Sunday, 20. December 2009, 17:31:37
Osoba bardzo mi bliska zmienia pracę... tak, odchodzi z Fabryki tak jak i ja z niej odeszłam. Fakt ten wzbudza niezdrowe podniecenie w zastępach wyrobników, powiedziałabym , że po zbiorowym ciele fabrycznym przeszedł bardzo silny dreszcz! MOŻNA ODEJŚĆ ! tak po prostu, znaleźć sobie inną pracę, powiedzieć dziękuję i odejść... nie myślcie , że piszę to z jakimś cieniem kpiny, nie, absolutnie, ja sama jeszcze się leczę z psychozy eks-Fabrycznej...ale, nie o tym miało być, cała ta notka zaistnieje tylko dlatego, że muszę uwiecznić dwa sms-y. Tak, wszystkie te słowa są tylko tłem...dla 2, słownie dwóch sms-ów, które mam nadzieję, długo jeszcze będą mnie bawić. No więc ta bliska mi osoba nazwijmy ją Dusią odchodzi z pracy... jej szef, nazwijmy go Gnidonem ...ups... Gwidonem, nie, myslę, że Gnidon lepiej pasuje...stwierdza:
- AHA! DUTCHESS, ta bitch, Cię ściągnęła do siebie....
- no, skoro zgadłeś, nie będę Cię okłamywała ...tak... - Dusia jest istotą prawie doskonałą, prawie, bo nie umie ściemniać..
Uwaga, teraz następuje eskalacja, Gnidon dzwoni do Dutchess i mówi...:
- No! Dutchess, zabrałaś mojego najlepszego człowieka.......
na co Dutchess, która jest istotą doskonałą i umie walić ściemę:
- Tak? ... ojej.... a mi nic o tym nie wiadomo....
Gnidon:
- No! ktoś tu wali ściemę! przecież to niemożliwe, żeby Duśka?!!! zaraz do niej zadzwonie!!!
Dutchess , sapiąc, bo właziła na 4-te piętro:
- oooouuuuuffff...Gnidon, oddzwonię, bo się wdrapuję i powietrze jest tu rozrzedzone i ufff....czwarte piętro...trace zasięg! Huston!...Huston!.....
..........heheheheheheheheehehehehehehehehehehehehe...............
i wtedy przyszedł sms, najdłuższy jaki kiedykolwiek został do mnie wysłany przez samca....dlatego wart zachowania dla potomnych !TADAM!(pisownia i interpunkcja, a własciwie jej brak-orginalne)
"Cześć uśmiecham się właśnie do tej zabawnej sytuacji sprzed chwili ale z przykrością sobie uświadamiam niby tak dobrze sie znamy a Ty mnie okłamałaś i widze że mi nie ufasz za grosz jakbyś zakładała w moim telefonie jakieś zła zamiary a ja po prostu zadzwoniłem pożartować ponabijać się...wiedz że nie mam do Ciebie zadnych pretensji ale troche mi przykro Gnidonek"
ja nie mogę, w zyciu nie wydzięcioliłam takiego długiego sms-a!
odpisałam :
"Jasne..."
lapidarność mojej odpowiedzi chyba ubodła ego Gnidona...zaatakował :
"Chyba nie do końca rozumiem co znaczy to Jasne...Acha myślisz, że blefuję i jednak mam żal do Ciebie? może troszkę o to że mnie okłamałaś ale dojutra zapomne.Natomiast o Duśkę nie mam i z przyjemnością wyznam Ci to patrząc w Twoje roziskrzone oczy - no trzymaj się może określ mi czy jesteś moją koleżanką z zaufaniem czy nie . Gnidonek"
wobec takiej wylewności i "roziskrzonych oczu", który to epitet mile podbechtał mą próżność odpowiedziałam:
"Gnidon, sprawa pracy Duśki to sprawa wyłącznie Duśki. Mnie obowiązuje dyskrecja i lojalność, które Ty masz prawo interpretować jako kłamstwo.Pozdrawiam"
zapamiętajcie z całej tej historii....Dutchess ma roziskrzone oczy ...mmmrrrrrrrrrrrrrrrr...... ;-)
Wednesday, 16. December 2009, 18:14:35
.......bo jak komuś ma się przydarzyć coś idiotycznego - mogę iść o zakład, że tym kimś będę JA ! DUCHESS!
