Sunday, 15. November 2009, 21:08:30
Rumunia jest piękna, nawet mimo choroby,smarkania i ledwowidzenia na oczy. Ale rumuńskie tablety dały radę a hostowanie znajomych z Polski wniosło ożywienie,iskrę zwiedzania kolejną, radość ogólną i 2 nowych znajomych z Lublina.Jeżeli by ktoś był jeszcze zainteresoany nawiedzeniem mnie to wiecie gdzie mnie szukać


zmokłe kalafiory pod muzeum w Oradei.

Wesoły cmentarz obowiązkowym punktem programu!

Rumuńskie knajpy też odhaczone;)
a z innej beczki to.
tęsknota we mnie siedzi jak drucik w miedzi.
z telefonem żyje jak z respiratorem. z internetem jak na kroplówce.
10 dni. aż li i jedynie.
Saturday, 24. October 2009, 18:58:35
prawie po miesiącu powracam na blogowe łono.z trudem bo z trudem ale jestem. i mam za dużo do napisania jak na jedną notkę gdyż ostatni miesiąc był istną rewolucją.ale korzystam z nielicznych wolnych wieczorów jakie mi się zdarzają.
miasto zaczynam lubić bo już wiem gdzie co jest. łapie jezyk więc rozmawiam z ludnośćią autochtoniczną choć najczęściej przydaje się podczas wycieczek stopem i na uniwersytecie co jest w miare zabawne jako,że mieliśmy mieć wszytsko po angielsku a niekoniecznie tak jest.
poznaje mnie już pani sklepowa z naszego bloku, panie z sklepu z placintami(tutejsze świetne placki(sprzedawane jako fastfood) znają moje imię i wiedzą skad jestem.
Grupa erasmusowa zintegrowana, nie wiedziałam ze po 3 tygodniach można się czuć jakby się kogoś znało conajmniej półżycia. Dorobiłam się już starszego hiszpańskiego brata nawet.
Uczuciowe czary mary, przypadkowe spotkania okazują się tymi najlepszymi jak narazie. I wychodzi na to,że trzeba było przyjechać do Rumunii,żeby się spotkał francuz z polką . I że czasu mało, za mało na wszytsko co by się chciało.
latam ponad chodnikami, obciełam włosy, czuję się szczęśliwa i ogarnięta.jak chyba nigdy do tej pory.
Saturday, 26. September 2009, 19:49:40
no to sru.
Romania od jutra.
Sunday, 20. September 2009, 20:06:56
sezon weselny zakończony.5 odbębnione.
dziś średniożyciowa jestem.wytańczona, wyśpiewana, niewyspana.
uroniłam nawet łzę bo przecież " naszych już biorą".
zaskoczyłam się kunsztem tanecznym niektórych( tak K. to o tobie)
nie pamiętam też, żebym się tak śmiała jak wczoraj. po prostu endorfinowa ekspozja wczoraj grasowała w nocy.
dawno jej nie było.
dużo dobrze się działo.
państwu S. szczęścia.
b4teamowi kolejnych takich imprez.
Wednesday, 16. September 2009, 21:06:46
10 dni do odjazdu.
bajzel totalny.
ale blog wyjazdowy już jest:
KLIK.
jako,że pewnie teraz większość notek będzie tam stałych i niestałych Jaśnie Czytających za utrudnienia przepraszam;)
Chai
Tuesday, 1. September 2009, 14:51:50
ostatni dzień samej.koniec z nagim ekshibicjonizmem domowym.koniec z pustą lodówką trzeba będzie kupić w końcu coś co nie jest musli i jogurtem.zapobiegawczo do sklepu pójde jutro bo mój psmowy głód nabiera absurdalnych rozmiarów w stylu jak zapzrepaścić miesiąc na siłowni 3 dniami jedzenia.
co prawda po lekkim zatruciu ciotki mit idealnej gospodyni podupadł choć do winy się nie poczuwam bo mi nic nie było.
kocham gotować rosół i robić crumble owocowy.nic nie poprawia tak mojego nastroju.chyba mam zapędy na kurę domową jakieś.
dziś tylko druga część opowieści pt ściera i ajaks floral fiesta.żeby Elżbiet szczęśliwym był, że nie zapuściłam domu. poza tym moja dusza wstrętnej materialistki szaleje na myśl o tych dobrach w których posiadanie wejdę jutro wieczorem^^poza tym zobaczyłabym Muodego, który pewnie jest już wyższy i na powitanie spuścimy sobie łomot tęsknoty;)
o egzaminie nie powiem, bo się boje, że ze strachu ide spać tylko jak widzę książkę.
Saturday, 29. August 2009, 18:29:10
Tuesday, 18. August 2009, 01:46:01
weltszmerc mnie męczy. po 4 piwach zbiera się na przemyślenia choć nie powinno.
