PAPIEROWA KULA STRACHU
Tuesday, August 28, 2007 9:06:03 AM
Nie ma chyba nic gorszego niż grypa jelitowa... czuję się jak stary, wyżuty kawałek zużytego papcia... i nie jest to przyjemne uczucie...
papierowa kula strachu.doc
PAPIEROWA KULA STRACHU
Chłopcy spali jak aniołki, bo babcia przezornie dolała im po kilka kropel nalewki z malinorzębin do wieczornego kakao. Tym samym rano wstali rześcy i wypoczęci. Wbiegli do kuchni ciekawi co tez babcia szykuje im na drogę ale w kuchni stało tylko przygotowane dla nich śniadanie... Czyżby babcia zapomniała? A może jednak dziadkowie się rozmyślili? Mając w głowie mnóstwo pytań malcy zasiedli do śniadania – w sumie lepiej jest się zastanawiać z pełnym brzuszkiem. Po śniadaniu pobiegli szukać dziadka.
- Idziemy do biblioteki. Tam na pewno będzie dziadek. – powiedział January takim tonem jakby dziadek nigdy nie opuszczał tego miejsca – i prawdę powiedziawszy nie wiele się mylił.
- Dziadku czy coś się stało?
- Nic mi nie wiadomo o tym by coś się stało lub miało stać. – powiedział dziadek – A o co chodzi mój mały smoczku?
- Babci nie ma w kuchni, nie ma prowiantu, nie ma plecaka i cały dom jest jakiś cichy. Czy my naprawdę idziemy dziś na wyprawę czy tylko to nam się śniło?
- To nie jest sen i naprawdę wyruszacie na wyprawę... dzisiaj... A babcia? No cóż... Cierpliwości drogi chłopcze. Babcia nic nigdy nie robi bez wyraźnej przyczyny więc pewnie tak jest i tym razem.
- Kiedy....
- Młodzieńcze cierpliwość jest cnotą, więc nie bądź porywczy. Czy przygotowałeś wszystkie rzeczy jakie zamierzacie wziąć? Wszystko co może być Wam potrzebne?
- Myślę, że tak dziadku.
- No to mam coś jeszcze dla Was. Coś co może Wam się przydać – powiedział dziadek tonem niezwykle tajemniczym.
Po czym wstał, podszedł do szafy, która wyglądała jakby nikt nigdy jej nie otwierał, chwycił za klamkę i.... jak łatwo się domyśleć nie zdołał jej otworzyć bo była zamknięta na kluczyk.
- No tak... Zapomniałem... kluczyk... gdzie ja go położyłem...
Chłopcy byli bardzo podekscytowani. Cóż ten dziadek chce im dać i dlaczego zwlekał z tym prawie do ostatniej chwili? Czy na pewno będzie w stanie otworzyć masywne drzwi szafy? No i co zrobił z kluczykiem? Takie pytania biegały po głowie naszych przyszłych podróżników. Patrzyli niecierpliwie na dziadka i zastanawiali się czy przez przypadek stary Hipolit nie robi tego specjalnie. Dziadek tym czasem chodził po całej bibliotece i mamrotał pod nosem. W końcu...
- No tak! Że też wcześniej o tym nie pomyślałem!
Powiedział dziadek i skierował się z powrotem w kierunku szafy. Przejechał swoją wielką łapą po górze szafy i ucieszony ściągnął mały srebrny kluczyk.
- Mam.
- Dziadku co dla nas masz. – zapytał January, który coraz bardziej się niecierpliwił.
- Cierpliwość jest cnotą mój młodzieńcze – powtórzył dziadek. – Jeszcze chwilkę musicie poczekać.
Powiedział dziadek i zaczął przerzucać rzeczy z miejsca na miejsce. W szafie roiło się od jakichś starych brulionów, małych i trochę większych pudełek, figurek o przeróżnych kształtach a wszystko to było zakurzone i pokryte srebrzystą nitką pajęczyn. Szafa rzeczywiście nie była bardzo długo otwierana.
