Wednesday, July 28, 2010 11:29:15 AM

Po przebyciu Javy i Bali dotarlismy na Flores. Lot minal bez problemow. Jedynie podczas ladowania pilot musial mocno przyhamowac, poniewaz pas byl dosc krotki. Lecielismy samolotem z napedem smiglowym. Na miejscu okazalo sie ze, nasze bagaze nie dotarly. Powod - samolot byl przeciazony. Mialy byc na drugi dzien. Niestety dotarly dopiero po dwoch dniach. Troche nam to skomplikowalo plany. Musielismy zostac dluzej w Lubuanbajo. Pierwszego dnia poplynelismy na wyspe Rinca, ktora wchodzi w sklad Parku Narodowego Comodo. Plynelismy okolo 2,5 godziny. Na miejscu wykupilismy dwugodzinny trecking. Dostalismy przewodnika wyposazonego w dlugi kij. W trakcie treckingu widzielismy kilka waranow, bawoly i malpy. W drodze powrotnej zatrzymalismy sie przy malej bezludnej wysepce z ladna plaza. Zakladamy maski, rurki i snurkujemy. Swiat podowny jest piekny. Widzimy mnostwo gatunkow ryb ( w tym slynne Blazenki).
Z powodu braku bagazu zmianiamy plany. Zamiast jechac w glab wyspy Flores, rezerwujemy nocleg na malej wysepce Pulau Serayu. Plyniemy do niej okolo jednej godziny. Na wysepce nie ma zadnych zabudowan oprocz naszych chatek. Plaza jest przepiekna. Podczas kilku snurkowan udaje nam sie zobaczyc m.in.
skrzydlice,
weza morskiego i plaszczke. Oczywiscie jest rowniez mnostwo innych gatunkow ryb, olbrzymie rozgwiazdy, bardzo duze malze koralowce itd.
Wracamy z powrotem na Bali. Na lotnisku karty pokladowe wypisywane sa recznie i trwa to bardzo dlugo. Ostatecznie wylatujemy z 30 minutowym opoznieniem. Obecnie jestesmy w Ubud. Jutro jedziemy do Kuty a pojutrze mamy lot na Papue.
Wednesday, July 21, 2010 10:02:00 PM

Bali dzien pierwszy. Wstajemy wczesnie i wsiadamy do waskiej dlubanej lodki. Plynieny obserwowac delfiny. Widzimy kilka stad. Kilka razy demonstruja sie w pelnej okazalosci, skaczac ponad wode. Nastepnie plynieny snurkowac. Dostajemy sprzet i wskakujemy do wody. Widzimy dziesiatki gatunkow ryb. Niekiedy plynieny wraz z duzymi stadami. Wrazenia niesamowite. Woda ma 30 stopni. Na kolacje jemy kalmary w lokalnej knajpce prowadzonej przez Holymana. Bali dzien drugi. Wynajmujemy samochod z kierowca i zwiedzamy okolice Loveny. Swiatynie buddyjska, tarasy ryzowe w Mayong, wodospad kolo Munduk, swiatynie nad jeziorem Bodugl Beratan i na koniec ogrod botaniczny. Na kolacje jemy ledwo co zlowionego Marlina. Bali dzien trzeci. Jedziemy w strone Kuty i po drodze zwiedzany swiatynie: Maduwe Karang, Batur, Tirta Empul (zdjecie) i Gunung Kawi. W Kucie wskakujemy do oceanu. Fale sa naprawde duze.
Jutro mamy samolot na Flores.
Sunday, July 18, 2010 10:01:00 PM

Przez ostatnie trzy dni zdobywalismy wulkany wschodniej Jawy: Bromo oraz Ijen. Pierwszego dnia przejechalismy do Cemoro Lawang. Kolejnego weszlismy na Bromo i pojechalismy do Sempol Village. Przejezdzajac przez dzungle widzielismy malpy oraz zwierze ktore zywi sie owocami kawy. Z jego odchodow wyrabia sie bardzo droga kawe (byla do kupienia na miejscu za okolo 100zl). Trzeciego dnia bylismy w Parku Narodowym Ijen. W deszczu szlismy do krateru z siarkowym jeziorem. Po drodze mijalismy robotnikow niosacych w bambusowych koszach wydobywana w prymitywnych warunkach siarke. Dzis przeplynelismy promem z Jawy na
Bali. Spimy w miejscowosci Lovina. Mamy bungaloly zaraz nad oceanem.
Friday, July 16, 2010 4:02:00 PM

Jedziemy wlasnie wynajetym minibusem w strone wulkanu Bromo (my plus kanadyjczyk). Przejazd zajmuje caly dzien. Nasz kierowca zaplacil juz dwa mandaty i calkiem niezle sie stara aby dostac kolejny (zostaly jeszcze 3 godz jazdy). Wczoraj zwiedzilismy dwie swiatynie Borobudur i Prambanan (patrz zdjecie). Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Jest tylko jedna zla wiadomosc. Konczy nam sie sliwowica
Tuesday, July 13, 2010 1:13:55 PM
Wyladowalismy w Dzakarcie. Wymienilismy dolary i zostalismy milionerami

