Częstochowa została skazana na zagładę

Piotr Berghof

Berlin samo południe cz I

Podczas mojego ostatniego spotkania z Kariną D z ARD poznałem Panią S. Welthe .
Podobno to był przypadek ale ja tam w takie i żadne inne przypadki nie wierzę . Na dobry przypadek trzeba solidnie zapracować . Karina opowiedziała Pani S.W czym się zajmuję .
To raczej nie był przypadek . Pani S.W często wypytywała w jakich okolicach pracuję , słabo znała język polski więc myślałem że chodzi jej o okoliczności czy też rodzaj pracy itd. . Starałem się omijać ten temat , zresztą ze zrozumiałych względów . Wówczas wkroczyła Karina . Widzę że się nie dogadacie . Zbyt duża różnica wieku . Roześmiała się . Zamówiła jeszcze po jednym drinku i zaczęła opowiadać sama , po polsku oczywiście w swojej własnej wersji tego języka . Pani S.W ma 63 lata a ja niecałe 40 . Stąd aluzja do wieku . Sama chyba też ma już biblijne lata .

Pani S.Welthe tak naprawdę nie wie czy to jest jej prawdziwe nazwisko i imię , chociaż imię może być prawdziwe . Pokazała mi zdjęcia . na zdjęciach była mała dziewczynka stojąca w dziupli dużego drzewa . Na jednym ze zdjęć jest napis ? raczej data 1943 .
Na zdjęciu jest ...S.Welthe kiedy miała 3 lata i 6 miesięcy , dokładnie tyle . Po bliższym zapoznaniu się z fotografiami można zauważyć że dziecko – bo na zdjęciu raczej nie można rozpoznać płci dziecka – stoi na kamiennym murku który jest wkomponowany w pień drzewa , cos w rodzaju plomby .
Zdjęcie zostało zrobione przez „ Ojca „ dziecka – którym jest Pani S. Welthe w sierpniu 1943 roku .
Piszę „ojca „ bo jak się okazuje on wcale nie był tatusiem Pani S. Welthe chociaż był mężem jej opiekunki ale tez nie rodzonej matki . No cóż była wojna i niektóre sprawy całkiem proste były bardzo poplątane . Jej „matka „ umarła w 1958 roku , dziewczyna miała
wówczas 18 lat . przed śmiercią opowiedziała jej taka historię .
Opiekunka , „matka” Pani S.W
Przed wojną mieszkała w Hamburgu . W 1940 roku wyszła za mąż za syna niemieckiego pułkownika lotnictwa – nazwiska jej nie podała . Mąż służył w SS , był oficerem . Kiedy zaczęły się naloty bombowe na miasto podjęli decyzje że wyjadą do krewnych na wieś . Mąż służył wówczas w jednostkach pancernych SS . Kiedyś podczas nocnego nalotu jej matka nie zeszła do schronu , akurat dostała telegram że zginęli jej rodzice . Też chciała umrzeć . Bomba zapalająca spadła na ich dom . Obudziła się w szpitalu , w parku w którym zrobiono prowizoryczny szpital dla rannych i poparzonych . Obok niej leżała mała dziewczynka , właśnie S. Podobno do szpitala przywieziono je razem ktoś sądził że to matka i córka . Dziewczynka płakała . Kobieta się nią zaopiekowała . Pytała pielęgniarek jak mała ma na imię ale te tylko kiwały głowami . Przeczytała tabliczkę na dużym łóżku polowym ...S . Ale nie wie czy to było imię dziewczynki czy osoby która leżała razem z nią albo wcześniej . Organizowano transport dla matek z dziećmi , wyjazd do jakiegoś ośrodka na wsi . Samochody były tylko dla kobiet z dziećmi . Wyjechały obie . Później trafiły do rodziny męża mieszkającej w pałacu na terenie dzisiejszej polski / znam bliższe szczegóły bo mi je opowiedziano ale chwilowo nie jest konieczne ich ujawnianie / Okolice Świdnicy /Tam w dalszym ciągu udawały rodzinę , matka dostawała pomoc dla dziecka i jako żona oficera SS . „Ojca „poznała
W 1943 roku na wiosnę widziała go tylko 3 razy , ostatni raz w lipcu 1944 roku , tylko ten raz zapamiętała bardziej szczegółowo , miała wówczas 4 lata i 6 miesięcy . Krewni ojca mieszkali w pałacu , dookoła był park , obok majątek ziemski i niewielka wioska . Przez wieś przebiegała linia kolejowa , z domu słyszała przejeżdżające pociągi ale ich nie widziała , drzewa zasłaniały tory biegnące na nasypie kolejowym . Bawiła się z innymi dziećmi w parku. Okazało się że jej prawdziwi rodzice jeszcze wówczas żyli i nawet jej poszukiwali . Kiedy w pałacu zjawiła się jakaś kobieta żeby zidentyfikować dziecko które przywieziono z Hamburga pokazano jej inną dziewczynkę . Nie było pewności że chodzi akurat o nią ale na wszelki wypadek zrobiono taki podstęp . Matka dostawała listy od ojca z frontu . Walczył na Węgrzech . W 1944 roku w pałacu było już wielu uciekinierów , czasem dochodziło do kłótni i kradzieży . Jej matka postanowiła niektóre rzeczy schować po za pałacem , w parku .
Inni tez podobno tak robili . Żona oficera Wafen SS w tamtych czasach nie była zbyt mile widziana w towarzystwie . Wyszły obie , wieczorem po kolacji . Ona miała patrzeć czy ktoś nie idzie a matka schowała zawiniątko we wcześniej upatrzonym miejscu . Następnego dnia zrobiły to samo ale tym razem matka poszła w inne miejsce . Pani S. Pamiętała że za drugim razem przechodziły obok drzewa z fotografii . Jeszcze przed zimą wielu uciekinierów wyjechało z pałacu . Z frontu wrócił ranny syn gospodarza , pułkownik SS . Dookoła pojawili się mundurowi wartownicy . One tez musiały wyjechać . Zabrał je dziadek , znaczy ojciec jej przybranego taty . Święta Bożego Narodzenia w 1944 roku spędziły w Bolkowie . Później wyjechały dalej na zachód do Bawarii . Tam zastał je koniec wojny . Po wojnie matka zmieniła nazwisko na panieńskie . Pracowała w pralni , później w szpitalu . Tam zaraziła się jakąś chorobą . S chodziła do szkoły . Matka zmarła w 1958 roku . S była zdziwiona że w jej rzeczach znalazła ...zdjęcie , swoje zdjęcie w dziupli tego drzewa . często powtarzała że teraz tylko to nam jeszcze zostało . Pytała S czy pamięta to miejsce ale ta raczej nie bardzo pamiętała . Pamiętała tylko że przed wyjazdem matka wyszła do parku i długo nie wracała , bała się że chce ją zostawić samą . Kiedy wróciła powiedziała że chce się pożegnać z ...ogrodnikiem i jego rodziną . Mała S często bawiła się z ich dziećmi . Dała im ubranka i inne rzeczy których nie mogły zabrać ze sobą .

Po wojnie mieszkały w wynajętym mieszkaniu . Kiedy matka umarła S przeniosła się do jej krewnych w Hamburgu . Zabrała ze sobą tylko dwie walizki . Siostra „matki” zmarła w 1964 roku . Miała córkę . S rzadko bywała w domu „cioci „ wyszła za mąż , założyła własna rodzinę . Czasem „ciocia” i „wujek” odwiedzali dom S . Początkowo wypytywali o jej pobyt w pałacu na Śląsku . S jednak nie wiele pamiętała . Z czasem wizyt było coraz mniej a pytania zadawano już tylko podczas wizyt S w domu „cioci „ oraz podczas wizyty na grobie „mamy” . O „ojcu” S po śmierci „matki” nikt nigdy nie wspominał . Kiedyś tylko podobno przez przypadek pokazano jej zdjęcie oficera w mundurze Wafen SS na wieży dużego czołgu najprawdopodobniej Tygrysa PzKpfw VI B . S domyśliła się ze to nie był przypadek , a oficer na czołgu to był jej „ojciec” . Teraz kiedy znała prawie prawdę , wiedziała że ten pan to tylko przybrany ojciec nie wracała do tematu . Zwłaszcza że widziała go tylko trzy razy w życiu w tym dwa razy w pałacu i obok drzewa o które ją wypytywano i którego ona sama tera szuka .

