Skip navigation.

Grota Drozdala

uwaga niski sufit

Posts tagged with "gry"

In Heaven - Everything is Fine

, ,


Ha-Satan: The Last Shmup on Earth (tylko na PC) to darmowy SHMUP z muzyką skomponowaną (lub raczej zremoksowaną) przez AA.Kurtza (można sobie ściągnać jakieś dwa jego darmowe albumy z majspejsa).

A z SHMUPowych newsów to zakupiłem Shooting Game Historica Vol II i III. Jak na w miarę tanie Gashapony z japonii - ich jakość jest zaskakująca (na plus).


PS: Misja Polska 2009 rozpoczyna się już za 10 dni.

Japon : Histoire Du Shooting Game [2008]

, , ,

Dzięki uprzejmości kilku francuskich zapaleńców udało mi się nareszcie zlokalizowac napisy do Japon : Histoire Du Shooting Game - filmu dokumentalnegio o shumpach. Na wyżej podlinkowanej stronie znajdziecie zarówno film w formacie AVI jak i napisy w jezyku bardziej strawnym dla ogółu populacji niż francuski lub japoński (wersje dokumentu znajdujace się na waszej tubie pozostawiają wizualnie wiele do życzenia).

Shumpy są bardzo bliskie mojemu sercu, od szczeniackich dni na zadymionych salonach (galaga, galaxian) niezwykle bawiło mnie anihilowanie coraz to nowych sfor przeciwników na telewizyjnym ekranie. Dzisiaj w zaciszu mojego mieszkania mogę sobie pograć w prawie wszystkie gry shumpopodobne, które ukazały się na rynku do roku powiedzmy 2004, ale nie o tym miała byc tutaj mowa.

Co jest tak elektryzujacego w tych na pierwszy rzut oka prostych i podobnych do siebie grach? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć. Dla niektórych będzie to po prostu możliwość czystej rozwałki, dla inncych wkuwanie na pamięć sekwencji w których pojawiają się kolejne fale przeciwników, lub nabijanie coraz to większych rekordów. Ja lubię patrzeć jak ekran eksploduje feerią kolorów spowodowaną wybuchami pojazdów kosmicznych/potworów/samolotów/pojazdów/robotów/czołgów które to własnie zestrzelił mój malutki stateczek lawirujac jednocześnie pomiędzy setkami pocisków wytrzelonych w jego kierunku.

Histoire Du Shooting Game na pewno przybliży wszystkim gatunek "strzelanek", a tym co są z trematem zaznajomieni zapewne pokarze kilka nieznanych aspektów tego gatunku gier. Od klasyków takich jak Space Invaders lub Gradius po przedstawicieli maniac shooterów - DoDonPachi. Ale nie tylko o grach będzie mowa. Autorzy starali się w niecałe 30 minut pokazać jak najszersze spektrum gier i wytłumaczyć podstawowe założenia, na których Shumpy bazuja. Stąd wywiady nie tylko z autorami gier, fanami, włścielami firm, czy też redaktorami czasopism, ale równiez z testerami i graczmi posiadającymie niewiarygodną koordynację ręki z okiem.

Dla tych, którzy siedza w temacie dodam, że o swoich produktach mówią ludzie z Treasure!!! (Radiant Silvergun - dla którego kupiłem Saturna i Ikaruga wstępnie dostępna na Dreamcasta, a ostatnio i na Xbox Live) - którzy odpowiedzialni są za renesans shumpów i ciągłe podnoszenie poprzeczki. Dotarli do członków Cave oraz G.rev co zapewne docenią ludzie nie siedzący w shumpach na codzień - bo nie wszyscy słyszeli o Border Down czy też Under Defeat (bedącego w sumie plagiatem Zero Gunnera :wink:) Dobra koniec tego gledzenia.

Podsumowujac - jezeli interesuja was gry "salonowe" nie warto tego dokumentu przeoczyć. Fanów gatunku do ogladania nie trzeba zachęcać.