wiedziona stadnym instynktem przedświątecznym pojechałam wczoraj do Galaxy, osobom z prowincji i nieobytym z centrum wszechświata jakim jest miasto SZ. tłumaczę, że Galaxy, to taki wielki ul, świątynia konsumpcji, centrum handlowe po prostu.Odkąd w "ulu" zrobiono płatny parking jeżdżę tam z mniejszym wstrętem - bo przynajmniej można zaparkować na 2 miejscach, lub w poprzek ....wiecie Państwo jak to jest z parkowaniem na tego typu parkingach, miejsc nie ma....a nawet jak są ....to raczej wielkością dopasowane do "malucha" ewentualnie hulajnogi ...a nie solidnego krążownika Księżny. Tak więc se jechałam...i jadąc przypomniałam sobie, że nie mam ani grosza gotówki - a tu pewnie będzie trzeba zapłacić automatowi przy wyjeździe z trzewi "ula" - 2, może nawet 4 złote polskie!, ale co tam....rozwiałam mgiełkę wądpliwości....skorzystam z bankomatu! Kręciłam się z lekka ogłupiała po Galaxy ... nic nie kupiłam, i zrobiła się nagle 21 ...ul opustoszał, nóżki mnie bolały...i poszukałam bankomatu coby wypłacić gotówkę i zapłacić za parking.Bankomat nr 1 "skontaktuj się ze swoim bankiem", bankomat nr 2 "transakcja niemożliwa do zrealizowania" nr 3 -kompilacja obu komunikatów....! AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!! a KRĄŻOWNIK zaaresztowany na parkingu!!!ciemna noc!!! Znikąd pomocy!!!Kosha w górach!!Kaśka nie odbiera!!!Iwona u dentysty!!Aga wyłączyła telefon!!Asica na wyjeździe!!! ........ na szczęście, jest jeszcze mój Książę ..... - i oto moi Państwo dowód, że samotna samica w zindustrializowanym świecie ma stanowczo marne szanse!
Wednesday, 9. December 2009, 13:33:22
Friday, 13. November 2009, 19:09:45
No więc... ta podusia z wzorem niezwykle przystojnego malamuta wcale nie należy do tej pełnej uroku suczki rasy mix... Ta podusia należy do Księcia-Pana i dostał ją od Księzny w czasach....kiedy oboje byli przekonani, że....normalni, odpowiedzialni ludzie w kamienicy to trzymają najwyżej kotka....i to wysterylizowanego, koniecznie! No ale człowiek nie jest krową...i zmienia czasami poglądy....niemniej naturalnym miejscem podusi Z PIESKIEM jest kanapa... ta kanapa.... z epoki "przed psem" (koloru ecru ...hehehehheheheheehehehheehee) na którą psu.....absolutnie NIE WOLNO NAWET JEDNĄ ŁAPĄ...
a TA PSIA MINA MÓWI : No co TY, to nie tak miało być.....niechcący na niej sobie leżałam..........
Thursday, 12. November 2009, 05:42:53
Tuesday, 10. November 2009, 19:11:01
Syndrom sztokholmski - stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi. Może osiągnąć taki stopień, że osoby więzione pomagają swoim prześladowcom w osiągnięciu ich celów lub w ucieczce przed policją.- podane za Wikipedią
czy ktoś kiedys się zastanawiał, dlaczego Księżna....zwana czasami Dutchess ( ....a czasami Bitch) ma bloga zwanego zwanego : "Z życia fabryki" ? nikt? bo może...Księzna ma fabrykę "cacyków" ze sreberek i kamyków ....nie....bo - wtedy nie byłaby Księżną tylko Fabrykantką ha!
