.:Kuzan

...the truth is out there...

...nie zależy mi...

, , , , ,

Prawo jazdy. Gimme – gimme – gimme… Poziom frustracji z dnia na dzień jest coraz większy, denerwuje mnie wszystko co związane jest z komunikacją miejską, którą poruszam się od ponad 20 lat. Ale już niedługo. Skoro dałem radę wytrzymać tak długi czas i taką nerwówkę, to te kilka dni na wydanie dokumentu również. Tiaaaa…. Zaczęło się od tego, że dwójka moich znajomych również zdała egzamin. Koleżanka stwierdziła, że czekała 4 dni (WOW) na wydanie prawka, a kumpel stwierdził, że po tygodniu był dokument gotowy do odbioru w urzędzie i stwierdził, że gdyby się wcześniej zainteresował tym faktem, to może miałby prawko szybciej. Biorąc pod uwagę to, co mówili znajomi oraz ciągłe podenerwowanie i mały komfort z jazdy komunikacją miejską (zwłaszcza, że remontują trasę i na ten tydzień-dwa puścili zatłoczone autobusy…) nie wytrzymałem i stwierdziłem, że jednak zadzwonię do Wydziału Komunikacji i popytam co z moim prawkiem… Ale od początku:


Dzień egzaminu. Dużo by pisać na ten temat można było, ale to jakby materiał na osobny post. Egzamin zdałem po ponad godzinnej gehennie… Maglownica straszna, ale przeżyłem. Wynik pozytywny pozwala patrzeć w przyszłość z większym optymizmem. Pani przy okienku mówi, że blankiet, który posiadam w ręku jest dla mnie, a papiery wysyłają do Wydziału Komunikacji w miejscu zamieszkania. Luz. Teraz muszę dzwonić i stresować ludzi, że jednak nie zdałem egzaminu. Tak dla odstresowania się bigsmile

Pech mój polegał na tym, że zdawałem przed dłuuugim weekendem. Co gorsza (dla mnie) w piątek WORDy też miały dzień wolny… Więc czekam dalej.

Ogólnie to mi „nie zależy”  ale znajdując wolną chwilę postanowiłem zadzwonić do WK, by zapytać o kilka spraw technicznych. Przełączany pomiędzy numerami wewnętrznymi szukam odpowiedniej osoby na odpowiednim stanowisku. Wreszcie miła pani udzieliła mi wyczerpujących odpowiedzi. Jako, że z WORDu do WK w moim mieście jest niedaleka droga to asekuracyjnie zapytałem o moje papiery. Nic. - Prawdopodobnie będą jutro, proszę zadzwonić i zapytać – usłyszałem. Ok., wiedziałem, że to praktycznie niemożliwe, ale musiałem zapytać p

Dzwonię z rana pod znajomy numer. Przedstawiam się ładnie i pytam o papiery miłej pani z WK… Niestety o tej godzinie jeszcze nie ma poczty, więc nawet nie sprawdzała skrzynki. Prosi o telefon w późniejszym terminie. Ok., jasne… 4h później dzwonię do MPzWK (miłej pani z Wydziału Komunikacyjnego). Niestety papierów dalej nie ma :[ Trudno, przeprosiłem panią, że ją tak molestuję przez telefon co dzień i zastrzegłem sobie, że będę to robić do skutku. Przy okazji zagadałem o swojej historii jak to prawko jest mi potrzebne „na już”, zwłaszcza, że samochód stoi pod domem i czeka… Pani z WK była bardzo miła i wyrozumiała. Stwierdziła, że być może brakuje jakiegoś podpisu lub zdjęcia w mojej dokumentacji, więc warto zadzwonić do WORDu i zapytać, uzupełnić ewentualnie szybko braki. Czarny scenariusz. Zwłaszcza, że pani miała już dokumenty z innego WORDu, z poniedziałkowego egzaminu… Więc coś nie halo. Podziękowałem i zacząłem szukać numeru do WORDa. Mam. Dzwonię. -Abonent ma uszkodzoną linię telefoniczną. Za-je-bi-scie. Jak się człowiek śpieszy… Próbowałem jeszcze kilka razy, ale dałem sobie wreszcie spokój. Jutro też jest dzień bigsmile

