Skip navigation.

Wyśmiewisko różności

Dajcie mi punkt oparcia, a wyśmieję wszystko

Posts tagged with "literatura"

Szczęście przymusowe, szczęście pyrrusowe

, ,


Spokojny żywot zwyczajnej rodziny w 2059 roku przerywa seria zdarzeń. Najpierw domowy robot Franciszek niedelikatnie obchodzi się z ciotką Florą. Winny okazuje się mały Piotruś, który zaprogramował robota przeciwko wiecznie zmyślającej siostrze Eli. Kto by pomyślał, że ciocia też kłamczucha? Kiedy rodzice myślą nad karą dla dzieciaków, te brną w dalsze kombinacje. Tymczasem ciotka Flora ulega zatruciu nieznaną substancją zawartą w produktach z alg morskich i traci własną wolę. Ojciec rodziny, wybitny naukowiec zajmujący się hibernacją odnosi upragniony sukces: udaje mu się opracować sposób przywrócenia do życia osób zamrożonych w latach siedemdziesiątych XX wieku…

Okładka Tak mniej więcej zaczyna się powieść „Synteza” Macieja Wojtyszki z roku 1978, klasyczna fantastyka dziecięco-młodzieżowa, jakiej kiedyś powstawało wiele, a jakiej dziś trudno uświadczyć. Sam autor jest dość znanym pisarzem (między innymi „Bromba i inni”, „Tajemnica szyfru Marabuta”, „Bambuko czyli skandal w Krainie Gier”, „Saga rodu Klaptunów”, „Bromba i filozofia”). Wojtyszko jest ponadto autorem komiksów, oraz reżyserem telewizyjnym, filmowym i teatralnym. Dzisiejszy telewidz zapewne będzie go kojarzył jako reżysera serialu „Doręczyciel”.

Niegrubą książeczkę czyta się lekko i przyjemnie. Napisana jest znakomitym piórem, z humorem oraz oczywiście nieodłącznym morałem. Mówiłem że zaczyna się tak „mniej więcej”? Tak, bo opowieść ta ma w zasadzie trzy początki…

Marek jest zwykłym chłopcem z dwudziestego wieku. Wychowywany po śmierci matki przez ojca jest przede wszystkim zapalonym piłkarzem, duszą drużyny. Niestety, dorośli nie pozwalają mu się w pełni oddać sportowej pasji z powodu jego choroby: poważnej wady serca, której medycyna nie jest jeszcze w stanie wyleczyć. Kiedy nadchodzi najgorsze, ojciec bez jego wiedzy decyduje się na eksperymentalny projekt: zamrożenie swojego dziecka. W tym samym mniej więcej czasie…

Muanta Portale y Grazia nie jest zwykłym władcą państwa. Jest bezlitosnym dyktatorem, zwanym przez lud „Krwawym Muantą”. Mimo swoich osiemdziesięciu siedmiu lat i nietęgiego zdrowia rządzi żelazną ręką. Jest satrapą najgorszego rodzaju: okrutnym i na dodatek przekonanym o swojej misji zaprowadzenia doskonałego porządku na świecie i uszczęśliwienia ludzkości. Niestety, ludzkość tego nie docenia i nawet własny naród nie okazuje mu wdzięczności, co i rusz podnosząc bunty. Ale w bunkrze ukrytym na dnie oceanu czeka prawie ukończona broń, która pozwoli mu zapanować nad światem. Wcześniej jednak wybucha wielka rewolta, prowadzona przez poetę-barda, siły wierne Krwawemu Muancie są w odwrocie. W ostatniej chwili rozpaczliwą próbę odpalenia głowic udaremnia trzęsienie ziemi. Sędziwy dyktator dostaje ataku serca, a jego ostatni wierni współpracownicy pakują go do lodówki…

Wizja przyszłości jest pogodna i raczej sztampowa: mamy holowizję, domowe roboty, ludzie kolonizują kosmos, a na co dzień latają kopterami. Zza eksponatów s-f przeziera nam socjalizm: powszechna równość, dystrybucja dóbr, nie widać prywatnej własności. Zawsze mnie ciekawiło, że najbardziej optymistyczne wizje rozwoju historii powstawały w krajach dotkniętych opresją. Nie wydaje mi się, żeby to był jedynie wynik cenzury. Wizje science-fiction w wolnym świecie były dla odmiany często ponure i przybijające, a co najmniej realistyczne. Ale do rzeczy, dalszy rozwój wypadków da się w sumie przewidzieć:

