Monday, 6. July 2009, 17:33:24
lipiec, 2009, fun, plany
...
Wczorajsza wycieczka okazała się bardzo udana, ale również i wyczerpująca. Bieganie z małym pod ręką i psem przy okazji wymęczyło, chociaż jesteśmy szczęśliwi, że udaje nam się odpoczywać aktywnie i zwiedzać Pieniny mimo tego, że mamy nieco utrudnione zadanie ze względu na nasze pociechy. Niedziela w naszych planach miała więc być spokojna, taki dzień odpoczynku. Z samego rana przygotowywaliśmy się na wyjście do "miasta", na mszę. Plany nieco pokrzyżował młody, który tego dnia nie wytrzymał nawet połowy liturgii, ale w taką pogodę, jaką serwują nam góry - to nic dziwnego. Albo deszcze, przelotne, ale obfite albo straszna duchota i palące słońce. I to serwowane na przemian.
Kolejny dzień to kolejna próba znalezienia dobrej jadłodajni - wypadło na Halkę. Ceny umiarkowane, smak również. Dupy nie urywa. Poszukiwać będziemy dalej. Po obiedzie, całą hordą wybraliśmy się na spacer brzegiem Grajcarka, gdzie dotarliśmy do wyciągu na Palenicę. Stamtąd można przejść wybrukowaną kostką brukową ścieżką pieszo - rowerową nawet do granicy. Spacerkiem dotarliśmy do granic Szczawnicy, by znaleźć knajpę na kolację (u Polowacy). Posiłki poprawne, nic wybitnego, wszystko w podobnej jak dotychczas cenie (mdz. 30-35 zł). Droga powrotna była pełna wrażeń, zdążyliśmy przed ciszą nocną do naszego pensjonatu. Biegiem
Kolejny dzień wypoczynku aktywnego. Kąpiel i spanie. Gdzie ten wypoczynek, hmm ?
Saturday, 4. July 2009, 18:57:36
Czorsztyn, lipiec, 2009, fun
...
Jak to na urlopie - dzień mija szybko i dosyć intensywnie, z tym, że powietrze jakieś inne, łatwiej się oddycha, można się naraz sztachnąć większą ilość o2
Wieczorem szybki wjazd na google maps, przewodnik i wycieczka zaplanowana. Najpierw śniadanie w knajpie, a zaraz po nim wypad nad Jezioro Czorsztyńskie, Zamek Czorsztyński (a raczej jego ruiny) i Zamek w Niedzicy.
W międzyczasie atrakcje... Jest sobota, budzę się rano, ale nie mam ochoty wstać i o dziwo bezproblemowo kładę się po jeszcze trochę snu (zwalam na te doskonałe, górskie powietrze
). Niestety dzień wita nas ulewą. Plany są i nie mamy zamiarów ich zmieniać, pogoda w górach może być różna na przestrzeni kilku kilometrów. W Szczawnicy leje. Szykujemy wałówkę dla małego i jedziemy na śniadanie. Dalej w deszczu, choć nie ma ulewy.
Śniadanie w knajpie, szybkie zakupy (spodenki - nie dałem rady wcześniej, plecak - no tak, drobnostka w górach
, skleroza nie boli). Następny przystanek Czorsztyn. Miał być Krościenko nad Dunajcem, ale mieszkańcy Szczawnicy stwierdzili, że nic tam ciekawego nie ma, może prócz targu w poniedziałki
Przejechaliśmy przez centrum i w sumie postanowiliśmy się nie zatrzymywać
Podjechaliśmy do Czorsztyna, jak zwykle mieliśmy farta z parkowaniem. Na miejscu przywitał nas koleś, który zaproponował nam to co zaplanowaliśmy wcześniej czyli przepłynięcie przez Jezioro do Niedzicy, by zwiedzić zamek. Miły chłopak, wygadany
Fajnie organizuje sobie ludzi, pomijając konkurencję (są statki, ale i gondolki, którymi płynęliśmy).
Samo zejście hordą (my, dziecio i pies) dało nam do myślenia (stromo jak cholera, ścieżka zdrowia). Dotarliśmy na brzeg, gdzie cumują statki i gondole, szybko wskoczyliśmy na łódkę i w rejs. Widoki niesamowite. Zresztą spójrzcie na zdjęcia. Zamek w Niedzicy dostarczył nam wiele przyjemnych chwil, spotkaliśmy fajną ekipę i razem z nią chodziliśmy po zamku wraz z przewodnikiem. Zamku, w którym przetrzymywano Janosika. Pełen szok. Piesek został z nowo poznanymi chłopakami obsługującymi stoisko z "łoscypkami"
Chłopcy zarobili dychę, ale o dziwo dali nam sera za równowartość kasy. Co za mili ludzie w tych górach ! Wracamy gondolami do Czorsztyna i zahaczamy o zaprzyjaźnioną panią, która sprzedawała super poduchy z naturalnych materiałów. Nie mogłem odmówić sobie pamiątki, zwłaszcza, że u nas takie rzeczy kosztują majątek. Powrót z dołu na ruiny zamku to była prawdziwa katorga dla takich mieszczuchów jak my.
