Skip navigation.

.:Kuzan

...the truth is out there...

Posts tagged with "plany"

...urlopu ciąg dalszy...

, , , ...

Wczorajsza wycieczka okazała się bardzo udana, ale również i wyczerpująca. Bieganie z małym pod ręką i psem przy okazji wymęczyło, chociaż jesteśmy szczęśliwi, że udaje nam się odpoczywać aktywnie i zwiedzać Pieniny mimo tego, że mamy nieco utrudnione zadanie ze względu na nasze pociechy. Niedziela w naszych planach miała więc być spokojna, taki dzień odpoczynku. Z samego rana przygotowywaliśmy się na wyjście do "miasta", na mszę. Plany nieco pokrzyżował młody, który tego dnia nie wytrzymał nawet połowy liturgii, ale w taką pogodę, jaką serwują nam góry - to nic dziwnego. Albo deszcze, przelotne, ale obfite albo straszna duchota i palące słońce. I to serwowane na przemian. Kolejny dzień to kolejna próba znalezienia dobrej jadłodajni - wypadło na Halkę. Ceny umiarkowane, smak również. Dupy nie urywa. Poszukiwać będziemy dalej. Po obiedzie, całą hordą wybraliśmy się na spacer brzegiem Grajcarka, gdzie dotarliśmy do wyciągu na Palenicę. Stamtąd można przejść wybrukowaną kostką brukową ścieżką pieszo - rowerową nawet do granicy. Spacerkiem dotarliśmy do granic Szczawnicy, by znaleźć knajpę na kolację (u Polowacy). Posiłki poprawne, nic wybitnego, wszystko w podobnej jak dotychczas cenie (mdz. 30-35 zł). Droga powrotna była pełna wrażeń, zdążyliśmy przed ciszą nocną do naszego pensjonatu. Biegiem :smile: Kolejny dzień wypoczynku aktywnego. Kąpiel i spanie. Gdzie ten wypoczynek, hmm ?

...urlop - dzień drugi...

, , , ...

Jak to na urlopie - dzień mija szybko i dosyć intensywnie, z tym, że powietrze jakieś inne, łatwiej się oddycha, można się naraz sztachnąć większą ilość o2 :wink: Wieczorem szybki wjazd na google maps, przewodnik i wycieczka zaplanowana. Najpierw śniadanie w knajpie, a zaraz po nim wypad nad Jezioro Czorsztyńskie, Zamek Czorsztyński (a raczej jego ruiny) i Zamek w Niedzicy. W międzyczasie atrakcje... Jest sobota, budzę się rano, ale nie mam ochoty wstać i o dziwo bezproblemowo kładę się po jeszcze trochę snu (zwalam na te doskonałe, górskie powietrze P: ). Niestety dzień wita nas ulewą. Plany są i nie mamy zamiarów ich zmieniać, pogoda w górach może być różna na przestrzeni kilku kilometrów. W Szczawnicy leje. Szykujemy wałówkę dla małego i jedziemy na śniadanie. Dalej w deszczu, choć nie ma ulewy. Śniadanie w knajpie, szybkie zakupy (spodenki - nie dałem rady wcześniej, plecak - no tak, drobnostka w górach :whistle: , skleroza nie boli). Następny przystanek Czorsztyn. Miał być Krościenko nad Dunajcem, ale mieszkańcy Szczawnicy stwierdzili, że nic tam ciekawego nie ma, może prócz targu w poniedziałki :D Przejechaliśmy przez centrum i w sumie postanowiliśmy się nie zatrzymywać :rolleyes: Podjechaliśmy do Czorsztyna, jak zwykle mieliśmy farta z parkowaniem. Na miejscu przywitał nas koleś, który zaproponował nam to co zaplanowaliśmy wcześniej czyli przepłynięcie przez Jezioro do Niedzicy, by zwiedzić zamek. Miły chłopak, wygadany p: Fajnie organizuje sobie ludzi, pomijając konkurencję (są statki, ale i gondolki, którymi płynęliśmy). Samo zejście hordą (my, dziecio i pies) dało nam do myślenia (stromo jak cholera, ścieżka zdrowia). Dotarliśmy na brzeg, gdzie cumują statki i gondole, szybko wskoczyliśmy na łódkę i w rejs. Widoki niesamowite. Zresztą spójrzcie na zdjęcia. Zamek w Niedzicy dostarczył nam wiele przyjemnych chwil, spotkaliśmy fajną ekipę i razem z nią chodziliśmy po zamku wraz z przewodnikiem. Zamku, w którym przetrzymywano Janosika. Pełen szok. Piesek został z nowo poznanymi chłopakami obsługującymi stoisko z "łoscypkami" :smile: Chłopcy zarobili dychę, ale o dziwo dali nam sera za równowartość kasy. Co za mili ludzie w tych górach ! Wracamy gondolami do Czorsztyna i zahaczamy o zaprzyjaźnioną panią, która sprzedawała super poduchy z naturalnych materiałów. Nie mogłem odmówić sobie pamiątki, zwłaszcza, że u nas takie rzeczy kosztują majątek. Powrót z dołu na ruiny zamku to była prawdziwa katorga dla takich mieszczuchów jak my. Dostaliśmy trochę po dupie, zwłaszcza, że grzało na jakieś 30 i więcej stopni, a i małego trzeba było nosić... Do ruin weszliśmy za darmo, jakoś tak przypadkiem :happy: W sumie po całym dniu chodzenia już powoli miałem dosyć, ale okazało się, że było warto. Gdybyśmy ominęli te ruiny - bardzo bym żałował. Okazało się bowiem, że z ruin są najlepsze widoki w okolicy. Nic tylko stać i patrzeć. Obłęd. Cała wycieczka trwała kilka godzin, trochę się wypociliśmy, straciliśmy jedną butelkę z mlekiem (w strumyku, z którego pies pił wodę, długa historia), opaliliśmy się i nie pozostało nic jak tylko podskoczyć do jadłodajni, którą znaleźliśmy dzień wcześniej. Pod Siekierkami, bo tak się nazywa knajpka, zaoferowała dobre jedzenie w obfitych porcjach za normalne pieniądze (czyli ok 26 zł za dwa posiłki z wodą). W porównaniu do wczorajszego wypadu - 51 zł za dwa posiłki i zupę, na które czekaliśmy ok 20 min. - wypada o niebo lepiej. Nie narzekali byśmy, gdyby nie wpadka z moim posiłkiem. Magda dostała znośnego pstrąga z frytkami, ja przecudną zupę czosnkową z serem i grzankami (musiałem pochwalić kucharza) jako przystawkę przed ukochanym daniem głównym, który kosztuję gdziekolwiek się znajdę - placek ziemniaczany po miejscowemu. Cena nie była ważna po pstrągu i mojej cudnej zupie, ale jedzenie okazało się cholernie nierówne - główne danie, które miało być wyznacznikiem jakości knajpy (restauracji) zawiodło. Dostałem trzy krążki mrożone, takie jakie kupuje się w markecie, usmażone w głębokim tłuszczu po frytkach (!!!), które odbijały mi się do końca dnia. Nie uratuje tego żadne mięso i sos (którego było mało). To był ostatni nasz wypad do tej knajpy. Chyba, że przed wyjazdem wpadnę na samą zupę :D Na szczęście dziś Placek po Hajducku uratował honor Szczawnicy :wink: Po posiłku powrót, prysznic, spanie. I planowanie jutrzejszego wypadu. Ahoj!