(za 500 dostalismy okolo 5 mln rupi indonezyjskich). Skosztowalismy lokalnego piwa Bintang - przy takim upale smakowalo wybornie. Dzis kupilismy bilety lotnicze do Papui i Flores (w sumie 8 lotow). Teraz jedziemy pociagiem nocnym do Yogyakarta. W pociagu handluja wszystkim, nawet kostkami rubika. A porzadku pilnuje gosc z karabinem maszynowym. Ludzie sa tu bardzo zyczliwi. Dzisiaj mielismy pierwszy kontakt z kuchnia indonezyjska. Jedlismy Nasi Goreng.
Saturday, July 10, 2010 7:57:06 PM
Londyn w telegraficznym skrocie. Kulturowy tygiel. W hostelu ktorym spimy polska obsluga. Przez dwa dni zwiedzilismy: national gallery (turner!), tower bridge, st paul's cathedral, tate modern (van gogh,bacon!), big ben, parlament, westminister abbey, london aquarium (the best!), natural history museum, backingam palace.
Wlasnie ogladam mecz urg-ger komentator nie ma takiej ekspresji jak szpakowski

. Jutro wylatujemy do jakarty. Bye!
Friday, July 2, 2010 9:35:57 PM
Już jesteśmy prawie spakowani. Z ostatnich zakupów: antymalaryk Lariam kupiony w Czeskim Cieszynie, moskitiera kupiona w znanym serwisie aukcyjnym. Pozostał jeszcze zakup repelentów na komary. Za tydzień lecimy do Londynu, skąd wylatujemy do Dżakarty (przesiadka w Dubaju). Będę się starał w miarę możliwości pisać regularnie o ile pozwolą na to warunki.
Sunday, August 2, 2009 9:03:27 PM
Po dwunastu godzinach lotu wylądowaliśmy w Madrycie. Tutaj mieliśmy jeszcze jeden nocleg i nazajutrz lot do Frankfurtu. Z Madrytu lecieliśmy Lufthansą. Na lotnisku najpierw dwa razy zmienili nam bramę boardingu. Najpierw miało być C41, później C31 i ostatecznie znowu C41. Wszyscy pasażerowie chodzili tam i z powrotem. Paranoja. Następnie okazało się, że samolot ma problemy techniczne i w efekcie wylecieliśmy z przeszło godzinnym opóźnieniem. Z Frankfurtu mieliśmy samolot do Katowic. Niestety na wskutek opóźnienia nie zdążyliśmy na przesiadkę. Spóźniliśmy się 10 minut. Co ciekawe mieliśmy lecieć liniami, które były partnerem Lufthansy. W samolocie poinformowaliśmy stewardesę, że mamy zaraz kolejny lot ale stwierdziła, że nie ma żadnych informacji z kokpitu. Po przylocie poinformowano nas tylko, żebyśmy się skontaktowali z obsługą lotniska. Na lotnisku dostaliśmy nowe bilety na lot za 12 godzin. Zapewniono nam również nocleg w hotelu (było koło północy), transport do hotelu i wyżywienie do wysokości 20EUR. Chociaż miałem wrażenie, że gdybym o to nie spytał to by mi tego nie zaproponowano. Mieliśmy wylecieć w południe. Opóźnienie wyniosło około półgodziny. W końcu około czternastej pierwszego sierpnia byliśmy w Katowicach.
Sunday, August 2, 2009 8:13:32 PM

Ostatnie dwa dni w Peru spędziliśmy w Limie. Spaliśmy w hotelu Europa, niedaleko Plaza Mayor (dawniej Plaza de Armas). Jeśli ktoś ma zamiar poczuć klimat prawdziwej Limy to właśnie tu na starym mieście. Bogata dzielnica Miraflores nie ma już takiego kolonialnego uroku. Przez oba dni Lima była spowita gęstą wilgotna mgłą, co o tej porze roku jest normą. Do Limy przyjechaliśmy akurat w Dniu Niepodległości i plac Plaza Mayor był pełny ludzi. Z okna hotelu mieliśmy widok na Monasterio de San Francisco, bardzo ładny kościół i klasztor z czasów kolonialnych. Zaraz obok hostelu znaleźliśmy Restaurację Machu Picchu, gdzie można było niedrogo i bardzo dobrze zjeść. Jeśli chodzi o muzea to wybraliśmy tylko jedno - Muzeum Narodowe, ponoć najciekawsze w mieście z uwagi na bogate zbiory archeologiczne. Z Limy wylecieliśmy koło godziny dziewiętnastej 29 sierpnia.
Sunday, August 2, 2009 7:30:00 PM

Wstajemy o 4.30. Tak jak wczoraj słyszymy charakterystyczny dźwięk dochodzący z dżungli. Pytam przewodnika, które zwierze wydaje takie dźwięki. Okazuje się, że to jakiś gatunek małpy. Nigdy bym nie pomyślał, że małpa może wydawać takie dźwięki. Wypływamy o piątej rano w kierunku stromego brzegu na którym o wschodzie słońca gromadzą się papugi. Płyniemy przeszło dwie godziny w góre Madre de Dios. Na miejscu widzimy setki niebieskogłowych papug
Pionus menstruus. Wracając do Puerto Maldonado nasz przewodnik dostrzega leniwca pstrego
Bradypus variegatus wiszącego na drzewie nad brzegiem. Gdy podpłyneliśmy bliżej leniwiec bardzo powoli zaczął się ruszać i w końcu spojrzał w naszym kierunku. Dobijamy do portu w Puerto Maldonado. W agencji odbieramy resztę bagażu i żegnamy się z przewodnikiem oraz resztą ekipy. Wszyscy jadą na lotnisko, my zostajemy w mieście jeszcze jeden dzień. Miasto jest dość specyficzne. Chyba wszystkie ulice przecinają się pod kątem prostym. Po prostu kończą i zaczynają się na obrzeżach miasta. Większość ludzi porusza się tu na motorach. Nie ma w ogóle taksówek, są za to riksze motorowe, bardzo podobne do tych z Delhi. Chodzimy trochę po mieście, jest bardzo ciepło. Na miejscowym targowisku kupujemy orzechy brazylijskie.