Skip navigation.

exploreopera

| Help

Sign up | Help

Grota Drozdala

uwaga niski sufit

Posts tagged with "sieciowisko"

Guitar Hero nerds PWNAGE

, , , ...

Jak zapewne wiecie Harmonix wypuściło na rynek kilka lat temu grę zwącą się Guitar Hero. MInęło parę wiosen i przyszła kolej na trzecią część gry, która zawierała w sobie chyba najtrudniejszy do zagrania kawąłek - Through Fire and flames żul metalowców z Dragonforce. Youtube pełne jest Guitar Nerdów starających się pokonać ten kawałek na ekspercie - pospoglądajcie sobie na jakieś pierwsze z boku nagrania. Mroczne wyrazy twarzy, majksymelne skupienie, poważne komentarze przewijające sie przez obraz. Wiadomo - nikt się z nimi nie moze równać - mają 98% na Ekspercie a wy możecie jedynie śnić o dorośnieciu im do pięt.

Do czasu. Dzisiaj przypadkiem natrafiłem na diament, który niszczy wszzystko!!!

Nareszcie ktoś potrafi dość celnie się z rych nerdów ponabijać. Panie i panowie przedstawiam Justina i jego : "Guitar Hero 3 Expert 100% 333K "DragonForce" 33 YEARS OLD!!!"



Nie przeszkadza mu brak konsoli do gry, myszka na srole i monitor od komputera. Nie omieszkajcie sprawdzic jego opisu tego klipu, oraz kilku stron z komentami wrzącymi od jadu nerdów pokonanych i nadzianych na Guitar-Hero'owy gryf plastikowego kontrolera do tej gry.

Ja anwet zamieściłem mój własny koment (o numerze 67,292) - przytocze jego treść, bo jak znam życie zepchnięty zostanie rano na 10 stronę:
For all you GH nerds out there - Justin is soo good at GH 3 that he doesn't need no Xbox to own that dragonforce song on Expert!!! He XBOX incarnate!!!

A poniżej odpowiedź Jasona na wszystkie ataki haterów:



Niestety wydaje mi się, że ta akcja to One hit wonder, kilka innych klipów tego kolesia jest niezłychm, ale nic nie umywa się do "Guitar Hero 3 Expert 100% 333K "DragonForce" 33 YEARS OLD!!!".
Sześć i pół minuty życia dobrze stracone na internecie.

Na koniec ostateczna odpowiedź Justina:

John Wick nie proznuje

, ,

Poklikalem sobie po polskim internecie i jakos jeszcze nikt nie rozpowiadal (w polsce) o dosc fajnej inicjatywe zapodawanej przez znanego szeroko autora gier i mniej szerzej znanego masona - Johna Wicka.

Ukrywajac sie na Twejtubie pod pseudonimem Lord Strange wyglasza swoje (w glownej mierze niezwykle blyskotliwe) kazania o grach fabularnych i sztuce ich opracowywania.

Ostatni jego video-wpis w serii zwanej "play Dirty" traktuje o "poteznych bohaterach", masa na prawde swietnych rad - obejrzyjcie sobie sami.



No i warto zwrocic uwage na sam poczatek, gdzie John zachowuje sie jak spazz.

PS. Wydawnictwo Portal przygotowuje sie do wydania zebranych w jednym tomie poradnikow Johna - [url-http://wydawnictwoportal.pl/index2.php?id=najswiezsze_wiesci&p=11]Play Dirty. Nie posze tego bo palam do WP miloscia, wrecz przeciwnie - pucuje sie o tym, gdyz pryznajmniej 50% z zawartych w tym tomie porad sie wam przyda.

The Play Generated Map and Document Archive

, , ,

A w skrocie PlaGMaDA to projekt mojego znajomego Tim'a "Ozark'a" Hutchinsa. Nazwa mowi sama za siebie mapy, karty postaci oraz wszystkie dokumenty okologrowe.

Jak na razie archiwym nie jest zbyt obszerne, ale mozna poprzygladac sie jak na przklad wygladaly postaci ludzi grajacych w DnD i Shadowruna kilkanascie lat temu.

Ponizej blurb by Tim:
PlaGMaDA's mission is to preserve, present, and interpret play generated cultural artifacts, namely manuscripts and drawings created to communicate a shared imaginative space. The Archive will solicit, collect, describe, and publicly display these documents so as to demonstrate their relevance, presenting them as both a historical record of a revolutionary period of experimental play and as aesthetic objects in their own right. By fostering discussion and educating the public, it is hoped that the folkways which generate these documents can be encouraged and preserved for future generations.