Po śmierci „ciotki „ S zabrała swoje rzeczy z jej domu . „Wujek” był prawnikiem , pracował w Berlinie Zachodnim . Dom stał prawie pusty aż do sierpnia 1970 , wtedy zmarł „wujek „ . Innej rodziny nigdy nie widziała . Na pogrzebie widziała sporo osób ale nikogo z nich nie znała . Po pogrzebie dowiedziała się że „wujek” zostawił jej „spadek” . Dostała 7,200DM i jakieś obrazy . Marki wzięła ale obrazów nie przyjęła . Nigdy ich nie widziała . Pieniądze były jej potrzebne bo trzy miesiące później razem z mężem i córką uległa wypadkowi samochodowemu . Tylko ona przeżyła . W szpitalu nikt nigdy jej nie odwiedzał . Wyszła na wiosnę 1971 . Razem z depozytem odebrała kartonowe pudełko które ktoś dla niej zostawił kiedy ona walczyła o życie . Po powrocie do domu otworzyła karton i okazało się ze w kartonie były tylko stare zdjęcia i papiery . Trzy hamburskie gazety 1942 roku a w nich artykuły i ogłoszenia o poszukiwaniu zaginionych podczas nalotu dzieci . Zdjęcia „matki” kilka listów do „matki” chyba od „ojca” i „dziadka” . było też zdjęcie mężczyzny na czołgu .
Do paczki dołączona była napisana na maszynie kartka od Hildy córki „wujostwa” .
Hilda wyjaśniała że to chyba należy do niej . Teraz tylko to Ci jeszcze zostało .
Karteczka leżała obok zdjęcia dziewczynki w dziupli drzewa .
To były lata 70 , czasy trochę się zmieniły . Można już było wyjeżdżać do Polski . S pracowała w redakcji jednej z gazet . Chciała sama wyjechać do Polski . Złożyła stosowne podanie . Po kilku dniach wezwała ją szefowa działu . Wiemy że pochodzisz ze Śląska – taką wersję podawała jej „matka” kiedy jeszcze żyła , jako przesiedleńcy otrzymywały pomoc i wsparcie - oni też mogą wiedzieć kim był twój ojciec . Jeżeli chcesz coś wywieźć z Polski to musisz jeszcze trochę poczekać . Teraz bardzo wiele osób tam po to jeździ . Możesz się najpierw upewnić czy jeszcze masz po co i do kogo wracać . Pogadaj z chłopakami którzy tam pracują . Próbowała . Szukała w ogłoszeniach , szukała wśród znajomych „matki” . Teraz sama nie wie po co .
Później dała sobie spokój . W 1972 roku urodziła się Ania .


Ja po przeanalizowaniu opowiadania Pani S i jeszcze kilku informacjach na temat położenia pałacu udało mi się ustalić miejsce wojennego pobytu S . Odnalazłem pałac , stoi do dzisiaj , odnalazłem drzewo , a właściwie to co po nim zostało czyli kamienny murek na którym stoi mała S . . Ustaliłem też że rodzina o takim samym nazwisku jak to które podała Pani S Welthe mieszkały w tej miejscowości od wojny jeszcze na początku lat 80 . Później wyjechali do Niemiec .
Prawdopodobnie to rodzina wspomnianego przez S ogrodnika . Żona SS mana bała się że kiedy Rosjanie ich złapią będzie miała problemy . Wtedy już były znane wypadki z Prus Wschodnich . Prawdopodobnie przybrała nazwisko ogrodnika z pałacu .


Rodzina o nazwisku Welthe mieszkała w ...tej miejscowości jeszcze na początku lat 80 . Była w niej prababka ! babka jej syn ze swoją rodziną – żona + dwoje dzieci i jeszcze jeden syn z żoną . Jeden z synów , ten z dwojgiem dzieci mieszkał w pobliżu pałacu . w zasadzie w domu który jest częścią pałacu.
Jako ze nie wierze w przypadki napiszę tylko że sąsiadem państwa Welthe – tych z którymi mieszkała seniorka rodu , prababka – był pan o nazwisku Tomys . Były żołnierz mówił że Wermachtu ale raczej chyba SS . Mieszkali w tej samej klatce PGR-owskiego bloku na tej samej kondygnacji , drzwi w drzwi . Pan Tomys sam opowiadał o swoim pobycie w radzieckiej niewoli z której wrócił dopiero po 1956 roku . Mógł wyjechać od razu do Niemiec gdzie byłby bohaterem i miałby liczne przywileje ale on wrócił do TEJ miejscowości . Pamiętajmy – rok 1956 . W latach 70 rodzina W tez mogła wyjechać do wtedy jeszcze NRF , mogli wyjechać znacznie wcześniej ale dlaczego wyjechali dopiero po śmierci prababki i babki ? W tamtych czasach z S i okolic wyjechało do NRF kilkaset osób . Oni nawet nie składali podania . Dzięki pomocy mojego znajomego z Częstochowy udało mi się potwierdzić że Tomys a może Thomas rzeczywiście był w niewoli na Uralu , znajomy zaraz po wojnie pracował w pewnym Urzędzie , obecnie jest na emeryturze i pisze wspomnienia z lat swojej pracy w GKBZH .

Jestem pewny że w Miejscowości żyją jeszcze ludzie którzy ich pamiętają . To mała wioseczka . Ciekawe czy Tomys to spolszczone nazwisko Thomas ? Kiedyś szukałem grobu pułkownika Wermachtu o takim nazwisku . Walther Thomas , poległ pod Leningradem . Pochowano go kilkadziesiąt km od Miejscowości . Mam zdjęcie jego grobu . jeszcze całkiem niedawno krzyż na grobie Walthera Thomasa był najwyższym krzyżem na cmentarzu .

27 lipca 2003 roku odwiedziłem miejsce uwiecznione na zdjęciu .
Kiedy zapytałem o to nazwisko wszyscy pamiętali .
Z obowiązku dodam że „mama” pani S miała dobre przeczucia i postąpiła bardzo słusznie opuszczając Miejscowość przed nadejściem Rosjan . miejscowi pokazali mi miejsce pod lasem w którym pochowano tych którzy pozostali w pałacu w dniu wkroczenia Rosjan . Kiedyś był to nagrobek z krzyżem , obecnie tylko miejsce w lesie , miejsce spoczynku ostatnich dziedziców majątku . Mam kilka fotografii tego smutnego miejsca . Obecnie widać kamienny słupek z niemieckim napisem , zardzewiałą porwaną siatkę z ogrodzenia i jeden metalowy słupek z tegoż ogrodzenia . Miejsce jest całkowicie zarośnięte lasem .
W parku otaczającym pałac rośnie kilkanaście bardzo starych drzew , stare dęby , wiązy , i inne . Jeszcze widoczne są ślady fundamentów po dawnych budynkach i obiektach , basen ? mostek nad nie istniejącym strumieniem , stara dębowa aleja wzdłuż nieistniejącej już dzisiaj drogi . zapewne tą drogą wyjeżdżała mała S razem z „matką” i kierowcą przysłanym przez „dziadka” . Kilka metrów od niej , po lewej stronie jadąc od pałacu znajduje się miejsce pochówku tych z von D, i ich sług , przyjaciół ,których 21 stycznia 1945 roku zastali w pałacu Rosjanie .

Teraz będzie o prawdziwym zbiegu okoliczności . Instytucji która mieści się w pałacu dyrektoruje ... moja koleżanka z podstawówki , znaliśmy się tylko 3 lata . Później każde z nas poszło do innej szkoły , ja do Liceum w Częstochowie a Ela K do Liceum w O. Minęło sporo lat , my też minęliśmy się za bramą pałacu . Ela jechała do domu a ja akurat rozmawiałem przez telefon stałem tyłem do bramy , dopiero później powiedziano mi że to była Ela . Już nie Ela K . Wyszła za mąż , ma dwoje dzieci i jest dyrektorką obiektu .

