? Oczywiście na cokolwiek było za późno; przytuliłem się tylko do trucka, a ten idiota w Volvo jechał tak szybko, ze nawet nie zdążył zmieścić się w "czarnym" i zwiedził pobocze - naprawdę żałuje, że się tym razem nie rozpieprzył , bo kiedy indziej to może zabić też niewinnych świadków swego pojebania.
________________________________________
Jadę sobie moją ciężarówka, z przodu widzę kawał pustej drogi. Z tyłu facet w kucki mnie wyprzedza, myślę sobie: dam mu fory, bo swoją pozycją już mocno strudzony. A tu jak nie wyskoczy jakiś palant z przeciwka w Volvo i z braku miejsca przeora przydrożny rów...
________________________________________
Stoję za krzakiem głogu z radarem w ręku, a tu wyjeżdża roztelepana ciężarówka, którą zaczyna wyprzedzać maluch. Na ciągłej, a z drugiej strony wyskakuje Volvo z prędkością światła. Niestety, zanim znalazłem odpowiedni paragraf, który pojazd należy zatrzymać w pierwszej kolejności i zdążyłem podnieść radar wszystkie trzy pojazdy zniknęły mi z pola widzenia, przez co Skarb Państwa stracił kilkaset złotych...
________________________________________
Lecę sobie samolotem nad trasa Warszawa - Lublin, patrzę w dół, a tam policjant za krzakami szarpie się z radarem, kierowca ciężarówki próbuje puścić maluszka, a z przeciwka mknie dużo przekraczając prędkość jakiś idiota w Volvo....
________________________________________
Jadę swoim motorkiem, z przodu człapie się jakiś gostek Volvo, a z przeciwka ciężarówka. No to daje w ogień, co się tu tak sam będę obijał. Nagle wylania się maluch, mówię sobie: koniec ze mną... puszczam kierownice... A tu nagle gostek w Volvo (równy gość) ustępuje mi drogi i zjeżdża na pobocze, na trawkę, do rowu.. Wiec ja w manetkę, cale szczęście miałem ASR! Uratował mi życie, z drugiej strony jednak, dlaczego jeździcie tak wolno? Przez takich wolnojazdów później są wypadki.
________________________________________
Siedzę sobie po pracy na rowie, patrzę, a tu z jednej strony ciągnie się ciężarówka, którą próbuje wyprzedzić jakiś kaszel, patrzę z drugiej strony, a tu napierdala jakiś zboczeniec w Volvo, podlatuje bliżej, a że się nie zmieścił na drodze, więc wjeżdża na rów.... (NA MÓJ RÓW) i po girach mi przejeżdża pojeb jeden, jak go kurwa dorwę to nogi z dupy powyrywam... niech no tylko poczeka aż z gipsu wylezę.... Pajac jeden...

Things Women Should Never Say To A Naked Man

(Unless he deserves it...)

~ Oh, it's so cute.
~ I'm so sorry.
~ I've smoked joints fatter than that.
~ Who circumcised you?
~ Why don't we just cuddle?
~ You know they have surgery to fix that.
~ You know, there's a tower in Italy like that.

~ Can I paint a smiley face on that?
~ Wow, and your feet are so big.
~ My last boyfriend was 4" bigger.
~ It's OK, we'll work around it.
~ Eww, there's an inch worm on your thigh.
~ Will it squeak if I squeeze it?
~ Oh no, a flash headache!
~ My 8-year-old brother has one like that.
~ Let me go get my tweezers.
~ How sweet, you brought incense!
~ This explains your car.
~ Are you one of those pygmies?
~ All right! A treasure hunt!
~ Why is God punishing you?
~ But it still works, right?
~ Do you take steroids?
~ Why don't we skip right to the cigarettes?
~ Let me know when you're done.
~ Did you date Lorena Bobbitt?
~ Aww, it's hiding.
~ Are you cold?
~ If you get me real drunk first.
~ Is that an optical illusion?
~ Were you neutered?
~ It's a good thing you have so many other talents.
~ Does it come with an air pump?
~ Wow, some place to put my rings.
~ Look, it fits my Barbie clothes!
~ So this is why I'm supposed to judge people on personality.

Fajne zabwaki robią.....

Dzieje ludzkości

Najlepszy jest finał....

Garść fotek z ubezpieczalni.









linux ma wielbicieli

O Microsoftu skuteczności

F-22 M(icrosoft)

Porucznik John Falkon ostatni raz pomachał ręką towarzyszom i wdrapał się do kabiny. Przepełniało go uczucie dumy. Spotkał go taki honor!
Dowiedział się o tym od generała Breaka który powiedział:
- Spotkał was wielki honor poruczniku. Wykonacie pierwszy bojowy lot na supertajnym samolocie F-22M.
- M oznacza zmodyfikowany? - starał się sprecyzować Falkon.
- M oznacza Microsoft - odpowiedział generał. - Samolot został w pełni przeprogramowany przez nich. Oni zapewniają, że teraz zadania bojowe może wykonywać każdy idiota. No, ale my na pierwszy raz wyznaczyliśmy pana poruczniku Falkon, jednego z najlepszych pilotów. Będzie pan musiał zniszczyć iracki ośrodek jądrowy.
- Może pan już słać Saddamowi kondolencje, sir - odpowiedział Falkon.