Odhibernowany i wyleczony Marek trafia do znanej nam rodziny, dzieci wspólnie jadą do dziadków, którzy opiekują się oceaniczną przetwórnią glonów na uroczej wysepce. Niespodzianka: dziadek Eli i Piotrusia okazuje się… no…? Kolegą Marka z boiska, z przeciwnej drużyny. Kto chce, niech policzy, ile ma lat, nic to, jak mówi, najlepsze życie to druga osiemdziesiątka. Odmrożonemu Muancie udaje się wynająć turystyczną łódź podwodną i odnaleźć na dnie oceanu swoją „wunderwaffe”. Głowice okazują się być mimo upływu lat sprawne i gotowe do odpalenia. Nadchodzi czas Muanty: opracowana przez naukowców neurologiczna substancja pozbawia wszystkich mieszkańców planety własnej woli. Oto spełnia się marzenie dyktatora: doskonale posłuszni obywatele wykonują bez mrugnięcia wszystkie rozkazy. Ludzkość zostaje uszczęśliwiona: uwolniona od myślenia i dokonywania wyborów. Społeczeństwo idealne! Nic to, że trzeba im ręcznie nakazać wszystko: pracę, jedzenie, spanie, mycie zębów, zmienianie bielizny… Dni schodzą Muancie na wygłaszaniu przez holo kolejnych szczegółowych poleceń. Uprawianie sportów, zmienianie wyrazu twarzy… dziś uśmiechają się wszyscy na A, B, C i D, wszyscy na E i F są lekko pochmurni… W świecie automatów nie ma do kogo ust otworzyć, poza robotem-kuratorem sądowym. Społeczeństwo doskonałe przestaje się Muancie podobać. Załamuje się spotkawszy malarza artystę, który zgodnie z poleceniem wykonuje swoje zajęcie. Miesza farby i z przyklejonym uśmiechem maluje kolejne płótna na buro. Zrozpaczony Muanta ściąga ochronny kask, aby samemu poddać się ubezwłasnowolnieniu… Niestety, nawet to mu się nie udaje: hibernacja uodporniła go na neurotoksynę. Ale zaraz, przecież jest jeszcze jedna odhibernowana osoba: mały Marek. Oraz ciotka Flora, którą podczas leczenia uodporniono na truciznę. Może razem da się uratować ludzkość…

Poza humorem i morałem jest tu i nutka wzruszenia, kiedy Marek czyta pożółkłe listy od ojca, sprzed dziesięcioleci, w książce zamieszczone są one prawdziwym odręcznym pismem, jako ilustracje. Fabuła może nie powala meandrami, ale pamiętajmy, że „Synteza” to powieść dla dzieci i młodszej młodzieży. Tym niemniej i człowiek dorosły, o ile oczywiście lubi fantastykę, powinien przeczytać tę książkę z przyjemnością. Więcej, chętnie poleciłbym ją jako lekturę obowiązkową wszelkim rządzącym politykom, którzy uważają, że im więcej uchwalą przepisów, zakazów, nakazów i szczegółowych wykazów, tym bardziej uszczęśliwią ludzi i ułatwią im życie. Niestety, obserwując wyczyny intelektualne co poniektórych, śmiem wątpić, żeby byli w stanie zrozumieć morał z książki dla dwunastolatków.

„Synteza” została w latach osiemdziesiątych zekranizowana w reżyserii samego Macieja Wojtyszki, niestety, nie miałem nigdy przyjemności oglądać. Wziąwszy pod uwagę politykę TVP być może nigdy nie będę miał.

• Dla zainteresowanych tematem:
inna pozycja z fantastyki młodzieżowej: Sergiusz Żemajtis, „Pływająca wyspa”.

Maciej Wojtyszko, Synteza
Okładka i ilustracje: Grażyna Dłużniewska

© 1978, © IW „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1985, ISBN 83-10-08-643-1
Wydanie drugie, nakład 40 200 egzemplarzy.

Wiktoriańscy nieumarli dżentelmeni

, ,

Jane Austen i Ben H. Winters — „Rozważna i romantyczna oraz morskie potwory”
Recenzja Johna Groomsa


Okładka Jeśli myśleliście, że sama idea książki „Duma i uprzedzenie oraz zombie” jest niedorzeczna, pomińcie może tę recenzję; a skoro już czytacie, to… zaciśnijcie pośladki. No dobrze, selekcja zakończona. „Duma i uprzedzenie oraz zombie”, z gnijącą austenopodobną kobietą na okładce oraz, cóż, powalającym tytułem, wzięła wielu czytelników z zaskoczenia. Najbardziej zaskakuje jednak to, jak dobrze poradził sobie współautor Austen – Ben H. Winters, z tym całym parodystycznym miksem literackim. Mieszając dwa całkowicie odmienne przemysły literackie — Jane Austen (czy raczej austenowskie nawiązania i fanfiki) oraz motyw zombich, Winters pokazał, że to woda na jego młyn. Życie bohaterów zostało przewrócone do góry nogami przez zombich, ale nieumarli zostali tak umiejętnie wpleceni w historię – a postacie z Austen w wersji Wintera tak komicznie martwe pośrodku terroru – że już po chwili zapominało się, jak kompletnie pokręcona jest to książka.

Mały przykład, jak to działało. Oto pierwszy akapit z oryginalnej „Rozważnej i romantycznej”:

Rodzina państwa Dashwood osiadła była w hrabstwie Sussex od dawna. Ich posiadłość była okazałą, a rezydencja mieściła się w samym środku ich ziem w Norland Park, gdzie, od wielu pokoleń żyli statecznie i dostojnie, ciesząc się dobrą opinią i ogólnym szacunkiem okolicznej społeczności.



Oto zaś początek „Rozważnej i romantycznej oraz morskich potworów”:

Rodzina państwa Dashwood osiadła była w hrabstwie Sussex jeszcze przez Przemianą, kiedy to wody świata nabrzmiały zimnem i nienawiścią do synów człowieczych, a ciemność przeniosła się w otchłanie.