PS. Grafika do wpisu przedstawia statek z Ikarugi a w tle znajduje sie pierwszy boss (do obejrzenia w polskinkowanym filmiku z YouTube).
PS2. Dlaczego na napisanie tak krótkiego wpisu zeszła mi godzina?

[PSP] Force Unleashed [2008]

,

Force Unleashed to nowy hotness rozpalajacy serca fanow gwiezdnych wojen (a imie ich legion) na calym swiecie. Jest to gra, w ktorej autorzy dali nam mozliwosc zasmakowania w uzywaniu mocy jedi na wlasnym ekranie komputera / telewizora / laptopu. Nie sa to moce tak polamane jak te znane w wczesniejszych gier, jakas blyskawica tu i tam czy co - w Force Unleashed mozna rozwalic przy jej pomocy na prawde mase przedmiotow znajdujactych sie na ekranie, rzucac, przeciagac i przemieszczac je po lokacjach, ciskac przeciwnikami - zarowno wookie jak i stormtrooperami (bo mamy mozliwosc grania zarowno adeptami jasnej jak i ciemnej strony). No miod malina.

No po prostu nieograniczone mozliwosci - gracz ma nareszcie mini sandboxowy setting - gdzie jak zwykle mamy jakas fabule i droge wytyczona przez autorow, ale w miedzy czasie podozania do czelu mozemy pobawic sie mocami jedi, ktore na prawde prezentuja sie fajowo.

Na rzucaniu przeciwnikami sie zabawa nie konczy. Mamy oczywista miecze swietlne i cale to talatajstwo powiazane z gwiezdnymi wojnami.

A co najwazniejsze dostajemy w rece gre nie przeznaczona dla ludzi, ktorzy wczesniej nie mieli stycznosci z grami konsolowo - komputerowymi, ktorej tworcy traktuja graczy jak idiotow i nie pozwalaja na zadna kreatywnosc (no chyba ze kreatywnoscia nazwiemy poprzemieszczanie rekwizytow po planszach).

Juz spiesze z wyjasnieniami. Mialem prawdziwa przyjemnosc pogrania w Force nleashed na mojej Sony PSP. Gra prezentowala sie ladnie, biorac pod uwage ograniczone mozliwosi (w porownianiu do wspolczesnych komputerow i konsoli najnowszej generacji) handhealda. Zaczalem grac w kampanie i gre odlozylem po jakis 10 minutach grania zdegustowany i czesciowo niedowierzajacy temu, ze w roku 2008 mozna takich gaf i wad nie wylapac w procesie testow (mozliwe ze to nie wady, ale zalety, ale o tym pozniej).

Wracajac do gry - zaczalem od kampanii - na poczatku przydzielona nam zostaje rola Vadera, ktory wybiera sie na Kayshek (czy jak tam sie ta planeta nazywala), planete Wookich aby zlokalizowac i zneutralizowac jakegos tam marnego mistrza Jedi. Wszystko wyglada klasycznie - Vatera widzimy zza plecow, biega on i wysoko skacze, moze scinac wookich mieczem, moze tym mieczem niczym bumerangiem (przy pomocy mocy oczywista) rzucac, moze dusic napotkanych nieszczesnikow (ten patent wyglada swietnie), moze tez uzywac swego miecza swietlnego do parowania strzalow z laserow i zapewna ma jeszcze kilka innych mozliwosci pozbawiania przeciwnikow zycia, ktorych nie chcialo mi sie exsplorowac. MNo i nie zapominajmy, ze moze on podnosic, przemieszczac i ciskac przedmiotami (nie wszystkimi, bo tego by bylo za wiele) znajdujacymi sie na ekranie. Dla mnie rzucanie szpargalami nie bylo tak fajne jak duszenie, ale ja mam swoje priorytety. Tak mniej wiecej wyglada gra - biegami i zabijamy starajac sie jednoczesnie dotrzec do celu danej misji. Jak widzicie w grze chodzi o wyrwanie jak najwiekszej ilosci chwastow, no premise norma, ale jak wyglada sama rozgrywka?

