Skip navigation.

Wyśmiewisko Różności

Dajcie mi punkt oparcia, a wyśmieję wszystko

Posts tagged with "publicystyka"

Świąteczna cenzura, czyli dyktat niedouków

, , , ...


Jedna tylko rzecz jest gorsza od cenzury — cenzura sprawowana przez głupich i złośliwych. Tak właśnie najdelikatniej określić potrafię KRRiT, która wypatrzyła obrazę uczuć religijnych w przeróbce słów staropolskiej pieśni i zablokowała świąteczną reklamę znanego napoju. Logiki, sensu w tym ani za grosz. Zostaje głupota (którą zauważył również Bogdan Miś) i nikczemna złośliwość.

Kiedy w reklamach kręconych przez niedouków aktorzy mówią niepoprawnie i niegramatycznie, niszcząc nasz rodzimy język, kiedy równie kaleczą język polski prezenterzy największych programów radia i telewizji — Krajowa Rada Radiofoni i Telewizji nie dostrzega problemu i powodu do interwencji. Mimo że język to najcenniejsza dla narodu rzecz, mimo że istnieją konkretne prawne regulacje, mające na celu jego ochronę.

Powodem zaś do nałożenia cenzury jest wyjątkowa pomysłowość, jaką zaprezentowali pomysłodawcy reklamy, niezwykłe wyczucie języka, które zawsze doceniałem i szanowałem. „Hoop Colę daj” jest fenomenalnym w swej oczywistości pomysłem. Widać dobre agencje reklamowe dysponują lepszymi znawcami i miłośnikami ojczystego języka, niż składająca się z fanatycznych „patryjotów” rada, pasożytująca na budżetowych pieniądzach, przechowalnia stołeczków dla partyjnych kolesiów.

Dlatego dziś, w ramach protestu przeciw cenzurze, rzucam wyzwanie KRRiT — oto mój policzek dla tych kolesiów. Ciekawym co oni na to. Spróbujcie mnie zablokować, panowie o dwie sigmy w dół od średniej populacyjnej dla IQ. Oraz oryginalna, nieocenzurowana reklama HOOP Coli. Nie dajmy się głupkom. Zachęcam do rozpowszechniania.

Gloria, in excelsis Daewoo



Cisi bohaterowie — ludzie nieocenieni i bezcenni

,


O skradzionym napisie ARBEIT MACHT FREI z bramy obozu w Auschwitz-Birkenau wszyscy na pewno słyszeli, o jego odzyskaniu również, nie ma więc sensu przypominanie tej historii. Uznanie wzbudziła skuteczna i bardzo szybka reakcja odpowiednich służb. Jak to się stało, że Policja, w wielu głośnych sprawach bezradna od lat (sprawa Olewników choćby, czy generała Papały, której rozwiązanie powinno być punktem honoru), tym razem uwinęła się w parę dni? Nie był to przypadek. Nic, kompletnie nic by w tej sprawie nie przedsięwzięto, gdyby nie pewien człowiek. Jeden człowiek. Pewnie nikt nawet nie dostrzegł jego bezcennego udziału, o docenieniu już nie mówiąc, chociaż przemknął nawet przez główne strony gazet i portali. To premier Izraela, Benjamin Natanjahu.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu wezwał polskie władze do działań w celu zatrzymania przestępców, którzy ukradli napis "Arbeit macht frei" z bramy wejściowej byłego hitlerowskiego obozu zagłady Auschwitz. - Jestem wstrząśnięty tą kradzieżą i apeluję do polskiego rządu o działania w celu schwytania przestępców, którzy sprofanowali to miejsce, gdzie zostało zamordowanych ponad milion Żydów - powiedział izraelski premier przed posiedzeniem rady ministrów. »»



Pomyśleć, że gdyby nie ten bohaterski człowiek i jego trzeźwy i na czasie apel, nikt w Polsce, ani w rządzie, ani w policji nie pomyślałby nawet, że należy ścigać sprawców głośnego przestępstwa! Gdyby nie on, napis bez wątpienia nigdy by się nie odnalazł, zapewne w ogóle by go nie szukano.

