Częstochowa została skazana na zagładę

Piotr Berghof

Subscribe to RSS feed

Z Kruszyny Widzowa na Olimpiadę

Read more...

Gibraltar 4 lipca 1943

zamiast Epilogu .
W 1967 roku Narodowy Teatr w Londynie wystawił sztukę pt. „ Żołnierze „ napisaną przez Niemca Rolfa Hochhutha . W sztuce tej brytyjski premier Winston Churchill przedstawiony został jako osoba odpowiedzialna za śmierć generała Sikorskiego . Sztuka została przyjęta przez publiczność z mieszanymi uczuciami i wywołała publiczna dyskusję w której zabrał głos także generał Vernon Bron . Oto pełna treść listu zamieszczonego w jednym z Londyńskich dzienników .

Szanowny Panie Redaktorze

Nawiązując do polemiki na temat sztuki Hochthutha pt „ Żołnierze „ chciałbym wyjaśnić że w tym czasie kiedy generał Sikorski poniósł śmierć zajmowałem w ministerstwie lotnictwa stanowisko Głównego Inspektora ds. Badania Wypadków Lotniczych . Wiec byłem odpowiedzialny za dochodzenie prowadzone w sprawie ustalenia przyczyny powstania tego wypadku . Rozbity Liberator w którym generał Sikorski poniósł śmierć leżał zanurzony w morzu niedaleko od końcowej części pasa startowego lotniska na Gibraltarze zanim został wydobyty i poddany badaniom . Przyczyna tego wypadku ustalona została bez żadnej wątpliwości . Mogę powiedzieć że nie był to jedyny tego rodzaju wypadek jaki wydarzył się w tym czasie na samolocie tego typu . Mogę również dodać że tego typu wypadek nie mógł być spowodowany przez sabotaż . ponadto nie mogę uwierzyć że można by było znaleźć pilota który nie tylko zgodziłby się na popełnienie samobójstwa ale również poświęciłby w tym czasie życie innych osób znajdujących się w tym czasie na pokładzie samolotu .
W każdym razie w świetle przeprowadzonego śledztwa sugerowanie ze wypadek ten był spowodowany na polecenie Winstona Churchila lub innej osoby działającej z Jego upoważnienia można określić tylko jako złośliwą niedorzeczność

Pozostaje z Poważaniem Vernon Bron
Londyn S.W.3
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
http://wiadomosci.onet.pl/1781618,11,item.html




-------------------------------------------------------------------------------------------------------

jak to się stało ?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
26 maja 1943 roku generał Władysław Sikorski ówczesny Naczelny Wódz i premier Rządu Polskiego na emigracji udał się droga powietrzną z Anglii na inspekcję Polskich Jednostek Wojskowych na Bliskim Wschodzie .

Dokładne cele Bliskowschodniej wyprawy generała nigdy nie zostały ujawnione . Być może dlatego wyprawa zakończyła się tak jak się ...zakończyła ...
Po zakończonej inspekcji generał Sikorski i towarzyszące mu osoby wracając do Anglii 3 lipca 1943 roku zatrzymały się w Gibraltarze . Dalszy lot miał być kontynuowany następnego dnia , 4 lipca .
Chwile po starcie ok. godziny 23 jak się okazało w pełni sprawny Liberator AL 523
Spośród wszystkich osób znajdujących się na pokładzie samolotu ocalał jedynie pierwszy pilot, kapitan E.M. Prchal , Czech z pochodzenia .

W celu zbadania przyczyn katastrofy została powołana brytyjska komisja śledcza . Wynik jej badań potraktowano jako ściśle tajny . Dlatego przez kolejne 30 lat wszystkie zebrane wówczas materiały zostały zamknięte w archiwach brytyjskich .
Po upływie tego czasu zgodnie z obowiązującym w GBR prawem Public Record Office w Londynie udostępniła materiały wszystkim zainteresowanym . W Polsce znajdują się kserokopie dokumentów . Sprowadzono je w 1975 roku do zbiorów Oddziału Rękopisów Biblioteki Jagielońskiej w Krakowie . Rej. wpływów 798/75 .

Odtajnione informacje oczywiście różnią się od tych które przekazano prasie i opinii publicznej w 1943 roku .
Od tego czasu przybyło sporo nowych " rewelacji " dotyczących zwłaszcza powodów a nie przyczyn .
Zamieszczam ta notkę bo z niecierpliwością będę czekał na tegoroczne rewelacje .

Miałem okazję zapoznać się z dokumentami znajdującymi się w Londynie , powtarzam dotyczącymi przyczyn a nie powodów katastrofy .

dokładnie 5 lipca 1943 roku około godziny 0,14 czasu lokalnego Gubernator Gibraltaru nadał telegram do Brytyjskiego Ministra Lotnictwa . Oczywiście telegram był zaszyfrowany i oznakowany jako wiadomość o najwyższym stopniu tajności
" NAJWYŻSZY STOPIEŃ TAJNOŚCI - DLA PREMIERA OD GUBERNATORA .

Z PRZYKROSCIĄ DONOSZĘ ŻE LIBERATOR Z SIKORSKIM I OSOBAMI TOWARZYSZĄCYMI ROZBIŁ SIĘ WKRÓTCE PO WYSTARTOWANIU O GODZINIE 23.00 4 LIPCA . WYDOBYTO MARTWE CIAŁA CZTERECH OSÓB ŁĄCZNIE Z GENERAŁEM SIKORSKIM I GENERAŁEM KLIMECKIM . PILOT POWAZNIE RANNY JEST JEDYNĄ URATOWANA OSOBĄ POZOSTAJĄCA PRZY ŻYCIU . BARDZO MAŁA NADZIEJA NA ODRATOWANIE KOGOKOLWIEK WIĘCEJ . DALSZE INFORMACJE BĘDE PRZEKAZYWAŁ NA BIEŻĄCO "

W tym samym dniu o godzinie 16.50 Dowództwo Coastal Command przesłało do Dowództwa Transport Command RAF na Gibraltarze inny telegram także o najwyższym stopniu tajności .

" Komisja śledcza w składzie podanym poniżej zbierze się w kwaterze RAF na Gibraltarze możliwie jak najwcześniej po piątym lipca w celu przeprowadzenia dochodzenia i złożenia raportu co do okoliczności w jakich uległ wypadkowi na Gibraltarze Liberator AL 523 w dniu 4 lipca 1943 r .

Na przewodniczącego Komisji wyznacza się pułkownika lotnictwa J.G Eltona / RAF Station Turnberry / oraz członków:
major lotnictwa - stopień funkcyjny podpułkownik A.W. Kaya ( H.Q. Coastal Command ) i major lotnictwa który będzie odkomendowany przez dowództwo lotnictwa na Gibraltarze dodatkowym członkiem komisji zostaje wyznaczony p.płk Dudziński z Inspektoratu Polskich Sił Powietrznych .
Pułkownik J.G. Elton , ppłk A.W. Kay i ppłk. Dudziński przybędą droga powietrzną przed południem w dniu 6 lipca . Po ukończeniu śledztwa protokół zabezpieczony jako dokument o najwyższym stopniu tajności należy przesłać możliwie jak najszybciej do tutejszego dowództwa poprzez AOC Gibraltar "

------------------------------------






świadek jedenasty
Kapitan lotnictwa Reginald Stanley Coleman z dowództwa RAF na Gibraltarze oświadcza :

Jestem Oficerem z 27 ADRU odpowiedzialnym za załadunek i odprawę samolotów . Wieczorem w dniu 4 lipca pełniłem służbę w North Front wraz z podporucznikiem Briggsem . Około godziny 22 zgłosili się do naszego biura dwaj pasażerowie którzy mieli lecieć Liberatorem AL 523 . Byli to panowie Pinder i Lock - jedyni pasażerowie którzy przeszli odprawę przed wejściem do samolotu . Natomiast pozostali pasażerowie zostali wprowadzeni do samolotu przez towarzyszące im osoby bezpośrednio z pałacu Gubernatora . Z rozmowy z obydwoma adiutantami Gubernatora - majorem Quaylem i kapitanem Perrym dowiedziałem się ze wszyscy są obecni . Przedkładam listę-dowód iż do samolotu Liberator AL 523 weszło jedenastu pasażerów mających odbyć lot tym samolotem .
( podpis ) R.S. Coleman kapitan lotnictwa . 9 lipca 1943

Komisja zadała świadkowi nr 11 dwa następujące pytania :

1. Czy może Pan stwierdzić że poza panami Pinderem i Lockiem pozostali pasażerowie wymienieni na Liszcie która Pan przedłożył rzeczywiście weszli do Liberatora AL 523 ?

odpowiedź :
NIE , NIE MOGĘ PONIEWAZ Z WYJATKIEM PANÓW LOCKA I PINDERA POZOSTALI PASAZEROWIE BYLI BEZPOSREDNIO WPROWADZENI DO SAMOLOTU

2. Czy należy do zwyczaju wchodzenie pasażerów do samolotu bez uprzedniego zgłoszenia się w biurze ADRU ?

odpowiedź :

NIE , LECZ PEWNE BARDZO WAZNE OSOBY WCHODZĄ CZASEM DO SAMOLOTU BEZPOŚREDNIO JAK WŁASNIE MIAŁO TOMIEJSCE TYM RAZEM .

Podpis R.S Coleman kapitan lotnictwa. 9 lipca 1943

czego Komisja dowiedziała się od świadka 12

Kapitan lotnictwa Arthur John Perry z dowództwa lotnictwa na Gibraltarze oświadcza :

Jestem wojskowym adiutantem Jego Ekscelencji Gubernatora Gibraltaru . W dniu 4 lipca 1943 roku około godziny 22,15 udałem się na lotnisko w North Front w towarzystwie pułkownika Kozaleta i porucznika Ponikiewskiego . O godzinie 22,45 widziałem jak jedenastu pasażerów wymienionych na liście pokazanej mi przez komisję śledczą weszło do Liberatora AL 523

podpisano A.J. Perry , Kapitan lotnictwa .


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pytania o to czy wszystkie osoby z listy NAPEWNO znalazły się w samolocie zadawano jeszcze innym świadkom których zeznania spisano w raporcie więc na pewno były jakieś podstawy . No cóż , noc była ciemna , bezksiężycowa a nie jak na filmie z księżyce w pełni i oświetlonym pasem startowym .
Ja jednak odrzucam możliwość że generała , generałów nie było na pokładzie Liberatora . Przecież byli tam jego towarzysze podróży i nie sadzę żeby zgodzili się na start bez niego . Po kolejne w ciało generała było okazane w celu identyfikacji

Szkoda ze nigdy się nie dowiemy dlaczego Generał w tak długą podróż udał się z pilotem czeskim a nie polskim może bardziej doświadczonym ?
jeszcze do nie dawna w polskich publikacjach wciskano nam że kpt. Prchal był doświadczonym pilotem .
tymczasem podczas drugiego przesłuchania świadka nr jeden czyli ...kpt. Prchala zadano mu 11 pytań .
po przeczytaniu odpowiedzi jakich udzielił pilot ....sami zobaczcie

pytanie 1.
Czy drzwi do komory bombowej Liberatora AL 523 były włączone w układ hydrauliczny ?
odpowiedź :
Nie sądzę , lecz nie jestem pewien PONIEWAZ SAMOLOT TEN PROWADZIŁEM PO RAZ PIERWSZY WŁASNIE W CZASIE TEJ PODRÓŻY .
pytanie 2
Czy wnętrze komory bombowej jest oświetlone ?
odpowiedź :
Tak przez cały czas
Pytanie 3
Czy jest rzeczą możliwą aby mechanik pokładowy mógł zaniechać sprawdzenia czy drzwi wejściowe do samolotu oraz do komory bombowej są zamknięte ?
Odpowiedź :
Nie to nie było możliwe ponieważ przed wystartowaniem już po wypróbowaniu silników przeszedł on do przedniej oraz tylnej części kadłuba i zameldował ze wszystko jest w porządku
Pytanie 4
Czy słyszał pan kiedykolwiek o tym żeby w czasie kołowania lub lotu Liberatora wyleciał z niego worek z poczta lub inny przedmiot ?
Odpowiedź :
Nie , nie słyszałem ale jeżeli przedmiot jest załadowany w przedniej części kadłuba ( w nosie ) i nie jest zabezpieczony to wówczas może wylecieć właśnie przez urządzenie aparatury podwozia w nosie
Pytanie 5
Czy wyłączył pan główne kontakty iskrowników zanim nastąpiło zderzenie samolotu z powierzchnia morza ?
odpowiedź :
Nie , ponieważ nie byłem w stanie ich dosięgnąć
Pytanie 6
Czy nie myśli pan ze drugi pilot mógł wyłączyć kontakty iskrowników zanim nastąpiło zderzenie samolotu z morzem ?
odpowiedź :
Nie wiem . Wiem natomiast że silniki pracowały jak najbardziej prawidłowo do chwili gdy zamknąłem przepustnice
Pytanie 7
Co miał pan na myśli kiedy w czasie zeznania oświadczył pan że powiedział pan drugiemu pilotowi aby sprawdził układ sterowania ( check over the controls ) ?
odpowiedź :
Miałem na myśli odblokowanie sterownicy ( unlock the controls ) i uważam że to wynika z tej wypowiedzi . Powiedziałem tak ponieważ myślałem że on zablokował sterownicę dźwignią blokującą .
Pytanie 8
Czy zawsze oddaje pan kolumnę sterownicy od siebie zaraz po starcie w celu nabrania prędkości ?
Odpowiedź :
Tak czynie tak zawsze
Pytanie 9
Czy w tym przypadku uważa pan że oddał pan od siebie kolumnę sterownicy na taka odległość na jakiej znajduje się położenie blokowania ?
Odpowiedź :
MYŚLĘ ŻE TAK . W rzeczywistości mogłem kolumnę sterownicy oddać nawet za to położenie
Pytanie 10
Czy po wystartowaniu patrzył pan na wysokościomierz ?
Odpowiedź :
Tak , na pewno patrzyłem wskazywał wysokość 150 stóp przed wystartowaniem strzałka wysokościomierza wskazywała zero .
Pytanie 11
Jakie czynności wykonuje drugi pilot w czasie startu ?
Odpowiedź :
Przed startem wypuszcza do połowy klapy zamyka klapki regulujące chłodzenie silników włącza pompy wspomagające ( booster pumps on ) odblokowuje sterownicę i daje wzbogacenie mieszanki . W czasie startu ja ustawiam dźwignie ciśnienia ładowania do 40 . Drugi pilot przejmuje ich obsługę i na moje polecenie ustawia na 48 . następnie na wysokości około 200 stóp na moje polecenie wyłącza pompy wspomagające lecz w tym przypadku nie wydałem tego polecenia ponieważ nie osiągnąłem 200 stóp .
(podpis) E.M. Prchal , Kapitan
----------------------------------------------------------------------------

Komisja zapytała o worek ponieważ jeden z worków znaleziono na pasie startowym już po katastrofie Liberatora AL 523 . Papiery były suche .
---------------------------------------------------------------------------------

mój znajomy z GBR twierdzi ze generał " bał się lecieć z polska załogą "
tylko ...dlaczego .
===========================================================================================================

------------------------
Długość pasa startowego to na Gibraltarze wg ustaleń Komisji wynosiła ona 1800 Jardów, czego ostatnie 270 jardów uznawane było jako niezdatne do użytku, ale nie było na nich żadnych przeszkód w pionie
Liberator wzbił asie w powietrze , czytaj oderwał od pasa startowego jakieś
350 jardów przed ostatnim 270 jardowym nie nadającym asie do użytku odcinkiem pasa . Czyli miał Ok 1200 jardów rozbiegu

podam, co zawierał Formularz - Zlecenie / tak zwany formularz, 96 /•w którym opisano, jaki ładunek , łącznie z pasażerami zabrał Liberator .
-----------------------------------
Kopia
zgodność z oryginałem potwierdzam / podpis nieczytelny /

do gib , od Rear 216 Group
Pełna waga samolotu 54.313 funtów w tym 10 pasażerów waga 1988 funtów . Poczta 1720 . Bagaż 1616 . Razem 5324 funty .
ładunek został rozmieszczony nastąpująco
w przodzie samolotu , w nosie / nose / - 1534 funty
w przedniej części komory bombowej 1793 funty
w tylnej części komory bombowej 827 funtów
w tylnej części kadłuba / tail / 1161 funtów


------------------------------------

na temat rozmieszczenia ładunku i długości pasa startowego znalazłem ciekawa wypowiedź świadka nr 30 . Major lotnictwa John Falk .

" Jestem szefem pilotów oblatywaczy w RAE Farnborough . Przeprowadziłem próbne loty na wszystkich wersjach Liberatorów z różnego rodzaju ładunkami łącznie z wykonywaniem lotów długodystansowych . Na tym typie samolotu mam wylatane ok 60 godzin . Ogółem mam wylatanych 4800 godzin .
podpis Roland Falk

Komisja zadała majorowi 7 pytań .
Dwa z nich SA bardzo ciekawe
1. Czy Liberator Mark II z prawidłowo rozłożonym ładunkiem o ogólnej wadze 54600 funtów mógłby oderwać się od ziemi mając zablokowany układ sterowania ?
odpowiedź :
Liberator mógłby oderwać się od ziemi z zablokowanym układem sterowania, ale tylko w przypadku osiągnięcia wystarczająco dużej prędkości lotu?. Ponieważ prędkość ta wynosi w przybliżeniu 180 mil na godzinę możliwość startu w tych warunkach może być rozważana tylko teoretycznie .

i pytanie 7
Jaka jest poprawka w błędnym wskazaniu wysokościomierza na Liberatorze MK II ?

odpowiedź :

Przy prędkości 140 mil na godzinę w locie poziomym wskazanie wysokościomierza powinno odczytywać się z poprawką 33 stóp . Wskazanie to nie ulega dostrzegalnym zmianom do wysokości 500 stóp .

( podpis ) Roland Falk
---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na miejsce katastrofy do Gibraltaru udał się marszałek lotnictwa Bowhil który na podstawie rozmów z pilotem Prhalem opracował informacje . (!)
W oparciu o nie w dniu 18 lipca 1943 roku marszałek lotnictwa Portal przesłał premierowi Churchillowi poufny raport w którym podaje :

„ Samolot wystartował przy jak najbardziej prawidłowej pracy silników . W odległości 200 jardów od pasa startowego samolot lecący z prędkością 130 mil na godzinę został przez pilota lekko skierowany nosem w dół aby zwiększyć szybkość . PUSHED THE NOSE DOWN SLIGHTLY TO OBTAIN MORE SPEED
Kiedy pilot chciał z powrotem nos samolotu skierować w górę w celu wzniesienia się stwierdził zablokowanie sterownicy . natychmiast wyłączył silniki i poinformował o tym załogę że będzie przymusowo wodował (…) Na wyciągniętym z morza usterzeniu ogonowym stwierdzono złamanie ogranicznika wychylenia sterów wysokości . Obecnie nie można ustalić czy złamanie nastąpiło w wyniku rozbicia się samolotu o powierzchnie morza czy też na skutek zmęczenia materiału . W dniu dzisiejszym w złożonym na moje polecenie meldunku ACC / skrót nazwy Działu Głównego Inspektora ds. badania Wypadków Lotniczych w Ministerstwie Lotnictwa /
Oświadczył że nic więcej nie może dodać do raportu marszałka Bohwila . Komisja śledcza oczekuje nadal na raport ekspertów którzy badają złamany ogranicznik . „


W wyniku dodatkowych prac Komisji Śledczej wznowionych w dniu 3 sierpnia 1943 roku inspektor kpt. J.W. Buck z ACC w swoim oświadczeniu omawiając badanie statecznika poziomego sterów wysokości podaje że wszystkie stwierdzone uszkodzenia
Powstały na skutek zderzenia się samolotu z powierzchnią morza bądź też podczas wydobywania samolotu z morza .
………………………………………………………………………………………………
pozwolę sobie wkleić treść trzeciego przesłuchania swiadka nr 1 czyli pilota Prchala , a to ze względu
na ciekawe odpowiedzi

Komisja zadala świadkowi dwa pytania

pytanie 1.
Czy wiadomo jest panu o uwzglednieniu poprawki błędnego wskazania na wysokosciomierzu w liberatorze MK II ?

odpowiedź :
Tak wiem o tym lecz poniewaz jest ona tak mała wiec praktycznien tego nie stosuję , z wyjątkiem podchodzenia do ladowania według przyrządów .

Pytanie 2 .

Jaka jest poprawka błędnego wskazania ?

Odpowiedź :

Myslę ze 20 stóp . Takie jest wskazanie na Liberatorze AL 616 który jest moim samolotem .

Podpis Prchal , kapitan lotnictwa .
-------------------------------------------------------------------------------------------------

niejako samoistnie nasuwa sie pytanie : dlaczego w taka dluga i niebezpieczna drogę kapitan Prchal nie poleciał na " swoim " samolocie ?

LISTA OSÓB KTÓRE ZNAJDOWAŁY SIĘ NA POKŁADZIE SAMOLOTU LIBERATOR AL 523 W CHWILI KATASTROFY
/ wg raportu komisji /


E.M Prhal kpt. lotnictwa 511 dyon dca sam stan powazny
W.S Herring mjr. lotnictwa 511 dyon 2 pilot zaginiony
L. Zalsberg chor. lotnictwa 511 dyon nawigator śmierć
F. Kelly sierż. lotnictwa 511 dyon mech.pokł śmierć B.Gerie st.sierż.lotnictwa 511 dyon st sierż.radiotel. śmierć
D.Hunter st.sierż lotnictwa 511 dyon - " - zaginiony
Wł.Sikorski generał PSZ pasazer smierć
Klimecki gen.bryg PSZ pasażer smierć
Marecki pułkownik PSZ pasazer śmierć
V.Cazalet pułkownik armia GBR pasazer śmierć
J.P.Whitley brygadier - " - pasazer śmierć
Ponikiewski porucznik PSZ pasazer śmierć
Kułakowski osoba cywilna pasazer zaginiony
Lock - " - pasazer zaginiony
Pinder - " - pasazer smierć
Lesniowska - " - pasazerka zaginiona
Gralewski pułkownik PSZ pasazer śmiertelny
--------------------------------------------------------------------------

zaginiony oznacza że ciła nie odnaleziono
śmierć oznacza ze ciało wyłowiono z morza

-----------------------------------------------------------------------------

urzedze fakty o których napisze ...później , moim zdaniem po wejściu do ZACIEMNIONEGO samolotu okreslonej ilosci osób / 11 / rozpoczał sie manewr kołowania i dalej start w tym czasie pilot właczył oswietlenie .
Pasażerowie zorientowali sie w ...mistyfikacji . Dochodzi do szamotaniny , ludzie chą wysiadac , zatrzymać start maszyny . podczas tego zajscia dochodzi do zablokowania ...linek sterowniczych stateczników poziomych
.... .
zobaczcie kto jest na liscie jako zaginiony

------------------------------------------------------------------------------------

Świadek 2 pierwsze przesłuchanie
Pułkownik lotnictwa Guy Alfred Bolland ze stacji lotniczej RAF w North Front na Gibraltarze .

