More or less, truck express
Sunday, March 7, 2010 8:32:08 PM
Mój kolega toper jest zawodowym kierowcą; jeździ ciężarówką z naczepą. Zazwyczaj rozwozi towar po krajach Europy południowej, ale ostatnio inny kierowca z jego firmy poszedł na urlop więc toper dostał polecenie wyjazdu do Włoch. Żeby w ciągu tego wyjazdu miał się do kogo odezwać wziął mnie ze sobą. W zamian za to zrobiłem dokumentację fotograficzną z podróży. Wszak nie codzień trafia się okazja przejechania przez Alpy 40-tonową ciężarówką, prawda? Spakowałem się i ruszyliśmy w niedzielę rano. Dla tych którzy lubią cyferki: zrobiliśmy w sześć dni ponad 4000 km, byliśmy 15 m n.p.m. w okolicach Wenecji, a także 1080 m n.p.m. kiedy przejeżdżaliśmy przez Alpy austriackie. Niewygody podróży zostały zrekompensowane niesamowitymi, zapierającymi dech w piersiach widokami. Trafiliśmy na fantastyczną pogodę - niebo było niebieskie, a powietrze czyste, więc wszystkie ośnieżony szczyty były dobrze widoczne. W dodatku przez granicę włosko-austriacją przejeżdzaliśmy w południe. Ach, w Polsce takich gór nie ma...

Wyjechaliśmy w niedzielę rano i udało nam się dojechać za Wiedeń. Tam zrobiliśmy pierwszy nocleg, na parkingu przy autostradzie. Przejechaliśmy przez Czechy (okolice Brna), granicę z Austrią przekroczyliśmy w miejscowości Znojmo. Mogę się pochwalić, że przejeżdżałem przez centrum Wiednia, ale... wjechaliśmy na przedmieściach do tunelu i wyjechaliśmy z niego już za Wiedniem. Drogi w Austrii są dobrej jakości, a cały tunel pod Wiedniem ma po cztery pasy ruchu w każdą stronę. Co ciekawe w Polsce sygnalizacja jest na większości skrzyżowań. Gdy przejeżdżaliśmy przez Czechy jedyne światła były we wspomnianym wyżej Znojmie, a kolejne napotkaliśmy dopiero w małej górskiej miejscowości na zachodzie Włoch - Piasco.
Następny dzień dostarczył nam wspaniałych wrażeń przy wspinaniu się na podjazdy, zjazdach, oraz przejeżdżaniu przez tunele ciągnące się nawet przez dwa kilometry. Ruszyliśmy rano i w miarę zbliżania się do granicy z Włochami za pagórkami zaczynały pojawiać się ośnieżone szczyty.

Drogi z dobrych zrobiły się jeszcze lepsze, a na niebie zaczęły pojawiać się drobne chmurki. W miarę zbliżania się do Klagenfurtu, szczyty były coraz lepiej widoczne. W pewnym momencie wyrosło przed nami olbrzymie zbocze, wręcz przytłaczające swoją masą...
Wczesnym popołudniem dojechaliśmy do granicy w Włochami i tam zatrzymaliśmy się na krótki postój u podnóża góry nazwy której jeszcze nie sprawdziłem.

Drogi we Włoszech są wprost fantastyczne! Są niesamowicie równe i bardzo dobrze oznaczone. Szkoda, że w Polsce takich nie ma. Wieczorem znów zrobiliśmy postój przy autostradzie w okolicach Milanu, a następnego dnia ruszyliśmy za Turyn, cały czas mając w oddali po prawej stronie Alpy szwajcarskie.

Jeszcze przed południem dojechaliśmy do Turynu, który otoczony jest górami i pagórkami.

W południe dojechaliśmy do miasteczka Piasco i zobaczyliśmy... palmy. Na dworze było kilkanaście stopni na plusie.

