Skip navigation.

Wyśmiewisko różności

Dajcie mi punkt oparcia, a wyśmieję wszystko

Posts tagged with "informatyka"

Dużemu wolno… być piratem

,


Praktycznie wszyscy znający się na rzeczy są przeciwni rządowej ustawie nakładającej – pod pretekstem walki z hazardem, którego prawie nikt w tym kraju nie uprawia – cenzurę na internet. Wszyscy pokazują słabe strony i bzdury, jakie zawarte są w projekcie…

Polskie Towarzystwo Informatyczne zdecydowanie sprzeciwia się zaproponowanej nowelizacji ustawy znanej powszechnie pod nazwą "hazardowej", a zwłaszcza tej jej części, w której mowa o Rejestrze Stron i Usług Niedozwolonych. Twierdzi, że jest to projekt "bezprecedensowo zły" i uważa, że "powinien zostać w całości wycofany". »»»


Co na do rząd? Ma to w „de” i udaje, że nie ma problemu.

Tymczasem ni du-du nie można się doprosić o informację na temat planowanych ustaw ACTA (międzynarodowym porozumieniem odnośnie zwalczania piractwa i naruszeń praw autorskich). Jedyne materiały, to przecieki, jakie opublikowano w Niemczech. Dlaczego obywatele muszą się dowiadywać o tym, co ich dotyczy, z przecieków? — pyta retorycznie prawnik Piotr Waglowski z serwisu VaGla.pl. »»»

Żeby nie było nam wesoło, Brytyjczycy z kolei planują wprowadzenie urzędu Generalnego Łowcy Piratów, który będzie mógł dowolnie karać piratów i ustanawiać prawo wedle własnego widzimisię, bez kontroli parlamentu (sic!). Coś jak Wielki Inkwizytor. »»»

Drastycznie zaostrzyć prawo planuje ponoć także Hiszpania, znana do tej pory z umiarkowania i rozsądku w tej kwestii. Chyba ostatni cywilizowany kraj, gdzie nie upadli jeszcze na głowę, to Kanada.

Akurat w Kanadzie, mimo jej łagodnego prawa, wytwórniom muzycznym (sic!) grozi grzywna sześciu miliardów dolarów (sic!) za łamanie praw autorskich (sic!). Ciekawe, że w krajach, które ostrzej niż Kanada zwalczają piratów, te same wytwórnie są bezkarne. »»»

Wniosek mogę wysnuć tylko jeden. W prawie pirackim nie chodzi o walkę z piractwem, ale o maksymalne dojenie (wszystkich: i użytkowników i artystów) i nabijanie kabzy multimedialnym koncernom. Temu jedynie, a nie ochronie artystów, służą ich miecze, jakimi są organizacje obrony „praw autorskich”.

IV RP jednak będzie… w Internecie?

, , ,


Propozycje [wiceministra finansów] Kapicy znalazły się na oficjalnej stronie internetowej Ministerstwa Finansów. Proponowane zapisy mają trafić do forsowanej przez rząd drugiej ustawy o grach hazardowych.

Pomysły wiceministra są bardzo restrykcyjne. Wszystkie internetowe kasyna, z których korzystają Polacy, będą musiały działać według polskiego prawa (do tej pory wiele serwerów kasyn instalowano za granicą np. na Malcie i funkcjonowało na podstawie zagranicznych regulacji).

Zmiany nie ominą także Służby Celnej, która będzie inwigilowała internautów grających w internecie. Z kolei firmy telekomunikacyjne zostaną zmuszone do gromadzenia i przekazywania organom państwowym danych o kasynach.

Celnicy będą inwigilować internautów odwiedzających wirtualne kasyna. Służba Celna zgromadzi dane o klientach i zablokuje kasyna - to część najnowszych propozycji wiceministra finansów Jacka Kapicy. Już niedługo Służba Celna może zamienić się w internetową tajną policję. »»



Skomentować to można tylko w jeden sposób: ktoś się zbyt wiele razy uderzył w głowę. To wszystko koncepcje wydumane, nieskuteczne, niewykonalne, drogie, godzące w państwo prawa i swobody obywatelskie. Podsumowując: stek idiotyzmów. Tajne policje, prewencyjna cenzura — czy o to chodziło wyborcom, kiedy głosowali na tę partię? Pora chyba zweryfikować dany jej kredyt zaufania.