Jestem dowódcą stacji lotniczej w North Front . Organizacja służb bezpieczeństwa w mojej stacji wygląda następująco : w ciągu dnia wszystkie wejścia na teren stacji są strzeżone przez służbę bezpieczeństwa która sprawdza ważność przepustek wszystkich osób cywilnych . Zachodnia oraz wschodnia część plaży jak również ogrodzenie od strony granicy hiszpańskiej SA patrolowane przez żołnierzy brytyjskich . W tej części gdzie są parkowane samoloty tranzytowe i pasażerskie pełni służbę patrol ruchomy . Taka organizacja obowiązuje od godziny 5,30 do godziny 22,30 i przechodzi w organizacje nocną która rozpoczyna się o godzinie 21,30 a trwa do wschodu słońca tj. obecnie do 7,20 .
Lotnisko jest strzeżone przez 6 oficerów , 100 podoficerów podoficerów żołnierzy .
Dochodzi do tego 40 osób będących w rezerwie na wypadek sytuacji wyjątkowej . Żołnierze pełniący służbę w nocy SA podzieleni na różne patrole . Strzegą one wejść na stacje lotniczą jak również z pomocą psów patrolują wschodnia stronę plaży oraz zachodnie wydłużenie pasa startowego . W związku z lądowaniem Liberatora AL. 523 zostały wprowadzone następujące środki bezpieczeństwa :
Jeden brytyjski żołnierz został wyznaczony do pełnienia warty przy tym samolocie . Posiadał on listę z nazwiskami osób które były uprawnione do dokonania przeglądu samolotu . Wartownik ten był poinformowany ze personel ADRU ( Air Despatch and Reception Unit )
Ma również prawo wejścia na pokład samolotu . Poza warta na zewnątrz samolotu do spania w nim z 3 na 4 lipca został wyznaczony podoficer lotnictwa z 511 dywizjonu w stopniu plutonowego .
Wartownika do pilnowania samolotu wyznacza się tylko w następujących przypadkach :
a) gdy samolotem tym są przewożone bardzo ważne osoby
b) na prośbę pilota który przewozi specjalny ładunek , bądź jeżeli na pokładzie zainstalowane są urządzenia objęte tajemnicą .
Jako dalsze środki bezpieczeństwa stosuje się w czasie ciemności oświetlanie reflektorami całego lotniska . Oświetlenie to jest pod kontrolą wieży kontroli lotów i wyłączane jest tylko podczas startu i lądowania samolotów oraz na żądanie marynarki wojennej .
Ratownictwo morskie na Gibraltarze wygląda następująco : Trzy łodzie motorowe znajdują się w bazie łodzi latających na zachodniej stronie Gibraltaru . Łodzie te są pod kontrolą Area Combined Headquarters które jest w stałym bezpośrednim kontakcie telefonicznym z wieżą kontroli lotów na stacji lotniczej North Front . W wypadku rozbicia się samolotu o powierzchnię morza wieża kontroli lotów zawiadamia o tym telefonicznie ACHQ , które wydaje polecenie motorowej łodzi ratunkowej mającej również połączenie radiowo-telefoniczne z wieżą kontroli lotów . Po za tym w ciągu dnia jest przygotowana do akcji ratowniczej łódź wiosłowa z załogą ratownicza . Łódź znajduje się na pochylni na samym końcu pasa startowego . Chociaż wypadek Liberatora AL. 523 zdarzył się w nocy łódź wiosłowa znalazła się na miejscu upadku samolotu w niespełna osiem minut . Dalsza pomoc ratunkowa z morza , o ile warunki operacyjne pozwalają zapewniona jest przez lekkie jednostki marynarki które cały czas patrolują wody w pobliżu Gibraltaru . Po wypadku któremu uległ Liberator AL. 523 jedna z tych jednostek znalazła się na miejscu katastrofy w krótkim odstępie czasu .

( podpis ) G.A.Bolland pułkownik lotnictwa 8.07.43

Komisja zadała świadkowi jedno pytanie
Pytanie 1
Mając na uwadze fakt ze jedyna droga łącząca Hiszpanie z Fortecą przebiega przez lotnisko – jakie środki bezpieczeństwa przedsięwzięto aby niepowołana osoba nie mogła zboczyć z tej drogi ?
Odpowiedź :
Wszystkie przejścia w ogrodzeniu z drutu wzdłuż tej drogi są strzeżone w ciągu dnia i nocy tak przez gibraltarska służbę bezpieczeństwa jak i przez wojskowe jednostki brytyjskie .

( podpis ) G.A.Bolland pułkownik lotnictwa 8.07.43

-------------------------------------------------------------------------

Świadek pierwszy
Kapitan lotnictwa Edward Max Prchal ze stacji lotniczej RAF w Lyneham oświadcza

Jestem pilotem z 511 dywizjonu . W dniu 4 lipca 1943 roku byłem dowódcą (pierwszym pilotem ) samolotu Liberator Nr AL. 523 . Po odbyciu lotu z zachodniego Kairu wylądowałem w Gibraltarze 3 VII 1943 roku około godziny 16,30 . Po wylądowaniu w pełni sprawny samolot został poddany przeglądowi dziennemu przez mojego mechanika pokładowego oraz przez brygadę naprawczą z 511 dywizjonu pełniącą służbę na lotnisku w Gibraltarze . W dniu 4 lipca około godziny 22.40 zająłem miejsce w samolocie i stwierdziłem że wszystko było w należytym porządku . Nie widziałem jak byli rozmieszczeni pasażerowie w samolocie , lecz zanim uruchomiliśmy silniki mechanik pokładowy poinformował mnie ze wszyscy pasażerowie zajęli miejsca w samolocie w sposób prawidłowy . Razem było jedenastu pasażerów . Pięciu z nich zajęło miejsca w komorze bombowej a pozostałych sześciu w pomieszczeniu kadłuba . Po wystartowaniu z Gibraltaru miałem na pokładzie jednego pasażera więcej niż przy starcie z Kairu . Ten dodatkowy pasażer zajął miejsce w komorze bombowej . Ciężar samolotu przed startem wynosił około 52.000 funtów . rozmieszczenie ładunku w samolocie było zupełnie zadowalające . Po uruchomieniu i nagrzaniu silników na pełnych obrotach przystąpiłem do czynności sprawdzania urządzeń i przyrządów zgodnie z wymogami obowiązującymi przed startem . Stwierdziłem że wszystko jest w należytym porządku Zezwolenie na start otrzymałem o 23,10 i natychmiast wystartowałem . Wzniosłem się w powietrze przy prędkości 130 mil na godzinę kiedy osiągnąłem wysokość 150 stóp oddałem kolumnę sterownicy od siebie aby nabrać szybkości
Po uzyskaniu prędkości 165 mil na godzinę chciałem wyciągnąć samolot w górę przez ściągnięcie kolumny sterownicy do siebie ale bez rezultatu . kolumna sterownicy z całą pewnością była zablokowana . powiedziałem wówczas przez telefon pokładowy drugiemu pilotowi żeby szybko sprawdził układ sterowania . W tym czasie podwozie było już schowane a klapy w skrzydłach wypuszczone do połowy zgodnie z wymogami obowiązującymi przy starcie . Nie byłem w stanie poruszyć kolumny sterownicy , użyłem klapek wyważających stery wysokości usiłując w ten sposób wznieść się wyżej . Niestety próba ta okazała się bezskuteczna , żadna reakcja nie nastąpiła , ciągnąc przez cały czas kolumnę sterownicy do siebie nie byłem w stanie jej poruszyć . Brak było również odpowiedzi drugiego pilota przez telefon pokładowy . Nagle samolot począł się zbliżać do powierzchni morza . Krzyknąłem wówczas do załogi . LĄDOWANIE Z USZKODZENIEM SAMOLOTU i zamknąłem przepustnicę gaźników . Samolot natychmiast uderzył o powierzchnię morza i więcej nic już nie pamiętam .

( podpis ) E.M.Prchal kapitan lotnictwa 8 lipca 1943

Pytanie 1
Ile godzin wylatał pan w przybliżeniu na Liberatorze jako dowódca samolotu , jako pierwszy pilot ?
Odpowiedź
Około 500 godzin
Pytanie 2
Czy przed tym wypadkiem kiedykolwiek zdarzyło się panu zablokowanie układu sterowania ( controls becoming locked ) w czasie lotu na Liberatorze ?
Odpowiedź
Tak , miał miejsce taki wypadek kiedy startowałem z Majorem Mc Phailem z lotniska Lyneham . Major Mc Phail był wówczas moim drugim pilotem i dokonał odblokowania sterownicy co czyni się zawsze przed startem . Będąc niemalże w powietrzu stwierdziłem
Że nie mogę poruszać sterami kierunku . Uświadomiłem s obie ze układ sterowania został powtórnie zablokowany krzyknąłem przez telefon pokładowy do majora Mc Phaila aby go odblokował , co tez major uczynił . Wystartowałem wówczas przy niewielkim zejściu z pasa startowego . O wydarzeniu tym powiadomiłem dowódcę eskadry oraz pozostałych pilotów dywizjonu .
Pytanie 3.
Jak długa znał pan swego drugiego pilota majora Herringa ?
Odpowiedź :
Nie znałem go długo . był moim drugim pilotem w tej podróży z Anglii . Przedtem nigdy z nim nie latałem .W czasie dwóch startów podczas tej podróży z Lyneham i z Kairu major Herring prowadził samolot raz w ciągu nocy a drugi raz w dzień w czasie mgły . wszystkie czynności związane z tymi lotami wykonywał prawidłowo .
Pytanie 4
Kto zajmował się chowaniem klap ?
Odpowiedź :
Drugi pilot , ale tylko na moje polecenie , którego nie wydałbym wcześniej niż po osiągnieciu 1000 stóp .
Pytanie 5
Czy można było odczuć ruch kolumny sterowniczej do przodu ?
Odpowiedź :
Nie mogę powiedzieć . Gdybym był na wyższej wysokości to spróbowałbym ją poruszyć do przodu .
Pytanie 6
Czy pamięta pan czy kolumna sterownicza była sztywna czy tez był w niej jakiś luz ?
Odpowiedź :
Nie pamiętam .
Pytanie 7
Czy w chwili wznoszenia się był pan przekonany ze stery kierunku , lotki oraz stery wysokości działają prawidłowo ?
Odpowiedź :
Tak , byłem o tym przekonany .
Pytanie 8
Jakie były warunki atmosferyczne w chwili startu ?
Odpowiedź :
DOSKONAŁE , CISZA , WIDZIALNOŚĆ 15-20 MIL , BYŁEM W STANIE DOKŁADNIE OGLĄDAĆ HORYZONT .

( podpis ) E.M. Prchal , kapitan lotnictwa .

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Długość pasa startowego to na Gibraltarze wg ustaleń Komisji wynosiła ona 1800 Jardów, czego ostatnie 270 jardów uznawane było jako niezdatne do użytku, ale nie było na nich żadnych przeszkód w pionie
Liberator wzbił asie w powietrze , czytaj oderwał od pasa startowego jakieś
350 jardów przed ostatnim 270 jardowym nienadającym asie do użytku odcinkiem pasa . Czyli miał Ok 1200 jardów rozbiegu

podam, co zawierał Formularz - Zlecenie / tak zwany formularz, 96 /•w którym opisano, jaki ładunek , łącznie z pasażerami zabrał Liberator .

Kopia
zgodność z oryginałem potwierdzam / podpis nieczytelny /

do gib , od Rear 216 Group
Pełna waga samolotu 54.313 funtów w tym 10 pasażerów waga 1988 funtów . Poczta 1720 . Bagaż 1616 . Razem 5324 funty .
ładunek został rozmieszczony nastąpująco
w przodzie samolotu , w nosie / nose / - 1534 funty
w przedniej części komory bombowej 1793 funty
w tylnej części komory bombowej 827 funtów
w tylnej części kadłuba / tail / 1161 funtów
------------------------------------------------------------------------------------

trzecie przesłuchanie świadka nr 1
Komisja zadała świadkowi dwa pytania

Pytanie 1.
Czy wiadomo jest panu o uwzględnieniu poprawki błędnego wskazania na wysokościomierzu w liberatorze MK II ?

odpowiedź :
Tak wiem o tym, lecz ponieważ jest ona tak mała wiec praktycznie tego nie stosuję , z wyjątkiem podchodzenia do lądowania według przyrządów .

Pytanie 2 .

Jaka jest poprawka błędnego wskazania ?

Odpowiedź :

Myślę ze 20 stóp . Takie jest wskazanie na Liberatorze AL 616 który jest moim samolotem .

Podpis Prchal , kapitan lotnictwa .
-------------------------------------------------------------------------------

Świadek szesnasty
Generał lotnictwa Stanley Philip Simpson
Z dowództwa lotnictwa na Gibraltarze oświadcza :
Jestem dowódca lotnictwa RAF na Gibraltarze . Wieczorem 4 lipca udałem się na lotnisko North Front aby pożegnać się z generałem Sikorskim . Pasażerowie weszli do samolotu i silniki zostały uruchomione .normalnie . Liberator AL. 523 pokołował na zachodni koniec pasa startowego gdzie po krótkim czasie obrócił się pod wiatr i wystartował .
Stałem wówczas na północnej stronie pasa startowego około 200 jardów od wschodniej strony drogi hiszpańskiej . Samolot wzniósł się w powietrze w bardzo prawidłowy sposób po przebyciu 100 jardów od miejsca w którym stałem . Wszystkie cztery silniki pracowały bez zarzutu . Przypuszczam że samolot był ok. 100 stóp nad wschodnim końcem pasa startowego kiedy przestał się wznosić i zaczął zniżać się do morza . . Na skutek ciemności nie istniała możliwość ocenienia wysokości na jakiej był samolot . Kiedy samolot stracił wysokość w tonie pracy silników nie wystąpiła żadna zmiana . Z rur wydechowych wszystkich czterech silników widać było jasny niebieski płomień taki sam jak podczas wznoszenia się w powietrze . Samolot znikł z zasięgu mojego widzenia poniżej ściany brzegu morza i wówczas nastąpił wypadek .

Podpis – S.P Simpson generał lotnictwa .

Komisja zadała generałowi następujące pytania
Pytanie 1
Czy nie zauważył pan czy tylny właz był zamknięty kiedy samolot zaczął kołować na pas startowy ?
Odpowiedź :
Właściwie nie widziałem czy był zamknięty ale jestem pewien że nalewno zauważyłbym gdyby był otwarty .
Pytanie 2
Czy należy do zwyczaju że bardzo ważne osobistości wchodzą do samolotu w Gibraltarze bez uprzedniego przejścia przez ADRU ?
Odpowiedź :
W szczególnych przypadkach ma to miejsce jak na przykład tym razem .
Pytanie 3
Kto w tym szczególnym przypadku dał zapewnienie ze wszyscy pasażerowie weszli na pokład samolotu ?
Odpowiedź :
W tym szczególnym przypadku zapewnienie dał Gubernator i ja . W przyszłości jednak wydam polecenie aby oficer odpowiedzialny za załadunek samolotu dokonywał sprawdzenia wszystkich pasażerów łącznie z bardzo ważnymi osobistościami wchodzącymi do samolotu .

( podpis ) S.P Simpson generał lotnictwa

---------------------------------------------------------------------------------------------

Świadek siedemnasty
Nr 1547087 starszy szeregowiec Qualtrough Derek , radiomechanik ze stacji lotniczej RAF w North Front na Gibraltarze oświadcza :

Jestem radiomechanikiem ze 179 Dywizjonu . Wieczorem 4 lipca 1943 roku około godziny 23.10 chciałem przejść przez wschodni koniec pasa startowego . W tym czasie wystartował samolot . Był on już w powietrzu . W miejscu gdzie stałem zaczął się wznosić . Zacząłem przechodzić przez pas startowy . NAGLE UWAGE MOJA WZBUDZIŁ FAKT ŻE SILNIKI TEGO SAMOLOTUPRZESTAŁY PRACOWAĆ . WYDAJE MI SIĘ ŻE SAMOLOT BYŁ NA WYSOKOŚCI OKOŁO 100 STÓP I Z TEJ WYSOKOŚCI ZACZĄŁ SCHODZIC DO MORZA . ZDAŁEM SOBIE SPRAWE ZE NASTAPI WYPADEK WIĘC ZACZAŁEM BIEC DO MIEJSCA W KTÓRYM ZNAJDOWAŁA SIĘ ŁÓDŹ RATOWNICZA . JESTEM CZŁONKIEM ZAŁOGI RATOWNICZEJ TEJ ŁODZI ALE W TYM CZASIE SŁUŻBY NIE MIAŁEM . DWÓCH INNYCH ZOŁNIERZY RAF -u DOŁĄCZYŁO DO MNIE . NIE SŁYSZAŁEM JAK SAMOLOT ROZBIŁ SIĘ O WODĘ PONIEWAŻ W TYM CZASIE BIEGŁEM .
Kiedy przybyliśmy do łodzi ratunkowej byli już tam żołnierze RAF-u w momencie kiedy sześciu nas wchodziło do łodzi ratunkowej żołnierz RAF-u uruchomił wyciąg i opuścił nas na wodę . Na miejsce wypadku przybyliśmy w ciągu około 5 minut i usłyszeliśmy wołanie człowieka którego natychmiast wciągnęliśmy do łodzi . Miał na sobie nadmuchiwaną kamizelkę ratowniczą i był przytomny , aczkolwiek nie był w stanie rozmawiać z nami .
Reflektory z Gibraltaru oświetliły miejsce wypadku a my przystąpiliśmy do poszukiwania dalszych ofiar . Samolot zanurzył się już pod wodę . Pięć minut później wyciągnęliśmy ciało człowieka który nie miał na sobie kamizelki ratunkowej , unosił się na wodzie mając głowę pod wodą . Uświadomiłem sobie ze był martwy . Po 15-20 minutach od naszego przybycia
Na miejsce wypadku przypłynęła mała łódź marynarki . Załoga tej łodzi poinformowała nas ze nie ma na swej łodzi warunków do przyjęcia uratowanych ale ze płynie już łódź ratownicza RAF-u którą właśnie dostrzegliśmy . Zawołaliśmy w jej kierunku i przekazaliśmy człowieka wraz z ciałem nieżywego . W tym czasie inna mała łódź podpłynęła na miejsce wypadku i ktoś odebrał ciało które uprzednio przenieśliśmy do łodzi ratunkowej . Nasze poszukiwania na miejscu wypadku trwały jeszcze około pół godziny . W tym czasie szczątki samolotu przesunęły się około ½ mili na południe . Ponieważ nie znaleźliśmy nikogo wiecej powróciliśmy na brzeg .

( podpis ) D. Qualtrrough , starszy szeregowiec , dnia 10.07.43

Komisja zadała świadkowi 2 pytania .
Pytanie 1.
Ile czasu upłynęło od wypadku gdy światła reflektorów z Gibraltaru oświetliły miejsce wypadku ?
Odpowiedź :
Powiedziałbym ze około 10 minut .
Pytanie 2.
W którym miejscu stał pan na pasie startowym kiedy samolot startował ?
Odpowiedź :
Stałem po stronie południowej w miejscu przejścia dla pieszych w pobliżu wieży kontroli lotów .

(podpis ) D. Qualtrough , 10.07.43
-----------------------------------------------------------------------

Świadek szesnasty
Generał lotnictwa Stanley Philip Simpson
Z dowództwa lotnictwa na Gibraltarze oświadcza :
Jestem dowódca lotnictwa RAF na Gibraltarze . Wieczorem 4 lipca udałem się na lotnisko North Front aby pożegnać się z generałem Sikorskim . Pasażerowie weszli do samolotu i silniki zostały uruchomione .normalnie . Liberator AL. 523 pokołował na zachodni koniec pasa startowego gdzie po krótkim czasie obrócił się pod wiatr i wystartował .
Stałem wówczas na północnej stronie pasa startowego około 200 jardów od wschodniej strony drogi hiszpańskiej . Samolot wzniósł się w powietrze w bardzo prawidłowy sposób po przebyciu 100 jardów od miejsca w którym stałem . Wszystkie cztery silniki pracowały bez zarzutu . Przypuszczam że samolot był ok. 100 stóp nad wschodnim końcem pasa startowego kiedy przestał się wznosić i zaczął zniżać się do morza . . Na skutek ciemności nie istniała możliwość ocenienia wysokości na jakiej był samolot . Kiedy samolot stracił wysokość w tonie pracy silników nie wystąpiła żadna zmiana . Z rur wydechowych wszystkich czterech silników widać było jasny niebieski płomień taki sam jak podczas wznoszenia się w powietrze . Samolot znikł z zasięgu mojego widzenia poniżej ściany brzegu morza i wówczas nastąpił wypadek .

Podpis – S.P Simpson generał lotnictwa .

Komisja zadała generałowi następujące pytania
Pytanie 1
Czy nie zauważył pan czy tylny właz był zamknięty kiedy samolot zaczął kołować na pas startowy ?
Odpowiedź :
Właściwie nie widziałem czy był zamknięty ale jestem pewien że nalewno zauważyłbym gdyby był otwarty .
Pytanie 2
Czy należy do zwyczaju że bardzo ważne osobistości wchodzą do samolotu w Gibraltarze bez uprzedniego przejścia przez ADRU ?
Odpowiedź :
W szczególnych przypadkach ma to miejsce jak na przykład tym razem .
Pytanie 3
Kto w tym szczególnym przypadku dał zapewnienie ze wszyscy pasażerowie weszli na pokład samolotu ?
Odpowiedź :
W tym szczególnym przypadku zapewnienie dał Gubernator i ja . W przyszłości jednak wydam polecenie aby oficer odpowiedzialny za załadunek samolotu dokonywał sprawdzenia wszystkich pasażerów łącznie z bardzo ważnymi osobistościami wchodzącymi do samolotu .

( podpis ) S.P Simpson generał lotnictwa


Świadek drugi Pułkownik lotnictwa Bolland
Przesłuchiwany powtórnie oświadcza :

W dniu 5 lipca pełniach służbę na wieży kontroli lotów zameldował mi ze strzelec działka pełniący służbę na zachodniej części pasa startowego znalazł na tej części worek z pocztą i przyniósł go do biura wieży kontroli lotów . W wyniku informacji uzyskanych z biura ADRU zostało stwierdzone że worek ten stanowił część ładunku Liberatora AL. 523

( podpis ) G.A Bolland pułkownik lotnictwa

Komisja zadała pułkownikowi dwa pytania .

Pytanie 1 .
Czy był pan obecny przy kołowaniu Liberatora AL. 523 na pas startowy w nocy 4 lipca 1943 roku ?
Odpowiedź :
Tak , byłem .
Pytanie 2.
Czy zauważył pan czy tylny właz był zamknięty ?
Odpowiedź :
Nie , nie zauważyłem , lecz jestem pewny ze zauważyłbym gdyby nie był zamknięty .

( podpis ) G.A Bolland pułkownik lotnictwa .
-----------------------------------------------------------------------------------------

Świadek siedemnasty
Nr 1547087 starszy szeregowiec Qualtrough Derek , radiomechanik ze stacji lotniczej RAF w North Front na Gibraltarze oświadcza :

Jestem radiomechanikiem ze 179 Dywizjonu . Wieczorem 4 lipca 1943 roku około godziny 23.10 chciałem przejść przez wschodni koniec pasa startowego . W tym czasie wystartował samolot . Był on już w powietrzu . W miejscu gdzie stałem zaczął się wznosić . Zacząłem przechodzić przez pas startowy . NAGLE UWAGE MOJA WZBUDZIŁ FAKT ŻE SILNIKI TEGO SAMOLOTUPRZESTAŁY PRACOWAĆ . WYDAJE MI SIĘ ŻE SAMOLOT BYŁ NA WYSOKOŚCI OKOŁO 100 STÓP I Z TEJ WYSOKOŚCI ZACZĄŁ SCHODZIC DO MORZA . ZDAŁEM SOBIE SPRAWE ZE NASTAPI WYPADEK WIĘC ZACZAŁEM BIEC DO MIEJSCA W KTÓRYM ZNAJDOWAŁA SIĘ ŁÓDŹ RATOWNICZA . JESTEM CZŁONKIEM ZAŁOGI RATOWNICZEJ TEJ ŁODZI ALE W TYM CZASIE SŁUŻBY NIE MIAŁEM . DWÓCH INNYCH ZOŁNIERZY RAF -u DOŁĄCZYŁO DO MNIE . NIE SŁYSZAŁEM JAK SAMOLOT ROZBIŁ SIĘ O WODĘ PONIEWAŻ W TYM CZASIE BIEGŁEM .
Kiedy przybyliśmy do łodzi ratunkowej byli już tam żołnierze RAF-u w momencie kiedy sześciu nas wchodziło do łodzi ratunkowej żołnierz RAF-u uruchomił wyciąg i opuścił nas na wodę . Na miejsce wypadku przybyliśmy w ciągu około 5 minut i usłyszeliśmy wołanie człowieka którego natychmiast wciągnęliśmy do łodzi . Miał na sobie nadmuchiwaną kamizelkę ratowniczą i był przytomny , aczkolwiek nie był w stanie rozmawiać z nami .
Reflektory z Gibraltaru oświetliły miejsce wypadku a my przystąpiliśmy do poszukiwania dalszych ofiar . Samolot zanurzył się już pod wodę . Pięć minut później wyciągnęliśmy ciało człowieka który nie miał na sobie kamizelki ratunkowej , unosił się na wodzie mając głowę pod wodą . Uświadomiłem sobie ze był martwy . Po 15-20 minutach od naszego przybycia
Na miejsce wypadku przypłynęła mała łódź marynarki . Załoga tej łodzi poinformowała nas ze nie ma na swej łodzi warunków do przyjęcia uratowanych ale ze płynie już łódź ratownicza RAF-u którą właśnie dostrzegliśmy . Zawołaliśmy w jej kierunku i przekazaliśmy człowieka wraz z ciałem nieżywego . W tym czasie inna mała łódź podpłynęła na miejsce wypadku i ktoś odebrał ciało które uprzednio przenieśliśmy do łodzi ratunkowej . Nasze poszukiwania na miejscu wypadku trwały jeszcze około pół godziny . W tym czasie szczątki samolotu przesunęły się około ½ mili na południe . Ponieważ nie znaleźliśmy nikogo wiecej powróciliśmy na brzeg .

