Grota Drozdala

uwaga niski sufit

Subscribe to RSS feed

Posts tagged with "rpg"

Mebloscianka

, , ,

Wraz z Nidem nareszcie urochoilismy bloga, znaczy sie zalozylismy go miesiace temu, potem nastaplily miesiace planowan i zawartosci pisania a inauguracyjny post natomiast byl chyba w zeszlym miesiacu. Na rzeczonym blogu bedziemy o RPGach prawic.

Mebloscianka Pelna Gier, bo tak sie ten twor nazywa powoli napelnia sie (jak na razie) Nidowymi wpisami.

Zapraszamy do czytania.

Niedlugo rozrusza sie moj blog na wordpressie.

PS. Wordpressowy blog sie rozruszal - z powodu dlugiego dnia w pracy wink

Wieści z groty - August 2010 edition

, ,

Powolutku męczy mnie blogowa platforma opery. Nudzi mi się czyszczenie komentów na tym blogu zostawianych przez rosyjskie boty. Trzeba chyba się będzie przeprowadzić na wordpresa (gdzie mam już konto zaklepane od chyba dwóch lat i gdzie spamerów można gnieść w zanadrzu).

Wraz z przeprowadzką (która to może albo i niekoniecznie) się zdarzy, planuję całkowicie odseparować posty o grach fabularnych i zamieszczać je na całkowicie nowej lokacji. To nie jest decyzja spontaniczna to coś, co planowane było od prawdę mówić miesięcy, tylko nigdy jakoś nie było czasu na to aby usiąść i na spokojnie przemyśleć i rozpatrzyć wszystkie możliwości.

Miejsce na ta inicjatywę jest już zaklepane, podobnie jak i plan co dalej z tym robić i nawet jest jeden kolaborator, więc mam nadzieję, że wspólnie będziemy się do roboty motywować. wink

Męczy mnie trochę pisanie bez żadnego planu i wrzucanie wszystkiego co mi tylko do głowy przyjdzie. Pisanie o wszystkim to jak pisanie o niczym. Czasami nawet kilkakrotnie się człowiek zastanowi zanim coś opublikuje. Doskonale wiem, że te wpisy pojawią się w agregatach na blogach rpg czy też planecie blogów i totaj dochodzimy do meritum - bo w sumie po co ludzie zainteresowani fabularkami mają czytać o moich prywatnych sprawach? O prywacie niech poczytają znajomi albo stalkerzy, a tematy RPG wypadać będzie poruszać w innym – przeznaczonym to tego specjalnie miejscu miejscu wink

Do usłyszenia niebawem.

PS. Nie wiem czy się o tym już puszyłem, ale w robocie miałem kolejną promocję i niebawem wrzucę trzecią część wpisu o sprzęcie stereo wink

PPS. Seji był w stanach, ale burak został gdzieś w jakim ośrodku zamknięty na kilka tygodni i przeszkolony tak, że nie starczyło mu już czasu na odwiedzenie znajomych. wink

PPPS. Gencon w tym roku był niezły, ale komy by się chciało czytać po raz kolejny wpis w stylu „byo fajnie, szkoda że was ziomy tutaj nie było”

PPPPS. Vincent czyta bloga Nida przez google translate, a T. S. Luikart polewał się z mojej pseudo recenzji Dragon Age rpg. Też dzięki online translatorowi. I przyznał mi rację – najważniejsze to aby wykosić kase za prace nad produktem zaraz po zdaniu manuskryptu. bigsmile

Lil John (The Crunk) RPG [2010]

, ,

Player A says something to Player B.
Player B responds with one of these three words:

OKAAAAY!
“I accept your proposition and would like to respond.”

YEEAAAH!
“I agree with what you’re saying. Please continue.”

WWWHAT?
“Please, explain what you mean in more detail.”

...or Player B may disagree with Player A and issue a challenge by asking:

“ARE YOU FUCKIN’ WITH ME?”

Player A responds with either “Yeah!” or “What?”