„Tak musi wyglądać strych.” – pomyślał Krzyś. „Tylko po co dziadek trzyma na dachu szafy?” – zastanawiał się dalej. Śpieszę wyjaśnić, że tym razem Krzyś myślał o swoim dziadku, który ostatnio mówił, że musi zrobić porządek na strychu bo nazbierało się tam przez te wszystkie lata wiele niepotrzebnych nikomu rupieci.
- Mam! – zakrzyknął dziadek uradowany. – Mam. A już się bałem, że jednak jej nie znajdę.
- Co masz dziadku? – dopytywali się jeden przez drugiego.
- To. – powiedział dziadek i wyciągnął do nich dłoń na której leżała mała piłeczka.
- Ten przedmiot choć tak malutki jest bardzo cenny. Tym bardziej, że nie każdy może się nim posługiwać.
- Co to za piłeczka Panie Hipolicie?
- To Papierowa Kula Strachu. Może jej używać jedynie dziecko, które cieszy się przyjaźnią smoków.
Dziadek zrobił krótką przerwę i zamyślił się jak to miał w sposobie. January i Krzyś patrzyli jak zahipnotyzowani na maleńki przedmiot w dłoni dziadka.
- Jak to działa?
- Po co to jest?
- Ta kulka zrobi się gorąca gdy w waszej okolicy pojawi się ktoś obcy.
- A teraz jest gorąca? – zapytał January.
- Nie mój drogi.
- No tak! Przecież my nie jesteśmy obcy! – zawołał mały smok.
- Nie, January. To nie o to chodzi. Ja nie mogę poczuć zmian zachodzących w kuli bo jestem smokiem. Kula przeznaczona jest ludzkiemu dziecku ale takiemu, które ma wśród smoków przyjaciół. Dziecku takiemu jak Krzyś. Choć masz racje my nie jesteśmy dla siebie obcy i w tym przypadku kula powinna pozostać chłodną. A teraz chłopcze weź ją. – powiedział zwracając się do Krzysia.
- Rzeczywiście jest chłodna. – powiedział Krzysiu.
- Kula ostrzega, że w pobliżu ktoś jest. Nie powie wam czy to wróg czy przyjaciel ale powie, że jest. Im bardziej zrobi się gorąca tym bliżej ten ktoś jest. Poza tym kula ma swoje specjalne właściwości, które wyjawia jedynie swojemu właścicielowi.
- Jakie właściwości dziadku? – dopytywał się January.
- Tego nie wiem. Trzeba by zapytać poprzedniego właściciela kuli. – powiedział dziadek uśmiechając się pod wąsem.
- A kto nim był?
- Dawno temu Twój ojciec – smok Korneliusz – wyruszył do Kalafiorowego Królestwa ze swoja przyjaciółką Kasią. To ona była poprzednim właścicielem kuli. Sekretna właściwość nie może wyjąć poza parę przyjaciół. Dlatego Twój ojciec nie przekazał mi sekretu kuli. Będziecie musieli odkryć go sami.
Dziadek opadł na fotel, zmróżył oczy i gdyby nie miarowe pykanie fajki chłopcy pomyśleliby pewnie, że znowu zasnął.
- Idźcie do kuchni, babcia już powinna być. – powiedział i teraz chyba już rzeczywiście zasnął.
Babcia krzątała się po kuchni i ta nie wyglądała już na pusta. Wszędzie piętrzyły się pakunki zawinięte w różnokolorowe papiery, a babci było wszędzie pełno – tak jak przed smoczymi świętami.
- O jak dobrze, że jesteście. January przynieś Twój plecak – powiedziała babcia nawet się do nich nie odwracając.
- Krzysiu, Ty dostaniesz tylko woreczek na Kulę Strachu bo i tak będziesz podróżował w kieszeni Januarego.