Załadowali nam 21 ton kiwi i ruszyliśmy w drogę powrotną, po drodze zatrzymując się na stacji pod Turynem na noc. Przyjechała do nas koleżanka Asia i opowiedziała nam trochę o kierowcach we Włoszech.
Włosi traktują zapisy prawa drogowego jako sugestie, a nie nakazy. I tak:
- z trzypasmowej drogi lewy i środkowy prowadzą w lewo, do supermarketu, a tylko prawy prosto. Są światła i jest czerwone. Asia ustawia się na środkowym do skrętu. Spodziewacie się, że kierowcy z lewego pasa po zapaleniu się zielonego pojadą w lewo? Otóż nie, jeszcze pięć samochodów jedzie prosto..
- ponoć ronda we Włoszech wprowadzono na początku lat 90-tych. Włosi podpatrzyli, że w innych krajach to rozwiązanie się sprawdza, więc zaimplementowali je u siebie. Zapomnieli jednak ustawić znaków "ustąp pierwszeństwa" przed rondem. Efekt - korki z każdej strony. Po jakimś czasie dodali więc znaki, ale nadal część kierowców jeździ po staremu, a część według nowych zasad. Jedzie się więc jak ktoś za tobą zaczyna trąbić.
- trąbienie to pierwszy z etapów agresji na drodze. Później otwiera się szybę i krzyczy na innych namiętnie gestykulując przy tym. A później można wysiąść z samochodu i zacząć okładać się z innymi kierowcami.
- Włosi parkują wszędzie, nawet na środku ulicy. A kiedy się parkuje to trzeba zostawić auto na luzie; broń boże na ręcznym. Dzięki temu inni będą mogli "rozepchać" blokujące samochody... To dlatego większość pojazdów ma poobcieraną i powginaną karoserię.
- kiedy jechaliśmy do Piasco jakiś kierowca z podporządkowanej miał nawet znak stopu, ale kiedy zobaczył rozpędzoną ciężarówkę zamiast się zatrzymać - przyspieszył...
Kierowca którego zastąpił toper powiedział mu: "jak będziesz we Włoszech to tam najlepiej nie wychodź z samochodu bo tam jest mnóstwo pedałów..." Kiedy dojechaliśmy na wspomnianą stację wziąłem się za robienie kolacji. Kątem oka zobaczyłem jakiegoś pana który przechodził się a to między krzakami, a to koło kosza... Ale nie podchodził więc go z toperem zignorowaliśmy. W pewnym momencie podniosłem wzrok, a ów pan... sprawiał sobie przyjemność. Odechciało nam się jeść.
Następnego dnia ruszyliśmy w drogę powrotną, ale pogoda nie była już tak dobra jak w poniedziałek. Zatrzymaliśmy się na nocleg już w Austrii, a w piątek dotarliśmy do Polski. Wjechaliśmy na autostradę A4 w stronę Wrocławia i pogoda była jeszcze ładna

ale już kilka kilometrów dalej wiedzieliśmy że wróciliśmy do lodowej krainy...

Na przeciwnym pasie był zlot miłośników letniego ogumienia - w karambolu zderzyło się 13 aut.
I to tyle jeśli chodzi o 6-dniową wyprawę do Włoch i spowrotem. Gdyby ktoś chciał pojechać tam osobówką to niewiele zobaczy. Przeszkadzać będą krzaki, ekrany dźwiękochłonne i... zbyt duża prędkość. Wspinając się 50 km/h pod górę można naprawdę dużo zobaczyć. Jadąć 130 km/h autostradą nie ma na to aż tyle czasu... Więcej zdjęć umieściłem w tym albumie. Zapraszam do oglądania.

Wyjechaliśmy w niedzielę rano i udało nam się dojechać za Wiedeń. Tam zrobiliśmy pierwszy nocleg, na parkingu przy autostradzie. Przejechaliśmy przez Czechy (okolice Brna), granicę z Austrią przekroczyliśmy w miejscowości Znojmo. Mogę się pochwalić, że przejeżdżałem przez centrum Wiednia, ale... wjechaliśmy na przedmieściach do tunelu i wyjechaliśmy z niego już za Wiedniem. Drogi w Austrii są dobrej jakości, a cały tunel pod Wiedniem ma po cztery pasy ruchu w każdą stronę. Co ciekawe w Polsce sygnalizacja jest na większości skrzyżowań. Gdy przejeżdżaliśmy przez Czechy jedyne światła były we wspomnianym wyżej Znojmie, a kolejne napotkaliśmy dopiero w małej górskiej miejscowości na zachodzie Włoch - Piasco.
Następny dzień dostarczył nam wspaniałych wrażeń przy wspinaniu się na podjazdy, zjazdach, oraz przejeżdżaniu przez tunele ciągnące się nawet przez dwa kilometry. Ruszyliśmy rano i w miarę zbliżania się do granicy z Włochami za pagórkami zaczynały pojawiać się ośnieżone szczyty.

Drogi z dobrych zrobiły się jeszcze lepsze, a na niebie zaczęły pojawiać się drobne chmurki. W miarę zbliżania się do Klagenfurtu, szczyty były coraz lepiej widoczne. W pewnym momencie wyrosło przed nami olbrzymie zbocze, wręcz przytłaczające swoją masą...
Wczesnym popołudniem dojechaliśmy do granicy w Włochami i tam zatrzymaliśmy się na krótki postój u podnóża góry nazwy której jeszcze nie sprawdziłem.