Powinniśmy, jako naród, wyrazić ogromną wdzięczność premierowi Natanjahu. Wysłać jakąś delegację, która poprosiłaby go o kolejne, jakże cenne apele. Mógłby zaapelować o rozwiązanie innych spraw kryminalnych i politycznych, dotychczas nie rozwiązanych, począwszy od FOZZ, aż po aferę hazardową. Najlepiej byłoby wręczyć mu w ogóle listę ważnych spraw, żeby zaapelował hurtem, można by mu nawet zapłacić za poświęcony czas. Albo jeszcze lepiej, niechby zaapelował do rządu o wprowadzenie koniecznych reform: naprawienie służby zdrowia, systemu emerytalnego, reformy finansów, dywersyfikację dostaw energii… Wyobraźcie sobie: w ciągu kilku dni, dzięki apelowi pana Benjamina, mielibyśmy rozwiązane wszystkie nękające nas problemy, włącznie z bezrobociem, bezkarnością o. Rydzyka i spiskami żydokomunomasonerii… No, może z tymi ostatnimi się trochę rozpędziłem. Ale czyż nie opłacałoby się, drodzy Rodacy, zrobić ogólnonarodową ściepę i wynająć tego bezcennego człowieka?

Cudze chwalicie, swego nie znacie — mógłby mi ktoś powiedzieć, więc aby uniknąć tego zarzutu, przypomnę, że i w naszym kraju mamy osoby może nie aż tak znane, ale równie akuratne i niezbędne, nieocenione. Ludzi, którzy w cieniu, bez rozgłosu prowadzą swoje śledztwa i prace badawcze, w pocie czoła, poświęcając na to wiele lat nieraz, ustalają ważne fakty naszej historii. Tak, to pracownicy instytucji o nazwie IPN. Sprawa, którą chcę poruszyć, wiąże się zresztą z poprzednią.

Instytut Pamięci Narodowej prowadził śledztwo wobec przywódców III Rzeszy. Umorzył je z powodu ich śmierci. Krakowski oddział pionu prokuratorskiego IPN (Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu) ogłosił dzisiaj, że umarza śledztwo o zbrodnię wojenną "w stosunku do Adolfa Hitlera, Heinricha Himmlera i Ericha von dem Bacha-Zelewskiego" "wobec śmierci sprawców". Szef komisji w Krakowie, prok. Piotr Piątek […] nie odpowiada wprost. Tłumaczy, że śledztwo prowadzone było od 2001 r. […] Przesłuchano 171 osób […] »»



Nikt chyba nie ma wątpliwości, że Adolf Hitler czy Heinrich Himmler to wyjątkowi zbrodniarze. Ustalenie, że nie żyją, warte było tych ośmiu lat mozolnej pracy wielu osób. Mówiąc o IPN nie narzekajmy zatem, że na jego funkcjonowanie idą miliony złotych z naszych podatków, że lepiej byłoby je przeznaczyć na szkolnictwo, służbę zdrowia, czy remonty dróg.

Zwłaszcza teraz, kiedy IPN zamierza przeprowadzić – jak zwykle błyskawiczne – śledztwo w sprawie zamachu na papieża Wojtyłę, nie rzucajmy kłód pod nogi. Być może już za 10-15 lat dowiemy się, kto strzelał (chyba, że tymczasem umrze), a odkrycie, że Jan Paweł wówczas przeżył, a potem umarł, będzie zaiste bezcenne.

Medale za nic Dziś ponownie arcytrafny Marek Raczkowski, no sam wchodzi mi w ręce.

Jesteś głupi? Pokazuj to z dumą i nonszalancją

, ,


TV, ogólnoświatowy kanał publiczny Telewizji Polskiej… w świat idzie taka oto scenka: siedzą sobie pani i panowie posłowie z popularnej ostatnio komisji śledczej, posiedzenie mają, znaczy pracują, ważne dla kraju rzeczy mają rozstrzygnąć. Przewodniczący zadaje członkini dość proste pytanie: „czy czytała Pani te dokumenty?”. Wydawałoby się — nic prostszego odpowiedzieć. Możliwe odpowiedzi: „tak”, „nie”, „nie wiem”, „nie rozumiem pytania”. Ale w parlamencie chyba nie może być prosto. Odpowiedź posłanki to przydługi elaborat, zaczynający się od słów: „a ja to pana posła x (tu nazwisko) to w ogóle nie widziałam żeby czytał te dokumenty…”, wygłoszony zresztą wybitnie napastliwym tonem. Poczuła się z niedocieczonego powodu dotknięta? A może jednak nie zrozumiała pytania, tylko wstydzi się przyznać? Przewodniczący cierpliwie powtarza pytanie. Odpowiedź znów taka sama. Zaczynam dochodzić do wniosku, że na wymienionej przeze mnie liście możliwych odpowiedzi brakuje „mam cię w dupie”. Bingo, na kolejne powtórzenie pytania posłanka odpowiada „nie odpowiem na to pytanie”. Co chyba właśnie należy tak rozumieć.