Środa, plac boju, wczesne godziny poranne. Atak frontalny kończy się połowicznym sukcesem. Dziś bowiem linia abonencka WORDu działa, aczkolwiek nikt nie odbiera. Czyli marne pocieszenie. Zastanawiam się co zrobić, centrala coś pieprzy o numerach wewnętrznych, ale ich nie podaje. Dzwonię więc do głównego WORDu. Proszę o podanie jakiegokolwiek wewnętrznego numeru. Okazuje się, że to prehistoryczna centrala jest… i jedyny numer wewnętrzny to numer na bezpośrednie połączenie z linią faxu. Ale jest też tajemniczy, ukryty numer, którego nie podają na stronie. Bogatszy o cenną informację dzwonię poraz kolejny. Odbiera jakaś pani… - Dzień dobry nazywam się Łuk… <TIIIRIIIIRIIIIIRIIII> - dzwonek telefonu komórkowego w tle… - Już, chwileczkę… - słyszę w słuchawce i… pani zaczęła rozmawiać sobie przez komórkę. A ja się dziwię, że papiery dojść nie mogą… Po chwili (na szczęście) pani przeprosiła, stwierdziła, że to instruktor i musiała odebrać. Nieważne, zdążyłem ochłonąć, pytam o papiery i mówię, że poniedziałkowe dotarły do WK z bardziej oddalonego WORDu niż ten !!! Wówczas szanowna pani drugi raz powtórzyła, że przesyłki wychodzą od nich każdego 15-go (SIC!!!). Dopiero po chwili to do mnie dotarło. Kazała spokojnie czekać do 8 dni roboczych (FAKKKK!). No tak. Ale skoro 15. poczta wyszła od nich, to być może coś już dotarło do mojego ulubionego WK  W godzinach popołudniowych dzwonię znów. Krótka rozmowa z MPzWK o całej sytuacji, było miło, ale bez happy endu :/ , czyli że dokumenty niedawno sprawdzała, ale moich nie ma.

Od rana było sporo tematów do zrealizowania, nie myślałem w ogóle o dzwonieniu do WK. Do czasu. Rozmawiałem z koleżanką, która czeka na egzamin i tak mnie nakręciła, że postanowiłem dać szansę ludziom odpowiedzialnym za moje papiery. Tym razem czekam na odpowiednią godzinę, bym miał pewność, że MPzWK pocztę już sprawdziła. Dzwonię. W słuchawce słyszę znajomy głos, który od czterech dni dostarcza mi informacje na bieżąco. Na dzień dobry lekko parsknąłem śmiechem: - Ekhm, dzień dobry, Łu…. - Tak Panie Łukaszu ! Dokumenty dotarły do mnie, już wprowadziłam do systemu i przygotowałam wysyłkę z zaznaczeniem „PILNE”, więc na początku przyszłego tygodnia dokumenty powinny być już gotowe! - W takim razie pozwolę sobie zadzwonić w poniedziałek i zapytać  Cieszy mnie takie podejście do sprawy smile Pozostaje mi tylko czekać.

Jest piątek, dziś nigdzie nie dzwonię smile

...spraw kilka......urlop - dzień pierwszy...

Comments

Kuzan Sunday, July 5, 2009 7:24:01 AM

...prawko odebrałem w środę...

GrashGrashka Sunday, July 5, 2009 12:50:35 PM

Chciałoby się powiedzieć, że takie rzeczy tylko w Erze...

Kuzan Sunday, July 5, 2009 9:18:22 PM

To była droga przez mękę, ale prawko odebrałem, mam czym jeździć, więc jest git. Po tygodniu docierania się ruszyliśmy w góry (200 km w jedną stronę, plus okolice, wycieczki dodatkowe, to daje ponad 550 km na dzień dobry). Oby pogoda dalej dopisywała...

GrashGrashka Sunday, July 5, 2009 11:10:53 PM

Nie pamiętam, żebym miała jakies problemy z odbieraniem swojego dokumentu, no ale to było tak dawno.
Do dziś nie mam auta ;/
A co do wycieczki - właśnie widzę po zdjęciach! bigsmile

Kuzan Monday, July 6, 2009 7:04:08 AM

Problemów nie było, to ja byłem taki niecierpliwy bigsmile Miałem to szczęście, że samochód stał już pod domem i czekał na mnie wiernie bigsmile

Write a comment

New comments have been disabled for this post.

June 2012
S M T W T F S
May 2012July 2012
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30