Porucznik jak zwykle zapiał pasy i tylko zwrócił uwagę, że oprzyrządowanie różni się od standardowego. Przyrządów ubyło, za to na zwolnionym miejscu pojawiła się dwu-przyciskowa mysz.... Dlaczegoż to? - medytował Falkon. W końcu wzruszył ramionami, wcisnął przycisk i włączył zasilanie. Na przednim ekranie, na tle widocznego z kabiny nieba z
rzadkimi obłoczkami pojawił się napis: Microsoft Winwars 2003. Po czym silniki same zaczęły pracować silniki i klapy same się opuściły do położenia startowego.

"Gratulujemy zakupu Microsoft Winwars 2003!" - zakomunikował ekran. "Teraz wojna stanie się jeszcże wygodniejsza, a wasza śmiertelność spadnie! Porada dnia: przed lądowaniem należy wysunąć podwozie."

- Orzeł - 1 start, zezwalam - rozległo się w hełmofonie.
- Ja jeszcże nie prosiłem - zdziwił się Falkon.
- A... Już nie trzeba... Plug&Play - wyjaśniła kontrola naziemna.
Samolot szybko nabierał prędkości, jak pokazywał wskaźnik i wkrótce był już w powietrzu.

"Teraz Winwars 2003 przeprowadzi instalacje waszej amunicji na wybrany cel" - oświadczył system. "Wybrany cel: iracki ośrodek jądrowy."
Falkon z ciekawości kliknął na przycisk "Zmień" i zobaczył listę, na której pomiędzy innymi obiektami na całym świecie figurowały Biały Dom i baza, z której dopiero co wyleciał. Falkon szybko nacisnął "Anuluj".

"Wybierz typ instalacji" - wyświetliło się na ekranie
- Minimalny - na obiekt zostaną zrzucone tylko bomby.
- Normalny - na obiekt zostaną zrzucone bomby i rakiety.
- Pełny - na obiekt zostanie zrzucony cały samolot.
Domyślnie system proponował drugi wariant i Falkon, z zaniepokojeniem stwierdził, że lepiej nie będzie się spierać.

"Teraz zostanie przeprowadzone testowanie waszego samolotu. Niech pan zamknie oczy aby uniknąć urazów przy zmianie trybów." - ochoczo napisał system.
Silniki dziko zaryczały, i oczy Falkona jako żywo omal nie wyskoczyły z orbit od niesamowitego przeciążenia. Zaczęło się prawdziwe piekło:samolotem rzucało na wszystkie strony pikował w dół i wykonywał niesamowite wiraże... W końcu porucznik doszedł do siebie ciemność przed oczami ustąpiła i zobaczył jak latająca po całej kabinie mysz upadła na
swoje miejsce.
"Lecicie samolotem Lokheed F-22 z dwoma silnikami Prata-Whitney" – z niezmąconym spokojem oświadczył system. "Maksymalna szybkość 1451 mil na godzinę. Porada dnia: przetaktowanie częstotliwości turbiny ponad zalecana przez producenta może zakończyć się awaria. Do końca instalacji pozostało 0:34:16."

Ten sam dzień, kilkadziesiąt minut później. Niebo nad Irakiem.

U dołu ekranu powoli przesuwał się pasek z procentami. System w międzyczasie reklamował Winwars dla czołgów, łodzi podwodnych i piechoty morskiej, a także obiecywał wszystkim nabywcom wersji dla samolotów bezpłatny aplet: Kamikaze. Zmiana obrazków podziałała na Falkona usypiająco. Z półdrzemki wyrwał go dopiero dźwięk systemu - na radarze pojawiła się zielona kropka.
"Wykryto nowe urządzenie: samolot przeciwnika" - radośnie zakomunikował system.
Falkon chciał już wykonać standardowy zwrot bojowy, ale wtem zauważył przycisk "Usunąć" i kliknął na niego myszka.
"Jesteście pewni, że chcecie usunąć samolot przeciwnika?" – podejrzliwie zapytał system
- Jakże by nie! - Falkon kliknął Tak. Iracki myśliwiec przepadł z radaru.
- Tak szybko?! - zdziwił się porucznik... - No no... Microsoft daje popalić!