Hamlet - Emo Prince of Denmark

, , ,

Moj kumplel Shy(aporn) - imie jak najbardziej prawdziwe :D) uderza z kolejnym twojo-tubowym wideo.

Insekt za darmo

, ,

Jakis czas temu pisalem o komiksie Insekt Sashy Homera, wydanego w polsce przez Kulture Gniewu.

Dzisiaj trafilem na jego wersje on-line (czytaj darmowa) za darmo.

Vąpierze istnieją!!!

,

W sumie miło jest tracić czas na internecie odczas święta, którego się po pierwsze nie obchodzi, ale wygląda jakby cały świat oprócz ciebie obchodził (nawet pizzy się nie da zamówić - kto by pomyślał - pzecież żyję w kraju wyzysku i deptaczy wartości religijnych). Grzebiąc na sievci człowiek może dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy - na przykład tego że wąpierze istnieją:
(to przecie prawda - discovery channel nie pokazało by tego materiału inaczej)

No, ale ten filmik zabił wszystko, dobrze że nie mówiono co to jest gra fabularna przy wspomnieniu Vampire The Masquerade (0:30, 1:58 - larpers!!!)
(WTF pierwsza panie wampir nie ma połowy szczęki !!!! Jkai szanujący się wąpierz by na taką degenerację pozwolić).
Czy ktoś może mi powiedzieć dlaczego ludzie wypowiadający się o albo starający się uświadomić światu, że to oni są true Vąpierzami: Truchlejącymi Maszkaronami są albo grubi lub posiadają niezbyt przyjemną dla oka aparycję, a ci bardziej cool i sprytniejsię prezentujący tylko tańczą, albo walą pozy do kamery?

Wąpierze to zaiste zadziwiające istoty nocy i cienia.

Dla tych, którzy czują się krwiopijcami istnieje nawet specjalna strona gdzie mogą poszukać pomocy u podobnych sobie nocnych drapieżców.

I kto powiedział wampiurom, że Papyrus to font godny prawdizwego wąpira? Ja Papyrusa używam jako mechanizmu obronnego przed upierdliwymi klientami w robocie, którzy zawracają mi gitarę abo są bardzo wymagający i nie wiedzą tak do końca czego chcą. Cokolwiek byś nie zrobił w takim wypadku - wiedz, że jak tylko zapodasz im stronę tytułową książki z tytułem wyfrancowanym apirusem, to się oni w zachwytach nad twoim gustem, smakiem i wyczuciem będą unosić przez długie godziny. A ty w zaciszu swojego stanowiska pracy będziesz mogł z nich spokojnie LoL'ować, bo Papirus to najbardziej oklepany font ozdobny świata, nawet Lay's na swoich "zdrowych" chipsach się przed jego czarem nie dał obronić (na tyle opakowania). Papirus to taki Times New Roman ludzi, którzy nie powinni dotykać się typografii.

Przypominamy o święcie 72 godzin później

,

Praise the zombie!

Safe For Work (SFW) Porn

, , ,

Seji pisał kiedyś o memach - dzisiaj przyszła kolej na mnie.

Safe For Work Porn to zajebista sprawa. Pomyślcie - siedzicie w biurze i potrzebujecie "chwili dla siebie", albo "kapkę czasu aby zbić stress i ciśnienie związane z pracą w tej wielkiej korporacji". Jeżeli wasz szef przyłapałby was na oglądaniu sprośnych obrazków - to w sumie moglibyście się porzegnać od razu z kariera w tek firmia (i pawdopodobnie do końca życia nie wychylilibyście się ponad klekcjonera koszyków z parkingu przed Tesco).

Pierwszy post z introdukcją - za dużo grafiki wewnątrz!!! :eyes:

Read more...

Teoria (gier RPG) prosto z szafy

, , , ...

O Clyde (nie mam nawet zamiaru próbować spolszczać jego imienia) Rhoderze mało kto słyszał. Znaczy nie słyszał ten, kto nie siedzie glębiej w teorii gier fabularnych, albo nie słucha podcastów traktujących o wyżej spomninych grach.