Podczas mojej drugiej wizyty w ...Miejscowości byłem już znacznie lepiej przygotowany . Wcześniej odwiedziłem bibliotekę , archiwum , zapoznałem się z niektórymi faktami .
Nadeszło długo oczekiwane pismo od znajomych mieszkających za zachodnią granicą
Niestety oni zawsze wszystko wiedzą lepiej , wiadomo , Niemcy . Teraz po dodaniu faktów które sam ustaliłem mam zamiar zrezygnować z dalszego szukania .
We wsi już nie ma ludzi którzy by pamiętali starą Hildegarde von D, , tytuł pomijam bo i tak zapewne ukradziony albo zdobyty za zasługi w tępieniu Polaków i polskości na tych ziemiach .

Czego dowiedziałem się podczas trwającej ponad 14 minut rozmowy telefonicznej z moimi znajomymi w Niemczech . Niżej niektóre nazwiska i imiona niemieckie mogą być zapisane z błędami , nie znam języka rodaków Bismarka , Ahitlera czy Gebelsa żeby imiona , nazwiska zapisywać prawidłowo zwłaszcza ze słuchu . Część opowieści musiałem wysłuchać w języku niemieckim chociaż rozmówczyni zna język polski znacznie lepiej niż ja niemiecki .

Fakty są okrutne . Mąż Hildegardy graf – niestety imienia nie udało mi się na razie ustalić – poległ podczas pierwszej wojny światowej w maju 1915 , gdzieś w Galicji , pochowano go na cmentarzu w Limanowej , walczył w 221 Wschodniopruskim rezerwowym pułku piechoty . Jej brat Otto bił się na zachodzie
Przeżył wojnę , stracił „ tylko nogę „ i żonę . Młoda żona wolała męża który ma dwie nogi i coś jeszcze ...dookoła dworu . Drugi brat też był na wojnie , służył w Hoh See Flote początkowo na Pancerniku „ Westfalen „ a później na krążowniku „Konigsberg „ . Po demobilizacji razem z kilkoma innymi takimi jak on , bez pracy bez środków do życia , bez przyszłości przyjechał tutaj na niemiecki Śląsk aby bronić tej ziemi przed polskimi najeźdźcami . Na powalonego niedźwiedzia nawet koty sikają . Zaciągnął się do Korpusu ochotniczego , brał udział w walkach pod Lublińcem , Olesnem i Praszką . To właśnie pod Praszką został ranny . Przywieziono go tutaj razem z kilkoma towarzyszami . Leczyli się w pałacu . On wyzdrowiał ale czterech z jego kolegów nie . Pochowano ich przy drodze do pałacu . Mogiłę ogrodzono drutem , później siatką . Po roku czy dwóch brat postawił mały obelisk z polnych kamieni .

W latach międzywojennych cały ciężar utrzymywania majątku spadł na nią . Wynajęła zarządcę . Ziemia tutaj jest dobra . Ale ludzi do pracy mało . po wojnie w polu były prawie same kobiety i dzieci . Bogatsi wynajmowali robotników z polski . Chętnie tutaj przyjeżdżali , granica była blisko , na Liswarcie , 20 km od Miejscowości . Przyjeżdżali nawet ci którzy tak bardzo chcieli ich stąd usunąć siłą . Ci którzy strzelali do jej brata pod Praszką . Nie lubiła tej zarazy . Teraz to od niej zależał ich los , to ona dawała im zatrudnienie i zarobek , i po co im ta wolna polska była ? przecież wcześniej też obrabiali ich pola , tylko że wówczas nie musieli wyjeżdżać za granicę , byli u siebie . Syn wyrastał na ...żołnierza . Wszyscy Niemcy rodzą się żołnierzami , dopiero później los przydziela im front . Jedni idą do wojska i zostają oficerami , inni uprawiają niemiecką ziemię albo pracują w fabrykach , w niemieckich fabrykach . Syn Hildegardy von D, też będzie żołnierzem , też jak jego dziadek , jak jego Ojciec i wujowie będzie bronił tego skrawka niemieckiej ziemi przed Polakami .
Wraz z nastaniem ery Hitlera w pałacu również nastała nowa era . Na żniwa i roboty polowe w 1933 roku przyjęto znacznie mniej Polaków . Teraz to syn decydował kogo przyjąć a kogo nie . Miejscowi bogaci gospodarze robili podobnie .Ożyły nadzieje na zjednoczenie wszystkich ziem niemieckich . Na poszerzenie granic , dalej za Liswartę , czasem żartowała już niedługo nie będziecie musieli do nas przyjeżdżać , nasze pola będą tam , u was na miejscu . Jeżeli w pierwszych latach po dojściu Hitlera do władzy mówiła to z wyraźnym uśmiechem na ustach to po 3-4 latach uśmiech stał się niewidoczny a podczas żniw w 1938 roku wypowiedziała te słowa z całkowitą powagą
Żarty się skończyły . Na ziemi von D. nie było miejsca dla robotników z polski , wkrótce ich miejsce zajęli niewolnicy z byłej polski . Pierwsze oznaki zmian wystąpiły latem i jesienią 1937 roku .
Wtedy nie przyjęto do pracy w polu wielu Polaków którzy podczas Powstań jawnie i głośno popierali Powstańców , represje dotknęły także ich rodziny . To był dla nich pierwszy wyraźny sygnał że WIELKIE NIEMCY NIE ZAPOMNIAŁY , Niemcy pamiętają .
Syn wstąpił do SS . Matka była dumna ze idzie w ślady Ojca . W pałacu żyła jeszcze pamięć o najwaleczniejszym z von D. . Poległ prowadząc natarcie na rosyjskie okopy . Sam Cesarz przysłał pismo ze słowami pocieszenia . Często bywali zapraszani na bale i polowania do pobliskiego Koszęcina . To tam poznała Cesarza . Zdjęcie z polowania wisiało w sali balowej / zdjęcie zachowało się w rodzinie innego uczestnika tego polowania z 1908n roku . Jest na nim Graf von D. z młodziutką żoną . / Grafin Hildegarda von D. zawsze popierała wszystko co niemieckie zawsze wierzyła w Niemcy , ta ziemia którą jej przodkowie objęli w posiadanie jeszcze w 1845 roku rodziła samych dobrych Niemców . Strzegli pobliskiej granicy . Zachowało się zdjęcie zrobione w 1913 roku na balu noworocznym w nowo wybudowanym pałacu w pobliskiej miejscowości Ciasna . Widać grupę gości w towarzystwie seniora rodu von Klintzingów . Grafin jest tam z mężem i bratem . Na frontonie pałacu widać herb fundatorów . To zdjęcie zachowało się w kilku miejscach , zobaczyć je można np. w pewnym muzeum eksponującym niemieckie dzieje tych ziem . nazwy nie wymieniam bo to muzeum raczej prywatne i antypolskie . Zero reklamy . Chociaż sam tam byłem . W muzeum można zobaczyć zdjęcia kilku w dziwnych okolicznościach spalonych drewnianych kościółków wybudowanych jeszcze w Niemczech . Tego w Ciasnej też , został po nim nadpalony krzyż misyjny i ...obrys fundamentów . Spłonął w niedzielę 15 września 1985 roku . Wczesniej , w 1957 roku spłonął prawie 300 letni drewniany kościół w Łagiewnikach Wielkich . Kulturkampf ? Jak na razie ciągle stoi przeniesiony w 1917 roku
Do Miejscowości z pobliskiej Łomnicy drewniany kościółek pod wezwaniem Świętego Antoniego . Obecnie znajduje się na cmentarzu , na tym samym na którym spoczywają dawni mieszkańcy tej ziemi .

Celowo wymieniam polskie , dzisiejsze nazwy miejscowości – łatwiej je znaleźć , wymieniając nazwy niemieckie , które znam , byłyby miodzikiem zmurszałe serduszko Grafin von D .

W pałacu kwaterowali niemieccy dowódcy jednostek szykujących się do ataku na Rosję latem 1914 roku , kwaterował sztab korpusu ochotniczego walczącego z Polakami pod Lublińcem , Olesnem i Praszką . Podobnie było i latem 1939 roku . Do granicy jest stąd 20 kilometrów . Grafin widziała pociągi wiozące sprzęt i żołnierzy szykujących się do ataku na Rosje i Stalina . Widziała także i te inne pociągi wiozące żydów do komór gazowych Oświęcimia . Miejscowość leży przy głównym torze z Wrocławia na niemiecki Śląsk , i dalej do Oświęcimia . Znany jest przynajmniej jeden przypadek kiedy to w lesie przylegającym do pałacowego parku złapano uciekinierów z transportu . Grafin osobiście brała udział w odstawianiu ich do siedziby Gestapo w Oleśnie . Przy okazji jak wspominała poszła na cmentarz wojenny pomodlić się za dusze niemieckich żołnierzy walczących w I wojnie światowej i później z Powstańcami .