Falkon zaczął już z szacunkiem śledzić pojawiające się na ekranie reklamy Winwars dla pilotów niepełnosprawnych, jednak od tego zajęcia oderwała go rakieta, przelatująca ponad sama kabina. Falkon z niedowierzaniem obrócił się i zauważył iracki myśliwiec.
- Co żesz, Twoja mac... - wrzasnął Falkon i dopiero wtedy spostrzegł, że z niezauważonej wcześniej ikonki "Kosz" w rogu ekranu sterczy ogon samolotu.
Porucznik szybko ze złością kliknął na ikonkę i nacisnął: Opróżnić!
"Czy na pewno chcesz fizycznie zniszczyć samolot przeciwnika? Jego przywrócenie nie będzie możliwe" - uprzedził system.
- TAK! - warknął Falkon wciskając przycisk myszy.
Spod skrzydła wyleciał Sidewinder, pozostawiając biały puszysty ślad, pomknął naprzeciw nieprzyjaciela. Zajaśniał blask wybuchu i gorące odłamki nieprzyjacielskiej maszyny poleciały na ziemie. Jednak do spokoju było daleko. Pikający dźwięk uprzedził o nowym niebezpieczeństwie.
"Wykryto nowe urządzenie: rakieta ziemia powietrze!" - stwierdził system i popadł w zamyślenie. Na próżno Falkon klikał myszka, widząc, jak złowieszcza kropka zbliża się do centrum radaru. W końcu system wyszedł z zadumy:
"Nie mogę znaleźć driverów dla tego urządzenia. Włóż dyskietkę z driverami i wciśnij OK."
Z przekleństwem Falkon wcisnął: "Szukać"
"Najbliższy odpowiednik: Ręczne granaty" - objaśnił system. "Zainstalować?"
Falkon szarpnął za dzwignie uchodząc w manewr przeciwrakietowy. Było jednak już zbyt późno. Samolotem szarpnęła eksplozja. Wyprowadziwszy z trudem samolot z nurkowania pilot kliknął na ikonce "System". W wierszu "lewe skrzydło" świeciły żółtymi kolorami klapy i lotki. Ale ostatecznie jeszcże tanio z tego wyszedł. Niebieski pasek pełzł na dół i pokazywał
już 82%... Były jeszcże szanse na wykonanie zadania...
Radar pokazał jeszcze dwa nieprzyjacielskie samoloty, ale leciały z tyłu Falkona i specjalnie go nie niepokoiły. On wiedział, że ta iracka ruina nie jest w stanie dogonić superszybkiego F-22. Jednak samoloty zbliżały się. Falkon z niedowierzaniem spojrzał na szybkościomierz i zrozumiał, że jego szybkość drastycznie spadła.
- Co za diabeł?! - wściekł się porucznik - Silniki przecież w porządku i paliwa pełno!
Ekran tymczasem zaczął wściekle migać i pojawił się obrazek klepsydry. Wskaźniki zastygały w jednym położeniu, poruszały się krótkimi zrywami, poczym znów zastygały.
"Niewystarczające zasoby wolnej pamięci" - spuścił z tonu system. -
"Wyłączcie niepotrzebne zadania."
Falkon wywołał listę zadań, próbując pojąć, co oznaczają nazwy typu "winppl" lub "v666apl" i które z nich są niepotrzebne. Tymczasem silniki prawie zamilkły, szybkość spadła do krytycznej: jeszcże trochę i samolot runie w dół. Ogłupiałe od takiej taktyki walki powietrznej irackie myśliwce przeleciały obok i zderzyły się tuz przed nosem Falkona.
Porucznik tymczasem odszukał w spisie zadań wiersz: "Obserwacja przeciwnika" obok której w nawiasach było napisane: [Nie odpowiada], i wcisnął OK. Ekran radaru zgasł, za to samolot zaczął nabierając prędkości.

Niebieski pasek pokazywał już 99%... w końcu i 100. Falkon ze zdumieniem patrzył na ziemie pustynia na dole w niczym nie przypominała fotografii satelitarnej irackiego centrum jądrowego. Widać zrozumiał to także system bo w ślad za 100% na pasku pojawiło się 101... potem 102...%
Na 106 ekran zrobił się niebieski i pojawił się napis:
"Błąd 000000e spowodowany przez moduł VXD0000(0) w module VXD428092(0)
Możliwa normalna kontynuacja lotu. Możecie wcisnąć Eject aby się katapultować.
Uwaga! Przy katapultowaniu się stracicie niezachowany samolot."
Falkon jeszcze nie zamierzał się katapultować, tym bardziej, że przed nim w końcu pojawiło się irackie centrum jądrowe. Pojąwszy, że nie ma co dalej polegać na Microsofcie porucznik przygotował samolot do bombardowania ręcznego. Sprowadził samolot w dół czekając dopóki celownik systemu nie uchwyci celu.
- Jest!
Falkon wcisnął przycisk. Cos zazgrzytało i wyskoczył nowy komunikat:
"Luk bombowy wykonał niedozwolona operacje i zostanie zamknięty."
Z przekleństwem Falkon pociągnął dzwignie do siebie aby znowu podnieść maszynę w górę. Ale samolot szybko obniżał się. Porucznik panicznie klikał myszka po różnych menu szukając przyczyny.
"Joystick nie odpowiada" - przeczytał w końcu.
Porucznik zrozumiał, że przywrócić system do pracy może tylko restart.
Falkon wyłączył i włączył zasilanie pulpitu.
"Poprzedni lot był wykonany niewłaściwie" - oświadczył mu system. -
"Wciśnijcie dowolny klawisz w celu sprawdzenia całego samolotu."
- Do diabła!!! - wrzasnął Falkon, naciskając Anuluj. Pojawił się ekran startowy Winwars 2003.
System zaczął powoli się lądować. Do ziemi zostało już tylko kilkaset metrów.
"System uruchomiony w trybie awaryjnym - w końcu pokazał ekran. - W tym trybie wyłączone są systemy lotu i uzbrojenia. Możesz tylko jeździć po lotnisku."
Zrozumiawszy, że więcej niczego zdążyć nie zrobi, Falkon wcisnął Eject oczekując, że teraz kabina zostanie odłączona, a uderzenie za chwile wyrzuci go w powietrze. Lecz zamiast tego na ekranie pojawiło się pytanie:
"Czy jesteście pewni, że chcecie się katapultować?"
- TAK!!! - z wściekłością zawarczał Falkon patrząc jak maszyna nieubłaganie zbliża się do ziemi.
"Proszę czekać! Trwa przygotowanie do katapultowania" – niewzruszenie poinformował system i zapadł w zamyślenie...

Piwo TYLKO dla Kobiet

Kobieta w lozku - z przymruzeniem oka

Lubię gdy dziewczyna leży jak kłoda - przynajmniej nie wierzga jak wściekła klacz, co jest nagminne i wcale nie fajne. Zabrzmiało jak zwykły żart, ale ...

