Friday, 4. December 2009, 14:46:46
Jako,że nie opisałam do tej pory żadnej z moich wycieczek to teraz czas na zmiany!
W ostatnim tyg. jechałam piewszy raz pociągiem w dodatku sama( mam nadzieje ze moja mama tego nie czyta) i 10 h więc możecie wierzyć ze miałam stracha niemałego! Ale grzecznie zapytałam grupy młodych ludzi jak się okazało Węgrów czy moge się dołączyć i tak oto podróż mineła pod znakiem języka węgierskiego;) a po pzresiadce już po rumuńsku z bardzo miłym panem, który był w lekkim szoku gdy powiedziałam ze jestem Polką

Tak więc dotarłwszy na miejsce tzn do zachodniej Moldowy ( z tym ze mowa tu o rumuńskiej części)spedziłam tam 3 świetnie dni pod tytułem gotowanie, obijanie się i góry;) Potem dołączyły do nas Nikola i Stefii, które zostały królowymi stopa pokonując 600 km w 12 h. Oczywiście nie obyło się bez nerwów ze dziewczyny będą spały na dworcu oddalonym o 30 km bo spóżniły się na ostatni pociąg ale na szczęśćie daly radę
W liczbie sztuk 4 ruszyliśmy dnia następnego stopem oczywiście na podbój kościółka który miał być piękny aczkolwiek jego malowniczość doceniłam chyba jedynie ja;) a potem do naszego pierwszego punktu jakim był cauchsurfer Levi w Miercurea Ciuc.Łapanie stopa w niedziele jest niepoprawne i myślelismy już ze nici z naszych planów. Levi okazał się strasznie sympatyczny aczkolwiek lepiej porozumiewał się po niemiecku niż po angielsku więc ja miałam utrudniony kontakt;) Dnia nastepnego wyruszyliśmy z nim w góry:) a raczej nad jezioro w sumie to Levi zrobił nam piękną trasę widokową jako,że sam popokazaniu zdjęć ze swoich wypraw wprawił nas w lekki szok;)
Oczywiście zjedliśmy razem pyszny obiadek w mieście gdzie widoczność wynosiła 3 metry i z którego przyszło nam łapać kolejnego stopa;/ ale jak zwykle nam się udało i jechaliśmy z miłym włochem;)
I takim sposobem dotarliśmy do T. Mures gdzie czekała na nas kolejna cauchsurfingowa noc tym razem z niemieckimi wolontariuszami. Powiem,że pzresycenie językiem niemieckim tej nocy dało się we znaki i mi i V, bo jako jedyni kuleliśmy w szprechaniu. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i przyszło nam poznać uroki wpólnej imprezy z Niemcami.
W T. Mures nastąpiło pożegnanie tym razem mniej łzawe i tu już we 3 z obranym celem na Albe Iulie, gdzie odbywają się główne obchody świeta narodowego;)
Było pięknie! Muzeum, scena, zabytkowe stare miasto magia! I tłum z flagami! Niestety nie przyszło nam się tym nacieszyć długo bo czekał na nas powrót do domu! Na szczęście jechałyśmy z świetnym kolesiem, którego ang był niebo lepszy niż nas.
W Cluju też załapałyśmy się na festiwal z okazji dnia narodowego;)
Wyjazd na plussss:)zdjęcia załaduje jutro!
Sunday, 15. November 2009, 21:08:30
Rumunia jest piękna, nawet mimo choroby,smarkania i ledwowidzenia na oczy. Ale rumuńskie tablety dały radę a hostowanie znajomych z Polski wniosło ożywienie,iskrę zwiedzania kolejną, radość ogólną i 2 nowych znajomych z Lublina.Jeżeli by ktoś był jeszcze zainteresoany nawiedzeniem mnie to wiecie gdzie mnie szukać


zmokłe kalafiory pod muzeum w Oradei.

Wesoły cmentarz obowiązkowym punktem programu!

Rumuńskie knajpy też odhaczone;)
a z innej beczki to.
tęsknota we mnie siedzi jak drucik w miedzi.
z telefonem żyje jak z respiratorem. z internetem jak na kroplówce.