If Player A responds with “What?” then Player B may offer a rebuttal.

If Player A responds with “Yeah!” then Player B commands:

“STOP FUCKIN’ WITH ME!”

...in which Player A responds with either “Okay!” or “What?”



Dzięki Jared!

Source material, dla tych, którzy nie w tematach: Exhibit 1 (beat złozony przez samego Ricka Rubina + wykumajcie naleciałości z Institutionalized Suicidali), Exhibit 2, Exhibit 3, Exhibit 4 (direct influence :])

PS. To sa jazdy pogenconowe. Więcej wkrótce.

Origins 2010 (co nie ssało)

W pierwszej części ponarzekałem (głównie na organizatorów), więc teraz pora podzielić się tym, co nie ssało na tegorocznym Originsie

Może zabrzmieć to śmiesznie, ale rozmiar sali wystawowej i brak wielkich tego świata jest również zaletą. Średniej wielkości konwenty mają to do siebie, ze przyciągają ludzi i wydawców, których nie stać na stoisko na GenConie. Moim osobistym tegorocznym faworytem jest Legerdemain - komputerowa gra rougelike, do pobrania za darmo, lub do nabycia w wersji deluxe na stronie autora. Za dwadzieścia dolarów, dostałem dysk z trzeba wersjami gry (Win, Mac oraz Linux) i dodatkowo ponad 300 stronicowy clue-book (ludzie, którzy grali we wczesne CRPGi z SSI wiedzą doskonale o co chodzi). Po prostu nie mogłem przejść obok tego produktu obojętnie, dodam jeszcze, że autorem wszystkiego jest jedna osoba.

Nagrodę Heartbreakera roku 2010 na Orginsie bezsprzecznie zgarnia system „Archetype” (chyba tak się nazywał, nie pamiętam, możliwe, że była to nazwa wydawnictwa, niestety nie jestem w stanie znaleźć żadnych bliższych informacji na jego temat – ponieważ 99% dyskusji o grach fabularnych po angielsku zawiera słowo Archetype). Z tego co pamiętam, to kolejny świat chyli się ku upadkowi, a gracze mmuszą go uratować. A ratują go dzięki dziesiątkom tabel z bronią. bigsmile

Co do RPG'ów. Zagrałem w Danger Patrol, grę która pewnie nigdy nie zostanie ukończona bigsmile Mimo dość dużych dziur w mechanice i masie niedopowiedzeń grało się nam (czterem osobom + MG) całkiem miło. Danger Patrol to pulp, ale taki bardziej wesoły, gdzie podróżuje się jako członek naszego patrolu poprzez odmęty naszego układu słonecznego i ratuje niewinnych od losu gorszego od śmierci. Gra łączy elementy planszowej gry bitewnej (markery, improwizowana mapa, lokacje, po których można podróżować podczas konfliktu), i gry fabularnej (chociaż w naszych materiałach playtestowych, elementy fabularne nie były jeszcze dotarte, więc gra w sumie ogniskowała się na walce smile Dobrze spędzone cztery godziny.

Na Originsie miała premierę Dresden Files RPG. Dwa podręczniki za $90 + tax. To chyba cena na lepsze czasy bigsmile Ale zapewne się sprzeda, bo amatorów tego settingu nie brakuje, szczególnie po tym jak dowiedziałem się, że wydawca ma zaklepane 1000 kopii podręczników w przedsprzedaży.

Miałem masę czasu na poszwędanie się po terenie konwentu i na podglądanie innych podczas grania. Wychodzi na to, że DnD wciąż jest na topie, zaskakująco masa ludzi wciąż gra w 3.5.

