Tam gdzie żyją smoki....

Stacja Koralowe Wzgórza

Może rzeczywiście potrzebowałam zachęty smile


stacja koralowe wzgórza.doc


STACJA KORALOWE WZGÓRZA

Bonifacy powiedział naszym małym podróżnikom, że najszybsza droga do Kalafiorowego Królestwa wiedzie przez Jaskiniowe Góry i Oślizgłą Przełęcz za nią. Żeby tam się dostać trzeba skorzystać ze smoczego pociągu. Droga może nie jest długa ale za to bardzo niebezpieczna. Ktoś zapyta dlaczego jazda pociągiem miałaby być niebezpieczna? Więc uściślę – niebezpieczna dla Krzysia. Ludzkie dzieci nie są kimś naturalnym w smoczym kraju. Są smoki, które z chęcią wykorzystałyby chłopca do swoich celów – na przykład do występowania w cyrku jako „dziwne zwierzę z dalekich krajów”. A to raczej nie spodobałoby się Krzysiowi.
Stacją początkową była stacja Koralowe Wzgórza, która znajdowała się na peryferiach smoczego miasta. Smoki nie były zbyt oryginalne pod tym względem. Podobnie jak ludzie nazywali stacje dokładnie tak jak miejsca w pobliżu których się znajdowały.
Bardzo trudno powiedzieć czy dworzec kolejowy był duży czy mały, wszystko zależy od punktu widzenia. Dla Krzysia był ogromny. Był na dworcu kolejowym z rodzicami i widział pociągi ale ten dworzec był zupełnie inny, a pociągi... O tym później. Jedno tylko łączyło dworce z obu znanych Krzysiowi światów – a mianowicie tory kolejowe smile Choć te tutaj były chyba trochę szersze. Dworcem była wielka, zielona łąka. Gdziekolwiek byś się nie obrócił stały smoki. Duże, grube, chudzinki, z jedną głową albo z kilkoma. Bazyli mówił, że smoki z kilkoma głowami są bardzo wyjątkowe. Nie powiedział co prawda dokładnie co miał na myśli mówiąc „wyjątkowe”, ale fakt, że nie było ich wiele musiał o czymś świadczyć. Słowem smoków było całe mnóstwo. Krzysiu nigdy nie przypuszczał, że zobaczy tyle różnych smoków naraz w jednym miejscu. I wszystkie one czekały na pociąg. Krzyś nie wiedział czy bardziej cieszą go te wszystkie smoki czy mający nadjechać pociąg.
I oto nadjeżdża. Krzysiu nie widział jeszcze takiego pociągu. Wielka lokomotywa parowa wtoczyła się na łąkę. Była piękna, czarna, lśniąca i olbrzymia... Wielkie koła były pomalowane na czarno a ich metalowe szprychy na biało z czerwonym środkiem. Pośrodku wielkiego i długiego cielska tkwił równie okazały komin, z którego buchały kłęby dymu i pary. Za lokomotywą wjechało chyba ze sto wagonów. Były wielkie, czerwone, z wielkimi oknami, w których nie było szyb, ale były za to firanki. Krzysiu gorączkowo poszukiwał kogoś kto prowadzi to cudo. W końcu, wśród dymu dostrzegł postać wcale nie dużego smoka, umorusanego sadzą z czapka kolejarską na głowie. Smoczy kolejarz uśmiechał się i z radością pykał fajkę. Co chwilę też pokrzykiwał „No dalej smoczych i smoki! Zajmujcie miejsca i w drogę! Nie guzdrać się!”
Krzyś stał jak zaczarowany. Fakt, że smoki giganty i smocze maluszki w sposób równie łatwy mieszczą się w wagonach nie robił na nim już wrażenia. Miał już próbkę takich czarów w domku ciotki Marceliny.
A jak wyglądał pociąg w środku? Cóż Krzysiu jechał już pociągiem w swoim świecie. Był na wycieczce z mama i z tatą ale to nie był taki pociąg, to nie był smoczy pociąg. Nie było w nim wielkich, puchatych foteli, stolików do gry w brydża, szachy czy Scrable. Wagony nie wyglądały jak wielkie salony, czytelnie czy restauracje.
Nie będę tu opisywać wrażeń z podróży smoczym pociągiem bo… niestety główny bohater tej opowieści z nadmiaru wrażeń zasnął i obudził się dopiero na krótko przed stacją docelową czyli tuż przed Jaskiniowymi Górami.










FIOŁKOWY ZAUŁEKJASKINIOWE GÓRY

Write a comment

New comments have been disabled for this post.