Cmentarz zachował się do dzisiaj , jest pięknie utrzymany i zadbany . Teraz leżą obok siebie razem Powstańcy Śląscy i ich niedawni kamraci z frontów I wojny światowej a w latach 1919-1921 przeciwnicy w walce o Polskę na tych ziemiach , żołnierze korpusów ochotniczych . Jest tam też grób oficera o nazwisku von Dhorn . Jest tam też mogiła brata Grafin Hildegardy von D , zapewno to dla niego zaprowadziła tych Żydów na Gestapo .W tych czasach w majątku ponownie zaroiło się od robotników z polski , tearaz już byłej polski . Sytuacja się jednak zmieniła , teraz ona odbiera sobie to co wcześniej musiała im dać
Na tym samym cmentarzu pochowano 20 polskich uczestników Powstania . Później , już w 1939 roku pochowano jeszcze 3 lotników z zestrzelonego w okolicy P-23 Karaś i 2 żołnierzy z piechoty , rannych przywieziono 1 września do miejscowego szpitala prosto z pola walki pod Woźnikami . Dzisiaj jest tam pomnik .
Gdzieś tak w połowie 1943 roku Grafin zaczęła zmieniać swoje podejście do nich . Zaczęła się ich ...obawiać , najpierw obawiać a później po prostu bać . Na skutki nie trzeba było zbyt długo czekać . Skargi i donosy spowodowały że kilku przymusowych robotników wywieziono w nieznanym kierunku , kilku zabrano do więzienia ale najgorsze stało się podczas omłotów we wrześniu 1943 roku . Jedna z maszyn do omłotów zapaliła się . podczas akcji gaszenia pożaru razem z maszyną spalili się dwaj robotnicy . trzech innych posądzono o sabotaż , zostali zabrani na Gestapo . Po kilku dniach wrócił tylko jeden , pozostali dwaj nie wytrzymali śledztwa . Podobno w obawie przed zemstą Grafin kazała go zamordować . Ciało robotnika znaleziono w pobliżu nasypu kolejowego . Pochowano go na skraju lasu za parkiem jadąc od pałacu w stronę Olesna , podobno jeszcze na początku lat 80 mogiła była znana i dobrze widoczna , obecnie nie próbowałem jej odnaleźć chociaż chyba wiem gdzie powinna się znajdować .
To miejsce jest bardzo blisko miejsca w którym w styczniu 1945 roku zakopano
Grafine i jej służących .


Z pomocą moich przyjaciół z Niemiec udało mi się ustalić że okoliczności śmierci Grafin
Hildegardy von D wcale nie są takie jasne i nie można jednoznacznie stwierdzić z czyjej ręki zginęła ta zatwardziała niemiecka szowinistka
Jedno jest pewne że teraz i ona leży w tej ziemi która tak kochała i dla której wydała na śmierć przynajmniej kilka osób . Chociaż sama nikogo nie zabiła to z pewnością przyczyniła się do śmierci przynajmniej kilku osób .

Jeszcze jesienią 1944 syn Grafin kazał pozdejmować tabliczki z nazwiskami i napisami jakie umieszczono na mogile żołnierzy Korpusu Ochotniczego walczącego z Powstańcami . Nie wiadomo co się stało z tymi tabliczkami . On nie chciał żeby dostały się w łapy Polaków .Wiedział co jego koledzy z SS zrobili by z rodzinami takich zmarłych .

Grafin Hidegarda von D była jedną z tych Niemek które jeszcze w styczniu 1945 roku wierzyły w Hitlera i jego szaleńcze idee , w jego zwycięstwo . Tutejsi Niemcy myśleli podobnie . Propaganda zrobiła swoje . Przypuszczam że oni raczej spodziewali się kolejnego Powstania niż przymusowego wyjazdu do Niemiec > podobno jeszcze podczas skromnego szampana w Sylwestrową noc 1944/1945 Grafina głośno wypowiadała się na temat powojennego porządku jaki tutaj zaprowadzi . Nie będzie miejsca dla Polaków w jej majątku , oni zawsze tylko wszystko psują i niszczą . Cóż za prorocze słowa , sprawdziły się co do joty , pałac obrabowano i zniszczono , park i majątek zdewastowano , alejki zarosły zielskiem .
Powszechne było stwierdzenie że Nawet jak Hitler przegra to granice i tak pozostaną tak jak po wojnie światowej . Niemcy będą musieli opuścić ziemie które skolonizowali podczas wojny , to znaczy na wschód od Liswarty , ale granica dalej będzie na rzece bo granice pomiędzy Niemcami a Polakami zawsze były i będą , Niemcy stoją wyżej . Najwyżej tylko chwilowo ich ziemie zajęte zostaną przez Rosjan ale później wszystko wróci do normy i będzie tak jak dawniej . Tylko Polaków już nikt nie zatrudni . Jak się później okaże oni naprawdę tak myśleli . Na czas przejścia frontu trzeba ukryć , pochować i co się da tak żeby nie wpadło w łapy żołnierzy albo nie zostało zniszczone podczas walk . Syn Grafin , oficer SS wiedział znacznie więcej ale nie chciał psuć świątecznego nastroju . Tej nocy wszyscy pili za zwycięstwo . Pierwsze próby wywiezienia rzeczy z majątku podjęto już w sierpniu 1944 roku kiedy to Rosjanie przekroczyli Wisłę . Wywieziono bibliotekę , cenniejsze meble , maszyny dostali na przechowanie gospodarze . Wiadomo , na czas przejścia frontu , później i tak tutaj będą Niemcy , Rzeczy wrócą do pałacu . Dużo starej i niepotrzebnej odzieży dostali robotnicy przymusowi . Pochowano żywność – jeden ze schowków z żywnością odnaleziono w latach 70 podczas remontu pałacu . Schowek znajdował się w miejscu gdzie miała przebiegać rura wodociągowa .
Maszyny , urządzenia z majątku rozprowadzono do gospodarstw we wsi . Na przechowanie . Kiedy to wszystko ucichnie za 2-3 miesiące znowu trzeba będzie orać i siać . Duży wpływ na ten dobry nastrój miał wypity tego dnia , tej nocy alkohol . W pałacu gościli oficerowie
Nadzorujący budowę umocnień na dawnej granicy polsko-niemieckiej , na Liswarcie . Znowu było tak jak dawniej , jak w 1914 , 1919-21 i całkiem niedawno w 1939 . Przerwy pomiędzy wizytami sztabowców stawały się coraz krótsze . Nigdy nic dobrego z nich nie wychodziło zwłaszcza dla tych w Berlinie , rangi , stopnie wizytatorów były niższe , zaczynało się od generałów – w 1914 , w 1939 a na końcu przyjeżdżali co najwyżej podpułkownicy jak w 1944/45 . W pałacu już prawie nie było uciekinierów z Niemiec , teraz ich miejsce , ale nie po nich , zajęli uciekinierzy ze wschodu . Oni zostali zakwaterowani w budynkach gospodarczych .

Jest pewne że przed Świętami Bożego Narodzenia w 1944 roku do pobliskiego klasztoru w Borkach wywieziono jak zwykle prowiant , tylko tym razem było go znacznie więcej . Zaraz po świętach w klasztorze ulokowano 4-6 osób , byli to chorzy , niezdolni do wyjazdu w głąb Niemiec . Jedną z tych osób była Johana Walek / albo Joanna ?/– takie później nosiła nazwisko , żyła w klasztorze jeszcze w latach 50 . Wówczas w grudniu 1944 musiała być bardzo młoda , prawie dziecko . W latach 50 kiedy klasztor zaczął pełnić rolę placówki opiekuńczej dla starych Niemców którzy pozostali na tej ziemi, niektóre siostry zakonne zrzuciły habity i pracowały jako osoby świeckie , później kilka z nich wyszło za mąż i wyjechały do RFN .