Wiec biegam, rzucam mieczem, dusze i jest ogolnie fajowo, pierwszy zgrzyt pojawia sie po paru minutach, nagle Vader znajduje hologram, a gra powiadamia mnie ze jak Vader znajdzie ich jakas tam ilosc to dostanie suvenir. Kurwa mysle sobie, zapewne Vader ma cos ciekawszego do roboty na Kaysheku niz szperanie pod stolami i za zalomkami w poszukiwaniu hologramow, bo jak je imperatorowi doniesie to prezencik czeka (moze nowy kostium na przyklad/) - przecie to prawie jak Super Mario Bros i szukanie monet. Dla mnie pierwsza powazna wpadka. Na ale to mozna jeszcze panom autorom wybaczyc (pewnie sie na Braciach Hudraulikach wychowali i wydaje im sie ze tak gra powinna wlasnie wygladac), najwieksza frustracja mnie naleciala kiedy wreszcie dotarlem wreszcie po dziesieciu minutach biegania, ciecia, duszenia i znajdowania hologramow do poszukiwanego Jediego - celu moejj misji na tym zapomnianym przez imperatora i zafajdanym przez wookich swiecie.

Vader wpierw uzywajac mocy rozpierdzielil caly budynek (to byla cutscene, bo przecie gracz nigdy nie powinien zrobic tak odjazdowej rzeczy jak rozpierdzelenie bloku mieszkalnego przy uzyciu mocy!!!! Co za duzo to nie zdrowo), w ktorym sie ten mistrz skrywal a potem przystapil do pojedynku z nim a autorzy sczodrze przekazali mi kontrone nad rycerzem ciemnej strony.

Pojedynek byl fajny, podduszalem i mieczowalem pana delikwenta, az do czasu gdy nie zostala mu nawet prawie kropla zycia. W tym momencie pan Jedi przeistoczyl sie w super Jedaja i blokowal moje wwzystkie uderzenia, uciekal, sie skrywal przedemna magicznie - tak jakby wlasnie przypomnialy mu sie tysiace lekcji o tym jak walczyc ma Jedaj z Vaderem, ktore jako mlody Padawan wysluchal w akademii. Wiec po prostu byl nie do ruszenia, ale ho ho ho poczekajcie to nie wszystko. Nagle wyskoczyla informacja abym nacisnal przycksk X, co uczynilem, bo co innego bylo by mi robic, skoro chwasta wyrwac nie mogle.

Wiec nasikam a tu zaczyna sie mini gra, w ktorej nalezy nasikac sekwence przyciskow tak aby finalnie wykoczyc opponenta. Ci, ktorzy grali w God of War, Dragons Lair, Space Ace albo Shenmune wiedza o co cho - jest to chyba najglupszy patent w grach komputerowych. W Shenmune jeszcze pasowal, ale w God of War nie bylem przez to w stanie grac, niewazne wracajmy do naszych naparzajacych sie Jedajow.

Wiec wciskam sekwencjie - no i norma nie udaje ich mi sie tej sekwencji perfekcyjnie odtworzyc, bo nie kazdy ma zakodowane we lbie gdzie jaki przyciski na konsoli lezy. Vader wiec nie przyszpila Jedaja do podlogi, Jedaj sie wymyka a gra daje Jesajowi spowrotem 1/4 zycia! Kurwa, skad to sie niby wzielo? Vader nie wklepal sekwencji na czas to dobry jedaj od Jedaj Boga dostaje za darmoche 1/4 zycia w podarce? Nie wazne - znowu walczymy, znowu delikwenta szatkuje mieczem, znowu podduszam i znowu zycia ma on tyle co kot naplakal no i przewidywalnie przeistacza sie on w gwiezdnowojennego boga, ktorzy blokuje wszystko i nie ma na niego mocnych, chyba ze senkwencje poprawna sie wklepie.

Nie udaje mi sie wklepac jej ponownie, Jedaj dostaje ponownie troszke zycia ekstra bo Vadera paluchy w czarnej rekawicy za szybkie nie byly i wracamy do punktu wyjscia. Ponownie po grancie zycia Jedaj walczy on jak ciota, ponownie podduszam i doprowadzam go na kraniec wyczerpania a on jak w zegarku przeradza sie w pana-ktory-blokuje wszystko i czeka az zainicjuje mini gre.