Jak słucha się w TV o planach limitowania ilości kasyn względem liczby mieszkańców, to nasuwa się pytanie: kiedy limitowanie i likwidowanie punktów Lotto, które jest najpopularniejszym hazardem w tym kraju?

To samo w większości Europy i Unii Europejskiej. Prawo zaczyna być tworzone pod dyktando lobby wielkich koncernów, które chętnie wydarłyby opłatę nawet za śpiewanie sobie pod nosem:

Tysiąc funtów kary groziło pewnej Brytyjce za śpiewanie w godzinach pracy. Nie miała bowiem na to stosownej... licencji (sic!), co nie spodobało się Performing Right Society, brytyjskiej organizacji zbiorowego zarządzania i ochrony praw autorskich. 56-letnia Sandra Burt, pracująca jako sprzedawczyni w sklepie spożywczym w Clackmannanshire w Wielkiej Brytanii, mogła zostać ukarana grzywną w wysokości aż tysiąca funtów […] »»



Jedyne oznaki zdrowego rozsądku widać w niektórych państwach skandynawskich:

Read more...

Ericsson kopiuje z Harrisona

, , , ...


Firma Ericsson zaprezentowała niedawno futurystyczną koncepcję komputera w roku 2020. Pokazany na targach Taiwan Broadband prototyp (a w zasadzie raczej jego zalążek), to niewielki moduł, który oprócz komputera ma zawierać dwa projektory: jeden wyświetla ekran na ścianie, drugi klawiaturę na blacie stołu. W tej chwili toto jest rozmiaru niewielkiej butelki z napojem, ale już trwają prace nas wersją bardziej kieszonkową. »»

Ericsson Spider Computer

Oczywiście, to w sumie nic nowego. Klawiatura wyświetlana na blacie to gadżet, który jest normalnie do kupienia w sklepach (choć drogi i mało praktyczny), mikroprojektory też już są na rynku, montowane w jeszcze mniejszych urządzeniach, bo w telefonach komórkowych. W sumie więc ten „nowatorski” koncept inżynierów Ericssona to tylko zlepek istniejących technologii, w dodatku niezbyt imponujący, nawet na filmie z pokazu nie widać, żeby to robiło cokolwiek poza samym wyświetlaniem. Pokazywana mniejsza wersja na pajęczych nóżkach to atrapa, a film jest nudny jak flaki z olejem, zawiera jedynie ględzenie zza kadru.



Ale nie dlatego wspominam. Jeszcze dziesięć lat temu niemożliwe wydawałoby się wpakowanie komputera z projektorem do urządzenia wielkości paczki papierosów. A dziś — proszę bardzo, bo przecież taki mniej więcej rozmiar mają komórki.
A ja o takim pomyśle czytałem już wiele lat temu! Gdzie? Oczywiście, w powieści science-fiction. Mało znana trylogia „Ku gwiazdom”, jaką napisał znacznie bardziej znany Harry Harrison, zawiera opis czegoś bardzo podobnego. Oto fragment rozdziału czwartego trzeciej części, napisanej w roku 1987:

Najważniejszą rzeczą, którą udało się zatrzymać więźniom, był mikrokomputer. Była to właściwie zabaweczka, niewątpliwie otrzymana od kogoś w podarunku. Strażnicy przeoczyli go, ponieważ z wyglądu przypominał sztukę biżuterii w kształcie wiszącego na złotym łańcuszku czerwonego serca, z wygrawerowaną po jednej stronie literą "J". Należało jedynie położyć wisiorek na płaskiej powierzchni i nacisnąć literę, by przed operatorem pojawił się pełny hologram klawiatury. Pomimo braku wrażenia realności był to jednak najprawdziwszy komputer, dzięki wbudowanej jednostce pamięci molekularnej zbliżony pojemnością do zwykłych komputerów osobistych.



