Posts tagged with "Kuzan"
STICKY POST
Tuesday, 14. August 2007, 17:36:51
postcards, pocztówka, PROJECT POSTCARD, postcard
...
Saturday, 29. August 2009, 07:03:07
Krynica Górska, pijalnia wód mineralnych, Kuzan, URLOP
Zupełnie nie mogę sobie przypomnieć dlaczego nie opisałem jeszcze jednego, jakże dla mnie ważnego, dnia urlopu w górach. Ktoś zapyta dlaczego ? Nie ? Mimo wszystko napiszę
Jak opisywałem wcześniej - góry to ciężki temat jeśli wybierasz się z maleńkim bobasem. Trzeba było sobie umilać w jakiś sposób czas... Dlatego też staraliśmy się robić sobie wycieczki.
Jako, że Szczawnica to świetna baza do wypadów (Zakopane 50 km, Krynica Górska 75km) to żal byłoby nie skorzystać z tej okoliczności. Tym razem padło na Krynicę. Sentymentalna podróż do przeszłości. Pamiętam jak dziś wycieczkę na Zieloną Szkołę.
Wprawdzie było to w trzeciej klasie podstawówki, jednakże pamiętam jak dziś lecznicze wody i niesamowity smak wody Zuber
Wówczas ciężko było dopić do końca kubek 0,33 l bez marnotrawienia wody, którą podlewaliśmy kwiatki w pijalni.
Jednakże nie tym razem ! Dziś miałem zmierzyć się z duchami przeszłości i zamówić sobie Zuber, wypić ze smakiem i czekać na jego lecznicze właściwości. Krynica sama w sobie wydawała mi się kiedyś taaaaka wielka. Dziś sam jestem "wielki", więc może dlatego wydawała się tak malutka. No ale 9-latkowi wszystko wydaje się wielkie.
Urocza mieścina, której główną atrakcją jest deptak, w nim mini park i oczywiście pijalnie wód przywitała nas wspaniałą pogodą. Odwiedziliśmy starą pijalnię, która na moje oko nic a nic się nie zmieniła. Tam po prostu czas się zatrzymał. No ale do rzeczy - przyjechaliśmy tam w jasnym celu. Wykupiłem "talony", po dwa kubeczki. Ciekawostką była tablica przy "dystrybutorach", na której było napisane, że niektóre wody (tylko dwie są neutralne) wydawane są na podstawie lekarskich zaleceń, tudzież recept, po konsultacji z dr. lub ewentualnie po ukończeniu 18 roku życia na własne życzenie (i odpowiedzialność
).
Już w trzeciej klasie byłem takim ryzykantem - pomyślałem (heh), fundując sobie tak niebezpieczne napoje (lol). Madzia zafundowała sobie smaczną mieszankę wód, którą sprawnie wykonała pani obsługująca kurki
Ja dostałem Zuber w czystej formie i również jakąś mieszankę. Nie pamiętam na co i jakie miała właściwości bo klu dzisiejszego dnia był Zuber.
Powyżej dwie serie zdjęć (te najbardziej hardkorowe są wycięte
) podczas smakowania wody Zuber. Niepowtarzalny smak wody jakby świeżo wylanej z rury, która od stu lat rdzewieje i resztki metali wlewają się do Twojego kubka z napojem. Wodę potraktowałem "po męsku", podzieliłem na dwa "hałsty", bo sączyć bym nie dał rady. Zaparłem się, że wypiję i tak też zrobiłem. Kubek 0,33 litra nigdy nie był tak pojemny jak tego dnia. W zasadzie wydawało mi się, że skurczybyk nigdy się nie skończy, ponadto mieszanka z drugiego kubka nie była wiele "lżejsza". Opanowawszy oba kubli w momencie zacząłem dostawać zawroty głowy. Ból był dosyć ćmiący, ale dałem radę. W przeciwieństwie do żony, którą w momencie jej mieszanki dosłownie przeczyściły
Friday, 24. July 2009, 06:21:15
ślub, Kuzan
Monday, 20. July 2009, 18:12:27
Kuzan, tatry, Szczawnica, pieniny
...
Pożądny urlop to podobno urlop za granicą
Dlatego też postanowiliśmy odwiedzić "zagranicę", w tym przypadku Słowację. Po drodze odwiedzając okoliczne wsie i ich kościoły zabytkowe. Piękne widoki. Pierogi chłopskie z ... kaszą i grzybami (dobre, ale już ich nie będę zamawiał).