( podpis ) D. Qualtrrough , starszy szeregowiec , dnia 10.07.43

Komisja zadała świadkowi 2 pytania .
Pytanie 1.
Ile czasu upłynęło od wypadku gdy światła reflektorów z Gibraltaru oświetliły miejsce wypadku ?
Odpowiedź :
Powiedziałbym ze około 10 minut .
Pytanie 2.
W którym miejscu stał pan na pasie startowym kiedy samolot startował ?
Odpowiedź :
Stałem po stronie południowej w miejscu przejścia dla pieszych w pobliżu wieży kontroli lotów .

(podpis ) D. Qualtrough , 10.07.43

---------------------
Świadek drugi Pułkownik lotnictwa Bolland
Przesłuchiwany powtórnie oświadcza :

W dniu 5 lipca pełniach służbę na wieży kontroli lotów zameldował mi ze strzelec działka pełniący służbę na zachodniej części pasa startowego znalazł na tej części worek z pocztą i przyniósł go do biura wieży kontroli lotów . W wyniku informacji uzyskanych z biura ADRU zostało stwierdzone że worek ten stanowił część ładunku Liberatora AL. 523

( podpis ) G.A Bolland pułkownik lotnictwa

Komisja zadała pułkownikowi dwa pytania .

Pytanie 1 .
Czy był pan obecny przy kołowaniu Liberatora AL. 523 na pas startowy w nocy 4 lipca 1943 roku ?
Odpowiedź :
Tak , byłem .
Pytanie 2.
Czy zauważył pan czy tylny właz był zamknięty ?
Odpowiedź :
Nie , nie zauważyłem , lecz jestem pewny ze zauważyłbym gdyby nie był zamknięty .

( podpis ) G.A Bolland pułkownik lotnictwa .
------------------------------------------------------------------------------------------

świadek 21
Kapitan lotnictwa Ian Petrie Fraser ze stacji lotniczej RAF North Front na Gibraltarze który oświadczył :
Jestem oficerem kontroli lotów w North Front Służbę miałem w nocy z 4 na 5 lipca . Wypadek rozbicia się Liberatora AL 523 o powierzchnię morza nastąpił w dniu 4 lipca 1943 roku o godzinie 23.07 .
( podpis ) Ian P. Fraser kapitan lotnictwa
------------------------------------------------------------------------------------------------
Świadek 27
Major lotnictwa Jack Frederick Sach ze stacji lotniczej w Lyneham oświadcza :

Jestem dowódcą eskadry A w 511 dywizjonie . Kapitan Prchal jest pilotem z mojej eskadry . Znam go osobiście od listopada 1942 roku kiedy to został przydzielony jako pilot do mojej eskadry . Jego uzdolnienia jako pilota są wybitne i wyjątkowe . Nigdy nie zdarzyło się aby on uchybił chociażby w jakiejkolwiek najdrobniejszej rzeczy . Wśród swojej załogi utrzymywał dyscyplinę . Jego sposób bycia w czasie pełnienia służby określiłbym jako przykładny .
Wykazywał wiele zainteresowania dla wykonywanej pracy i uwazam go za najbardziej wartościowego dowódcę samolotu .
( podpis ) J.F Sach , major lotnictwa .

Komisja zadała majorowi 7 pytań
Pytanie 1.
Jak duże doświadczenie posiada pan w lataniu na Liberatorach ?
Odpowiedź :
W ostatnich 10 miesiącach wylatałem około 800 godzin jako dowódca samolotu w eskadrze 1425 oraz w dywizjonie 511 .
Pytanie 2
Czy jest rzeczą możliwą aby worek z pocztą umieszczony w lewej przedniej komorze bombowej mógł z niej wypaść ?
Odpowiedź :
Drzwi w lewej przedniej komorze bombowej w Liberatora AL. 523 SA jedynymi drzwiami przez które załoga wchodzi na swoje miejsca w samolocie . Poprzez te drzwi wykonywany jest również załadunek bagażu do komory bombowej . Jeśli na skutek wadliwej pracy instalacji hydraulicznej drzwi te zostały lekko otwarte w wyniku opuszczania klap bądź tez na skutek innej przyczyny worek mógłby wypaść z komory bombowej .
Pytanie 3
Czy mógłby pan podać jakiś powód dla którego pilot Liberatora mógł chcieć zablokować sterownicę samolotu ?
Odpowiedź :
Co by się nie działo to już w chwili startu nie powinno dojść do zablokowania sterownicy w samolocie .
Pytanie 4
Czy słyszał pan o wypadku zablokowania sterownicy który wydarzył się w Lyneham kiedy to w czasie startu Liberatora major Mc Phail był drugim pilotem kapitana Prchala na tym samolocie ?
Odpowiedź :
Nie , nie słyszałem
Pytanie 5
Jak ocenia pan zdolności kapitana Prchala jeśli chodzi o loty na przyrządy ?
Odpowiedź :
Uzdolnienia kapitana Prchala w lotach na przyrządy są nadzwyczajne . Pewnego razu w nocy podczas mgły wylądował na Hudsonie w Gibraltarze , nie korzystając z urządzeń do lądowania bez widoczności .
Pytanie 6
Kiedy samolot wystartował z Kairu ładunek na jego pokładzie miał następującą wagę :
W przedniej części kadłuba 1543 funty
W przedniej części komory bombowej 1793 funty , w tylnej części komory bombowej 827 funtów , oraz w tylnej części kadłuba 1161 funtów . Przy starcie w Gibraltarze ładunek ten został zwiększony w komorze bombowej o jednego pasażera . Co sądzi pan o rozmieszczeniu ładunku ?
Odpowiedź :
Rozmieszczenie ładunku mogło być powodem ze samolot stał się cięższy na ogonie . mógł tez spowodować ze przy otwartych do połowy klapach pilot musiał najprawdopodobniej odepchnąć znacznie kolumnę sterownicy od siebie aby w ten sposób uniemożliwić nosowi samolotu natychmiast po starcie pójście wysoko w górę .
Pytanie 7
Czy zauważył pan jakieś rozluźnienia w przestrzeganiu obowiązujących przepisów dotyczących przewożenia bardzo ważnych osobistości ?
Odpowiedź :
Tak , były takie wypadki że bardzo ważne osobistości odmawiały podporządkowania się obowiązującym przepisom .
( podpis ) J.F Sach major lotnictwa .
---------------------------------------------------------------------------------

------------------------
Długość pasa startowego to na Gibraltarze wg ustaleń Komisji wynosiła ona 1800 Jardów, czego ostatnie 270 jardów uznawane było jako niezdatne do użytku, ale nie było na nich żadnych przeszkód w pionie
Liberator wzbił asie w powietrze , czytaj oderwał od pasa startowego jakieś
350 jardów przed ostatnim 270 jardowym nie nadającym asie do użytku odcinkiem pasa . Czyli miał Ok 1200 jardów rozbiegu

podam, co zawierał Formularz - Zlecenie / tak zwany formularz, 96 /•w którym opisano, jaki ładunek , łącznie z pasażerami zabrał Liberator .
-----------------------------------
Kopia
zgodność z oryginałem potwierdzam / podpis nieczytelny /

do gib , od Rear 216 Group
Pełna waga samolotu 54.313 funtów w tym 10 pasażerów waga 1988 funtów . Poczta 1720 . Bagaż 1616 . Razem 5324 funty .
ładunek został rozmieszczony nastąpująco
w przodzie samolotu , w nosie / nose / - 1534 funty
w przedniej części komory bombowej 1793 funty
w tylnej części komory bombowej 827 funtów
w tylnej części kadłuba / tail / 1161 funtów


------------------------------------

na temat rozmieszczenia ładunku i długości pasa startowego znalazłem ciekawa wypowiedź świadka nr 30 . Major lotnictwa John Falk .

" Jestem szefem pilotów oblatywaczy w RAE Farnborough . Przeprowadziłem próbne loty na wszystkich wersjach Liberatorów z różnego rodzaju ładunkami łącznie z wykonywaniem lotów długodystansowych . Na tym typie samolotu mam wylatane ok 60 godzin . Ogółem mam wylatanych 4800 godzin .
podpis Roland Falk

Komisja zadała majorowi 7 pytań .
Dwa z nich SA bardzo ciekawe
1. Czy Liberator Mark II z prawidłowo rozłożonym ładunkiem o ogólnej wadze 54600 funtów mógłby oderwać się od ziemi mając zablokowany układ sterowania ?
odpowiedź :
Liberator mógłby oderwać się od ziemi z zablokowanym układem sterowania, ale tylko w przypadku osiągnięcia wystarczająco dużej prędkości lotu?. Ponieważ prędkość ta wynosi w przybliżeniu 180 mil na godzinę możliwość startu w tych warunkach może być rozważana tylko teoretycznie .

i pytanie 7
Jaka jest poprawka w błędnym wskazaniu wysokościomierza na Liberatorze MK II ?

odpowiedź :

Przy prędkości 140 mil na godzinę w locie poziomym wskazanie wysokościomierza powinno odczytywać się z poprawką 33 stóp . Wskazanie to nie ulega dostrzegalnym zmianom do wysokości 500 stóp .

( podpis ) Roland Falk
------------------------------------------------------------------

------------------------
Długość pasa startowego to na Gibraltarze wg ustaleń Komisji wynosiła ona 1800 Jardów, czego ostatnie 270 jardów uznawane było jako niezdatne do użytku, ale nie było na nich żadnych przeszkód w pionie
Liberator wzbił asie w powietrze , czytaj oderwał od pasa startowego jakieś
350 jardów przed ostatnim 270 jardowym nie nadającym asie do użytku odcinkiem pasa . Czyli miał Ok 1200 jardów rozbiegu

podam, co zawierał Formularz - Zlecenie / tak zwany formularz, 96 /•w którym opisano, jaki ładunek , łącznie z pasażerami zabrał Liberator .
-----------------------------------
Kopia
zgodność z oryginałem potwierdzam / podpis nieczytelny /

do gib , od Rear 216 Group
Pełna waga samolotu 54.313 funtów w tym 10 pasażerów waga 1988 funtów . Poczta 1720 . Bagaż 1616 . Razem 5324 funty .
ładunek został rozmieszczony nastąpująco
w przodzie samolotu , w nosie / nose / - 1534 funty
w przedniej części komory bombowej 1793 funty
w tylnej części komory bombowej 827 funtów
w tylnej części kadłuba / tail / 1161 funtów


------------------------------------

na temat rozmieszczenia ładunku i długości pasa startowego znalazłem ciekawa wypowiedź świadka nr 30 . Major lotnictwa John Falk .

" Jestem szefem pilotów oblatywaczy w RAE Farnborough . Przeprowadziłem próbne loty na wszystkich wersjach Liberatorów z różnego rodzaju ładunkami łącznie z wykonywaniem lotów długodystansowych . Na tym typie samolotu mam wylatane ok 60 godzin . Ogółem mam wylatanych 4800 godzin .
podpis Roland Falk

Komisja zadała majorowi 7 pytań .
Dwa z nich SA bardzo ciekawe
1. Czy Liberator Mark II z prawidłowo rozłożonym ładunkiem o ogólnej wadze 54600 funtów mógłby oderwać się od ziemi mając zablokowany układ sterowania ?
odpowiedź :
Liberator mógłby oderwać się od ziemi z zablokowanym układem sterowania, ale tylko w przypadku osiągnięcia wystarczająco dużej prędkości lotu?. Ponieważ prędkość ta wynosi w przybliżeniu 180 mil na godzinę możliwość startu w tych warunkach może być rozważana tylko teoretycznie .

i pytanie 7
Jaka jest poprawka w błędnym wskazaniu wysokościomierza na Liberatorze MK II ?

odpowiedź :

Przy prędkości 140 mil na godzinę w locie poziomym wskazanie wysokościomierza powinno odczytywać się z poprawką 33 stóp . Wskazanie to nie ulega dostrzegalnym zmianom do wysokości 500 stóp .

( podpis ) Roland Falk
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Świadek 31
Kapitan lotnictwa Walace Lynton Watson ze stacji lotniczej w Lyneham oświadcza :

Jestem dowódca eskadry A w 511 Dywizjonie . Eskadrę ta właśnie przejąłem od majora Sacha . Jestem również instruktorem eskadry . Kapitan Prchal był przeze mnie szkolony w lotach na Liberatorach tak w ciągu dnia jak i w nocy . Kapitan Prchal rozpoczął samodzielne loty na Liberatorze po 50 minutowym szkoleniu w ciągu dnia i 20 minutowym w ciągu nocy .
W moim przekonaniu kapitan Prchal był uczniem nadzwyczajnym i spośród 50 przeszkolonych przeze mnie pilotów na Liberatorach uzyskał najlepsza ocenę .

( podpis ) Lynton Watson kapitan lotnictwa

Komisja zadała świadkowi trzy pytania
Pytanie 1 .
Jak skomentuje pan zastrzeżenie że klapy nie powinny być opuszczone przy prędkości przekraczającej 155 mil na godzinę ?
Odpowiedź :
Ten przepis odnosi się do pełnego wypuszczenia klap . ja często przekraczam tę prędkość przy klapach wypuszczonych do połowy przy wykonywaniu rundy nad lotniskiem podczas lądowania . Przy starcie z ładunkiem dużej masie ( dosłownie o dużej wadze ) zawsze rozwijam prędkość co najmniej 165 mil na godzinę zanim schowam klapy .
Pytanie 2
Jak wyglądały zbiorowe miejsca siedzące dla pasażerów w Liberatorze AL. 523 ?
Odpowiedź :
Kiedy leciałem nim przed ta tragiczna podróżą podczas której nastąpił wypadek to było sześc miejsc siedzących w części kadłuba znajdującej się z tyłu przegrody komory bombowej . Kompensacja ( wyważenie ) pasażerów powinna znajdować się w komorze bombowej w której rozłożone były materace .
Pytanie 3
W jaki sposób zapewniono bezpieczeństwo pasażerów w Liberatorze AL. 523 ?
Odpowiedź :
Pasy bezpieczeństwa znajdowały się tylko na sześciu siedzeniach . W komorze bombowej nie było żadnych .

( podpis ) Lynton Watson kapitan lotnictwa 5.08.1943


--------------------------------------------------------------------------------------------------------

Świadek 03
Kapitan Jack Llewelyn Williams z wydzielonej Kompanii Królewskiej Pułku Gibraltarskiego oświadcza :
Jestem oficerem odpowiedzialnym za Drugi Pluton Kompanii Wydzielonej . Z dnia 3 na 4 lipca 1943 roku byłem odpowiedzialny za żołnierzy pełniących wartę graniczna oraz warte przy Liberatorze AL. 523 . Warta przy Liberatorze AL. 523 została objęta o godzinie 16.30 w dniu 3 lipca i była utrzymana do chwili odlotu samolotu 4 lipca to jest do godziny około 23.00 . Warte pełnił jeden żołnierz zmieniany co dwie godziny . Za zmianę warty odpowiedzialny był wyznaczony podoficer . Żołnierz obejmujący warte przy samolocie otrzymywał rozkaz następującej treści : „ DO SAMOLOTU NIE MA PRAWA NIKT SIĘ ZBLIŻYĆ Z WYJĄTKIEM PERSONELU POSIADAJĄCEGO SPECJALNA PRZEPUSTKĘ ZEZWALAJACA NA DOKONANIE PRZEGLĄDU TECHNICZNEGO SAMOLOTU „ . Wykaz nazwisk osób które miały prawo zbliżenia się do samolotu został dostarczony przez RAF . Wartownik był także poinformowany że każdą inną osobę próbującą zbliżyć się do samolotu ma zatrzymać i przekazać plutonowemu lotnictwa Alexandrowi lub jego zastępcy . Plutonowy Alexander pełnił służbę cały czas z wyjątkiem przerw na posiłki . Podczas tych przerw służbę miał jego zastępca . Przez cały czas trwania warty przy samolocie dowódca nie otrzymał żadnego meldunku o próbie zbliżenia się do samolotu przez osoby nieuprawnione . Co pewien czas wartownicy przy samolocie byli kontrolowani przez oficerów Kompanii Wydzielonej . Wszyscy oni twierdzili ze warta była pełniona w sposób prawidłowy w sposób nie budzący żadnych podejrzeń .

( podpis ) J.L Williams kapitan Kompanii Wydzielonej

Świadek 04
Nr 567194 sierżant lotnictwa Moore Norma Jon , monter II grupy ze stacji lotniczej RAF w Lyneham oświadcza .

Jestem sierżantem z 511 Dywizjonu przydzielonym do obsługi samolotów 511 Dywizjonu które lądują na lotnisku North Front na Gibraltarze . W dniu 3 lipca o godzinie 16.30 samolot Liberator AL. 523 wylądował na Gibraltarze . Na przybycie samolotu w celu jego obsługi oczekiwałem z podległą mi brygadą naprawczą składającą się z dziesięciu osób . Podszedłem do mechanika pokładowego sierżanta Kellyego i zapytałem go o sprawność samolotu . Odpowiedział mi ze wszystko jest w jak najlepszym porządku . Potwierdził to również pilot . Rozkazałem wówczas plutonowemu Davisowi , brygadziście grupy naprawczej aby natychmiast wystawił przed samolotem wartę , co tez uczynił . Żołnierz z naszej brygady naprawczej pełnił warte przy samolocie do czasu nadejścia uzbrojonego wartownika z jednostki wojskowej . Poinstruowałem następnie plutonowego Davisa że po nastaniu zmroku jeden z mechaników musi przebywać wewnątrz samolotu w pobliżu drzwi wejściowych . Do tej służby wyznaczony został plutonowy Hopgood . Mniej więcej pomiędzy godziną 21.00 a 21,30 podczas rozmowy z wartownikiem pełniącym służbę przy samolocie zapytałem go czy ma listę nazwisk osób uprawnionych do wejścia do samolotu . Odpowiedział że NIE . Dałem mu wówczas listę z nazwiskami żołnierzy podległej mi brygady naprawczej i oświadczyłem że są to ludzie pewni i należą do tych którzy mają prawo wejścia do samolotu . Następnego dnia rano pomiędzy godzina 7 a 8 widząc się z plutonowym Davisem zapytałem go kto był na warcie . Plutonowy Davis odpowiedział że plutonowy Hopgood który poszedł wówczas na śniadanie . Ponieważ nie otrzymałem ani od plutonowego Davisa ani od plutonowego Hopgooda żadnego meldunku wiec uważałem że wszystko jest w porządku . W ciągu dnia kilkakrotnie byłem przy samolocie . Obecny byłem również przy jego starcie . Przez ten cały czas nie otrzymałem żadnego niepokojącego meldunku od podległych mi żołnierzy z brygady remontowej dotyczącego stanu technicznego samolotu czy też bezpieczeństwa samolotu .
Osobiście sprawdziłem formularz 700 . Były na nim złożone podpisy członków brygady naprawczej którzy wykonywali dzienny przegląd samolotu przed jego odlotem . Ostatecznego przeglądu dokonałem osobiście około godziny 22.00 i podpisałem formularz jako główny zwierzchnik brygady naprawczej . Jestem przekonany że samolot był sprawny In gotowy do lotu .

( podpis ) N.J Moore , sierżant .

Świadek 03 przesłuchiwany powtórnie

Kapitan Jack Llewelyn Williams przesłuchiwany przez Komisję powtórnie .
Komisja w dniu 9 .07.43 roku zadała świadkowi następujące trzy pytania .
Pytanie 1 .
Kto podał panu nazwisko plutonowego RAF-u który pełnił służbę w nocy z 3 na 4 lipca ?
Odpowiedź :
Nazwisko to podał mi podoficer odpowiedzialny za wyznaczenie warty w samolocie . Domyślam się ze odczytał je z listy zawierającej nazwiska żołnierzy brygady naprawczej . Lista ta została przekazana przez sierżanta odpowiedzialnego za tą brygadę .
Pytanie 2.
Kto powiedział panu ze plutonowy Alexander z RAF pełnił służbę przez cały czas z wyjątkiem przerw posiłkowych , kiedy samolot Liberator AL. 523 stał na lotnisku ?
Odpowiedź :
sierżant Moore poinformował o tym podoficera odpowiedzialnego za wyznaczanie warty a on z kolei powiadomił mnie .
Pytanie 3.
Jak wyglądała specjalna przepustka zezwalająca na dokonywanie przeglądu technicznego samolotu ,taka o której wspomniał pan w swoim oświadczeniu ?
Odpowiedź :
Był to kawałek papieru na którym sierżant Moore wypisał nazwiska osób które miały prawo dostępu do samolotu . Osoby te miały byś rozpoznawalne po okazaniu swoich legitymacji wojskowych .
( podpis ) J.L Williams
kapitan kompanii wydzielonej 9.07.43
---.............................................................................
Świadek 06
Nr 918902 plutonowy Hopgood Francis Edmund , elektryk ze stacji lotniczej RAF w Lynehaam oświadcza :

Jestem plutonowym jednostki naprawczej 511 Dywizjonu przydzielonej do stacji lotniczej RAF w North Front na Gibraltarze . . W dniu 3 lipca 1943 roku około godziny 17.00 otrzymałem od plutonowego Davisa polecenie pełnienia warty w Liberatorze AL. 523
W ciągu nocy . Wartę rozpocząłem o 22,30 . Miałem spać w samolocie i mielnic w nim wartę do czasu zmiany jej w dniu następnym rano o godzinie 7,30 . Spałem na podłodze samolotu w tylnej części włazu i jestem pewien ze w czasie pełnienia służby nikt nieupoważniony do samolotu nie wszedł . Kiedy schodziłem z warty o godzinie 7,30 jeden z członków naszej brygady naprawczej był zajęty przy przeglądzie samolotu . pól godziny wcześniej około godziny 7,00 żołnierz w mundurze lotniczym jednostki odbioru i wysyłki poczty zabrał pakunek pakunek komory bombowej .
( podpis ) P.E Hopgood
..........................................................................................................

Świadek 08
Nr 646930 plutonowy Aleksander Keith monter przyrządów pokładowych ze stacji lotniczej RAF w Lyneham oświadcza :

Jestem plutonowym z jednostki naprawczej 511 Dywizjonu przydzielonej do stacji lotniczej RAF w North Front na Gibraltarze . W dniu 4 lipca 1943 roku około godziny 11.00 dokonałem zgodnie z obowiązującą instrukcją dziennej inspekcji przyrządów pokładowych w Liberatorze AL. 523 . Żadne usterki nie zostały mi zgłoszone ani przez mechanika pokładowego ani przez pilota . W wyniku inspekcji stwierdziłem ze wszystko jest w należytym porządku i podpisałem Formularz 700 .

( podpis ) K.Alexander , plutonowy
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Świadek 09
Nr 1215765 kapral Miles Jabez Frank monter płatowcowy ze stacji lotniczej RAF w Lyneham oświadcza :
Jestem monterem płatowcowym II grupy z jednostki naprawczej 511 Dywizjonu przydzielonej do stacji lotniczej RAF w North Front na Gibraltarze . W dniu 4 lipca 1943 roku pomiędzy godziną 22.30 a 22.45 dokonałem załadunku około 12 bagaży osobistych do komory bombowej Liberatora AL. 523 , umieściłem je po obu stronach przedniej części komory . W rozmieszczaniu bagaży w Liberatorach posiadam doświadczenie i jestem w pełni świadomy jak ogromnie ważna rzeczą jest prawidłowe ich rozmieszczenie i zapewnienie prawidłowej pracy linkom sterowym oraz przewodom hydraulicznym . dlateg

Kolory na sztandarach

Złoto – boski majestat , objawienie Ducha Świętego , gloria zmartwychwstania , szlachetność wspaniałomyślność wzniosłość , życzliwość , miłosierdzie . Słońce , topaz , złoto , światło , niedziela .

Srebro – czystość , wieczna chwała , niepokalaność , niewinność, uczciwość , lojalność , pokora, Księżyc – perła srebro , woda , pokój poniedziałek

Czerwień – Duch Święty , krew Odkupiciela , miłość , odwaga , dzielność , waleczność , poświecenie , żarliwość . Mars , rubin , żelazo , wojna , wtorek .

