STICKY POST
Friday, 24. August 2007, 15:21:20
słówka, wyrażenia, słownik, Zé Torres
...
STICKY POST
Tuesday, 14. August 2007, 17:36:51
postcards, pocztówka, PROJECT POSTCARD, postcard
...
STICKY POST
Sunday, 22. July 2007, 06:27:34
remont-index, elektryka, gładź, malowanie
...
STICKY POST
Sunday, 1. July 2007, 09:51:47
PROJECT POSTCARD, project, postcard
Saturday, 29. August 2009, 07:03:07
Krynica Górska, pijalnia wód mineralnych, Kuzan, URLOP
Zupełnie nie mogę sobie przypomnieć dlaczego nie opisałem jeszcze jednego, jakże dla mnie ważnego, dnia urlopu w górach. Ktoś zapyta dlaczego ? Nie ? Mimo wszystko napiszę
Jak opisywałem wcześniej - góry to ciężki temat jeśli wybierasz się z maleńkim bobasem. Trzeba było sobie umilać w jakiś sposób czas... Dlatego też staraliśmy się robić sobie wycieczki.
Jako, że Szczawnica to świetna baza do wypadów (Zakopane 50 km, Krynica Górska 75km) to żal byłoby nie skorzystać z tej okoliczności. Tym razem padło na Krynicę. Sentymentalna podróż do przeszłości. Pamiętam jak dziś wycieczkę na Zieloną Szkołę.
Wprawdzie było to w trzeciej klasie podstawówki, jednakże pamiętam jak dziś lecznicze wody i niesamowity smak wody Zuber
Wówczas ciężko było dopić do końca kubek 0,33 l bez marnotrawienia wody, którą podlewaliśmy kwiatki w pijalni.
Jednakże nie tym razem ! Dziś miałem zmierzyć się z duchami przeszłości i zamówić sobie Zuber, wypić ze smakiem i czekać na jego lecznicze właściwości. Krynica sama w sobie wydawała mi się kiedyś taaaaka wielka. Dziś sam jestem "wielki", więc może dlatego wydawała się tak malutka. No ale 9-latkowi wszystko wydaje się wielkie.
Urocza mieścina, której główną atrakcją jest deptak, w nim mini park i oczywiście pijalnie wód przywitała nas wspaniałą pogodą. Odwiedziliśmy starą pijalnię, która na moje oko nic a nic się nie zmieniła. Tam po prostu czas się zatrzymał. No ale do rzeczy - przyjechaliśmy tam w jasnym celu. Wykupiłem "talony", po dwa kubeczki. Ciekawostką była tablica przy "dystrybutorach", na której było napisane, że niektóre wody (tylko dwie są neutralne) wydawane są na podstawie lekarskich zaleceń, tudzież recept, po konsultacji z dr. lub ewentualnie po ukończeniu 18 roku życia na własne życzenie (i odpowiedzialność
).
Już w trzeciej klasie byłem takim ryzykantem - pomyślałem (heh), fundując sobie tak niebezpieczne napoje (lol). Madzia zafundowała sobie smaczną mieszankę wód, którą sprawnie wykonała pani obsługująca kurki
Ja dostałem Zuber w czystej formie i również jakąś mieszankę. Nie pamiętam na co i jakie miała właściwości bo klu dzisiejszego dnia był Zuber.
Powyżej dwie serie zdjęć (te najbardziej hardkorowe są wycięte
) podczas smakowania wody Zuber. Niepowtarzalny smak wody jakby świeżo wylanej z rury, która od stu lat rdzewieje i resztki metali wlewają się do Twojego kubka z napojem. Wodę potraktowałem "po męsku", podzieliłem na dwa "hałsty", bo sączyć bym nie dał rady. Zaparłem się, że wypiję i tak też zrobiłem. Kubek 0,33 litra nigdy nie był tak pojemny jak tego dnia. W zasadzie wydawało mi się, że skurczybyk nigdy się nie skończy, ponadto mieszanka z drugiego kubka nie była wiele "lżejsza". Opanowawszy oba kubli w momencie zacząłem dostawać zawroty głowy. Ból był dosyć ćmiący, ale dałem radę. W przeciwieństwie do żony, którą w momencie jej mieszanki dosłownie przeczyściły
Friday, 24. July 2009, 06:21:15
ślub, Kuzan
Monday, 20. July 2009, 18:12:27
Kuzan, tatry, Szczawnica, pieniny
...
Pożądny urlop to podobno urlop za granicą
Dlatego też postanowiliśmy odwiedzić "zagranicę", w tym przypadku Słowację. Po drodze odwiedzając okoliczne wsie i ich kościoły zabytkowe. Piękne widoki. Pierogi chłopskie z ... kaszą i grzybami (dobre, ale już ich nie będę zamawiał).