Znane są fakty odprawiania nabożeństw w języku niemieckim jeszcze w latach 70 ubiegłego wieku . Nabożeństwa po niemiecku były odprawiane zawsze podczas pogrzebów czy to sióstr z klasztoru czy to pensjonariuszy domu opieki , nazwanego za czasów PRL-u Domem Starców , placówka funkcjonuje do dzisiaj .
W czasie wojny był tam lazaret dla żołnierzy niemieckich .


Wersja nr 1 , oficjalna
Grafina i jej pięcioro towarzyszy ucieczki zostali zgładzeni przez zwiadowców czerwonej armii

Jest to prawdopodobne ale wykluczają ją informacje podane w opisie wersji 3 .
Dookoła pałacu były bezdroża i las . Rosjanie mogli rozpoznawać tory kolejowe w kierunku Kluczborka , mogli obserwować pałac . Mogli próbować zatrzymać wyjeżdżające z niego sanie . Wszak wg tej wersji uciekinierów zastrzelono w lesie , wcześniej w przedłużeniu pałacowego parku . Ciągle jednak jeszcze w obrębie wsi . zwiadowcy zapewne poczekali by aż sanie odjadą dalej . Z tej odległości odgłosy wystrzałów musieli by usłyszeć ewentualni pozostali w pałacu żołnierze czy inni lokatorzy . W linii prostej ok. 350 m . Zwiadowcy w tym czasie mieliby duże problemy żeby się dostać w to miejsce . Topografia . Jestem pewny że pilnowali by raczej drogi głównej a nie tej , bocznej i leśnej , wątpię czy w ogóle była na tyle przejezdna żeby po niej jechać saniami , prowadziła prosto do lasu . W okolicy już nie było wojsk niemieckich .
Zwiadowcy na pewno najpierw by z łatwością schwytali uciekinierów , las , wtedy to był park wąska droga , ale jeszcze raz stawiam pytanie co oni by tam robili ? Jeżeli byli już tak blisko to musieli wiedzieć że w pałacu nie ma niemieckiego wojska .

Wersja nr 2
Uciekającą Grafine zamordowali przymusowi robotnicy pracujący w jej majątku .

Robotników jako takich już nie było , zostali ewakuowani lub zabrało ich wojsko do budowy umocnień
Nie sądzę żeby na kilka dni , godzin , przed wyzwoleniem ryzykowali taki atak , dekonspirację . To były tereny niemieckie , tutaj nie mogli liczyć na pomoc okolicznych mieszkańców . Ci już nie raz udowodnili do czego są zdolni podczas obławy i poszukiwań
W odległości 3-4 km od Miejscowości we wsi o nazwie WYSOKA znajduje się pomnik 11 rozstrzelanych . Widać go i dzisiaj w postaci 11 kamiennych słupów
Znana była w okolicy tragedia jaka rozegrała się w niedalekim Pawonkowie ,65 letni już
Roch Kurpierz / może to jest obecne nazwisko Kurpet ? /
z wraz z dwoma innymi niemieckimi antyfaszystami Jesophem Giefferem i Rudolfem Gypnerem 28 listopada 1944 roku zostali otoczeni przez hitlerowców w młynie i spaleni.
Robotników przymusowych nie było ale w Miejscowości były osoby z Polski , mówiące po polsku . Te które mi wskazano już nie żyją ale z napisów na cmentarnych pomnikach wynika że jeszcze kilka lat temu żyły .
Jedna z Polek przesłuchiwana w 1947 roku jako świadek w związku z incydentem na kolei
Opowiedziała jak po śmierci wyglądała Grafin von D i jej syn – taką samą wersje podawano w NRF , kilka lat później , nie sądzę żeby tamci mieli wgląd w akta UB.Wynika z tego że wersja musiała być dosyć rozpowszechniona albo ....
Przesłuchujący ją UBek oczekiwał jednak innych bardziej poważnych zeznań i zarzutów w świetle których mógłby dorwać szkopa . Nie wiem jak się skończyła sprawa z incydentem ale opowieści Pani Kiełbus , wtedy chyba jeszcze panny nie potraktowano poważnie , do Miejscowości przyjechała wraz z przyszłym mężem dopiero w marcu 1945 roku , już po tragicznych wypadkach , jeszcze długo przed ekshumacja . Mogła słyszeć ją od ...seniorki rodu Welthe . Później tą samą wersję podała w latach 50 . Wtedy Państwo Kiełbusowie mieszkali w jednym bloku , w jednym korytarzu z Rodziną Welthe . Jak się później okazało to starsza Pni Welthe szykowała i ubierała Grafin von Dhorn do trumny . Państwo Kiełbusowie obecnie już nie żyją , ich nagrobek znalazłem na miejscowym cmentarzu .
Na cmentarzu znalazłem tez nagrobek seniorki rodu Welthe oraz jednej osoby na którą złożono donos w sprawie zamordowania Grafin , jego syn podobno jeszcze mieszka w Miejscowości . Z zeznań jednej z Polek która widziała ciała leżące na śniegu wynika że nie było przy nich żadnych kufrów ani walizek – ciekawe czy zaginęły w czasie napadu czy ...cała szóstka zginęła w innym miejscu – to już moja własna teoria .
Znając topografię terenu raczej nie uciekałbym w tamtą stronę , zwłaszcza że w okolicy już nie było regularnych wojsk niemieckich , i można się było liczyć z możliwością napotkania patroli sowieckich , wręcz ataku samolotów . Można też było napotkać własne rozbite oddziały a wówczas syn , oficer SS musiałby się nieźle tłumaczyć co robi i dlaczego nie jest w jednostce .


Wersja nr 3

Ta wersja jest bardzo kontrowersyjna i ... bardzo wygodna dla wszystkich stron .
Grafina zginęła z rąk a właściwie od kul wystrzelonych przez ...samych Niemców
mieszkańców miejscowości !!!
Trzecia wersja wydaje się najbardziej wiarygodna i najbardziej prawdopodobna .

Po wojnie ta wersja była rozpowszechniana przez miejscowych , nie obalali jej też przyjezdni , Polacy . Niektórzy wracali na ...swoje , na ziemie którą uprawiali . Inni zajęli opuszczone gospodarstwa po Niemcach . do żadnych ekscesów raczej nie dochodziło . Niemcy czekali na powrót swoich a Polacy na ...wyjazd Niemców . Tak wspólnie dożyli do lat 70 kiedy to jedni i drudzy bardzo chętnie wyjeżdżali do RFN . Czasem , taką wyprawę ułatwiał jednym i drugim ...ślub pomiędzy miejscowymi a przybyszami . Jak widać na miejscowym cmentarzu ani jedni ani drudzy nie doczekali się . Wszyscy spoczęli w jednej ziemi obok kościoła .
Wersja jakoby uciekających saniami lokatorów pałacu zastrzelili rosyjscy zwiadowcy została obalona zeznaniami miejscowych jakie kilku mieszkańców złożyło jeszcze zimą 1945 roku , w lutym i marcu u ...niemieckiego starosty Olesna . Te zeznania są w archiwach Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich , w Opolu . Dlaczego ? znowu przez Polaków . Jedną z ofiar była podobno Polka zatrudniona w pałacu . To raczej dziwne żeby Grafin ratowała Polki , żeby w 1945 roku w pałacu była jeszcze jakaś Polka , przecież właścicielka bardzo się bała Polaków .
Polkę wymyślono zapewne po to żeby zająć się tą sprawą i wykorzystać przeciwko miejscowym .

Moi niemieccy znajomi poinformowali mnie że w latach 50 te zeznania dotarły do NRF Wówczas uznano je za spreparowane , wiadomo dlaczego tak postąpiono
Później takie same informacje przekazali wyjeżdżający z Miejscowości do NRF .
Tam też prowadzono postępowanie wyjaśniające .

Polskie organa ścigania przesłuchały osoby znane z donosu . Jednakże w latach 45-56 nikt normalny nie wszczynał by postępowania przeciwko zabójcy czy zabójcom oficera SS w czasie wojny nawet jeżeli razem z nim zginęła jego nienawidząca Polaków matka i ich służący . Inaczej gdyby razem z nimi zginął jakiś Polak albo Polka . wtedy można by coś robić . No a gdyby taką sprawę można wykorzystać przeciwko miejscowym , masowo wyjeżdżającym , uciekającym , do Niemiec ?
Pierwsze zeznanie , złożone przez Niemców przed Niemcem
Pochodzi z 1945 roku . Takie samo jest w archiwum Policji Kryminalnej w Duesseldorfie oraz w archiwach ziomkostw .


