Cierpienie
Sunday, February 25, 2007 6:39:55 PM
Tytuł mówi sam za siebie... Cierpienie... Ból, strach, oczyszczenie... To moje pierwsze skojarzenia.
Ból - cierpienie prawie zawsze boli. Jest żal, płacz, czasem wręcz lament. Ale nad czym? Nie rozumiem... Ale pewnie nie muszę. Ból można zagłuszyć. Są te różne Apapy, Ibupromy, Nurofeny. Jednak mój ból jest głębszy. I od pewnego czasu moje cierpienie nigdy nie kończy się na połknięciu kilku tabletek. To coś głębszego. Ale wy i tak tego nie zrozumiecie. Bo po co się wysilać? Przecież nawet mnie nie znacie... Eh...
Strach - boję się. Za każdym razem. Boję się, że zrobię coś nie tak, że znów mi się nie uda. A kolejnej porażki nie zniosę. Więc już nawet nie próbuję. Choć może powinnam. W końcu musi się udać. Ale ja kocham życie! Nie chcę go stracić... A może chcę? Nie, nie chcę. Nie dziś, nie teraz, nie jutro... Ale kiedyś znów spróbuję. Gdy tylko poczuję taką potrzebę. Gdy znów będę skrzywdzona... Nie, nie myślcie sobie, że się użalam nad moim własnym pierdolonym życiem... Ja naprawdę nie potrzebuję waszej litości.
Oczyszczenie - moja ulubiona i najbardziej znienawidzona faza. Trwa najdłużej, najbardziej boli i zawsze się boję gdy czuję, że nadchodzi. I dlatego ją lubię. Wywołuje mieszane uczucia. I za to ją cenię, kocham, ubustwiam. Za to jej nienawidzę. Ale czy to kogoś obchodzi? Nie sądzę. Was nie. A ja jestem głupia i piszę. Bo cierpię. Ale niczego od was nie oczekuję. Możecie nawet nie czytać. A jeśli już ktoś to przeczytał, to niech mu to Bóg wynagrodzi...
Ból - cierpienie prawie zawsze boli. Jest żal, płacz, czasem wręcz lament. Ale nad czym? Nie rozumiem... Ale pewnie nie muszę. Ból można zagłuszyć. Są te różne Apapy, Ibupromy, Nurofeny. Jednak mój ból jest głębszy. I od pewnego czasu moje cierpienie nigdy nie kończy się na połknięciu kilku tabletek. To coś głębszego. Ale wy i tak tego nie zrozumiecie. Bo po co się wysilać? Przecież nawet mnie nie znacie... Eh...
Strach - boję się. Za każdym razem. Boję się, że zrobię coś nie tak, że znów mi się nie uda. A kolejnej porażki nie zniosę. Więc już nawet nie próbuję. Choć może powinnam. W końcu musi się udać. Ale ja kocham życie! Nie chcę go stracić... A może chcę? Nie, nie chcę. Nie dziś, nie teraz, nie jutro... Ale kiedyś znów spróbuję. Gdy tylko poczuję taką potrzebę. Gdy znów będę skrzywdzona... Nie, nie myślcie sobie, że się użalam nad moim własnym pierdolonym życiem... Ja naprawdę nie potrzebuję waszej litości.
Oczyszczenie - moja ulubiona i najbardziej znienawidzona faza. Trwa najdłużej, najbardziej boli i zawsze się boję gdy czuję, że nadchodzi. I dlatego ją lubię. Wywołuje mieszane uczucia. I za to ją cenię, kocham, ubustwiam. Za to jej nienawidzę. Ale czy to kogoś obchodzi? Nie sądzę. Was nie. A ja jestem głupia i piszę. Bo cierpię. Ale niczego od was nie oczekuję. Możecie nawet nie czytać. A jeśli już ktoś to przeczytał, to niech mu to Bóg wynagrodzi...
Unregistered user # Monday, February 26, 2007 8:36:07 PM
Unregistered user # Tuesday, February 27, 2007 12:51:05 PM