Nie ma wprawdzie ani słowa o ekranie, ale można się domyślić, że też jest w podobny sposób wyświetlany, przynajmniej, czytając tę powieść jako dziecko, tak właśnie sobie to wyobrażałem. Pomyśleć: gdyby Harry Harrison opatentował ten pomysł, dziś pewnie ściągałby za to niezłe pieniądze.

Z polskiego na nasze: Google Translate nie tylko tłumaczy ale i objaśnia

, ,


Użytkownicy lubią usługi Google za ich synergię — łączenie różnych możliwości w jedną całość. Dla przykładu ich automatyczny tłumacz stanowi nie tylko osobny serwis, ale i dodatkową funkcję w skrzynce e-mailowej, albumie ze zdjęciami, i tak dalej.

Od niedawna Google Translate oferuje nie tylko tłumaczenie pomiędzy różnymi językami, ale również objaśnianie wpisów w rodzimym języku, które mogłyby się komuś wydawać niezrozumiałe. To popularne tłumaczenie „z polskiego na nasze” i — mam nadzieję — w drugą stronę z pewnością pozwoli lepiej porozumiewać się z naszymi ziomami bliźnimi.

Google Translate w Picasa Albums

W obronie prawa do swobodnego przepływu informacji i otwartego Internetu

, , ,


O toczącej się walce o niezależność i neutralność Internetu pisałem już nieraz. Niestety, zmagania te toczą się prawie całkowicie poza uwagą mediów, jakby kwestia ograniczania wolności obywatelskich była kompletnie nieistotna. Można wręcz mieć podejrzenia, że to efekt pracy lobbystów, którzy nieustannie usiłują przeforsować zmiany prawa korzystne dla wielkich koncernów, a niekorzystne dla nas – zwykłych użytkowników. Niestety, za nimi stoi wielki sprzymierzeniec: pieniądze.

Pisałem o próbach ograniczenia swobody przepływu informacji w sieci, dzięki którym firmy mogłyby dowolnie ograniczać nasze łącza. Zamiast rozwijać infrastrukturę, mogłyby dowolnie narzucać nam limity: a to limit ściągniętych danych, a to niemożliwość korzystania z wybranych usług, a to ograniczać dostęp do stron internetowych. Miało to miejsce zarówno w USA, jak i Europie (niesławne Telekom Package).

Obecnie zaczyna się kolejna runda negocjacji wokół tej ustawy. W USA Federalna Komisja Łączności wydała wytyczne mające gwarantować neutralność Internetu. W Europie nic takiego nie stworzono. Dlatego pojawiła się w sieci petycja o przyjęcie podobnych wytycznych:

Po pierwsze chodzi o zapewnienie użytkownikom Internetu prawa swobodnego dostępu do zasobów w Sieci, a także do ich przesyłania i odbierania bez ograniczeń. Drugi postulat to prawo do dowolnego użytkowania programów i usług. Trzeci – żądanie możliwości podłączania do Internetu jakiegokolwiek sprzętu i stosowania dowolnego oprogramowania, o ile nie szkodzi to samej Sieci. Punkt czwarty to swoboda wyboru między dostawcami Internetu, aplikacji, usług i treści.

Do tego dochodzą dwa nowe postulaty dotyczące przejrzystości zarządzania Siecią i braku dyskryminacji. Operatorzy sieciowi nie mogą blokować aplikacji albo usług ani też wykluczać wybranych nadawców (względnie odbiorców) z uczestnictwa w ruchu sieciowym. Dostawcy Internetu muszą też ujawnić praktyki stosowane w zakresie zarządzania ruchem. Użytkownikom powinno być przyznane prawo do łącza o jasno określonej przepustowości i jakości zgodnej z deklaracjami providera. Heise Online☞



Niestety, według obecnie funkcjonującego projektu ustawy, dostawcy usług muszę jedynie poinformować o przyjętych „metodach zarządzania ruchem”. Poza tym mogą robić co chcą: zablokować nam P2P, zablokować Skype czy telewizję online (jeśli dostawca internetu dostarcza jednocześnie telefon i TV kablową, to ma w tym interes), czy sprawiać inne trudności.