Chuja tam zainicjuje, wylaczam PsP i zaczynam robic cos bardziej produktywnego - jak na przyklad tracenie czasu na internecie, albo granie w gry, ktore nie uwazaja mnie za idote i nie oszukuja w tak perfidny sposob.

Ja gram kuwa VADERem, ja mam czerwony miecz swietlny, ja chce sciac tego chwasta przy pomocy mieczna i zmiazdzyc jego tchawice uzywajac mocy, ja nie mam zamiaru wklepywac jakis bzdetnych sekwencji przyciskow wyskakujacych na ekranie i nie mam tez zamiaru zbierac hologramow liczac tym samym, ze dane mi bedzie dostac za nie jakis suwenir.

Ja wiem jak ciezko jest opracowac fajna gre komputerowa, i wiem jak ciezko jest opracowac cos tak aby zaspokoilo gusta wszystkich, ale prosze nie traktujcie mnie jak idote - ja nie zamierzam grac w jeden jedyny sposob, bo tak sobie to zamierzyliscie panowie autorzy. Ja nie chce uzywac waszego silnika, ktorego uzywalem przez 10 poprzednich minut w drodze do mini bossa - po kiego pnia mnie tych wszystkich zdolnosci spocjalnych uczyliscie, skoro jak dochodzi co do czego, to nie moje umiejetnosci w ich uzywaniu sie licza tylko bzdetne wklepywanie sekwencji przyciskow? To na zawsze dla mnie pozostanie tajemnica.

PS. Duszenie Wookich Vaderem rzadzi! A gra smierdzi (przynajmniej wersja na PSP, skikoreczki donosza tez o polamaniu w wersji na PS3). Nie warto tracic PLNow.

Guitar Hero nerds PWNAGE

, , , ...

Jak zapewne wiecie Harmonix wypuściło na rynek kilka lat temu grę zwącą się Guitar Hero. MInęło parę wiosen i przyszła kolej na trzecią część gry, która zawierała w sobie chyba najtrudniejszy do zagrania kawąłek - Through Fire and flames żul metalowców z Dragonforce. Youtube pełne jest Guitar Nerdów starających się pokonać ten kawałek na ekspercie - pospoglądajcie sobie na jakieś pierwsze z boku nagrania. Mroczne wyrazy twarzy, majksymelne skupienie, poważne komentarze przewijające sie przez obraz. Wiadomo - nikt się z nimi nie moze równać - mają 98% na Ekspercie a wy możecie jedynie śnić o dorośnieciu im do pięt.

Do czasu. Dzisiaj przypadkiem natrafiłem na diament, który niszczy wszzystko!!!

Nareszcie ktoś potrafi dość celnie się z rych nerdów ponabijać. Panie i panowie przedstawiam Justina i jego : "Guitar Hero 3 Expert 100% 333K "DragonForce" 33 YEARS OLD!!!"



Nie przeszkadza mu brak konsoli do gry, myszka na srole i monitor od komputera. Nie omieszkajcie sprawdzic jego opisu tego klipu, oraz kilku stron z komentami wrzącymi od jadu nerdów pokonanych i nadzianych na Guitar-Hero'owy gryf plastikowego kontrolera do tej gry.

Ja anwet zamieściłem mój własny koment (o numerze 67,292) - przytocze jego treść, bo jak znam życie zepchnięty zostanie rano na 10 stronę:

For all you GH nerds out there - Justin is soo good at GH 3 that he doesn't need no Xbox to own that dragonforce song on Expert!!! He XBOX incarnate!!!


A poniżej odpowiedź Jasona na wszystkie ataki haterów:



Niestety wydaje mi się, że ta akcja to One hit wonder, kilka innych klipów tego kolesia jest niezłychm, ale nic nie umywa się do "Guitar Hero 3 Expert 100% 333K "DragonForce" 33 YEARS OLD!!!".
Sześć i pół minuty życia dobrze stracone na internecie.