Rzeczywiście wiele kobiet uważa, że nic tak nie świadczy o ich temperamencie seksualnym, jak miotanie się po łóżku, jak żyd po pustym sklepie. Często, nie wczuwając się w nastrój, w rytm i proponowane przez partnera tempo, "szalona kochanka" wije się pod facetem, jakby ją pod prąd podłączono. Dobrze, jeśli jest na tyle "spontaniczna", że ze startem do tańca św. Wita poczeka na początek penetracji, a nie zaczyna całego cyrku już w momencie kiedy człowiek znajdzie się miedzy jej udami i dopiero zaczyna się zastanawiać, czy wejść powolutku, czy z mocniejszym akcentem... Trafiając na taką, co to zanim się zacznie, to już ma trzy orgazmy, a później napięcie tylko narasta, trzeba opracować specjalna taktykę, która pozwala jednak na odbycie stosunku wspólnie, a nie na bycie narażonym na półgodzinne łapanie kobitki w łóżku, niczym karpia w wannie pełnej wody.

Dobrze jest w takim wypadku rozpocząć próbę "przyszpilenia" w chwili, gdy nasza partnerka ma głowę oparta o ścianę, lub o górną deskę łóżka... Chociaż w drugim wypadku możemy później mieć wątpliwości, czy odgłosy jakie wydaje jej głowa rytmicznie uderzająca o poręcz łóżka jest skutkiem braku wypełnienia w obecnie stosowanych materiałach meblarskich, czy może... Przy tak orgiastycznie nastawionych pannach wykluczone jest używanie jedwabnej pościeli, czy innych materiałów o zbyt dużym poślizgu. Chcąc uniknąć ciągłego ściągania niżej, wijącej się partnerki radziłbym zrezygnować z jakiegokolwiek prześcieradła i podjąć walkę na gołym tapczanie. Samo szorowanie gołym tyłkiem po szorstkim materiale, powinno trochę osłabić jej zapal do odpychania się piętami od podłoża i konieczności ciągłego przysuwania jej za biodra do odpowiedniej pozycji. Ciekawe, że w wypadku tańca, nigdy żadnej kobiecie nie przyjdzie do głowy tańczenie czegoś innego, niż jej partner, no, ale łóżko, to nie parkiet. Tu zdarzają się takie, które nie zważając na partnera, kręcą kuprem mambę, czaczę, czy tez inną rumbę, zupełnie nie zważając na to, że właśnie grają... walca angielskiego, ponieważ oczytały się porad seksualnych w rożnych czasopismach, [które dla zachęty sprezentowały im, oprócz kolejnej dawki mądrości, także "oryginalną" (w nakładzie 300tys. egz.) bransoletkę, czy też inny wisiorek "przynoszący szczęście" wszystkim czytelniczkom], że nic tak faceta nie rajcuje, jak zarzucenie mu nóżek na szyje. Przez to człowiek może stracić chwilowo orientację, czy to początek upojnej randki, czy już walki kwalifikacyjne w memoriale im. Pytlasińskiego? To, że macha pod nami nogami, niczym wskazówki w elektronicznym zegarze z wyczerpaną baterią, to można jeszcze przeboleć, ale niestety niektóre do wyrażenia wstępnej ekstazy używają także pazurów, a za główny dowód podziękowania za osiągnięte właśnie osiem orgazmów, uważają zostawienie nam wbitych pod skórą, na łopatkach, swoich tipsów. Aby nie być posądzonymi o to, że nie potrafią zachować się w łóżku, nawet im do głowy nie przyszło, żeby nas obrazić pozycją "na kłodę" używają także zębów. Pół biedy, gdy ma to miejsce przy "klasyku" i ogranicza się do gwałtownego, niczym u Breżniewa, przyciągnięcia nas do siebie i wpicie się szczęką w nasza szyję. Wprawdzie rany kąsane wolno i źle się goja, ale czyż kobieta potrafi bardziej wyrazić nam swoja wdzięczność? Gorzej, kiedy chęć prezentacji skorygowanego aparatem zgryzu, nasza panienka zechce zademonstrować nam w trakcie innej pieszczoty...

Jako nowoczesne i wyzwolone prenumeratorki "[pismo kobiece]" śmiało sięgają po instrument, który wydaje im się dobrze znany, ale tylko wydaje. Zaczynają sprawę mechanicznie, niczym ze ściąganiem i naciąganiem pokrowca na parasol w pochmurny dzień, z równym niezdecydowaniem i znudzeniem, jak to przy niepewnej pogodzie. Na delikatną prośbę, że wolimy trochę większego zaangażowania i wyczucia, złośliwie zaczynają ruch, który przy pompowaniu kół w rowerze, rozerwałby ciśnieniem opony, nawet w wyczynowych góralach. Nie chcąc zrażać partnerki, która się tak dla nas poświęca, zaciskamy zęby i tylko syczymy z bólu, żegnając się w myślach ze spójnością tkanki naszego wędzidełka. Oczywiście, nie przyzwyczajona do takiego monotonnego wysiłku damska dłoń, wymaga parokrotnej wymiany na drugą, co wprawia nas w znakomity nastrój i świetnie rozprasza, a i tak należy się cieszyć, nie słysząc znudzonego "o Jezuuuu... chyba mi ręka odpadnie!!!" Gdy już nasza "głowica" jest całkiem wymęczona i sucha, niczym czerep taliba siedzącego na słońcu, bo tylko świst i wiatr go od kwadransa omiatał, czujemy się zachwyceni, że i kobieta potrafi się domyślić, że żaden tłok długo nie pochodzi, bez odpowiedniego smarowania. Nie mówimy tu o pannach, które poślizg postanawiają uzyskać poprzez dziarskie popluwanie w dłonie, niczym człowiek z marmuru przed położeniem pierwszej cegły. My mamy do czynienia z czułą partnerką, która nie jest kłodą w łóżku, tylko wyrafinowaną kochanicą francuza. Już... już... już jesteśmy w siódmym niebie, już czujemy tę błogość ciepła i wilgoci wokół biednego i wytarganego "jasia", gdy nagle przypominamy sobie, że to, co nazywaliśmy "zalotką" miedzy jedynkami naszej pani, to może być powód naszego bólu... I jest!!! Oczywiście wciągniecie w tę szczerbę naszej delikatnej skórki było przypadkowe, wiec tylko zwijamy się z bólu... jednak ona odbiera to za objaw naszego nadchodzącego orgazmu... Wiec, żeby jeszcze bardziej nas nakręcić zaczyna, niby to w zabawie nadgryzać, przygryzać i podgryzać.... Kurde!!!