Argument niektórych, że takie sprawy „ureguluje sam rynek” są bzdurą. Niestety, na znacznej części obszarów, nawet w krajach lepiej rozwiniętych, tam naprawdę nie ma wyboru, bo istnieje jeden, czy dwóch dostawców sieci. A będzie im się ekonomiczniej dogadać, niż oferować klientowi jakość.

Dlatego też każdy z nas powinien niezwłocznie podpisać petycję. To nasz wspólny interes, brońmy go. Ja już podpisałem.

Procenty. Trudne one są

, ,


Dość często przyczepiam się do jakości artykułów publikowanych na stronach i podstronach gazeta.pl. Portal ten, jako że wyraźnie nie dysponuje dobrą kadrą (tak źle zarabiają?), chętnie korzysta z darmowej zewnętrznej siły roboczej. Dział technologie tworzony jest przez automatyczne ściąganie artykułów z kilkunastu wortali technologicznych, których właściciele korzystają w ten sposób z okazji, żeby się wypromować przy pomocy marki gazety.

Można śmiało powiedzieć, że te importowane na technologie.gazeta.pl artykuły biją na głowę rzetelnością ich teksty własne (może poza niektórymi wygłupami internetowego Chipa). Niestety, i tu bywają fatalne wpadki. Po ostatniej zastanawiam się, czy aby udostępnianie swoich materiałów portalowi gazeta.pl nie powoduje metafizycznie jakichś negatywnych skutków? Oto, co wczoraj napisał ktoś z wortalu webhosting.pl:

W przyszłym tygodniu Niemcy będą wybierać nowy parlament. Nieoficjalna, młodzieżowa elekcja odbyła się już w miniony weekend. Okazało się, że niemal 9% niemieckich nastolatków popiera Partię Piratów.

Wybory dla młodych to pomysł organizacji pozarządowej U18. Jej zadaniem jest promowanie obywatelskich postaw wśród osób, które jeszcze nie mogą głosować. Łącznie w piątek do urn poszło 120 tysięcy ludzi, z czego 8,72% oddało swoje głosy na Partię Piratów. […]

Gdyby ugrupowaniu udało się powtórzyć ten wynik w oficjalnych wyborach zaplanowanych na 27 września, zyskałoby kilkadziesiąt miejsc w niższej izbie parlamentu. Zebrałoby więcej głosów niż liberałowie (7,6%) oraz prawie tyle samo co skrajna lewica (10,38%). Jedna piąta nastolatków nadal wybiera chrześcijańską demokrację, tyle samo głosuje na zielonych i socjaldemokrację.


Wyniki sondażu


Oto magiczny hokus pokus na procentach: wg autora jeśli Partia Piratów powtórzy ten sukces w wyborach, czyli zagłosuje na nią 9% nastolatków, to dostanie ona 9% głosów wyborców. Niestety, rozczaruję go, nawet gdyby wszyscy nastolatkowie mogli głosować, to wątpię, żeby przełożyło się to na więcej niż 1% głosów wyborców. Niestety bowiem dla rozmarzonego autora, prawo pozwala głosować ludziom powyżej 19 lat i co więcej, oni z tego prawa korzystają.

Zważywszy że do wyborów pozostał niecały tydzień, nie da też rady zdążyć z eksterminacją wszystkich obywateli Niemiec w wieku od dwudziestu lat w górę. Co więcej, nie da też rady zdążyć ze zmianą prawa tak, aby mogli głosować obywatele niepełnoletni, co ostatecznie miażdży wyliczenia autora.

Artykuł opublikowany przez webhosting.pl powołuje się na torrentfreak.com, ale tam oczywiście nie ma takich absurdalnych kalkulacji, jest to „twórczość własna”. I nie spodziewałbym się, torrentfreak.com to komputerowi nerdowie, a oni raczej liczyć potrafią.

Być może nie jest to nieznajomość funkcjonowania procentów i mechanizmu wyborów u redaktora webhosting.pl, a jedynie nieumiejętność sformułowania czytelnej i dorzecznej opinii — obśmiewane przeze mnie założenie wyraźnie miało posłużyć jedynie do skrytykowania działań polskiej Partii Piratów. I pewnie bym się nie czepiał, gdyby nie to, że już kiedyś, jak pamiętam, obsztorcowałem webhosting.pl za nieodróżnianie procentów od punktów procentowych.