Więc Clyde nagrywa podcasty. Jego dziecko - Theory from the Closet: A solid place to get started in the world of Roleplaying Game theory and design (trochę przydługa nazwa, ale mi płacą od litery, więc czemu nie) powstało nie po to aby nawracać ciemny lud na teorię (co najczęściej dzieje się na sieci i podczas forum (warum?)-wars), ale jako wprowadzenie do tematu dla zainteresowanych.

Pierwsze audycje - nie powiem były kapkę sztywne, ale to norma - każdy musi oswoić się ze swoim głosem i nabrać odpowiedniego doświadczenia podczas prowadzenia programu (i wyeliminować niepożądane elementy - jak na przykład wszystkie pochrząkiwana oraz inne wyrazy dźwiękonaśladowcze, które wydajemy myśląc) traktowały stricte o teorii. Clyde wyjaśniał słuchaczom w przystęny sposób meandry G-N-S'u.

Ale nadszedł czas aby program ewluował, rozrastał się i rzyciągnął nową rzeszę słuchaczy. Pan Rhoder doszedł do wiosku (i jak się okazało później miał rację), że trzeba zakupić pół-profesjonalny i w miarę przenośny sprzęt do nagrai i zacząć uczęszczać nakonwenty - nagrywjąć prelekcje (tutaj znane jako "panele") i rzeprowadzający wywiady z "wielimi" świata (bardziej niezależnych) gier fabularnych.

Nie ukrywam, że TftC to obok Sons of Kryos (o nim będzie innym razem) mój ulibiony podcast o fabularkach.

Teraz trochę lansu, prywaty i sugestii.

W ostaniej, trzydziestej audycji - Clyde przeprowadza wywyad Z Lukiem Crane (BW) oraz Vincentem Bakerem (Dogs in The Vineyard i masa innych gier) a sam program traktuje o wspólnocie ludzi ze sceny indie i rozwiewa trochę minów na temat słynne diaspory, która miała miejsce na The Forge.
Luke wspomina o mnie około 42 minuty (to by było na tyle lansu) ale nie o to chodziło.
Mnie najbardziej podeszło zakończenie, w którym Luke wydrauje z Vincenta zwierzenia na temat tego dlaczego boji się on Burning Empires - doskonały stuff. Nie mowię tutaj tego z przekory (bo Vincenta znam, lubię i szanuję), ale na prawdę takich niesztampowych wywiadów nam potrzeba - szczególnie ze względu na emocje jakimi naładowana jest końcówka - da się słyszeć, że Vincent na prawdę nie chce udzielić odpowiedzi na pytanie, ale w końcu Luke go łamie :smile:.

Koeljnym wywiadem, który polecę będzie Clyde vs. Vincent w audycji numer 29. Niestety dyskusję będą w stanie zrozumieć jedynie ci, którzy grali albo czytali wspniałą grę Vincenta Dogs in The Vineyard ale pytania padające podczas jej trwania (i oczywiście odpowiedzi na nie) mogą się przydać każdemu, kto starać się będzie kiedyś opracować swoją własną grę fabularną. No i dowiem się dlaczego Vincent uważa w swojej grze Czarnoksiężników za bękartów a Demony za nieszczęście :D.

Na zdjęciu zmęczony Clyde odpoczywa w Game Hedquaters po zakończonym Dreamation '08.

Prawie wydawnictwo (prawie robi wielką rożnicę)

, , , ...

Seji kiedyś wspominał (a może i narzekał) na pewego wydawcę. W jego przypadku sprawa skończyła się tak, że nie był on w stanie zamówić książek - chociaż bardzo chciał - u mnie wręcz odwrotnie - nie byłem w stanie zapłacić (i nie chciałem w sumie) za otrzymany towar, ale zacznijmy od początku.

W drugiej połowie 2007 roku przeglądając archiwa mediumbloga (lans to podstawa) natrafiłem ona wpis o Monu darmowym magazynie o Urbaniźmie i problemach z planowaniem miast. Temat mnie interesował więć postanowiłem zamówić jeden próbny numer za pośrednictwem Veenman Publishing - no i zaczęły się schody.

Na ich stronie wypełniłem formularz - podałem swój adres itd. itp nawet maila. I nic. Po trzech tygodniach do domu pocztą prosto z Holandii, ładnie zapakowany itd. doszedł szósty numer Monu z jezusem na okładce. wszystko pięknie - publikacja czarno-biała papier nawet-nawet - taka kreda, ale nie za delikatn - wiadomo że mag swoje przetrzyma. W kopercie znajdował się również list od wydawcy i rachunek na 18 euro.