Pewne jest że :
- osoby posądzone o zamordowanie Grafin von D , jej syna i służących nigdy nie ubiegały się o zgodę na wyjazd do RFN , ich rodziny również .
- niektóre z tych osób , i członkowie ich rodzin w późniejszym okresie bardzo ściśle współpracowały z nowymi gospodarzami tej ziemi . Ktoś / oczywiście znam nazwisko ale chyba inni też je znają / został nauczycielem , obecnie jest na emeryturze , jako chłopiec był sądzony za rozkopywanie grobu w lesie , ktoś pracował w powiecie , inny w milicji albo w administracji czy PGR-ze
Są jednak i tacy którzy nic nie robili tylko ...pamiętali . Dzisiaj na cmentarzu w Miejscowości można zobaczyć symboliczny nagrobek Poległym w II wojnie światowej , napis w języku polskim – taki maleńki i zastawiony roślinami oraz znacznie większy w języku niemieckim o tej samej treści . Teraz to tutaj wspomina się miejscową Grafin .
To tutaj przeniesiono ziemię z mogiły w lesie .

To był poważny błąd komunistów . Skoro chcieli wyjeżdżać powinno się ich wypuścić jeszcze nawet dać darmowy bilet na drogę . za ten poważny błąd zapłacą kolejne pokolenia Polaków mieszkających na tej ziemi . Pierwszą oznaką jest chociażby ten symboliczny nagrobek na miejscowym cmentarzu . Podwójne napisy .
Ciekawe jest jednak to że o to wszystko nie zabiegają Ci którzy widzieli i pamiętają tamte czasy lecz zazwyczaj ich ...wnuki , urodzone w Polsce , wyuczone za polskie pieniądze .

W latach 50 miejscowe władze zrobiły coś na wzór ekshumacji
Zwłok z mogiły w lesie . Znane są nazwiska osób biorących udział w tej dziwnej ceremonii
Grób rozkopano zanim przyjechała ekipa z powiatu , zwłoki wyciągnięto i ułożono na ziemi , na ziemi o która tak walczyła rodzina von D . Od razu dodam że w ekshumacji wzięli udział ...niektórzy wymienieni w donosie . Podobno przeprowadzono ją na życzenie , na wniosek prokuratury niemieckiej , trwały poszukiwania rodzin , czy rodziny , połączono to z wnioskiem prokuratury polskiej szukającej tej Polki która rzekomo zginęła podczas napadu .
Z tego co usłyszałem od miejscowych ta Polka jeszcze długo była czasem jedynym pretekstem , powodem , do odrzucenia podania o wyjazd do Reichu . Wystarczyło stwierdzenie że „ pan , pani przecież może coś wiedzieć w tej sprawie .
Może wymyślili ją sami Niemcy żeby rozwiązać swój problem i dowiedzieć się w jaki sposób zginęła Graffin von Dhorn ?

„ szczątki 10 osób i szkielety 2 psów „

brak żadnych wyjaśnień i dokładniejszego opisu

dlaczego 10 ? a no teraz wiem , do sześciorga uciekinierów trzeba dodać szczątki 4 kamratów brata Grafin . A więc jednak . Grafin pochowano , a raczej zakopano w jej własnym parku , w mogile razem z bojówkarzami z korpusu ochotniczego .

Oficjalnie wymienia się trzy powody dla których miejscowi zastrzelili Grafin i jej towarzyszy ucieczki
a) najważniejszy - obowiązywał zakaz opuszczania swoich domów i wsi , do pustych domów mogliby się wprowadzić Polacy , miejscowi bojówkarze skrzętnie go przestrzegali i siłą zmuszali do tego innych , w chwili zajęcia wsi i okolicy przez oddziały radzieckie wsie były normalnie zamieszkane przez miejscowych , mało kto uciekał , tylko nieliczni to przeżyli , częściej ginęli z rąk swoich , Rosjanie gnali na zachód , ci co rozstrzeliwali i palili przyszli znacznie później , po tych co atakowali
b) Grafin spodziewała się że jeszcze tu wróci , sporo sprzętu rozdała na przechowanie miejscowym , jedni dostali więcej inni mniej , zależy od stopnia zaufania jakim dzieliła osoby którym dała sprzęt na przechowanie , gdyby tak Grafin ani nikt z pałacu nie wrócił to ...nie trzeba by było niczego oddawać , winę można by zrzucić na ..Rosjan , przecież są do tego zdolni , jest wojna . Z tą samą opcją wiąże się znacznie dalej idący wątek ze Grafin nie wszystko rozdała i najcenniejsze , najdroższe rzeczy , złoto , biżuterię zabrała ze sobą , w drogę . Ktoś się przyczaił i ...teraz jest bogaty . Tutaj jednak z moich obserwacji i przemyśleń wynika pewna niejasność , może się mylę , oby . Pewne osoby na które zrobiono donos , posądzane o dokonanie zbrodni były widziane podczas nieszczęsnej dziwnej ekshumacji , dlaczego ? czyżby się czegoś obawiały ? bo skoro to oni uśmiercili Grafin to na pewno zabrali wszystko co chcieli albo co było do zabrania . A co z saniami ? nikt nic o nich nie wspomina , no tak ruscy zabrali .


c) A może ...samobójstwo ? nie , 6 osób nie popełniło samobójstwa tym bardziej że jedna z nich podobno była Polką . Nie musiała nawet uciekać , chyba że przed Rosjanami , była kobietą , mogła się schować

Opcja c) jest moją prywatną wersją w którą sam nie wierzę ale jest taka możliwość , w żadnych materiałach nie ma oficjalnego opisu jak wyglądały zwłoki . Z nieoficjalnych wiadomo jednak ze Grafin miała ranę na twarzy a jej syn na szyi . Czyżby strzał z dostawki ? a może jednak samobójstwo matki i syna . Tamci czworo brali udział w wywiezieniu zwłok . ktoś ich zauważył i pomyślał że to oni zrobili . Zastrzelił czwórkę , zabrał sanie i ...zwalił winę na Rosjan . Jednak uważam że Niemcy nie są zdolni do takich poświęceń . Zwłaszcza członkowie Wafen SS. Syn mógł zastrzelić matkę która np. nie chciała uciekać . Kiedy zobaczył i pojął co zrobił sam sobie odebrał życie .
Z upłynnieniem koni i sanek nie było żadnego problemu , inni też uciekali a nie wszyscy mieli czym . Nie , Niemiec , SS man mógł zastrzelić matkę ale sam raczej się nie zastrzelił to dla Niemieckiego oficera zbyt bohaterskie .

W jednym z archiwów przechowywanych przez ziomkostwo z tego terenu jest jeszcze inna , kolejna wersja kreująca Grafin na prawdziwa bohaterkę tej ziemi .
W chwili wtargnięcia Rosyjskich żołnierzy do pałacu siedziała na krześle przy łóżku rannego syna . Kiedy żołnierz otworzył drzwi wstała i powiedziała „ jestem Grafin Hildegarda von D , to jest mój dom , jeżeli chcecie mi go zabrać musicie mnie zastrzelić „ i w tej chwili żołnierz strzelił .
To by tłumaczyło ranę na twarzy ale syn przecież leżał w łóżku . No i w jaki sposób przezyła osoba która to słyszała i widziała . Chyba że była , był , razem z napastnikami .



d) Nie chodziło o kobiety , o ich złoto czy biżuterię ale o ...syna Grafin , oficera SS , chyba w tym czasie już nie chodził w mundurze ale tutaj go znali , uciekał z frontu , nie został jak miejscowi mężczyźni / starcy i dzieci / żeby walczyć z okupantem

Być może , a raczej na pewno tajemnicę ostatnich dni , godzin życia lokatorów pałacu znają , znały mieszkanki klasztoru we Wsi B . Dlaczego zostały ? dlaczego nie uciekły ? ich zakaz wyjazdu nie dotyczył , leczyły i opiekowały się żołnierzami rannymi podczas walki . Może miały tutaj jeszcze coś do zrobienia . To że po wojnie opiekowały się osobami kalekimi i chorymi , opuszczonymi , wydaje się sprawą normalną . Prowadziły jedyną taką placówkę w której z pensjonariuszami rozmawiano ...w języku niemieckim . Nowe władze jeszcze długo obserwowały i starały się infiltrować tą Niemiecką enklawę . Z czasem , z biegiem lat przeszło im to . Zwłaszcza kiedy do klasztoru zaczęły docierać paczki z Czerwonego Krzyża a siostrzyczki pomagały wszystkim ale głównie samotnym i schorowanym rodakom .
Głównie dlatego pozostały .
Jak już wspomniałem z rozmowy telefonicznej z osobami z Niemiec dowiedziałem się iż zaraz po Świętach Bożego Narodzenia w 1944 roku wyjechało do klasztoru 4-6 osób . Wcześniej zawieziono tam dary i datki , jak zwykle zresztą . Czy tylko dary ? żywność i ubrania ?