10 dni. aż li i jedynie.
Saturday, 24. October 2009, 18:58:35
prawie po miesiącu powracam na blogowe łono.z trudem bo z trudem ale jestem. i mam za dużo do napisania jak na jedną notkę gdyż ostatni miesiąc był istną rewolucją.ale korzystam z nielicznych wolnych wieczorów jakie mi się zdarzają.
miasto zaczynam lubić bo już wiem gdzie co jest. łapie jezyk więc rozmawiam z ludnośćią autochtoniczną choć najczęściej przydaje się podczas wycieczek stopem i na uniwersytecie co jest w miare zabawne jako,że mieliśmy mieć wszytsko po angielsku a niekoniecznie tak jest.
poznaje mnie już pani sklepowa z naszego bloku, panie z sklepu z placintami(tutejsze świetne placki(sprzedawane jako fastfood) znają moje imię i wiedzą skad jestem.
Grupa erasmusowa zintegrowana, nie wiedziałam ze po 3 tygodniach można się czuć jakby się kogoś znało conajmniej półżycia. Dorobiłam się już starszego hiszpańskiego brata nawet.
Uczuciowe czary mary, przypadkowe spotkania okazują się tymi najlepszymi jak narazie. I wychodzi na to,że trzeba było przyjechać do Rumunii,żeby się spotkał francuz z polką . I że czasu mało, za mało na wszytsko co by się chciało.
latam ponad chodnikami, obciełam włosy, czuję się szczęśliwa i ogarnięta.jak chyba nigdy do tej pory.
Saturday, 26. September 2009, 19:49:40
no to sru.
Romania od jutra.
Sunday, 20. September 2009, 20:06:56
sezon weselny zakończony.5 odbębnione.
dziś średniożyciowa jestem.wytańczona, wyśpiewana, niewyspana.
uroniłam nawet łzę bo przecież " naszych już biorą".
zaskoczyłam się kunsztem tanecznym niektórych( tak K. to o tobie)
nie pamiętam też, żebym się tak śmiała jak wczoraj. po prostu endorfinowa ekspozja wczoraj grasowała w nocy.
dawno jej nie było.
dużo dobrze się działo.
państwu S. szczęścia.
b4teamowi kolejnych takich imprez.
Wednesday, 16. September 2009, 21:06:46
10 dni do odjazdu.
bajzel totalny.
ale blog wyjazdowy już jest:
KLIK.
jako,że pewnie teraz większość notek będzie tam stałych i niestałych Jaśnie Czytających za utrudnienia przepraszam;)
Chai
Tuesday, 1. September 2009, 14:51:50
ostatni dzień samej.koniec z nagim ekshibicjonizmem domowym.koniec z pustą lodówką trzeba będzie kupić w końcu coś co nie jest musli i jogurtem.zapobiegawczo do sklepu pójde jutro bo mój psmowy głód nabiera absurdalnych rozmiarów w stylu jak zapzrepaścić miesiąc na siłowni 3 dniami jedzenia.
co prawda po lekkim zatruciu ciotki mit idealnej gospodyni podupadł choć do winy się nie poczuwam bo mi nic nie było.
kocham gotować rosół i robić crumble owocowy.nic nie poprawia tak mojego nastroju.chyba mam zapędy na kurę domową jakieś.
dziś tylko druga część opowieści pt ściera i ajaks floral fiesta.żeby Elżbiet szczęśliwym był, że nie zapuściłam domu. poza tym moja dusza wstrętnej materialistki szaleje na myśl o tych dobrach w których posiadanie wejdę jutro wieczorem^^poza tym zobaczyłabym Muodego, który pewnie jest już wyższy i na powitanie spuścimy sobie łomot tęsknoty;)
o egzaminie nie powiem, bo się boje, że ze strachu ide spać tylko jak widzę książkę.