Zieleń – sprawiedliwi i wybrani , boskie zmiłowanie , nowe życie , nadzieja , dworskość , radość , żywotność , obfitość , zdrowie , ufność .
Merkury – szmaragd , rtęć , środa

Purpura – Stworzyciel , Bóg Ojciec , męczeństwo , pokuta , dobroć , hojność , mądrość , duma , umiarkowanie . Jowisz , ametyst , cyna , chmury , czwartek

Błękit – Matka Boża , niebo , prawda , wiara , piękno , lojalność , wierność , stałość ,
Łagodność , niezawisłość . Wenus – szafir , miedź , powietrze , piątek .

Czerń – śmierć , żałoba , smutek , piekło , noc , strach , nieszczęście , słabość , pokora , skromność , nicość . Saturn – diament , ołów , ziemia , sobota .


Znaki na fladze należy umieszczać w miejscu najbardziej honorowym i widocznym

W kantonie , w środku czoła flagi, w geometrycznym środku flagi , w środku górnego płata flagi .

Ze względów praktycznych ( rozpoznawalność z oddali ) dopuszcza się umieszczanie na flagach jedynie takich herbów które mają proste godło .

W innych przypadkach zalecane jest użycie samego godła lub nawet tylko jednej najbardziej charakterystycznej części godła złożonego .



Flagi Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i czerwonego Półksiężyca są symbolami międzynarodowymi natomiast Magen Dovid nigdy takim nie była i nie będzie .


Heraldyka Zachodnia zna ok. 300 krzyży , Polska kilkanaście .



Książę Aage - pieniądze ,miłość i karabiny .

Książę Aage
Bratanek króla Danii Christiana X .

Do Legii wstąpił na początku lat 20 ubiegłego wieku , w 1922 roku ścigali go wierzyciele domagający się spłaty długów karcianych . Dowódca Legii generał Rollet wielokrotnie chciał go usunąć z szeregów tej najlepszej armii świata . Jednak zawsze ktoś w porę przypomniał jego osobiste zasługi , bohaterstwo i popularność wśród podwładnych . To przeważało i książę pozostawał w jednostce . Znał języki , był wykształcony , mógł szybko awansować . Wielokrotnie był degradowany . W 1926 roku odrzucił propozycję powrotu do Danii i małżeństwo z zakochaną w nim księżniczką . Ukochana obiecała spłacić wszystkie długi księcia .Jego pierwszym przydziałem oficerskim był mały pustynny fort Bou Khamoudy / ? / . Uratował życie miejscowemu kacykowi i jego pięknej córce . To ułatwiło mu nawiązanie dobrych stosunków z tubylcami . Brał udział w tłumieniu rebelii w Maroku . Był wielokrotnie ranny . Wykazał się męstwem i talentem organizacyjnym . Został awansowany do stopnia kapitana i przeniesiony do garnizonu Sidi Bel Abbes . W latach trzydziestych pełnił służbę garnizonową i tylko czasem wyruszał na pustynię .
W tym czasie z dalekiej Danii zaczęły przychodzić tęskne listy od nieszczęśliwie zakochanej księżniczki . Przyjeżdżali posłańcy . Książę odrzucił możliwość dostatniego i beztroskiego życia w pałacu .
W 1937 roku wysłano go a raczej zesłano do małego pustynnego fortu w okolicach Reggane .
Po przybyciu na miejsce odjeżdżający komendant powiedział Aagemu : to nie placówka to pułapka na myszy „
Pustynia wypaliła Aagego . Wrócił z niej jako stary człowiek , zgorzkniały i zniechęcony . Stracił wielu żołnierzy a nie miał okazji brać udziału w walce . / samobójstwa , dezercje , choroby /
Po powrocie zaczął pić bez opamiętania . Kilka razy demolował pułkowe kasyno . Pustynny wiatr wyżarł mu duszę jak mawiali legioniści . Za radą kolegów książę poprosił o urlop .
Po powrocie , którego dowódcy tak naprawdę nie oczekiwali wesoły , wypoczęty książę został awansowany do stopnia podpułkownika i mianowany komendantem Sidi Bel Abbes .
Z Danii znowu zaczęły przychodzić listy . W lutym 1939 roku Aage wrócił jak się później okazało ze swojej ostatniej podróży do Danii . Wiedział że wojna jest nieunikniona . Postanowił odesłać wszystkie listy zakochanej w nim księżniczce . Zimą 1939 roku otrzymał dowództwo 11 pułku marszowego Legii Cudzoziemskiej jednak ze względu na pogarszający się stan zdrowia musiał je złożyć .
27 lutego 1940 roku książę Aage zmarł na atak serca . Zgodnie z jego ostatnią wolą wyrażoną w testamencie pochowano go na cmentarzu wojskowym w Sidi Bel Abbes wśród tych z którymi walczył na pustyni , w knajpach i na placach ćwiczeń . Tak się złożyło że w dniu śmierci księcia z Danii przyszedł list . Dowódca otworzył przesyłkę .
W kopercie było zdjęcie pięknej kobiety i biała delikatna rękawiczka .
Według jednej wersji w liście była informacja o śmierci tej która tak bardzo go kochała a inni twierdzili że zaproszenie na ślub . Dzisiaj już nigdy się nie dowiemy . Naoczni świadkowie zginęli na frontach II wojny światowej . Po drugie nikt z obecnych nie znał języka w którym napisano list . Kartka została spalona a rękawiczkę i zdjęcie włożono do trumny razem z księciem . Na tym nie kończy się historia legendarnego dowódcy Legii Cudzoziemskiej .
Książę wielokrotnie bronił swoich żołnierzy przed przełożonymi i ich ...żonami .
Znany jest przypadek kiedy to żona komendanta garnizonu złożyła skargę na jednego z wartowników ze ten jej nie zasalutował . Jej porywczy mąż chciał ukarać legionistę ale
Aage stanowczo zaprotestował i przypomniał że w burdelach Algieru nikt jej nie musiał salutować . Wszyscy znali i wiedzieli kim w przeszłości była komendantowa , niektórzy sporo wydali na zapłacenie rachunków za jej usługi w domach publicznych .
Inny przypadek przez który omal nie zdegradowano i usunięto księcia z Legii miał miejsce podczas powitania delegacji z Paryża . Pewien generał zażyczył sobie delegacji batalionu na powitanie . Znany był z tego że nie szanuje podwładnych . Nawet nie raczył powiadomić kiedy się pojawi na placu apelowym . Aage był dowódca batalionu . Wyznaczeni przez niego legioniści czekali na placu kilka godzin w hełmach i oporządzeniu podczas upału .
Książę podjął decyzję żeby zakończyć oczekiwanie i wysłał żołnierzy na plac ćwiczeń .
W tym czasie nadjechała limuzyna z generałem . Aage przywitał dostojnego gościa .
Wściekły generał zapytał gdzie jest delegacja . Wówczas Aage odparł ze on jest delegacją i właśnie wita generała . Legioniści mają ważniejsze zadania niż oczekiwanie na spóźnialskich generałów . Gość z Paryża o zaistniałym incydencie powiadomił najpierw dowódcę Legii generała Rolleta a później samego ministra że na placu witał go tylko jeden Legionista .
Zrobiło się wielkie zamieszanie . W końcu za księciem wstawił się ...sam minister i d-ca legii
Aage na swoja obronę napisał że delegacja była w jego osobie , regulamin nie określa ilu legionistów powinno być w delegacji powitalnej . Oczekiwanie na spóźnialskiego generała zakłóciło tok szkolenia i mogło osłabić obronę bazy / to były czasy walk na pustyni /
Nie jest wiadomo czy generał stał się bardziej punktualny ale Aage żadnej kary nie poniósł .

Kiedy w 1962 roku Legioniści po przegranej wojnie opuszczali Algierię z małego cmentarzyka w Sidi Bel Abbes zabrali trzy trumny .
generała Rolleta , twórcy nowoczesnej Legii Cudzoziemskiej
księcia Aage – bohatera i ulubieńca legionistów
szeregowca Zimmermana , ostatniego legionisty poległego w wojnie Algierskiej
Wszystkie trzy trumny złożono na cmentarzyku w Payloubier / Prowansja / gdzie znajduje się Instytut Weteranów Legii Cudzoziemskiej .
Od niedawna w księdze zaginionych znajduje się nazwisko i imię mojego kolegi ze szkoły .
W 3 , 4 i 5 klasie siedzieliśmy w jednej ławce i razem uczyliśmy się „ partyzantki „ robiąc wypady na jabłka do „ ksindzowego ogrodu „ . oswoiliśmy nawet wielkiego owczarka który ogrodu pilnował , ksiądz nigdy się nie dowiedział w jaki sposób . zawsze kiedy nas złapał dostawaliśmy rózgi . Kilka lat po śmierci księdza ogród wykarczowano dzisiaj na jego miejscu stoi Dom Pielgrzyma a na części jest parking . Z całego sadu zostało się tylko jedno drzewo – duży jawor . Ocaliła go kapliczka , obrazek który miał chronić sad przed szkodnikami i ...nami dwoma .

w lipcu 2003 roku w Payloubier zapaliłem " światełko pamięci " przed tablicą z nazwiskami

żegnaj Krzysiu .

Dyhernfurth 4 lutego 1945 roku Fabryka chemiczna w Brzegu Dolnym

Z fabryka chemiczna w Brzegu Dolnym – niemiecki Dyhernfurth , została zajęta przez czołowe oddziały Armii Czerwonej już 26 stycznia 1945 roku . Rosjanie na podstawie własnych informacji wywiadowczych wiedzieli co się tam produkuje , znali znaczenie obiektu który wielokrotnie bombardowali – jego część nadziemną .
W tamtym okresie czasu wszyscy już wiedzieli że główne linie produkcyjne nie tylko tej ale i innych fabryk były ukryte pod ziemią , niemiecki przemysł zszedł do podziemia .
Front przesuwał się bardzo szybko , właściwie to żadnej wyraźnej linii frontu nie było .
Oddziały wydzielone zajmowały miasta i obiekty , obsadzały je szkieletową załogą i parły dalej na zachód , na Berlin . Dokładną penetracją i rabunkiem zajmowały się wyspecjalizowane oddziały tyłowe .

Z fabryką związana jest pewna bardzo ciekawa i brawurowa akcja
niemieckiej grupy bojowej „ Sachsenchaimer „.
Grupa pochodziła z 3 pułku słynnej i tajemniczej Dywizji Do Zadań Specjalnych „ Brandenburg „

4 lutego 1945 roku grupa wraz ze swoim dowódcą
35 letnim generałem Wermachtu Erichem Sachsenchaimerem sforsowała Odrę, po brawurowym szturmie opanowała zdobyte przez Rosjan zakłady chemiczne i... No właśnie i co?
Wg jednych źródeł zniszczyła znajdujące się tam zapasy broni chemicznej, inni twierdzą, że tylko je „ zabezpieczyła „ żeby Rosjanie nie mogli ich szybko wykorzystać przeciwko niemieckim miastom.

Nocna akcja kilkuset-osobowej grupy bojowej nie mogła zneutralizować nagromadzonych w Filii I.G. Farbenindustrie wszystkich pojemników, bomb i pocisków z gazami bojowymi. Wysadzenie ich w powietrze lub spalenie groziłoby katastrofa ekologiczna i śmiercią samych atakujących.

Bardzo prawdopodobna staje się wiec teoria, że grupa generała miała za zadanie zniszczenie wejść do tuneli, zaminowanie podziemnych ciągów komunikacyjnych. Teraz składy i fabryka będą naprawdę niedostępne i na nic przydadzą się mapy plany czy zeznania ocalałych robotników przymusowych z dawnych lat. Mała odległość do rzeki Odry jest skutecznym straszakiem. Obecnie nikt nie wie, w jaki sposób zabezpieczono szyby, magazyny i gdzie są składowane ładunki chemiczne. Nikt nie zaryzykuje skażenia Odry czy pobliskiej aglomeracji Wrocławskiej.

Za sprawne i zakończone sukcesem przeprowadzenie akcji generał Sachsenhaimer otrzymał od Hitlera „ Liście Dębowe z Mieczami „ do Krzyża Rycerskiego. Od początku wojny było on 132 żołnierzem Wermachtu, któremu nadano tak wysokie odznaczenie. On jego zasługach i osiągnięciach pisano już po wojnie w licznych publikacjach w Zachodnich Niemczech.
Moi niemieccy znajomi pokazali mi wypowiedź jednego z komendantów Festung Breslau gen.mjr. H von. Ahlen.

Po akcji grupa sprawnie opuściła teren fabryki, ale wówczas do ataku przystąpili Rosjanie. Teraz wiedzieli że Niemcy nie zabrali broni chemicznej, więc nie byli już tak niebezpieczni. Ostatecznie grupę rozbito w okolicach Środy Śląskiej. Generał wraz z kilkusetosobowym oddziałem / 600 – 800 żołnierzy / wydostał się z okrążenia.
Ciekawy jest jednak kierunek w którym wycofywała się grupa po wykonaniu zadania . Dlaczego generał ponownie nakazał forsować lodowatą Odrę ? Przecież z map sztabowych – widziałem taką oryginalną – wynikało że w kierunku przeciwnym grupa miała znacznie bliżej do swoich . Kilkanaście km w kierunku zachodnim w rejonie Ścinawy walczyło i to z powodzeniem silne zgrupowanie wojsk niemieckich . Most był jeszcze nie zniszczony . Wojska radzieckie nieźle oberwały podczas bitwy i walk o przyczółek dzisiaj jedyne widoczne ślady to bunkier przy moście kolejowo-drogowym , pomnik czerwonoarmistów , zarys okopów .
Dlaczego generał wybrał inna drogę ? dłuższą i jednak bardziej niebezpieczną jak się okazało . Dlaczego Niemcy jeszcze raz sforsowali Odrę ?
Samoistnie ciśnie się na usta odpowiedź na nie zadane pytanie .
Grupa generała miała za zadanie wywiezienie jakiegoś ładunku ale nie do Niemiec tylko na południe , może do Kompleksu RIEZE ? albo do tak pośpiesznie budowanego Podziemnego Miasta w kompleksie Włodarza i Osówki .
Moje niemieckie znajome dotarły do informacji z których wynika że grupa miała za zadanie zniszczenia specjalnego paliwa do silników odrzutowych Paliwo mogliby wykorzystać Rosjanie . Zbiorniki zostały zniszczone ale nie wydaje się żeby to był jedyny cel akcji .


Akcja i jej cel na długie lata paraliżowały i nadal trzymają w szachu urzędowych poszukiwaczy skarbów.
Nigdy dokładnie nie ustalono czy cokolwiek wyniesiono, wywieziono z fabryki. Gdzie to później złożono?.
Straszak jednak do dzisiaj spełnia swoje zadanie . W 1947 roku Rosjanie zatrzymali niemieckiego naukowca który pracował nad rozwojem niemieckiej broni chemicznej . Podobno ujawnił im tajemnicę pewnego gazu który składał się z kilku składników , każdy jeden z osobna nie był szkodliwy dla ludzi ale zmieszane razem
Nawet w czasie lotu pocisku były niebezpieczne . Niemcy opracowali antidotum , środek który uodparniał na ta substancję ludzi którzy go zażyli , żołnierze mogli atakować bez masek przeciwgazowych . Dla Rosjan to była nowość ale później tego rodzaju bojowe środki trujące stały się bardzo powszechne .


Moi niemieccy znajomi twierdzą, że tej nocy z fabryki nie wywieziono broni chemicznej – Niemcy podczas II WSW. Nigdy nie użyli tego typu broni, ale wyniesiono plany oraz zniszczono linie produkcyjne fabryki. Niejako przy okazji zginęli przebywający pod ziemią hitlerowscy naukowcy i robotnicy przymusowi. Związane jest to z faktem, że Rosjanie nigdy nie odnaleźli podziemnej części kompleksu zbrojeniowego. Nagły szybki atak czołowych oddziałów radzieckich uniemożliwił pełna ewakuację obiektu i zniszczenie, zatarcie śladów.
Pod ziemia została bardzo liczna grupa naukowców i pracowników. Wezwali pomoc. Naukowcy zagrozili że ujawnia tajemnicę Rosjanom . Hitler obawiał się konsekwencji, jakie by nastąpiły po zajęciu sprawnego obiektu wraz z obsługą i zapasami wyprodukowanej broni . A także paliwa do silników odrzutowych .
Znane są przypadki ze wycofujący się Niemcy niszczyli wszystkie zakłady , kopalnie , sztolnie , szyby górnicze nawet te w których wydobywano kamienie do budowy dróg . Wejścia zostały odstrzelone na długości kilkudziesięciu metrów .
W podziemiach Gór Sowich , Książa , Walimia i innych prace budowlane trwały niemal do ostatniego dnia niemieckiego panowania . zachowały się zeznania i a ślady są widoczne nawet dzisiaj że roboty betoniarskie
W podziemiach Książa trwały nawet w maju 1945 roku .
Czyżby cel był aż tak blisko ?
Jak wiemy w tym okresie niemal bez żadnych przeszkód na potrzeby Wermachtu pracował przemysł czeski .
Poszukiwacze i badacze polscy mało kiedy zwracają na to uwagę . Cała Czechosłowacja była pod panowaniem feldmarszałka Schoernera . Niemcy nie potrzebowali paszportów żeby przekraczać tą umowną sztucznie wytyczoną granicę pomiędzy RP a Czechami . Wówczas nie było takiej granicy .
Pamiętajmy że to czeski przemysł i czeska armia uzbroiły Wermacht ruszający na wojnę z Francją .
Większość tych zakładów nie przerwała produkcji nawet po zakończeniu wojny . Czasem tylko zmieniły się nazwiska dyrektorów bo z konieczności Niemca musiał zastąpić Czech .

Po drugim zajęciu Fabryki przez Rosjan podjęto samodzielne próby odgruzowania wejść i dotarcia do podziemi zwłaszcza na terenie Klasztoru, bo to tam były ukryte wejścia i kanały wentylacyjne.
Podczas jednej z takich nielegalnych wypraw nastąpiła eksplozja miny pułapki.
Było wiele ofiar. Oficjalnie 4 zabitych, ale nieoficjalnie znacznie więcej. Po tej akcji radziecki komendant zabronił penetrowania podziemi.

Po wojnie w PRL wyolbrzymiano wielkość i tajemniczość obiektu zwłaszcza jego nie odkrytej części podziemnej. Chociaż obecna technika pozwala na dotarcie do podziemnych hal, jeżeli takie istnieją, lub ich odnalezienie i zlokalizowanie w terenie to żadne próby z użyciem sprzętu technicznego nie zostały podjęte.
Z zachowanych w Niemczech spisów obejmujących wykazy dostarczanej do podziemnej fabryki żywności jakoś nie wynika o masowym zatrudnianiu w niej tysięcy więźniów i pracowników.
Może tak się działo w części nadziemnej .

Wykluczam przypuszczenie że w podziemiach Lubiąża ukryto Wrocławskie Złoto . Owszem może w podziemiach ukryto dobra i skarby z opactwa ale na pewno żadnych innych skarbów tam nie znajdziemy .
Możliwe że podziemia okażą się wielkim zbiorowym grobem w którym leżą wymieszane szczątki katów i ich ofiar . Możliwe że podczas szukania wejścia lub tez już jego samego odkrycia ofiar jeszcze przybędzie .


Podczas służby w LWP przypadkowo oddelegowano mnie do jednego z miasteczek na Pomorzu . Byłem tam nowy i raczej nie przewidziany do tego abym się tam zestarzał więc woziłem gońca lub papiery do innej jednostki , czasem jeździłem do sztabu Dywizji . Zaprzyjaźniłem się z pewnym majorem służb technicznych .
Opowiedział mi bardzo ciekawa historyjkę . Podczas wojny kilka km od jednostki było niemieckie lotnisko a raczej lądowisko . W PRL – u najpierw były tam łąki następnie ogródki działkowe później miało powstać osiedle domków jednorodzinnych . Saperzy zajęli się rozminowaniem terenu , znaleziono sporo niewypałów i niewybuchów . Powstały plany uzbrojenia terenu , przeciągnięto nitkę gazociągu . Niektórzy rozpoczęli prace budowlane . Wtedy już było wiadomo że coś jest nie tak . W pobliżu wybudowano dom opieki czy nawet szpital . Na krótko przed wybuchem stanu wojennego do tamtejszego urzędu gminy przysłano pismo w którym anonimowy informator donosił że należy natychmiast wstrzymać budowę osiedla .
Po 13 grudnia prace lekko przyhamowano ale trwały nadal .
Kontrwywiad zatrzymał obywatela RFN u którego znaleziono przedwojenne mapy tego terenu . Twierdził że poszukuje grobów z czasów wojny . Miał stare mapy z których wynikało że na terenie budowy osiedla znajduje się cmentarz wojenny .
Ponownie przeszukano teren . Okazało się że na mapie zaznaczono nie zbiorowe mogiły lecz ... podziemne miedziane !!! zbiorniki paliwa . Nie były to wielkie zbiorniki ale prawe i ... pełne !!! .
Aż strach pomyśleć co by się stało gdyby np. podczas pożaru eksplodowały . Albo podczas prac budowlanych natrafił na nie lemiesz koparki .


Z okolic dolnego śląska znany jest przypadek kiedy to pod koniec lat 70 jedna z niemieckich firm przysłała plany i wypowiedzenie umowy gwarancyjnej na instalacje wodociągowe i kanalizacyjne do jednostki wojskowej w Żaganiu . Jako powód podano brak możliwości konserwacji przez 30 lat .
Plany bardzo się przydały bo były bardzo dokładne i pozwoliły na odnalezienie włazów do studzienek kanalizacyjnych i studni awaryjnej . Uwaga kiedy tam byłem w 1983 roku dowiedziałem się że agregat napędzający pompę i hydrofor ciągle jest sprawny a wodę ze studni wykorzystuje się do mycia pojazdów i napełniania zbiorników przeciwpożarowych .
Sensacje wzbudził nie odkryty przez tyle lat ...schron przeciwlotniczy . Był wyposażony i gotowy na przyjęcie ludzi chcących się ukryć przed nalotem lotniczym .
Nie byłem w środku ale pokazywano mi wejście .
To wszystko „ ukryto „ o ile schrony przeciwlotnicze się ukrywa , na terenie jednej z ówcześnie największych baz wojskowych w PRL-u . Nawet nie trzeba zbyt wiele myśleć aby wyobrazić sobie co Niemcy i ich doświadczeni fachowcy od ukrywania mogli schować np. w Sudetach .
Co jeszcze kryje dolnośląska ziemia ?
Czy kiedykolwiek odnajdziemy Gustawa i Heiricha ?
Wszyscy zainteresowani wiedzą że obecnie nie ma już problemu aby odnaleźć to „ towarzystwo „ ale nikt nie wie czym „ panowie „ go zaskoczą . Czasy się zmieniły i w formularzach nie ma już krateczki – straty bojowe .
Teraz należałoby wszystko wpisać w – straty nie bojowe
A z tych trzeba się tłumaczyć , nawet przed takim kimś jak „ idiota prokurator „ .

Starożytni Rosjanie mawiali – jeżeli tylko Wasia ma 1000 dolarów to jest bardzo bogatym człowiekiem , jeżeli Wania ma 2000 dolarów to jest najbogatszy w całej guberni a kiedy wszyscy maja po 3000 dolarów to gubernia musi być bardzo biedna . / wszystko już ukradziono / .


Gdyby groźby jakimi „ strażnicy niemieckich skarbów „ zostały spełnione , gdyby były realne to mogłoby dojść do ogromnej tragedii , katastrofa ekologiczna objęła by swoim zasięgiem ogromne połacie Polski , Niemiec a nawet Czech . Piszę o zagrożeniu Niemiec bo tutaj chodzi o skażenie rzek , dopływów Odry i Łaby .
W przypadku niepomyślnych wiatrów w zależności od rodzaju użytej broni zagrożone mogą być wielkie miasta
Wrocław , Jelenia Góra , Legnica i inne .
Specyficzne ukształtowanie terenu Kotliny Jeleniogórskiej mogłoby spotęgować skutki ewentualnego uwolnienia w tym rejonie niemieckiej broni chemicznej z czasów II wojny światowej .

To właśnie pod płaszczykiem poszukiwanie takiej broni i wiadomości o niej SB mogła tak swobodnie i z takim poparciem prowadzić swoje poszukiwania „ skarbów „ .
Takie połączenie dwa w jednym .

