Skip navigation.

Wyśmiewisko różności

Dajcie mi punkt oparcia, a wyśmieję wszystko

Przysłowie motywujące, czyli znów o trudach

, , ,


Opel Astra

Per aspera ad astra




…czyli: dziś się pomęczysz,
jutro kupisz sobie Opla.



W nawiązaniu do • Wiersza o zakuwaniu„Per aspera…” po śląsku.

Dmuchawiec — mutant? Czyli zagadka laika

,

Dziwny kwiat Dziwny kwiat
Jeszcze w ubiegłym roku zamieściłem w swoim albumie foto z przyrodą zdjęcie dziwnego kwiatu, podobnego do dmuchawca, ale znacznie większego i bardzo twardego. Nikt ze znajomych nie wiedział, co to jest. W tym roku, będąc na działce u rodziny znów spotkałem tę hybrydę, i to znacznie bardziej okazałą. Spójrzcie na zdjęcie obok: wygląda na nim z pozoru jak zwykły dmuchawiec.




Ale dopiero drugie zdjęcie pokazuje, jaki rozmiar osiąga to dziwo. Ręka w tle jest moja, a zaznaczam, że nie jestem krasnalem z małymi rączkami, wręcz przeciwnie, jestem osobnikiem zdecydowanie wysokim. Ten kwiat jest tak twardy, że nie tylko zdmuchnąć go nie da rady, ale przetrzymał burze i nawet ręcznie niełatwo go uszkodzić. Może ktoś wie, cóż to za cudo? Ze mnie niestety żaden botanik, a na lekcjach biologii to nawet rozróżniania drzew nas nie uczono.



Ludzie! Sprzątajcie psie kupy…

, , ,

…albo chociaż patrzcie pod nogi, jak gracie. Kupa
W świecie wirtualnym też można wdepnąć

Masz telefon z MP3? Na ulicy skroi cię… wcale nie dresiarz, tylko jakiś ZAiKS

, ,


Telefon Do absurdów typu miliony dolarów kary za kilkanaście rzekomo ściągniętych nielegalnie piosenek, czy wytaczania procesów o piractwo osobom nie posiadającym komputera i internetu zaczęliśmy chyba wszyscy powoli przywykać. Stało się „normą”, że różne stowarzyszenie broniące tzw. praw autorskich mają pomysły dalekie nie tylko od przyzwoitości, ale i od zdrowego rozsądku. Ale co rusz to pojawiają się takie absurdy, że ręce opadają. Po ostatnim tak mi opadły, że dwa dni je podnosiłem do klawiatury:

ASCAP - Amerykańskie Stowarzyszenie Kompozytorów, Autorów oraz Wydawców - wzięło na celownik dwóch największych amerykańskich operatorów telefonii komórkowej. Odpowiednik naszego ZAIKS-u uważa, że powinni oni płacić tantiemy z tytułu dzwonków do telefonów komórkowych. Powód jest prosty - gdy telefon zadzwoni w miejscu publicznym, ma miejsce publiczne odtwarzanie utworu muzycznego. A za to należy się jego twórcy wynagrodzenie. *



Rewelacja – zadzwoni ci melodyjka w komórce na ulicy: płać. Podążając za tym rozumowaniem, jak komuś wypadnie z ucha słuchawka od iPoda i ludzie w pobliżu usłyszą kawałek muzyki: należy płacić, przecież odtworzono utwór chroniony publicznie. A może i nawet przy używaniu słuchawek w miejscu publicznym powinno się płacić. Wcale nie żartuję. Niedawno w autobusie współpasażer kilka rzędów przede mną słuchał muzyki na słuchawkach tak głośno, że zagłuszał mi nie tylko radio puszczane przez kierowcę, ale i muzykę z moich własnych słuchawek. Standardowy dowcip, że niedługo za zagwizdanie melodii na ulicy będą ściągane opłaty, niepokojąco się przybliża do rzeczywistości.

Read more...

