...spraw kilka...
Wednesday, 17. June 2009, 09:06:22
Rok 2009 miał być obfity nie tylko w obowiązki, ale przede wszystkim w sprawy do zakończenia. Sprawy bardzo ważne dla mnie i dla innych.
Już miałem przyjemność wylewać gorzkie żale na blogu, ale teraz dopiero (gdy mam wszystkie te sprawy za sobą) odetchnąłem z ulgą. Oczywiście życie jeszcze nieraz da po dupie, ale jest się z czego cieszyć natenczas. Zaczęło się niewinnie – praca. Pon-pt. 8 – 18, odpowiedzialna. Po południu remonty w domu, w miarę możliwości. Weekendy też zajęte, po 10h. Dodatkowo płatne, więc jest o co walczyć… Wychodzi, że robiłem 30/31 dni w miesiącu. Plus po południu. Dla przykładu ostatnio wyremontowaliśmy duży pokój w 3 dni (ok. 14 h, panele, malowanie, tapetowanie, składanie mebli).
Kolejna sprawa – oddanie pracy mgr. Udało się. Jeszcze tylko przy natłoku spraw codziennych i pracy w takim trybie trzeba było ją obronić. Nie wspominam już sesji egzaminacyjnej i chodzenia na wykłady, bo na ostatnim roku jest trochę luźniej... Wracając do samej już obrony - komisja długo mnie nie maglowała, bo wiedziała, że chcę szybko zadzwonić do żony i zapytać czy czasem mały Kuzan już nie chce wychodzić na ten świat . Potem już z górki… Mały się urodził, trzeba było lekko spuścić z tonu z pracą, bo człowiek nie daje rady na dłuższą metę uskuteczniać takiego maratonu. Nie wiem jak długo będę wracał do formy. Chodzę jak zombie, czuje jak to wszystko odbija się na zdrowiu.
To wszystko ? Nie, byłoby zbyt pięknie… W tak zwanym międzyczasie jeszcze chodziłem na kurs prawa jazdy Tak ! Jeszcze gdzieś udało mi się to wcisnąć do grafiku ! Gra warta swej ceny. Prawo jazdy otwiera przede mną nowe rynki pracy, pozwala odetchnąć w obecnej (+bonus), a również ułatwi życie, bo jeżdżenie na zakupy śmierdzącymi tramwajami czy autobusami (a raczej śmierdzącą zawartością) już mi się przejadło. Powodowało nieraz odruch…ech tam, szkoda gadać. Ostatnio nie potrafię wysiedzieć w tramwaju mając świadomość, że egzamin prawa jazdy już za mną, a pod domem stoi samochód gotowy do wyjazdu. Od chwili, gdy wiedziałem, że zdałem każdy kontakt z komunikacją miejską to dla mnie denerwujące chwile, wszystko (nagle!) zaczęło mi przeszkadzać.
Nie mogę doczekać się, aż szanownie WORD wyśle papiery do wydziału komunikacji, a ten z kolei do Wa-wy… I skończy się przymusowe przytulanie do śmierdziuchów, wiecznie powtarzające się w kółko opóźnienia itd. itp.
BTW. Jeżeli ktoś czyta te słowa, a chce zdawać egzamin, to przyda się kilka suchych faktów jeżeli chodzi o terminy: KURS – trwa ok. miesiąca (teoria). Zakończony egzaminem wewnętrznym – testy. Następnie pora na jazdy. Spotkałem się wśród znajomych z przypadkiem, gdy po opanowaniu części informacji z teorii można było powoli jeździć samochodem po placu i w zależności od umiejętności wyjechać na miasto. Jak długo to trwa ? Wszystko zależy od ośrodka, ilości zatrudnionych instruktorów. W wakacje masakra… Zmieniałem trzykrotnie instruktorów, bo 2-3h tygodniowo jazd to pomyłka jakaś. Ogólnie mnie wszystko się przedłużyło mocno w czasie, ale to sprawa indywidualna. Gdy uda się nam wszystko zaliczyć (testy, egz. wew. praktyczny też niektóre szkoły uskuteczniają, chyba, że instruktor stwierdzi, że nie ma takiej potrzeby, czyt. jeździsz dobrze).