Lepszego rysunkowego komentarza nie sposób chyba znaleźć. © Marek Raczkowski

Gdybyż to koniec był, ale nie! Mamy odjazd kamery i widzimy, że powyższą scenkę oglądają uczestnicy jakiegoś programu publicystycznego. Z napuszonych min od razu widać, ze politycy, najpewniej posłowie, chyba ze wszystkich aktualnych opcji. Prowadzący program zadaje dość proste pytanie, nawiązujące do pokazanej scenki: „czy w takim razie komisje śledcze mają jakiś sens? Czy w przyszłości zagłosowałby pan za powołaniem takiej komisji śledczej? Wydawałoby się — nic prostszego odpowiedzieć. Możliwe odpowiedzi: „tak”, „nie”, „nie wiem”, „nie rozumiem pytania”. Ale jak mamy do czynienia z politykami, nie ma tak łatwo. Odpowiada pierwszy od lewej. Ględzi długo i nudno o walce politycznej największych partii, czyli o większe banały już trudno. Wyględził się, skończył, nie przedstawił żadnej konkluzji. Na zadane pytanie też nie odpowiedział. Prowadzący zdaje się tego nie widzieć, oddaje głos następnemu z kolei. Znów mamy to samo: długie ględzenie bez żadnej wartościowej myśli, bez przesłania, bez odpowiedzi na zadane pytanie. I znów trzeci to samo, kompletny brak treści, kompletny brak indywidualności – bo faktu obwiniania o sytuację innej strony nie liczę – brak odpowiedzi na pytanie. Jak słyszę frazę „bezpardonowa walka (partii) ‹A› z (partią) ‹B›”, to wychodzę, bo mi jedzenie stanęło. Długo mnie nie było. Pozmywałem po kolacji, zrobiłem sobie herbatę, poszedłem do toalety (na długo). Wracam i na wejściu słyszę frazę „bezpardonowa walka (partii) ‹A› z (partią) ‹B›”. Déjà vu? Ten sam gada? Nie, gada kolejny, oczywiście też bez sensu, bez ładu i składu. Na zadane proste pytanie żaden z pytanych nie odpowiedział.

I to mają być reprezentanci narodu? Elita? Władza? Pajace, nie potrafiący odpowiedzieć na najprostsze zadane pytanie? O wyciągnięciu wniosku, morału z obejrzanej scenki już nie wspomnę. Naprawdę są tak głupi, że nie rozumieją pytania? Jakby mi uczeń tak ględził nie na temat, to by na kopach wyleciał. Dochodzę do wniosku, że znów zachodzi casus odpowiedzi „mam cię w dupie”. Dokładniej, rozwinąwszy ta odpowiedź brzmi „mam cię w dupie, dziennikarzyno i twoje pytania, przyszedłem z gotowym wykutym na blachę tekstem i powiem co mi się podoba. Słuchających obywateli też mam dupie”.

I w tym swoim napuszeniu i parciu na szkło w ogóle nie zauważają, że naród też ma ich w dupie. Że to ich pajacowanie, nieudolność, niekompetencja są widoczne jak na dłoni. A potem dziwią się, że słupki sondażowe chodzą odwrotnie, niżby się spodziewali. Że im kogo więcej pokazują w publicznej telewizji, tym niższe ma poparcie i wyniki w wyborach. Tak, tak, chodźcie gołąbeczki pokazywać się w telewizji, pokażcie, co sobą reprezentujecie…

Dużemu wolno… być piratem

,


Praktycznie wszyscy znający się na rzeczy są przeciwni rządowej ustawie nakładającej – pod pretekstem walki z hazardem, którego prawie nikt w tym kraju nie uprawia – cenzurę na internet. Wszyscy pokazują słabe strony i bzdury, jakie zawarte są w projekcie…

Polskie Towarzystwo Informatyczne zdecydowanie sprzeciwia się zaproponowanej nowelizacji ustawy znanej powszechnie pod nazwą "hazardowej", a zwłaszcza tej jej części, w której mowa o Rejestrze Stron i Usług Niedozwolonych. Twierdzi, że jest to projekt "bezprecedensowo zły" i uważa, że "powinien zostać w całości wycofany". »»»


Co na do rząd? Ma to w „de” i udaje, że nie ma problemu.