Droga na Słowację to tereny, które pojawiają się na pocztówkach. To idealny przykład piękna Pienin. Przy dobrej pogodzie widzimy Tatry. Nic więcej nam nie trzeba, człowiek stoi i patrzy jak wół na malowane wrota
Niepozorne przejście graniczne, oczywiście otwarte, bez kontroli. Dotarliśmy po drugiej stronie Dunajca na tereny Czerwonego Klasztoru [WIKI - http://pl.wikipedia.org/wiki/Czerwony_Klasztor], w tle Trzy Korony [WIKI - http://pl.wikipedia.org/wiki/Trzy_Korony_(szczyt)].
Dziś więcej zdjęć niż tekstu, bo to one powiedzą nam więcej. Pogoda ładna, wycieczka udana i Złoty Bażant kupiony. Jutro wyjazd. Pytanie czego jeszcze nie zwiedziliśmy w okolicy ? :/ No właśnie. Robimy sobie wycieczkę - Krynica Zdrój (Górska) [WIKI - http://pl.wikipedia.org/wiki/Krynica_Zdr%C3%B3j].
Trzeba zmierzyć się z duchami przeszłości
W trzeciel klasie podstawówki spędzałem właśnie tutaj dwa czy trzy tygodnie na Zielonej Szkole. Pierwszy tak długi wypad bez rodziców. Nie wszyscy wytrzymali stresu. Życie. Pamiętam jak dziś zdjęcie z bernardynem koło pijalni jak również to, że pani, która się nami opiekowała zakazała nam pić wodę Zuber. A bo to niedobra, śmierdzi jajami zgniłymi. Oczywiście zawsze się jakieś dziecko w grupie znajdzie, które i tak zrobi swoje. Ano właśnie Kuzan był tą osobą
Od tego czasu zawsze słuchałem pani Jurewicz, bowiem miała rację. Zuber jest obrzydliwy. Dziś miałem się poraz kolejny o tym przekonać. Ale lata minęły, ja jestem dorosłym, twardym mężczyzną i woda mnie nie swkrzywi (zdjęcia). Zapach się nie zmienił, dalej okropny, a smak ? Tak jakbyś pił/-a wodę z jakiejś zardzewiałej rury, wypijając całą rdzę :/ Jako, że napiliśmy się z Magdą po dwie porcje zdrowotnej wody oboje dostaliśmy natychmiastowych bóli głowy (zawroty included), nie mówiąc o tym, że żonę popędziło
Ależ my musimy mieć zatrute organizmy
Pod koniec wycieczki wstąpiliśmy na Moccę i naleśniki do kawiarenki nieopodal pijalni, po drugiej stronie strumyka (Małopolanka bodajże).
Cud, miód i orzeszki. Jak będziecie w Krynicy to koniecznie wpadajcie. Powrót do Szczawnicy był już nieco bardziej dynamiczny, bowiem w drodze powrotnej załadowałem do baku 60PLNów. Jak wyruszyłem ze stacji, to myślałem, że siedzę w rakiecie. Otóż prawie 3 dni jeździliśmy na chrzczonym paliwie (stacja Petro za Szczawnicą).
A ja myślałem, że mi samochód umiera. Okazało się, że to paliwo było winowajcą. A przed tankowaniem na Petro stwierdziłem, że boję się tankować na mało znanych stacjach (markach), bo paliwo może być liche... Skurczybyki.
Thursday, 9. July 2009, 06:34:06
tatry, pieniny, URLOP
Kolejny dzień w górach przynosi następne wyzwania. Chcieliśmy zwiedzić wizytówkę Pienin, Dolinę Homole. Pojechaliśmy na miejsce i stwierdziliśmy, że nie damy radę wejść tam z małym Kuzanem :[ zwłaszcza, że wcześniej padało i było błoto...
i dosyć stromo pod górkę. Miło za to będziemy wspominać "Chatę", w której przed odjazdem postanowiliśmy odwiedzić by spożyć obiad, bo w sumie godzina była odpowiednia. Placki były równie dobre jak "Pod siekierkami". Żona długo czekała na swoje danie, ale schaboszczak zrekompensował czekanie. Trzeba było coś ze sobą zrobić, więc pojechaliśmy w drugą stronę
- by odwiedzić Krościenko nad Dunajcem. Był kościół, rynek i... eee... no... I pojechaliśmy z powrotem
Jako, że w niebezpiecznym tempie skurczyły się nam wypady z wózkiem postanowiliśmy zrobić sobie wypad w Tatry, jako że Zakopane jest oddalone od Szczawnicy jakieś 45 km. To był strzał w 10. Pomimo tego, iż ponad 30 min. staliśmy w korku, by przejechać dosłownie 3/4 km do Zakopca, to byliśmy dobrej myśli.