Szkoda kapkę że wraz z taniejącymi laptopami, stały się one nieodzowną „pomocą” podczas sesji (i nie tylko). Mało tego, ludzie zaczynają przywozić ze sobą rzutniki aby wyświetlać na ścianie mapy i tym podobne sprawy. Wydaje mi się, że jest nawet specjalna gałąź firm zajmujących się opracowywaniem oprogramowania, które ma za zadanie wizualne śledzenia walk na sesjach, wraz z mapami, żetonami i nawet mechaniką (stąd pewnie wciąż popularność 3.5). Doskonale rozumiem tą „innowację”, podobnie jak i dema powierzchni dotykowych, które przeznaczone są go grania w DnD.

Niestety, możliwe że jestem staroświecki, ale wygląda mi, że nie ważne jak zaawansowana dzisiejsza technologia by nie była, wszystko to szybciej można rozwiązać bez używania komputerów, rzutników i całego tego tałatajstwa. Akt turlania kością ma w sobie coś magicznego (a może i nawet świecko-codziennego), zastąpienie go kliknięciem myszą wygląda na swoiste świętokradztwo, a używanie samych komputerów to doskonały sposób na rozproszenie uwagi uczestników sesji. Jak coś świeci i miga to ludzie będą na to spoglądać, nie ma innego wyjścia.

Mimo olewania sekcji RPG przez organizatorów Mike Miller i jego żona Kat odwalili (ponownie) kawał ogromnej roboty prowadząc masę sesji. BW Crew poprowadziła około 8 gier, do tego doszła sesja czy dwie Free Marketu, trzy prelekcje i Action Castle/Jungle Adventure/Spooky Manor.

I na koniec sprawa najważniejsza – ludzie. Origins to rok rocznie szansa na zobaczenie znajomych, których szczerze widuje się raz, dwa razy w roku. Zawsze jednak jest okazja na nawiązanie nowych znajomości, i nareszcie nawiązanie kontaktu z ludźmi wcześniej jedynie znanymi z sieci. Dzięki uprzejmości poznanych ludzi i nieuprzejmości naszej linii lotniczej, która odwołała lot powrotny zmuszając nas do przenocowania się w Columbus podczas burzy dziesięciolecia. Znaleźliśmy dach nad głową, ciepłą strawę i miło spędziliśmy dodatkowy niezaplanowany wieczór. A mówią że fani gier fabularnych to socjopatyczna gromada dziwolągów (oczywiście tych na konwencie tez nie brakowało) bigsmile

A i warto dodać na zakończenie, że Origins ma o niebo lepsze jadło, niż to czym stara się nas raczyć Gencon. I nie mam tutaj na myślu Food Courtu (gdzie wszystko pływa w przepalonym oleju) w hali konwentowej, Columbus ma masę fajnych restauracji do których spokojnie moża w parę minut dotrzeć na piechotę.

PS. Jason Morningstar po raz kolejny nakręcił "One Cool Thing i Saw at..." Origins 2010 edition (gdzie ja i moi znajomi jak zawsze mamy problemy ze złożeniem kilku słów do kupy).

Origins 2010 (co ssało)

Origins to twór dziwny. Organizatorzy (a jakże) aspirują (i na każdym kroku starają się nam wbić do głów) że konwent ten to impreza międzynarodowa, odjazdowa i w ogóle strach się tam nie pokazać poza tym ma renomę. Szkoda trochę, że w rzeczywistości, te życzenia organizatorów niezbyt się spełniają.

W zeszłym roku rządząca kapituła pozbyła się koordynatorów programu (albo ci ludzie pozbyli się sami), wszystko byłoby w porządku, ale niestety zapomniano znaleźć ludzi, którzy by wypełnili lukę (pewnie przez kryzys finansowy, bo tak na prawdę to chyba nikt świadomie sobie w stopę strzelać nie będzie?).

