Skip navigation.

Ad acta

czyli co kryje się w mojej teczce...

Sequele bywają mściwe, czyli Revenge of the Fallen



To Bay or not to Bay

Bad Boys, Twierdza, Armageddon, Pearl Harbour, Wyspa – wszystkie te tytuły łączy jeden wspólny element: mnóstwo popkultury upakowanej do granic możliwości. Przekaz jest jasny: oto przekoloryzowany świat, którego nigdy nie zobaczysz, ale w którym znajdziesz wiele rzeczy jakże Ci znajomych. Reżyser, Michael Bay, może obiecać Ci coś jeszcze – samochody będą przelatywać nad Twoją głową, kule uderzać cal od Ciebie a drzwi i bramy wcale nie będą jedynym sposobem dostania się do środka domu.

Jednak jak to w życiu, niektórzy zupełnie nie mają o tym pojęcia. Na nic zdają się bijące na mile zwiastuny i plakaty, które opatrywane są notą „100% komercji” - Bay z każdym swoim kolejnym filmem wgryza się w trend coraz lepiej, tym bardziej jednak kole to w oczy wszystkich, którzy starają się widzieć w jego blockbusterach o wiele więcej. Dla naszego dobra pozwolę sobie więc na wcale nie tak oczywistą uwagę skierowaną do „niektórych”: Transformers Revenge of the Fallen to film o zemście.

Na Was.



You are a soldier now!

Bay nie patyczkuje się i od pierwszych scen oswaja nas z rzeczywistością nieco inną, niż w poprzedniej części – na Ziemi trwa wojna, której skutki zaczynają wymykać się spod kontroli. W kolejnych miastach na całym globie odkrywane są Decepticony, które oprócz oczywistych prób ukrycia zaczynają również się organizować. Ludzie i Autoboty, sformowani w specjalną jednostkę o kryptonimie NEST, ramię w ramię lokalizują i stają do walki przeciwko intruzom – i trzeba przyznać, iż jest ona równie mordercza, co widowiskowa. Sceny z obławy w Szanghaju wbijają w fotel – przyznam, iż pomimo bujnej wyobraźni nie byłem przygotowany na taki spektakl – tempo wydarzeń, błyskawiczne bardzo dynamiczne kadrowanie, wspaniała oprawa dźwiękowa podnosząca rytm serca i zapierające dech efekty...

Tutaj należy się Wam wyjaśnienie – w poprzedniej części Michael Bay zafundował taki spektakl jedynie trzykrotnie (scena ataku w bazie Soccent otwierająca film, potyczka ze Scorponokiem oraz finał w Mission City). W Revenge of the Fallen jest ich o wiele więcej, co przy zbliżonym czasie trwania filmu daje nam wysokie nasycenie akcją rodem z pierwszego akapitu tej recenzji do potęgi n-tej – nie wszyscy muszą to wytrzymać; z pewnością zaś nie przetrwają tego „analitycy”.




Fate rarely calls upon us

Prócz mocno wyeksponowanego wątku militarnego (któremu rumieńców nadają polityczne zabiegi mające służyć zachowaniu twarzy przez Biały Dom) fabuła powraca także do domu rodziny Witwickich, którzy wysyłają swoją pociechę na studia. Wśród matczynych trosk, ojcowskich porad i rozlewających łzy robotów zaczyna przewijać się główny wątek filmu, związany z pozostałym po bitwie w Mission City fragmentem Megatrona. Zawarte na nim inskrypcje zapadają tak mocno w pamięć Samowi Witwickiemu, iż nie dane będzie mu spędzić najbliższych trzech dni w spokoju.

Ścigany przez Decepticony Sam, początkowo nieświadomy zainteresowania swoją osobą, próbuje ułożyć sobie pierwsze dni w akademiku – wynika z tego mnóstwo perypetii, jednak scenarzyści nie dają widzowi złudzeń – studia to tylko pretekst, aby uspokoić nerwy widza i zakpić nieco z rzeczywistości. Mamy więc niekonwencjonalnego wykładowcę, gotowe oddać się mu studentki, wzajemne podrywy panienek i chłopców oraz imprezę a także sceny zazdrości – wszak Sama cały czas łączy coś więcej z Michaelą - dziewczyną poznaną w części pierwszej.