Można zadać pytanie dlaczego do tej pory do takiej eksplozji jeszcze nie doszło ? Czyżby ?
Coś za coś ?
Są znane przypadki nagłych odwołań grup poszukiwawczych , czasem wydawałoby się na kilka chwil przed osiągnięciem celu . Dziwna zmiana decyzji u osób raczej ...zdecydowanych .
Szantaż ? Jest bardzo prawdopodobne że większość a może nawet wszystkie składy , nie mają systemu ładunków wybuchowych umożliwiających odpalenie , Wejścia są dobrze zabezpieczone , zamaskowane .
Być może obecnie i przeszłości , nie ma , nie było możliwości ich odpalenia . Skutecznie spełniają swoją rolę jako straszaki .

Najbardziej znana historia straszaka związana z Lubiążem wydarzyła się w latach 80 XX wieku . Ma związek z Niemiecką bronią chemiczną . W listopadzie 1982 roku ktoś poinformował władze że zostanie zatruta woda w okolicy Wrocławia . Za odstąpienie od gróźb domagał się spełnienia żądań politycznych oraz okupu . SB skojarzyła groźby z istnieniem podziemnej fabryki chemicznej pod Klasztorem w Lubiążu .
Akcją dowodził ówczesny szef Wojskowej Służby Wewnętrznej
Generał Czesław Kiszczak .
Niektórzy dziennikarze skojarzyli ta akcję z poszukiwaniem Tak zwanego wrocławskiego złota .
Tak też pisała o tym prasa . Władzy było to bardzo na rękę ponieważ nie można było ogłosić oficjalnego celu poszukiwań . Opis akcji można spotkać w niektórych publikacjach z tego okresu . Wspomina o niej Włodzimierz Antkowiak w „ Nie odkrytych skarbach „

Poszukiwania nie dały rezultatu . Szantażystę ujęto .

W marcu 1986 roku wykonano dodatkowe zdjęcia lotnicze i satelitarne w tym w podczerwieni . Potwierdzono istnienie podziemnych hal i korytarzy . Zlokalizowano podziemne obiekty kuliste o średnicy 10 i 15 metrów .

Kolejna akcje podjęto 3 grudnia 1986 roku . Miałem przyjemność brać w niej udział .
Polecenie do wkroczenia na teren Klasztoru podobnie jak za pierwszym razem wydał generał Kiszczak teraz już jako Minister Spraw Wewnętrznych .
Po trzech dniach intensywnych działań i mimo uzyskania dobrych rezultatów akcje odwołano .

Tym razem rozkaz pochodził na pewno z ...Legnicy , ze sztabu wojsk radzieckich .
Do akcji weszły służby NRD .
Żołnierze otrzymali rozkaz powrotu do koszar .

Spotkałem się także z wersją
Wg. której odwołanie akcji miało związek z powojenna historią obiektu . Zaraz po wojnie w klasztorze zorganizowano obóz dla powracających z niewoli żołnierzy radzieckich . Później był tam szpital wojenny .
Władze polskie otrzymały obiekt pod koniec 1947 roku .
W tym czasie na polach i dziedzińcu klasztoru powstało szereg zbiorowych mogił . Poszukiwania mogły by je ujawnić . Tak więc protest i zabiegi NRD – owskich służb specjalnych była na rękę władzom radzieckim .

Pewne nadzieje na rozwiązanie niektórych tajemnic z tego okresu wiążemy z obecnymi przemianami . Po wejściu polski do UNI Europejskiej zwiększy się swoboda przepływu ludności , niektórzy na pewno powrócą na swoje dawne ziemie , będą chcieli wydobyć rodzinne tajemnice , inni odkopać to co kiedyś w latach 1944-45 ukryli sami lub ich przodkowie na rozkaz swoich lokalnych Fihrerów .
Istnieje poważne niebezpieczeństwo ze to wówczas ,może dojść do niekontrolowanej eksplozji którą spowodują nieostrożni Niemcy . Nie wszystkie zapalniki i bomby zwłaszcza te ciężkie lotnicze utraciły swoja niszczycielską moc . O tym akurat sam mogłem się przekonać .

Czy hauptman Kloze zdradził kamratów ?




Czy hauptman Kloze zdradził kamratów ?
Podobnie jak wiele innych osób ja też zastanawiałem się dlaczego Kloze nie „ wyjechał „ / uciekł / tak jak wielu innych jego kamratów z Gestapo ? Na co liczył ? na co mógł liczyć w styczniu 1945 roku tak doświadczony oficer śledczy powinien wiedzieć że dla Gestapo nie ma taryfy ulgowej . On jednak pozostał . Pozostał w 1945 i nie skorzystał z szansy wyjazdu w latach późniejszych . Ożenił się z Polką , do końca swoich dni mieszkał w Polsce w PRL-u albo jak on to mówił „ na ziemiach czasowo będących pod administracją polską „ .
Tutaj , na tych ziemiach został pochowany . Jego granitowy nagrobek nie wyróżnia się od wielu innych na tym cmentarzu / widziałem go / .
Z opowiadań , z opisów znamy temat zaciekłości i bezwzględności z jaką UB , NKWD , MO później SB ścigała , tropiła działaczy polskiego podziemia . Po odtajnieniu archiwów dowiedzieliśmy się jakie były metody , co się działo za murami więzień więziennych murów i drutami obozów . Po 1945 roku . Łambinowice , Potulice , Toszek , Świętochłowice , Jaworzno Szczakowa , Barczewo i wielu innych miejscach . Rodziny niektórych „zatrzymanych” do dzisiaj poszukują miejsca pochówku swoich bliskich .
UB dość szybko „ namierzyła „ Klozego . Był przesłuchiwany , może nawet torturowany ale nie skończył tak jak inni jemu podobni .
Widocznie był , były ku temu jakieś powody . Kloze był specjalistą i to bardzo dobrym specjalistą . Ze względu na charakter i miejsce swojej „ pracy „ nie wiele miał wspólnego ze zwalczaniem polskiej czy sowieckiej partyzantki , ruchu oporu a GG . Nawet osobniki tak prymitywne jak oficerowie UB i ich żydowscy pomocnicy wiedzieli iż tego mu nie udowodnią . Jedynym poważnym zarzutem była służba w gestapo .
Dla wielu to wystarczało żeby trafić do więzienia albo do …grobu np. na dziedzińcu więzienia w Legnicy .
On nie tylko wyszedł „ cało „ ale pozwolono mu nawet na ślub z Polką i osiedlenie się na tej ziemi .
Zawarł wiele znajomości i „ przyjaźni „ ludzie napływowi cenili jego znajomość koni . Leczył je pomagał , oni nie znali jego przeszłości . To dziwne ale był raczej szanowanym obywatelem i gdyby chciał a UB , później SB zezwoliła to zapewne zaszedł by bardzo wysoko .
Dlaczego nie chciał ?
Może obawiał się zemsty kamratów ? Sfinksa ?
Jego żona na początku najprawdopodobniej nie znała przeszłości męża ale później kiedy już się o prawie wszystkim dowiedziała została zwerbowana / zmuszona / do współpracy z UB . Najzwyczajniej na świecie donosiła na niego . On o tym wiedział więc czasem celowo podsuwał jakieś „ nowe „ tropy to pozwalało przeczekać przetrwać trudne chwile . Niektórzy bystrzejsi , byli i tacy ! , oficerowie SB przejrzeli grę hauptmana ale właśnie ze względu na iloraz inteligencji nie reagowali ,obawiali się utraty intratnej i ciepłej posady , przeniesienia np. do departamentu IV albo i gorzej . Pisali raporty , sami wymyślali to czego nie wymyślił Kloze
Teczki pęczniały , przybywało papierowej roboty , potrzebne były nowe analizy , nowe dane „ zmuszały „ śledczych do licznych wyjazdów w teren , dodajmy bardzo piękny . Przy okazji naprawdę można było cos dorobić na boku bo te skarby w odróżnieniu od ich raportów były prawdziwe .
W latach 80 XX wieku rozmawiałem z kilkoma z nich , być może miałem zostać zwerbowany ????????
Interesowałem się ta sprawa i dość głośno rozmawiałem na te tematy w pracy . Ciekawi mnie ona do dzisiaj .
Uważam że teraz jest dobry czas na ujawnienie niektórych faktów z działalności Sfinksa .
Za kilka lat może już nie będzie czego ujawniać .
Ostatecznie bez mojej wiedzy , skierowany zostałem na bocznicę . Wówczas nawet tego nie zauważyłem , nie ,nie żałuje tego bo „ nowe zainteresowania „ są bardzo ciekawe , nadmiar podrzuconego , tak podrzuconego mi materiału uniemożliwiał zajmowanie się tamta sprawą . Później sam zrezygnowałem bo nowe było ciekawsze .
Gdyby wówczas oficjalnie zakazano mi , zabroniono zajmowania się ta sprawą to szczerze powiem że nie tylko bym tego nie zrobił ale może nawet zwiększyłbym swoje wysiłki w działaniu . Może na ziemii postawiono by kolejny krzyż ? mój .
Teraz powrót do tamtych spraw nie jest już możliwy . Cieszę się że znalazłem inne zajęcie .

Kim był Kloze dla Niemców ? Dlaczego pozwolili mu pozostać ? tak pozwolili bo wielu takich jak on sami likwidowali kiedy ci nie chcieli się „ ewakuować „ . Robili to także i po wojnie . Na tamtejszych cmentarzach było wiele mogił w których pochowano zmarłych w tajemniczych okolicznościach , miejscach . Nie wszystko da się przypisać UB . Nawet jeżeli ktoś będzie bardzo dociekliwy .
Kloze był łącznikiem !?
UB a później SB zrobiła z niego przynętę . Dawni kamraci szybko się zorientowali w sytuacji . Nie zlikwidowali go bo był lojalny wobec nich . Czasem był jedynym świadkiem ukrycia skarbów i składów broni . Musieli o niego dbać . To za ich zgoda co jakiś czas podsuwał tym którzy go inwigilowali „ nowe cudowne tropy „ . Odkrywano wówczas składy , składnice , skarby wszystko jednak w taki sposób żeby jak najmniej tego trafiło w łapy Ubeckich bossów . Tak naprawdę to było ratowanie dzieł sztuki poprzez ujawnienie miejsca ich przechowywania . Gdyby Kloze tego nie zrobił to skarby mogłyby zostać zniszczone przez warunki atmosferyczne czy upływający czas , z braku należytej konserwacji .
Jedni i drudzy osiągali swoje cele , wszyscy byli zadowoleni .
Później zaczął się szantaż . Tak ! to był szantaż . Wystarczy prześledzić kilka przypadków przerwania poszukiwań , cudownych ocaleń a czasem …braku jakiegokolwiek działania ze strony Polskiej i Radzieckiej .
Dlaczego zaraz po wojnie nie przystąpiono do dokładnego spenetrowania podziemi Kompleksu Rise ? Podziemi zamku Książ ? dlaczego zakazano prac poszukiwawczych Lubiążu ? i wielu innych miejscach .
Decyzje zapadały na najwyższych szczeblach władzy i resortów .
Skarb Średzki itp.
Proszę sobie przypomnieć koniec lat 80 we Wrocławiu . W lokalnej prasie pojawiały się ogłoszenia o możliwości zatrucia wody dla miasta . Ktoś domagał się wielkiej kwoty pieniędzy za odstąpienie od swojego zbrodniczego zamiaru . Natychmiast wszczęto poszukiwania w Lubiążu i Brzegu Dolnym . Przypadek ?
Później równie szybko je przerwano i ogłoszono ze szaleńca znaleziono . Był nim jak podano jakiś psychicznie chory uciekinier z zakładu dla obłąkanych .
A może to była prowokacja której celem było …no właśnie , rozpoczęcie poszukiwań w Lubiążu .
SB miała sporo materiałów na temat tego obiektu .
Kto i co ich powstrzymywało ? Należy przyjąć że to skażenie wody to nie żaden blef , taka sytuacja może zaistnieć naprawdę .
Niemiecka grupa wypadowa której rzekomym celem było zniszczenie zapasów broni chemicznej niczego nie wywiozła . Na miejscu nie było warunków do zniszczenia chemikaliów zwłaszcza jeżeli to by były trujące chemikalia . Natychmiast po „ odbiciu „ fabryki przez Rosjan obiekt został obsadzony załogą wojskową , nie zanotowano zachorowań czy śmierci spowodowanej środkami trującymi .
Nie zanotowano takich przypadków także i po wojnie . Czy to możliwe że tam coś zostało zniszczone , spalone ?
Nie wszystkie środki trujące są łatwopalne . czy w ogóle palne . Nie ma śladu po ofiarach wśród tych którzy je niszczyli . To nie była zwykła przeprowadzana w normalnych warunkach akcja . To była wojna , Niemcy działali na głębokich tyłach wroga .
Może oni mieli zniszczyć tylko dojście do miejsca składowania chemikaliów ? Zaminować wejścia , sztolnie , zamaskować szyby wentylacyjne . Takie zadanie było możliwe do wykonania w tamtych warunkach .
Może coś wynieśli , może to ten straszak , może to właśnie był trzeci Joker w talii Klozego ?
Sfinks , takim kryptonimem wywiad Galena określił grupę mającą odszukać wszystkich „ strażników „ śpiochów mających czekać na sygnał . Sfinks jest wielki ., tajemniczy , mimo że obito mu nos wciąż stoi na straży pustyni Nikt nie zna jego tożsamości , wieku ani …płci . Wciąż wzbudza zachwyt i podziw nawet teraz kiedy już nie wiadomo dlaczego tam go pozostawiono na pastwę promieni słonecznych i …gapiów .
Jest sam , tylko on jeden przeciwko wieczności . Jego bystre kocie oczy zwrócone są w stronę z której oczekiwano nadejścia wroga .

W tym czasie hauptman przebywał na terenach jeszcze do 1945 roku , do maja , zajętych przez Niemców . Był jednym z ważniejszych filarów przygotowujących ukrywających skarby i nie tylko kosztowności .
Tutaj należałoby przypomnieć kategoryczny rozkaz Hitlera nakazujący stosowanie taktyki spalonej ziemi na terenach należących do Rzeszy . Wycofujące się oddziały miały niszczyć cały przemysł i wszystko to co mogło się przydać zwycięzcom .
Jak wiemy jego głównodowodzący byli nieco innego zdania . Oni wiedzieli ze zniszczenie wszystkiego doprowadzi do zniszczenia pozostawionej tam ludności niemieckiej . zakazali niszczenia zakładów mających produkować żywność i materiały potrzebne dla życia ludności cywilnej , oni wiedzieli iż zwycięzcy tez będą tego potrzebowali bo sami nie maja nawet na własne potrzeby i nie dadzą tego Niemieckim cywilom .
Teren Dolnego Śląska był jednak szczególny . Sprzedawczyki i Szubrawcy z gminnej izby zasiali w umysłach niemieckich zbrodniarzy ziarnko nadziei . Zachodnia granica Polski na Odrze i Nysie . Proszę spojrzeć na mapę
Oprócz Łużyckiej jest jeszcze inna Nysa . W Jałcie nie ustalono na której !!! Angielskie nieuki już raz wywinęli numer z granicami Polski wytyczając tak zwana Linię Curzona . Zapewne to była krzywa po której poruszał się lord wracający z burdelu . Dobrze ja sobie zapamiętał zwłaszcza jego poobijana o latarnie głowa i taka samą namazał na podsuniętej mu mapie . Teraz Polska i Polacy ponownie zostali zdani na łaskę a właściwie na prymitywna wiedzę ich lordowskich mości , ich , angielskich . Może oni znają się na nawigacji czy locji w basenach londyńskich agencji dla starszych panów ale o geografii europy raczej nie maja większego pojęcia .
Tak samo teraz gdyby nie Stalin i zdecydowana postawa delegacji radzieckiej Polska ponownie zostałaby okrojona .
Ale w 1945 roku Niemcy jeszcze się łudzili że to nie o TĄ Nysę chodzi . Na wszelki wypadek postanowili się przygotować do następnego ruchu . Wiedzieli że talia jest znaczona , co prawda oni także znali symbole jakimi ponumerowano karty ale dla pewności postanowili wprowadzić do gry …Sfinksa , trzeciego Jokera który był zaznaczony w ten sposób ze nie miał …żadnych znaków szczególnych mimo wszystko mógł pomóc przelicytować każdego króla i asa .
Ostatnie większe ruchy i zdobycze terytorialne wojsk radzieckich na tym terenie zanotowano 16 lutego 1945 i później na początku marca tegoż roku ale to był raczej wynik „ skracania „ linii frontu „ niż jakiejś akcji ofensywnej . Przez cały ten czas jaki pozostał Niemcom do dnia kapitulacji na zajętych przez nich terenach trwały masowe prace …górnicze i budowlane . pamiętajmy że ostatnie wylewki betonu w sztolniach Książa wykonano na kilka dni przed zajęciem tych terenów przez Rosjan . Jeszcze do dzisiaj możemy „podziwiać „ góry worków cementu w na niedokończonych budowach w Górach Sowich .
Czy tak się zachowuje ktoś kto wie ze za kilka tygodni za dwa trzy miesiące będzie musiał opuścić te tereny ?
Z Czeskich fabryk wciąż napływały transporty sprzętu i amunicji . Na lotnisku pod Pragą w pełnej gotowości czekał specjalnie przygotowany He 177 , to z pokładu tej maszyny miała być zrzucona niemiecka bomba atomowa . Prac adaptacyjnych nie przerwała nawet katastrofalna sytuacja na frontach .
Śmiało można stwierdzić że prace były już na ukończeniu . Można też za amerykanami stwierdzić że jedna z trzech eksplozji jądrowych jakie miały miejsce w 1945 roku to była bomba złożona z materiałów które wyprodukowali Niemcy . Sami Amerykanie potwierdzili że wywieźli z Niemiec sporo potrzebnych materiałów inne zabrali z pokładu zatrzymanego na Atlantyku U 234 . Brytyjczycy wysłali nawet pościg za ich okrętami .

Sugeruję że wycofujący się Niemcy pozostawili na ziemiach polskich kukułcze jajo i to sporych rozmiarów .
Zbocza Śnieżki zwłaszcza od strony północnej idealnie nadają się na gniazdo . To właśnie tego gniazda szukali
Tak zwani turyści w marcu 1968 roku . To na nich zrzucono tą lawinę . Ktoś kolejny raz wykorzystał Jokera z twarzą Sfinksa . Dziwne jest to że po tak wielkiej tragedii nie wszczęto żadnego śledztwa . Nie zrobiono nic oprócz zmiany trasy szlaku . Widocznie poprzednia zbyła zbyt blisko tego czegoś .
Tego poszukiwanego jaja . szlak był zamknięty i to dość długo . Służby specjalne i to nie tylko z polski dokładnie penetrowały i przeszukiwały miejsce tragedii . Znalezione tam przedmioty tez dawały i nadal dają sporo do myślenia . Ich lista została utajniona , dlaczego ? Przecież wiadomo że to nie byli zwykli turyści lecz agenci . Tylko po co nawet „ zwykłemu „ agentowi w polskich górach Licznik ……
Proszę porównać zbieżność dat trzech ważnych dla Polski i świata wydarzeń 1968 roku .

„ transport dotarł do celu . niewolnicy i nadzorujący ich kapo zaczęli wnosić ciężkie pojemniki i skrzynie do sztolni . Droga była dość długa i uciążliwa nawet dla eskorty która nie musiała nosić nic więcej oprócz karabinów . Więźniowie zauważyli ze niektórzy ze strażników mieli długie gumowe płaszcze a przecież nic nie padało . Niektóre z pojemników były bardzo ciężkie , nosiły je 4 osoby . Było ciemno ale strażnicy nie zezwalali na używanie jakichkolwiek świateł. To było ważne ponieważ skrzynie musiały być układane w odpowiedniej kolejności . napisy w dwóch językach !!! były bardzo małe , na dodatek te zrozumiałe dla tragarzy zrobiono wapnem , nawet nie kreda tylko wapnem które łatwo się ścierało . Do groty były dwa wejścia . Rozładunek trwał prawie 4 godziny . Skrzynie po zdjęciu z samochodów były przenoszone dalej w góry w miejsce w którym nie było żadnej drogi . Co kilka metrów stał uzbrojony strażnik a do tego za każdym tragarzem za każdą skrzynka szedł SS-man . Kierowcy kompanii samochodowej pokonywali ta samą trasę jeszcze trzy razy . Później wyjazdy wstrzymano bo podczas powrotu trafili na korki wzdłuż drogi i nie zdążyli wrócić przed świtem . Kolumna została zaatakowana przez lotnictwo . Część tragarzy rozbiegła się po okolicy , część zginęła w samochodach jednak bardzo wielu zginęło od kul eskorty .uciekinierzy nie mieli zbyt wielu szans na przeżycie .
Po zakończeniu prac ocalałe ciężarówki wraz z ludźmi wróciły do Jeleniej Góry. „

Kiedy opowiadającego zapytano jak długo trwała jazda w jedna stronę ten odpowiedział że zawsze jeździli innymi drogami ale nie do samego końca , przed ostatnim postojem na którym rozładowywano samochody zawsze wjeżdżali na ta sama obstawiona wojskiem drogę .


Takich i wiele podobnych relacji w archiwach UB a później SB jest bardzo wiele .

W 1989 roku miałem możliwość rozmawiać z jedną z osób zajmującą się ta sprawą .
To on zaproponował spotkanie . Zaaranżowały je moje znajome z Berlina . Powiedziały mi o tym .
W tym czasie w tamtych kręgach już wiedziano o mich kontaktach z S . Ja nigdy temu nie zaprzeczałem chociaż wiedziałem ze to tylko zwykłe rozmowy , nic nie znaczące dialogi . Ja wypytywałem S głównie o tematy dotyczące mojej sprawy , wszyscy wiedzieli ze Pan Stanisław był prawdziwym fachowcem . Lubiłem słuchać jego opowieści . Wiedziałem ze niektóre z nich sam wymyślił . Fakty i daty jednak były prawdziwe , zmyślał nazwiska . Może nawet nie sam lecz powtarzał błędy innych agentów .
Niektóre z rozmów nagrywałem , on wiedział i wtedy gadki były bardziej kwieciste ale nie zawierały konkretów

Podczas jednej z takich pogawędek chyba nie przypadkowo zorganizowanej w Świerzawie dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy . To było latem , rozmówca widział i wiedział że nie będzie nagrywania .
Zapytał wprost co jest grane , kto o tym spotkaniu wie. Odpowiedziałem zgodnie z prawda że ja nie chwaliłem się nikomu . Teraz wiem dlaczego były te pytania , dziwie się że S wcześniej nie wiedział bo wynikało ze nie wiedział . W tamtych czasach znana była jeszcze jedna osoba która ma takie samo nazwisko jak moje
Tak się składa że ten ktoś zajmował się podobnymi sprawami co S . Ale to tylko przypadkowa zbieżność nazwisk , nie jesteśmy nawet daleka rodziną . O istnieniu tamtej osoby dowiedziałem się w czasie kiedy pokazano mi teczkę z donosami na mnie . Niektóre były na tamtego . Szkoda ze nigdy się nie spotkaliśmy .
Mężczyzna zmarł w 1993 roku , miał 67 lat , podobno wylew .

W latach 60 izraelskie służby specjalne nasiliły działania mające na celu demaskowanie hitlerowskich zbrodniarzy wojennych . Wielu z nich korzystało z ochrony służb specjalnych innych krajów . to żadna tajemnica ze zbrodniarzy i to tych największych chronili Anglicy , Niemcy , Amerykanie , Rosjanie …
Teraz jednak nie mogli być pewni , wiedzieli że izraelskie służby specjalne są wszędzie , korzystają z informacji osób które maja ich chronić . Panem K zainteresowali się ludzie w Izraelu .
Hauptman nie brał udziału w eksterminacji Polaków czy Rosjan ale z Żydami walczył od 1938 . Oni mogli mu postawić zarzuty , mogli porwać , zamordować albo przewieźć do Izraela .
Najprawdopodobniej został odnaleziony przez ich służby . Doszło do rozmowy , nawet przesłuchania . Kloze był obserwowany przez cały czas , dzień i noc , nie tylko przez żonę . Ssłużby kądrwywiadowcze PRL już od dawna obserwowały ruchy izraelskich agentów na terenie PRL . W tym czasie na poligonach Dolnego Śląska szkolono syryjskich , egipskich , jordańskich czołgistów . Tutaj masowo handlowano „ kaczkami „ / potoczna nazwa czołgu T – 34 / , promowano nowsze „ cudeńka „ T 55 i T 54 . Tutaj przeprowadzano ostatnie szkolenia doskonalące pilotów i artylerzystów . W zamian za te ustrojstwa polskie tankowce dowoziły „ słodka ropę „ .
Bardzo często dochodziło do współpracy wywiadów izraelskiego i czechosłowackiego . Polskie fabryki zbrojeniowe były konkurencja dla przemysłu Czechosłowacji . To właśnie tutaj odegrano preludium wojny 6-Dniowej . Zapewne jak zwykle sprzedający przechwalił towar i efekty były takie jakie widzieliśmy na pustyniach Egiptu , Syrii i ulicach Jerozolimy .
Rodacy ludzi z izraelskich służb specjalnych byli tragarzami dźwigającymi skrzynie do jaskiń jaskiń grot .Teraz być może i oni chcieli wejść na scenę ale interesowała ich tylko i wyłącznie jedna rola – dyrygenta . Nuty już mieli , tancerzy upatrzyli sobie przez te ostatnie lata . Jest pewne że sporo informacji uzyskali od swoich ziomków pracujących w Polsce . To oni i tylko oni mogli znać materiały obciążające Klozego i to co ukrywał .

