Przyczłapki do Bulgulatora

I've tried to drown my problems. But unfortunately they can swim.

Walić w Appla!

MacBook Air - cienias pod każdym względem

Zajęty śledzeniem finałów Konkursu Chopinowskiego (obstawiałem 10:1 zwycięstwo pianisty z Burkina Faso w trzeciej rundzie przez nokaut pozostałych zawodników) zupełnie nie zauważyłem, że świat zamarł w oczekiwaniu na kolejne epokowe keynote Apple. Po wypiciu poczwórnej porcji bromu (na wszelki wypadek) zasiadłem do śledzenia doniesień i relacji w internecie... co my tu mamy...

NetBook MacBook Air



Jakiś czas temu Steve zapewniał, że Apple nigdy nie będzie robić netbooków, bo są za małe, za słabe i za tanie. Mimo to na wczorajszym keynote Steve z głosem drżącym od ekscytacji i z ledwo zagojonymi bliznami po operacji pospiesznego skracania nosa, zaprezentował nowe gadżety - w tym Macbooka Air z ekranem 11,6 cala. Jak się wyraził - "to najbardziej zdumiewająca rzecz jaką kiedykolwiek stworzyliśmy". Na te słowa natychmiast odbiłem trzymaną na takie okazje flaszkę szampana "Sowietskoje Igristoje", spodziewając się, że skoro dzieło życia zostało dokonane, to CEO Apple poda się publicznie do dymisji, a firma zostanie rozwiązana. Nic z tego - keynote trwało nadal, a szampan się zmarnował.

Samozachwyt i zdumienie Steva oraz liczne "amazingi", "stunningi" i "georgeousy" można łatwo zrozumieć. Apple dokonało przełomu i zlikwidowało największą wadę netbooków - niską cenę. Netbook od Apple ma parametry przeciętnego 12-calowca, ale za to cenę niezłego laptopa. Najtańsza wersja to głupie 999 dolców, czyli w Polsce można się spodziewać ceny ponad 4000 zł. Jak się pojawi za pół roku. Dziękujemy ci, Steve.

Na wieść o cenie nowego MacBooka Air, spanikowany pomyślałem, że kończą się światowe zapasy aluminium wykupione przez Apple do konstrukcji laptopów. Niestety, w skupie powiedzieli mi, że niepotrzebnie wyrwałem grzejniki ze ścian i przywiozłem całą rodową zastawę stołową, bo za aluminium płacą jak zawsze. Cholera, a ja już wstępnie pozwijałem sztućce w kulki. Teraz będę musiał prostować...

Skoro to nie cena aluminium, to co sprawia, że Apple za swojego netbooka każe płacić $999? Może najnowsze technologie? W czasach gdy niektóre 12-calowe komputerki konkurencji napędzane są procesorami Core i3 lub i5, Apple wsadziło do małego Air-a lekko zwietrzałe Core 2 Duo 1.4 GHz, odkupione od Intela zeszłego roku w ramach wyprzedaży magazynowej. Leżały w workach w garażu Steva i wreszcie ktoś wpadł na pomysł, aby je wykorzystać. Wydajność takiej konfiguracji jest z ubiegłej epoki, ale Air jest za to najcieńszy na świecie!

Może więc jakiś przełomowy ekran, jakaś wielodotykowa Retina o oszałamiającej rozdzielczości? Guzik! MacBook Air ma zwykły, boleśnie odblaskowy ekran o rozdzielczości 1366x768 pikseli, co jest już normą w netbookach z przekątną około 12 cali. Reklamowane przez Apple "high resolution" brzmi jak dowcip ulicznego sprzedawcy "markowych" perfum. Air ma taki sam ekran jak reszta stawki, ale jest za to najcieńszy na świecie!

Skonstruowanie najcieńszej obudowy na świecie skończyło się w Cupertino wielkim świętowaniem kolejnego technologicznego przełomu. Niestety, zachwyt nad własną genialnością szybko ustąpił, gdy ktoś powiedział: "panowie, mamy problem - tu się, kurna, nic nie zmieści". Ponieważ Apple, jak zwykle przewidując sukces, zamówiło od razu 300 milionów obudów, trzeba było coś wymyślić, aby cudowne aluminiowe unibody nie skończyło jako sprzęt do szatkowania buraków pastewnych. No i wymyślili...

