Skip navigation.

Grota Drozdala

uwaga niski sufit

Summer Secret Suprise 2009 edition

, , ,

BWHQ podtrzymuje coroczną tradycję letnich niespodzianek - nowych suplementów / gier / dodatków itd. sygnowanych logiem Burning Wheel.

Tegoroczna niespodzianka będzie ogłoszona za kilka (1+) tygodni. Aktualnie przychylamy się jedynie do opcji na 100 egzemplarzy dostępnych w pre-orderze, może w tym roku servery nie padną :D

Spekulować na temat tego co to będzie tym razem możecie na naszym oficjalnym forum.


Ja tak tylko na chwilkę

, , ,

Ta informacją się warto podzielić blogowo:

Ridley Scott, the famed SciFi director of the classic Blade Runner will be producing a new web series based on the film released under our free copyleft license. The series will is initially slated for web release with the possibility of television syndication and will be a project by Ag8.


Kapke więcej informacji tutaj.

The Hunt for Gollum [2009]

, ,

Dzisiaj w odmęty internetu zostanie wypuszczony niezależny "prequel" do kinowej wersji władcy pierścieni The Hunt for Gollum , za darmo. Z materiałów zaprezentowanych na stronie można wywnioskować, że przynajmniej oprawa wizualna nie powinna rozczarować.

Na stronie pojawić ma sie o 16:00 czasu Greenwich (11:00 AM w hameryce, 17:00 w Polsze). Stawiam, że ich serwery siądą dośc szybko (od nawału ludzi pragnących ściągnąć ten nie za długi film).

Czekam z niecierpliwością.

Szaleństwa część pierwsza

,

Nie będzie dzisiaj mowy o grach fabularnych. Nie grałem ponad miesiąc, Luke był przez 3 ostatnie tygodnie w Japonii I po powrocie musiał ponadrabiać (i wciąż nadrabia) zaległości w pracy, Anthony'emu urodził się syn a z Thorem nie gadałem od ponad miesiąca. Po krótce – nie ma kto prowadzić, a mnie osobiście granie w DND4 nie za bardzo się uśmiecha (szczególnie po 8 – 8,5 godzinach pracy gdzieś w środku tygodnia).

Przechodząc do sedna. Postanowiłem zakupić dwa automaty arcade (patrzcie jak to pokracznie brzmi
po polsku, po hamerykańsku byłoby to po prostu „two arcade cabinets”, albo „two candy cabs).

Pierwsze pytanie, które się zapewne każdemu czytającemu te słowa nasuwa to „po co ci to”. Prosta i odpowiedź to - „a dlaczego nie?” Odpowiedź bardziej skomplikowana – od zawsze chciałem mieć w domu „automat do gir z salonu”, a ostatnimi czasy po dość poważnych turbulencjach w pracy (jedna osoba z mojego działu odeszła, a moja przełożona została zwolniona) wydaje mi się, że moja pozycja jest w miarę że tak się wyrażę „bezpieczna” i nowej pracy nie będę musiał w nadchodzących tygodniach szukać (a wnoszę to po tym, że szefowa wszystkich szefów wciąż mnie chwali, a jak wieść gminna niesie - nie chwali ona prawie nigdy nikogo) i znaczy to, że w niedalekiej przyszłości problemów natury finansowej nie będę odczuwać.

Wracając do tematu. Kupno automatu nie jest rzeczą prostą. „Stojaki” znane z „salonów” naszego dzieciństwa nie wchodzą tutaj w rachubę, ja chce dostać sprzęt, przy którym można usiąść (klasyka znana z japońskich centrów gier) z 29 calowym, obracanym (o 90 stopni) monitorem. Takiego sprzętu nie uświadczycie raczej po tej stronie oceanu – jak wiadomo prawie wszystkim salony gier to na „zachodzie” już przeżytek, mało kto się w to bawi (od końca lat 80-tych) i scena jako taka istnieje jedynie w Japonii. Co doprowadza nas do kolejnej przeszkody – jak automat sobie załatwić, skoro nie ma żadnych dystrybutorów ani przedstawicieli handlowych? Odpowiedź jest prosta – sprowadzić sobie sprzęt z Japonii!

Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zamawianie automatu osobiście to strzelanie sobie w nogę – koszt wysyłki jednej sztuki często przebija 3-4 krotnie wartość samej maszyny. Dlatego zamawia się wszystko grupowo. Jedna osoba wychodzi z inicjatywą, wszystko organizuje i deklaruje się że będzie w stanie przechować część automatów przez jakiś czas, aż je zainteresowani nie odbiorą, reszta płaci czeka i odbiera. Oczywiście z samym zamawianiem wiąże się masa małych sprawek. Po pierwsze najważniejsze jest zaufanie do kupującego – powierzać będziemy mu masę pieniędzy (za wszystko płaci się z góry), dlatego podejmują się tego najczęściej osoby „znane” i posiadające dobrą reputacje w „środowisku”. Fanów Candy-cabów nie ma zbyt wielu i ludzie najczęściej dobrze znają się z forów dyskusyjnych oraz są niezwykle pomocni jednocześnie starają się odosobnić osoby niewarte zaufania oraz oszustów. Dlatego tez jeden post z pytaniem o reputacje danego delikwenta i bez wątpienia w przeciągu kilku dni będziemy posiadali o nim wystarczająco wiele informacji aby zadecydować czy watro wdawać się z nim w interesy, czy też nie Następnie napatacza się pytanie o kondycje zamawianych automatów (kupuje się najczęściej używki produkowane pomiędzy 93 i 2000 rokiem) – oceniać ją można jedynie na podstawie zdjęć nadesłanych przez panów z Japonii, ale w sumie i tak do końca nie wiadomo z jakim automatem się w końcu w domu wyląduje, jedno jest pewne będą one działały (nie wiadomo tylko jak dobrze).

Wybieramy - przebieramy

Jak zapewne sobie wyobrażacie – typów automatów w Japonii wyprodukowano (i nadal się produkuje) cała masę. Pierwsza spawa to znaleźć taki, który TOBIE osobiście najbardziej będzie odpowiadać. Dla mnie najważniejszym kryterium była przekątna monitora - 29" CRT- to skutecznie zmniejszyło pole poszukiwań. Moim pierwszym typem była na Sega Astro City 2, lub w miarę możliwości nawet coś nowszego, jak Egret 2 produkcji Taito. Ostatecznie po masie godzin spędzonych na necie i przeczytaniu kilkudziesięciu stron tekstu zdecydowałem się na Segę Astro City (starszy model). Astro City 2 – nie jest zbyt popularnym tworem, a nad „jedynką” zbyt wielkiej przewagi nie ma, ot kilka wodotrysków dodano. Egret II góruje nad „jedynką” w sumie jedynie tym, że posiada monitor zdolny do pracowania w trzech rozdzielczościach i o wiele łatwiej jest obrócić monitor o 90 stopni, jedynkę Astro da się do trzech trybów przystosować, a przekręcanie zamiast 20 minut zajmuje jakieś 40.

Astro City ma kilka wad, ale mówiąc szczerze wygląda naprawdę świetnie (preferuje zieleń Astro do różów Egreta), a wady są natury czysto minimalno-technicznej i można je w miarę łatwo, małym nakładem siły i średnim nakładem środków pieniężnych zniwelować.

Mam nadzieje, ze nikogo jeszcze na śmierć nie zanudziłem, jak dam radę w przeciągu tygodnia wrzucę kolejny wpis o Candy-cabach (jeśli jakiekolwiek zainteresowanie tematem będzie).

Dlaczego komputerowe RPG ssą.

,

Podążając na internetowe skróty podlinkuję dzisiaj niezwykle ciekawy artykuł z insomnia.ac zatytułowany niezwykle prosto - On Role-playing games autorztwa Alexa Kierkegaarda.

Ale zanim zaczniecie go czytać (lub zignorujecie ten post kompletnie, bo internet jest do oglądania a nie do czytania :wink:) pragnę się wytłumaczyć z podlinkowania zamiast napisania tego samemu.

Po pierwsze od zamierzchłych czasów w nowe RPG na kompie nie grywam, J-RPG prawie nie znam (widziałem Final Fantasy VII, ale nie zainteresowało mnie ono w ogóle - to było w czasach kiedy na rynek wchodziły akceleratory Voodo i pamiętam że na tamte czasy gra miała odjechana grafikę) – więc ogólnie moja wiedza w tej dziedzinie (w przeciwieństwie do autora powyższego tekstu) jest znikoma.

Po drugie pamiętam, że od zamierzchłych czasów mojego pierwszego 486SX z 25 megahercami kolekcjonowałem gry tak zwane RPG. Każdy nowy eksponat w mojej kolekcji traktowałem jak czystą kartę, nie podchodziłem do tych gier z żadnymi oczekiwaniami, ignorowałem to co miała o nich do powiedzenia prasa i znajomi - chciałem zostać zaskoczony, powiem więcej – chciałem samemu odnaleźć „tą prawdziwą” grę RPG na kompie. Grę która pozwoli mi zreplikować uczucia towarzyszące „prawdziwej” (cokolwiek by to miało znaczyć) sesji gry fabularnej. Grę, która pozwoli mi zatracić mi się w jej świecie, pozwoli na swobodę wyboru, ukarze mi konsekwencje podjętych przeze mnie decyzji – stanie się czymś specjalnym.