Tymczasem ni du-du nie można się doprosić o informację na temat planowanych ustaw ACTA (międzynarodowym porozumieniem odnośnie zwalczania piractwa i naruszeń praw autorskich). Jedyne materiały, to przecieki, jakie opublikowano w Niemczech. Dlaczego obywatele muszą się dowiadywać o tym, co ich dotyczy, z przecieków? — pyta retorycznie prawnik Piotr Waglowski z serwisu VaGla.pl. »»»

Żeby nie było nam wesoło, Brytyjczycy z kolei planują wprowadzenie urzędu Generalnego Łowcy Piratów, który będzie mógł dowolnie karać piratów i ustanawiać prawo wedle własnego widzimisię, bez kontroli parlamentu (sic!). Coś jak Wielki Inkwizytor. »»»

Drastycznie zaostrzyć prawo planuje ponoć także Hiszpania, znana do tej pory z umiarkowania i rozsądku w tej kwestii. Chyba ostatni cywilizowany kraj, gdzie nie upadli jeszcze na głowę, to Kanada.

Akurat w Kanadzie, mimo jej łagodnego prawa, wytwórniom muzycznym (sic!) grozi grzywna sześciu miliardów dolarów (sic!) za łamanie praw autorskich (sic!). Ciekawe, że w krajach, które ostrzej niż Kanada zwalczają piratów, te same wytwórnie są bezkarne. »»»

Wniosek mogę wysnuć tylko jeden. W prawie pirackim nie chodzi o walkę z piractwem, ale o maksymalne dojenie (wszystkich: i użytkowników i artystów) i nabijanie kabzy multimedialnym koncernom. Temu jedynie, a nie ochronie artystów, służą ich miecze, jakimi są organizacje obrony „praw autorskich”.

Pobawimy się w miny?

,


Zabawa z bombami
Dziecięce zabawy, Izrael.

Burak cukrowy w torcie ziemniaczanym

, ,


Pewne sprawy powracają co jakiś czas, uparcie podnoszone przez różnego rodzaju oszołomów. Taką sprawą są żądania wyburzenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, absurdalne, głupie i zapiekłe.

Nie, nie jestem jakimś szczególnym miłośnikiem tej budowli, zaciekłym obrońcą. Natomiast zwolennicy takiego kosztownego pomysłu nigdy jeszcze nie przedstawili ani jednego rozumnego argumentu. A przynajmniej ja nie słyszałem. Podkreślam, ani jednego. Co więc zwykle słyszymy?

PKiN jest brzydki i szpeci stolicę. Jeśli rzeczywiście z powodu brzydoty należy burzyć budynki, to zgoda. Ale chyba, a raczej na pewno, jest wiele brzydszych budowli, wymagających znacznie pilniejszej rozbiórki? Poza tym, bardziej bezstronne osoby, w tym architekci, nie uważają go wcale za brzydki, a niektórzy nawet wręcz przeciwnie — za wybitne i wyjątkowe dzieło architektury. Ja tam się nim nie zachwycam, ale i nie otrząsa mnie na jego widok.

PKiN to okropny przykład architektury komunistycznej. Szkopuł w tym, że – kto się chociaż ciupkę interesował lub posłuchał mądrzejszych, ten wie – to wcale nie jest architektura komunistyczna, bo projekt jest kopią nieco wcześniejszej architektury kapitalistycznych i demokratycznych Stanów Zjednoczonych Ameryki.

PKiN jest stary, nieopłacalny w utrzymaniu i niedługo wszyscy najemcy z niego uciekną. Dziwne, na razie nie uciekli. Proszę przyjść z tym argumentem, jak Pałac będzie stał pusty i zaniedbany. A, zaraz, to zerknijmy może na opłacalność w utrzymaniu innych budowli w kraju?

PKiN to symbol ciemężenia narodu polskiego. No jak dla mnie to chyba prędzej argument za tym, żeby go pozostawić, ku przestrodze i pamięci. Ale dobrze, przyjmijmy, że symbole ciemężenia należy likwidować. Oczekuję, że w trybie natychmiastowym rzecznicy tej opcji zażądają wyburzenia tysięcy innych symboli ciemężenia naszego narodu, jakie mamy w kraju. Zaczniemy od Pałacu, potem pójdzie pod młotek obecna siedziba Giełdy Warszawskiej, tysiące wybudowanych w czasach PRL budowli, w tym szkoły, szpitale… aaa, że chodzi tylko o te duże symboliczne? No to na pierwszy ogień powinien pójść okropny symbol krzyżackiego ciemężenia Polaków — zamek w Malborku. Poza tym, według współczesnych standardów, też jest brzydki. I psuje naturalny krajobraz Mazur. Zamków i pałaców do wyburzenia znajdzie się zresztą mnóstwo.