Za bijatykę… skontrolują ci komputer?

,


Pluskwy w telefonach i szperanie w komputerach oszustów giełdowych czy uczestników bójek - w takie uprawnienia rząd chce wyposażyć policję - informuje dzisiejsze "Metro". Nowe uprawnienia do inwigilacji i śledzenia obywateli mają pojawić się w nowelizacji ustawy o policji. Pracę nad projektem kończy MSWiA. Ustawa czeka na przyjęcie przez rząd. Według projektu policjanci będą mogli otwierać listy i przesyłki, czytać SMS-y oraz podsłuchiwać rozmowy telefoniczne. Do tej pory takie uprawnienia przysługiwały policji w przypadkach podejrzenia zabójstwa, terroryzmu, korupcji, spraw narkotykowych i mafijnych […] Policjanci mogliby tez zdalnie przeszukiwać komputery podejrzanych i sprawdzać ich e-maile. (gazeta.pl ☞)



Tak, jasne, nie da się już ścigać uczestników bójek bez sprawdzania ich komputerów. Ręce opadają. Coraz bardziej zgadzam się z tym, że tak naprawdę te wszystkie pilące potrzeby to tylko pretekst dla ograniczania naszej wolności i prywatności. Dopiero co był dym o niekontrolowany dostęp do gromadzonych danych osobowych, jeszcze sprawa dobrze nie ucichła, a już nowe rewelacje.

Zdumiewające, że pomysły ograniczania swobody, wolności i prywatności obywateli tak powszechnie pojawiają się w krajach – ponoć – wolnych i demokratycznych: USA, Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Australii… Czy Polska będzie następna?

KGB i Stasi spoglądałyby z zazdrością

,


14 milionów Polaków korzystających z sieci nie może spać spokojnie. Policja, CBA i ABW chcą mieć prawo śledzenia ich działań. Policja i służby specjalne chcą, by portale i witryny gromadziły dane o internautach i ich działaniach na potrzeby możliwych śledztw. Służby miałyby dostęp do tych informacji przez 24 godziny na dobę, zdalnie, bez wiedzy i na koszt właścicieli witryn.

Dane miałyby być gromadzone – według nieoficjalnych informacji „Rz” – przez pięć lat. Obowiązek ten spocząłby na firmach zarządzających komunikatorami internetowymi, witrynami z blogami oraz forami dyskusyjnymi. Organy ścigania zainteresowane są informacjami o aktywnych działaniach internautów. Archiwizowano by wszystkie dane, jakie zostawiają oni i ich komputery w sieci. („Rz” ☞)



Taką informację puściła niedawno „Rzeczpospolita”. Internet… no trudno powiedzieć, żeby zatrząsł się z oburzenia (widać doniesieniom tej gazety ludzie już niezbyt wierzą), ale reakcje były gniewne. Najgniewniej zareagowali oczywiście właściciele dużych portali.

– Wysłaliśmy protest w tej sprawie do ministra spraw wewnętrznych i administracji Grzegorza Schetyny – mówi Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy. Przedstawiciele portali boją się kosztów wprowadzenia takiego prawa. Zdaniem Jażdżyńskiego w wypadku dużych portali mogłyby sięgnąć kilkudziesięciu milionów złotych rocznie.

– Obowiązek zakupu odpowiedniego sprzętu, zabezpieczenia go i administrowania zebranymi danymi zgodnie z przepisami oznaczałby wysokie koszty. To mogłoby spowodować, że konkurencyjność polskich firm internetowych znacznie by spadła – mówi Paweł Klimiuk, rzecznik grupy Onet. („Rz”)



Rząd tłumaczy się, że nic takiego nie planuje i że tylko rzucano tam jakieś ramowe hasła…