Saturday, 29. August 2009, 18:29:10
Tuesday, 18. August 2009, 01:46:01
weltszmerc mnie męczy. po 4 piwach zbiera się na przemyślenia choć nie powinno.
dobrze ,że choć można pogadać ze znajomymi, których nie widziałam hoho, tak szczerze, fajnie i we 3 powspominać stare dobre czasy.
ponoć się nie zmieniłam.ponoć?
ponoć to ja mam też zajebisty charakter i jestem oh i ah.taaaa
a od dziś mały pluszowy Bambi patrzy na mnie sarnimi oczkami.
mieszkanie samej ma te plusy ,że nikt nie popatrzy na Ciebie krzywo jak o 3 w nocy rozryczysz się nad pulpetem.
Monday, 17. August 2009, 12:12:54
Krosno, urodziny petarda
pół metra ponad chodnikami od czwartku zryw antyzmułowy.
Po pierwsze niespodzianka urodzinowa dla Mani planowana przez całe 2 dni tak, żeby dograć cały skład z naszej ławki studenckiej. Jako centrum dowodzenia nawet o 4 rano odbierałam telefonsy od dziewczyn:D
Koniec końców we 2 dojechałyśmy PKSem na który biegłyśmy jak słoneczny patrol z bluzkami praktycznie na głowach kupując kwiatki i błagając o litość pana z pekaesiste.
Banan( chlopak M.) wtajemniczony przeze mnie powinien dostać Oskara i nagrode Enigmy gdyż się dzielnie nie wygadał i jeszcze powstrzymywał rodzinę przed wybyciem z domu:)Niespodziewanie dla nas trafiłysmy na odpust i festyn tak więc tańcom nie było końca choć jakby nie patrzeć wyróżniałyśmy się strojem spośród świątecznie ubranej gawiedzi:D
Po drugie Krosno:)
Jak zaliczać miejsca zamieszkania koleżanek to naraz.Tak więc swoją osobą( skromną ) oczarowałam kolejnego rodzica moich znajomych, oblazłam Krosno, zjadłam gołąbki jako ostatni ciepły posiłek przed
"rzeczywistością na wyjebaniu" i spędziłam uroczy dzień z Madą.
Po trzecie: Wisłoczek
Opisać jak wyżej się nie da inaczej.Miejsce w którym otwarcie piwa jest czynnością dostarczającą fali endorfinowej dla wszystkich.
Oczywiście standardowo padłam ofiarą klątwy wyjazdowej i miałam wiele przygód jak na prawdziwą zakręconą sierotę przystało. Głupich szceniackich akcji nie zabrakło wręcz ociekaliśmy nimi w mniejszym lub większym stopniu.
Nauczeni na własnym przykładzie nie będziemy(a dokładnie Szczepson) już jadąc w 7 osób unem odpalać wewnątrz petard w celu wyrzucenia ich za okno:)Takim oto sposobem mam kilka czarnych wypalonych napalmem dziurek na udach i cieszę się z moich całych bębenków. Szok jaki we mnie to wywołało odchorowałam dziś i postanowiłam zawinąć do Rzeszy.
Dotarłszy do Krosna zakupiłam bilet docelowy do dom równiesz Pksem , bo busy doprowadzają mnie do klaustrofobii i pognałam na wyznaczony nr stacji. Jako,że nie miałam zegarka a stało jakies coś z napisem na RZ... to wsiadłam rozłożyłam tobołki i wygodnie mijałam wioski, przy czym okazało się ,że nie w tę stronę.Wylądowałam na zajezdni ostaniej wsi i tylko dzięki dobrej woli pekaesowca, który widząc moją minę i obśmiawszy mnie konkretnie podrzucił do krzyżówki. Tam stanęłam pomachałam łapką i czekałam na stopa;), którego złapałam po jakiś 2 minutach. Po 3 stopach dotarłam pod Rzeszów a jeden Pan słysząc moją historię wyjął z bagażnika zgrzewkę soków,żebym sobie wybrała jaki lubię smak i zostawił w cieniu,co naprawdę było bardzo miłe;)Ogólnie zaliczenie pierwszego samotnego stopa bardzo na plus.
Showing posts 1 -
10 of 128.