Myślę że w okolicy są jeszcze tacy którzy pamiętają Grafin . Pamiętają jak leżała w trumnie .
Podobno była w czerni – w czarnej sukience z woalką na twarzy dla zamaskowania rany .
Tak w każdym razie opisała ją jedna z kobiet które składały zeznania w NRF . Inna sprawa że Niemcom zależało na zebraniu informacji o tragedii i bardzo chętnie przyjmowali osoby z Miejscowości .

Na co liczyli ci którzy chcieli pozostać i bronić tej niemieckiej ziemi ? Na opór . Liczyli na opór armii i tych którzy jeszcze pozostali . Bali się Rosjan , bali się powtórki z czasów Powstań Śląskich , ktoś powinien tutaj pozostać i świadczyć o niemieckim pochodzeniu tej ziemi , czyżby liczyli na kolejny plebiscyt ? Propaganda nie powiedziała im wszystkiego, o żadnym nowym plebiscycie nie może być mowy .
Mogli mieć jakieś złudzenia ? Liczyli że zgodnie z obietnicami Goebelsa i Hitlera na niemieckiej ziemi opór wzrośnie , ta ziemia będzie cmentarzem dla czerwonoarmistów .
Rzeczywiście armia stawiała silniejszy opór . Po szybkim , błyskawicznym zajęciu dawnych ziem polskich z chwilą przekroczenia granicy lub zbliżania się do niej Rosjanie zaczęli nosić
Straty . Silne kontrnatarcie Niemców w okolicy Dobrodzienia , walki pod Pajęcznem , i tutaj niedaleko w okolicy Lublińca , Panek .
O iskierce nadziei świadczy chociażby cmentarz żołnierzy niemieckich w pobliskiej Ciasnej . Walki były zacięte .

16 sierpnia 2003 roku mam się spotkać z Panią Sylwią W , dziewczynką z dziupli drzewa . Jeżeli będzie chciała rozmawiać po niemiecku to nawet się nie przywitam , odejdę i niczego im nie pokażę ani nie powiem .

Pełne zaskoczenie . Pani S przyjechała , albo raczej to ja przyjechałem a ona tylko dojechała razem z ...córką . Tak , dzisiaj S jest już babcią . Spotkalismy się na niemieckiej ziemi 06.08.2003 roku . Karina przyjechała później . Przez około 30 minut byliśmy sami we troje . Ja , pani S.W i jej córka . Pierwsze słowa Pani S po powitaniu brzmiały – Udało się Tobie – S , mieszka w Polsce od 1992 roku ale słabo zna nasz język . Odpowiedziałem że chciałem tylko żeby to Ona potwierdziła czy to jest to miejsce , drzewa już niestety nie ma , został tylko ten kamienny murek na którym wtedy stała . Nie bardzo wiedziałem co mam mówić i jak się do niej zwracać , Pani Sylwio ? Pani Welthe ? jak się dowiedziałem już nie używa tego nazwiska . Jej córka przyniosła nam kawę i ciasto , usiadła obok i udawała że słucha ale nie zna języka polskiego , do czasu przyjazdu Kariny rozmawialiśmy po polsku .
W zasadzie trudno to nazwać rozmową , pokazywałem jej zdjęcia z pałacu i okolicy . Już na wstępie powiedziała że nic nie pamięta i niczego nie poznaje . Długo wpatrywała się w zdjęcie na którym jest murek . Ten na którym stała w sierpniu 1944 roku . Mam kilka fotek tego miejsca , każda z innej strony . Zdjęcie pałacu pokazała córce i cos jej tam tłumaczyła po niemiecku . Zapytała czy może je sobie zabrać , odpowiedziałem że wszystkie zdjęcia są dla niej . Podziękowała i schowała do torebki , na stoliku zostało tylko to z murkiem , jej córka przyniosła to z drzewem i murkiem . Po chwili wyjęła jeszcze kilka innych zdjęć , każde z dużym drzewem i dziuplą . Każde z innego miejsca , na odwrocie były nazwy które nic mi nie mówiły , niemieckie nazwy miejscowości . Murek był tylko na moim zdjęciu ale drzewa na nim nie było . Pani S zapytała jak tam teraz jest . Krótko opowiedziałem ale nie wiem czy coś z tego zrozumiała . Teraz troszeczkę się wygadała , powiedziała że nic nie pamięta a pytała o szczegóły takie jak basen , fontanna i chyba szklarnię – niestety zostały po nich tylko fundamenty a po fontannie nie ma śladu . Teraz ona pokazała mi zdjęcia pałacu z lat trzydziestych XX wieku . Widać spore różnice , po wojnie obiekt był przebudowywany i adaptowany do obecnych nowych zadań . Zapytałem ją czy naprawdę wcześniej nie wiedziała gdzie znajduje się to miejsce . Uśmiechnęła się , odpowiedziała że skoro szukała i zapłaciła za poszukiwania to znaczy że nie wiedziała gdzie to jest . Zapytała czy dostałem pieniądze , potwierdziłem że tak .
Odpowiedziała że dobrze wywiązałem się z umowy / jakiej ? , z kim ? / ona też się wywiąże do końca i jak chcę to opłaci mój tygodniowy pobyt w Alpach . Tutaj już jest błąd bo była mowa o 10 dniach a nie o tygodniu . Podziękowałem i odpowiedziałem że wolę polskie góry
Nie szukałem drzewa dla nagrody / oj chyba jednak nie / tylko dla satysfakcji bo lubie to zajęcie zwłaszcza jeżeli komuś może się to przydać . Cieszę się że Ona zwraca mi koszty poszukiwań bo nie wszyscy tak robią . Kawa była świetna , ciasto tez , prawie takie jak w Częstochowie . Zapytałem czy już wcześniej szukała tego miejsca . Odpowiedziała że tak , po wyjeździe z Miejscowości zatrzymywały się z Matką i szoferem Dziadka w kilku innych domach . Pomyliła nazwę Olesno z Oleśnicą koło Wrocławia , tak napisała jej Matka w notesie , pamiętniku , mieszkały tam prawie miesiąc . Oficjalnie to stamtąd uciekły , zostały wysiedlone na Zachód , do Niemiec . Jej Matka nigdy wcześniej nie była w tamtych stronach
Ona sama była zbyt mała żeby cokolwiek zapamiętać a zaraz po wojnie wręcz musiała o wszystkim zapomnieć , powtarzała więc to co opowiedziała jej Matka .
Zapytałem dlaczego teraz wróciła do Polski , do Wrocławia ? odpowiedziała że tam się urodził i mieszkał ojciec jej córki – nie powiedziała mąż !!! tylko ojciec jej córki / mąż zginął w wypadku o którym wspominałem wcześniej . / Jak on wrócił do Polski to i ona razem z nim ale ich dom jest w Niemczech , wymieniła miejscowość ale nie zapamiętałem . Córka tylko czasem przyjeżdża do niej do Wrocławia . Zapytała czy mam rodzinę w Niemczech .
Nie bardzo miałem o czym z nią rozmawiać . Dobrze że wkrótce nadjechała Gabi i z koleżanką . Teraz miałem trochę czasu na przemyślenie tego co narobiłem .