Żeby wybudować PKiN wyburzono wcześniejszą architekturę Warszawy. A cha, i co teraz? Będziemy rekonstruować wcześniejsze zabytki? Zgoda, ale to samo zrobimy z innymi budowlami w kraju, które postawiono na wyburzonych wcześniejszych. Przypominam zwolennikom takiego rozwiązania, że wiele z najstarszych świątyń katolickich w naszym kraju wybudowano na gruzach zburzonych świątyń religii wcześniejszej… Uprzedzam, będę się domagał konsekwencji.

PKiN to burak cukrowy w torcie. O, jakieś poetyckie porównania. To chyba o architekturze? Nie jestem specem od tej działki, ale ten argument jest chyba urwany. Jak się rozejrzeć po okolicy, to owszem, jest to może burak, ale w torcie ziemniaczanym. Całkiem udane połączenie, moim skromnym zdaniem.

Read more...

Tusk szykuje knebel? Internet na łasce nieokreślonych „podmiotów”


Dopiero co pisałem o planowanej cenzurze w polskim internecie. Już wówczas przysłowiowy nóż się w kieszeni otwierał. Po przeczytaniu krytycznej analizy proponowanej ustawy wygląda to milion razy gorzej, włos się na głowie jeży, a w drugiej kieszeni odbezpiecza przysłowiowy (chyba przysłowiony na razie) pistolet.

Projekt ustawy przetłumaczył na nasze Olgierd Rudak, redaktor naczelny pisma „Lege Artis”. Jeśli choć ćwierć z tego, co pisze, jest prawdą, to pora natychmiast maszerować pod Sejm z pochodniami i kijami. Zachęcam do przeczytania pełnego wpisu, a w skrócie:

  • Żądania skierowane do UKE dostawcy internetu będą musieli wykonywać natychmiast, pod groźbą rujnujących kar finansowych.
  • Kto będzie miał prawo wystosować takie żądania — nie wiadomo. Jakieś nieokreślone (poza Służbą Celną) „podmioty uprawione”.
  • Nie będzie żadnej kontroli nad tym, co jest blokowane, żadnego sprawdzania, czy żądanie jest zasadne.
  • Osoby/podmioty zainteresowane w ogóle nie będą informowane o takiej decyzji, o prawie do jakiegokolwiek głosu, czy procesu już nie mówiąc.
  • Nie będzie można się od takiej decyzji odwołać (sic!).
  • Podmiot zainteresowany odblokowaniem będzie mógł przesłać pokorny wniosek o odblokowanie strony… który będzie rozpatrywany przez tego, kto zablokowania zażądał. W terminie nieokreślonym.
  • Dopiero po odmowie uwzględnienia takowego wniosku będzie można złożyć odwołanie od tej decyzji (ale wciąż nie od samego wpisania, haha).


Wygląda to jak ustawa pisana przez pijanego indolenta, albo pisana ewidentnie pod nieodwoływalne zamykanie ust niewygodnym osobom. IV RP to przy tym pikuś, drodzy państwo!


Uaktualnienie:
• Projekt opisał również Vagla.pl, uważany za czołowego speca od prawa w sieci.

Uaktualnienie II:
• Marcin Maj chyba rozszyfrował źródło nieporozumień wokół ustawy.

Uaktualnienie III:
Drugi wpis Waglowskiego na ten temat.
• Dziennik Internautów: ustawę krytykują nawet urzędnicy.

IV RP jednak będzie… w Internecie?

, , ,


Propozycje [wiceministra finansów] Kapicy znalazły się na oficjalnej stronie internetowej Ministerstwa Finansów. Proponowane zapisy mają trafić do forsowanej przez rząd drugiej ustawy o grach hazardowych.

Pomysły wiceministra są bardzo restrykcyjne. Wszystkie internetowe kasyna, z których korzystają Polacy, będą musiały działać według polskiego prawa (do tej pory wiele serwerów kasyn instalowano za granicą np. na Malcie i funkcjonowało na podstawie zagranicznych regulacji).

Zmiany nie ominą także Służby Celnej, która będzie inwigilowała internautów grających w internecie. Z kolei firmy telekomunikacyjne zostaną zmuszone do gromadzenia i przekazywania organom państwowym danych o kasynach.

