Tam gdzie żyją smoki....

Wyprawa

To fakt niezbity i niezaprzeczalny smile że zaniedbałam swoje postanowienie sad Może uda mi sie poprawić a może to znów słomiany zapał. Pożyjemy - zobaczymy.
Trochę pozmieniało mi sie w moim życiu - jeśli mam być szczera to na korzyść. Wyprostowało się parę spraw, o kilku niemal zapomniałam a jeszcze inne dopiero wychylają się gdzieś zza zakrętu smile Czasem zastanawiam się czy taka pełna stabilizacja jest całkiem normalna i tak naprawdę pożądana... tzn. praca,dom,rodzina i tak w kółko i myślę sobie, że gdyby nie korba mojego ślubnego na punkcie rowerów (którą zaraża - nie wiem czy na szczęście czy nie smile) i moja korba "fotograficzna" to życie byłoby nudne i wiele straciło. Kiedy widzę jak Kuba się cieszy bo właśnie nabył drogą kupna nową część do swojego pięknego bika to tak jakbym widziała Krzysia kiedy dostanie nowy pociąg albo w najbliższym czasie wymarzoną hulajnogę smile Zastanawiam się czy ja też mam tak roześmiane oczka kiedy zaspokajam swoje ochotki zdjęciowe...?

Oddaję w Wasze ręce i pod osąd kolejny rozdział smoczych opowieści smile

wyprawa.doc


WYPRAWA

January szybko doszedł do siebie, spał tylko dwa dni a Krzyś... no cóż Krzysiu spał cały tydzień. Dla wyjaśnienia syrop a właściwie nalewka z malinorzębin to niezwykle skuteczny środek na bezsenność, nie mówiąc o tym, że jest wysokoprocentowym alkoholem i że wystarczy jedna duża łyzka by dorosły dużych rozmiarów smok spokojnie przespał całą noc. January pomylił malinorzębiny z malinojarzębinami która jest zwykłym owocem, a kompot z ich jest rzeczywiście bajecznie pyszny. Nasi mali bohaterowie wypili całą butelkę więc nic dziwnego, że spali potem jak aniołki.
Kiedy w końcu wszyscy znaleźli się w kuchni na wspólnym śniadaniu babcia powiedziała:
-Mam nadzieję, że czegoś Was nauczyła ta przygoda – powiedziała babcia uśmiechając się ciepło.
-No tak babciu. Teraz będziemy dokładnie czytac etykietki na słoikach a w razie czego to zapytamy Ciebie.
-Ja jeszcze nie umiem czytać ale to chyba nie ma znaczenia bo smocze słoiki i tak są dla mnie zbyt wielkie i ciężkie – wyszczerzył zęby w uśmiechu Krzysiu.
Babcia tylko się uśmiechała.
-Babciu a czy rozmawiałaś z dziadkiem? – zapytał nieśmiało January.
-Myślałam, że zapomnieliście już i nigdy nie zapytacie.
-Jakbyśmy mogli babciu. Przecież to ma być bardzo ważna wyprawa.
-Wyprawa ratunkowa – dodał poważnie Krzysiu.
-No wiem kochani i mam dla Was wiadomość. Po śniadaniu pójdziecie do biblioteki do dziadka a on już coś dla Was ma – powiedziała babcia i uśmiechnęła się tajemniczo.
-Dziękujemy babciu!!! Jesteś najwspanialszą babcią na świecie!!!
-No już dobrze chłopcy. Zabierać mi się tu zaraz do jedzenia, bo póki talerze nie będą puste nigdzie Was nie puszczę.
Chłopcy pochłonęli śniadanie w ekspresowym tempie i popędzili do biblioteki. Dziadek jak zwykle siedział w swoim wielkim, pluszowym fotelu i ćmił fajkę. W pokoju pod sufitem tańczył dym fajkowy. Jak zwykle Hipolit nie zauważył wejścia chłopców, bo zwyczajnie drzemał...
-Dziadku... – powiedział cichutko January – ale dziadek pochrapywał tylko. Jego wielkie okulary zsunęły mu się na czubek nosa i sprawiały wrażenie jakby lada moment miały zlecieć.
-Dziadku – trochę śmielej powiedział mały smoczek, ale dalej nie odniosło to spodziewanego efektu.
Krzyś niby to niechcący oparł się o jedną z niestabilnie ustawionych książek, na półce na której January go postawił. No i ... spadła robiąc trochę huku i dziadek się ocknął.
-A... to Wy. Wchodźcie bo mam coś Wam do powiedzenia. – powiedział dziadek poprawiając okulary i wygodniej się sadowiąc w fotelu – January podejdź do biurka i weź z niego rulon opatrzony czerwoną wstęgą. Dobrze... Rozłóż go na stole. Tak... Jak widzicie jest to mapa naszej krainy. Ale nie jest to taka zupełnie zwyczajna mapa. Dzięki niej nigdy się nie zgubicie w krainie smoków, bo ona pokaże Wam gdzie się dokładnie znajdujecie.
-Dziadku czyżbyś zmienił zdanie co do naszej wyprawy??? – z niedowierzaniem zapytał January.
-Widzisz... Twoja babcia potrafi przekonać do wszystkiego. Co gorsza – przekonać do tego stopnia, że jej pomysły biorę za swoje... No nic. Na biurku są jeszcze dwa inne rulony – zielony i niebieski. Przynieś mi je wnusiu. Dziękuję.
Dziadek rozwinął zielony rulon i powiedział.