Dostaliśmy trochę po dupie, zwłaszcza, że grzało na jakieś 30 i więcej stopni, a i małego trzeba było nosić... Do ruin weszliśmy za darmo, jakoś tak przypadkiem
W sumie po całym dniu chodzenia już powoli miałem dosyć, ale okazało się, że było warto. Gdybyśmy ominęli te ruiny - bardzo bym żałował. Okazało się bowiem, że z ruin są najlepsze widoki w okolicy. Nic tylko stać i patrzeć. Obłęd. Cała wycieczka trwała kilka godzin, trochę się wypociliśmy, straciliśmy jedną butelkę z mlekiem (w strumyku, z którego pies pił wodę, długa historia), opaliliśmy się i nie pozostało nic jak tylko podskoczyć do jadłodajni, którą znaleźliśmy dzień wcześniej. Pod Siekierkami, bo tak się nazywa knajpka, zaoferowała dobre jedzenie w obfitych porcjach za normalne pieniądze (czyli ok 26 zł za dwa posiłki z wodą). W porównaniu do wczorajszego wypadu - 51 zł za dwa posiłki i zupę, na które czekaliśmy ok 20 min. - wypada o niebo lepiej.
Nie narzekali byśmy, gdyby nie wpadka z moim posiłkiem. Magda dostała znośnego pstrąga z frytkami, ja przecudną zupę czosnkową z serem i grzankami (musiałem pochwalić kucharza) jako przystawkę przed ukochanym daniem głównym, który kosztuję gdziekolwiek się znajdę - placek ziemniaczany po miejscowemu.
Cena nie była ważna po pstrągu i mojej cudnej zupie, ale jedzenie okazało się cholernie nierówne - główne danie, które miało być wyznacznikiem jakości knajpy (restauracji) zawiodło. Dostałem trzy krążki mrożone, takie jakie kupuje się w markecie, usmażone w głębokim tłuszczu po frytkach (!!!), które odbijały mi się do końca dnia.
Nie uratuje tego żadne mięso i sos (którego było mało). To był ostatni nasz wypad do tej knajpy. Chyba, że przed wyjazdem wpadnę na samą zupę
Na szczęście dziś Placek po Hajducku uratował honor Szczawnicy
Po posiłku powrót, prysznic, spanie. I planowanie jutrzejszego wypadu. Ahoj!
Friday, 3. July 2009, 19:39:00
urlo, 2009, lipiec, Polska
...
Urlop to słowo, które w moim słowniku zawsze miało inne znaczenie niż u innych. No może nie do końca, bo przecież urlop można spędzać na wiele różnych sposobów, np. siedzieć w domu przed tv. Lub jechać na wczasy. Jeżeli chodzi o nas, to podczas urlopu zazwyczaj remontowaliśmy mieszkanie. No i oczywiście oglądaliśmy wieczorem tv. Wow. Czyste szaleństwo. Wszystko miało się zmienić w momencie pozyskania prawa jazdy. Tak też się stało. Spadkowa stara Corsa (mój Lexus) po ojcu ma za zadanie przeżyć drugą młodość. Pierwsze chwile to wymiana kilku drobnych elementów, totalne czyszczenie i kilka dni na dotarcie się.
Po kilku dniach wypisuję urlop po dwóch tygodniach ciężkich bojów w pracy (samotnych) i udaję się na upragniony wypoczynek, który w tym roku jest wyjątkowy. Jest bowiem okazja, by wyjechać na wakacje i nie spędzać ich ślęcząc przed tv. Plan był ambitny i nieco spontaniczny. 2h wydzwaniania po noclegowniach w celu pozyskania dobrej ceny z uwzględnieniem naszych potrzeb - nocka za 25-35 zł, trzeba ścierpieć 4 miesięczne dziecio, które lubi krzyczeć oraz zaakceptować czworonoga. Jako, że już jest sezon, plan mógł się spalić, ale mieliśmy szczęście. W sumie kosztem nieszczęścia innych, bowiem dowiedzieliśmy się, że udało nam się wskoczyć na miejsce ludzi, którzy z kolei musieli zrezygnować z przyjazdu z powodu zalania mieszkania (ostatnie tygodnie to powodzie w wielu rejonach południowej Polski). Wybór padł na sprawdzoną przez rodzinę Szczawnicę.
Ok. 200 km przez A4 (wiecznie w remoncie, ok 5 zwężeń aktualnie i przebudowa wyjazdu - a za przyjemność płacimy 13 zł), terror na Zakopiance, czyli kilka km na półsprzęgle...Pomimo niedogodności udało się nam w miarę szybko dojechać (zwłaszcza, że jest piątek w sezonie letnim). Cóż mogę powiedzieć ? Widoki są przepiękne, zwłaszcza dla takich mieszczuchów jak my. Dziś udało nam się po południu przejść na 2 godzinny spacer połączony z szukaniem jadłodajni na poziomie w centrum. Na więcej już nie było siły. Jutro czeka nas jeziorko w Czorsztynie i tamtejsze ruiny zamku, jak również park narodowy. Lapek + google maps + przewodniki na necie = szybkie planowanie czasu. Wreszcie normalny urlop, a nie kładzenie paneli, tapetowanie itp. Spójrzcie na fotki.
Saturday, 4. August 2007, 06:41:27
praca, Kuzan, remont, lipiec

...ludziska ! Stało się ! Pierwsza noc na nowym mieszkaniu już za nami ! Łezka się w oku kręci, ale po roku i dwóch miesiącach możemy zacząc z niego korzystac !!! Nikt nie jest w stanie opisac naszej radości... Wiem, że się powtarzam, ale okazja ku temu była wyjątkowa

Jak to się stało ?..... [UWAGA DŁUGIE]
Read more...
Thursday, 26. July 2007, 20:59:30
Kuzan, praca, lipiec, remont
...
Saturday, 14. July 2007, 21:23:31
kuchnia, mieszkanie, lipiec, remont