Wartość życia. Rozmowa u wrót

, ,

Zamek z piasku
— A co robiłeś w życiu?
— Budowałem zamki z piasku.
— Chyba mało wartościowe zajęcie.
— Piasek zawsze uważał inaczej…

Jak się już powiedziało „A”, to trzeba powiedzieć… Przysłowie o konsekwencji

, , ,


A-psik

Jak się już powiedziało „A”,
to trzeba powiedzieć „-psik”.


Racjonalizatorski klucz do oszczędności

,


Ciekawe, że stare autobusy nie wzbudzają w ludziach takich pozytywnych uczuć i nostalgii, jak stare samochody osobowe, czy motocykle. Wiele marek i modeli samochodów i motorów zyskało sobie status kultowych i - mimo swojej często oczywistej siermiężności - remontowane i odchuchiwane są przez właścicieli, pasjonatów i prezentowane z dumą. Taka miłość praktycznie nigdy nie jest ofiarowywana starym autobusom. Ciekawe dlaczego. Może dlatego, że nawet jeszcze nie wszystkie zniknęły z naszych ulic i taborów przewoźników. I wszyscy mamy ich serdecznie dość, bo musimy nimi jeździć. A trudno je nazwać zadbanymi.

Takie oto myśli nurtowały mnie, kiedy ostatnio udałem się w podróż pojazdem Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej. Środkiem transportu był niezbyt nowy i rozklekotany autobus, przeznaczony chyba raczej do komunikacji miejskiej. Wprawdzie jeździłem już w życiu gorszymi, ale nie ostatnio. Wytrząsany na wertepach i rozedrgany unisono z silnikiem, zwróciłem uwagę na aluminiową klapę w podłodze - rzecz typowa w tych modelach, ale zaintrygowało mnie jej zamocowanie do podłogi z dwóch stron:
Klapa

Naśmiewałem się dość długo z tej innowacji, ale poniewczasie naszła mnie refleksja. Po co płacić za jakieś dedykowane rozwiązania mocujące, skoro wystarczy śruba, nakrętka i stary klucz. Dokładniej dwie sztuki. A dzięki temu rozwiązaniu zapewne uniknięto klekotu metalowej klapy, na który bez wątpienia bym pomstował.

Przecież twórca tej racjonalizacji to istne dziecię zaradności: Adama Słodowego i Pomysłowego Dobromira (nie każdy wie, że to rodzina!), czy też MacGyvera (w zależności od wieku). Nadto mamy tu modelowy przykład recyklingu, czyli dbania o środowisko. Zatem, nim PKS Kalisz szarpnie się na nowszy tabor na średnich dystansach, szacunek wam, Bezimienni Racjonalizatorzy.

Ten turniej nie jest dla każdego

, , ,

Anorektyczka

Anoreksja, jadłowstręt psychiczny — (z grec. an – brak, pozbawienie, orexis – apetyt Anorexia nervosa) – zaburzenie odżywiania się, polegające na celowej utracie wagi wywołanej i podtrzymywanej przez osobę chorą. Anoreksję cechuje szybko postępujące wyniszczenie organizmu, które pozostawia często już nieodwracalne zmiany. Za: Wikipedia




Zdmuchnięta anorektyczka

Zgodnie z zaleceniem połączonych zarządów Liandri Mining Corporation oraz NEG, osoby ze zdiagnozowanym jadłowstrętem psychicznym i podobnymi schorzeniami nie będą dopuszczane do udziału w rozgrywkach, począwszy od Unreal Tournament A.D. 2352. Przyczyną wydania edyktu są przypadki zwiania zawodników przez zaburzenia atmosferyczne oraz zbyt niskie tempo rozgrywanych meczy i związany z tym spadek widowiskowości turnieju.
Liandri Corp. HQ, 2351