Karina pokazała mi kilka książek i albumów ze zdjęciami śląska w czasach kiedy jeszcze był niemiecki . Udałem że nic nie wiem , ze niczego się nie domyślam , zacząłem je pobieżnie przerzucać wzrokiem . Nie było w nich nic o Oleśnie i okolicy . O swoja opowieść nie pytałem . Sama zaczęła . Okazało się że przypałacowy park kryje jeszcze coś . O jednej z tych tajemnic słyszałem od miejscowych . Otóż w 1921 roku podczas walk z Powstańcami w pobliżu Lublińca i Praszki , Grafin wyjechała do krewnych w okolicy Świdnicy , chyba do Świebodzic . W Pałacu pozostał zarządca no i oczywiście ogrodnik plus służba . Mieli pilnować dobytku . W razie zagrożenia przez Polaków – w pobliskim Oleśnie były próby wywołania rewolty – mieli przygotować schowek w lesie i ukryć w nim co cenniejsze rzeczy Park był zbyt mały i tutaj nie można było przygotować skrytki . Zresztą dookoła kręcili się miejscowi i żołnierze pilnujący torów . Ostatecznie miejsce na schron wybrał gajowy . Podobno wykopali go razem ze stajennym i dwoma robotnikami z okolic Bremy . Żaden z nich nie wiedział dokładnie w jakim celu robią bunkier , domyślali się ze szykują go na czas walk z Polakami . Inni tez tak robili . W czasie największego nasilenia walk robotnicy poszli na front i już nigdy do pałacu nie powrócili . Schron już był prawie gotowy . Gajowy pokazał go Zarządcy i też poszedł walczyć . Zarządca przygotował listę rzeczy które zamierzał wywieźć do schowka . Jego też powołano do obrany granicy . Listę przekazał ogrodnikowi , ten miał już 64 lata i nie musiał się obawiać powołania pod broń . Niestety nie umiał ...czytać Sam zrobił swoją listę . W lesie też pobłądził , wywiózł więcej niż powinien . Jeździł sam i głównie nocą . Twierdził że wszystko schował w jednym miejscu ale to raczej nie możliwe bo sporo tego było . Pomiędzy Miejscowością a wsią Borki Małe obecnie jest droga asfaltowa ale wówczas w 1921 roku była to droga gruntowa . Można zauważyć ze mniej więcej w połowie drogi znajduje się okazała kapliczka . Kapliczkę postawiono na rozwidleniu dróg Miejscowość – Borki Małe z boczną drogą gruntową prowadząca w stronę torów i dalej przez wiadukt do drogi głównej Olesno – Lubliniec . Prawdopodobnie to w pobliżu tej leśnej drogi stary ogrodnik ukrył rzeczy z pałacu . Tak w każdym razie narysował . W pobliżu tej drogi swój schron przygotował gajowy ale ogrodnik go nie odnalazł . Jeździł w nocy , w dzień bał się tam pokazywać żeby kto nie zobaczył . Kapliczka widniała na jego planie .
Już po ustaniu walk w pałacu wybuchł mały pożar . W czasie nocnej akcji gaśniczej zniszczono sporo rzeczy , niektóre się spaliły . Ogrodnik też ucierpiał , podczas gaszenia uległ poparzeniu . Na szczęście listy ocalały , i ta spisana przez zarządcę i ta zrobiona przez ogrodnika . Kiedy Zarządca wrócił do pałacu ogrodnik pojechał do szpitala . We wrześniu wróciła Grafin . Wcześniej potwierdzono że skrytka zrobiona przez gajowego jest pusta .
Kilka dni później zmarł ogrodnik . W jego rzeczach znaleziono listę tego co wywiózł do lasu .
Zarządzono poszukiwania . Niestety nie dały rezultatu . Po roku zaprzestano poszukiwań . Rzeczy nie były aż tak cenne i ważne . Obecnie mogą mieć wartość muzealną . Można ich szukać pod warunkiem że ogrodnik dobrze je schował i zabezpieczył przed warunkami atmosferycznymi . Ostatni raz szukano tych rzeczy w latach 30 kiedy to las zmienił właściciela .

Kolejna sprawa to ...KOŃ a właściwie jego miejsce pochówku . W parku pochowano ulubionego konia poległego na wojnie Grafa . Miejsce jest dobrze oznaczone a jego lokalizacja znana . W parku zakopano także „ pamiątki „ z wojny z Polakami które przyniósł brat Grafin i jego kompani których po śmierci pochowano obok drogi do pałacu .
Miejsce tego „pochówku:” tez jest znane . Mogą znajdować się tam rzeczy które obecnie mają pewną wartość historyczną . Tutaj jak zapisano w kronice rzeczy i pamiątki zostały zamurowane w jednej z budowli w parku , obecnie budowli już nie ma ale wiadomo gdzie była .
Wspomniana kronika jest w archiwum rodziny von D , obecnie nie mają już w Polsce pałaców ale w Niemczech odnaleziono bibliotekę z pałacu . Kronika dotyczy lat 1878 do 1934 , moje znajome z ARD wiedziały o jej istnieniu . Zawiera tylko niektóre raczej małoistotne fakty , urodziny , narodziny , wyjazdy na bale , daty pogrzebów , pominięto nawet datę wybuchu wojny – to wiem tylko z opowiadania Kariny
Ale jest w niej data wyboru Hitlera na Kanclerza Rzeszy Niemieckiej . Jest też kilka ciekawostek z życia dworu Bawarskiego .

Skorzystałem z okazji i zapytałem o stare dęby , te zachowane do dzisiaj układają się w pewien wzór . Sprawa jest bardzo ciekawa . Drzewa musza mieć przynajmniej po ok. 300 lat . ich układ tworzy ścieżki i alejki , obecnie już ich nie ma , ktoś zmienił ich układ
W parku . Główna aleja starych dębów prowadzi od pałacu w stronę drogi do Olesna . Pierwotnie przechodziła przez dwa – nieistniejące dzisiaj mostki na rowie doprowadzającym wodę do basenu w parku . Murowana część basenu jest jeszcze dość dobrze zachowana ale woda już przez niego nie przepływa , rów , kanał jest zarośnięty i częściowo zasypany . To obok tego basenu rosło opisywane drzewo . Idąc dalej wzdłuż alejki dochodzimy do kolejnego rowu , kanału , w nim okresowo płynie coś co można nazwać ściekiem z szamba należącego do pobliskich bloków . Po przekroczeniu tej przeszkody wodnej wchodzimy do sosnowego młodnika , droga , a raczej to co z niej zostało jest bardzo zarośnięta . Młodnik kończy się po 100-130 metrach . Dalej zaczyna się stary las . Obecnie dosyć mocno zakrzewiony i zarośnięty zielskiem . To właśnie w tym lesie po lewej stronie znajduje się mogiła Grafin , jej syna i ośmiorga innych . W lesie nie ma już starych dębów ale zarys drogi jest widoczny . Po przejściu jeszcze kilkuset metrów 300-400 droga się kończy , przecina ją wysoki nasyp kolejowy .
Piszę o tym bo sam nie wiem jak to możliwe żeby Grafin i jej towarzysze uciekali ta własnie drogą , to zwyczajna ślepa uliczka .

Moje znajome obiecały że dowiedzą się czegoś więcej .

W dalszej części spotkania już nie poruszaliśmy tematu Miejscowości .


Dalszy ciąg nastąpił podczas przyjazdu Ani do Częstochowy . Razem pojechaliśmy do B , do Klasztoru .








Częstochowa dzielnica żydowskaokolice Lelowa część I

Comments

historyk75 Friday, June 20, 2008 11:11:57 AM

bardzo ciekawy tekst, od razu ktoś się zabrał za park, ale robił to trochę mało konsekwentnie. mogiła pracownika przy nasypie - ładnie zadbana.
postaram sie jeszcze kiedyś "pozwiedzać" ten park, jest b. ładny. pozdrawiam tomek

PiotrCzęstochowa Moje Miasto Sunday, June 22, 2008 5:58:34 PM

postaram sie wkleić zdjęcia , to z 1943 które wykonal dziadek Ani i to z 15 sierpnia 2003 , mojego autorstwa ,

Write a comment

New comments have been disabled for this post.

May 2012
M T W T F S S
April 2012June 2012
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31