Następny krok to WORD. Szukasz odpowiedniej dla siebie miejscówki (odpowiedniego oddziału WORDa), zawozisz papiery (lekarz, papiery z kursu) i… czekasz. „Nowy” ustawowo powinien przystąpić do egzaminu teoretycznego państwowego. Kosztuje to trochę powyżej 20 zł. Można zapłacić od razu również i za egzamin praktyczny w całości (ok. 120 zł). Nie jest to majątek, ale trzeba doliczyć sobie jakieś poprawki ewentualne oraz dodatkowe jazdy (trzeba sobie miastko przypomnieć), a to koszt za 1h ok. 35 – 40 zł. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że tracimy mnóstwo czasu ! Po miesiącu od ustalonego terminu podchodzimy do teorii. Lepiej zdać od razu, bo to w sumie nic trudnego, można wręcz wykuć na blachę, a oszczędzimy sobie czkania 1 – 1,5 miesiąca. Zwłaszcza, że po zaliczonym egzaminie teoretycznym, w momencie przesłania wyników do okienka zapisujemy się na egzamin państwowy praktyczny, o terminie oczekiwania 2 – 3 miesiące. Co ciekawe wyniki egzaminu teoretycznego są ważne przez 6 miesięcy. Wobec tego w ciągu tego pół roku masz 2 szanse na sukces, a później znów od początku… I tak można zdawać latami (spotkałem ludzi, którzy po 7 razy zdawali, słyszałem o nastu razach).
Niemniej cieszy mnie bardzo fakt, iż mam to za sobą. Nerwy były straszne. Ciśnienie ogromne. Otoczenie. Ja sam. Rangi temu wydarzeniu nie można zaprzeczyć, to dokument, który potrafi diametralnie zmienić człowiekowi życie.
Egzamin zakończyłem o 15-30, a o 19 spontanicznie gościłem ok. 10 osób, było małe przyjęcie Mam nadzieję na lepsze jutro, jak zwykle, niezależnie od tego czy w życiu się powodzi czy też dostaję po tyłku w danej chwili. W tej chwili wychodzę na prostą, a przede mną jeszcze jedno ważne wydarzenie, chociaż można je zaliczyć do tych bardziej przyjemnych, choć nie mniej ważnych. 27.06. żenię się… Tym razem czeka nas ślub kościelny. Oj, będzie się działo…
















Kuzan # 18. June 2009, 09:25
http://www.glos.instruktora.pl/?catid=160&parcat=3&t=menu
FORUM PRAWO JAZDY:
http://www.prawojazdy.com.pl/forum/viewtopic.php?t=8285
Grash # 5. July 2009, 12:32
Weselisko udane było?
Grash # 5. July 2009, 12:51
Kuzan # 5. July 2009, 21:19
Kuzan # 5. July 2009, 21:21
Originally posted by Grashka:
Teraz jak masz szczęście to w pół roku załatwisz wszystko i dojdziesz do...pierwszego podejścia do egzaminu praktycznego. LOL zrobili kur@!#$)(@wa reformę.
Grash # 5. July 2009, 23:16
za moich czasów (bogowie, brzmi jakbym miała 80 na karku) teoria ważna była pół roku, a jeśli się nie zdało praktyki w 3 podejściach trzeba było wykupić jazdy u prowadzącego kurs, który wypisywał świstek przekłądany w WORDzie (dodatkowa kasa).
Jakbym dziś miała zdawać ze takim samym skutkiem, to chyba na czarnej liście dłużnikow wylądowała...
Kuzan # 6. July 2009, 07:06