Winter znów bierze opowieść Austen i stawia ją na głowie, przewracając stateczny, stabilny świat Anglii czasów Regencji z pomocą wielkich, mackowatych potworów z głębin. Udaremnia wysiłki bohaterów którzy chcą po prostu wieść zwyczajne, szanowane życie i romansować zgodnie z tradycją. Olbrzymie martwe homary przerywają publiczne zgromadzenie i rozpraszają krzyczących wniebogłosy gości tylko po to, by ci rychło powrócili do swoich zwyczajnych i statecznych konwersacji — scena zaiste bezcenna; by nie wspomnieć komicznego hołdu dla kojących właściwości banału. Może jesteśmy staromodni i ogólnie niezorientowani – zdają się mówić postacie Austen – ale tak nam się żyć podoba i nie pozwolimy, żeby jakieś tam paskudne stwory zrujnowały nasz styl bycia.

Wiele rzeczy można polubić w „Rozważnej i romantycznej oraz morskich potworach”, nie tylko to ciągłe oszałamianie groteskowością morskich potworów wyskakujących niechybnie w krytycznych momentach i delikatnych sytuacjach. A nie wspomniałem jeszcze, że Marianna (dla nieczytelników: Kate Winslet w filmie) musi zdecydować, czy poślubić pana Willoughby'ego, czy raczej wstrętnego (ale bogatego) pułkownika Brandona, który jest w połowie żołnierzem, a w połowie czymś ośmiornicopodobnym.

Niestety, płynnym przejściom w „Dumie i uprzedzeniu oraz zombie” trudno było dorównać w tej kontynuacji, jak choćby kluczowemu dla osiągniętego sukcesu zespoleniu potworności i codziennego życia. Przyznać muszę, że trudno sprawić, aby wyłaniająca się z jeziora wielka ośmiornica mordująca kochanków na plaży wydawała się zjawiskiem typowym. Mimo to wydana po „Dumie i uprzedzeniu oraz zombie”, gdzie obecność zombie wydawała się omalże rutyną i typowością, „Rozważna i romantyczna oraz morskie potwory” wydaje się miejscami sklecona na siłę, co trochę rozczarowuje.

Przy okazji, jeśli lubicie ten rodzaj literackich wygłupów, w księgarniach możecie znaleźć między innymi: „Pan Darcy, wampir”, „Żądza wampira Darcy”, „Huckleberry Finn i Jim Zombie”, „Wojna światów: krew, trzewia i zombie”.

John Grooms »»
Tłumaczenie recenzji i fragmentów prozy: Jurgi
dla serwisu JaneAusten.pl

Read more...

Historyjki za Miedziaka

, ,


Komiksy, komiksy, magiczne obrazki:
pogonie i walki, pułapki, zasadzki…


Tak śpiewała przed laty Majka Jeżowska. Piosenka była zabawna, ale niestety utrwalała stereotyp, że komiks to tylko sensacyjne historyjki dla chłopców. A wcale tak nie jest. Nie będę nawet – przynajmniej w tej chwili – wskazywać dzieł awangardowych i najwyższych lotów, ale chcę pokazać, że to wcale nie muszę być te pogonie i walki. Za to magiczne obrazki: tak.

Copper – w moim tłumaczeniu Miedziak – to mało znany webcomic. Krótkie historyjki Kazu Kibuishiego, których tytułowym bohaterem jest chłopiec ze swoim gadającym psem Fredem, tchną niezwykłym spokojem i filozoficzną zadumą. Kolejne odcinki raczej luźno wiążą się ze sobą, ale mimo to stanowią całość, zawsze wydobywając z różnych wydarzeń – i niezwykłych, i tych codziennych – jakąś prawdę o życiu.

Copper

Historyjki te są tak proste i bezpretensjonalne, że aż głupio byłoby na ich temat filozofować. Zamiast tego lepiej po prostu się z nimi zapoznać. Komiks jest anglojęzyczny, ale niektóre odcinki są bez dialogów, z narracją czysto rysunkową. Komu mało: odcinek „Sygnały” można zobaczyć w moim – nader amatorskim, ale zrozumiałym – tłumaczeniu. Niech chłopiec imieniem Miedziak przemówi sam za siebie. Klik po pełną wersję.

Copper

Ericsson kopiuje z Harrisona

, , , ...


Firma Ericsson zaprezentowała niedawno futurystyczną koncepcję komputera w roku 2020. Pokazany na targach Taiwan Broadband prototyp (a w zasadzie raczej jego zalążek), to niewielki moduł, który oprócz komputera ma zawierać dwa projektory: jeden wyświetla ekran na ścianie, drugi klawiaturę na blacie stołu. W tej chwili toto jest rozmiaru niewielkiej butelki z napojem, ale już trwają prace nas wersją bardziej kieszonkową. »»

Ericsson Spider Computer

Oczywiście, to w sumie nic nowego. Klawiatura wyświetlana na blacie to gadżet, który jest normalnie do kupienia w sklepach (choć drogi i mało praktyczny), mikroprojektory też już są na rynku, montowane w jeszcze mniejszych urządzeniach, bo w telefonach komórkowych. W sumie więc ten „nowatorski” koncept inżynierów Ericssona to tylko zlepek istniejących technologii, w dodatku niezbyt imponujący, nawet na filmie z pokazu nie widać, żeby to robiło cokolwiek poza samym wyświetlaniem. Pokazywana mniejsza wersja na pajęczych nóżkach to atrapa, a film jest nudny jak flaki z olejem, zawiera jedynie ględzenie zza kadru.