Propozycja ta, jak wszystkie pozostałe, została zaprezentowania podczas spotkania wszystkich środowisk zainteresowanych nowelizacją w dniu 20 maja 2009 r., a prace nad nią kontynuowano w czerwcu 2009 r. Środowiska gospodarcze i informatyczne - nie negując samej idei zwiększania bezpieczeństwa obrotu w sieci wskazały na liczne problemy praktyczne związane z ewentualną retencją danych o ruchu w sieci oraz kontrolą operacyjną. Uznano, że jakiekolwiek dalsze działania prawne w tym zakresie wymagają szerokiej i dogłębnej dyskusji społecznej. (dobreprogramy.pl ☞)



Mnie przeraża jednak to, że wszyscy mówią tylko o kosztach, a mało kto zająknie się o zachowaniu elementarnej ludzkiej prywatności i poszanowaniu konstytucyjnych praw obywatelskich. Czemu to miałoby bowiem służyć? Po kiego grzyba służbom specjalnym wiedzieć, kto czytuje „bl0ghassk4 shAl0ney dżymn4zya1istki”? Kto udziela się na forum hodowców fretek, albo kto to jest „ciupek14” piszący bezsensowne komentarze pod tekstami na Onecie? Po co komu znać treść wszystkich naszych e-maili na wp.pl? Rozmów na Gadulcu i Tlenie?

Nijak nie da się tego uzasadnić walką z przestępczością, ani tym bardzie z terroryzmem. Prawdziwi przestępcy i tak posłużą się do komunikacji portalem lub forum w Tokelau, czy gdziekolwiek indziej. Terroryści i tak zakamuflują swoje wiadomości tak, że guzik nasze „służby” się dowiedzą. No to po co?

A panowie „służbowcy” będą mieli miłą zabawę, podglądając rozmowy Maćka17 z gorącą nastoletnią Andżelą. Zwłaszcza, jak będą wiedzieć, że Andżela to w rzeczywistości pięćdziesięcioletni pan Henio, rozwodnik. Pooglądają sobie rozbierane fotki, jakie wysyła z Irlandii Monika swojemu chłopakowi, który został w kraju. Sama przyjemność dla znudzonych służbą, prawda? A jakie dowcipy można by płatać!

A gdzie korzyść? A i tę się znajdzie. Niejednego łosia będzie można zaszantażować ujawnieniem jego korespondencji z kochanką. Na niejednego polityka znajdzie się świetny hak, jak się sprawdzi, że anonimowo udziela się na forach homoseksualistów, albo regularnie czytuje wortale dla transwestytów.

Że przesadzam? Nie sądzę. Ludzie bez skrupułów momentalnie wpadną na pomysł komercyjnego wykorzystania niekontrolowanego dostępu do naszych wszelkich danych.

• Polecam wpis na ten temat na blogu Bogdana Misia: Inwigilacja w Sieci.
• Ciąg dalszy rewelacji: udział w bójce powodem do kontrolowania komputera?

Papcio Chmiel Nostradamus

, , ,

…przewidział atak na Naszę Klasę już w 1977 roku!

Jak informują Czytelnicy Dziennika Internautów Nasza-Klasa.pl nie działa już od co najmniej trzech godzin. W początkowej fazie awarii serwis nie wczytywał się użytkownikom. Wkrótce administratorzy umieścili informację o usuwaniu problemu, ale już bez charakterystycznego obrazka dla epoki "Pana Gąbki". W chwili pisania tego tekstu Nasza-Klasa ponownie w ogóle nie ładuje się, nie dochodzą także pingi.

Co ciekawe, awaria Naszej-Klasy zbiegła się z dwoma wydarzeniami.

Pierwsze to zapowiedź użytkowników 4chan przeprowadzenia ataku DDoS na serwis Wykop.pl i możliwe, że także na Naszą-Klasę. Atak miałby być następstwem zabawy, jaką polscy internauci urządzili w serwisie Drawball.com, gdzie wspólnymi siłami (po licznych nawoływaniach na serwisach Wykop i Nasza-Klasa) namalowali polską biało-czerwoną flagę. Flaga ta wkrótce zaczęła zyskiwać nowe wzory, m.in. swastyki, co miało stanowić wyraz niezadowolenia niektórych użytkowników serwisu 4chan z opanowania Drawball przez Polaków. Obecnie druga paleta w Drawball nadal jest biało-czerwona.