-To jest mapa Lasu Kalafiorowego Królestwa. Jest bardzo orientacyjna, bo aktualizacje jej są raczej rzadkie. Ostatnie poprawki wprowadził tu Twój ojciec January ale było to bardzo dawno temu... Zanim wyruszycie musicie wiedzieć dlaczego ten Las jest taki szczególny. Dzieje się tak dlatego, że jest to miejsce w którym ścierają się wszystkie nieludzkie światy. Będziecie tam mogli spotkać wszystkie formy życia, twory dobre i złe, niebezpieczne i przyjazne. Na mapie macie zaznaczone miejsca, których powinniście się absolutnie wystrzegać. Mam nadzieję drogi młodzieńcze, że wystarczająco pilnie czytałeś książki, które podsuwaliśmy Ci razem z babcią... – dziadek zamyślił się. Ta tyrada chyba go zmęczyła. January jeszcze nigdy nie słyszał żeby dziadek powiedział tyle słów na raz.
-Co ja to mówiłem... Aha! Niebieski rulon zawiera spis składników, które musicie zebrać. Pamiętajcie, że bardzo ważna jest kolejność! Każdemu ze składników nadałem symbol i umieściłem na mapie z zielonego rulonu... – dziadek zaciągnął się tytoniem z fajki, popykał przez chwilę po czym powiedział – Mam nadzieję, że Ci się uda mój mały smoczku. Masz przyjaciela, który z Tobą pójdzie więc będzie Wam raźniej. Pamiętajcie, że siła i moc przyjaźni jest wielka. Trzeba tylko w nią wierzyć. – dokończył dziadek takim tonem jakby chciał, żeby mali podróżnicy na pewno to zapamiętali – A teraz idźcie do babci – powiedział stary Hipolit i ... zasnął.
Chłopcy pozbierali dziadkowe rulony i ruszyli do kuchni.
-Babciu! Babuniu kochana!! Jak to zrobiłaś, że przekonałaś dziadka?? – dopytywali się przekrzykując się wzajemnie chłopcy.
-Mam swoje sposoby – wesoło odparła babcia – no i jak?
-Dostaliśmy od dziadka mapy i rulon ze spisem składników, no i skierowanie na rozmowę z Tobą. – powiedział Krzysiu.
-To kiedy wyruszymy babciu??? – niecierpliwił się January.
-Siadajcie najpierw do stołu. – powiedziała babcia Brunchilda i postawiła przed nimi ciasto z owocami i po szklance soku jarzębinowego (ma podobne działanie jak herbata).
-Po pierwsze January, dlaczego chcesz iść na te wyprawę?
-Babciu czyżbyś się rozmyśliła? – przestraszył się Krzyś.
-Nie moi drodzy nie rozmyśliłam się. To bardzo ważne January – Czy wiesz dlaczego i po co idziecie?
-No wiem. Idę po lekarstwo dla mojego wyjca, bo nie chcę i nie mogę pozwolić na to żeby usechł.
-Dobrze. A dlaczego Ty Krzysiu chcesz pójść na tę niebezpieczna wyprawę?
-Bo ten kwiatek jest bardzo ładny, a właściwie był – dodał po chwili smutno. – Jak był zdrowy to pięknie śpiewał i latały koło niego takie ładne motylki... No a poza tym January jest moim przyjacielem a przyjaciele musza trzymać się razem. Muszą sobie pomagać. No i będzie wielka przygoda! Poznam dużo smoków. Będziemy w królestwie dziwnych stworzeń i w ogóle. – wyrzucał z siebie Krzyś.
-W jakim królestwie? Z resztą nie ważne. To jest wyczerpująca odpowiedź mój mały. – powiedziała uśmiechając się babcia.
-Przez najbliższe dni postaram się wam przekazać całą swoją wiedzę na temat składników, które przyjdzie Wam zebrać. Przejrzyjcie ponownie dziadkowe mapy i poszukajcie wiadomości o miejscach Wam nieznanych albo słabo znanych. Poza tym przejrzyjcie księgi z roślinami i istotami niebezpiecznymi. January nie krzyw się. Przecież nie puszczę Cię nie mając pewności, że wszystko jest w porządku. – uśmiechała się babcia – Te kilka dni to nie wieczność a może dowiecie się czegoś co potem ułatwi Wam zadanie.
Chłopcom nie w smak była ta kilkudniowa zwłoka ale cóż... z babcią się nie dyskutuje. Jak coś postanowi to tak musi być. Cóż mieli zrobić – potulnie zabrali się do nauki.
Słuchali pilnie nauk babcinych. January robił notatki, a Krzyś obejrzał chyba wszystkie Książki jakie dziadek miał w swoich zbiorach. Na całe szczęście były bogato ilustrowane i Krzyś uczył się dobrych i złych obrazków.
Kiedy babcia w końcu stwierdziła, że są już gotowi powiedziała:
- Chyba już starczy tej nauki. Nic więcej Wam nie powiem takiego o czym już byście nie wiedzieli. Wiecie wszystko o roślinach które macie zebrać i wiecie tyle o świecie z Lasu Kalafiorowego Królestwa ile wiemy my z dziadkiem. Niczego więcej Was nie nauczymy. Teraz musicie się porządnie wyspać i w drogę.

Smakusiowe przysmakiPAPIEROWA KULA STRACHU

Comments

Kejta Wednesday, August 22, 2007 4:07:08 PM

Drogi Rochu smile
Jak już pewnie wiesz Koyocik jeszcze nic nie zanabył - poza łańcuchem - ale niezmiennie modli się do wciąż tej samej muzy smile

Kejta pozdrawia Rocha bigsmile

Write a comment

New comments have been disabled for this post.