Ad acta

czyli co kryje się w mojej teczce...

Filmowo: styczeń i luty 2011

, ,

Restrepo - filmy dokumentalne z zasady są dobre, dokumenty o wojnie wręcz przeciwnie. W ubiegłym roku podsumowałem moje wrażenia z opowiadającego o misji w Iraku Brothers at War, miałem więc pewne obawy siadając do Restrepo (którego zwiastun przykuł moją uwagę kilka m-cy wcześniej). Niepotrzebnie. Tym razem twórcy zabierają nas do Afganistanu, gdzie przyszło im (i nam) śledzić losy świeżo zrzuconej w jednym z najniebezpieczniejszych regionów kraju jednostki. Towarzyszymy żołnierzom w bazach, na patrolach a nawet w ogniu walki. Pełno tutaj obserwacji, których dokonać mogła tylko kamera - pozbawione ognia przemowy oficerów, bezskuteczne negocjacje z mieszkańcami doliny a w końcu strach i rozpacz żołnierzy po stracie kolejnych kolegów z oddziału. Siłą tego filmu jest obserwacja wydarzeń - drobnych, codziennych, głupich i zabawnych, które miały miejsce tam a które nie zawsze wydadzą się normalne widzowi po tej stronie - i pozostawienie komentarza oglądającym. 5+/6

Animal Kingdom - ciężko opisać wrażenia, jakie wzbudził ten tytuł w mojej głowie. Przede wszystkim, o takim kinie już właściwie nie słychać - ostatnim filmem naprawdę oddającym klimat dramatu kryminalnego był Eastern Promises (film sprzed bez mała trzech lat!), potem długo długo nic - i zapewne nikt nie spodziewał się, iż kolejna produkcja powstanie w Australii. Co z pewnością rzuci się w Wasze oczy - inność. Ten film jest zrealizowany, zmontowany, napisany i zagrany inaczej, niż obecne produkcje amerykańskie czy nawet europejskie - perfekcyjne skupienie na temacie przewodnim, bez żadnych zastanawiających bądź przeszkadzających dodatków. 5+/6

Takers - kolejna odsłona z serii kina o napadzie na bank i jednocześnie kolejny film, którego o mały włos nie skreśliłbym z uwagi na podobieństwo do kiepskiego poprzednika (Armored). Co lepiej znający temat odkryją, iż autorzy wzorowali się na kultowym już Heat z 1995r., jednak tym razem wydarzenia potoczą się nieco inaczej.
Takers nie jest łatwą w odbiorze produkcją - niedoskonały, rwany montaż, kilka różnych sposobów filmowania (co najbardziej daje o sobie znać w czasie scen akcji) a wszystko to uzupełnione niezbalansowanym scenariuszem, który w jednych momentach jest zbyt banalny, aby w innych przygnieść nas mnóstwem wątków.
Dlaczego zatem w ogóle piszę o tej produkcji? Ponieważ po pierwszym kwadransie film może nie pochłonął, ale z pewnością wciągnął mnie na tyle, iż zacząłem zwracać uwagę na kolejne fragmenty układanki. Tych ostatnich jest na tyle dużo, iż od pewnego momentu równolegle oglądamy kilka historii, które w różnych sytuacjach znajdą swoje rozwiązanie Co zasługuje zaś na podkreślenie - nie zawsze będzie to finał, którego akurat można było się spodziewać. 4-/6

Half remembered dream within a dream, czyli o Incepcji ponownie po raz pierwszySundance Film Festival 2011

Write a comment

New comments have been disabled for this post.