Whiteout, czyli jak nie dać się zabić na Biegunie Południowym
Sunday, 30. August 2009, 15:34:30
Prawie cały obszar Antarktydy (95,5% powierzchni) pokryty jest największym na kuli ziemskiej lądolodem, o średniej grubości ok. 2300 m, maksymalnie ok. 4800 m. Zjawisko nocy polarnej pogrąża cały kontynent w otchłani silnego mrozu. Mały kąt wysokości Słońca sprawia, że mróz panuje w ciągu całego roku. Średnia roczna temperatura wynosi –55,6 stopnia Celsjusza. 21 lipca 1983 zanotowano absolutne minimum temperatury: –89,2 stopnia Celsjusza na stacji Wostok (w temperaturze –60— –70 °C zamarza płyn w gałkach ocznych). Świat roślinny i zwierzęcy charakteryzuje skrajne ubóstwo gatunkowe.Za wikipedią.
Okolice bieguna południowego to najbardziej obce człowiekowi miejsce na Ziemi. Warunki klimatyczne, nieskończona lodowa pustynia poprzecinana lodowymi szczelinami, zaledwie parę niewielkich osad badawczych – to wszystko czyni ją najrzadziej odwiedzanym miejscem... również przez scenarzystów.
Pada śnieg, pada śnieg...
Widzowie mieli zaledwie dwukrotnie możliwość przeniesienia się do tego bądź co bądź diabelnie obiecującego dla wyobraźni miejsca. Pierwszym gospodarzem był John Carpenter, który w 1982 roku w ślad za Ridleyem Scottem dał nam jeden z najbardziej sugestywnych obrazów o spotkaniu z obcymi – The Thing. Druga okazja przydarzyła się dopiero ćwierć wieku później, w 2007r. Na ekranach kin pojawił się wówczas film kontrowersyjnego reżysera Wernera Herzoga – mowa o Encounters at the End of the World.
Scenariusze wszystkich powyższych filmów osadzają akcję w bazach polarnych, których mieszkańcy starają się podołać dotykającym ich wydarzeniom. W miejscu, gdzie przez większą część czasu nieustannie wyje wiatr, zaś Słońce znika na pół roku z nieboskłonu, tylko dwie rzeczy mają ogromny i nieprzewidziany wpływ na mieszkańców. O ile nie pojawi się nieznana forma życia bądź choroba, na placu boju pozostają tylko... ludzie.
No Sex For A While
Do wymienionej wyżej pary (a oddając honor chronologii, to jako drugi tytuł) w 1999 roku doszlusował jeszcze jeden maruder, który z filmem miał zaledwie jedną rzecz wspólną – kadry. Mowa o powieści graficznej autorstwa Grega Rucki i Stevena Liebera noszącej wymowny tytuł Whiteout. Rucka oddał w nasze ręce historię kryminalną z bardzo realistycznymi wątkami społecznymi, której główną bohaterką staje się szeryf federalny, będący jedyną ostoją władz rządu amerykańskiego na biegunie. Pozornie nic niezwykłego – nieprzyjazne miejsce, nieprzewidywalna pogoda, twardzi i wystawieni na stres mieszkańcy, brakuje tylko odważnego lawbringera, który strzaska kilka twarzy i wciśnie końcówkę śnieżnego skutera w tych najniebezpieczniejszych.
Bohaterka (!) Whiteout jest jednak (tylko) człowiekiem z trudną przeszłością, a w osadzie popełniono właśnie pierwsze morderstwo...
Jak smakuje śnieg?
Komiks czyta się wyśmienicie – Rucka stworzył wiarygodne postaci, których motywacje poznajemy stopniowo wraz z rozwojem wydarzeń. Próby odnalezienia zabójcy wystawiają zaangażowane osoby na wiele nieoczekiwanych sytuacji, częściej kończących się gorzej niż dobrze. Gdy zaczynają ginąć kolejne osoby, niemal tuż przed odkryciem sedna intrygi, tempo zaczyna narastać; ale gdy zabójca uderza w bohaterkę, rozpoczyna się rozpaczliwa walka... I tutaj leży klucz do sukcesu komiksu – nie z zabójcą, lecz z własnymi lękami i naturą. Duża w tym zasługa Stevena Liebera, który (dokładnie tak jak wspominał polecający Whiteout prozac) na czarno-białych kadrach potrafił oddać Antarktydę tak przekonująco, jak tylko jest to możliwe.
Ten wpis zmierza jednak w nieco innym kierunku – niedługo bowiem nie tylko fani komiksu będą mogli się przekonać, czym jest Whiteout. Czy z powodzeniem, zobaczymy, jeżeli śnieg pozwoli.














Adrian # 12. July 2009, 10:35
Seji # 12. July 2009, 11:13
Łukasz Lenard # 12. July 2009, 13:53