Skip navigation.

.:Kuzan

...the truth is out there...

Posts tagged with "Czorsztyn"

...urlop - dzień drugi...

, , , ...

Jak to na urlopie - dzień mija szybko i dosyć intensywnie, z tym, że powietrze jakieś inne, łatwiej się oddycha, można się naraz sztachnąć większą ilość o2 :wink: Wieczorem szybki wjazd na google maps, przewodnik i wycieczka zaplanowana. Najpierw śniadanie w knajpie, a zaraz po nim wypad nad Jezioro Czorsztyńskie, Zamek Czorsztyński (a raczej jego ruiny) i Zamek w Niedzicy. W międzyczasie atrakcje... Jest sobota, budzę się rano, ale nie mam ochoty wstać i o dziwo bezproblemowo kładę się po jeszcze trochę snu (zwalam na te doskonałe, górskie powietrze P: ). Niestety dzień wita nas ulewą. Plany są i nie mamy zamiarów ich zmieniać, pogoda w górach może być różna na przestrzeni kilku kilometrów. W Szczawnicy leje. Szykujemy wałówkę dla małego i jedziemy na śniadanie. Dalej w deszczu, choć nie ma ulewy. Śniadanie w knajpie, szybkie zakupy (spodenki - nie dałem rady wcześniej, plecak - no tak, drobnostka w górach :whistle: , skleroza nie boli). Następny przystanek Czorsztyn. Miał być Krościenko nad Dunajcem, ale mieszkańcy Szczawnicy stwierdzili, że nic tam ciekawego nie ma, może prócz targu w poniedziałki :D Przejechaliśmy przez centrum i w sumie postanowiliśmy się nie zatrzymywać :rolleyes: Podjechaliśmy do Czorsztyna, jak zwykle mieliśmy farta z parkowaniem. Na miejscu przywitał nas koleś, który zaproponował nam to co zaplanowaliśmy wcześniej czyli przepłynięcie przez Jezioro do Niedzicy, by zwiedzić zamek. Miły chłopak, wygadany p: Fajnie organizuje sobie ludzi, pomijając konkurencję (są statki, ale i gondolki, którymi płynęliśmy). Samo zejście hordą (my, dziecio i pies) dało nam do myślenia (stromo jak cholera, ścieżka zdrowia). Dotarliśmy na brzeg, gdzie cumują statki i gondole, szybko wskoczyliśmy na łódkę i w rejs. Widoki niesamowite. Zresztą spójrzcie na zdjęcia. Zamek w Niedzicy dostarczył nam wiele przyjemnych chwil, spotkaliśmy fajną ekipę i razem z nią chodziliśmy po zamku wraz z przewodnikiem. Zamku, w którym przetrzymywano Janosika. Pełen szok. Piesek został z nowo poznanymi chłopakami obsługującymi stoisko z "łoscypkami" :smile: Chłopcy zarobili dychę, ale o dziwo dali nam sera za równowartość kasy. Co za mili ludzie w tych górach ! Wracamy gondolami do Czorsztyna i zahaczamy o zaprzyjaźnioną panią, która sprzedawała super poduchy z naturalnych materiałów. Nie mogłem odmówić sobie pamiątki, zwłaszcza, że u nas takie rzeczy kosztują majątek. Powrót z dołu na ruiny zamku to była prawdziwa katorga dla takich mieszczuchów jak my. Dostaliśmy trochę po dupie, zwłaszcza, że grzało na jakieś 30 i więcej stopni, a i małego trzeba było nosić... Do ruin weszliśmy za darmo, jakoś tak przypadkiem :happy: W sumie po całym dniu chodzenia już powoli miałem dosyć, ale okazało się, że było warto. Gdybyśmy ominęli te ruiny - bardzo bym żałował. Okazało się bowiem, że z ruin są najlepsze widoki w okolicy. Nic tylko stać i patrzeć. Obłęd. Cała wycieczka trwała kilka godzin, trochę się wypociliśmy, straciliśmy jedną butelkę z mlekiem (w strumyku, z którego pies pił wodę, długa historia), opaliliśmy się i nie pozostało nic jak tylko podskoczyć do jadłodajni, którą znaleźliśmy dzień wcześniej. Pod Siekierkami, bo tak się nazywa knajpka, zaoferowała dobre jedzenie w obfitych porcjach za normalne pieniądze (czyli ok 26 zł za dwa posiłki z wodą). W porównaniu do wczorajszego wypadu - 51 zł za dwa posiłki i zupę, na które czekaliśmy ok 20 min. - wypada o niebo lepiej. Nie narzekali byśmy, gdyby nie wpadka z moim posiłkiem. Magda dostała znośnego pstrąga z frytkami, ja przecudną zupę czosnkową z serem i grzankami (musiałem pochwalić kucharza) jako przystawkę przed ukochanym daniem głównym, który kosztuję gdziekolwiek się znajdę - placek ziemniaczany po miejscowemu. Cena nie była ważna po pstrągu i mojej cudnej zupie, ale jedzenie okazało się cholernie nierówne - główne danie, które miało być wyznacznikiem jakości knajpy (restauracji) zawiodło. Dostałem trzy krążki mrożone, takie jakie kupuje się w markecie, usmażone w głębokim tłuszczu po frytkach (!!!), które odbijały mi się do końca dnia. Nie uratuje tego żadne mięso i sos (którego było mało). To był ostatni nasz wypad do tej knajpy. Chyba, że przed wyjazdem wpadnę na samą zupę :D Na szczęście dziś Placek po Hajducku uratował honor Szczawnicy :wink: Po posiłku powrót, prysznic, spanie. I planowanie jutrzejszego wypadu. Ahoj!
Download Opera, the fastest and most secure browser
December 2009
S M T W T F S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31