Gdy jednak najmniej się tego spodziewamy, przeznaczenie ponownie dosięga Sama i Michaelę – wpadając w pułapkę zastawioną przez Decepticony i będąc z niej wyswobodzonymi za ogromną cenę możemy zobaczyć, jak z uciekiniera Sam staje się poszukiwaczem. Pytanie zaś brzmi: jak w najtrudniejszej chwili jaka go spotkała może mu pomóc jego nowa wiedza i dokąd nas to zaprowadzi.




Dzień w którym...

Druga połowa filmu to całkowity step up, przy którym wskrzeszenie Megatrona i pierwsze kroki poszukiwań odpowiedzi wydają się bardzo odległe od sedna. W nieco ponad pół godziny zostajemy zbombardowani historią Transformerów, początkiem wojny między ich starszyzną, wiedzą o pozostawionym przez nich artefakcie, którego odnalezienia podjęto się millenia wcześniej a także faktem istnienia maszynerii, której moc jest dla ludzi wprost niewyobrażalna.

A potem rozpoczyna się finałowa bitwa, którą od wcześniejszych różni jeden drobny, acz istotny szczegół równania. Symbol 2.

Długą sekwencję zmagań, którą można podzielić na kilka rund, trudno opisać bez uszczerbku dla przyszłych widzów – to po prostu regularna wojna, odrealniona na wzór pastiszu Black Hawk Down i wielu innych filmów wojennych (włącznie z pierwszymi Transformersami). Amunicja, która zostaje posłana w stronę przeciwnika, wystarczyłaby na całą operację Pustynna Burza, zaś gruz i odłamki sypiące się dookoła sugerują, iż zniszczono miasto, być może niejedno. Śmigłowce ratunkowe lądują w zwolnionym tempie, czołgi i śmigłowce szturmowe wkraczają dokładnie jak kawaleria, urywane i odstrzeliwane są głowy i wszelkie inne kończyny... To nic, że naprzeciw ludzi i Autobotów stają przeważające liczebnie Decepticony, wszak waleczność i amerykański sprzęt są kluczem do zwycięstwa! W momencie, gdy (nie pierwszy raz) siły zła eskalują wprowadzając monstrualnego Devastatora, stawkę podbijają również obrońcy, w czym wydatnie pomaga pamiętany z pierwszej części ex-agent Simmons. Wszystko to zaś po to, aby dotrzeć do ostatnich scen bitwy, gdy zemsta dosięgnie również mścicieli a świat jeszcze raz zostanie uratowany.

Czy to jest naiwne? Jak najbardziej. Złe? Tak! Głupie? Oczywiście! Lecz jest to również najbardziej rozrywkowy film, jaki dane mi było obejrzeć w całym moim życiu. Michael Bay uczynił coś, obok czego nie można przejść obojętnie – oddał nam komercyjne dzieło sztuki hollywood, sequel bardziej popkulturowy, niż jego poprzednik i film bardziej wojenny, niż sama wojna.




PG 13

Gdybym jednak wspomniał, iż film ten nie miał wpadek, z pewnością pomyliłbym go np. z X-Men II. W Revenge of the Fallen niewątpliwie boli scena śmierci Sama – zastosowany przez scenarzystów zabieg choć nie odbiegający od konwencji powoduje, iż mówię mu zdecydowane „not to Bay”. Ponownie wraca również syndrom nożyczek producenckich, znanych z części pierwszej (dla nieuważnych polecam obejrzeć scenę pościgu na autostradzie i odpowiedź na pytanie, gdzie podział się udający wóz policyjny Decepticon Barricade). Tym razem dosięga on zarówno kwestii wskrzeszenia części Decepticonów (chodzi np. o transformującego się w śmigłowiec Blackouta, który podobnie jak Megatron zaliczył komplet pocisków i pogrzeb na dnie oceanu), jak i urwania walki z udziałem Devastatora (który nagle pojawia się na ścianie piramidy).