Przypuszcza się że Niemcy w ostatnich dniach II wśw. ukryli oprócz dóbr kultury i depozytów ludności także swoje zapasy broni chemicznej . Nie było tego aż taaaak dużo jak to się wypisuje na okoliczność różnych tajemniczych i „ sensacyjnych odkryć „ . Największym straszakiem jest jednak to czego nie wiemy , no właśnie ile tego naprawdę jest . Jaką bronią dysponujemy , możemy zabić dzika czy tylko bażanta a może całe stado .
Spójrzmy na ukształtowanie terenu i cieki wodne .
Północne stoki Masywu Śnieżki . Czarny Staw , źródła rzek , potoków zasilających Odrę .
Ale nie wszystkie trucizny roznoszone są przez wodę . Wysokość Śnieżki – 1602 m.n.p.m
Najwyższy szczyt w regionie . Przy sprzyjającym wietrze gazy bojowe , środki trujące rozpylone nad szczytem , pod szczytem są stanie skazić ogromny teren Kotliny Jeleniogórskiej i dalej . Nie SA potrzebne nosiciele , rakiety czy samoloty . Ładunki można odpalić z bezpiecznej odległości lub ustawiając mechanizm czasowy Ukształtowanie terenu Kotliny powoduje że niżej ruchy powietrza SA znacznie słabsze przez co środki trujące mogą się utrzymywać znacznie dłużej zgodnie z zamiarem ludzi szukujących niespodziankę miała ona być wykorzystana w okresie letnim podczas upałów . Być może planowali lato 1945 roku ? Kiedy wszystko już zostało przygotowane zleceniodawcy zaczęli pozbywać się świadków . Ginęli tragarze i ich eskorta . Kloze miał powody żeby obawiać się o swoje życie . On i wielu takich jak on . Jednak hauptman miał pewną przewagę nad innymi . Sporo wiedział i sporo z tej wiedzy spisał. W 1945 roku był jednym z nielicznych którzy znali pełną Listę Grundmana . Większość z nich sam wybierał . Być może część ukrytego majątku postanowili spisać na straty , wiadomo na wojnie straty muszą być . Co ujawniono w pierwszej kolejności ? Oczywiście to co wtedy było najbardziej poszukiwane . nie złoto , kosztowności ale składy broni amunicji , a nawet ukrywający się oficerowie co do których nie było wątpliwości iż nie wygadają niczego ważnego . Chodziło o to żeby zdobyć zaufanie oficerów prowadzących . Na strażników wyznaczano doświadczonych ludzi . Powojenni śledczy to zazwyczaj banda głodnych zemsty Żydów lub ich uczniów . Łatwo ich było zwieźć . Kloze był fachowcem . S przypuszcza że Mosadowi wydał go jeden z takich obrzezanych młokosów którego kapitan ośmieszył przed podwładnymi .
Otóż po rozmowie wychowawczej , groźbach porwania czy śmierci kapitan zapewne ujawnił część swojej wiedzy . Obiecał dostarczyć dowodów . być może to go uratowało . O całej sprawie dowiedzieli się jego opiekunowie i to na wschodzie i ci na zachodzie . Tam tez o nim nie zapomniano .
Obie strony postanowiły działać . Strona Czechosłowacka także miała się czego obawiać . Pogoda zmienną bywa , w naszych stronach częściej wieje z południa lub zachodu ale wiatry z innych kierunków też bywają .










cdn ,

Na imię miała Matylda

Na imię miała Matylda
Niewiele faktów udało mi się ustalić . To co napisałem na pewno jest prawdą .
Okolica Miejscowości bardzo się zmieniła . Zmienił się układ dróg , to akurat jest ważne .
Pominę nazwę wsi . Ostatni raz byłem tam w grudniu 2004 roku i najprawdopodobniej już nigdy jej nie zobaczę
Wszystko zaczęło się ponad 150 lat wcześniej .
Obecnie wyjeżdżając z * w stronę Trasy / tak miejscowi nazywają lokalną drogę główną / przejeżdżamy obok przedwojennego dworku wybudowanego przez dzierżawcę majątku rodzinę Kobylińskich , wtedy jeszcze go nie było , wtedy nie było jeszcze kościoła / rok bud. 1926-8 / ale na pewno nad potokiem rosły już ogromne iwy .
Mijamy mostek i jedziemy dalej . Po prawej stronie widać las zwany Lasem L .... .
Po przejechaniu około 500 metrów dojeżdżamy do skrzyżowania drogi asfaltowej z droga gruntową .
W tamtych czasach to ta droga była droga główną , jedynym świadkiem tamtych czasów jest pień sosny na którym kiedyś wisiała przydrożna kapliczka . Obecnie obok spróchniałego pnia stoi wysoki drewniany krzyż / od 2000 roku / Wprawny obserwator zauważy ze w miejscu gdzie kiedyś wisiał obrazek znajduje się małe wgłębienie . Tak , dobrze się domyślacie w tym wgłębieniu za obrazkiem znajdowała się skrytka , schowek w którym ukryto szkic , wiadomość o zakopanym skarbie z czasów II wojny światowej a właściwie to z czasów tuż po niej z 1946 roku . Pomijam ten watek . Zainteresowanym wyjaśniam że tamto miejsce już zostało odnalezione . Wiosną 1995 roku w pobliskim zagajniku w którym kiedyś biło źródełko i była sadzawka odkopano sporą skrzynkę . To jakieś 350 metrów w lewo – skos od tego miejsca . Dzisiaj / 2004 grudzień / w miejscu znaleziska są jeszcze dobrze widoczne ślady po tamtych poszukiwaniach i ...otwór w ziemi w którym znajdowała się skrzynka . Można tam dotrzeć jadąc Trasą , to jakieś 30 kroków od Trasy .
Na tym skrzyżowaniu kiedyś – 1844 i później - inny był układ pierwszeństwa , ważności dróg .
Praktycznie skręcając w prawo w drogę gruntową możemy dojechać jeszcze kilkaset metrów w stronę Lasu L . Dawniej można było przejechać aż do Trasy . Obecnie około 300 metrów dawnego traktu zostało ...zaorane .
Jeżeli zdecydujemy się na jazdę samochodem to po 400 metrach droga nam się ...skończy .
Na przedłużeniu jej linii , już na skraju lasu , zobaczymy wiekowe dęby , to tam kiedyś stała Karczma w której urodziła się Matylda . Karczmarzem był jej ojciec . Dawny układ dróg wyznaczają wiekowe kilkusetletnie dęby .
To był Trakt Warszawski . Obecnie nie ma już Traktu , nie ma już śladów po karczmie . Zostały tylko dęby niczym te w Rogalinie . Dziewczyna dorastała tutaj w lesie , a właściwie na jego skraju . Po ukończeniu 15 lat rodzice wysłali ja do rodziny w Krakowie , wtedy w Zaborze Austryjackim . Tam dziewczyna miała się zapoznać z życiem w „ wielkim świecie „ .
W 1861 roku wybuchło Powstanie Styczniowe .
Podczas Powstania Karczma została spalona przez oddział Taczanowskiego . Ojciec Matyldy zginął .
Po zakończeniu walk Dziewczyna wraz z krewnym wróciła na zgliszcza rodzinnego domu .
To był rok 1865 . dziewczyna miała już 21 lat . Musiała być bardzo ładna bo podczas krótkiego pobytu w okolicy – krewny szukał pomocy w odbudowie karczmy - zakochał się w niej syn dziedzica z pobliskiego P.
Cała ta historia zakończyła się ślubem w kościele w P .
Młodzi szybko zostali sami na włościach bo rodzice dziedzica wyjechali a później umarli czy też zginęli – obecnie mówi się że matka umarła a ojciec został zesłany na Syberię .
Ale ta wersję najprawdopodobniej dorobili , dopisali obecni spadkobiercy rodu , zesłańcy to dość modny i bardzo pożądany element historii rodu .
Młodzi żyli dość szczęśliwie i dostatnio w majątku w P . karczmy już nigdy nie odbudowano .
Dzisiaj można znaleźć ślady gdzie stała , las jest tam niższy , w ogóle brak wysokich drzew .
W wyniku represji po Powstaniu Styczniowym P . w 1870 roku traci prawa miejskie , gospodarka podupada .
Młody dziedzic nie potrafi przystosować się do nowych realiów . Majątek popada w długi .
W 1872 roku dziedzic wyjeżdża do Warszawy , podobno ma załatwić pieniądze na przetrwanie majątku , w pobliskich G. Powstaje fabryka maszyn rolniczych . On tez ma plany ale nie ma zdolności Ojca .
Wyjeżdża i już nigdy nie wraca . jego żona walczy z nachodzącymi ja żydami domagającymi się spłaty długów .
Dzieci chorują . Po śmierci najmłodszej córeczki kobieta się załamuje .
5 maja 1872 roku opuszcza dwór , każe się zawieź na miejsce w którym stała karczma jej ojca . Nie jedzie powozem tylko zwykł furmanką , podwozi ją Żyd z G. Niejaki Tarnnowski / takie nazwisko nosili jego potomkowie po II wojnie światowej / Podwozi i nie otrzymawszy zapłaty odjeżdża .
Mąż Matyldy był im winien spora sumę pieniędzy . Matylda podobno chciała dać im ziemię po karczmie ojca .
Rodzina Tarnowskich Mieszka w G. Do dzisiaj . maja sklep w ryku / dawnym rynku od 1870 roku G . podobnie jak P. jest tylko wsią / .


We wrześniu 1982 roku w PRL – u / tak wówczas nazywała się Polska / trwa stan wojenny . Ja już podjąłem decyzję , w przyszłości pójdę do szkoły wojskowej na ZMECH . Decyzje podjąłem już wcześniej ale wtedy została niejako zatwierdzona . Interesowała mnie tematyka wojska , czytałem sporo książek o II wojnie światowej , w swojej własnej biblioteczce miałem ich ponad 500 . We wrześniu odbywały się różne teleturnieje na temat wiedzy o II wojnie światowej i o wojsku . Jeden z takich teleturniejów wygrałem . W finale pokonałem ekipę ZSMP której szefem był ...Jerzy Jaskiernia – późniejszy szef tej organizacji . W półfinale walczyliśmy z trzema ekipami szkół wojskowych , czerwone świnie utrudniały mi jak mogły ale w półfinale mieliśmy 99 pkt. Na 100 możliwych później nasza opiekunka złożyła reklamację i ten setny punkt nam uznano . Czyli 100 na 100 możliwych . Do dzisiaj pamiętam z kim się wówczas starłem – to był pułkownik Kwiatkowski ale nie ten z filmu tylko taki facet który był Ministrem Ds. Wyznań w gabinecie Wojciecha Jaruzelskiego . / później /
Później ten sam pułkownik był wykładowcą w szkole do której się dostałem . Sporo dyskutowaliśmy o religii ale wówczas już nie miałem prawa do składania reklamacji . Szkołę ukończyłem chociaż na III roku straciłem chęć kontynuacji nauki . Szyki pomieszał mi Minister Spraw Wewnętrznych generał Czesław Kiszczak . Na początku
Przedostatniego semestru dostałem taki mały medal i dyplom od ministra . Wręczył mi go osobiście a ja jako jedyny nie musiałem salutować . / miałem przestrzelone lewe ramię , bliznę mam do dzisiaj , a prawą rękę sam sobie zawiesiłem na temblaku bez zgody i wiedzy lekarzy – płk. Czaplicki / . Mogłem wówczas , po wyzdrowieniu , wybrać sobie jednostkę w której chciałbym służyć – wybrałem ta do której zsyłano za karę .
Uzasadniłem to tym że tam są wszyscy moi najlepsi kumple a ja dostałem jedyną możliwość żeby się z nimi spotkać , a po drugie pogonić te cioty z solidarności . Te cioty wystarczyły żeby mnie usunąć z LWP a wcześniejsze kilkanaście podań nie .
Otóż po odebraniu nagrody za zwycięstwo w teleturnieju / 10.000 zł i wyjazd do Moskwy , z wyjazdu zrezygnowałem / zaprowadzono nas do takiej sali w której stały ławki a na nich karabinki , pistolety i niewypały Po chwili ktoś zapytał co bym zrobił gdybym takie cos – to była mina PMD 6 – znalazł na drodze w lesie ?
W 1983 roku nie mogłem znaleźć PMD 6 z czasów II wojny światowej bo to była mina drewniana – to D w nazwie – więc powiedziałem że rozbroiłbym żeby inni na nią nie weszli .
Bez ceregieli zabrałem się za rozbrajanie tej i innych min . Dodam że jedna była prawdziwa i miała służyć do przestraszenia „ wieśniaków „ . Ja tez rozbroiłem bo jak wspomniałem taką tematyka interesowałem się od dawna . Niestety faceci z komisji byli innego zdania . Wyrzucili mnie ze szkoły na rok przed maturą .
Oczywiście zaproponowali mi inną szkołę ale ja z niej zrezygnowałem . Napisałem że ze szkoły wojskowej też rezygnuję . Wtedy decyzję komisji odwołano ale ja już wyjechałem do krewnych w okolice wsi * .
Tutaj nie bez trudności przyjęto mnie do liceum .
Uczyłem się pilnie do matury . Znalazłem sobie przyjaciela . Miał cztery łapy , ważył 70 kg i nazywano go Tygrys . Każdy kto był od niego lżejszy i głupszy mógł zostać jego karmą .
My bandyci – tak mi napisali w opinii – szybko znaleźliśmy wspólne drzewko . Taki wielki dąb na skraju lasu zwanego L ... . Wiosna była wówczas piękna i przyszła wcześnie . Często chodziłem tam z Tygrysem . Kolegów nie miałem zbyt wielu , wiadomo , wyrzucili mnie z Gdańska . Zbytnio mi nie zależało na „ wieśniakach „ .
Ziemia była jeszcze chłodna więc zrobiłem sobie ławeczkę . Tygrys tez był zadowolony bo tutaj daleko od ludzi i dróg odpinałem mu smycz i mógł biegać gdzie chciał . Jeszcze dzisiaj pamiętam tamte chwile . Po kilku dniach pies przestał słuchać właścicieli a mnie się bał . Kiedyś znaleźliśmy lisa w sidle . Pies chciał go pogryźć ale ja zarzuciłem psu sznurek na szyję i podciągnąłem na drzewo a lisa uwolniłem z sidła . Pies wielki , tylko kilka kg lżejszy niż ja zaczął się mnie bać .
Chodziliśmy na skraj lasu , ja siadałem na ławeczce i wkuwałem do matury a Tygrys uganiał się za zającami .
Kiedy się zmęczył przybiegał do mnie i gapił się , czekał na wodę . Strumyk był kilka metrów niżej ale on nigdy się nie zniżył do poziomu wody . Ja też mu nie wlewałem . Nie mogłem mu ustąpić chociaż czasem było mi go żal . Czasem celowo przedłużałem nasz pobyt na ławeczce .
Pamiętam jak już w maju przed maturą usnąłem i opaliłem się na czerwono .
Maturę zdałem w tym matematykę , rozwiązałem wszystkie zadania , absolutnie wszystkie i to na długo przed czasem w którym mogliśmy wyjść do WC . Dodam że w ciągu niecałej godziny 5 zadań . Dokładnie 50 minut od chwili otrzymania zadań .
To było bardzo dziwne bo nie miałem żadnej ściągi , owszem lubiłem matmę ale bez przesady wydaje mi się ze na maturze zadania są trudniejsze niż zwykle .
Później często odwiedzałem to miejsce , tą cudowna ławeczkę .
Zazwyczaj w rocznice matury ale później już tylko podczas urlopu , latem .
Kiedyś przy mojej ławeczce zastałem miejscowych . Mimo ze było ich kilku nieźle oberwali , pamiętam że wystrzeliłem wówczas kilkanaście szt. amunicji . Poszczuli psa więc im go zastrzeliłem .
Była miejscowa milicja , jeden z nich się stawiał a że był nietrzeźwy więc wezwałem swoich . Do izby wytrzeźwień odwieziono 9 osób .
Latem 2003 roku jak zwykle przyjechałem do miejscowości * żeby odwiedzić miejsce pod dębem .
Jak zwykle postanowiłem ze pójdę tam z psem . Tygrys , tamten Tygrys już nie żył ale rodzina miała inne go psa też Tygrysa , i tez Kaukaza . Ten był bardzo łagodny i nawet miejscowe koty się go nie bały , nie wiem czy ktokolwiek się go bał . Na wycieczkę zabrałem służbowa Berettę kal. 6,5 bardzo ja lubię , kiedyś uratowała mi życie , w magazynku miałem 12 szt. amunicji i jeden pocisk w lufie , znaczy w komorze nabojowej o którym zapomniałem !!! .
Dodam że nabój wzmocniony z odległości do 25 m przebija absolutnie każda „ kamizelkę kuloodporną „ jaka widziałem . Potrafi rozwalić karter silnika nawet Audi A 8 i VW każdy model .
Już z daleka zauważyłem że przy mojej ławeczce pali się ognisko albo ktoś griluje . Stoją tam samochody . Kiedy podszedłem bliżej rozpoznałem Warszawską rejestrację .
Prawie podbiegłem i zapytałem co ta banda tutaj robi . Okazało się że razem z nimi był miejscowy ksiądz proboszcz , Zdulski . Znałem go , on też mnie poznał .
Okazało się że obecni tutaj „ bandyci „ z Warszawy to krewni ... dziedziczki która 5 maja 1872 roku powiesiła się na jednej z gałęzi tego dębu . Tuż nad moja ławeczką .
Ksiądz wiedział jak się skończył mój ostatni pobyt w tym miejscu więc wolał nie ryzykować i przejął inicjatywę Powiedział , tak opowiedział zgrai kim jestem i po co tutaj przychodzę .
Później przedstawił mi kim są najeźdźcy . Widziałem że przybysze spoglądają na moja Berettę .
Zauważyłem że chyba znam jedną z kobiet . Okazało się że jednak mam dobra pamięć , kobieta w przeszłości była ministrem bez teki . Dziedziczka była jej pra pra pra babką .
Od 1972 roku przyjeżdżają tutaj , palą znicze , świeczki . W kronikach parafialnych udało im się ustalić miejsce pochówku dziedziczki .
W tamtych czasach wisielców nie grzebano na cmentarzu tylko w polu w nie poświeconej ziemi .
Ksiądz odszukał to miejsce . W okolicy jest sporo krzyży w polach . Jedne z czasów Powstania inne z czasów zarazy jaka nawiedziła te ziemie w latach 1902 , 1905 inne z okresu wojen światowych .
Jeden z nich ustawiono w miejscu pochówku dziedziczki która powiesiła się na wielkim dębie / już wówczas był wielki / 5 maja 1872 roku .
Ksiądz opowiedział mi historię dziedziczki . Obcym wyjaśnił dlaczego ja tutaj przychodzę . Okazało się że być może do matematyki zakuwałem właśnie w rocznicę tamtego tragicznego wydarzenia z 1872 roku .
Wskazano mi miejsce pochówku Matyldy .
Pokazali mi dagerotyp z podobizną dziedziczki i jej dzieci . dziewczynka była pra pra babką Pani Małgorzaty . Naprawdę była piękną kobietą .
Następnego dnia pojechałem tam na Jej grób i zapaliłem świeczki . Teraz już wiem że to Ona pomogła mi w zdaniu egzaminu dojrzałości , zwłaszcza z matematyki bo to właśnie matmę wkuwałem na ławeczce pod drzewem na którym się powiesiła .
Szkoda ze teraz już nie będę mógł zapalić świeczek na Jej Grobie .
Kiedy obcy sobie pojechali zrobiłem księdzu karczemna awanturę ze nie powiedział mi o tym wcześniej , wiedział od dawna , oczywiście wtedy kiedy uczyłem się do matury jeszcze go nie było w tej parafii ale znamy się już kilka lat .

Podczas jednego z mich ostatnich pobytów w tamtej okolicy jak zwykle poszedłem na ławeczkę , na pniu dębu ktoś powiesił obrazek . Usiadłem i zadarłem głowę do góry . Starałem się wypatrzyć gałąź na której mogła zawisnąć . Byłem sam bo moi krewni już nie mają tego psa .
Kiedy odchodziłem zerwał się mały wiaterek , poruszyły się konary dębu , zaszumiały liście . Później pojechałem na pola w okolicy Z . Wśród wielu krzyży wypatrzyłem ten jeden , ten który upamiętnia Jej miejsce spoczynku , miejsce w którym ja zakopano w maju 1872 roku . Wówczas takim jak Ona nie stawiano krzyży , miejsca oznakowywano dużymi kamieniami , może po to żeby nie wyszła nocą z grobu i nie zemściła się ?
Pierwszy krzyż postawiono dopiero w roku 1902 . Wg miejscowej legendy postawił go ostatni żyjący wierzyciel dziedzica . Pomagał mu syn człowieka który odciął sznur / wg zapisków z kroniki nie powiesiła się na sznurze / . W ten sposób chcieli uprosić Opatrzność żeby nie zsyłała zarazy na ich rodziny . W tamtych latach setki ludzi zmarło na cholerę . Dzisiaj miejsca ich spoczynku upamiętniają przydrożne krzyże i kapliczki . Wiele z nich stoi po prostu w szczerym polu . Nie wszyscy jednak maja znaki krzyża na mogiłach . Wiele osób pochowano w nieoznaczonych miejscach i dzisiaj już nie ma po nich śladu .
Jeden z większych cmentarzy cholerycznych jest tuz za rzeką jadąc z Z do G , po prawej stronie drogi , dzisiaj stoi tam duża drewniana poświęcona kapliczka .
Często widzę tamten dagerotyp zwłaszcza we śnie .
Jestem pewny że Tamta jest bardzo ale to bardzo podobna do kobiety która do dzisiaj mieszka w miejscowości *
Akurat nie znam jej dobrze , czasem widywałem na drodze , w sklepie .
Chyba ma na imię Elżbieta .