Droga na Słowację to tereny, które pojawiają się na pocztówkach. To idealny przykład piękna Pienin. Przy dobrej pogodzie widzimy Tatry. Nic więcej nam nie trzeba, człowiek stoi i patrzy jak wół na malowane wrota
Niepozorne przejście graniczne, oczywiście otwarte, bez kontroli. Dotarliśmy po drugiej stronie Dunajca na tereny Czerwonego Klasztoru [WIKI - http://pl.wikipedia.org/wiki/Czerwony_Klasztor], w tle Trzy Korony [WIKI - http://pl.wikipedia.org/wiki/Trzy_Korony_(szczyt)].
Dziś więcej zdjęć niż tekstu, bo to one powiedzą nam więcej. Pogoda ładna, wycieczka udana i Złoty Bażant kupiony. Jutro wyjazd. Pytanie czego jeszcze nie zwiedziliśmy w okolicy ? :/ No właśnie. Robimy sobie wycieczkę - Krynica Zdrój (Górska) [WIKI - http://pl.wikipedia.org/wiki/Krynica_Zdr%C3%B3j].
Trzeba zmierzyć się z duchami przeszłości
W trzeciel klasie podstawówki spędzałem właśnie tutaj dwa czy trzy tygodnie na Zielonej Szkole. Pierwszy tak długi wypad bez rodziców. Nie wszyscy wytrzymali stresu. Życie. Pamiętam jak dziś zdjęcie z bernardynem koło pijalni jak również to, że pani, która się nami opiekowała zakazała nam pić wodę Zuber. A bo to niedobra, śmierdzi jajami zgniłymi. Oczywiście zawsze się jakieś dziecko w grupie znajdzie, które i tak zrobi swoje. Ano właśnie Kuzan był tą osobą
Od tego czasu zawsze słuchałem pani Jurewicz, bowiem miała rację. Zuber jest obrzydliwy. Dziś miałem się poraz kolejny o tym przekonać. Ale lata minęły, ja jestem dorosłym, twardym mężczyzną i woda mnie nie swkrzywi (zdjęcia). Zapach się nie zmienił, dalej okropny, a smak ? Tak jakbyś pił/-a wodę z jakiejś zardzewiałej rury, wypijając całą rdzę :/ Jako, że napiliśmy się z Magdą po dwie porcje zdrowotnej wody oboje dostaliśmy natychmiastowych bóli głowy (zawroty included), nie mówiąc o tym, że żonę popędziło
Ależ my musimy mieć zatrute organizmy
Pod koniec wycieczki wstąpiliśmy na Moccę i naleśniki do kawiarenki nieopodal pijalni, po drugiej stronie strumyka (Małopolanka bodajże).
Cud, miód i orzeszki. Jak będziecie w Krynicy to koniecznie wpadajcie. Powrót do Szczawnicy był już nieco bardziej dynamiczny, bowiem w drodze powrotnej załadowałem do baku 60PLNów. Jak wyruszyłem ze stacji, to myślałem, że siedzę w rakiecie. Otóż prawie 3 dni jeździliśmy na chrzczonym paliwie (stacja Petro za Szczawnicą).
A ja myślałem, że mi samochód umiera. Okazało się, że to paliwo było winowajcą. A przed tankowaniem na Petro stwierdziłem, że boję się tankować na mało znanych stacjach (markach), bo paliwo może być liche... Skurczybyki.
Friday, 19. June 2009, 09:23:17
2009, czerwiec, prawo jazdy, praca
...
Prawo jazdy. Gimme – gimme – gimme… Poziom frustracji z dnia na dzień jest coraz większy, denerwuje mnie wszystko co związane jest z komunikacją miejską, którą poruszam się od ponad 20 lat. Ale już niedługo. Skoro dałem radę wytrzymać tak długi czas i taką nerwówkę, to te kilka dni na wydanie dokumentu również. Tiaaaa…. Zaczęło się od tego, że dwójka moich znajomych również zdała egzamin. Koleżanka stwierdziła, że czekała 4 dni (WOW) na wydanie prawka, a kumpel stwierdził, że po tygodniu był dokument gotowy do odbioru w urzędzie i stwierdził, że gdyby się wcześniej zainteresował tym faktem, to może miałby prawko szybciej. Biorąc pod uwagę to, co mówili znajomi oraz ciągłe podenerwowanie i mały komfort z jazdy komunikacją miejską (zwłaszcza, że remontują trasę i na ten tydzień-dwa puścili zatłoczone autobusy…) nie wytrzymałem i stwierdziłem, że jednak zadzwonię do Wydziału Komunikacji i popytam co z moim prawkiem… Ale od początku:
Read more...