Wszystkie spisane wcześniej słowa można przełożyć na dwa sposoby. Transformers Revenge of the Fallen można określić mianem najbardziej naładowanego akcją filmu, który w dążeniu Michaela Baya do komercyjnej perfekcji sam staje się jej wzorem. Inni (wcale nie tak nieliczni) będą w nim widzieć obraz, który może się podobać tylko niewyżytym małym chłopcom, wychodzącym z piaskownicy tylko po to, aby przynieść więcej resorówek. Mi natomiast wypada zauważyć jedno, choć za starego trudno mnie uważać - czasami warto być tym chłopcem i gapić się z rozdziawioną buzią w ekran...


Szóstka, dla poszczególnych fragmentów nawet z plusem.



Filmowo w 2009 - aktualizacja: 13.12.2009Another band of... The Pacific

Comments

Seji 28. June 2009, 08:09

T2 sa rewelacyjne.
Ale polskiego tlumoka trzebaby za tytul, za dzialo szynowe i klucz wladzy (i pare innych rzeczy z olewaniem do 50% mowionego tekstu wlacznie) powiesic za wlosy (za jaja sie nie da, bo to kobieta byla).

Łukasz Lenard 28. June 2009, 10:30

Całkiem możliwe - ja olewam napisy bo do niczego nie są mi przydatne (z powodów które wskazałeś). Plus włos się na głowie jeży, jak widzę odmianę kogo/czego: Jetfireła.

Tytuł - przegapiłem napisy, chodzi o tłumaczenie: zemsta upadłych? Na dobrą sprawę fabuła jest tak poprowadzona, że można przełknąć i to (a kto upadł i powstaje to kwestia na konkurs, ja tam widzę aż trzy takie strony).

Anonymous 28. June 2009, 11:51

Malkoff writes:

Seji - filmy się tłumaczy bez oglądania kopii, dostajesz same napisy i dupa. Poza tym, napisy należy traktować jako dodatkową informację przydatną, gdy czegoś nie zrozumiesz.
Ten śmigłowiec w dwójce to nie był Blackout, tylko Grindor. Przynajmniej tak by wynikało z zabawek. Wg. mnie zabieg bez sensu zupełnie, ale końcu transformery mają długa tradycję klonów i bliźniaków.

Seji 28. June 2009, 16:20

Tez olewam, ale niestety rzucaja sie w oczy. Cisnienie nieraz skacze.

@Malhav
Sorry, 'Martrix of Leadership' - drugi linkw Googlu zeby sie doksztalcic. http://www.google.com/search?client=opera&rls=en&q=Martrix+of+Leadership&sourceid=opera&ie=utf-8&oe=utf-8

Nie mowie, ze maja ogladac. Mowie, ze maja miec pojecie co tlumacza. tlumacz (i redaktor) musza znac kontekst, chociazby pobieznie.

Poza tym, uslyszalem 'rail gun', aw napisach poszlo dzialo szynowe. od razu mi sie z dzialem kolejowym skojarzylo. Jasne, rail gun ma szyny (bo stad nazwa) ale juz lepiej to nazwac dzialem kinetycznym czy elektromagnetycznym.

BTW Wiki tez twierdzi, ze Grindor http://en.wikipedia.org/wiki/Transformers:_Revenge_of_the_Fallen#Decepticons

@Deckrad
Kanonicznie The Fallen byl jeden i konkretny http://en.wikipedia.org/wiki/Fallen_(Transformers)

Anonymous 28. June 2009, 16:39

Malkoff writes:

Przyznam szczerze, że nawet nie zwróciłem uwagi na to, jak przetłumaczyli Matrix. Powiem ci, że to po prostu zboczenie zawodowe, wystarczy, że literatury obcojęzycznej nie czytam, bo więcej czasu marnuje na analizowanie wtop i wkurzanie się (zwłaszcza na Dębskiegiego i Skórską ;), i gdy idę do kina, to do napisów nie przywiązuje większej uwagi.

Seji 28. June 2009, 16:45

Mnie wpienia czasem do zywego ignorancja ludzi, ktorzy przygotowuja listy dialogowe. Swego czasu sztandarowym przykladem byl koles tlumaczacy Star Wars (VHS, jakos rok 1994? 95? Przed Special Edition w kazdym razie). Mielismy i komandosow imperium (stormtroopers), i latanie zakosami (evasive action), i wiele innych kwiatkow. O takim 'Volkodavie' pisalem keidys u siebie na blogu.