Kto im powiedział, że dla faceta najbardziej ekscytującym zajęciem jest zabawa z kombinerkami? Na pornosach, rzeczywiście i z pół metra można sobie wpakować w gardło, ale w życiu bywa już z tym trochę gorzej... Wiec chcąc nas uszczęśliwić, wpychają sobie gwałtownym ruchem naszą lekceważoną wymiarowo parówkę do przełyku i.... zaczyna się cyrk.... Gdzieś tam, z dołu, spod "burzy i kaskady najukochańszych na świecie" włosów, dochodzi nas odgłos, przypominający jak umierał nasz ulubiony kot, gdy zadławił się korkiem od szampana... Charkot, rzężenie i inne odgłosy, które w tym momencie maja zastąpić nam muzykę miłości, powodują, że i my, i nasz interes zaczynamy gwałtownie odczuwać wyrzuty sumienia. Obaj czujemy się momentalnie tacy malutcy... on nawet dosłownie. Odkorkowana panna, zdziwiona patrzy na to, co zostało w jej dłoni i zalotnie odpluwając na boki, nasze na wpół połknięte kędziorki, seksownie pyta: "Dlaczego nie chciałeś skończyć w ustach?"

Wiec z ta kłodą, to czasami wcale nie jest takie głupie...



Autor: Marcinek
Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.amanda.radom.net/mo(...)sid=161
Licencja: Wszelkie prawa zastrzeżone

Anglik - przekładka kierownicy TANIO

Polskie drogi - moimi oczami.

Od samego początku istnienia tego nader istotnego problemu, z częstotliwością uporczywego rozwolnienia, wszędzie do dokoła pojawiają się, wypowiedzi wydalone z siebie przez osobników wręcz dyszących pogardą i ślepą, bezrozumną nienawiścią dla dość popularnego zawodu, jakim jest Policjant Drogówki. Nie znajdując absolutnie żadnego racjonalnego usprawiedliwienia dla bezbrzeżnego kretynizmu tychże osobników, pozwoliłem sobie na wygenerowanie kilku zdań, mających na celu, choć nieznaczne załagodzenie wywołanego nienawiścią stanu przedzawałowego.

Daruję sobie w tym momencie barwne kreślenie rzeczywistości, w której totalny eksodus dotknął całą wspomnianą branżę policyjną i pokazywanie ponurej rzeczywistości, w której wszyscy oni wyginęli. Nie będę również was zanudzał opisami koszmarów i okropieństw, jakie rozgrywałyby się na naszych oczach w takim przypadku — totalnego rozboju, nieopisanej przemocy i okrutnych gwałtów.
Nawiążę jedynie w tym aspekcie do obrazków widzianych na naszych parszywie za wąskich, prze okrutnie wyboistych i dziurawych drogach z perspektywy bezsilnego użytkownika.

Jak wspomniałem, szczerząc zęby i z wściekłością plując na ekran komputera toczoną pianą, garść wszystkowiedzących, prześciga się w obrzucaniu Policji wyszukanymi inwektywami. Najlepiej zmotywowani do tego szczególnie bywają po przymusowym uczestnictwie w pokazie najdroższego kina objazdowego, po obejrzeniu sobie całkowicie znienacka zrobionej fotki lub zatrzymani na popularny lizak.
Pomijając fakt, że tego typu rozrywki zawsze są skutkiem naruszenia, przekroczenia, a czasami totalnej głupoty i niepotrzebnej brawury, w opinii zatrzymanego kierowcy jawią się zawsze i nieodmiennie, jako niesprawiedliwe oraz krzywdzące. Dla takiego indywiduum bez znaczenia staje się nawet, za co to. Czy była to jazda o 10 czy też o 150 km/h za szybko, czy było to wyprzedzanie na skrzyżowaniu, przy podwójnej ciągłej bądź też na przejściu - najczęściej zmuszające pieszych do rozpaczliwej ucieczki, czy na koniec już zostawiając trącącą wrodzonym debilizmem jazdę po kieliszku czy kilku browcach.
Wielu tychże kierowców jawiących się dotąd we własnych oczach super-hiper-mega gościem siedzącego za kółkiem jedynego najwspanialszego pojazdu, w czasie takiej niespodziewanej kontroli nagłe zaczyna się zachowywać jak bite szczenięta. Z przymilnym i uniżenie służalczym tonem przyznając się nawet już do winy, pełzają w piasku żebrząc uniżenie o niski wymiar jakże zasłużonej kary. Wymyślających na poczekaniu niesamowicie żenujące wyjaśnienia, niedorzeczne wymówki i przygłupawe tłumaczenia. Skomlących o drobny rabat, zmniejszenie punktów, a czasami, co więcej bez wahania gotowych rurę wydechową radiowozu wylizać do połysku w zamian za pogrożenie palcem. Z przejęciem tłumaczących, że owszem jeżdżą szybko, ale absolutnie bezpiecznie, że jeszcze nigdy nie mieli wypadku, że śpieszą się, bo w zastępstwie matki, która jest zajęta praniem ciocia rodzi i w ogóle to nigdy dotąd nic mieli, nic widzieli, a co więcej nawet nie słyszeli o żadnej groźnej sytuacji na drodze.
Jednak ta pożałowania godna postawa zmienia sic radykalnie zaraz po powrocie do swojego wspaniałego pojazdu - w oka mgnieniu urastają na powrót do poziomu super bohaterskiego kierowcy i gryząc z wściekłości kierownicę doświadczają najwyższego stopnia ogłupiającej nienawiści na tych, przed którymi parę sekund temu pełzali w piasku i błocie leżąc znacznie niżej niż dupa węża. Zaraz po powrocie do domu siadają przed ekranem komputera, a nadmiar autozachwytu i miłości własnej zmusza ich do oświetlenia się blaskiem jupiterów i pokazaniem, kto tu jest prawdziwy gość. Zaczyna się wymyślanie najróżniejszych inwektyw i takie opisywanie zaistniałej sytuacji by pokazać jasno i niezbicie, że policjanci nie mieli najmniejszego powodu do zatrzymania nieszczęsnego - niewinnego kierowcy.