Ale nie dlatego wspominam. Jeszcze dziesięć lat temu niemożliwe wydawałoby się wpakowanie komputera z projektorem do urządzenia wielkości paczki papierosów. A dziś — proszę bardzo, bo przecież taki mniej więcej rozmiar mają komórki.
A ja o takim pomyśle czytałem już wiele lat temu! Gdzie? Oczywiście, w powieści science-fiction. Mało znana trylogia „Ku gwiazdom”, jaką napisał znacznie bardziej znany Harry Harrison, zawiera opis czegoś bardzo podobnego. Oto fragment rozdziału czwartego trzeciej części, napisanej w roku 1987:

Najważniejszą rzeczą, którą udało się zatrzymać więźniom, był mikrokomputer. Była to właściwie zabaweczka, niewątpliwie otrzymana od kogoś w podarunku. Strażnicy przeoczyli go, ponieważ z wyglądu przypominał sztukę biżuterii w kształcie wiszącego na złotym łańcuszku czerwonego serca, z wygrawerowaną po jednej stronie literą "J". Należało jedynie położyć wisiorek na płaskiej powierzchni i nacisnąć literę, by przed operatorem pojawił się pełny hologram klawiatury. Pomimo braku wrażenia realności był to jednak najprawdziwszy komputer, dzięki wbudowanej jednostce pamięci molekularnej zbliżony pojemnością do zwykłych komputerów osobistych.



Nie ma wprawdzie ani słowa o ekranie, ale można się domyślić, że też jest w podobny sposób wyświetlany, przynajmniej, czytając tę powieść jako dziecko, tak właśnie sobie to wyobrażałem. Pomyśleć: gdyby Harry Harrison opatentował ten pomysł, dziś pewnie ściągałby za to niezłe pieniądze.

Poezja z (Euro) Paradyzji

, ,

Do przedwczorajszego wpisu postanowiłem dołożyć dziś jakiś wiersz z powieści „Paradyzja” Janusza A. Zajdla. Nieco mnie uprzedził w komentarzach Miskidomleka, ale na szczęście tylko nieco. Tak więc oto wiersz społeczeństwa zamkniętego w szklanych ścianach i non-stop podglądanego i podsłuchiwanego przez komputery.

Ściana szkła                  * * *

Słowem bezustym
gestem bezrękim
wznosisz bezwiednie
mur wokół siebie
i ścian uszatych
przejrzystą matnię
w noce bezgwiezdne
myślą bezmózgą
błądząc bezsennie
nadziei własnej
zamurowujesz
wyjścia ostatnie

Nadchodzą czasy awangardowych poetów

, , , ...

Unia Europejska przeznacza miliony euro na rozwój programu o nazwie Project Indect. W jego ramach w ciągu pięciu lat ma powstać oprogramowanie komputerowe, które będzie monitorowało Internet i podłączone doń komputery w poszukiwaniu zagrożeń, nienormalnych zachowań i aktów przemocy. […]
Zadania takie mają być realizowane poprzez "skonstruowanie programów przeznaczonych do ciągłego i automatycznego monitorowania zasobów publicznych takich jak witryny internetowe, fora dyskusyjne, grupy usenetowe, serwery plików, sieci P2P oraz indywidualnych komputerów, a także skonstruowanie bazujących na Internecie aktywnych i pasywnych systemów zbierania informacji.



Automatyczne kontrolowanie słowa pisanego to dla zwolenników inwigilacji jeszcze za mało. Przecież ludzie także rozmawiają, komunikują się w inny sposób, poruszają się… ale i na to znajdzie się rada:

Na tym jednak nie kończą się prace nad systemami monitorującymi. Inny projekt o nazwie Adabts (Automatic Detection of Abnormal Behaviour and Threats in crowded Spaces), w który zaangażowane są firmy ze Szwecji, brytyjskie Home Office oraz BAE Systems, zakłada stworzenie narzędzi do wykrywania podejrzanego zachowania w miejscach monitorowanych przez kamery. Ma ono analizować ton głosu osób przebywających np. na ulicy, mowę ich ciał czy umożliwić śledzenie w tłumie wybranej osoby. »»»



Nihili novi… Wygląda na to, że realizuje się koszmarna wizja społeczeństwa monitorowanego absolutnie przez system komputerowy, jaką stworzył polski pisarz Janusz A. Zajdel w powieści „Paradyzja”. Wszechobecne kamery i mikrofony, obowiązkowe identyfikatory radiowe w postaci obrączki, których nie można zdjąć. Rejestrowanie i automatyczne analizowanie wszystkich zachowań i słów. Zajdel pisał to jako metaforę systemu totalitarnego, a realizuje się to w świecie (ponoć) wolnym:

Nietrudno odgadnąć, co nurtuje cię najbardziej, przeciwko czemu buntuje się twoja natura Ziemianina! […] Sądzisz zapewne — powiedział — że z tych słów i gestów, które rejestruje Centrala, trudno stworzyć prawdziwy obraz nastrojów społeczeństwa. Po części masz rację. […] To rzeczywiście trudny problem, ale zapewniam cię, że Centrala ma i na to sposoby. System Zabezpieczeń nie jest skostniały w swej strukturze i metodach; on ustawicznie ewoluuje, rozwija się, ulepsza! […]
Myśli człowieka są sferą, do której najtrudniej dotrzeć, a tam przecież rodzą się treści wypowiedzi i zamiary działań. Myśli ludzkie kryć mogą w sobie istotne elementy zagrożenia publicznego. Człowiek, pozostawiony z własnymi myślami, bez moralnego i naukowego wsparcia, wątpi, docieka, roztrząsa dziwaczne i niebezpieczne pomysły... […]

