Filmowo w 2010 #7
Sunday, June 20, 2010 2:49:01 PM
Tym filmem zachwycali się krytycy w The New York Times, polski dystrybutor tak sprawnie zaś wprowadził tytuł na ekrany naszych kin, iż nie zobaczyłem nawet jednego plakatu promocyjnego. Postanowiłem poczekać, omijając książkowy pierwowzór, aby przy jakiejś innej okazji obejrzeć Drogę - stało się to wczoraj.Recenzja będzie krótka - film Johna Hillcoata rozczarował mnie, choć nie całkowicie. Jeżeli filmowa Droga tak dobrze oddaje powieść McCarthy'ego, to książka nie ma mi nic do zaoferowania. Jeżeli zaś film nie oddaje atmosfery pierwowzoru, to dlaczego krytycy tak rozpływają się nad tą produkcją?
Być może jest to ukłon w stronę Ameryki postkryzysowej, w której to człowiek jest ważniejszy od kryzysu go dotykającego. Faktem jest, że filmowe zmagania Ojca (Viggo Mortensen) i Syna (Kodi Smit-McPhee) z otaczającym ich światem przypominają życie tych spośród obywateli Stanów, którzy znaleźli się w cieniu upadających banków i zakładów pracy. Domy to rozpadające się skorupy drewna i cegieł, napotykani ludzie to albo bezwzględni bandyci ze złamaną moralnością, albo wystraszeni rozbitkowie, obawiający się wszystkich innych. Ojciec za wszelką cenę stara się ochronić syna, ten scena za sceną coraz odważniej i niestety naiwniej wspomina o dobru i nadziei przy każdej nadarzającej się okazji. W końcu Ojciec poddaje się i umiera, lecz naiwność i niewinność Syna nie może zostać wystawiona na ryzyko - niemal natychmiast pojawia się rodzina z dziećmi a nawet psem, która przygarnie chłopca.
Książka McCarthy'ego jest polecana przede wszystkim ze względu na świetną sugestywność opisów - w filmie jest po prostu brudno, lecz schematycznie: kolejny stary dom, kolejna brudna podłoga i zlew w kuchni, okazjonalnie widać ciała lub szkielety, 250 milionów ludzi po prostu wyparowało. Nienazwana katastrofa przejawia się w postaci drżącej ziemi, pożarów oraz spowijających niebo czarnych chmur. Zgodnie ze wspomnianym jednak już wcześniej założeniem człowiek przede wszystkim - dlatego o zagładzie będzie przypominała nam raczej kaźń wyrządzana jednym ludziom przez innych, niż spektakularne kadry zniszczonego świata. Pozornie takie kino antykatastroficzne rzeczywiście może zwracać uwagę wśród produkcji spod znaku "2012" lub "Jestem legendą" - moje wrażenia są jednak mieszane. Zbyt wiele w Drodze kadrów i scen spod świecącego znaku "do przemyślenia", zbyt wiele epatowania niewinnością Syna. -4/6