Krupówki zaliczone, oczywiście panuje tam wieczny tłok. Pod Gubałówką spory targ, gdzie każde z nas nabyło lacie, młody eleganckie buty :] (zdj.) oraz obowiązkowo łoscypki. Z każdego rodzaju po dwa. Wypad na obiad był za to klęską. Niedaleko targu jest knajpa, według której placki ziemniaczane to mrożone krążki smażone w oleju i polane sosem pomidorowym ze słoika z gołąbów. Jedynie zupa dnia - kalafiorowa - dała radę (na maśle i z makarolem
).
Po długaśnym spacerze i godzinach uspokajania młodego chcieliśmy wpaść na Gubałówkę kolejką. Przy kasie dowiedziałem się, że pies płaci połówkę biletu (11zł), czyli tak jak my, ale musimy mieć jeszcze kaganiec. Łatwo się nie poddajmy, zumi.pl na telefonie i szukamy zoologicznego. Jest sklep, gps w telefonie też się przydał, bo zaprowadził nas na miejsce. 5 minut przed zamknięciem zakupiliśmy kaganiec (33zł). Łącznie wypad na górkę kosztował nas 66 zł.
Gdy już byliśmy na górze powoli dobiegał czas na kolację, jednakże mdz. 18-19 godziną na Gubałówce zamykają wszystko (LOL). Zostaje 10 cm kawałek kiełbasy za 15 zł. I piwo. Czyli nic dla nas. A kolejka jeździ do 21-45. Życie na Gubałówce natomiast ustaje ok 19 godziny. Porażka. Widoki jednak nadrabiają wszystko. Wieczorem wróciliśmy do domu na kolację. Wycieczka udana jak najbardziej.
Monday, 6. July 2009, 17:33:24
lipiec, 2009, fun, plany
...
Wczorajsza wycieczka okazała się bardzo udana, ale również i wyczerpująca. Bieganie z małym pod ręką i psem przy okazji wymęczyło, chociaż jesteśmy szczęśliwi, że udaje nam się odpoczywać aktywnie i zwiedzać Pieniny mimo tego, że mamy nieco utrudnione zadanie ze względu na nasze pociechy. Niedziela w naszych planach miała więc być spokojna, taki dzień odpoczynku. Z samego rana przygotowywaliśmy się na wyjście do "miasta", na mszę. Plany nieco pokrzyżował młody, który tego dnia nie wytrzymał nawet połowy liturgii, ale w taką pogodę, jaką serwują nam góry - to nic dziwnego. Albo deszcze, przelotne, ale obfite albo straszna duchota i palące słońce. I to serwowane na przemian.
Kolejny dzień to kolejna próba znalezienia dobrej jadłodajni - wypadło na Halkę. Ceny umiarkowane, smak również. Dupy nie urywa. Poszukiwać będziemy dalej. Po obiedzie, całą hordą wybraliśmy się na spacer brzegiem Grajcarka, gdzie dotarliśmy do wyciągu na Palenicę. Stamtąd można przejść wybrukowaną kostką brukową ścieżką pieszo - rowerową nawet do granicy. Spacerkiem dotarliśmy do granic Szczawnicy, by znaleźć knajpę na kolację (u Polowacy). Posiłki poprawne, nic wybitnego, wszystko w podobnej jak dotychczas cenie (mdz. 30-35 zł). Droga powrotna była pełna wrażeń, zdążyliśmy przed ciszą nocną do naszego pensjonatu. Biegiem
Kolejny dzień wypoczynku aktywnego. Kąpiel i spanie. Gdzie ten wypoczynek, hmm ?
Saturday, 4. July 2009, 18:57:36
Czorsztyn, lipiec, 2009, fun
...
Jak to na urlopie - dzień mija szybko i dosyć intensywnie, z tym, że powietrze jakieś inne, łatwiej się oddycha, można się naraz sztachnąć większą ilość o2
Wieczorem szybki wjazd na google maps, przewodnik i wycieczka zaplanowana. Najpierw śniadanie w knajpie, a zaraz po nim wypad nad Jezioro Czorsztyńskie, Zamek Czorsztyński (a raczej jego ruiny) i Zamek w Niedzicy.
W międzyczasie atrakcje... Jest sobota, budzę się rano, ale nie mam ochoty wstać i o dziwo bezproblemowo kładę się po jeszcze trochę snu (zwalam na te doskonałe, górskie powietrze
). Niestety dzień wita nas ulewą. Plany są i nie mamy zamiarów ich zmieniać, pogoda w górach może być różna na przestrzeni kilku kilometrów. W Szczawnicy leje. Szykujemy wałówkę dla małego i jedziemy na śniadanie. Dalej w deszczu, choć nie ma ulewy.