Ten ruch zaowocował karygodnymi błędami w programie (opisy nie pasujące do nazw punktów programu), masakrą organizacyjna przy prelekcjach i sesjach (na przykład nasz blok z prelekcjami nie miał przeznaczonych sal, dlatego salę musieliśmy sobie znaleźć sami, a podczas samej prelekcji mieliśmy masę ludzi pukających do drzwi i pytających się czy my to aby prowadzimy „Leatherworking workshop”). Jakby tego było mało ktoś wpadł na doskonały oraz oryginalny pomysł jakby to wyplenić gry fabularne z programu w przyszłym roku. Śpieszę z wyjaśnieniami, ale najpierw drogi czytelniku musisz zapoznać się z pewnym genialnym (w swej prostocie rozwiązaniem). Origins (jak i inne duże konwenty w USA) bazuje nie tylko na wpisowym (które płaca wszyscy, aby dostać się na teren imprezy), ale również na biletach, niezbędnych do uczestnictwa w punktach programu (w cenie 2.5$ sztuka) i na dodatek zarezerwować swoje miejsce przy stole.

Tak to wygląda z punktu widzenia szarego uczestnika. Jeżeli organizujesz punkt programu (prowadzisz sesję, prelekcje, larpa itd.), ludzie, którzy się na niej pojawią - dają ci swoje bilety, które następnie zwracasz organizatorom, tak aby mieć dowód na to że prowadziłeś to co zobowiązałeś się prowadzić. To nie koniec biurokracji - jakby tego było mało, aby został wam zwrócony koszt wstępu zmuszeni będziecie „zebrać” odpowiednią ilość godzin (plus biletów). Niby wszystko w porządku – wypełniacie program, przez co zapewniacie rozrywkę przez jakiś z góry określony czas uczestnikom i zwracany jest wam koszt wjazdu. To rozwiązanie, pomaga również organizatorom na sprawdzenie jak popularne są wasze punkty programu i czy warto dać im w przyszłym roku zielone światło. Do tego roku tak to wszystko mniej więcej tak działało, ale w tym roku doszedł drobny haczyk – jeżeli w twoim punkcie programu uczestniczyło 6 osób – czas jaki zainwestowałeś liczył ci się normalnie, jeżeli miałeś powyżej 8 to mnożony był on przez 1.5, jednak jeśli twoja sesja miała od 1 do 5 uczestników jej czas został dzielny przez dwa.

I w tym miejscu wychodzi szydło z worka – prowadząc standardową sesję RPG dla trójki czwórki graczy, będziecie musieli zainwestować dwa razy więcej czasu, niż ktoś, kto na przykład prowadzi LARPa. Oczywiście jeżeli nie zbierzesz kompletu biletów (bo na przykład jakiś uczestnik się nie pojawił), to nikt nie będzie dochodził tego ile osób się zarejestrowało – tylko pojadą komunistycznie – po ilości biletów jakie im zwróciłeś. Widać jak na dłoni, że ludzie mniej majętni, liczący na zwrot inwestycji jakim jest możliwość wstępu na teren imprezy nie będą patyczkować się w prowadzenie jakiś tam dziwacznych RPG, tylko albo przywiozą swe podręczniki do DnD, albo poprowadzą dwa LARPy i po sprawie.

Dodam, że nie mam nic przeciwko DnD oraz Larpom, chcę jedynie zaznaczyć, że prowadzenie RPG dla standardowej ilości graczy po prostu nie będzie się ludziom opłacało. Jak to się odbije na ilości sesji RPG w przyszłym roku – będzie trzeba poczekać i sprawdzić, ja rozumiem, że ogranizatorzy chcą zapewnić jak największej ilości uczestników rozrywkę jak najmniejszym kosztem, ale przez to doprowadzą do bardzo wyspecjalizowanego programu, który powiedzmy szczerze nie będzie dla wszystkich.

Widziałem masę sesji RPG które MG prowadzili dla 7-10 graczy, raczej z wiadomych powodów.

Następnym ssącym punktem jest centrum konwentowe w Columbus w którym dywany prawdę powiedziawszy śmierdzą jakby wyszczały się na nie koty – co nie napawa nikogo do podróżowania w te i wewte (a trzeba chodzić dużo, szczególnie jeżeli nie interesuje was wyłącznie jedna gałąź programu). Sytuacja zapachowa w samych salach gdzie odbywają się punkty programu jest OK.