Na koniec ostateczna odpowiedź Justina:

The Play Generated Map and Document Archive

, , ,

A w skrocie PlaGMaDA to projekt mojego znajomego Tim'a "Ozark'a" Hutchinsa. Nazwa mowi sama za siebie mapy, karty postaci oraz wszystkie dokumenty okologrowe.

Jak na razie archiwym nie jest zbyt obszerne, ale mozna poprzygladac sie jak na przklad wygladaly postaci ludzi grajacych w DnD i Shadowruna kilkanascie lat temu.

Ponizej blurb by Tim:

PlaGMaDA's mission is to preserve, present, and interpret play generated cultural artifacts, namely manuscripts and drawings created to communicate a shared imaginative space. The Archive will solicit, collect, describe, and publicly display these documents so as to demonstrate their relevance, presenting them as both a historical record of a revolutionary period of experimental play and as aesthetic objects in their own right. By fostering discussion and educating the public, it is hoped that the folkways which generate these documents can be encouraged and preserved for future generations.

"Wyrośnij" z DnD przy pomocy cudwnego leku o nazwie Exalted

, ,

Graduate your Game to nowa akcja White Wolfa promująca ich ultra-munchkińsko skomplikowany system Exalted.

White Wolf is giving away free copies of the award-winning Exalted Second Edition! We’re offering you an opportunity to break out of the Dungeons & Dragons cycle, and graduate to a new kind of fantasy game. We’re confident that once you step up and experience Exalted’s world of epic fantasy and larger-than-life heroes, you won’t ever want to search another 10 x 10 room again.
Why play a rehash of the same old game, when you could be exploring Epic Fantasy Re-Imagined all summer?



Szczególną uwagę radzę zwrócić na ostatnią linijkę z tego promo-bełkotu. Exalted 2nd edition to przecież rehash Exalted first edition, nieprawdaż? Więc o co tu chodzi? Zapewne o walkę o klienta w bardzo nieciekawy sposób (sprzedaż gier niestety cały czas spada, a WW przyczynia się do pustoszenia lasów tropikalnych wydając niezliczone i "niezbędne" dodatki do takich cudeniek jak Exalted) - pozycjonując swój produkt jako rzecz porządaną przez "dorosłych" graczy i umieszczając fanów DnD w RPGowym "przedszkolu"?

Jak to historia pokazała raz za razem takie techniki umacniają tylko podziały między fanami danych systemów, bo jaki zacięty fan DnD przejdzie na stronę Exlated o tym jak go White Wolf nazwał szczeniakiem? To co zaprezentował powyżej WW to jedna z najprostrzych technik internetowych troli zasiedlających forma gier fabularnych w sieci. Czy wystarczającą zachętą będzie możliwość wymiany (nic za darmo jak to napisano w promo-blurbie) swojego podręcznika do DnD na nowiusieńki i jakrze świeży Exalted?

Nie wydaje mi się.

Ktoś tylko wziął kasę za wymyślenie kolejnej durnej kampnii reklamowej. Ale jak to mówią - buzz to buzz.

Warning Forever 1.7 [2002-2005]

, ,


Na warning Forever trafiłem przypadkiem. Czytałem numer Gamer's Quarter i znajdował się tam aktykuł na temat gry, zainteresowany (bo lubie strzelanki top-down) sięgnąłem do gry. Minął prawie miesiąc a ja nie przepuszczam dnia aby nie zagrać raz lub dwa.

Założenie jest banalnie proste - mamy mały stateczek, który może swobodnie poruszać się po ekranie, dwa tryby ognia - normalny i sterowany (o słabszym potencjale), każdy poziom go "statek baza" którego należy rozwalić na kawałki. Proste i można powiedzieć przerobione do bólu, ale Warning Forever posiada nieopisany urok, intrygujaco prostą grafikę i rozwiązania, których prózno szukac w komercyjnych produktach.