Nie mogąc zbadać bezpośrednio procesów myślowych, Centrala musi z możliwie największą precyzją rejestrować idące za myślą słowa i czyny ludzkie. Słowa są bardzo dobrym wskaźnikiem stanu myśli. Niewinny na pozór dialog dwóch osób może — po dokładniejszej analizie — okazać się rozmowa spiskujących dywersantów. Rejestrując i badając treść rozmów, Centrala wyławia z nich wszelkie niejasne sformułowania czy wręcz treści jednoznacznie niebezpieczne. Niejasności są interpretowane, rozszyfrowywane i odpowiednio oceniane. Człowiek, który je wypowiada, staje się obiektem podejrzeń. […] Centrala zresztą identyfikuje nie tylko osobników o podejrzanych zamiarach, lecz także tych, którzy treścią głoszonych poglądów przyczyniają się do zwiększenia naszego wspólnego bezpieczeństwa. Jednym słowem, Centrala słucha naszych rozmów, obserwuje nasze gesty, nasze czyny i zachowania, by nieustannie oceniać stan ludzkich umysłów. Ta ogromna ilość informacji napływająca bez przerwy do Centrali za pośrednictwem sieci mikrofonów i kamer, jest na bieżąco analizowana. Uzyskane w ten sposób dane służą do oceny każdego obywatela z osobna, a także do kontroli ogólnego stanu bezpieczeństwa. Żaden spisek, żaden zbrodniczy zamysł czy szaleńcze urojenie, mogące zaszkodzić planecie, nie może ujść uwagi Centrali — jeśli z nieprzeniknionej sfery myśli ludzkiej przechodzi w fazę słów lub czynów... Ten złożony system zabezpieczeń funkcjonuje z niezwykłą precyzją, bo pozbawiony jest pierwiastka subiektywizmu. Komputerowa analiza pozwala przetworzyć i zbadać tak ogromną liczbę danych, że nie zdarza się przeoczenie czegoś istotnego.



Wszakże to nie wszystko i nie jedyne analogie…

Read more...

Ratatujcie nas przed takim dziennikarstwem

, , , ...


Gazeta.pl doniosła, powołując się na BBC:

Szczur gigantNieznany do tej pory gatunek wielkiego szczura znaleziono w dżungli Papui-Nowej Gwinei […] Szczur, sfilmowany przez naukowców w kraterze Bosawi w głębi dżungli, miał 82 centymetry długości. Co więcej, zwierzę nie bało się ludzi, z którymi prawdopodobnie wcześniej nie miało żadnego kontaktu. - To największy szczur na świecie - ocenił wchodzący w skład ekipy dr Kristofer Helgen z muzeum historii naturalnej. […] Zdaniem naukowców, gwinejski gryzoń, mający rozmiary dużego kota, należy do tego samego gatunku co pospolite szczury.



Nowo odkryty, nieznany gatunek należy do tego samego gatunku, co już znany, pospolity gatunek. Wiecie, coś w kiepskim gatunku ten news. BBC powinno zabronić portalowi gazeta.pl powoływania się na swoje artykuły. Ktoś mógłby pomyśleć, że to w BBC pracują takie niemoty. Na wszelki więc wypadek podkreślam, że niemoty pracują w gazeta.pl. Dla porównania: o ile lepiej ten news został podany przez amatorski serwis KopalniaWiedzy.pl.


A tak już pomijając pisanie bez uczestnictwa mózgu, pierwszą myślą, jaka mnie naszła, to że tego szczura to odkryła jeszcze przed pierwszą wojną światową polska w większości ekspedycja:

- Tylko nie myślcie, że stęskniła się za waszym widokiem! Brody wam urosły jak zbójcom - pokpiwal Nowicki. - Ona po prostu chciała się jak najprędzej pochwalić swoim szczurem!
- Tommy, nie wierz przewrotnemu panu kapitanowi! - zaoponowała Sally. - Wprawdzie byłam ciekawa, czy mój łup was ucieszy, ale przede wszystkim naprawdę za wami tęskniłam!
- Nie indycz się, ślicznotko - wesoło odrzekł Nowicki. - Powiedziałem tak, dlatego, aby nareszcie zwrócić uwagę na ciebie!
- Sally, o jakim to szczurze wspominał kapitan? - zaraz zainteresował się Tomek.
- Panna Sally miała wielkie szczęście - wtrącił Bentley. - Szczur ten jest naprawdę rzadkim okazem, drogi chłopcze!
- Skoro tak, to natychmiast musimy go obejrzeć - powiedział Wilmowski. - Gdzie ten szczur?
- W naszym laboratorium - wyjaśniła Sally. - Pan kapitan prawie kończy już wyprawę skóry.
Podróżne „laboratorium” znajdowało się w dużym namiocie z prze-ciwmoskitowej siatki, w którym można było pracować nawet wieczorem przy świetle lampy naftowej. Łowcy gromadą obstąpili namiot, tylko Wilmowscy z Sally weszli do środka. Na prowizorycznym stole, zrobionym z desek drewnianej skrzyni, leżała rozpięta skóra z ogonem pokrytym łuskami.
- Pierwszy raz widzę podobny okaz - zdumiał się Wilmowski, - Ten szczur jest wielkości królika! Ani jedno muzeum europejskie nie może się pochwalić podobnym eksponatem!
- Zaledwie jeden egzemplarz, i to poważnie uszkodzony przez insekty posiada muzeum w Sydney - wtrącił Bentley. - Cenny to dla nas nabytek.