"Z życia fabryki" wzięło się stąd, że Księżna była i chyba dziś jeszcze wciąż jest wyrobnicą w pewnej Fabryce. Wyrobnicą, a z punktu widzenia przełożonych....nawet tych usytuowanych 2 cm wyżej w hierarchii nad Księżną - niewolnicą Fabryki, własnością Fabryki i życie Księznej, Księcia , ich psa...i obu kotów - należały do Fabryki. Pieczołowicie spłacane mieszkanko pary Książęcej -...ich piwnica, czas wolny i pożycie miłosne - to wszystko należało do Fabrykantów. Półtorej roku temu Fabrykanci podjęli misję wykształcenia w Księżnej i pozostałych wyrobnikach syndromu Sztokholmskiego tzn. ludzie mieli poczuć więź ze swymi dręczycielami, więcej - Księzna i pozostali mieli odczuć, jak wielka jest dobroć F., że Fabryka wogóle istnieje i pozwala im zyć i istnieć, bo tak naprawdę wszyscy są bandą kombinatorów ewentualnie nierobów.I tutaj cytuję Naczelną Fabrykantkę : "Jak chcą, to moga iść pracować do Biedronki za 700 zł" -nie, cobym miała coś przeciw Bidronce-wielce nadobny owad, ale Fabryka jak i Biedronka - jest wielce wyrafinowana - zazwyczaj studia wyższe i jeden fakultet, plus oczywiście język obcy - to....minimum dopuszczalne. I tak oto zaczął się okres udręki Księznej i jej współtowarzyszy...i może nawet Księżna uwierzyłaby , że jest tak beznadziejna i nic niewarta....gdyby....gdyby nie przeczytała na pewnym blogu, ze pewna totalnie zdołowana dziewczyna robi sama biżuterię, i........ to poprawia jej nastrój. Hmmmm ....Księzna spróbowała tej terapii poprzez Biżu i .... poszło całkiem nieźle - najlepsze w tym wszystkim było to, ze wszyscy obdarowani, a póżniej "zamawiający" tak bardzo chwalili... później Koscha załozyła tego bloga....żeby pamiętać, te wszystkie "cacyki" i "sreberka" i Księzna odkryła, że całkiem lubi coś sobie na nim napisać, a wczoraj....wczoraj daleko od "miasta zameldowania" zobaczyłam dziewczynę. Ona stała tyłem i wydawala się obca ....ale miała w uchu kolczyk.... to ja go zrobiłam, był taki tylko jeden - i to była Joanna - eks-niewolnica Fabryki.
A dzisiaj ..... DZISIAJ POWIEDZIAŁAM DOŚĆ !!! i złozyłam wypowiedzenie .... i wiele jest dróg, którymi doszłam do tego wyzwolenia i wielu ludzi, dzięki którym jestem kim jestem i jedno jest pewne : syndrom sztokholmski Księzny sie nie ima, a nazwa bloga......... niedługo sie zmieni .
Thursday, 29. October 2009, 18:42:53
tak.... wszystko się zgadza, i znowu bedę narywać się z panów tego świata....ale...nie mogłam podarować sobie tego dowcipaska:
Wieś. Wczesny ranek. Kobieta zbudziła się, posprzątała w domu, wydoiła krowę, wygnała na pastwisko, zbudziła dzieci, nakarmiła, naostrzyła kosę, poszła na łąkę, nakosiła trawy, przyszła do domu, narąbała drew, przygotowała obiad, nakarmiła dzieci, poszła w pole, kosiła do zmierzchu, przyprowadziła krowę, wydoiła, przygotowała kolację, nakarmiła dzieci, wykąpała, położyła spać, sama się wykąpała, chwyciła kromkę chleba ze stołu, przekąsiła i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, położyła się spać. Nagle zrywa się z krzykiem: - Boże!!! Mąż od rana nieruchany!
Tuesday, 20. October 2009, 17:51:26
Księżna.... odwróciła się na pięcie i rzekła do Księcia.... :
- Ogarnij komnaty, ja.... z naszą suką rasy mix....wrócę z lasu za godzin parę....
ale , ale....błyskawica nagłej mysli przeszyła płaty potyliczne Księżny....trzeba wstawić białe pranie!
ale, ale....jest niedziela 9 rano....nie wypada włączyc pralki o tak niechrześcijańskiej porze...
jest na to sposób! pralkę załaduję teraz, a ....pranie włączę psinę wyprowadziwszy .... za godzinę!
godzina minęła Księżnej szybko na harcach z psiną po lesie.... Ksieżna wraca....