Babcia pomyślała o wszystkim, nie myślcie więc, że taki mały brzdąc jak Krzyś miał w drodze jeść to co January, który był niemal dorosły. Małe smoki a tym bardziej małe dzieci nie jedzą tych samych potraw co dorośli. Fakt, że mały Krzyś jest jak to określa jego mama wszystkożerny ale i tak pewne ograniczenia obowiązują. Babcia Brunchilda zadbała by Krzysiu miał odpowiedni zapas mleka z kóz włochatek, płatki z kukurydzianych pałek, kaszki wszelakie , kakao i rzecz jasna maślankę truskawkową. Niewiadomo skąd pojawiła się ukochana butelka Krzysia. Dlaczego ukochana? Bo największa jaką się mamie udało znaleźć.
Spakowany plecak Januarego wygląda jak góra – pomyślał Krzysiu.
Babcia instruowała swojego wnuczka gdzie co jest, dała mu spis i opis wszystkich pakunków jakie wsadziła do plecaka. Ponieważ Krzyś zawsze budził się w piżamce jaką mu mama zakładała do snu, w świecie smoków miał cały zestaw ubranek. No bo czy ktoś kiedyś widział podróżującego ze smokiem malca w śpiochach zapinanych na pupie? Prawdę powiedziawszy nie wiem co byłoby bardziej dziwne
Spakowani, szczęśliwi i bardzo podekscytowani przyjaciele stanęli u drzwi Smoczej Góry przygotowani do wymarszu. Jak długie są zawsze pożegnania – dla tych rzecz jasna, którym spieszno w drogę – tego nie muszę mówić. Tym co żegnają mija ten zawsze za szybko...
- Uważajcie na siebie i pilnujcie się nawzajem – powiedziała babcia, po której mądrej twarzy spływały łzy.
- Babciu to nie fair. – powiedział z uśmiechem January – Przecież wiesz jak reaguje jak płaczesz. Nie martwcie się o nas. Będziemy ostrożni i wrócimy najszybciej jak się da.
- Będę go pilnował. Jest taki duży, że raczej nie powinienen go zgubić. – powiedział Krzysiu szczerząc swoje 16 zębów.
Dziadek stał zamyślony. Znów wyglądał jak Smok z Rodu Wielkich. Oczy mu błyszczały i nic, nawet dym fajkowy nie był w stanie zaćmić ich blasku.
- Jestem z Ciebie dumny January. Jesteś dobrym, młodym smokiem. Kieruj się zawsze tym co podpowiada Ci serce. Dumny jestem z Was obu – dorzucił po chwili. – Trzeba mieć wiele odwagi by w tak młodym wieku iść na taka wyprawę – powiedział do Krzysia i pogłaskał swoim wielkim paluchem malutki łepek chłopca.
- Bądźcie rozważni i niech Wielki Trójgłowy Smok ma was w swojej opiece – powiedział dziadek. Potem przytulił raz jeszcze Januarego, pogłaskał Krzysia po czym objął babcię Brunchildę.
Chłopcy jeszcze raz podziękowali parze starych, dobrych i kochających smoków, odwrócili się i ruszyli w swoja pierwszą, wielką wyprawę....
Hipolit i Brunchilda jeszcze długo stali w drzwiach Smoczej Góry patrząc jak postaci ich ukochanych pociech robią się coraz mniejsze i mniejsze... To znaczy postać Januarego bo Krzyś już dawno przestał być widoczny. Kiedy pierwsze słońce stało w zenicie zupełnie zniknęli im z oczu.
- Teraz już nie będziemy mieli wpływu na to co się będzie z nimi działo – smutno powiedział dziadek – i w razie potrzeby nie będziemy mogli im pomóc.