No i się zdziwiłem - jeszcze niedy za magazyn czarno-biały nie dane mi było zapłacić ponad 25$. Pnowie z Veenmana wycenili sobie wysyłkę na 10 eurasów - takie ich prawo w sumie, ale niestety wypełniając formularze nikt mnie nie uprzedził o cenie maga (to po pierwsze - i jak mnie pamięć nie myli na stronie domowej Monu cena oscylowała od 3 do 4 euro - tytaj skasowano mnie 6), w ogóle nikt mnie nie powiadomił o tym, że otrzymano moje zamówienie (poźniej to sobie sam wykumałęm - bo wydawało mi się, że formularz tylko służył do przekazania informacji kontaktowych).

Napisałem do wydawcy - pytając o wyjaśnienia - co i jak i dlaczego nie można u nich płacić kartą albo pay-palem - przecież mamy 21 wiek, ere informacji i technlogii itd. Po trzech e-mailach, na które pnowie Holendrzy nie raczyli mi odpowiedzieć dałem sobie spokój.

Dwa tygodnie poźniej przyszdł do mnie list od nich z groźną zawartościa - ponaglającą mnie do zapłaty oraz wyliczający konsekwencje które na mnie spadną jeżeli nie będę chciał uiścić należności (konsekwencje = 0 i puste groźby - wydawca ten nie m przedstawiciela w stanach - więc niezbyt wiele mógby mi zrobić). Wysłałem nowego maila - pytając się co i jak. Tym razem zawarlem w nim wszystkie 3 porzednie listyi wszystkie informacje, numery zamówień iwszystko inne co znalazłem w korespondencji aco mogło w jakikolwiek sposób pomóc im w rozwikłaniu tej sprawy. Ponowiłem też moje pytanie na temat kosztów wysylki oraz tego, że nie zamowiłem tego maga per-se tylko wypełniłem formularz.

Dwa miesiące ciszy - po czym kolejny list z taką samą zawartością jak poprzedni. Wkurzyłem si co niemiara. Wygarnąłem wszystk w kolejnym mailu - załączylem cała historię naszej (a rczej mojej korespondencji i zapytałem czy ktkolwiek w nich porafi czytać po angielsku.

Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu odpisał mi vice-prezes - mwiąc że należnośc mogę uiścić za pomocą czeku lub money orderu. Zapyałem się czemy nie mogę przelać tej kwoty elektronicznie (bo calłkowicie poddałem sę na froncie wykumania 10 euro za koszty wysylki) - odpowiedź brzmiała bo nie.

No niezbyt ciekawie w międzyczasie rzyszedl kolejny list a ja musiałem rzygotować się do wyjazdu do polski, więc zmoczyłęm ich tak jak oni mnie zmoczyli.

Po powrocie czekały na mnie dwa listy z wydawnictwa (nikt nie kontaktowa się ze mna pocztą elektroniczną - woleli płacić 2 eurasy na znaczek). Jeden gorźny a drugi płaczliwy - w którym sam prezes się mnie pytał czemu nie płacę, oni są małym wydawnictwem itd. i każde euro to się dla nich liczy. Kapkę mnie to rozsierdzilo, bo wcześniej mi grożono, a teraz okazuje się, że wydawnictwu, które tak bardzo chce oszczędzać - nie szkoda kasy na słanie listów pocztą, skoro można by to zrobić o wiele taniej jej elektronicznym odpowiednikiem.

W końcu u schyłku lutego - wypisałem im czek - nalepiłem znaczków za dwa dulary na kopertę i poszedł list do super panow z Veenmana. Ponad 28$ za 120 stronicowy mag, pięknie - na szczęście zdobyłem cenne życiowe doświadczenie - nigdy niczego nie zamawiać z Veenmana, bo to jedynie strata pieniędzy, nerwów i naważniesze - czasu (czego i wam nie życzę).

Aha i nie powiem z czytsej przekory, po tym jak zdałem sobie sprawe z faktu niemożności otrzymania odpowiedzi na moje pytania, czekałem aż ich opłaty pocztowe za listy słane do mnie osiągną przynajmniej pułap kosztów poniesionych przezemnie.