Wednesday, 17. June 2009, 09:06:22
życie, Kuzan, dziecko, prawo jazdy
...
Wielozadaniowość do nie tylko ważna cecha nowych procesorów komputerowych. Dowiedziałem się, że człowiek jest w stanie opanować tę funkcję w szybkim czasie (ktoś się oburzy, że to naturalnie wrodzona umiejętność człowieka, ale ja bym się kłócił ). Ale zaczynamy od początku.
Rok 2009 miał być obfity nie tylko w obowiązki, ale przede wszystkim w sprawy do zakończenia. Sprawy bardzo ważne dla mnie i dla innych.
Już miałem przyjemność wylewać gorzkie żale na blogu, ale teraz dopiero (gdy mam wszystkie te sprawy za sobą) odetchnąłem z ulgą. Oczywiście życie jeszcze nieraz da po dupie, ale jest się z czego cieszyć natenczas. Zaczęło się niewinnie – praca. Pon-pt. 8 – 18, odpowiedzialna. Po południu remonty w domu, w miarę możliwości. Weekendy też zajęte, po 10h. Dodatkowo płatne, więc jest o co walczyć… Wychodzi, że robiłem 30/31 dni w miesiącu. Plus po południu. Dla przykładu ostatnio wyremontowaliśmy duży pokój w 3 dni (ok. 14 h, panele, malowanie, tapetowanie, składanie mebli).
Kolejna sprawa – oddanie pracy mgr. Udało się. Jeszcze tylko przy natłoku spraw codziennych i pracy w takim trybie trzeba było ją obronić. Nie wspominam już sesji egzaminacyjnej i chodzenia na wykłady, bo na ostatnim roku jest trochę luźniej... Wracając do samej już obrony - komisja długo mnie nie maglowała, bo wiedziała, że chcę szybko zadzwonić do żony i zapytać czy czasem mały Kuzan już nie chce wychodzić na ten świat . Potem już z górki… Mały się urodził, trzeba było lekko spuścić z tonu z pracą, bo człowiek nie daje rady na dłuższą metę uskuteczniać takiego maratonu. Nie wiem jak długo będę wracał do formy. Chodzę jak zombie, czuje jak to wszystko odbija się na zdrowiu.
To wszystko ? Nie, byłoby zbyt pięknie… W tak zwanym międzyczasie jeszcze chodziłem na kurs prawa jazdy Tak ! Jeszcze gdzieś udało mi się to wcisnąć do grafiku ! Gra warta swej ceny. Prawo jazdy otwiera przede mną nowe rynki pracy, pozwala odetchnąć w obecnej (+bonus), a również ułatwi życie, bo jeżdżenie na zakupy śmierdzącymi tramwajami czy autobusami (a raczej śmierdzącą zawartością) już mi się przejadło. Powodowało nieraz odruch…ech tam, szkoda gadać. Ostatnio nie potrafię wysiedzieć w tramwaju mając świadomość, że egzamin prawa jazdy już za mną, a pod domem stoi samochód gotowy do wyjazdu. Od chwili, gdy wiedziałem, że zdałem każdy kontakt z komunikacją miejską to dla mnie denerwujące chwile, wszystko (nagle!) zaczęło mi przeszkadzać.
Nie mogę doczekać się, aż szanownie WORD wyśle papiery do wydziału komunikacji, a ten z kolei do Wa-wy… I skończy się przymusowe przytulanie do śmierdziuchów, wiecznie powtarzające się w kółko opóźnienia itd. itp.
BTW. Jeżeli ktoś czyta te słowa, a chce zdawać egzamin, to przyda się kilka suchych faktów jeżeli chodzi o terminy: KURS – trwa ok. miesiąca (teoria). Zakończony egzaminem wewnętrznym – testy. Następnie pora na jazdy. Spotkałem się wśród znajomych z przypadkiem, gdy po opanowaniu części informacji z teorii można było powoli jeździć samochodem po placu i w zależności od umiejętności wyjechać na miasto. Jak długo to trwa ? Wszystko zależy od ośrodka, ilości zatrudnionych instruktorów. W wakacje masakra… Zmieniałem trzykrotnie instruktorów, bo 2-3h tygodniowo jazd to pomyłka jakaś. Ogólnie mnie wszystko się przedłużyło mocno w czasie, ale to sprawa indywidualna. Gdy uda się nam wszystko zaliczyć (testy, egz. wew. praktyczny też niektóre szkoły uskuteczniają, chyba, że instruktor stwierdzi, że nie ma takiej potrzeby, czyt. jeździsz dobrze).