- Nie do końca masz rację kochany – powiedziała babcia uśmiechając się tajemniczo.
papierowa kula strachu.doc
PAPIEROWA KULA STRACHU
Chłopcy spali jak aniołki, bo babcia przezornie dolała im po kilka kropel nalewki z malinorzębin do wieczornego kakao. Tym samym rano wstali rześcy i wypoczęci. Wbiegli do kuchni ciekawi co tez babcia szykuje im na drogę ale w kuchni stało tylko przygotowane dla nich śniadanie... Czyżby babcia zapomniała? A może jednak dziadkowie się rozmyślili? Mając w głowie mnóstwo pytań malcy zasiedli do śniadania – w sumie lepiej jest się zastanawiać z pełnym brzuszkiem. Po śniadaniu pobiegli szukać dziadka.
- Idziemy do biblioteki. Tam na pewno będzie dziadek. – powiedział January takim tonem jakby dziadek nigdy nie opuszczał tego miejsca – i prawdę powiedziawszy nie wiele się mylił.
- Dziadku czy coś się stało?
- Nic mi nie wiadomo o tym by coś się stało lub miało stać. – powiedział dziadek – A o co chodzi mój mały smoczku?
- Babci nie ma w kuchni, nie ma prowiantu, nie ma plecaka i cały dom jest jakiś cichy. Czy my naprawdę idziemy dziś na wyprawę czy tylko to nam się śniło?
- To nie jest sen i naprawdę wyruszacie na wyprawę... dzisiaj... A babcia? No cóż... Cierpliwości drogi chłopcze. Babcia nic nigdy nie robi bez wyraźnej przyczyny więc pewnie tak jest i tym razem.
- Kiedy....
- Młodzieńcze cierpliwość jest cnotą, więc nie bądź porywczy. Czy przygotowałeś wszystkie rzeczy jakie zamierzacie wziąć? Wszystko co może być Wam potrzebne?
- Myślę, że tak dziadku.
- No to mam coś jeszcze dla Was. Coś co może Wam się przydać – powiedział dziadek tonem niezwykle tajemniczym.
Po czym wstał, podszedł do szafy, która wyglądała jakby nikt nigdy jej nie otwierał, chwycił za klamkę i.... jak łatwo się domyśleć nie zdołał jej otworzyć bo była zamknięta na kluczyk.
- No tak... Zapomniałem... kluczyk... gdzie ja go położyłem...
Chłopcy byli bardzo podekscytowani. Cóż ten dziadek chce im dać i dlaczego zwlekał z tym prawie do ostatniej chwili? Czy na pewno będzie w stanie otworzyć masywne drzwi szafy? No i co zrobił z kluczykiem? Takie pytania biegały po głowie naszych przyszłych podróżników. Patrzyli niecierpliwie na dziadka i zastanawiali się czy przez przypadek stary Hipolit nie robi tego specjalnie. Dziadek tym czasem chodził po całej bibliotece i mamrotał pod nosem. W końcu...
- No tak! Że też wcześniej o tym nie pomyślałem!
Powiedział dziadek i skierował się z powrotem w kierunku szafy. Przejechał swoją wielką łapą po górze szafy i ucieszony ściągnął mały srebrny kluczyk.
- Mam.
- Dziadku co dla nas masz. – zapytał January, który coraz bardziej się niecierpliwił.
- Cierpliwość jest cnotą mój młodzieńcze – powtórzył dziadek. – Jeszcze chwilkę musicie poczekać.
Powiedział dziadek i zaczął przerzucać rzeczy z miejsca na miejsce. W szafie roiło się od jakichś starych brulionów, małych i trochę większych pudełek, figurek o przeróżnych kształtach a wszystko to było zakurzone i pokryte srebrzystą nitką pajęczyn. Szafa rzeczywiście nie była bardzo długo otwierana.
„Tak musi wyglądać strych.” – pomyślał Krzyś. „Tylko po co dziadek trzyma na dachu szafy?” – zastanawiał się dalej. Śpieszę wyjaśnić, że tym razem Krzyś myślał o swoim dziadku, który ostatnio mówił, że musi zrobić porządek na strychu bo nazbierało się tam przez te wszystkie lata wiele niepotrzebnych nikomu rupieci.