Skoro do ultracienkiej obudowy nie chciał się zmieścić żaden normalny dysk, geniusze z Cupertino wlutowali tam pamięci flash, wydłubane z pendrivów. Dzięki temu MacBook Air ma wspawany na stałe, niewymienny, niepasujący do żadnego innego komputera, pozbawiony jakiegokolwiek cywilizowanego interfejsu pseudo-dysk SSD z bebechami na wierzchu, o oszałamiającej pojemności 64GB. Normalnie respekt! To samo dotyczy pamięci - może być 2 lub 4 GB, wlutowane raz na amen.

Cienkość wpłynęła również na baterię Air-a. Żadna normalna bateria nie wchodziła w grę, ale w różnych kątach obudowy zmieściły się aż 6 baterii od różnych smartfonów, co w efekcie dało niespotykany w tej klasie sprzętu czas pracy. Wszystkie dziadowskie i tanie netbooki z bateriami na 8-10 godzin mogą się schować. Wprawdzie Air jest w stanie pracować tylko 5 godzin, ale za to jest najcieńszy na świecie. Mobilność? To kpina... Bez możliwości zabrania zapasowej baterii strach się z tym ruszyć dalej niż do najbliższej kafejki. Gdy jadę w teren na całodniową sesję zdjęciową, potrzebuję grubej maszyny, a nie szpachli do gipsu. Podobno po wyłączeniu podświetlenia jabłka na klapie czas pracy mógłby się wydłużyć, ale nie znam applefana, który ośmieliłby się na takie świętokradztwo i utratę -10 premii do lansu.

Jednak Air-owi nie można odmówić postępu i przełamywania kolejnych barier. O 100% wzrosła ilość gniazd USB - są teraz dwa, i to - o dziwo - umieszczone w normalny sposób: na krawędziach obudowy, a nie w jakimś kretyńskim schowku. Jeśli już zdążyliście popuścić ze szczęścia, to donoszę, że USB jest wciąż w standardzie 2.0. Wiadomość o istnieniu standardu 3.0 ma dotrzeć do Cupertino w przyszłym roku. Borsuk pocztowy jest już w drodze przez Kamczatkę.

Szaleństwo gniazdek i złączy nie ma końca - szokującą nowością jest czytnik kart SD, dzięki któremu będzie można powiększyć nędzną przestrzeń dyskową. Lista złączy kończy się na Mini DisplayPort i gniazdku słuchawkowym. Nie ma HDMI, D-Sub czy DVI, nie ma Ethernetu. Do wszystkiego potrzebne są osobno płatne przejściówki, do czego Apple już zdążyło nas przyzwyczaić, ale za to Air jest najcieńszy na świecie.

Koniec z pracą po ciemku - MacBook Air nowej generacji nie ma podświetlanej klawiatury, która była jednym z nielicznych jasnych punktów laptopów Apple. No i rzecz odnośnie estetyki - mimo na ogół dobrego designu, Apple czasem sadzi takie kichy, że ręce opadają. Zawsze chciałem to napisać, ale ciągle jakoś mi umykało - czarna klawiatura do jasnej obudowy to kompletne nieporozumienie. Mnie to kojarzy się z czarną koszulą do białego garnituru i krawata, noszoną przez archetypicznego gangstera w tanim filmie sensacyjnym. Brrrr... ohyda!

Aluminium to za mało...

Podsumowując, mam wrażenie, że Apple dało się ponieść jakiemuś szaleństwu bicia rekordów w "najcieńszości" i temu podporządkowało całą resztę. Rekord ustanowiony, ale kosztem zdrowego rozsądku. Na cholerę prestiż i przyjemność posiadania najniższego aluminiowego samochodu na świecie, gdy trzesz łbem o podsufitkę, w bagażniku mieści się paczka tiktaków, a zasięg wynosi 150 km? Gdy dookoła są szybsze, większe i mocniejsze auta z włókien węglowych za mniejszą cenę?

Steve psioczył na netbooki do czasu, aż sam się zorientował, że to mocna kategoria na rynku i zapragnął sam na tym zarobić. Od teraz netbooki są fajne, a Steve wciska fanom swoją wersję netbooka - wprawdzie pod wieloma względami słabszą, ale za to w podwójnej cenie :-) Norma... Ciekawe co będzie następne?

Kolejny fenomenalny art piątek, 22 października 2010, ogrodnik.january

Apple? A co to za gówno jest?Znaki dowodzenia

Write a comment

New comments have been disabled for this post.

May 2012
S M T W T F S
April 2012June 2012
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31