Właśnie tacy przedstawiciele gatunku nazwanego popularnie kierowca, są najbardziej niebezpieczni. Nie dociera do ich zapyziałych mózgów, że dzięki prewencji (trudne słowo), czyli zwiększeniu ilości fotorejestratorów i punktów lotnych kontroli radarowych, a także ilości nieoznakowanych radiowozów podniesie się poziom bezpieczeństwa na drogach.

Ot tak od niechcenia rzucę na to i nie tylko, ponieważ spektrum problemu jest niezwykle szerokie, garść przykładów:

.gdyby każde skrzyżowanie miało system monitoringu skończyły by się na nich notoryczne próby przejechania na późnym żółtym bądź na wczesnym czerwonym, zajeżdżanie drogi, nie ustępowanie drogi pieszym, wyprzedzanie, omijanie kierowców cierpliwie oczekujących zgodnie z przepisami na swoją kolej — (a co? Jak barany to niech se stoją! - myśli sobie każdy burak wpierdzielając się na chama na początek kolejki).

.gdyby każda droga była zagrożona pojawieniem się na niej fotorejestratora, wydatnie zmniejszyło by się prawdopodobieństwo, że jako jedyni jedziemy z przepisową prędkością, a wszyscy pozostali za nami wygrywają skoczne melodie na klaksonie bądź wyprzedzając nas pukają sic w czoło z uporem godnym lepszej sprawy.

.I tutaj kłania się debilizm władz i osób odpowiedzialnych za prawidłowe oznakowanie dróg. Ich ulubionym typem znaków są ograniczenia prędkości. W przynajmniej 70% stanowczo zaniżone i nie dopasowane do okoliczności istniejących na drodze.

.gdyby prac związanych z projektowaniem skrzyżowań nie powierzano niedouczonym dyletantom nie było by na nich problemów. Weźmy chociaż jako przykład przecięcie Estakady Kwiatkowskiego z Morską w Gdyni. Tak dugo jak pojazdy jadące z Estakady do Gdyni, przeciąć będą musiały nitkę prowadzącą do Rumi tak długo będą się tam tworzyły zatory i korki i będzie panował wszech-obecyny burdel. Wspomniana wcześniej sprawa ciągłego monitoringu przystopowała by wszystkich bydlakow, którym nie chce sic poczekać w kolejce przez kilka minut na swoja kolej.

gdyby choć część pieniędzy pochodzących z akcyzy za zbójecko już drogie paliwo była przeznaczana nie jako doraźne leczenie budżetu państwa, a zgodnie z przeznaczeniem, stan nawierzchni dróg mógłby się z roku na rok realnie poprawiać. A co za tym idzie nie bylibyśmy narażeni na bliskie spotkanie z jadącym zdecydowanie za szybko bezmózgim idiotą, który właśnie przez wpadnięcie w dziurę stracił panowanie nad kierownica.

.gdyby pieniądze z mandatów faktycznie zostawały w kieszeni policji mogli by oni by zakupić więcej sprzętu do rejestracji wykroczeń tych wszystkich debili uważających uparcie, że droga należy tylko i wyłącznie do nich, a pozostała mechaniczna szarańcza to tylko wlokące się zawalidrogi.

.gdyby ograniczenia prędkości na drogach były stosowane w sposób racjonalny w stosunku do potencjalnego zagrożenia i natężenia ruchu, po przez poprawienie płynności przemieszczania się można by uniknąć korków. Niosło by to za sobą również konieczność wzmożonego monitoringu, mającego odcedzić kretynów mnożących prędkość ograniczenia razy dwa.

.gdyby ktoś wyjaśnił kierowcom co znaczą pojęcia: jazda na suwak przy zwężeniu drogi (raz samochód z prawego pasa i dopiero za nim samochód z lewego pasa i tak na zmianę) oraz uprzejmość na drodze i jeszcze spowodował ich stosowanie.