Sprzedane ideały, czy taktyczna zagrywka? — nieoczekiwana wolta The Pirate Bay

, ,


*Sold Internetem wstrząsnęła ostatnio wieść, że najbardziej znany i najzacieklej broniący się serwis z torrentami – The Pirate Bay, został sprzedany za 7,7 miliona dolarów prywatnej firmie, która zamierza go „odpiracić”, „ulegalnić” i odprowadzać nawet opłaty licencyjne właścicielom praw autorskich. Czy to koniec piractwa? — pytają zdumieni internauci. – Gdzie się podziały pirackie idee jego twórców? Czy TPB pójdzie drogą Napstera: skomercjalizuje się i zmarginalizuje? Przypomnijmy, że przecież TPB to jedyna taka strona, która zaciekle opiera się szantażom prawnym i do upadłego walczy w sądzie, rzekomo w imię idei.

Nabywcą The Pirate Bay jest szwedzki producent oprogramowania Global Gaming Factory X. Jeden z najpopularniejszych serwisów z torrentami przechodzi w dobre ręce ludzi z odpowiednim nastawieniem i możliwościami - zapewniają przedstawiciele TPB na swoim blogu. Nowy właściciel twierdzi, że na przejęciu skorzystają dostawcy treści, właściciele praw autorskich, a także użytkownicy sieci wymiany plików.

- The Pirate Bay to jeden ze 100 najczęściej odwiedzanych internetowych serwisów na świecie. Jednak by przetrwać, The Pirate Bay wymaga nowego modelu biznesowego, który zaspokoi żądania i potrzeby wszystkich stron, dostawców treści, operatorów internetu, końcowych użytkowników i sądownictwa. Twórcy oraz dostawcy potrzebują kontroli nad swoimi treściami oraz zapłaty za nie. Użytkownicy sieci wymiany plików potrzebują większych prędkości pobierania i lepszej jakości - mówi Hans Pandeya. Przedstawiciel GGF twierdzi, że ma pomysł na The Pirate Bay, tak by wszystkie strony odniosły korzyści. *



Czyżby więc jednak koniec legendy piractwa? Może niekoniecznie. Maciej Miąsik zamieścił na swoim blogu odnalezioną przez siebie ciekawą wypowiedź jednego z założycieli TPB, którą pozwoliłem sobie naprędce przetłumaczyć:

TPB było własnością spółki przez ostatnie lata od czasu najazdu [nie jest dla mnie jasne, o jaki najazd chodzi, zapewne o jeden z ataków organizacji antypirackich – Jrg], więc nic tak naprawdę się nie zmieni poza nazwami i właścicielami. Mówienie, że TPB stanie się usługą płatną jest mylne, a dyrektor generalny, który coś takiego sugerował, nie ma pojęcia, o czym mówi.

Wielką zmianą jest to, że traker zostanie oddany nowo sformowanej spółce, która nie będzie wiedzieć, co takiego traker udostępnia, będzie jedynie łączyć użytkowników [peers] ze sobą, zaś lista torrentów będzie zarządzana przez inną spółkę, która będzie składować torrenty, ale nie będzie w znać ani ich zawartości ani tożsamości użytkowników. Taka konfiguracja uczyni niemal niemożliwym jej wyłączenie, jak też ustalenie osoby odpowiedzialnej, którą można by oskarżyć.

Trzecią stroną będą spółki/usługi, które będę w posiadaniu API [interfejs programowania – Jrg], więc każdy będzie mógł na swoim blogu, czy cokolwiek tam posiada własnego, zamieścić niewielką listę torrentów, w ten sam sposób w jaki ściąga się kanał [feed] twittera. Pamiętacie, w jaki sposób Twitter [dzięki sposobowi, w jaki zaprojektowano jego działanie – Jrg] zniweczył wszelkie irańskie próby jego zablokowania? Wystarczyło, że ludzie zaczęli używać innych stron do ściągania jego kanałów i czytania? Cóż, w tę stronę zmierzają torrenty i TPB.

Podsumowując, to wcale nie jest koniec świata, jak to widzą niektórzy, ale raczej ciekawe techniczne usprawnienie.