Sala wystawowa to szczerze powiedziawszy śmiech na sali. Brak jakichkolwiek stoisk większych wydawców, ani WOTC, ani WizKidsów. Brak sklepów z przecenionymi starymi systemami za rozsądną cenę, ogólnie nuda i łażenie po niej nie napawa uczestników chęcią pozbycia się ich ciężko zarobionych dolarów. Ale my o tym wiemy od lat – Origins to nie jest konwent do sprzedawania ani kupowania, tylko do grania. Ciekawe co się stanie z tym graniem jak wypędzą wszystkie mniejsze RPGi wink

Origins Award, która z roku na rok staje się coraz większa karykaturą samej siebie - zaściankowym konkursem popularności na konwencie (co ogólnie nie jest niczym złym), ale ewidentnie i w tym roku widać było że panowie od Eclipse Phase wiedzieli jak nakłonić ludzi do głosowania ni ich produkt. Jeśli mnie pamięć nie myli w tym roku oddano troszkę ponad 450 głosów (przynajmniej tak twierdził Paul Tevis – przewodniczący kapituły konkursu), co zależnie od tego ilu uczestników miała impreza (dwa tysiące - według ludzi którzy na nią przybyli – co daje 25% frekwencję - całkiem sporo), lub ponad 5 tysięcy jak zarzekają się organizatorzy – w tym wypadku pokazało by to brak zainteresowania samą nagrodą. Dodam tylko, że Paul również ze swojego prestiżowego stanowiska w tym roku zrezygnował – bo doszło do tego że głosy do sobotniego popołudnia liczył sam, jak na przewodniczącego kapituły przystało. wink

No i na koniec zostają gigantyczne problemy z samymi organizatorami i wolontariuszami, którzy zamiast pomagać uczestnikom programu – odsyłają was do swoich przełożonych, po czym wracają do niezwykle ważnych konwersacji ze swymi znajomymi. Do tego człowiek już przywykł, ale w tym, roku pojechałem na PAX East i tam widać było, że nawet wolontariusze mogą służyć pomocą uczestnikom na każdym kroku – w imię zasady nasz klient nasz pan – porównując ich z ludźmi, którzy śmią się zwać orgami na Originsie to niebo a ziemia. Widać, że można inaczej, tylko nie wydaje mi się że komukolwiek będzie się chciało cokolwiek zmienić, szkoda bo szczerze powiedziawszy na PAX East żadnego z powyższych problemów nie mieliśmy, ale może to dlatego, że to konwent ludzi od „komputerówek i konsolówek”.

Mniej narzekania będzie w kolejnej części "Co nie ssało na Orinisie 2010".

Powolutku do przodu

, ,

Wieścią numer jeden ostatnich dni (przynajmniej dla mnie) jest to, że pre-ordery Adventure Burnera zostały wyprzedane (zaklepane) w cztery godziny i dziesięć minut, co daje nam podręcznik na minutę i piętnaście sekund. Warto dodać, że było do wyłapania 200 sztuk, Seji na pewno wychaczył jedną, nie mam pojęcia czy jeszcze ksoś z Polski zamawiał, zapewne wyda się podczas wysyłania. Wszystkich zainteresowanych zakupem przepraszam za całkowity brak informacji na tym blogu (Nid starał się o tym na Polterze informować, ale wyszło tak jak zawsze, nieważne i tak dzięki za to), powód prozaiczny - praca bigsmile

Nareszcie ciężka praca się opłaciła bo dzisiaj zostałem promowany na kolejny szczebel korporacyjnej kariery (druga podwyżka w tym roku!), najśmieszniejsze jest to, że od prawie roku robiłem to co będzie odemnie wymagane od przyszłego tygodnia (a raczej za dwa tygodnie, bo mam urlop w przyszłym i jedziemy ogólnie Origins). Moja przełozona napmknęła coś o tym, że w przywzłym roku chciałaby abym poszedł jeszcze wyżej (i w sumie zajął jej miejsce), ale zapewne to dlatego aby ona sama mogła się wspiąc o kolejny szczebel. Nic to, mam prawie rok do namysłu i podjęcia decyzji, a pewnie i tak się zgodzę, bo co mi tam - bubek z Polski bez wyższego będzie manago (kariera Nikodema Dyzmy prawie).