Kto placi tym ludziom?

Łukasz Lenard 28. June 2009, 16:51

Tia, czytałem dzisiaj wiki, ale nie poprawiam - recka straci wydźwięk :wink:

Polecam obejrzenie zwiastunu Rise of the cobra w wykonaniu polskich speców od napisów - do wczoraj nie wiedziałem, że angielski dla 12-latka można tłumaczyć jak dla 6-cio latka. Plus polski tytuł to zdaje się Zemsta Kobry, "Eject" w scenie katapultowania jako "Odpalaj" i inne ciekawostki :D

A propo railguna - piękna zagrywka ze strony Baya, rzeczywiście w kilku miejscach pisano o testowaniu przez amerykanów tego typu uzbrojenia dla US Navy.

Seji 28. June 2009, 16:54

Trailer widzialem, na szczescie wtedy napisy zupelnie mi umknely - bylem zbyt zasliniony widzac na wielkim ekranie Baroness, Snake-Eyes i Stormshadowa. :D

PL jest 'Czas Kobry'. A moze czas herbaty?

Jarek 28. June 2009, 20:08

@Seji
Railgun to jednak faktycznie działo szynowe. Tyle że elektromagnetyczne. Tutaj akurat bym się nie czepiał.

@Deckard
Recka zmierzała (odwołania do wojny w Zatoce) do czegoś, o czym w końcu nie napisałeś. Ten film to kolejny dowód mniemania Amerykanów o swojej mocarstwowości i bezgranicznego zaufania, pokładanego w swojej armii. Zauważ - marines, marynarka i artyleria w wielu momentach grają tutaj na tak samo wysuniętej pozycji co Transformery. Zniknęło to, co było w jedynce - zetknięcie z zupełnie przekraczającą osiągalne pułapy "cywilizacją technologiczną".

Taka refleksja.

Ja natomiast inaczej odebrałem film w ogóle. Wg mnie jest przeładowany i sporo na tym traci. Więcej napisałem u siebie na blogspocie, ale nie wiem, czy tu wolno linkować ;p Znajdziesz na Bagnie ;p

Łukasz Lenard 29. June 2009, 07:42

A ten angol na początku to Destro :wink: Ja czekam na ten film z jednego powodu - stuntsy Snake-Eyes'a i jego oponenta. Michael Park wymiatał w Mrocznym Widmie, tu raczej też będzie nieźle.

@Beacon:

Oczywiście, że wolno - najwyżej skasowałbym, gdyby coś mnie zirytowało, ale nie w tym wypadku.

A spostrzeżenie masz dobre, tylko że celowo o nim nie pisałem - dla mnie TF nie mają wydźwięku politycznego (od tego będzie District 9), gdyż filmy akcji operują na innej płaszczyźnie. Wydźwięk społeczny - jasne, widz amerykański chce obejrzeć film, w którym wojsko US ma pełną superiority a sojusznicy moga co najwyżej dosyłać śmigłowce z zaopatrzeniem. Czyli jak w życiu :wink:

Anonymous 29. June 2009, 11:15

Malkoff writes:

Deckard - Ray Park :P
Ja GIJoe nigdy nie lubiłem, bo nie byli X-Men po prostu, ale na film pójdę, bo kocham Dziewiątego Doctora, parodn Ch. Ecclestona :D

Seji 29. June 2009, 17:18

@Beacon

To tylko polskie filmy pokazuja armie jako zalosna, przegrana zbieranine. U nas sie nie celebruje zwyciestw, ale porazki (i to jeszcze te najglupsze zazwyczaj). Ot, kraik nad Wisla.

Inna kwestia, ze, parafrazujac, Amerykanie wygrywali prawie zawsze wiec i wygraja i tym razem.

Łukasz Lenard 29. June 2009, 21:44

A jaki przekaz społeczny - w scenie z USS Kidd niemal widać banner: już wiesz, dlaczego należy dotować zbrojenia, los świata jest w Twoich rękach! :D

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies

December 2009
M T W T F S S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31