Oczywiście po dziś dzień takiej gry nie znalazłem. Nie z powodu tego, że moje oczekiwania są zbyt wygórowane, o nie - gry ewoluują od lat, tylko nie mam pojęcia dlaczego stagnacja sparaliżowała gałąź RPG tak dotkliwie?

Dlaczego w XXi wieku gry strategoczno-taktyczne nazywa się grami RPG? Dlaczego wyznacznikiem gry fabularnej jest możliwość stworzenia awatara lub to, że postać która kontrolujemy ma jakieś tam statystyki, które możemy rozwijać w czasie gry?

Gdzie w tym RPG? Gdzie w tym magia? Swoboda wyboru? Gry RPG zatrzymały się na poziomie pierwszych gier fabularnych z późnych lat 70-tych (w szczególności ich japoński odłam) – masa statystyk, taktyczna walka, setki niepotrzebnych przedmiotów (w gruncie rzeczy nikomu niepotrzebnych), kilkanaście godzin spędzonych na levelowaniu swojej postaci aby mogła wyrwać wielkiego złego na końcu gry (poprzez apokalipsę szczurów i innych małych żyjątek zamieszkujących cyfrowe światy). Dungeony i ich nieodzowna eksploracja, płytka przewidywalna fabuła, bezsensowne i nie wnoszące niczego side-questy - model gry od zero do hero (na początku będziesz zabijać pająki aby pod koniec gry rwać smoki). Po prostu smutek człowieka ogarnia i serce się kraje kiedy się na takie rzeczy spogląda i się w nie gra.
Smutek nie ze względu na to, że te gry po prostu ssą, smutek spowodowany faktem, ze ludzie w takie gry grający (i takich gier niestety oczekujący) nigdy nie będa miec szansy zasmakowac satysfakcji jaką niesie ze sobą prawdziwa sesja gry fabularnej (i nie mówie tutaj o taktycznych fabularkach ani wyłącznie o indie). Dla nich aż do usranego końca RPG będzie identyfikowane przez natłok statystyk, nużące pięcie się po poziomach aby dotrwać do tej ostatniej cut-scenki w której świat po raz kolejny zostanie uratowany, żonglerkę przedmiotami i wykonywanie idiotyczncyh questów w stylu przynies i pozamiataj aby popchnać fabułe choćby o krok do przodu.

O tym właśnie traktuje podlinkowany przeze mnie tekst, ale to nie jest jego esencją. Autor zna się na temacie przez niego poruszanym doskonale nie tylko spod kąta gier konsolowo-komputerowych, ale również i fabularek. Nie wytyka jedynie wad tych gier i pułapek w jakie wpędzają się samemu developerzy je tworzący. Prezentuje on nam rówierz rozwiązania, które mogą pomóc grom RPG wyjść ponownie na prostą.

Na koniec dodam jeszcze, że nawet ci, którzy wiedza naprawdę o grach wiele, zapewne znajda w tym tekście coś co rzuci nowe śwatło na to jak postrzegają oni komputerowe gry RPG.

PS. Tyle się naklepałem o grach a nie wymieniłem nawet jednego tytułu :D Grą, która wywarła na mnie największe wrażenie w czasach kiedy miałem jeszcze nadzieje na znalezienie „tej jedynej” była Ultima Underworld (pierwsza i w mniejszej części druga część). Do dzisiaj porównuję nowe gry RPG do tego majstersztyku z początku lat dziewięćdziesiątych. Przyjdzie i pora kiedys napisać o niej coś więcej.

30 dni później

Od ostatniego wpisu minął prawie miesiąc. Nie wiem czy moje nie pisanie spowodowane było natłokiem syfu jaki trzeba było obrobić w pracy (i zapowiada się, że do końca tego miesiąca też nie bedzie zbyt spokojnie), cyklicznymi powrotami zapalenia zatok (które męczy mnie od tak zwanego małego), czy też po prostu chęcią odpoczęcia od tego całego szumu i pogrania na konsolach oraz poczytania w spokoju zaległych pozycji komiksowych.

Dwa dni temu rozliczyłem swoje podatki. Dzięki internetowi, karcie kredytowej i 17 dolarach, które zapłaciłem za elektroniczne ich wysłanie - zajęło mi to około godzinki. Mimo tego, że przez większa część roku byłem zatrudniony na pełen etat, moje freelancerskie wybryki (40% rocznych przychodów) kosztowały mnie na prawdę okrągłą sumkę, nawet po odjęciu od dochodów nowego komputera z monitorem. Praca na zlecenia ma swoje zalety (ogromne), ale gdy przychodzi do płacenia – to już zupełnie inna historia. Dodam tylko, że moja sytuacja jest o niebo lepsza porównując ją do tego samego okresu z roku poprzedniego, kiedy musiałem pożyczać kasę aby opłacić fiskusa i na serio rozpatrywałem możliwość powrotu jak przysłowiowy syn marnotrawny :D

To na razie na tyle, aktualnie skończyłem moja pracę składacza przy polskim wydaniu TSOY, ale jestem w stanie złożyć nowe materiały jak tylko Darken będzie mi je podsyłać – templatki czekają jedynie na wlanie w nie nowo przetłumaczonego tekstu :smile:

Przepraszam wszystkich, u których na blogach nie komentowałem i z którymi nie kontaktowałem się przez ostatnie tygodnie / miesiące (Borejko, jak tam praca nad Aviso sie rozpościera?).