Alfred Szklarski, Tomek wśród łowców głów (1965)

Aż szkoda, że to jednak nie ten gatunek szczura. I że to tylko powieść.

„Zabójcy Szatana”, czyli Andrzej Drzewiński i Andrzej Ziemiański jeszcze przed „reloaded”

, ,


Nazwiska Andrzej Drzewiński i Andrzej Ziemiański są dobrze znane miłośnikom polskiej fantastyki. Kojarzone są też dobrze, z fantastyką może nie wybitnie ambitną, ale ciekawą, wciągającą, sprawną warsztatowo. Ot, po prostu solidna rozrywka. Niedawno wygrzebałem w starociach ich pierwszą wspólną powieść, z roku 1989 „Zabójcy Szatana”. Pamiętałem ją mgliście, czytałem jako dziecko, sądząc z roku wydania, miałem wówczas trzynaście lat, może nieco więcej. Fabuła ulotniła mi się z pamięci, poza strzępkami czegoś z żołnierzami, dżunglą i ogólnym wrażeniem chaosu, niezrozumienia i zniechęcenia.

Już to nie świadczy dobrze o książce. Dla kontrastu, o dwa lata wcześniejsze debiutanckie opowiadanie Marka S. Huberatha „Wrocieeś Sneogg, wiedziaam…” pamiętałem po latach niemal słowo w słowo… Inna sprawa, czy to dobrze, solidnie mi nadwichnęło bowiem dziecięcą psychikę… Ale dość dygresji.

Kontrast między odniesionym przed laty wrażeniem, a dzisiejszymi dokonaniami autorów, których cenię, zmotywował mnie do odświeżenia sobie „Zabójców Szatana”…

Read more...

Papcio Chmiel Nostradamus

, , ,

…przewidział atak na Naszę Klasę już w 1977 roku!

Jak informują Czytelnicy Dziennika Internautów Nasza-Klasa.pl nie działa już od co najmniej trzech godzin. W początkowej fazie awarii serwis nie wczytywał się użytkownikom. Wkrótce administratorzy umieścili informację o usuwaniu problemu, ale już bez charakterystycznego obrazka dla epoki "Pana Gąbki". W chwili pisania tego tekstu Nasza-Klasa ponownie w ogóle nie ładuje się, nie dochodzą także pingi.

Co ciekawe, awaria Naszej-Klasy zbiegła się z dwoma wydarzeniami.

Pierwsze to zapowiedź użytkowników 4chan przeprowadzenia ataku DDoS na serwis Wykop.pl i możliwe, że także na Naszą-Klasę. Atak miałby być następstwem zabawy, jaką polscy internauci urządzili w serwisie Drawball.com, gdzie wspólnymi siłami (po licznych nawoływaniach na serwisach Wykop i Nasza-Klasa) namalowali polską biało-czerwoną flagę. Flaga ta wkrótce zaczęła zyskiwać nowe wzory, m.in. swastyki, co miało stanowić wyraz niezadowolenia niektórych użytkowników serwisu 4chan z opanowania Drawball przez Polaków. Obecnie druga paleta w Drawball nadal jest biało-czerwona.

Serwis Wykop.pl przechodził już dziś problemy z wydajnością. Jest zatem pewne prawdopodobieństwo, że awaria Naszej-Klasy może być przykładowo związana z aktywnością 4chan. (☞ Dziennik Internautów)



Tytus trenuje walkę Tytus spieszy na odsiecz
Jeden z moich ulubionych tomików przygód Tytusa, Romka i A'Tomka, narysowany w 1977 roku. Komiksy Papcia Chmiela są jak Biblia, albo Wedy: zawsze da się w nich znaleźć komentarz to aktualnych wydarzeń. A może nawet jak proroctwa Sybilli lub Nostradamusa, przy odrobinie naszej wyobraźni, oczywiście. Klasyka jest zawsze aktualna. Klasyka naszego dzieciństwa w szczególności.

Delfiny, piraci i roboty – wymarzone praktyki wakacyjne

, ,

Lektura na wakacje

Miejsce akcji: początkowo Moskwa, potem biologiczna stacja BS-1009 – sztuczna, pływająca wyspa na Oceanie Indyjskim, w pobliżu równika.
Czas akcji: niezbyt odległa przyszłość, kiedy ludzie żyją w pokoju, dzięki wszechświatowemu zwycięstwu komunizmu.
Postacie: studenci praktykanci: Kostia i Iwan, studentki praktykantki: Biata, Wiera, personel wyspy: Pietia. Naukowiec Paweł Metodowicz – dawniej bohaterski kosmonauta, dziś naukowiec oceanolog, domowe roboty: Wujek Wasia, Penelopa, Mój Skarbuś. A, przepraszam, zapomniałbym o najważniejszych: delfiny Tavi i Proteus, wielorybica Matylda, Jacques – olbrzymi kalmar żyjący pod wyspą, Czarny Jack – dzika orka, przywódca bandy drapieżnych orek – piratów.