..hmmmmmmmm.....komnaty nawet, nawet ogarnięte....ale co to?!
na środku salonu rozłożona suszarka i ....wisi na niej białe pranie....pracowicie i z poświęceniem rozwieszone przez Księcia...... NIE UPRANE
Saturday, 17. October 2009, 17:20:52
Jestem chora, tak po prostu, leczyłam sobie anginę chodząc na basen i saunę i... teraz juz wiem, że to nie była najlepsza terapia. Ale całkiem przyjemna, w przeciwieństwie do Zinnatu i leżenia w łóżku - od leżenia w łóżku boli dupa, a po Zinnacie strasznie mdli. Poza tym ....oprócz najwredniejszych z wrednych klientów nikt o człowieku leżącym w łóżku nie pamięta...człowiek zapada się w piernaty jak w niebyt.
Z niebytu wyciągnęła mnie moja przyjaciółka ...hmmm...nazwijmy ją Hermioną, która wpadła wcale nie poprawiać mi poduszki ani podać basen ;-) - Hermiona wpadła na psychoterapię. Tzn. ja....leżąc i nie mogąc uciec miałam ją terapeutyzować. Tym to aktem chrześcijańskiej miłości i bezpłatnej terapii uzyskałam prawo do historii Hermiony :
Kilka lat temu Hermiona miała romans, prawdziwy romans...tzn. facet nie rzucał na kolana ani posturą ani aparycją....ale jego nieprzystepność, tajemniczość, a zarazem zainteresowanie Hermioną z czasem zaczęło sprawiać.....że przebudziły sie motyle w jej brzuchu. Ponieważ piękna Hermiona miała wiele romansów spartaczonych szybkim i bylejakim sexem tym razem wszystko miało być tak jak należy...spokojnie, z godnością ....romantycznie i elegancko, jak na wykształconych i kulturalnych ludzi po trzydziestce przystało. Ale.... bez rozwlekania, związek został skonsumowany po pół roku zabiegów ze strony KsięciaZBajki, kochankowie po upojnej nocy się rozstali i ..... zamiast żyli długo i szczęsliwie ....KsiążęZBajki zniknął .... po prostu rozpłynął się we mgle...heheheheheh....jego telefon zamilkł, a spotkany na ulicy Księciogrodu udawał, że nie zna Hermiony. Wyobrażacie sobie Państwo taką bezczelność?! Hermiona popadła w depresję ....taką książkową.... i chorowała cztery miesiące, tak naprawdę, to myśle , że choruje do dziś....
Dlaczego nieszczęsna Hermiona wróciła pamiecią do tego miłosnego zawodu? .....otóż z jakiś miesiąc temu, po całych latach emocjonalej hibernacji Hermiona poczuła ponownie znajomy ból, mianowicie do jakiegos czasu szukała rozwaznie i metodycznie pracy....pracy godnej jej, Hermiony- osoby w każdym calu doskonałej chociaz niedocenianej. I znalazła... po pierwszej rozmowie z nowymi mocodawcami wrociła uskrzydlona i pełna nadziei...po kolejnej, była zakochana całą sobą. Jej skóra się zaróżowiła a włosy lśniły, głos Hermiony stał się aksamitny, a ona sama wyjątkowo ciepła i miła...hmmmm....baczny obserwator mógłby powiedzieć , że stała się wielkoduszna i wyrozumiała dla całego świata...wielkodusznościa kobiety, która po prostu wie...że jest PIĘKNA.
Dzisiaj Hermiona siedzi obok mnie przy zimnej juz kawie i wygląda jak jesienny liść, zwinieta sama w sobie, skrzecząco sucha - mówi:
- To było jak upojna noc
- i ten telefon, tak jak wtedy - zobaczysz Księżno, nie zadzwoni.
1 2 3 Next »
Showing posts 1 -
10 of 30.