Do usłyszenia niebawem.

Zoroaster - Voice of Saturn [2009]

,

That's right biczes - trzeci post w jeden dzień.

Dwudziestego (mam nadzieję) wychodzi nowy (drugi a wliczając pierwwszą EPke to trzeci) album Zoroastera, ja zakupiłem go wczoraj na koncercie. Jednym słowem siła. To tak dla wszystkich, którzy preferują psychodeliczny doom, mase kolorowych świateł, sztuczna mgłę i zdecydowanie za głośną, przesterowaną muzykę.


To jest kawałek z nowej płyty Lamen of the Master Therion

Dobrze się dzieje, przez ostatnie misiące siedziałem bardzo głęboko w czarcio-wegielnym metalu, taraz pora na zmianę muzycznych preferencji, bo i nowy (i dobry) stuff wychodzi.

W czwartek ide oglądać Cynica po raz pierwszy w mej karierze.

AmenRa - Mass IIII

Powiem tyle - fani postmelalowego, zapętlonego, ceiżkiego grania, albumów zbudowanych wokoło jednego riffu i charczących wokali będą mieli na prawdę wspaniałą ucztę dla uszu (jeżeli coś takiego jest w ogóle możliwe). Nie bede się tu rozpisywac, bo muzyke recenzuje się ciężko, beż uzywania bzdetnych porównań czy też hiperboli. Po co to komu, posłuchacie, może się spodoba. Jak się spodoba, to poszukajcie i zakupcie. AmenRa wydali jeszcze jeden albym Mass III - tez nie trudny do odnalezienia, szczególnie ostatnimi czasy (to ma do siebie popularność). Teledysk z albumu: I na zakończenie (jak na porządnego pirata przystało) mój ulubiony kawałek De Dodenakker (Field of the Death - być może, lub może i nie związany z tym co działo się w Belgii podczas pierwszej wojny światowej), do pobrania poniżej.
When I reach your land. Will you be out there?
I buried the day in that field - and grew my past there.
Reach.
When I reach out my hand will you be near then?
Buried myself on that field. I hoped to find you there.
When I call out your name will you appear then?
Or will it stay silent and will I die alone again?
I carried the void. Down deep in me.
Reach.
When will I reach. The new day. And we will meet.
Death. The harvest of blood. In our blood.
In our eyes. Give us. A lamp before our feet.
A light before our eyes. Give us courage.
To live. A life dead inside.
There is no end. That we will not reach.
[03] AmenRa - De Dodenakker.mp3

Nareszcie

,

Dobra, to nareszcie to miało miejsce tydzień temu, ale w końcu udało mi sie odebrać mój egzemplarza Mouseguarda RPG. Mam anwet małą plastikowo - przejrzystą torebke na niego.

Przypomnę jedynie że podręcznik miał miec swoja inaugurację na zeszłorocznym Genconie. Kuwa ich wydawców mać.

Nic to po wstępnych przeglądnięciach wszystko wygląda tak jak powinno. Żadnych drukarskich niespodzianek nie było. Teraz czekamy na dalszy rozwój wydarzeń (ciwkawostki moga się zacząć w nadchodzących miesiącach). Ciekawostki nie odnosza się do samej gry, ale bardziej do całej otoczki jej drogi od nas to wydawców, ale o tym na razie sza.

Cieszcie się, bo wiem, ze ludzie czali na to na przwdę za długo.

PS. Wpisujcie miasta!

OC ReMix: Super Street Fighter II Turbo HD Remix [2008]

, , ,

Bedzie troszkę po leniwemu.

OverClocked ReMix was proud to work with Capcom to develop a new,
remixed soundtrack for Super Street Fighter II Turbo HD Remix. To our
knowledge, this is the first time the fan community has developed the
soundtrack to a major commercial video game
.

Wszystkim tym, którzy zagrywali sie w zadymionych salonach w Super Street Fightera 2 Turbo (zremiksowana powyżej na potrzeby SSF2 Turbo HD Remix - dostępnej na PS3 i XboX360) muzyka na tej "płycie" będzie bliska sercu, lub też wzburzy fale nostalgii.

Cały album do pobrania tutaj.

PS. Wiem że rzucam ochłapy wpisowe, ale praca cały czas masakruje mój wolny czas.