Okładka Studenci moskiewskiego uniwersytetu wyjeżdżają na letnie praktyki w różne miejsca Ziemi i Układu Słonecznego. Piękna Biata leci na astronomiczną stację orbitalną, gdzie będzie czekać na spodziewany rychły wybuch pobliskiej Supernowej, który niepokoi ludzkość. Rywalizujący o jej względy dwaj przyjaciele: spokojny Iwan (narrator) i postrzelony Kostia wyjeżdżają na sztuczną wyspę, badać życie oceanu, my zaś oczywiście razem z nimi.
Wyspa to nie tylko biologiczna stacja badawcza, ale także zakład przetwórczy: uprawia się tu glony, hoduje wieloryby, które dojone są dla pożywnego mleka. Najważniejszy element całej książki: współpracownikami ludzi są delfiny, z którymi udało się porozumieć dzięki komputerom tłumaczącym, a obecnie nawet można się dogadać i bez maszyn. To one pilnują wielorybich pastwisk, pomagają w badaniach, opowiadają o swojej kulturze, wreszcie walczą z bandami piratów – dzikich orek pod wodzą Czarnego Jacka.

Mimo zmagań z piratami akcja jest spokojna i niespieszna, co wcale nie znaczy, że jest strasznie nudna. To chyba cecha tego typu radzieckiej fantastyki: skoro komunizm wprowadził powszechny pokój i dobrobyt, to i brak szczególnych emocji w uporządkowanym świecie. Przygody są intelektualne i naukowe, ma się wrażenie, że wszyscy Ziemianie zajęli się nauką – ale to pewnie dlatego, że poza nią to już w ogóle nuda. Wszelkie niebezpieczeństwa i zagrożenia rozwiązują zgodnym trudem naukowcy z całego świata. Nawet rywalizacja przyjaciół o wymarzoną kobietę jest pozbawiona zawiści i negatywnych emocji.

Jeden bardziej emocjonujący rys – poza walką z bandą dzikich orek – to przymusowa wizyta na zapomnianej wysepce z dawną bazą wojskową, domyślnie: imperialistyczną. Gdzieś w czeluściach podziemi tkwią jeszcze budzące grozę, gotowe do wystrzelenia głowice atomowe, ale pilnujące rdzewiejącego sprzętu roboty bojowe budzą raczej śmiech. Potępieniem imperializmu jest też odnaleziony pamiętnik żołnierza – najemnika.

W wielu „radzieckich” powieściach fantastycznych świat wygląda podobnie, niezależnie od tego, czy zwycięstwo komunizmu nad imperializmem jest podkreślane expressis verbis, czy też jedynie wygląda zza dekoracji. Gdyby komunistyczny świat naprawdę miał tak wyglądać, to pewnie niejeden chętnie zostałby komunistą… niestety, wiemy, że było, jest i będzie inaczej. Świat pokoju i spokoju, takiej beztroski i dobrobytu być może nie nastanie nigdy. Ten rys z zabytkowymi robotami bojowymi też jest dość typowy, pamiętam podobny choćby z cyklu powieści Kira Bułyczowa o Alicji. Podobnie spokojny świat, nawet podczas galaktycznych wojen, przebija nawet z powieści toczących się w trzecim tysiącleciu (vide: Ludzie jak bogowie Siergieja Sniegowa). Kluczem do rozwiązania wszystkich problemów jest dyplomacja i mądrość naukowców. Tak, praktycznie nie ma w tych powieściach agresji i to nie tylko dlatego, że to najczęściej fantastyka dziecięca/młodzieżowa.

Ziew. Ale jednak coś w tych książkach jest. Są trochę, zwłaszcza dziś, nie z tego świata. Miło czasem poczytać coś, co nie podnosi poziomu adrenaliny. A „Pływającą wyspę” uzupełniają udane, czarno-białe ilustracje, na które przyjemnie popatrzeć.

Sergiusz Żemajtis, Pływająca wyspa
Tytuł oryginalny: Pławajuszczij ostrow
Tłumaczył: Konrad Frejdlich
Okładka i ilustracje: Janusz Szymański-Glanc

© KAW, Łodź 1987, ISBN 83-03-01747-0
Wydanie pierwsze, nakład 100 tys. egz. (dziś możemy o takich pomarzyć)

Read more...

Dlaczego bardziej doceniamy cudze osiągnięcia niż własne? …czyli odpowiedzi na niegłupie pytania

, , , ...


Jako dziecko zaczytywałem się wydawanymi masowo w latach 70. i 80. książkami i czasopismami popularnonaukowymi. Niektóre z nich pozwalały posmakować świata nowoczesnych technologii, tak odległego od szarego świata Polski Ludowej, inne sięgały głębiej, pokazując w atrakcyjny sposób świat nauk przyrodniczych. To dzięki nim, między innymi, jako humanista chętniej czytuję Lema i „Świat Nauki” niż noblistów i „Literaturę”. Poczułem niedawno, jakby dawny duch powrócił:

Redakcja tygodnika "New Scientist" od dłuższego już czasu prowadzi rubrykę "Last Word" ("Ostatnie słowo"), której zasada wygląda następująco: czytelnicy zadają najbardziej wymyślne, najdziwniejsze pytania (czasem sami chętnie byśmy je komuś zadali, tylko się wstydzimy przyznać, że tego nie wiemy czy nie rozumiemy), a osoby, które się na sprawie znają, udzielają odpowiedzi. "Dlaczego pingwinom nie zamarzają stopy" to jedno ze 115 pytań, które znalazło się w świeżo wydanej w Polsce książce. Fantastyczny jest nie tylko ich wybór (…), ale też fakt, że w tej samej kwestii zabierają głos dwaj, często trzej eksperci. Odpowiedzi zwykle się uzupełniają, czasem są lekko rozbieżne, ale bardzo uatrakcyjnia to lekturę. *



Okładka Dlaczego pingwinom nie zamarzają stopy i 114 innych pytań
red. Mick O'Hare, tłum. Maria Brzozowska
wyd. Insignis Media, Kraków, 2009

Przykładowe rozdziały: Dlaczego psy mają czarne nosy? Czy to prawda, że trzmiel lata wbrew prawom fizyki? Dlaczego ryby nie puszczają bąków? Dlaczego niektóre zwłoki nie ulegają przez dłuższy czas rozkładowi? Dlaczego śpiące ptaki nie spadają z drzew?

"Pingwiny" stały się światowym bestsellerem. Jak słyszę, w Polsce książka też szybko zdobywa uznanie. Na pewno państwa nie znudzi. A tych, którym pozycja przypadnie do gustu, ucieszy, że wydawnictwo już szykuje drugą część, która w swym tytule pyta "Czy niedźwiedzie polarne czują się samotnie?".



Tyle recenzja Sławomira Zagórskiego zamieszczona na stronach gazeta.pl. Recenzji jest w sieci więcej, chyba wszystkie pochlebne i entuzjastyczne i ani trochę w nie nie wątpię. Ale poczułem déjà vu. Czy ja czegoś takiego nie czytałem? Ależ tak! W latach osiemdziesiątych powstała seria książeczek „…czyli odpowiedzi na głupie pytania”, która bazowała dokładnie na tym samym pomyśle! Zbiór anegdot i ciekawostek naukowych, pomyślanych jako odpowiedzi na z pozoru banalne i dziecinne pytania. Autor, Jan Rurański, sam określał to w ten sposób:

Ta książeczka jest dla ludzi, którzy chcą się napić piwa, nie zamierzają od razu kupować całego browaru. W każdej poważnej publikacji popularnonaukowej można znaleźć anegdoty, ciekawostki i paradoksy, które uatrakcyjniają lekturę, jak rodzynki dodają smaku ciastu. Ja zrobiłem rzecz nieprzyzwoitą:wydłubałem te rodzynki z poważnych dzieł, by oszczędzić dłubaniny tym, którzy nie mają na to czasu lub ochoty. Jest to więc zbiór ciekawostek naukowych, historycznych czy przyrodniczych niż gruntowny wykład popularnonaukowy. Ale, naturalnie, wszystkie fakty, hipotezy i teorie naukowe pochodzą z rzetelnych źródeł.



Wydano przynajmniej trzy książki z tej serii o jakich wiem: „Dlaczego sól jest słona?”, „Dlaczego woda jest mokra?” i „Dlaczego zebra jest w paski?”, które stały się bestsellerami. Czytałem je po wielekroć, a dokładniej dwie pierwsze, bo więcej nie udało mi się zdobyć. Była to naprawdę doskonała robota: rzetelna, ciekawa, wciągająca. Wiele faktów naukowych do dziś pamiętam. Nie można pominąć doskonałego opracowania graficznego: okładkę i całostronicowe, kolorowe, śmieszne ilustracje stworzył jeden z najlepszych polskich rysowników: Edward Lutczyn.

Read more...

Romantyczne założenie, odważne wykonanie

, , , ...

Blondie

Czy w świecie brutalnego, bezlitosnego turnieju jest jeszcze miejsce na uczucia? Czy pośród kosmicznych wojowników, kosmitów i cyborgów może rozkwitnąć miłość? Czy może przetrwać pośród huku wystrzałów i rozrywanych ludzi? Jak pogodzić czułość z krwawą walką o zdobycie kolejnego checkpointa?
Książka Johna Happendwicka przenosi bohaterów książek Jane Austen w świat najbardziej krwawego wojennego sportu: kosmicznego turnieju Unreal. Pokazuje, że miłość, to najbardziej ludzkie uczucie, może rozkwitnąć nawet w najbardziej nieludzkich warunkach.



Odważna ale romantyczna Odważna

Tyle zajawka z okładki książki. Bohaterki romantycznych powieści Jane Austen bywały już przenoszone w najróżniejsze sytuacje. Podróżowały w czasie do współczesności, walczyły z zombie, nawet sama autorka we współczesnych powieściach zostawała wampirem. Wydawałoby się, że już nic nie może w tej materii zdziwić, a jednak… Przeniesienie motywów z wiktoriańskiej Anglii do świata gry Unreal Tournament zaskakuje konceptem. A niesłusznie, czyż bowiem nie pisano po wielekroć o miłości w czasach wojny? To samo mamy tutaj, że wojna jest zmyślona – to nic, że się dzieje w przyszłości – no i co, że to nie jest de fakto wojna, a jedynie krwawy turniej – a co za różnica? Uczucia kontra sportowa rywalizacja — przecież to motyw po wielekroć wykorzystywany, choćby w telenowelach dla młodzieży. Nihil novi w przemyśle rozrywkowym.

Read more...

Download Opera, the fastest and most secure browser
December 2009
M T W T F S S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31