Następny krok to WORD. Szukasz odpowiedniej dla siebie miejscówki (odpowiedniego oddziału WORDa), zawozisz papiery (lekarz, papiery z kursu) i… czekasz. „Nowy” ustawowo powinien przystąpić do egzaminu teoretycznego państwowego. Kosztuje to trochę powyżej 20 zł. Można zapłacić od razu również i za egzamin praktyczny w całości (ok. 120 zł). Nie jest to majątek, ale trzeba doliczyć sobie jakieś poprawki ewentualne oraz dodatkowe jazdy (trzeba sobie miastko przypomnieć), a to koszt za 1h ok. 35 – 40 zł. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że tracimy mnóstwo czasu ! Po miesiącu od ustalonego terminu podchodzimy do teorii. Lepiej zdać od razu, bo to w sumie nic trudnego, można wręcz wykuć na blachę, a oszczędzimy sobie czkania 1 – 1,5 miesiąca. Zwłaszcza, że po zaliczonym egzaminie teoretycznym, w momencie przesłania wyników do okienka zapisujemy się na egzamin państwowy praktyczny, o terminie oczekiwania 2 – 3 miesiące. Co ciekawe wyniki egzaminu teoretycznego są ważne przez 6 miesięcy. Wobec tego w ciągu tego pół roku masz 2 szanse na sukces, a później znów od początku… I tak można zdawać latami (spotkałem ludzi, którzy po 7 razy zdawali, słyszałem o nastu razach).
Niemniej cieszy mnie bardzo fakt, iż mam to za sobą. Nerwy były straszne. Ciśnienie ogromne. Otoczenie. Ja sam. Rangi temu wydarzeniu nie można zaprzeczyć, to dokument, który potrafi diametralnie zmienić człowiekowi życie.
Egzamin zakończyłem o 15-30, a o 19 spontanicznie gościłem ok. 10 osób, było małe przyjęcie
Chyba większe to było wydarzenie niż obrona pracy magisterskiej… W sumie chyba tylko narodziny syna przebiły ten egzamin. Pozostało mi tylko czekać na dokument i cieszyć się, że moje modlitwy zostały wysłuchane ! Dawno nie miałem takiego kotła, ale wydaje się, że teraz pozostaje mi się skupić na dalszym remoncie i karierze zawodowej.
Mam nadzieję na lepsze jutro, jak zwykle, niezależnie od tego czy w życiu się powodzi czy też dostaję po tyłku w danej chwili. W tej chwili wychodzę na prostą, a przede mną jeszcze jedno ważne wydarzenie, chociaż można je zaliczyć do tych bardziej przyjemnych, choć nie mniej ważnych. 27.06. żenię się… Tym razem czeka nas ślub kościelny. Oj, będzie się działo…
Sunday, 31. May 2009, 07:06:40
uśmiech, Kuzan, maj, Bartek
...
Pisanie czegokolwiek na blogu graniczy teraz z cudem, ale cuda się zdarzają
Korzystając z ok. 20 minutowej przerwy na sen mojego małego brzdąca jest okazja na pisanie dla odprężenia. Nie ukrywam, że zastanawiałem się jak to będzie, gdy Bartek będzie już dorosły i będziemy mogli oboje przejrzeć ten wpis... Świetna pamiątka, może przy okazji się trochę pośmiejemy.
Szkoda, że za naszych czasów tego wszystkiego nie było. "Tego wszystkiego" to między innymi tony zdjęć z aparatu cyfrowego (ach, te drogie klisze z lat 80tych), czy na przykład filmik z 5 miesiąca życia, jeszcze w brzuchu mamy (co to jest USG 3D ?