Święta Anna wieś i klasztor

Święta Anna

Tuż przed dzisiejszym sanktuarium Św. Anny stała do końca w. XVI karczma (na szlaku handlowym), a obok niej krzyż drewniany, który w r. 1499 kazał ustawić proboszcz z Przyrowa ks. Węgierski. Nosił on nazwę: "Męki Bożej Świętej Anny Samotrzeciej", by upamiętniać kilka cudownych widzeń jakie miały miejsce w lesie na północ od Przyrowa. Jednym z nich było ukazanie się pastuszkowi trzech postaci, z których środkowa trzymała na kolanach Dzieciątko. Gdy ustalono, że musiała to być św. Anna, oraz jej córka - Maria Boska i wnuk - Chrystus, postawiono w tym miejscu kapliczkę drewnianą, a starosta olsztyński Paweł ze Szczekocin sprowadził do niej późno - gotycką, drewnianą figurę obecnej patronki tegoż miejsca. W r.1554 krakowska mieszczka Anna Krokierowa stawia tutaj nową kaplicę drewnianą, która przetrwała do początku XVII w. Znajdowała się w niej nadal ta sama figurka, którą opiekują się proboszczowie z Przyrowa. Oni też sprowadzają tutaj z początkiem XVII w. przedstawicieli Zakonu Braci Mniejszych Świętego Franciszka, czyli Bernardynów - by przejęli dalszą opiekę nad figurką św. Anny. Po wykupieniu od Jakuba Klucznika jego karczmy, urządzają w niej swoją siedzibę, by móc przystąpić do budowy zespołu kościelnego klasztornego. Najpierw jednak stawiają w r. 1609 murowaną kaplicę dla figurki św. Anny - którą darzą szczególną czcią. Kaplica ta staje się następnie częścią kościoła, którego budowę ukończono w r. 1617. Najdłużej trwało wznoszenie klasztoru, który ukończono dopiero w r. 1668.
Przypomnij sobie co wspominałem o Pustelni z Kruszyny /Mimo częstych sporów między zakonnikami a mieszkańcami Przyrowa o stawianie pod murami klasztoru straganów z wyszynkiem - co doprowadzało do spraw sądowych, Bernardyni przetrwali tutaj ponad 250 lat. Dopiero w r. 1864 zostali usunięci przez władze carskie za udzielanie pomocy Powstańcom Styczniowym. Pozostawiono tylko jednego, najstarszego zakonnika (aż do jego śmierci) a klasztor zamieniono na koszary. Dewastowany przez wojsko carskie został w r. 1869 oddany zakonnicom: usuniętym z Piotrkowa Trybunalskiego Dominikankom i także usuniętym z Częstochowy Mariawitkom. Po żmudnym i długim remoncie tak klasztoru jak i kościoła wybucha tu w r. 1881 wielki pożar. Odbudowa trwa przez 5 lat - tak ze środków rządowych jak i specjalnej kwesty - jednak zakonowi cofnięto prawo prowadzenia nowicjatu. Nowe zakonnice przyjmowano więc w sposób tajny, zaostrzając jednocześnie regułę zakonną. Dopiero w r. 1905 ogłoszono carski dekret tolerancyjny zezwalający na przyjmowanie nowych mniszek. Jednak ostra reguła trwa tutaj nadal, a nawet w roku 1908 dochodzi do dalszej reformy. W jej wyniku powstaje zamknięta klauzura, czyli zakaz wstępu do wydzielonej części klasztoru osobom obcym, jak i opuszczania jej bez zgody przełożonej. W czasie I wojny światowej klasztor nie doznał żadnych zniszczeń, a w okresie międzywojennym systematycznie się rozwija, dochodząc do 25 zamieszkałych tutaj mniszek.

Podczas okupacji Niemcy zajmują częściowo klasztor oraz dokonują 4 września 1939 r. masakry uciekinierów. Dzisiaj można odszukać pod murem gospodarstwa przyklasztornego (wejście przez bramę obok sanitariatów dla pątników) zbiorową mogiłę w której spoczywa 28 bezimiennych Polaków. Mogiła znajduje się na terenie wirydarza i dostęp do niej możliwy jest tylko za zgodą sióstr , zazwyczaj wystarcza zgoda furtianki .
Nie ma na niej żadnej tablicy czy informacji o popełnionej tutaj zbrodni wojennej . Przekazywana jest wersja o egzekucji podczas okupacji . Natomiast pod północnym murem kościoła zachowana jest mogiła żołnierza Wojska Polskiego poległego w Kampanii Wrześniowej i pochowanego tutaj w nocy, pod bokiem stacjonujących Niemców. Nagrobek jest widoczny z miejsca w którym stoi dzwon . Z moich obserwacji wynika że ostatnio był odnawiany bo kiedy widziałem go w latach 80 wyglądał inaczej . Niepokoi mnie fakt że w tym kącie dziedzińca posadzono młode sosny . jak drzewka podrosną mogiła będzie niewidoczna .

Po lewej stronie widać nowy dzwon (z r. 1996) - stanowi dar za odzyskanie zdrowia przez fundatora.

W klasztorze tym mieszkała w latach 1881- 92 Wanda Malczewska. Jej przepowiednie, że mimo upadku Powstania Styczniowego Polska jednak zmartwychwstanie budziły nadzieje w udręczonym narodzie - który miał szukać pocieszenia w modlitwach do Chrystusa.

Celowo pomijam opis objawień jakich doznała jedna z sióstr , dawniej mieszkająca w pobliskim Żytnie .
Była nią właśnie Malczewska , kobieta w Powstaniu straciła męża i dzieci , Bóg rozum jej odebrał . Stad te wizje i „ proroctwa „ .

W Świętej Annie zbiegają się trasy dwóch najstarszych pielgrzymek na Jasną Górę. Pielgrzymka Warszawska już od r. 1711 przychodzi nieprzerwanie do Częstochowy, dochodząc po 7 dniach marszu do sanktuarium św. Anny. Natomiast za najstarszą pielgrzymkę z Krakowa uważa się tę z r. 1434, kiedy to niesiono do Częstochowy odrestaurowany obraz Czarnej Madonny. Cztery lata wcześniej został uszkodzony przez rabusiów i Paulini Jasnogórscy zawieźli go na dwór Władysława Jagiełły w Krakowie z prośbą o naprawę przez nadwornych malarzy monarchy. Teraz także krakowianie przyczynili się do wyremontowania w r. 1957 zabytkowej figury św. Antoniego, która stoi na wysokim postumencie w miejscu odpoczynku pielgrzymek pod klasztorem dominikanek. Tak jak figura świętego wita teraz pielgrzymów w Świętej Annie, tak sam Antoni też witał pielgrzymów przybywających do Rzymu na początku XIII w., bowiem jako franciszkański misjonarz, był też świetnym kaznodzieją. Po śmierci w r. 1231, pochowany został w Padwie (północne Włochy) i po kanonizacji wybudowano na jego grobie słynną bazylikę, gdzie pielgrzymi modlą się o pomoc w trudnych sytuacjach życiowych.

Należy dodać że ostatnio pielgrzymi z Warszawy nie zbyt mile widzianymi gośćmi w tych stronach , zbyt świeża jest pamięć o ekscesach i burdach z udziałem zwłaszcza tak zwanej grupy studenckiej . Tony śmieci setki butelek i puszek po piwie , winie .
W kruchcie tablice upamiętniające jednego z większych dobrodziejów i fundatorów klasztoru .
Nazwisko Silnicki .

Przyrów 8 dzień stycznia 1945 roku

8 stycznia 1945 roku Wieś Przyrów została otoczona przez oddział wojska w mundurach Wermachtu . W tym czasie w okolicy były prowadzone różne roboty fortyfikacyjne . Mieszkańcy przypuszczali że chodzi o selekcję do prac przy okopach i bunkrach .
Tym razem powód niezapowiedzianej „ wizyty „ był inny niż zwykle .
Niemcy ? – do dzisiaj nie ustalono kim byli „ najeźdźcy „ , zebrali ludność na placu .
Oznajmili że szukają zaginionego poprzedniego dnia jednego ze swoich kamratów . Rozpoczęły się przesłuchania , śledztwo w niemieckim stylu . Wybrali 50 mężczyzn jako zakładników . Zamknęli ich w stodole która stała w tym samym miejscu w którym dzisiaj widoczny na zdjęciu pomnik ofiar tragedii .
Następnie stodołę podpalili . Mój znajomy Pan Jerzy M. mieszka w pobliżu , jakieś 30 m od tego miejsca . Wcześniej mieszkała tam jego rodzina .
Żołnierze wybrali inna grupę osób i odprowadzili ja kilkaset m za wieś a następnie …zwolnili do domów .
To wszystko zdarzyło się 8 dni przed wyzwoleniem wsi przez wojska radzieckie .

Po wojnie natychmiast przeprowadzono śledztwo , dochodzenie w tej sprawie . Zeznawali wzięci do niewoli gestapowcy z Częstochowy , żołnierze i SS-mani . Nikt nie potrafił powiedzieć jaki oddział Wermachtu mógł znajdować się w okolicy . Dziwne jest to ze Niemcy nie pochwalili się dzisiaj swoim wyczynie . dzisiaj tym czasie robili bardzo wiele żeby zastraszyć ludność Polską . Wiedzieli już że dzisiaj tej strony nie uzyskają poparcia dzisiaj walce dzisiaj bolszewizmem . Propozycja stworzenia „Polskiego Wermachtu „ nie powiodła się chociaż akcja było nagłośniona , wywieszono plakaty .

Do dzisiaj nie wyjaśniono tej ponurej historii . To takie „ Polskie Jedwabne „ tylko ze w Przyrowie koło Częstochowy .

Ustalono że mundurowi zachowywali się bardzo dziwnie jak na Niemców .
Rozmawiali cicho , w zasadzie rozmawiał tylko jeden z nich pozostali słuchali lub szeptali
Nawet podczas sądu porozumiewali się pomiędzy sobą tak żeby zebrani nie słyszeli ich głosów .
Ludzie bali się mówić .

zdjęcia Pomnika w Albumie

okolice Lelowa część I

Lelów

Początek trasy na stacji PKP PODLESIE (siódmy przystanek na linii kieleckiej). Z peronu na zachód (odwrotnie do kierunku jazdy pociągu) i od jego końca ścieżką wzdłuż torowiska do niestrzeżonego przejazdu drogowego. Tutaj - w lewo i szosą do pierwszego gospodarstwa (po lewej). Tutaj - w prawo i leśnym, wąskim duktem na południe. Po 300 m węzeł pięciu duktów. Tutaj - w lewo i jazda wznoszącym się duktem. Po ok. 100 m wąska i zarośnięta ścieżynka leśna, zauważalana po prawej stronie (pod sam koniec wzniesienia duktu). Ścieżka doprowadza do charakterystycznej rozdwojonej sosny. Tutaj - po prawej kępa brzóz, a wśród nich drewniany krzyż na leśnej, wojennej mogile .

W mogile tej spoczywa partyzant o pseudonimie "Marynarz" , który podobno zginął z wyroku konkurencyjnej organizacji podziemnej.

Powrót na dukt i po skręcie w prawo dojazd do poprzecznej drogi leśnej. Tutaj - w prawo i po 700 m wyjazd na skraj lasu. Po skręcie w lewo szeroką i piaszczystą drogą do rozjazdu (po 300 m). Tutaj - w prawo i polną drogą obok brzeziny, a następnie przez pola do poprzecznej szosy. Tutaj - w prawo i podjazdem do szczytu wzniesienia drogi

Miejsce panoramy widokowej: na wprost Góry Gorzkowskie i Złotopotockie, po lewej (w oddali) Góry Kroczyckie, w tyle widok na Koniecpol.

Dojazd do zakrętu szosy w prawo i zaraz za nim skręt w lewo. Polną, wygodną drogą na południe. Ostrym zjazdem na poprzeczą drogę w zabudowaniach miejscowości Skrajnica. Tutaj - w lewo i na pobliskim rozjeździe dróg nadal prosto (w las). Po 300 m stara, rosochata sosna z kapliczkami .

W dniach 1-3 maja 1990 roku szalał na tym obszarze leśnym potężny pożar Straż pożarna uratowała wtedy tą "kapliczkową sosnę", którą lizały już płomienie. Obecnie pięknie utrzymana (płotek, ławeczki, kwiaty itp.) stanowi miejsce lokalnego, dziękczynnego kultu religijnego.

Dalej prosto duktem - przez porośnięte już młodnikami dawne pogorzelisko - i po 1.7 km wjazd do zabudowań Mełchowa. Na poprzecznej szosie w lewo i obok murowanej, filialnej kaplicy (po lewej) pod wezwaniem św. Brata Alberta dojazd do końca zabudowań. Teraz podjazdem do wzgórka (po lewej) z wysoki, żelaznym krzyżem otoczonym płotkiem .

Żelazny krzyż osłania zbiorową mogiłę powstańców, którzy w dniu 30 września 1863 r. stoczyli tutaj krwawą bitwę z Rosjanami. Ilość wstawionych w krzyż sęków określa liczbę pochowanych żołnierzy z oddziału płk. Zygmunta Chmieleńskiego. Jednym z powstańców był 18-letni Adam Chmielowski - późniejszy św. Brat Albert- który został tutaj ciężko ranny. W czasie konnej jazdy z rozkazem od dowódcy granat zabił mu konia a jemu rozerwał lewą nogę. Wyniesiony na szynelu do chaty w pobliskim lesie, cierpiał z bólu w narastającej gorączce. Nazajutrz trzeba było wykonać amputację nogi, którą przeprowadzono w ambulansie polowym - bez żadnego znieczulenia. Następnie był leczony w koniecpolskim szpitalu. W 140 rocznicę tej bitwy anonimowa dotychczas mogiła została odnowiona otrzymując pamiątkową tablicę. Dokładnie 50 lat wcześniej - bo zimą 1813 r. - pochowano przy tych rozstajach dróg kilku żołnierzy napoleońskich, którzy zmarli w czasie odwrotu spod Moskwy.

Powrót do zabudowań i na rogatce (po 200 m ) skręt w lewo. Gruntową drogą wjazd do lasu i na poprzecznym, szerokim dukcie w lewo. Gdy po lewej stronie drogi zaczną się łąki i uprawne pola należy skręcić (po 100 m) w prawo. Szeroką i rozjechaną drogą leśną dojazd (po 300 m) do odbiegającego w lewo - skos wąskiego duktu leśnego. Po skręcie jazda "lewymi' wirażami - przez 700 m - aż do widocznej wąskiej ścieżki "rowerowej" (po lewej stronie). Ścieżka ta wyprowadza na poprzeczną drogę gruntową. Tutaj - w lewo i po 500 m wybrukowana dróżka (po lewej) prowadząca do Miejsca Pamięci Narodowej

Cofająca się w stronę Koniecpola 7. Dywizja Piechoty - osłaniająca w dniu wybuchu wojny przedpole Częstochowy- została w dniach 3 i 4 września' 39 rozbita przez Niemców w Lasach Złotopockich. Jednak niektóre oddziały wydostały się z okrążenia i szły nadal za Pilicę, tocząc po drodze ciężkie walki.

Tak było z batalionem artylerii z 7. Pułku Artylerii Lekkiej (pułk ten stacjonował przed wojną w Częstochowie - koszary na Stradomiu) dowodzonym przez 33-letniego porucznika Teodora Werbińskiego. Omijając od zachodu zajęty już przez Niemców Lelów zaatakowali pancerny zagon wroga. Zginęło wtedy 18 naszych żołnierzy na czele ze swym dowódcą. Spoczywają teraz na skraju lasu w zadbanej i ogrodzonej mogile, wraz z pięcioma cywilnymi uciekinierami, których Niemcy również atakowali.

Po wjeździe w zabudowania Lelowa skręt w prawo. Drogą z betonowych płyt dojazd do zbiornika wodnego i ośrodka rekreacyjnego

Sztuczny zalew wodny na rzece Młynarce (dopływ Białki) z wysepką po środku. Po modernizacji w 2004 r. jest malowniczym miejscem wypoczynku w Lelowie.

Przejazd przez zaporę i dalej ścieżką wokół ogrodzenia posesji do poprzecznej szosy. Tutaj - w lewo i przez most nad Białką do dawnego, drewnianego młyna (po lewej). Od młyna jazda chodnikiem do zakrętu w lewo za którym brama na teren zabytkowego cmentarza w Lelowie

Położony na stromym i wąskim wzgórzu cmentarz kryje niemal całą historię Lelowa. Jest to bowiem sztuczny kopiec usypany w zakolu rzeki Białki, po to, by nad jej prawym brzegiem mogła powstać obronna warownia - z czasów Kazimierza Wielkiego. Otoczony fosą i rozlewiskiem rzeki połączony był z bramą staromiejską drewnianym mostem. Mimo to niszczony był pożarami jakie Lelów przeżywał w wiekach XV-XVII. Odbudowany w końcu XVII w. przez Starostę Rupniewskiego służył jako kancelaria powiatowa niemal do końca XVIII w. Gdy jednak w tym czasie zaczyna się upadek Lelowa, już na początku w. XIX staje się ruiną, którą szybko rozebrano. I oto to trudno dostępne miejsce - kryjące zawalone lochy - zostaje zamienione na miejsce pochówków czynne niemal do połowy XX wieku.

Teraz po usunięciu niedawno wiekowych drzew można łatwością odszukać wiele wyjątkowych mogił, jak np. dawnych dziedziców okolicznych miejscowości. Do takich należą: dobrze zachowany grób Józefa Zwierkowskiego (1772-1841) - ostatni z tej rodziny dziedzic Białej Wielkiej, czy grobowiec rodziny Kamockich - właścicieli Mełchowa w czasach Powstania Styczniowego, wreszcie ukryte pod kamiennymi płytami mogiły czterech pokoleń rodziny Schützów (po spolszczeniu - Szyców) - właścicieli Białej Wielkiej. Można także odszukać zbiorowy grób Powstańców Styczniowych i żołnierzy WP poległych w Kampanii Wrześniowej, których mogiła zapadła się częściowo na zachodniej na skarpie cmentarza. Nekropolia ta została w r. 2003 uporządkowana przez młodzież szkolną z inicjatywy Towarzystwa Kulturalnego z Lelowa.

Od bramy cmentarnej widocznym na wprost, nowym chodnikiem do pomnika wyznaczając jubileusz Lelowa (1193-1993) - wykonano go na fragmencie dawnego muru staromiejskiego. Podjazdem skręt w lewo (na zakręcie szosy) i ul. Klasztorną dojazd do kościoła parafialnego .

Gotycki kościół pochodzi z przełomu XIV i XV w., lecz kolejne pożary w latach: 1455,1546 i1638 niszczą świątynię wraz z całym miastem. W r. 1662 Sejm Rzeczypospolitej podjął specjalną uchwałę o odbudowie jednego z najstarszych miast polskich jakim był Lelów (pierwsza wzmianka w r. 1190). Jednak współcześni barbarzyńcy ponownie niszczą miasto i podpalają kościół 4 września 1939 r.. Z pożaru tego ocalał wówczas krzyż drewniany - stojący w dawnym (zamurowanym) przedsionku kościoła - który pochodził z nieistniejącego już wtedy klasztoru franciszkańskiego. Obecnie krucyfiks ten znajduje się w ołtarzu głównym odbudowanego kościoła. Na dziedzińcu przykościelnym zbiorowa mogiła mieszkańców Lelowa, rozstrzelanych 4 września. Przyczyną była odmowa podpalenia przez nich kościoła, który został w tym celu wypełniony słomą. Na północnej ścianie kościoła, oraz na filarze bramy wejściowej także umieszczone są tablice poświęcone Polakom, którzy stracili życie w tej egzekucji. Natomiast widoczna w ogrodzie plebania pochodzi z 1905 roku i powstała na miejscu dawnego klasztoru franciszkańskiego. Ufundowany w czasach Kazimierza Wielkiego, został po wielu pożarach i najeździe Szwedów ponownie odbudowany w latach 1664-1727. Z braku funduszy na jego dalsze utrzymywanie został 1819 r. skasowany. Rozebrano go natomiast 50 lat później, gdy zupełnie opuszczony i pozbawiony bogatego wcześniej wyposażenia, oraz obiektów towarzyszących (browar, stajnie, wozownia itp - które wystawiono na licytację) zaczął się rozpadać.

Ul. Kościelną wjazd na rynek (Plac Partyzaktów).Obok obelisku upamiętniającego historię Lelowa i pomnika średniowiecznej, charakterystycznej postaci, dojazd południowo - zachodnią rogatką do ul. Ogrodowej. Po skręcie w prawo zaraz dwa obiekty usługowe, także związane z historią Lelowa .

Po lewej - piętrowy budynek Zakładu Pracy Chronionej to teren dawnej synagogi żydowskiej, a po prawej niski pawilon z żelaznymi drzwiami to miejsce dawnego cmentarza żydowskiego. Tutaj w dniu 14 stycznia 1820 r. pochowano cadyka (charyzmatyczny przywódca gminy żydowskiej) Dawida Bidermana zwanego Lelowerem. Z czasem do jego mogiły zaczęły przybywać pielgrzymki, by przy nagrobnej kapliczce (ochel) odprawiać specjalne modły. Grób ten został zniszczony przez Niemców a sam cmentarz uległ likwidacji już po wojnie, gdy postawiono na nim pawilon sklepowy z magazynem. Mimo to w r. 1988 udało się ustalić położenie miejsca pochówku cadyka i w porozumieniu z Urzędem Gminy powstał w jednym z pomieszczeń specjalny katafalk otoczony płotkiem, a na ścianie umieszczono tablicę z inskrypcją w języku jidysz. Teraz w każdą rocznicę śmierci cadyka spotykają się tutaj chasydzi (pobożni Żydzi), którzy przyjeżdżają do Lelowa niemal z całego świata, by modląc się prosić swego religijnego mędrca o duchowe wsparcie. Ostatnio żydowscy pielgrzymi odzyskali też część budynku dawnej synagogi - zamienionej po wojnie na fabryczkę, która pozwala teraz na zakwaterowanie i odpoczynek.
Powrót na rynek i ul. Szczekocińską wyjazd z Lelowa (na wschód). Na rogatce z szosą prowadzącą do Turzyna skręt w prawo. Po 2.1 km dojazd do terenu dawnej posiadłości ziemiańskiej (po prawej) .

W XVI w. Turzyn był własnością rodziny Otwinowskich, a następnie Zwierkowskich. W końcu XIX w. zakładają tutaj zespół dworsko - parkowy Szycowie z Białej Wielkiej, który póżniej przechodzi do rodziny Kozłowskich. Informacji o tym dostarcza zachowana mogiła na starym cmentarzu w Lelowie. Inskrypcja na niej brzmi: " Zofia z Schutzów Kozłowska właścicielka Turzyna - zmarła w 1928 roku".

W latach 60. ub.w. parterowy dwór został odnowiony i stał się siedzibą szkoły powszechnej. Obecnie powrócił w prywatne ręce i został zabezpieczony przed zniszczeniem. Na pobliskim rozjeździe dróg w lewo (obok przydrożnej figury matki Boskiej). Po dojeździe do poprzecznej szosy w prawo. Dziurawą asfaltówką a następnie szutrówką dojazd do poprzecznej, gruntowej drogi. Po skręcie w lewo jazda gościńcem, który po kilkuset metrach przechodzi w asfaltową drogę. Po 0,8 km skręt w prawo, by polną drogą wjechać na teren dawnej posiadłości ziemiańskiej w Wygiełzowie .

Ten murowany, parterowy dworek z gankiem pochodzi z końca XIX wieku. Wybudował go Julian Szlichciński (1848 - 1920), który wraz z żoną Franciszką z Borlickich (1868 - 1944) wychował w tej posiadłości wspaniałe pokolenie polskich patriotów. Byli nimi: Wincenty (1893-1949) - inżynier rolnik, uczestnik wojny roku 1920 jako żołnierz - ochotnik 4. pułku strzelców konnych, Karol (1898-1990) - oficer Armii Krajowej, Bogdan (1900-1990) - żołnierz Armii gen. Wł. Andersa, walczył pod Monte Casino spoczywa w Anglii, Zdzisław (1901-1994) - Powstaniec Śląski, więzień Dachau, spoczywa w Kanadzie i wreszcie Wacław (1904-1999) - Komandor Marynarki Wojennej, spoczywa w Kanadzie. Zaniedbany mocno w czasach PGR-owskiej gospodarki dworek trafił ostatnio w prywatne ręce i jest mozolnie remotowany.

Powrót z posiadłości na szosę i po skręcie w prawo jazda na wschód. Na rozjeździe dróg w prawo i po 2 km kościół parafialny w Irządzach .

Stojący na wzgórzu okazały, murowany kościół sięga aż 1390 roku. Po pożarze w r. 1657 został odbudowany, ale jego mury i wieżę mocno obniżono, a strop zastąpiono drewnianym sufitem.

Dlatego też w r. 1894 został ponownie rozbudowany, a dwie nowe, boczne kaplice ustawiły go na planie krzyża. Posiada widoczną na całą okolicę niespotykaną sylwetkę. Nadaje mu ją kwadratowa wieżyca zakończona barokową wieżyczką. Ciekawe też jest wyposażenie wnętrza jak np. barokowa ambona w kształcie łodzi płynącej po falach, oraz wyzłocony ołtarz w kształcie sarkofagu z lampką oliwną z XII w.. Na tyłach kościoła znajduje się zabytkowy cmentarz. Można na nim odszukać (w głębi po lewej stronie) dwie mogiły rodziny Szlichcińskich - dziedziców poznanego wcześniej Wygiełzowa.

Od kościoła dojazd do murowanego dworu (po prawej) i obiektów szkolnych (po lewej) .