Do czasu kiedy odnalazłem WF moim niekwestionowanym faworytem strzelankowym była Ikaruga na Dreamcasta z jej rewolucyjnym "zmiennym stylem strzelania". WF w swojej aktualniej nie ma muzyki, ale wersji posiada aż pięć trybów gry - począwszy od 3 minutowego odnawialnego time attacku, przez grę z jednym, trzema odnawialnymi statkami, przez pięciominutewe nabijanie punktów az po tryb custom gdzie sami ustalamy parametry gry. Tyle technikaliów.

Jak wspomninałem wcześniej kazdy poziom to pojedynek z bossem, nie byłoby w tym niczego rewolucyjnego gdyby nie to, że kazda klejna jego inkarnacja adaptuje sie do naszego stylu gry. Zaczynamy od niszczenia jego przodu? Na kolejnym levelu boss będzie mieć doatkowe odłony tam umieszczone. Zaczynamy niszczenie od boków? Wtedy możemy spodziewać się tam wyrzutni kierowanych rakiet. Doskonałe rozwiązanie nie tyle jako zabieg designerski, ale również pozwalające na zabawę w zmyłki komputera (rozwalamy nieistotne dla trybu części a w późniejszych levelach potem skupiamy się na łatwiej dostępnych i newralgiczniejszych elementach bossa.

Aha i nie ba bata im dłużej gramy tym dalej dochodzimy (ja na razie do 16 levelu) przez co cały czas wpisujemy się na tabelę najwyższych wyników. No i jeszcze memu opcję replay, gdzie możemu popodziwiać i przeanalizować nasze akcje.

Gre można pobrać tutaj,o czywista za darmo!

Na deser wywiad z twórcą.

Przyjdzie i pora na konsole czwartej generacji.

To są już trochę stare wieści:
Poniżej w miarę świeży trailer z komentarzem nerdów:

Inspekterzy nad Polską

, , ,


Jakiś czas temu niejaki Darken (to jego oficjalna strona) powiedział mi, że planuje opublikować w sieci tłuamczenie wersji startowej gry Inspectres Jareda Sorensena. Zapytałem się go, czy nie potrzebuje kogoś, ktoby to złożył do kupy w PDF'ie okazało się, że potrzebuje - więc trzeba było wpić piwo, które sobie tak przypadkowo uważyłem (teoretyczne piwo ma się rozumieć).

Składane tego dokumentu byłoby przyjamnością gdyby nie walki z InDesignem CS3 - to była moja pierwsza próba złożenia czegokolwiek w nowym kombajnie Adobe (w robocie operuję na CS2). Cały ubiegły tydzień spędziłem na powolnym lokalizowaniu odpowiednich czcionek (bo polskie alternatywy zachodnich fontów są na wagę złota, a pełne open type to jak na razie wciąż mrzonka - cały czas brakuje ogonków). W koncu wybór padł na stary dobry poslki san serifowy Euromode - pochodną Eurostile, którą to był pisany podręcznik w oryginale.

Plan był taki - Keith Senkowski pobawi się w robienie okładki z zmodyfikowanycm logiem ducha podesłąnego mi przez Jareda (miałem maksymalnie odjechany patent, ale na razie cisza, pewnie i tak w przyszłości go gdzies wykorzystam). Pierwszy plan designu zakładał dokument w flagowo-narodowej polskiej czerwieni i bieli, dużo gradientów i tym podobne fikuśne jazdy. Niestety wszystko poszło do śmietnika (wraz z czterema godzinami spędzonymi na eksperymentach), gdyż Keith nie znalazł czasu aby popracować za darmo nad kolażem, a mialo być tak nieźle, trudno może znastępnym razem.

Disziejsze drugie podejście zajęło mi około 5 godzin. Chciałem wszystko zrobić porządnie i na dodatek wyczaic róznice pomiędzy nowa z starszą wersją InDesigna. W przeciągu tych pieciu godzin pograłem trochę w Rocky Balboa na PSP w ramach odstresowania (bo talele doprowadzały mnie do obłędu) i zjadłem obiad. Gdybym robił to do swojej roboty wraz z templatkiami trzebaby doliczyć jescze jakieś 2 godzinki na poprawne sklecenie stylów czcionkowych, dogłaskiwanie paragrafowych i opracowywanie templatek tabelek (a tabele były tylko trzy, więc się nie przemęczałem). Aha i w tym czasie zawiera się też opracowywanie okładki - prostej jak cep, ale najważneijsze, że czytelnej.