Serwis Wykop.pl przechodził już dziś problemy z wydajnością. Jest zatem pewne prawdopodobieństwo, że awaria Naszej-Klasy może być przykładowo związana z aktywnością 4chan. (☞ Dziennik Internautów)



Tytus trenuje walkę Tytus spieszy na odsiecz
Jeden z moich ulubionych tomików przygód Tytusa, Romka i A'Tomka, narysowany w 1977 roku. Komiksy Papcia Chmiela są jak Biblia, albo Wedy: zawsze da się w nich znaleźć komentarz to aktualnych wydarzeń. A może nawet jak proroctwa Sybilli lub Nostradamusa, przy odrobinie naszej wyobraźni, oczywiście. Klasyka jest zawsze aktualna. Klasyka naszego dzieciństwa w szczególności.

Kto jest wrogiem Internetu?

, ,


Organizacja Reporterzy Bez Granic (RSF) żąda wyjaśnień w związku z aferą spyware'ową wokół arabskiego operatora komórkowego Etisalat. [Ten] należący do Zjednoczonych Emiratów Arabskich operator zaoferował na początku lipca 145 tysiącom swoich klientów korzystających ze smartfonu BlackBerry aktualizację oprogramowania za pośrednictwem SMS-a, która zawierała program szpiegujący. […] Program szpiegujący został wykryty z prozaicznego powodu – w licznych przypadkach baterie urządzeń BlackBerry rozładowywały się już po godzinie od dokonania aktualizacji. Fakt ten skłonił wielu użytkowników do dokładniejszego przyjrzenia się samej aktualizacji. Kilka analiz napisanego w Javie i łatwego do przeanalizowania programu wykazało, że przechwytuje on wiadomości i następnie przesyła je dalej do centralnego serwera. *



Ładne cacko – powie ktoś – ale na szczęście nie mieszkamy w Emiratach Arabskich. Nie bądźmy jednak tacy szczęśliwi na zapas. Trzeba przypomnieć, że chociażby bliskie nam Niemcy i Francja chcą zalegalizować i wprowadzić stosowanie państwowych programów szpiegujących własnych obywateli. Zresztą oprogramowanie szpiegowskie wymienione wyżej powstało w USA właśnie na potrzeby… państwowych służb specjalnych i policji.

Read more...

Google uświadamia i edukuje seksualnie

, ,

Wszyscy wiemy, że Google „rozumie” kontekst zapytania i oferuje odpowiednie reklamy. To potrafi od dawna. Od niedawna zaś potrafi przewidywać skutki, jakie dla użytkownika mogą stanowić jego poszukiwania. Przewiduje i oferuje stosowną reklamę… zarazem delikatnie uświadamiając użytkownika, że dorosłość to nie tylko zabawa, ale i jej efekt — obowiązki. Tylko dla dorosłych

Ile rozumie Google? Exemplum drugie

,


Pisałem niecałe dwa miesiące temu, że siła wyszukiwarki Google opera się nie tylko na olbrzymiej bazie informacji i niezłych algorytmach wyceniania, ale też na wbudowanych słownikach odmiany i „rozumieniu” potocznych wyrażeń. Niedawno wpadł mi w oko kolejny przykład, zerknijcie na ten zrzut ekranu z wyników wyszukiwania:
Saturn 5

Tak, wujek Gugl rozumie tożsamość cyfr arabskich i rzymskich. Nie jest może to osiągnięcie wybitne, bo to samo potrafi znaczna część wyszukiwarek, nawet mniej znanych, jak choćby mało znany, a doskonały Ask.com. Z drugiej strony, głośna rewelacja ostatnich tygodni, czyli microsoftowy Bing jakoś tego jeszcze nie umie.
Przy całym hałasie i mówieniu o wyszukiwaniu semantycznym warto pamiętać, że dobre wyszukiwanie to również takie pozorne błahostki.

• Wpisu o wyszukiwaniu Ile rozumie Google? część pierwsza.
Download Opera, the fastest and most secure browser
December 2009
M T W T F S S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31