- Mam! – zakrzyknął dziadek uradowany. – Mam. A już się bałem, że jednak jej nie znajdę.
- Co masz dziadku? – dopytywali się jeden przez drugiego.
- To. – powiedział dziadek i wyciągnął do nich dłoń na której leżała mała piłeczka.
- Ten przedmiot choć tak malutki jest bardzo cenny. Tym bardziej, że nie każdy może się nim posługiwać.
- Co to za piłeczka Panie Hipolicie?
- To Papierowa Kula Strachu. Może jej używać jedynie dziecko, które cieszy się przyjaźnią smoków.
Dziadek zrobił krótką przerwę i zamyślił się jak to miał w sposobie. January i Krzyś patrzyli jak zahipnotyzowani na maleńki przedmiot w dłoni dziadka.
- Jak to działa?
- Po co to jest?
- Ta kulka zrobi się gorąca gdy w waszej okolicy pojawi się ktoś obcy.
- A teraz jest gorąca? – zapytał January.
- Nie mój drogi.
- No tak! Przecież my nie jesteśmy obcy! – zawołał mały smok.
- Nie, January. To nie o to chodzi. Ja nie mogę poczuć zmian zachodzących w kuli bo jestem smokiem. Kula przeznaczona jest ludzkiemu dziecku ale takiemu, które ma wśród smoków przyjaciół. Dziecku takiemu jak Krzyś. Choć masz racje my nie jesteśmy dla siebie obcy i w tym przypadku kula powinna pozostać chłodną. A teraz chłopcze weź ją. – powiedział zwracając się do Krzysia.
- Rzeczywiście jest chłodna. – powiedział Krzysiu.
- Kula ostrzega, że w pobliżu ktoś jest. Nie powie wam czy to wróg czy przyjaciel ale powie, że jest. Im bardziej zrobi się gorąca tym bliżej ten ktoś jest. Poza tym kula ma swoje specjalne właściwości, które wyjawia jedynie swojemu właścicielowi.
- Jakie właściwości dziadku? – dopytywał się January.
- Tego nie wiem. Trzeba by zapytać poprzedniego właściciela kuli. – powiedział dziadek uśmiechając się pod wąsem.
- A kto nim był?
- Dawno temu Twój ojciec – smok Korneliusz – wyruszył do Kalafiorowego Królestwa ze swoja przyjaciółką Kasią. To ona była poprzednim właścicielem kuli. Sekretna właściwość nie może wyjąć poza parę przyjaciół. Dlatego Twój ojciec nie przekazał mi sekretu kuli. Będziecie musieli odkryć go sami.
Dziadek opadł na fotel, zmróżył oczy i gdyby nie miarowe pykanie fajki chłopcy pomyśleliby pewnie, że znowu zasnął.
- Idźcie do kuchni, babcia już powinna być. – powiedział i teraz chyba już rzeczywiście zasnął.
Babcia krzątała się po kuchni i ta nie wyglądała już na pusta. Wszędzie piętrzyły się pakunki zawinięte w różnokolorowe papiery, a babci było wszędzie pełno – tak jak przed smoczymi świętami.
- O jak dobrze, że jesteście. January przynieś Twój plecak – powiedziała babcia nawet się do nich nie odwracając.
- Krzysiu, Ty dostaniesz tylko woreczek na Kulę Strachu bo i tak będziesz podróżował w kieszeni Januarego.
Babcia pomyślała o wszystkim, nie myślcie więc, że taki mały brzdąc jak Krzyś miał w drodze jeść to co January, który był niemal dorosły. Małe smoki a tym bardziej małe dzieci nie jedzą tych samych potraw co dorośli. Fakt, że mały Krzyś jest jak to określa jego mama wszystkożerny ale i tak pewne ograniczenia obowiązują. Babcia Brunchilda zadbała by Krzysiu miał odpowiedni zapas mleka z kóz włochatek, płatki z kukurydzianych pałek, kaszki wszelakie , kakao i rzecz jasna maślankę truskawkową. Niewiadomo skąd pojawiła się ukochana butelka Krzysia. Dlaczego ukochana? Bo największa jaką się mamie udało znaleźć.