I bez obaw, o ile wiem, kompanie medialne nie dostaną z tego ani pensa, pieniądze pójdą na milusi fundusz, który będzie robił fajne rzeczy.



Trochę wątpliwości budzi jednak sprzeczność powyższych wypowiedzi, oraz to, że cytowany współzałożyciel TPB nie jest już z tym serwisem związany. Więc sprzedaż ideałów, czy sprytna zagrywka taktyczna? O co chodziło i jak się sprawy potoczą dowiemy się zapewne najwcześniej w sierpniu, kiedy zostanie sfinalizowana transakcja. Jednak koncepcja działania serwisu torrentowego przedstawiona powyżej wydaje się mieć ręce i nogi i jak nie TPB, to kto inny skorzysta z pomysłu. Powstają też już sieci wymiany nowej generacji, które mają gwarantować użytkownikom anonimowość i bezpieczeństwo przed antypiratami.

A na marginesie, wypowiedź ta rzuca ciekawe światło na fenomen Twittera w Iranie, przyznam, że wcześniej nie wnikałem, dlaczego akurat ten serwis tak się tam rozpowszechnił i w jaki sposób oparł się rządowym blokadom. Pokazuje to siłę usług rozproszononych. Jeśli niestroniące od przemocy i blokad władze Iranu nie były w stanie zablokować przepływu informacji, to czy da się unieszkodliwić działające podobnie sieci wymiany?

W Australii nie zagrasz w WoW, czyli internetowy §22

, , ,


Wyznam, że jestem już nieco znużony pisaniem o cenzurze w internecie, próbach ograniczania przepływu informacji, niekorzystnych i absurdalnych zmianach w prawie… W wakacyjny upalny dzień wolałbym wrzucić coś lekkiego, bo i tak nikt nie ma ochoty czytać. No ale jak się powiedziało „a”, to trzeba powiedzieć… A kolejny temat z cyklu leży, czeka i się prosi, świnia jedna.

W Europie toczy się szamotanina o Pakiet Telekomunikacyjny, czy antydemokratyczne ustawy we Francji, kraje niedemokratyczne wprowadzają przeróżne rodzaje cenzury… Ale kontrola internetu w Australii bije chyba wszelkie granice absurdu. Na razie, bo wygląda na to, że to jeszcze nie koniec tamtejszych pomysłów.

Minister ds. sieci szerokopasmowych, komunikacji i gospodarki cyfrowej, Stephen Conroy, zamierza rozszerzyć istniejącą w Australii blokadę Internetu na gry dla dorosłych, które przez agencję Australian Communications and Media Authority (ACMA) nie zostały dopuszczone do użytku dla osób poniżej 15. roku życia (MA15+). Inaczej niż w innych zachodnich krajach uprzemysłowionych, w Australii nie istnieje klasyfikacja od 18. roku życia. Gry, którym ACMA odmawia przyznania klasyfikacji MA15+ (Refused Classification), nie mogą być sprzedawane w Australii w handlu detalicznym. Conroy, członek Australijskiej Partii Pracy (Australian Labor Party), chciałby teraz rozszerzyć ten zakaz na gry w przeglądarkach i takie, które można pobrać z Internetu, a także gry online i internetowe sklepy z importowanymi grami […] dostęp do danej strony ma zostać zablokowany za pomocą filtrów internetowych – niezależnie od tego, czy internauta jest pełnoletni, czy też nie. To dotyczy również takich gier online jak "World of Warcraft" czy "Second Life", które do tej pory nie zostały zaklasyfikowane przez ACMA. Zgodnie z nową regulacją już jedna skarga na rażące treści ze strony innych graczy wystarczyłaby, aby taka gra została zablokowana w Australii. *



No istna rewelacja. Nie dość, że zlikwidują w ogóle gry dla dorosłych, nie będą mogli w nie grać również dorośli (!), to zablokowane zostaną również gry, którym nie przyznano „metryczki”, wystarczy jedna skarga na nie (np. ze strony konkurencji).