)... Ja w swojej kolekcji mam może z 5 zdjęć z czasów gdy miałem 1m-5lat... Teraz przeciętna, szczęśliwa mama robi 5 zdjęć na minutę
Kolejne dni pokazują jak szybko czas mija, a my się starzejemy... Młody w ciągu miesiąca zyskał niecałe 10 cm, rośnie w oczach, sprzedaje uśmiechy, gaworzy (oj, jest bardzo rozgadany po tacie)... Zazwyczaj tą tytaniczną pracę biorą na swoje barki mamy pociech, z wiadomych powodów. Różnie się życie toczy, młodego trzeba szybko przyzwyczajać nie tylko do mleka matki, by mógł dzień przeżyć z tatą
Tak też się stało, że mama wychodzi przed 7 się kształcić, a mężczyźni zostają w domu sami... Zawsze ceniłem pracę, którą kobiety wykonują przy małym, mając czas na dodatkowe obowiązki...
Jak to wygląda w praktyce ? Zajmując się małym szkrabem od samego rana do wieczora można się zmęczyć. Najgorsze jest to, że bez jakiejkolwiek wprawy facet ledwo może zająć się czymkolwiek innym niż przygotowaniem posiłków pomiędzy drzemkami małego
Tego typu testy potrzebne są, by móc docenić czyjąś pracę. No, pracę kobiet. Oczywiście wszystko jest do opanowania, ale nie ma mowy o planowaniu sobie czasu ! To młody zarządza naszym czasem (karmienie)
Wręcz potrafi być nieznośny, wyprowadzić ojca z równowagi, by po chwili sprzedać uśmiech, który rozbraja w ciągu ułamka sekundy. Kiedy już rodzic wyobraża sobie, że jest w stanie "rozszarpać" pociechę, ta rozbraja go dobrym humorem. Tak ni stąd ni zowąd... Młode mamy mają problem z mężem ? Zostawcie ich obu razem na weekend. Świeży tatusiowie mają problem z opanowaniem, wybuchowym charakterem? Niech zostaną z pociechą na weekend. To ćwiczy charakter i osobowość, zaręczam że jesteś po kilku takich treningach uśmiechnąć się do swojego przełożonego jak ględzi Ci nad uchem
Friday, 15. May 2009, 19:17:26
Nokia 5800, Kuzan, telefon, gadżet
...
...to jest to co Kuzan lubi najbardziej
Wprawdzie wiąże się to z wydatkami, ale czasem człowiek jest zmuszony do zakupów... Na początku kwietnia skradziono mój telefon E51 Black. Pewnie już go nie odzyskam, ale jeśli ktoś zakupi taki model, to niech sprawdzi IMEI: 354193020409939... To IMEI Kuzanowego telefonu... Zostawiłem go na dosłownie 5 minut i musiałem się z nim pożegnać. Dzwoniłem po chwili z innego i już ktoś wyrzucił kartę, wobec powyższego można się było szybko zorientować, że nie trafił na niego uczciwy znalazca. Ch*@#$j mu w d(*#@$ę, niech się nim udławi, frajer jeden. Najgorsze są dane (kontakty, zdjęcia, filmy, maile, dokumenty...), na szczęście jakieś dwa tygodnie wcześniej robiłem backup.
Pieprzony amator cudzej własności mógł zostawić mi kartę pamięci chociaż, bo to jak utrata dowodu czy prawka. Więcej roboty przy wyrabianiu (gromadzeniu danych), nie chodzi tu o pieniądze. Gadżetem pocieszenia stała się Nokia 5800, która zachowała wszystkie potrzebne funkcje E51 (email, WiFi, symbian), ale stawia na multimedialność (doskonałe mp3 i w ogóle wyposażenie, lepszy aparat niż w przypadku E51, chociaż nie powala...) i nowe trendy (dotykowy wyświetlacz, gps i inne gadżety). Po ponad miesiącu używania w sumie jestem zadowolony, chociaż do ideału Nokii jeszcze brakuje. Bo "pogromca iPhone'a" to za duże słowa... Przejście na dotykowy wyświetlacz nie jest problemem, Symbian jest do opanowania w pół godziny (tzn. jego obsługa w nowym środowisku). Wreszcie oglądanie filmów przez komórkę ma sens. Materiały filmowe (Batman), które Nokia wrzuciła na telefon są doskonałej jakości, dźwięk w stereo głośnych głośniczkach i specjalna podstawka powoduje, że filmy ogląda się z przyjemnością (zwłaszcza w autobusie ze słuchawkami na uszach)... Doskonałe funkcje multimedialne to nie wszystko, nie muszę chyba pisać co potrafią najnowsze telefony z Symbianem. Na starcie 8GB. Miód. Dla ciekawskich link - http://www.nokia.pl/A41281583 Moja ocena 8/10.