Spakowany plecak Januarego wygląda jak góra – pomyślał Krzysiu.
Babcia instruowała swojego wnuczka gdzie co jest, dała mu spis i opis wszystkich pakunków jakie wsadziła do plecaka. Ponieważ Krzyś zawsze budził się w piżamce jaką mu mama zakładała do snu, w świecie smoków miał cały zestaw ubranek. No bo czy ktoś kiedyś widział podróżującego ze smokiem malca w śpiochach zapinanych na pupie? Prawdę powiedziawszy nie wiem co byłoby bardziej dziwne

Spakowani, szczęśliwi i bardzo podekscytowani przyjaciele stanęli u drzwi Smoczej Góry przygotowani do wymarszu. Jak długie są zawsze pożegnania – dla tych rzecz jasna, którym spieszno w drogę – tego nie muszę mówić. Tym co żegnają mija ten zawsze za szybko...
- Uważajcie na siebie i pilnujcie się nawzajem – powiedziała babcia, po której mądrej twarzy spływały łzy.
- Babciu to nie fair. – powiedział z uśmiechem January – Przecież wiesz jak reaguje jak płaczesz. Nie martwcie się o nas. Będziemy ostrożni i wrócimy najszybciej jak się da.
- Będę go pilnował. Jest taki duży, że raczej nie powinienen go zgubić. – powiedział Krzysiu szczerząc swoje 16 zębów.
Dziadek stał zamyślony. Znów wyglądał jak Smok z Rodu Wielkich. Oczy mu błyszczały i nic, nawet dym fajkowy nie był w stanie zaćmić ich blasku.
- Jestem z Ciebie dumny January. Jesteś dobrym, młodym smokiem. Kieruj się zawsze tym co podpowiada Ci serce. Dumny jestem z Was obu – dorzucił po chwili. – Trzeba mieć wiele odwagi by w tak młodym wieku iść na taka wyprawę – powiedział do Krzysia i pogłaskał swoim wielkim paluchem malutki łepek chłopca.
- Bądźcie rozważni i niech Wielki Trójgłowy Smok ma was w swojej opiece – powiedział dziadek. Potem przytulił raz jeszcze Januarego, pogłaskał Krzysia po czym objął babcię Brunchildę.
Chłopcy jeszcze raz podziękowali parze starych, dobrych i kochających smoków, odwrócili się i ruszyli w swoja pierwszą, wielką wyprawę....
Hipolit i Brunchilda jeszcze długo stali w drzwiach Smoczej Góry patrząc jak postaci ich ukochanych pociech robią się coraz mniejsze i mniejsze... To znaczy postać Januarego bo Krzyś już dawno przestał być widoczny. Kiedy pierwsze słońce stało w zenicie zupełnie zniknęli im z oczu.
- Teraz już nie będziemy mieli wpływu na to co się będzie z nimi działo – smutno powiedział dziadek – i w razie potrzeby nie będziemy mogli im pomóc.
- Nie do końca masz rację kochany – powiedziała babcia uśmiechając się tajemniczo.












Kejta # Tuesday, August 28, 2007 12:14:09 PM
A co do pytania - Malinorzębiny to coś w rodzaju nalewki - środka ułatwiającego zasypianie. Babcia Brunchilda wytłumaczyła dość dokładnie specyfikę tego produktu w Smakusiowych Przysmakach
Kejta pozdrawia Rocha
Kejta # Thursday, August 30, 2007 10:36:27 AM
Kejta pozdrawia Rocha
Kejta # Thursday, August 30, 2007 4:02:07 PM