Celnicy będą inwigilować internautów odwiedzających wirtualne kasyna. Służba Celna zgromadzi dane o klientach i zablokuje kasyna - to część najnowszych propozycji wiceministra finansów Jacka Kapicy. Już niedługo Służba Celna może zamienić się w internetową tajną policję. »»



Skomentować to można tylko w jeden sposób: ktoś się zbyt wiele razy uderzył w głowę. To wszystko koncepcje wydumane, nieskuteczne, niewykonalne, drogie, godzące w państwo prawa i swobody obywatelskie. Podsumowując: stek idiotyzmów. Tajne policje, prewencyjna cenzura — czy o to chodziło wyborcom, kiedy głosowali na tę partię? Pora chyba zweryfikować dany jej kredyt zaufania.

Jak słucha się w TV o planach limitowania ilości kasyn względem liczby mieszkańców, to nasuwa się pytanie: kiedy limitowanie i likwidowanie punktów Lotto, które jest najpopularniejszym hazardem w tym kraju?

To samo w większości Europy i Unii Europejskiej. Prawo zaczyna być tworzone pod dyktando lobby wielkich koncernów, które chętnie wydarłyby opłatę nawet za śpiewanie sobie pod nosem:

Tysiąc funtów kary groziło pewnej Brytyjce za śpiewanie w godzinach pracy. Nie miała bowiem na to stosownej... licencji (sic!), co nie spodobało się Performing Right Society, brytyjskiej organizacji zbiorowego zarządzania i ochrony praw autorskich. 56-letnia Sandra Burt, pracująca jako sprzedawczyni w sklepie spożywczym w Clackmannanshire w Wielkiej Brytanii, mogła zostać ukarana grzywną w wysokości aż tysiąca funtów […] »»



Jedyne oznaki zdrowego rozsądku widać w niektórych państwach skandynawskich:

Read more...

Źle się dzieje w Internecie

, ,


Dużo się dzieje ostatnio i źle się dzieje.
Miłościwie nam panujące rządy i korporacje pracowicie, ale skromnie (bo w całkowitej tajemnicy) pracują nad ograniczeniem tak nam wszystkim ciążącej wolności i swobody. O tym, że międzynarodowe negocjacje nad paktem o kontroli Internetu (ACTA) toczą się za zamkniętymi drzwiami już pisałem wiele miesięcy temu. Jak przypomina Heise Online, nic na lepsze się nie zmieniło: politycy dopuścili do komitywy jedynie przedstawicieli korporacji, którym oczywiście zależy na jak najgłębszej cenzurze. O tym, żeby dać się poddać kontroli obywateli i organizacji broniących praw obywatelskich, nie mam mowy.

"PC World" powołuje się na rozesłane przez Komisję Europejską do krajów członkowskich UE podsumowanie przekazanego ustnie stanowiska USA. Zgodnie z tym dokumentem ACTA przewiduje rozszerzenie odpowiedzialności stron trzecich w razie naruszeń prawa autorskiego, a także ograniczenie przywilejów braku odpowiedzialności dla dostawców łączy. […] Amerykański projekt mówi w tym przypadku o "stopniowanej reakcji", która według planów rządów Francji i Wielkiej Brytanii ma w konsekwencji prowadzić do odcięcia łącza internetowego. Mówiąc krótko: USA chcą za pośrednictwem ACTA wprowadzić scenariusz "trzech naruszeń" (three strikes) na skalę międzynarodową. »»



O tym samym właśnie napisał serwis Vagla.pl, uświadamiając jednocześnie, ze nad tym porozumieniem pracują również przedstawiciele polskiego rządu. Ale kto konkretnie: jakie osoby, które ministerstwa czy agendy, jakie jest polskie stanowisko, jaki etap prac — nic nie wiadomo, praktycznie wszystko odbywa się w tajemnicy.

Opisywane ponad rok temu w tym serwisie negocjacje w sprawie Anti-Counterfeiting Trade Agreement (ACTA) nabierają rumieńców. Wydaje się, że na podstawie tego, co już wiadomo, możne próbować formułować jakieś bardziej ogólne tezy, dotyczące współczesnego procesu stanowienia globalnego prawa, w którym to korporacje zyskują podmiotowość i ... suwerenność(?). Oto okazuje się, że projektodawcy potrafią przekazywać projekt założeń "wybranym lobbystom", potrafią też niektórym firmom przekazywać dane po "zobowiązaniu ich do zachowania poufności", etc. To trochę chyba nie tak, jak zakładał kiedyś Monteskiusz, gdy myślał o trójpodziale władz, które wzajemnie się kontrolują. »»



Kiepsko? Może być jeszcze gorzej

Read more...