Wednesday, 29. April 2009, 08:50:09
Kuzan, dziecko, Bartek, zdjęcia
...
Podobno narodziny dziecka to nieskończona ilość szczęścia dla rodziców. Fakt. Podobno Świat przewraca się do góry nogami. Nieprawda. Ale napewno pojawia się jeszcze więcej miłości wśród członków rodziny pomimo wszelkich wyrzeczeń, które nosi ze sobą obowiązek bycia rodzicem. Jeden uśmiech dziecka powoduje, że zapominasz o wszystkim innym. Zwłaszcza o nocnych pobudkach. To również prawda. Każde dziecko jest najpiękniejsze dla swoich rodziców, a każdy jego uśmiech jest lekiem na każde zło. W ciągu tych dwóch miesięcy obserwuję jak młody zwiększa stan swej świadomości, zaczyna reagować na konkretne osoby (uśmieszki do rodziców) i wymuszać krzykiem noszenie na rękach
W tak niedługim czasie my nauczyliśmy się jak reagować na jego "mowę", co dla niektórych wydaje się być po prostu krzykiem ("płaczem"-to raczej nie ma wiele wspólnego z beczeniem, ale niektórzy tak to nazywają). Z dnia na dzień mały domaga się większej atencji z naszej strony, co staramy się tonować, bo w wydaniu tak małego dziecka jest to między innymi ciągłe noszenie na rękach. W ramach kompromisu bujanie w wózku. Ciężko opisać jak czuje się facet, młody tata, żeby nie pisać rzeczy oczywistych. Wydaje mi się, że nie zmieniło się wiele w materii życia codziennego, owszem - jest więcej obowiązków, które wynikają z opieki nad dzieckiem, ale jest to znośne. Przynajmniej, gdy mały ma oboje rodziców. Trudne chwile są kupowane uśmiechami tak wdzięcznymi, że nie jestem w stanie znaleźć porównania do czegokolwiek, ale nawet najtwardszy facet mięknie (choć tego nie pokaże), gdy mu jego dziecko funduje uśmiech specjalnie dla niego. Taki świadomy. Tak przekonujący jak reklama kart kredytowych. Teraz dopiero rozumiem dlaczego marketing bazujący na tak prostych, ludzkich uczuciach, relacji rodzic - dziecko czy podobnych, ma ta tak wielką siłę i zawsze będzie popularny. Inną sprawą jest fakt, iż człowiek widzi jak szybko czas ucieka. Jednego dnia przyjeżdza ze szpitala z noworodkiem i majstruje pierwszą kąpiel, a drugiego młody wchodzi o własnych siłach do tego samego pomieszczenia, w którym niedawno kąpał go w 60cm wanience. Obłęd. Ale po to żyjemy. Dlatego człowiek staje się bardziej rodzinny i spędza więcej czasu z bliskimi, bo nie warto marnować czasu na głupoty, skoro jest go tak mało. To tyle. Na dzień dzisiejszy. Tymczasem śpij, mały Młe-młe
Saturday, 23. August 2008, 04:16:13
weekend, Kuzan, pogoda do dupy
Nieee, ludzie, zaraz mnie coś... To już trzeci weekend z kolei. Jak to możliwe, żeby z taką precyzją (i z zarazem z taką premedytacją) pogoda robiła nam takie niespodzianki w weekend ? Cała (lub w większości) sobota i niedziela leje mniej lub bardziej, ale sam fakt dobija, bo ani na dłuższy spacer z psem, ani nad jakąś wodę, po prostu nic człowiek nie może konkretnego zaplanować (oczywiście chodzi mi o jakiś konkretny wypoczynek). Siedzi się w pracy cały tydzień i czeka na upragnione wolne dni (które za niedługo się skończą w moim przypadku) a tu ... dupa. Najgorsze jest to, że wraz z pojawieniem się na horyzoncie pięknego słoneczka (w poniedziałek), budzik wyje, żeby zaalarmować iż święty czas wstawać do pracy, a na termometrze o 6 rano 15 - 20 stopni, by już po południu osiągnąć blisko trzydziestki - i tak do piątku... Bo w sobotę z rana już chłodny wiatr wieje, co też dzieje się za oknem w tej właśnie chwili. Załamują mnie serwisy pogodowe w każdy piątek. Brak słów. Dół.
1 2 3 4 5 6 Next »
Showing posts 1 -
10 of 59.