No i aktualnie warto dodać, że skończył się sezon super zapieprzania w robocie, nareszcie zatrudniona dostała druga osoba do mojego działu (obstawiałem go sam przez ostatnie sześc miechów prawie) - więc będę mieć przynajmniej chwilke wytchnienia (i miejmy nadzieję czas do potracenia i do powypisywania tutaj bzdur).

Gencon za dwa miesiące - będzie się działo, i dzielę się linkiem do previewów Adventure Burnera - T-Shirt (ultra metal - szkielety itp), rozdział o Bielief'sach i na koniec przerobiony narzeszcie i zupdejtowany The Sword (jako bonus - ilustrowane postacie).

Sam Adventure Burner będzie masywnym tomem - ponad 360 stron z czego przyanjmniej połowa to mięso i komentarze na temat tego jak grać i jak prowadzić BW. Słowem Biblia, Almanach, Koran lub jak kto woli Książka Telefoniczna do Burning Wheel. No i system jest aktualnie kompletny - więcej podręczników źródłowych już nie będzie.

Do usłyszenia niebawem.

PS. Dying Earth Vance'a jest odjazdową pozycją - szczególnie Cugel's saga.
PS 2. Widziałem finalne pudło do Freemarketu, mocno wymiata.

Freemarket mozna już zamawiac w przedsprzedaży

, ,

Zdaję sobie sprawę, że to w miarę stare wieści, ale jeżeli zarejestrowaliście sie na stronie Freemarketu to będziecie w stanie jako pierwsi złozyć zamówienie na swoją kopię. Prawdopodobnie jak będziecze czytać te moje wypociny preordery zostaną otworzne dla wszystkich zainteresoanych.

Przedsprzedaż trwać będzie do końca czerwca.

PS. Model, który prezenduje na sobie koszulkę został stworzony na jednej z powszechnie dostepnych na stacji Donut drukarek - moja głowa nadrukowana jak widzicie została na ciele Luka bigsmile

Już za chwileczkę, już za momencik


Jared właśnie podesłał mi ostateczną wersje jego najnowszej gry - Jungle Adventure. "Podręcznik" zostanie wysłany do drukarni lada dzień i aktualnie łapiemy bugi (a raczej błędy w layoucie).

Jungle Adventure działa na silniku Parsley. Bedzie to druga, o wiele bardziej skomplikowana gra w cyklu (po Action Castle, który odniósł dość spory sukcej jako, jakby to nazwać "party game"?). Jako dodatek, ludzie, którzy zdecydują się na zakup dostaną darmowy suplement - DEATH WORLD! Jungle Adventure ma identyczny format do Action Castle, ale tym razem to czysta gra, zasady będzie można znaleść w 'podręczniku" do Action Castle.

W planach znajduje się częśc trzecia zatytułowana Spooky Manor, ale o tym na razie sza.

Dragon Age RPG Dark Fantasy Roleplaying [2010]

, ,

Nabyłem drogą kupna (a co mi tam) PDF'y do nowego systemu Green Ronin Games i przedstawiam wam najkrótszą reckę w mojej karierze:
„Kolejna wielka nadzieja crossoveru gier fabularnych z komputerowymi pogrzebana została pod stosem zestarzałych zasad i podejścia do prowadzenia niczym z końca lat osiemdziesiątych.”
Ludzie, którzy czytają tego bloga sporadycznie (lub nie znają mnie osobiście) mogą odnieść (niesłuszne) wrażenie, że ja nie robię nic innego tylko wciąż narzekam o nowych i starych grach fabularnych.
Tak sie sklada, ze staram sie podhodzic do wszystkiego co czytam bez uprzedzen i oczekiwan, ale jak czyta się coś takiego:

Game Master Fiat
On occasion a particular die roll may result in an anticlimactic or just plain dumb outcome. In such a case, feel free to change things a little to make the outcome more interesting or more in line with how the game should go. This is called “Game Master Fiat,” since the judgment of the GM overrides the strict letter of the rules. Isn’t this cheating? Well, yes, in a manner of speaking it is, but it’s “cheating” in order to make the game more interesting and fun for everyone involved. So long as you don’t alter the outcome of die rolls unfairly or maliciously and you do it to help ensure the game is fun, interesting, and challenging, you shouldn’t have a problem. Besides, the players don’t have to know you change the occasional die roll behind the scenes. That’s one of the reasons it’s a good idea for Game Masters to roll their dice out of sight of the players and then announce the results.

(wszystkie wytłuszczenia moje)

...to się aż się nóż w kieszeni człowiekowi otwiera.

Powyższy akapit znajduje się na czwartej stronie GM guide w części zatytułowanej „The Art of Gamemastering”. Im dalej zapuszczmy się w odmęty tego podręcznika tym glebiej i glebiej zapadamy sie w bagno. Porady dla prowadzacych zapodawane przez autorow wzajemnie się wykluczają, dla mnie wygląda na to że spisane zostały one przez więcej niż jedna osobę i po prostu zabrakło korektora, który te wszystkie kruczki by wyłapał i wygładził. Dowiemy się z Dragon Age Origins RPG o tym, że gracze powinni być na sesjach wciąż stawiani przed nowymi wyzwaniami, ale wyzwania te nie powinny być zbyt trudne, bo może to zakłócić plot i przygodę opracowaną przez MG. Jezeli na przykład nie radzą sobie bohaterowie graczy (ech te okropne kostki) podczas ostatniej klimatycznej walki to MG powinien oszukiwać na kościach na ich korzyść, lub po prostu zaniżać sztucznie statystyki ich przeciwników w czasie rzeczywistym - byleby tylko uratować plot i aby wszyscy byli zadowoleni / dobrze spędzili czas. Wychodzi na to ze czas dobrze spedzony na sesji to czas w ktorym sluchamy historii opowiadanej nam przez MG, od czasu do czasu rzucajac kosciami, ktorych to wyniki niekoniecznie beda wziete pod uwage, go moga one zaklocic opowiadanie historii, nikt nie ginie, nic nie jest zbyt trudne i wyzywajace, ot esencja RPG w pigulce. Oczywiście tym kto osądza to czy wszyscy się dobrze bawią i czy powinno się anulować wyniki sekretnych rzutów kośćmi jest sam MG, bo to on jest "strozem funu przy stole". No i koło się zamyka wink

Sama mechanika jest w miarę prosta w użyciu, aby nie powiedzieć zbyt prosta (czyżby wychodziła na jaw ta więź z gra komputerową o tym samym tytule?). Nagroda (jedyna) w postaci punktów doświadczenia i jej naliczanie też jest w żadnym stopniu jasne. Niby wszyscy dostają tyle samo punktów, zależnie od trudności testów, lub jak to podręcznik radzi po każdym encounterze, ale przecież podczas walki testów jest wiele, a i nie wszystkie postaci maja takie same statystyki, więc testy dla niektórych łatwe dla innych będą nie do przeskoczenia. Jak to wszystko opanować? Tutaj z pomocą ponownie wpada MG, bo on doskonale wie jak do wszystkiego podejść i ile punktów i za co gracze powinni otrzymać, w końcu mechanika pozostawia mu jeszcze pule punktów, które może on przyznać całkowicie arbitralnie zależnie od własnego widzimisię po zakończeniu przygod za tak zwane "dobre granie".