Nadchodzą czasy awangardowych poetów

, , , ...

Unia Europejska przeznacza miliony euro na rozwój programu o nazwie Project Indect. W jego ramach w ciągu pięciu lat ma powstać oprogramowanie komputerowe, które będzie monitorowało Internet i podłączone doń komputery w poszukiwaniu zagrożeń, nienormalnych zachowań i aktów przemocy. […]
Zadania takie mają być realizowane poprzez "skonstruowanie programów przeznaczonych do ciągłego i automatycznego monitorowania zasobów publicznych takich jak witryny internetowe, fora dyskusyjne, grupy usenetowe, serwery plików, sieci P2P oraz indywidualnych komputerów, a także skonstruowanie bazujących na Internecie aktywnych i pasywnych systemów zbierania informacji.



Automatyczne kontrolowanie słowa pisanego to dla zwolenników inwigilacji jeszcze za mało. Przecież ludzie także rozmawiają, komunikują się w inny sposób, poruszają się… ale i na to znajdzie się rada:

Na tym jednak nie kończą się prace nad systemami monitorującymi. Inny projekt o nazwie Adabts (Automatic Detection of Abnormal Behaviour and Threats in crowded Spaces), w który zaangażowane są firmy ze Szwecji, brytyjskie Home Office oraz BAE Systems, zakłada stworzenie narzędzi do wykrywania podejrzanego zachowania w miejscach monitorowanych przez kamery. Ma ono analizować ton głosu osób przebywających np. na ulicy, mowę ich ciał czy umożliwić śledzenie w tłumie wybranej osoby. »»»



Nihili novi… Wygląda na to, że realizuje się koszmarna wizja społeczeństwa monitorowanego absolutnie przez system komputerowy, jaką stworzył polski pisarz Janusz A. Zajdel w powieści „Paradyzja”. Wszechobecne kamery i mikrofony, obowiązkowe identyfikatory radiowe w postaci obrączki, których nie można zdjąć. Rejestrowanie i automatyczne analizowanie wszystkich zachowań i słów. Zajdel pisał to jako metaforę systemu totalitarnego, a realizuje się to w świecie (ponoć) wolnym:

Nietrudno odgadnąć, co nurtuje cię najbardziej, przeciwko czemu buntuje się twoja natura Ziemianina! […] Sądzisz zapewne — powiedział — że z tych słów i gestów, które rejestruje Centrala, trudno stworzyć prawdziwy obraz nastrojów społeczeństwa. Po części masz rację. […] To rzeczywiście trudny problem, ale zapewniam cię, że Centrala ma i na to sposoby. System Zabezpieczeń nie jest skostniały w swej strukturze i metodach; on ustawicznie ewoluuje, rozwija się, ulepsza! […]
Myśli człowieka są sferą, do której najtrudniej dotrzeć, a tam przecież rodzą się treści wypowiedzi i zamiary działań. Myśli ludzkie kryć mogą w sobie istotne elementy zagrożenia publicznego. Człowiek, pozostawiony z własnymi myślami, bez moralnego i naukowego wsparcia, wątpi, docieka, roztrząsa dziwaczne i niebezpieczne pomysły... […]

Nie mogąc zbadać bezpośrednio procesów myślowych, Centrala musi z możliwie największą precyzją rejestrować idące za myślą słowa i czyny ludzkie. Słowa są bardzo dobrym wskaźnikiem stanu myśli. Niewinny na pozór dialog dwóch osób może — po dokładniejszej analizie — okazać się rozmowa spiskujących dywersantów. Rejestrując i badając treść rozmów, Centrala wyławia z nich wszelkie niejasne sformułowania czy wręcz treści jednoznacznie niebezpieczne. Niejasności są interpretowane, rozszyfrowywane i odpowiednio oceniane. Człowiek, który je wypowiada, staje się obiektem podejrzeń. […] Centrala zresztą identyfikuje nie tylko osobników o podejrzanych zamiarach, lecz także tych, którzy treścią głoszonych poglądów przyczyniają się do zwiększenia naszego wspólnego bezpieczeństwa. Jednym słowem, Centrala słucha naszych rozmów, obserwuje nasze gesty, nasze czyny i zachowania, by nieustannie oceniać stan ludzkich umysłów. Ta ogromna ilość informacji napływająca bez przerwy do Centrali za pośrednictwem sieci mikrofonów i kamer, jest na bieżąco analizowana. Uzyskane w ten sposób dane służą do oceny każdego obywatela z osobna, a także do kontroli ogólnego stanu bezpieczeństwa. Żaden spisek, żaden zbrodniczy zamysł czy szaleńcze urojenie, mogące zaszkodzić planecie, nie może ujść uwagi Centrali — jeśli z nieprzeniknionej sfery myśli ludzkiej przechodzi w fazę słów lub czynów... Ten złożony system zabezpieczeń funkcjonuje z niezwykłą precyzją, bo pozbawiony jest pierwiastka subiektywizmu. Komputerowa analiza pozwala przetworzyć i zbadać tak ogromną liczbę danych, że nie zdarza się przeoczenie czegoś istotnego.