Dokument po złożeniu przeszedł cztery szybkie cykle poprawek, bo za gapiostwo się płaci ;D

Poniżej do pobrania efekt pracy - 7 stron, czerń i biel, można sobie wyfrukowac bez okładeczki, jak ktoś będzie bardzo chciał to mogę złożyć dokument bez folios do druku na atramentówce mamy w domu (ale to raczej nie ma sensu, bo to zaledwei kilka stron).

inspecters_startup_PL_R4_HQ.pdf

Internetowe zło największe.

, , , ...



Telewizje nieustannie trąbia o piractwie internetowym, wielkie koncerny załamują ręce, policja odfajkowuje kolejne błyskotliwe akcje których bohaterami są albo nastolatkowie zbyt zapuszczeni w rozwoju aby sciągać materiał z czegoś innego niż hub DC++ kolegi (halo torrenty?), albo panie ze stadionu parające się upłynnianiem piracko tłoczonych na masę za naszą wschodnią granicą (i założę się, że i u nas też) DVD.

Muzycy narzekają na to, że rozpowszechniane są ich mp3 (oczy wiście to najlepsza forma promoocji - nie od dzisiaj wiadomo, że ze sprzedaży płyt się nie wyżyje bądąc średnio-popularnym artystom, kasa leży w graniu na żywo i sprzedawaniu merchu). DRM to śmiech więcej rzeczy pieprzy niż reguluje..

Dystrybutorzy, że ich filmy udostępniane są w sieci jeszcze przed premierą (co dlaczego tak długo zwlekaliście z wprowadzeniem filmów do kin).

Cała gałąź porno nie narzeka, bo nie ma na co. Piracone filmy, lewe kody do płatnych stron, dzielenie się fotkami z sesjami roznegliżowanych pań i panów to kropla w morzu ich przychodów, więc po co wogóle sobie jakimiś nastolatkami z kraju, który nawet nie wiem gdzie leży na mapie, dupę zawracać - on i tak by nie kupił naszego filmu, a tak przynajmniej będzie nasza markę dobrze konarzył :D

Z softem jest inaczej. Soft jest najczęściej drogi i małolaty kasy na niego nie chcą odkładać. Oczywiście istnieje masa darmowych programów - alternatym, cała gama konfugurowalnych systemów operacyjnych czekających jedynie na to aby je ściągnąć (i legion ludzi skorych do pomocy, gdybyś już się zdecydował i przypadkiem potrzebował pomocy). Soft mam w pracy i w sumie co w pracy to w domu :D. Ale rozumiem ból publishera, gdy cały jego pakiet można zakupić na ulicy za kilkanaście zeta za DVD. Piractwo softowe jest tak stare jak stary jest internet i tego raczej już nikt nie zmieni.

Dalej gry komputerowe - mnie one już nie interesują, ale nie dziwię się, że jeśli wypuszczasz średni produkt, ludź najpierw sobie go zassa z sieci aby wypróbować. Ja jak jeszcze gry kupowałem po wypróbowaniu zakupywałem jak mi się podobała, ale w dobie gamefaqs to już nawet instrukcji nie potrzeba bo internauci piszą lepsze porady niż niejeden wydawca zawiera w swoich bajerancji wyglądających książeczkach.