.gdyby ktoś wymusił na prowadzących samochód w brylach i kapeluszu dziadkach, którzy prawo jazdy uzyskali jeszcze przed kilkukrotną zmianą przepisów, konieczność częstego zaglądania do Kodeksu Drogowego w celu odkurzenia wiedzy... Ha... nawet założę się, że przeważająca większość obecnych kierowców nie rozpoznała by wspomnianej książeczki, nawet gdyby ta wyskoczyła nagle z krzaków i kopnęła ich w dupę.

.nawiasem mówiąc: gdyby ktoś był tak uprzejmy, wziął i wyrżnął złodziei samochodowych.

.gdyby było więcej miejsc (10 parkowania w nowo pobudowanych podziemnych i piętrowych parkingach.

.gdyby było mniej rond, a więcej estakad, albo choćby zaprzestano budowania tradycyjnych rond, a zaczęto wprowadzanie tak zwanych turbinowych.

.gwoli wyjaśnienia dodam również, że zwężanie ulicy i stawianie wysepek silą rzeczy wymusza ostrożniejszy i uważniejszy styl jazdy, skutecznie uniemożliwiający zbędną brawurę, To z kolei ułatwiło by włączanie się do ruchu samochodów z ulic podporządkowanych. Ale do wyplenienia pozostanie jeszcze nasza narodowa przywara: NIE PUSZCZĘ CH... CHOCBY NIE WIEM CO!!!!!

.gdyby było więcej kładek dla pieszych, a nie przejście dla pieszych co 50 metrów. Zwłaszcza fajne są przejścia z zmianą sygnalizacji na guziczek. Pozwalają one z daleka - patrząc z perspektywy nadjeżdżającego pojazdu - obserwować babcię starowinkę naciskającą wspomniany guziczek po czym decydującą się na przejście przez ulicę na jej czerwonym. Samochód jest przecież jeszcze daleko więc zdąży. I w momencie gdy dojeżdżamy do skrzyżowania, zmienia się sygnalizacja po to by poświecić nad pustymi pasami.

.gdyby pod torowiskami było przejazdy podziemne.

Ach dużo tych gdyby .... za dużo - kończę już bo samego siebie wnerwiłem.

Prezenty na Komunię

Oto "Zestaw komunijny", który jedni mogą uznać za geniusz marketingu, a inni za znak czasów...



I od razu można liczyć na komentarze forumowe:



***Dołączona czwarta gra: "Pismo Święte". Grał już ktoś?

***Przeszedłem Stary Testament. Teraz zabieram się za Nowy Testament.

***Nie moge przejść przez morze czerwone, ma ktos sposob jak tam trzeba biec?

***Kumpel mówił, że są jakieś kody do chodzenia po wodzie. Zna ktoś?

***Dobra gra - mimo, że mnie zabili to po 3 dniach miałem respawn + nowe moce.

***Spoiler: najlepsza jest końcówka, z tymi wszystkimi bestiami i smokami. Nie spodziewałem się końca świata.

***Szybcy jesteście. Ja cały czas próbuje upchać 400 tysięcy gatunków chrząszczy na arce.

***E, grałem w wersje na ps2, to już jest sequel tego klasyka. W oryginale trzeba było zrobić działający świat w 7 dni, coś jak Spore...

***Ja gram Ablem i za chiny nie wiem jak rozwiązać questa z robieniem dzieci.

***Mam problem. Podnoszę żebro mężczyzny i próbuję ułożyć kobietę, ale ciągle wyskakuje mi morświn. Zapomniałem czegoś? Moja wersja gry 1.0. Czy możliwe, że to problem z crackiem?

***Hej gram Jezusem, ale na etapie z krzyżem ciągle ginę. Pomóżcie!!!!

***Jak Tak daleko doszliście? Mnie Ewa nie chcę nawet jabłkiem poczęstować.. Ciągle jej jedno tylko w głowie :/

***To już wiem, co kupić chrześniakowi na komunię :D

Małżonków wieczorne rozmowy

- Co chcesz na kolację?
- Obojętne, co zrobisz to zjem.
- Obojętne, to co, nie wiesz na co masz ochotę?!
- Mam ochotę na schabowego ze smażonymi ziemniakami.
- Jasne, tobie się wydaje, że ja nie mam co robić, pojawiasz się łaskawie o siódmej z pracy, a ja do tego czasu musiałam nastawiłam pranie i odrobiłam lekcje z dziećmi. Gadaj co chcesz na kolację!
- Przecież ci mówiłem, schabowego.
- Słuchaj, ja nie mam nastroju do żartów, nie mógłbyś zjeść czegoś jak normalny człowiek
- OK. zrób mi placki ziemniaczane.
- O w pół do ósmej, ciebie pogięło już całkiem! A i tak nie ma ziemniaków, gdybyś przyszedł wcześniej do domu, to mógłbyś je kupić.
- Mogłem je spokojnie kupić wracając z pracy, market jest otwarty do dziewiątej trzeba było powiedzieć.
- Ciekawe dlaczego akurat ty miałbyś je kupować, skoro ja to robię całe życie?! A tak dla ścisłości ziemniaki mieliśmy wczoraj, przecież nie będziemy ich żarli w każdy dzień.
- Pytałaś na co mam ochotę, to ci mówię.
- Przestań z tym.. "że się pytałam". Ostatni raz pytam co chcesz na kolację.
- Jaki mam wybór.
- No tak, to cały ty, ja się ciebie o coś pytam, a ty odpowiadasz pytaniem!
- . to może . tosty?
- Oczywiście, ty jesteś do tego zdolny, aby mi wyżreć ostatnie cztery kromki chleba tostowego dobrze wiedząc, że innego nie mogę jeść! Na kolacje zrobię ci spaghetti, albo odgrzeje jakiś sos z mięsem z zamrażarki. Wreszcie się zdecyduj!
- To ja . może . bym zjadł . ten sos dawno nie jadłem.
- Sos, jasne, ciekawe dlaczego nie chcesz spaghetti?!
- Dobrze, zrób mi spaghetti.
- No wreszcie, z ciebie coś wyciągnąć . Posypać ci to serem?
- Nie, przecież wiesz, że już od lat nie dodaję sera.
- A to ciekawe, to ja się zrywam i lecę po ten ser, żeby ci go dodać do spaghetti, a ty mi meldujesz, że go nie dodajesz. Ciekawa jestem od kiedy?!
- Od dziesięciu lat, jeszcze ciebie nie znałem, jak ostatni raz nim posypałem spaghetti.
- OK! To ja ci zrobię to spaghetti, o ósmej wieczorem, ja tego jeść nie będę, dzieci też. Zjesz sam! Tak jak byś nie mógł zjeść tego sosu z zamrażarki.
- Oczywiście, że mogę, podgrzej mi go.
- I co nie mogłeś tak od razu powiedzieć?! To ja tu muszę pół godziny wyciągać z ciebie co łaskawie byś zjadł na kolację!
- .
- Masz tu ten swój sos, ciekawa jestem co ja teraz zrobię z tym serem?!