Wszakże to nie wszystko i nie jedyne analogie…

Read more...

Moralność słupków, czyli zbrodnia i kara

, ,


Queen of Britain Kiedyś zasłyszałem taką oto, ponoć autentyczną, historię. Był razu pewnego, w dwudziestowiecznej Anglii, nastoletni chłopiec, który usiłował dokonać zamachu na królową. Nie udało mu się. Wstrząśnięci takim świętokradztwem Anglicy pytali: czemu? Jak bez oporów i skruchy wyjawił już na pierwszym przesłuchaniu, pragnął zostać sławnym i trafić do podręczników historii jako zabójca królowej. Działał metodycznie, z przekonaniem, że nawet jeśli mu się nie uda, jego imię i tak zostanie unieśmiertelnione.
Oburzenie opinii publicznej było przeogromne. Takoż przerażenie motywacją chłopaka. Postanowiono nie dać mu tej satysfakcji, na prośbę sądu i polityków całkowicie przemilczano nie tylko jego nazwisko, ale i imię i wszelkie dane, mogące posłużyć identyfikacji. Wszystkie media, telewizje, radia i gazety – nawet te najbardziej brukowe – solidarnie okryły proces i skazanego milczeniem. Podły plan poniósł fiasko. Solidarnie skazano go na chyba najgorszą dla niego karę: zapomnienie i wymazanie ze społecznej świadomości. Tak skutecznie, że dziś nawet sama ta historia jest niemal nieznana.

Nie wiem, czy to prawda, czy nieprawda (nie udało mi się znaleźć w internecie żadnych materiałów, co może być argumentem i za, i przeciw). Ale spokojnie mogę sobie wyobrazić, że zdarzyło się to naprawdę.

I tak samo, jeśli nie bardziej, jestem pewien, że w Polsce taka solidarna, szlachetna postawa nie byłaby możliwa. Tak, nie mamy królowej, ale możemy sobie podstawić inną narodową świętość: papieża Jana Pawła II. Skala, myślę, odpowiednia. Jak postąpiono by u nas? Obserwując to, co dzieje się w kraju, mogę sobie wyobrazić…

Telewizje i gazety rzuciły by się jak sępy na taki skandal, nie bacząc na intencje, skutki i moralność. W dążeniu do podwyższenia sobie słupków oglądalności i poczytności zrobiono by z rzezimieszka gwiazdę mediów. Rychło, przy pierwszej możliwej okazji nie tylko zrobiono by z nim wywiad – rzekę, ale zaproszono do talk-show. Pokazano by w TV nie tylko jego, ale i kolegów, rodziców, babcię, a nawet psa. W ciepełku afery grzaliby się politycy – stróże prawa i moralności, z lubością grzmiąc i pouczając, byle tylko pokazać się na ekranie. Wspólnym solidarnym acz plugawym wysiłkiem hieny zapewniłyby gadowi łaknioną nieśmiertelność. A przynajmniej sławę.

Bezimienny, żądny złej sławy zamachowiec rozminął się z czasem i miejscem na swoje świętokradztwo. A może nie. A może to polskie media i polscy politycy z czymś się rozmijają.

Chodzi przecież o zachętę

, , , ...

Dziś prezydent USA, Barack Obama został laureatem pokojowej Nagrody Nobla. Nie ma wprawdzie jeszcze żadnych osiągnięć, ale tak się garnie do pokoju.
Niech ma, chłopak, na zachętę.


I tylko my, jak zawsze, już wszystko widzieliśmy w kinie.
Download Opera, the fastest and most secure browser
January 2010
M T W T F S S
December 2009February 2010
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31