Cenzura

Drugą kwestią jest to, że początkowo regulacje miały służyć „szlachetnej walce z pedofilią”:

Rzecznik Electronic Frontiers Australia skrytykował stosowaną przez rząd taktykę salami. Nowe filtry sieciowe wykraczają daleko poza pierwotnie przyjęty cel – początkowo miały one być ostateczną bronią w walce z dziecięcą pornografią.



No to ciekawe, do czego posłużą jeszcze te ustawy. Pewnie do uciszenia przeciwników tych ustaw, niczym „paragraf 22”. Pamiętacie, dopiero co pisałem, że walka z terroryzmem, pedofilią i piractwem to tylko mydlenie oczu dla wprowadzania coraz większej cenzury i powiększania władzy rządzących? Nie chciałbym mieszkać w Australii… współczucie dla jej mieszkańców, którzy usiłują walczyć z idiotycznym prawem. I pytają, co z dziećmi (patrz ilustracja) na których rzekome dobro powołują się rządzący?

Niestety autentyk, czyli rewolucja w gramatyce…

, ,

…dzięki prezenterowi wiadomości w lokalnej telewizji. Próbowałem rozpisać sobie, jak wobec tego powinny wyglądać pozostałe przypadki, ale wymiękłem. Nie byłem pewien nawet mianownika. Może komuś innemu się uda. Behold!
zwierzętowi

If I was green, I would die… czyli zemsta konesera

, ,


Nudne już stało się narzekanie, że lansowane przez korporacje muzyczne sezonowe gwiazdki regularnie i standardowo biorą stare, szlachetne przeboje i przerabiają na disko, techniawę, czy mówiąc ogólnie: um cyk um cyk. Nic nowego nie są w stanie wymyślić, stworzyć, kultura przeżuwania (zamiast przeżywania), tak, tak…

Większość takich przebojów przelatuje obok mojego ucha: nie posiadam TV, nie słucham radia, słyszę je co najwyżej przelotem na ulicy albo u fryzjera… przepraszam, ściemniłem, nie chodzę do fryzjera. Przypadkiem posłuchałem niedawno przeboju „I'm blue”, którego motyw owszem, gdzieś tam kiedyś mi mignął, ale nigdy nie słyszałem w całości, nie mówiąc już o posiadaniu wiedzy, że autorem jest jakieś Eiffel 65. Tak dla przypomnienia, to kawałek, którego słowa złośliwie przekręcane są na „I am blue, if I was green, I would die”. Naprawdę brzmią one oczywiście „da ba dee da ba die”. To zresztą ciekawostka sama w sobie, że złośliwe przekręcenie ma nieskończenie więcej sensu niż oryginalny tekst. Może cokolwiek ambitniejszego niż „da ba di da ba daj” byłoby nazbyt wyrafinowane dla planowanej grupy docelowej? No ale zerknijmy:



Wybrałem nieoryginalny, fejkowy teledysk, bo postać z niego jest dziwnie znajoma, prawda, Tkacz? Poza tym może tak szybko nie usuną go z YTuby.

Postarajcie się zignorować wokal i idiotyczną aranżację i wsłuchajcie się w sam główny motyw muzyczny. Ja stwierdziłem, że to przecież bardzo urokliwa melodia. Uszyma wyobraźni mogę sobie ją doskonale wyobrazić (jaki jest słuchowy odpowiednik od „zwizualizować”?!) graną jedynie na fortepianie. Nawet synkopowaną w jakiejś jazzowej aranżacji. Do tego wokal, koniecznie kobiecy, i oczywiście mający sens tekst. I oto mamy naprawdę waty uwagi utwór.

Może pora zacząć odpłacać pięknym za nadobne? Na zemstę konesera? Może pora zacząć przerabiać sezonowe techniawy na ambitne i wartościowe utwory?
Download Opera, the fastest and most secure browser
July 2009
M T W T F S S
June 2009August 2009
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31