Wydawnictwa internetowe w PDF, podręczniki do RPG (bo to mnie aktualnie interesuje), magi i to całe tałatajstwo mające na celu "oszczedzanie papieru" (a w sumie sprowadza się to do wyciągnięcia od nas jeszcze większej kasy - szczególnnie gdy jedzie się na nostalgii i naiwności ludzi oraz tęsknoty do "starych dobrych czasów" i w PDF wypuszcza się reedycje podręczników sprzed pietnastu lub nawet więcej lat - dodaję, że totajnie chujowo zeskanowanych, bo naście lat temu skład komputerowy równał się edytorowi tag). Potem dochodzi zabezpieczanie PDF'ów przed rozpowszechanianiem znakami wodnymi, ;ud ciągiem tekstu z imieniem i nazwiskiem kupującego. Heh, zdjęcie tych zabzpieczeń to mniej niż minuta dla ludzi wiedzćcych co robią i oznacza to, że jak zakupi dany podręcznik jedna osoba - to tak jakby wypuszczono go za damo w sieć (tak się na przykład stało z Game of Thrones PDF - sprzedano chyna 39 sztuk, do czasu aż ktoś to na sieć wrzucił). Jaki z tego morał? NIe wypuszczać rzeczy w PDF, jak nie chesz aby wszyscy iraz twoja ciotka zassali to za darmo z sieci. Pozatym, PDF'ów się nie czyta, bo papier fajniejszy, no można jakieś magi poczytać, pooglądać zdjęcia, albo książek jako reference material poużywać, bo łatwiej poszukać tekstu w PDF niż wertując strony. Więc jednym słowem - zabezpieczenia cyfrowych publikacji to kupa (chyba że są szyfrowane i klucz udostępnia się przaez sieć, ale minusem tego rozwiązania jest obowiązek bycia podłączonym do sieci jak chcemy coś sobie poczytać)..

Cały świat stanął na głowie i z mojego punktu widzenia Ci, którzy stoją na straży "prawa" (a raczej wpływów korporacji) gówno robią aby ten proceder ukrócić? Skąd to wiem? Ano już śpieszę z wyjaśnieniami.

Jest jedna gałąź multimedialnego światka, która radzi sobie w miarę dobrze z ovhroną swego mienia. A są nimi biura opracowujące fonty komputerowe. Oni są wyjątkiem od reguły. Oni starają się wszystkimi sposobami na zdjęcie nielegalnie rozpowszechnianych fontów ich autorstwa ze stron oferujących takie usługi. Jak to robią?

Na pewno nie zabiegają o pomoc policji, FBA czy jakiś innych superorganizacji, które pobrałyby od nich kasę i następnie się na nich wypięły. Onie robią wszystko samemu (albo wynajmują do tego jakieś małe firmy). Dlaczego samemu? Bo to skrypty automatyczne nie działają, znaczy nikt ich nie bierze na poważnie. Dlatego, gdy tylko jakiś pan podzieli się rodziną fontów, które zakupił za grube setki dolarów, panowie z firmy opracowującej fonty, kontaktują się ze stroną hostującą plik i plik jest zdejmowany szbciutko (bo jest o wiele bardziej prawdopodobne, że firmą hostującą beknie szybciej niż jakiś użyszkodnik a i od tek firmy wysoką grzywnę będzie łatwiej wydębić).

Więc fonto-designerzy albo sami odwuedzają prawie non stop strony, które hostują fonty sprawdzając co zostało tam zapostowane (w erze feedów i kanałów RSS to na prawdę nie jest problem, bo strony hostujące muszą być na czasie), albo outsourceują to na przyukłąd do chin, bo tanio jak cholera.

I tak wracamy w tył kilka dziesięcioleci. Jak za dobrycz czasów gdy hulała prohibicja - polisja może sobie potrząsać pałką i groźnie spoglądać spode łba, ale dopóki nie wpadnie na melinię i nie rozwali własnoręzcnie zmagazynowanych tam pokładów alkoholu - tak długo meliny będą prosperować. Bo gróźb na prawdę mało kto się boi, a sprawy jak wszyscy wiemy najlepiej na parwdę łatwiej wziąść we własne ręce. Wtedy mamy pewność, że jak coś nie zostanie zdjęte z sieci - to będzie to jedynie nasza wina ;D

PS. Oczywiście strony hostujące warezy znajdują się w krajach, które prawo autorskie traktują z przymróżeniem oka, lae to panów od fontów nie powstrzymało. Warto sobie wziąść ich model do serca, albo machnąc na rozpowszechnianie naszej własności intelektualniej w sieci ręką, lub wcale jej ne sieć nie wrzucać.