Kto kogo robi w balona?

W Norweskiej gazecie ukazalo sie zdjecie klasy, która zaczęla szkolny program nauczania jezyków obcych. Zdjecie ukazalo się na pierwszej stronie gazety regionalnej Hadeland.

Wszystko byloby dobrze gdyby nie to co bylo napisane na tablicy, a bylo tam "dzien dobry" w różnych jezykach, rownież po polsku.

Rodzinne porady

Twoje ubrania:
Pierwsze dziecko: Zaczynasz nosić ciążowe ciuchy jak tylko ginekolog potwierdzi ciążę.
Drugie dziecko: Nosisz normalne ciuchy jak najdłużej się da.
Trzecie dziecko: Twoje ciuchy ciążowe STAJĄ się Twoimi normalnymi ciuchami.
_____________________________________________________
Przygotowanie do porodu:
Pierwsze dziecko: Z namaszczeniem ćwiczysz oddechy.
Drugie dziecko: Pieprzysz oddechy, bo ostatnim razem nie przyniosły żadnego skutku.
Trzecie dziecko: Prosisz o znieczulenie w 8. miesiącu ciąży.
______________________________________________________
Ciuszki dziecięce:
Pierwsze dziecko: Pierzesz nawet nowe ciuszki w Cypisku w 90 stopniach, koordynujesz je kolorystycznie i składasz równiutko w kosteczkę.
Drugie dziecko: Wyrzucasz tylko te najbardziej usyfione i pierzesz ze swoimi ubraniami.
Trzecie dziecko: A niby czemu chłopcy nie mogą nosić różowego?
______________________________________________________
Płacz:
Pierwsze dziecko: Wyciągasz dziecko z łóżeczka jak tylko piśnie.
Drugie dziecko: Wyciągasz dziecko tylko wtedy, kiedy istnieje niebezpieczeństwo, że jego wrzask obudzi starsze dziecko.
Trzecie dziecko: Uczysz swoje pierwsze dziecko jak nakręcać grające zabawki w łóżeczku.
______________________________________________________
Gdy upadnie smoczek:
Pierwsze dziecko: Wygotowujesz po powrocie do domu.
Drugie dziecko: Polewasz sokiem z butelki i wsadzasz mu do buzi.
Trzecie dziecko: Wycierasz w swoje spodnie i wsadzasz mu do buzi.
______________________________________________________
Przewijanie:
Pierwsze dziecko: Zmieniasz pieluchę co godzinę, niezależnie czy brudna czy czysta.
Drugie dziecko: Zmieniasz pieluchę co 2-3 godziny, w zależności od potrzeby.
Trzecie dziecko: Starasz się zmieniać pieluchę zanim otoczenie poskarży się na smród, bądź pielucha zwisa dziecku poniżej kolan.
______________________________________________________
Zajęcia:
Pierwsze dziecko: Bierzesz dziecko na basen, plac zabaw, spacerek, do zoo, do teatrzyku itp.
Drugie dziecko: Bierzesz dziecko na spacer.
Trzecie dziecko: Bierzesz dziecko do supermarketu i pralni chemicznej.
______________________________________________________
Twoje wyjścia:
Pierwsze dziecko: Zanim wsiądziesz do samochodu, trzy razy dzwonisz do opiekunki.
Drugie dziecko: W drzwiach podajesz opiekunce numer swojej komórki.
Trzecie dziecko: Mówisz opiekunce, że ma dzwonić tylko jeśli pojawi się krew.
______________________________________________________
W domu:
Pierwsze dziecko: Godzinami gapisz się na swoje dzieciątko.
Drugie dziecko: Spoglądasz na swoje dziecko, aby upewnić się, że starsze go nie dusi i nie wkłada mu palca do oka.
Trzecie dziecko: Kryjesz się przed własnymi dziećmi.
_____________________________________________________
Połknięcie monety:
Pierwsze dziecko: Wzywasz pogotowie i domagasz się prześwietlenia.
Drugie dziecko: Czekasz aż wysra.
Trzecie dziecko: Odejmujesz mu z kieszonkowego.

Nie wymaga komentarza

Facet.... prosty jest, a może nie?

Nauka latania

December 2009
S M T W T F S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31