W 1982 r. powstała na mapie administracyjnej kraju Gmina Irządze. Jej siedzibą stał się staropolski, murowany dworek - wybudowany w XVIII w. przez dziedziców Misiowskich. Przed zajazdem do dworu rośnie imponująca, ponad 500-letnia biała lipa. Natomiast naprzeciwko Urzędu Gminy zwraca uwagę zespół szkolny. Najstarsza część tego murowanego obiektu (środkowa) powstała jeszcze przed wojną. Inicjatorem jej budowy był obecny patron szkoły podstawowej (od r. 1998) - Jan Ledwoch (1891-1952). Pochodzący z Irządzy ukończył filozofię na Uniwersytecie Warszawskim, by następnie działać w ruchu chłopskim (PSL "Wyzwolenie"). W okresie międzywojennym trzykrotny poseł na Sejm, oraz redaktor naczelny Gazety Chłopskiej. W Irządzy działał społecznie tworząc m.in. orkiestrę dętą, straż pożarną i spółdzielczą Samopomoc Chłopską.

Od szkoły w prawo i szosą na wschód. Po 2.8 km dojazd do następnego siedliska dworskiego w miejscowości Zawada .

W głębi obszernego, lecz mocno zdziczałego parku (z pomnikowymi drzewami) widoczny jest parterowy, murowany dworek - pochodzący z końca XVIII w. Z czerwonym dachem i gankiem na wysokich kolumnach sprawia wrażenie opuszczonego. W okresie międzywojennym własność rodziny Krzywódzkich. Do niedawna był siedzibą szkoły, lecz obecnie stanowi własność prywatną i jest zupełnie niedostępny (otoczony murem).

Za ogrodzeniem dworu w lewo i jazda na północ wzdłuż Centralnej Magistarli Kolejowej (po prawej). Po 3 km uskok szosy (w lewo i prawo). Po dalszych 0,8 km skręt w prawo i szutrówką dojazd do drogowego przepustu w nasypie CMK. Dalej prosto i asfaltową drogą przejazd przez miejscowość Siedliska. Na zakręcie drogi w lewo zjazd prosto na dróżkę prowadzącą na teren okazałego zespołu parkowo-pałacowego .

Siedliska były od XVI w. własnością Tęgoborskich herbu Bylina. Później przechodzą w ręce książąt Komorowskich. Ich ród wywodził się z Komorowa - miasteczka z Ziemi Bełdzkiej (zachodnia Ukraina).

Jej przedstawiciel książe Michał (1875-1950) stworzył tutaj wspaniałą posiadłość ziemiańską. Był nią piętrowy, murowany pałac otoczony rozległym parkiem. Na jego obrzeżach ulokowane były różnego rodzaju zabudowania nowoczesnego folwarku - wraz ze stadniną koni, suszarnią ziarna, gorzelnią itp.

Wszechstronnie wykształcony dziedzic (studia filozoficzne i rolnicze m.in. w Szwajcarii) zbudował w Siedliskach nie tylko nową posiadłość rodową, ale dał się poznać jako wspaniały organizator i twórca wzorcowych instytucji pozwalających na nowoczesną produkcję rolną ( Rada Gorzelni Rolniczych, Zrzeszenie Właścicieli Lasów, Bank Zjednoczonych Ziem Polskich itp.). Powstała też w Siedliskach wyjątkowa stadnina koni wyścigowych - konkurująca z najlepszymi w kraju. Jej właściciel, będąc wytrawnym znawcą koni, pasjonuje się szczególnie wyścigami. Stąd został najpierw członkiem Towarzystwa Wyścigów Konnych, a następnie Towarzystwa Zachęty do Hodowli Koni w Polsce. To ostatnie wykupuje rozległy teren na Służewcu w Warszawie, a Michał Komorowski kieruje budową w tym miejscu najnowocześniejszego toru wyścigowego w Europie (wówczas). Wyrzucony w 1945 r. ze swej posiadłości zmarł w Częstochowie, marząc do końca życia o ratowaniu dorobku polskiej hodowli koni.

A ile serca włożył w tą hodowlę niech świadczy stojąca jeszcze w Siedliskach murowana stajnia. Wejście do niej osłania bowiem staropolski ganek na kolumnach, który przetrwał nawet PGR-owską epokę w tym majątku. Wnuczka dziedzica Siedliska Anna (córka Leona i Zofii z książąt Sapiehów, a więc krewna kardynała Adama Sapiechy) wyrwała się z Polski Ludowej osiedlając się w Belgii. Jej córka Matylda poślubiła w końcu 1999 r. następcą tronu belgijskiego księcia Filipa i urodziła mu już dwoje dzieci. Ich pierworodna córka Elżbieta jest drugą - po swym ojcu - pretendentką do tronu Belgii.... oraz prawowitą spadkobierczynią rodowego majątku w Siedliskach, który wybudował jej prapradziadek.

Jest w regionie jeszcze jeden wyjątkowy ślad po Komorowskich z Siedliska. Otóż na północnym skraju Koniecpola znajduje się przydrożna mogiła powstańców, którzy polegli w dniu 27 lipca 1863 r. Jednym z nich był młody syn dziedzica Komorowskiego z Siedliska, który pochował swego potomka na cmentarzu w pobliskim Nakle.

Powrót na szosę i powrotny dojazd na zachodni skraj miejscowości. Tutaj - na rozjeździe dróg w prawo i gruntową drogą do przydrożnego, drewnianego krzyża (po prawej)

Ten zapomniany świątek - bo ulokowany przy "ślepej" drodze polnej - stanowi wyjątkowy zabytek sztuki ludowej. Wykonany w 1911 r. zdobił niegdyś gościniec łączący dwa dwory ziemiańskie: w Siedliskach i Nakle - przecięty obecnie przez CMK. Wszystkie powierzchnie belek tego krzyża są mistrzowsko pokryte rzeżbami różnych motywów ozdobnych. Zakopany w ziemi "fundament" krzyża jest już mocno nadgnity i chyba ostatni już czas dla ratowania tego świątka.

Dojazd do torowiska CMK i wzdłuż niego do poprzecznej szosy. Tutaj - w lewo i przez wiadukt nad torami do zabudowań w Nakle. Na wysokości widocznej (po lewej) figurki pod wiatą, skręt w lewo (ostrożnie!) i boczną drogą dojazd do ogrodzonego zespołu dworsko - parkowego (po prawej)

Zupełnie niedostępny - lecz widoczny w głębi parku (przez dawną, murowano-żelazną bramę) - piętrowy pałac powstał pod koniec XVIII w. jako siedlisko hrabiowskiej rodziny z Bystrzanowskich.

W II połowie XIX w. został zmodernizowany przez następnego dziedzica hrabiego Michała Zbijewskiego (1825-1898). Z początkiem XX wieku staje się własnością Komorowskich z Siedliska. Był tak solidny i dobrze utrzymany, że po 1945 r. mieści się w nim szkoła powszechna, a następnie przez ponad 30 lat Dom Dziecka. Obecnie po sprywatyzowaniu jest prywatnym siedliskiem.

Powrót na szosę i obok zabudowań folwarcznych (po lewej) dojazd do ostrego zakrętu. Tutaj na niebezpiecznym poboczu drogi stoi figura św. Floriana - na wysokim cokole. Niezauważalnym ewenementem tego świątka jest jego podobieństwo do Napoleona Bonaparte (twarz i charakterystyczny kapelusz) - podobno najpierw ufundowano w Nakle pomnik Cesarzowi, który póżniej przerobiono na świętą figurę. Po skręcie w tym miejscu w prawo dojazd do widocznego kościoła otoczonego dawnymi budynkami .

Parafia w Nakle powstała na początku XIII wieku, lecz wzmianka o drewnianym kościele pochodzi dopiero z r. 1326. Obecny barokowy i orientowany (ustawiony przodem na wschód) kościółek zbudowano z kamienia i cegły na przełomie XVII i XVIII wieku. Ta niewielka świątynia ma rozmiary 36 na 14 metrów, lecz grubość jego ścian wynosi aż 1,25 m. Wielokrotnie remontowany ma bardzo ciekawe wyposażenie -w tym barokowy ołtarz z pierwszej połowy XVIII w., a w nim obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem pochodzący z końca XVII w., oraz kaplicę z kryptą grobową, gdzie spoczywa m. in. rodzina Stradomskich - pierwszych właścicieli "Nakiela". Natomiast na przylegającym do kościoła cmentarzu widoczna jest doskonale wysoka kaplica. Zbudowana w r. 1790 posiada w tylnej części dostępne katakumby. Spoczywają w nich członkowie rodu Zbijewskich.

Można również na tym cmentarzu odszukać mogiły Polaków mordowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej. Szczególnie tragiczny los spotkał trzech braci Sobalów i ich dwóch szwagrów z pobliskiej wioski Marcypol. Na ich mogile (w końcowej części cmentarza - po prawej stronie) utrwalona jest data śmierci 14 maja 1944 rok . W sąsiedztwie kościoła znajdują się dwa zabytkowe budynki. Pierwszy (po prawej) to dawny, murowany szpital (ptrzytułek).

Ten dobrze zachowany budynek powstał w 1795 r. i jeszcze do niedawna służył jako obiekt szkolny. Natomiast naprzeciwko solidny obiekt szkolny, który powstał już w 1912 r. Na jego ścianie niewielka tablica pamiątkowa z napisem: "W 40- lecie powołania Ochotniczej Straży Pożarnej w Nakle, założycielowi i komendantowi Franciszkowi Lipowskiemu - działaczowi społecznemu i długoletniemu kierownikowi szkoły - Zarząd OSP w 1958 r.".

Od kościoła powrót na poprzeczną ulicę. Po skręcie w lewo wyjazd z Nakła (na północ) i na zakręcie szosy w prawo (u styku z CMK) dalej prosto. Gruntową drogą wjazd do lasu i po 3 km jazdy "nawprost" obszerna polana po lewej stronie przecięta linią energetyczną. Na końcu polany styk dróg gruntowych. Tutaj - dalej prosto, tak by wjechać w zabudowania miejscowości Gródek. Na jej początku - stojąca na poboczu drogi biała kaplica otoczona płotkiem .

Doskonale utrzymana, murowana kaplica pochodzi z 1906 r. Jej fundatorami byli małżonkowie: Paweł i Julia Dzienniakowie, których zdjęcia znajdują się na ścianie kaplicy. W 1992 roku umieszczono też na ścianie kaplicy tablicę upamiętniającą: czterech żołnierzy AK, oraz pięciu mieszkańców pobliskiego Marcypola. AK-owcy zginęli w walce z Niemcami (11 maja 1944 r.), natomiast cywile zostali zamordowani trzy dni później. Niemcy wyciągnęli ich z przyjęcia weselnego i zamordowali w lesie w odwecie za śmierć ich żołnierza w walce z partyzantami. Teraz spoczywają na cmentarzu w Nakle, a mogiły ich były już wcześniej wspomniane.

Odjazd powrotny od kaplicy i na skraju poznanej już polany skręt w prawo. Wirażem w lewo dojazd do wylotu duktu leśnego. Tutaj - w prawo i wygodną leśną drogą na zachód. Po 2,4 km skrzyżowanie duktów (przy zabu- dowaniach leśnej osady Jaworznik). Tutaj - w prawo i po 0,6 km przejazd kolejno przez dwa leśne mostki nad rozwidloną Białką. Po dalszych 300 m wjazd na poprzeczną drogę asfaltową. Po skręcie w lewo dojazd do zabudowań siedliska młynarskiego, ulokowanego na skraju Białej Wielkiej .

Pracujący do dzisiaj dwupiętrowy, murowano-drewniany młyn wodny powstał w 1935 roku. Zbudował go brat dziedzica Białej Wielkiej - Karol Szyc (1890-1957), który obok młyna miał też swoje siedlisko (obecnie leśniczówka). Upaństwowiony po 1945 r. powrócił ostatnio do spadkobierców i po wydzierżawieniu pracuje zasilany wyłącznie wodną turbiną.

Od młyna przez most z przepustami wodnymi i wzdłuż Białki (po prawej) do następnego drewnianego mostu. Tuż za nim kamienne ogrodzenie z bramą odcinającą wejście na teren zespołu parkowo-dworskiego .

Piętrowy, obszerny pałac -otoczony parkiem z okazami rzadkich drzew (tulipanowce, platany, miłorzęby) wybudował w końcu XVIII w. Józef Zwierkowski (1772-1841), którego grób był poznany wcześniej na cmentarzu w Lelowie. W połowie XIX w. właścicielami Białej Wielkiej zostają przedstawiciele austriackiej rodziny bankierów - Schützowie. Każdy pierworodny, męski potomek tej rodziny otrzymywał imię Adolf. Na cmentarzu w Lelowie można odszukać mogiły kolejnych Schützów: Adolfa "pierwszego" (1821-1901) - prezesa "Komitetu Reperacji Kościoła w Lelowie" i Adolfa "drugiego" (1852-1927). Adolf "trzeci" nazywał się już Szyc i używał imienia "Dolek". Jako oficer Wojska Polskiego nie powrócił z Kampanii Wrześniowej. Przez 2. połowę XX w. mieściła się w pałacu 4-klasowa szkoła podstawowa, oraz przedszkole - dzięki czemu posiadłość ta przetrwała w dobrym stanie do dzisiaj. Z początkiem XXI w. przeszła w prywatne ręce i obecnie jest mozolnie remontowana.

Od pałacu powrót do poznanego młyna i dalej prosto asfaltową drogą. Na rozwidleniu dróg w prawo i obok ogrodzonego obiektu znanego schroniska dla starców w Bogumiłku (po prawej) dojazd do mostu nad Białką. Za nim ogrodzony park z murowanym dworem .

Niedawno odrestaurowany dwór (po pożarze) był własnością rodziny Szyców i po drugiej wojnie światowej mieścił szkołę rolniczą. W latach 70. adaptowany na wzorcowy Ośrodek Szkolno-Wychowaczy dla młodzieży opóźnionej w rozwoju (do 21. roku życia), która może tutaj zdobywać wykształcenie podstawowe i gimnazjalne. Tuż za dworem pawilonowy internat zbudowany w r. 2002 przez starostwo powiatu częstochowskiego a wyposażony przez starostwo powiatu bodeńskiego w Niemczech. Natomiast na terenie dawnego folwarku powstaje hotel dla rodziców. Wcześniej wychowankowie mieszkali w dawnym czworaku - istniejącym jeszcze za internatem.

Od bramy ośrodka w lewo i po minięciu zabudowań dawnego folwarku następny, drewniany młyn .

Trzy kondygnacyjny młyn z bocznym szybem napędowym powstał w latach trzydziestych XX w. Zbudował go wraz z poznanym już dworem i folwarkiem jeden z trzech braci Szyców - Ludwik. Właściciel tego majątku zginął w czasie wojny w Oświęcimiu a jego syn Przemysław poległ w partyzantce. Zdewastowany w okresie upaństwowienia trafił ostatnio w prywatne ręce. Właściciel wytwórni makaronów "Romeo" z Kokawy uruchomił go po żmudnym remoncie. Teraz napędzany wyłącznie nurtem spiętrzonej Białki produkuje ponownie różne gatunki mąki. Za młynem uroczysko wodne (łabędzie) na szeroko rozlanej Białce.

Odjazd powrotny do wspomnianego już schroniska dla starców i tuż za nim w prawo. Po wyjeżdzie z zabudo- wań Bogumiłka szeroka szutrowa droga prowadzi do letniskowej miejscowości Wojewodzie. Okolice te były świadkami dwóch dawnych bitew: w połowie XVII w. stoczył tutaj bitwę ze Szwedami hetman koronny Stefan Czarniecki, a ponad 200 lat póżniej walczył tutaj z Rosjanami powstańczy oddział płk. Zygmunta Chmieleńskiego. Na końcu zabudowań skrzyżowanie dróg i po skręcie w prawo przejazd przez wąski odcinek lasu (na północ). Następnie polną drogą do poprzecznej szutrówki. Tutaj - w lewo i dojazd do murowanego kościoła parafialnego w Drochlinie

Przecięta szosą "kielecką", niewielka miejscowość znana już była w 1374 r. W jej pobliżu znaleziono w 1970 r. denara rzymskiego datowanego na II wiek n.e. Pierwszy drewniany kościół powstał tutaj ok. 1470 r. Następny zbudowano w 1728 r. sumptem biskupa krakowskiego Franciszka Kobielskiego. Dotrwał on do czasu zbudowania obok niego murowanej, obecnej świątyni. Stawiano ją w latach 1958-67 i swym wyglądem przypomina bardziej budowlę obronną, niż nowoczesny kościół - bardzo wąskie okna, dostawiona czworokątna, surowa wieża itp. Na początku nawy (po prawej) znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona urodzonemu w Drochlinie księdzu prałatowi Kazimierzowi Biernackiemu (1919-1986). Kapłan ten przeżył trudny okres prześladowań księży w latach 50. (będąc w 1958 r. więźniem UB.) Od 1972 r. był proboszczem parafii pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP we Włoszczowej.

Tutaj zasłynął ze zorganizowania akcji protestacyjnej wobec usuwania krzyży z sal szkolnych - w stanie wojennym. Od kościoła do poprzecznej szosy i dalej prosto - obok zabytkowego, kamiennego krzyża z 1867 r. z napisem: "Jezu Chryste na krzyżu przybity, broń nas od powietrza zdradliwego, głodu i ognia". Asfaltową ulicą dojazd do rogatki z szutrową drogą (po lewej), która doprowadza do niewielkiego cmentarza w Drochlinie .

Ten bardzo stary cmentarz posiada wiele, zabytkowych mogił. Można na nim odszukać (po lewej stronie) wysoki pomnik na grobie Ignacego Zwierkowskiego (1750-1809). Tą złamaną już obecnie, kamienną kolumnę wystawił swemu ojcu Walenty Zwierkowski - poseł na sejm Królestwa Polskiego w 1830 r. Tak więc Zwierkowscy byli nie tylko dziedzicami poznanej wcześniej Białej Wielkiej, czy Turzyna, ale także Drochlina - i po prawej stronie cmentarza można odszukać dalsze ich mogiły (z żelaznymi, mocno zniszczonymi nagrobkami).

Z przed bramy cmentarza w lewo i ścieżką przez zagajnik, oraz polną drogą dojazd do poprzecznej szosy. Tutaj - w lewo i przez miejscowość Celiny wjazd do Podlesia. Na rozjeździe dróg w prawo i po 0.7 km dwa zabytkowe obiekty .

Po prawej stronie: drewniany kościół parafialny, którego początki sięgają 1728 r. Wtedy to dziedzic Aleksander Tęgoborski ufundował nową świątynię, którą powiększyli w latach 1782-87 Potoccy z Koniecpola. Jednak pierwszy kościół w Podlesiu istniał już w 1325 r., a następny został spalony przez Szwedów w 1657 r. Obecny kościół ma konstrukcję zrębową. W prostokątnej nawie znajduje się dwa barokowe ołtarze, a w wąskim prezbiterium znajduje się rokokowy ołtarz główny. W latach 1960-62 wnętrze kościoła zostało pokryte polichromią. Natomiast w r. 1992 wykonano przeciwpożarową konserwację drewnianej konstrukcji zabytkowej świątyni. Na terenie dawnego cmentarza przykościelnego istniała do niedawna samotna mogiła z żelaznym nagrobkiem. Zrównana obecnie z ziemią kryła szczątki jednego z dziedziców tej miejscowości, czyli Romana Lohmanna (1786-1838) - pułkownika wojsk cesarstwa Rosji.

Po lewej stronie: parterowy, murowany dwór wybudowany w końcu XVIII w. przez ówczesnych dziedziców Podlesia Tęgoborskich. Ostatnimi właścicielami byli Lohmannowie, których obskurny i zupełnie anonimowy grobowiec znajduje się na miejscowym cmentarzu. Parterowy, podpiwniczony dworek z gankiem opartych na kolumna mieścił w II połowie XX w. szkołę wiejską, przychodnię zdrowia, oraz pocztę. Z chwilą opuszczenia go przez wymienione placówki zaczął szybko niszczeć i dzisiaj stanowi już nieodwracalną ruderę. Tuż za dworkiem istniał niegdyś obszerny folwark ze zniszczoną obecnie gorzelnią.


Część II

Cadyk David Biderman z Lelowa – zwany Lelowerem
W zasadzie nic w tym dziwnego każda religia ma swoich bogów , proroków , świętych .
Ten pobożny Chasyd jeszcze za życia zyskał sobie sławę świętego . Podobno posiadał moc uzdrawiania .
To właśnie dla tej mocy do Lelowa przyjeżdżali chasydzi nawet z bardzo odległych stron
Niektórzy kilka dni jechali wozami .
Obecnie również do Lelowa w pobliżu Częstochowy zjeżdżają chasydzi z różnych stron świata
Nie budzą już sensacji autokary przywożące gości z USA . Kiedyś przyjeżdżali co najwyżej z Krakowa , Leska , Przeworska .
Można jeszcze spotkać mieszkańców którzy pamiętają dawniejsze czasy kiedy to cały plac zajmowali Żydzi pielgrzymujący do grobu Cadyka . Widziano w Lelowie podobno wnuka cadyka rabina Szymona Bidermana . Wyznawcy jak zwykle modlą się na jego grobie / ten grób dopiero niedawno odkryto na nowo , o czym dalej / składają kamienie , kartki z prośbami liczą ze Cadyk wstawi się za nimi u ich Boga .
W Lelowie nie ma już kirkutu . jest tylko mały kopczyk ziemi obok mostu nad strumieniem . Jak to się stało że grób cadyka się zachował ? Otóż chyba się nie zachował . pamiętam całą ta historię z jego poszukiwaniem i odzyskaniem a może z ponownym uwidocznieniem .
Macewy z kirkutu jeszcze na początku lat 2000 służyły jako płyty chodnikowe przed szkoła w pobliskiej miejscowości .

Otóż grób cadyka , albo miejsce uznawane za jego grób znajduje się w budynku pawilonu dawnego GSU .
Dzisiaj jest to coś w rodzaju małej komórki z osobnym wejściem od ulicy . Całkiem blisko Rynku . Jadąc od Częstochowy kierujemy się do centrum , zresztą obie ulice i tak się łączą za Rynkiem . Jak wjedziemy do Rynku to zaraz musimy skręcić w prawo i poszukać wolnego od traktorów i końskiego łajna miejsca do parkowania . . Grób , wejście do Ohela ??? chyba to nie ohel do komórki z grobem cadyka znajduje się od ulicy prowadzącej do kościoła w zasadzie to blisko kościoła .
Ponownie stał się modny w pierwszej połowie lat 90 ubiegłego wieku .
Obecnie jego spokoju strzegą potężne metalowe drzwi z dość dużą Gwiazdą Davida .
Zamknięty nie jest groźny ani dla swoich ani dla miejscowych .
Przyjezdni coraz częściej znajdują nocleg , gościnę u miejscowych . Ostatnio udało im się nawet odzyskać część zabudowań dawnej synagogi Zawsze to możliwość zarobku .
To jest przykład przełomu i pojednania w praktyce a nie za biurkiem .
Jak mawiają miejscowi przyjadą dadzą zarobić , niczego nie chcą / na razie / i odjadą . Każdy powinien mieć prawo do odwiedzenia grobów bliskich ludzi .


W Rynku piętrowy budynek Zakładu Pracy Chronionej to teren dawnej synagogi żydowskiej, a po prawej niski pawilon z żelaznymi drzwiami to miejsce dawnego cmentarza żydowskiego. Tutaj w dniu 14 stycznia 1820 r. pochowano cadyka (charyzmatyczny przywódca gminy żydowskiej) Dawida Bidermana zwanego Lelowerem. Z czasem do jego mogiły zaczęły przybywać pielgrzymki, by przy nagrobnej kapliczce (ochel) odprawiać specjalne modły. Grób ten został zniszczony przez Niemców a sam cmentarz uległ likwidacji już po wojnie, gdy postawiono na nim pawilon sklepowy z magazynem. Mimo to w r. 1988 udało się ustalić położenie miejsca pochówku cadyka i w porozumieniu z Urzędem Gminy powstał w jednym z pomieszczeń specjalny katafalk otoczony płotkiem, a na ścianie umieszczono tablicę z inskrypcją w języku jidysz. Teraz w każdą rocznicę śmierci cadyka spotykają się tutaj chasydzi (pobożni Żydzi), którzy przyjeżdżają do Lelowa niemal z całego świata, by modląc się prosić swego religijnego mędrca o duchowe wsparcie. Ostatnio żydowscy pielgrzymi odzyskali też część budynku dawnej synagogi - zamienionej po wojnie na fabryczkę, która pozwala teraz na zakwaterowanie i odpoczynek.


May 2012
M T W T F S S
April 2012June 2012
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31