Śniadanie w knajpie, szybkie zakupy (spodenki - nie dałem rady wcześniej, plecak - no tak, drobnostka w górach
, skleroza nie boli). Następny przystanek Czorsztyn. Miał być Krościenko nad Dunajcem, ale mieszkańcy Szczawnicy stwierdzili, że nic tam ciekawego nie ma, może prócz targu w poniedziałki
Przejechaliśmy przez centrum i w sumie postanowiliśmy się nie zatrzymywać
Podjechaliśmy do Czorsztyna, jak zwykle mieliśmy farta z parkowaniem. Na miejscu przywitał nas koleś, który zaproponował nam to co zaplanowaliśmy wcześniej czyli przepłynięcie przez Jezioro do Niedzicy, by zwiedzić zamek. Miły chłopak, wygadany
Fajnie organizuje sobie ludzi, pomijając konkurencję (są statki, ale i gondolki, którymi płynęliśmy).
Samo zejście hordą (my, dziecio i pies) dało nam do myślenia (stromo jak cholera, ścieżka zdrowia). Dotarliśmy na brzeg, gdzie cumują statki i gondole, szybko wskoczyliśmy na łódkę i w rejs. Widoki niesamowite. Zresztą spójrzcie na zdjęcia. Zamek w Niedzicy dostarczył nam wiele przyjemnych chwil, spotkaliśmy fajną ekipę i razem z nią chodziliśmy po zamku wraz z przewodnikiem. Zamku, w którym przetrzymywano Janosika. Pełen szok. Piesek został z nowo poznanymi chłopakami obsługującymi stoisko z "łoscypkami"
Chłopcy zarobili dychę, ale o dziwo dali nam sera za równowartość kasy. Co za mili ludzie w tych górach ! Wracamy gondolami do Czorsztyna i zahaczamy o zaprzyjaźnioną panią, która sprzedawała super poduchy z naturalnych materiałów. Nie mogłem odmówić sobie pamiątki, zwłaszcza, że u nas takie rzeczy kosztują majątek. Powrót z dołu na ruiny zamku to była prawdziwa katorga dla takich mieszczuchów jak my.
Dostaliśmy trochę po dupie, zwłaszcza, że grzało na jakieś 30 i więcej stopni, a i małego trzeba było nosić... Do ruin weszliśmy za darmo, jakoś tak przypadkiem
W sumie po całym dniu chodzenia już powoli miałem dosyć, ale okazało się, że było warto. Gdybyśmy ominęli te ruiny - bardzo bym żałował. Okazało się bowiem, że z ruin są najlepsze widoki w okolicy. Nic tylko stać i patrzeć. Obłęd. Cała wycieczka trwała kilka godzin, trochę się wypociliśmy, straciliśmy jedną butelkę z mlekiem (w strumyku, z którego pies pił wodę, długa historia), opaliliśmy się i nie pozostało nic jak tylko podskoczyć do jadłodajni, którą znaleźliśmy dzień wcześniej. Pod Siekierkami, bo tak się nazywa knajpka, zaoferowała dobre jedzenie w obfitych porcjach za normalne pieniądze (czyli ok 26 zł za dwa posiłki z wodą). W porównaniu do wczorajszego wypadu - 51 zł za dwa posiłki i zupę, na które czekaliśmy ok 20 min. - wypada o niebo lepiej.
Nie narzekali byśmy, gdyby nie wpadka z moim posiłkiem. Magda dostała znośnego pstrąga z frytkami, ja przecudną zupę czosnkową z serem i grzankami (musiałem pochwalić kucharza) jako przystawkę przed ukochanym daniem głównym, który kosztuję gdziekolwiek się znajdę - placek ziemniaczany po miejscowemu.
Cena nie była ważna po pstrągu i mojej cudnej zupie, ale jedzenie okazało się cholernie nierówne - główne danie, które miało być wyznacznikiem jakości knajpy (restauracji) zawiodło. Dostałem trzy krążki mrożone, takie jakie kupuje się w markecie, usmażone w głębokim tłuszczu po frytkach (!!!), które odbijały mi się do końca dnia.
Nie uratuje tego żadne mięso i sos (którego było mało). To był ostatni nasz wypad do tej knajpy. Chyba, że przed wyjazdem wpadnę na samą zupę
Na szczęście dziś Placek po Hajducku uratował honor Szczawnicy
Po posiłku powrót, prysznic, spanie. I planowanie jutrzejszego wypadu. Ahoj!
1 2 3 4 5 ... 25 Next »
Showing posts 1 -
10 of 249.