Drogi we Włoszech są wprost fantastyczne! Są niesamowicie równe i bardzo dobrze oznaczone. Szkoda, że w Polsce takich nie ma. Wieczorem znów zrobiliśmy postój przy autostradzie w okolicach Milanu, a następnego dnia ruszyliśmy za Turyn, cały czas mając w oddali po prawej stronie Alpy szwajcarskie.

Jeszcze przed południem dojechaliśmy do Turynu, który otoczony jest górami i pagórkami.

W południe dojechaliśmy do miasteczka Piasco i zobaczyliśmy... palmy. Na dworze było kilkanaście stopni na plusie.

Załadowali nam 21 ton kiwi i ruszyliśmy w drogę powrotną, po drodze zatrzymując się na stacji pod Turynem na noc. Przyjechała do nas koleżanka Asia i opowiedziała nam trochę o kierowcach we Włoszech.
Włosi traktują zapisy prawa drogowego jako sugestie, a nie nakazy. I tak:
- z trzypasmowej drogi lewy i środkowy prowadzą w lewo, do supermarketu, a tylko prawy prosto. Są światła i jest czerwone. Asia ustawia się na środkowym do skrętu. Spodziewacie się, że kierowcy z lewego pasa po zapaleniu się zielonego pojadą w lewo? Otóż nie, jeszcze pięć samochodów jedzie prosto..
- ponoć ronda we Włoszech wprowadzono na początku lat 90-tych. Włosi podpatrzyli, że w innych krajach to rozwiązanie się sprawdza, więc zaimplementowali je u siebie. Zapomnieli jednak ustawić znaków "ustąp pierwszeństwa" przed rondem. Efekt - korki z każdej strony. Po jakimś czasie dodali więc znaki, ale nadal część kierowców jeździ po staremu, a część według nowych zasad. Jedzie się więc jak ktoś za tobą zaczyna trąbić.
- trąbienie to pierwszy z etapów agresji na drodze. Później otwiera się szybę i krzyczy na innych namiętnie gestykulując przy tym. A później można wysiąść z samochodu i zacząć okładać się z innymi kierowcami.
- Włosi parkują wszędzie, nawet na środku ulicy. A kiedy się parkuje to trzeba zostawić auto na luzie; broń boże na ręcznym. Dzięki temu inni będą mogli "rozepchać" blokujące samochody... To dlatego większość pojazdów ma poobcieraną i powginaną karoserię.
- kiedy jechaliśmy do Piasco jakiś kierowca z podporządkowanej miał nawet znak stopu, ale kiedy zobaczył rozpędzoną ciężarówkę zamiast się zatrzymać - przyspieszył...
Kierowca którego zastąpił toper powiedział mu: "jak będziesz we Włoszech to tam najlepiej nie wychodź z samochodu bo tam jest mnóstwo pedałów..." Kiedy dojechaliśmy na wspomnianą stację wziąłem się za robienie kolacji. Kątem oka zobaczyłem jakiegoś pana który przechodził się a to między krzakami, a to koło kosza... Ale nie podchodził więc go z toperem zignorowaliśmy. W pewnym momencie podniosłem wzrok, a ów pan... sprawiał sobie przyjemność. Odechciało nam się jeść.
Następnego dnia ruszyliśmy w drogę powrotną, ale pogoda nie była już tak dobra jak w poniedziałek. Zatrzymaliśmy się na nocleg już w Austrii, a w piątek dotarliśmy do Polski. Wjechaliśmy na autostradę A4 w stronę Wrocławia i pogoda była jeszcze ładna

ale już kilka kilometrów dalej wiedzieliśmy że wróciliśmy do lodowej krainy...

Na przeciwnym pasie był zlot miłośników letniego ogumienia - w karambolu zderzyło się 13 aut.
I to tyle jeśli chodzi o 6-dniową wyprawę do Włoch i spowrotem. Gdyby ktoś chciał pojechać tam osobówką to niewiele zobaczy. Przeszkadzać będą krzaki, ekrany dźwiękochłonne i... zbyt duża prędkość. Wspinając się 50 km/h pod górę można naprawdę dużo zobaczyć. Jadąć 130 km/h autostradą nie ma na to aż tyle czasu... Więcej zdjęć umieściłem w tym albumie. Zapraszam do oglądania.