dobrze ,że choć można pogadać ze znajomymi, których nie widziałam hoho, tak szczerze, fajnie i we 3 powspominać stare dobre czasy.
ponoć się nie zmieniłam.ponoć?
ponoć to ja mam też zajebisty charakter i jestem oh i ah.taaaa
a od dziś mały pluszowy Bambi patrzy na mnie sarnimi oczkami.
mieszkanie samej ma te plusy ,że nikt nie popatrzy na Ciebie krzywo jak o 3 w nocy rozryczysz się nad pulpetem.
Monday, 17. August 2009, 12:12:54
Krosno, urodziny petarda
pół metra ponad chodnikami od czwartku zryw antyzmułowy.
Po pierwsze niespodzianka urodzinowa dla Mani planowana przez całe 2 dni tak, żeby dograć cały skład z naszej ławki studenckiej. Jako centrum dowodzenia nawet o 4 rano odbierałam telefonsy od dziewczyn:D
Koniec końców we 2 dojechałyśmy PKSem na który biegłyśmy jak słoneczny patrol z bluzkami praktycznie na głowach kupując kwiatki i błagając o litość pana z pekaesiste.
Banan( chlopak M.) wtajemniczony przeze mnie powinien dostać Oskara i nagrode Enigmy gdyż się dzielnie nie wygadał i jeszcze powstrzymywał rodzinę przed wybyciem z domu:)Niespodziewanie dla nas trafiłysmy na odpust i festyn tak więc tańcom nie było końca choć jakby nie patrzeć wyróżniałyśmy się strojem spośród świątecznie ubranej gawiedzi:D
Po drugie Krosno:)
Jak zaliczać miejsca zamieszkania koleżanek to naraz.Tak więc swoją osobą( skromną ) oczarowałam kolejnego rodzica moich znajomych, oblazłam Krosno, zjadłam gołąbki jako ostatni ciepły posiłek przed
"rzeczywistością na wyjebaniu" i spędziłam uroczy dzień z Madą.
Po trzecie: Wisłoczek
Opisać jak wyżej się nie da inaczej.Miejsce w którym otwarcie piwa jest czynnością dostarczającą fali endorfinowej dla wszystkich.
Oczywiście standardowo padłam ofiarą klątwy wyjazdowej i miałam wiele przygód jak na prawdziwą zakręconą sierotę przystało. Głupich szceniackich akcji nie zabrakło wręcz ociekaliśmy nimi w mniejszym lub większym stopniu.
Nauczeni na własnym przykładzie nie będziemy(a dokładnie Szczepson) już jadąc w 7 osób unem odpalać wewnątrz petard w celu wyrzucenia ich za okno:)Takim oto sposobem mam kilka czarnych wypalonych napalmem dziurek na udach i cieszę się z moich całych bębenków. Szok jaki we mnie to wywołało odchorowałam dziś i postanowiłam zawinąć do Rzeszy.
Dotarłszy do Krosna zakupiłam bilet docelowy do dom równiesz Pksem , bo busy doprowadzają mnie do klaustrofobii i pognałam na wyznaczony nr stacji. Jako,że nie miałam zegarka a stało jakies coś z napisem na RZ... to wsiadłam rozłożyłam tobołki i wygodnie mijałam wioski, przy czym okazało się ,że nie w tę stronę.Wylądowałam na zajezdni ostaniej wsi i tylko dzięki dobrej woli pekaesowca, który widząc moją minę i obśmiawszy mnie konkretnie podrzucił do krzyżówki. Tam stanęłam pomachałam łapką i czekałam na stopa;), którego złapałam po jakiś 2 minutach. Po 3 stopach dotarłam pod Rzeszów a jeden Pan słysząc moją historię wyjął z bagażnika zgrzewkę soków,żebym sobie wybrała jaki lubię smak i zostawił w cieniu,co naprawdę było bardzo miłe;)Ogólnie zaliczenie pierwszego samotnego stopa bardzo na plus.
Wednesday, 5. August 2009, 21:55:54
kocham wakacje.
terminarz napięty aczkolwiek bez szału.
mietląc kurwy i wylewając całą wodę z organizmu fitnesuję się zgodnie z planem. doszłam do stanu takiej abstynencji, ze po jednym piwie boli mnie głowa. rzucam palone skrycie na imprezach fajki.
jak zacznę sypać tabelą kalorii oczekujcie końca świata.
jeżdżę na Strzale po mieście i innych dzikich polach i rozgryzając ludzkie życie uczuciowe i problemy mieszkaniowe.
P. pożegnany bez żalu (mojego) wybył do Norłej.ja w tym roku odpuszczam fiordy na rzecz dwutygodniowej wolnej przestrzeni w domu.
Ludzie jacyś milsi ogólnie, nawet obcy się w autobusach odśmiechują do mnie.
a to ja na rowerze tam gdzie przestrzeń i komary zapierały dech w piersiach.
zdjęcie robione komórą przez Minti
1 2 3 4 5 ... 13 Next »
Showing posts 1 -
10 of 127.