Ad acta

czyli co kryje się w mojej teczce...

Zza mojego biurka - kwiecień 2010

, , , ,

Pora wrzucić aktualizację, aby czytelnicy nie daj boże nie uznali, że zniknąłem z powierzchni tej ziemi.



W telegraficznym skrócie:

*w pracy sytuacja uspokoiła się na tyle, iż powróciliśmy do swoich mniej lub bardziej codziennych obowiązków - grunt to dobra kotwica do normalności;

*w Stanach ruszyło kilka ciekawych seriali - 28 kwietnia miał premierę pilot Happy Town, natomiast kilka tygodni temu HBO wystartowało z Treme (serialem twórców znanego i szanowanego cyklu The Wire). Dobry to znak, zwłaszcza w kontekście zadyszki The Pacific oraz nieubłaganie nadchodzącego końca sezonów Fringe i V;

*wraz ze zmianą klimatu wróciłem do biegania - jak na pierwszy raz po 6,5 m-cach przerwy, oceniam swoją kondycję na znacznie lepszą, niż w zeszłym roku, kiedy zaczynałem. Inauguracja wypadła w porze wiosennej ulewy;

*chociaż nie piszę o filmach (z czystego lenistwa), oglądam ich całkiem dużo - z ostatnich pozycji polecam A serious man (uwaga, tym razem bracia Coen nie zrobili lekkiego filmu), o dziwo Sherlocka Holmesa (z nadzieją wyglądam kontynuacji), hiszpański El Metodo (który powinien być obowiązkowym filmem dla wszystkich młodych wilczków pędzących przez całe życie po posady i pieniądze) oraz Fantastic Mr. Fox, którego twórcy pokazali, co to znaczy zrobić film dla dużych i małych i skasować za jednym zamachem produkcje Dreamworks/Pixar;

*nareszcie gram w Mouse Guard (zamiast prowadzić), udało nam się ruszyć również z minikampanią Burning Sands: Jihad - maj i czerwiec powinny być dobrymi, obfitymi w granie miesiącami (są jakieś nieobfite?);

*czytelnictwo w moim wykonaniu wraca do normy - otwierające cykl Culture Consider Phlebas szybko i dobitnie pokazało mi, dlaczego powinienem czytać więcej Banksa (dla zainteresowanych zamieszczam link do mojej recenzji na łamach drugiego bloga). Ponieważ jego powieści dość mocno igrają z odpornością Czytelnika, w ramach odpoczynku przemknąłem przez zbiór opowiadań Alastaira Reynoldsa (Galactic North, dobre ale tylko tyle) i zasiadłem do drugiego tomu cyklu barokowego Stephensona... co tu dużo pisać, Neal Stephenson to dobra marka. Ponieważ zaś liczba nieprzeczytanych powieści zaczyna się kurczyć, domówiłem w ramach imienin kolejną paczkę;

Kończąc notkę i patrząc za okno dochodzę do wniosku, że brak planów na long weekend nie był takim złym planem - leje bowiem od samego rana.

On the Edge of Blade RunnerFilmowo w 2010 #5

Comments

Borys Saturday, May 1, 2010 3:14:17 PM

Pokuś się o recenzję "Consider Phlebas", bo ja do "Culture" przymierzam się już od dłuższego (he he) czasu. Swoją drogą, mainstreamowe powieści Banksa (te, które pisze jako "Iain Banks", nie jako "Iain M. Banks") też są podobno całkiem-całkiem, ale też nie czytałem...

Łukasz LenardDeckardPL Monday, May 3, 2010 1:37:02 PM

Coś w tym jest - przekonałeś mnie smile Link do recenzji wpleciony i wyeksponowany powyżej.

Borys Monday, May 3, 2010 5:07:33 PM

Dobra recka. Dzięki. Tak w ogóle i z nieco innej beczki, Ty polecasz bardziej cykl Reynoldsa czy bardziej cykl Hamiltona? Podobno oba są dobre, z tym że każdy z nich na swój sposób.

Radek DrozdalskiDrozdal Saturday, June 19, 2010 2:58:01 AM

Serious Man był niezły - widziałeś już może Synecdoche, New York - dla mnie całkowity odjazd i mindfuck. Nie mam pojęcia jak człowiek może napisać taki scenariusz.

Łukasz LenardDeckardPL Sunday, June 20, 2010 1:31:39 PM

Jeszcze nie, ale skoro gra Seymour-Hoffman i scenariusz Kaufmanna, to chętnie poszukam.

Write a comment

New comments have been disabled for this post.