W zasadach jest mowa o tym jak gracze muszą wybrać dla swoich postaci podczas ich tworzenia i w czasie samej gry cele. Cele te następnie będą się oni starali podczas gry osiągnąć, wszystko do brzmi fajnie, ale niestety ponownie wpada nam pod nogi filozofia tworzenia gier z połowy lat dziewięćdziesiątych – i za osiągnięcie i zakończenie danych celów postacie ani gracze nie są w żaden sposób wynagradzani (dodam tylko ze jedyną walutą mająca jakikolwiek zapach nagrody są te wspomniane wyżej punkty doświadczenia). Więc jaki mają te cele (że tak się wyrażę) cel? Skoro nie dają nam one w zamian nic materialnego, po co w ogóle się trudzić? Podręcznik uważa, że samo ich osiągnięcie jest wystarczająca nagrodą – świetnie, po prosty świetnie. A można byłoby to rozstrzygnąć o wiele bardziej elegancko w ramach systemu, który został już opracowany., bo wygląda na to że ten aspekt dorzucona do zasad „na szybkiego”.

Dragon Age RPG preferuje reakcyjny model prowadzenia sesji – gdzie MG opisuje a Gracze reagują na to co dzieje się w świecie gry nie zabierając zbyt wielkiej inicjatywy oraz nie ingerując w przygodę przygotowaną dla nich przez MG. W zamierzeniu kompletna kampania ma zabrać pierwszopoziomowe postacie i doprowadzić je do poziomu dwudziestego. Szkoda tylko że w zasadach znajdujących się w pudełku nie awansują one poza poziom 5. Czyżby zwiastowało to obowiązek zakupu kolejnych produktów aby wprowadzić nasze postaci na wyższe poziomy? Na to wygląda, druga edycja Earthdawna przeprowadziła podobny zabieg, ale tam w podstawce mieliśmy możliwość awansowania do poziomu dziesiątego – cóż prawa rynku zwyciężają, bo widocznie za licencje trzeba było słono zapłacić.

Bardzo zdawkowy opis świata, ras i kultur zajmuje tyle samo miejsca co opis i listy ekwipunku i broni (po 9 stron), już widzę te otwierające się bramy do świata dodatków o różnych zakamarkach świata gry. Dodam tylko, że 9 stron to zdecydowanie zbyt mało aby dać MG jakiekolwiek pojęcie o świecie gry, czyżby autorzy uważali, ze wszyscy z grających w ten system grali również w grę komputerową? Jeżeli tak, to odpowiadałoby to na masę moich pytań i rozwiało wiele moich wątpliwości.

Oczywiście nie zabraknie takich RPG'owych standardów jak wspominanie o tym, ze można zamówić Pizze w przerwie podczas sesji czy też nie rozmawianie o problemach które mogą wniknąć podczas rozgrywki (ale chociaż autorzy zauważają, że problemy takie mogą mieć miejsce, a rola MG jest ich zauważenie).

Chris Pramas napisał w swojej karierze zdecydowanie zbyt wiele produktów do D20 i podręcznik do Dragon Age Origins jest na to najlepszym dowodem. Jedyne światło w tunelu dla mnie to to, ze T.S. Luikart zgarnął kapkę kasy za freelanceowanie dla tego projektu, bo dobrym freelancerom to płacić trza. wink

PS. Podtytuł: Datk Fantasy RPG, został dodanyc chyba jedynie po to aby hype podkręcić, bo pewnie Dark Fantasy jest teraz popularne w mainstreamie. Gra z Dark Fantasy ma niezbyt wiele wspólnego. Ale możliwe że w porównaniu do wcześniejszych pozycji Green Ronin jest ona całkiem Dark. Ja ciemności w niej nie uświadczyłem.

PS2. Linkownia: Ralpha Mazzy kilka problamów z DAO, a tutaj Judd drąży temat kapke głębiej.

Zjadam Kapelusz (Conspiracy of Shadows PDF)

, , ,

Okazuje sie ze w odmetach internetu istnieje pierwsza edycja Conspiracy of Shadows w formacie PDF.

MIlego czytania i sciagania
February 2012
S M T W T F S
January 2012March 2012
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29