...urlop - dzień pierwszy...

, , , ...

Urlop to słowo, które w moim słowniku zawsze miało inne znaczenie niż u innych. No może nie do końca, bo przecież urlop można spędzać na wiele różnych sposobów, np. siedzieć w domu przed tv. Lub jechać na wczasy. Jeżeli chodzi o nas, to podczas urlopu zazwyczaj remontowaliśmy mieszkanie. No i oczywiście oglądaliśmy wieczorem tv. Wow. Czyste szaleństwo. Wszystko miało się zmienić w momencie pozyskania prawa jazdy. Tak też się stało. Spadkowa stara Corsa (mój Lexus) po ojcu ma za zadanie przeżyć drugą młodość. Pierwsze chwile to wymiana kilku drobnych elementów, totalne czyszczenie i kilka dni na dotarcie się. Po kilku dniach wypisuję urlop po dwóch tygodniach ciężkich bojów w pracy (samotnych) i udaję się na upragniony wypoczynek, który w tym roku jest wyjątkowy. Jest bowiem okazja, by wyjechać na wakacje i nie spędzać ich ślęcząc przed tv. Plan był ambitny i nieco spontaniczny. 2h wydzwaniania po noclegowniach w celu pozyskania dobrej ceny z uwzględnieniem naszych potrzeb - nocka za 25-35 zł, trzeba ścierpieć 4 miesięczne dziecio, które lubi krzyczeć oraz zaakceptować czworonoga. Jako, że już jest sezon, plan mógł się spalić, ale mieliśmy szczęście. W sumie kosztem nieszczęścia innych, bowiem dowiedzieliśmy się, że udało nam się wskoczyć na miejsce ludzi, którzy z kolei musieli zrezygnować z przyjazdu z powodu zalania mieszkania (ostatnie tygodnie to powodzie w wielu rejonach południowej Polski). Wybór padł na sprawdzoną przez rodzinę Szczawnicę. Ok. 200 km przez A4 (wiecznie w remoncie, ok 5 zwężeń aktualnie i przebudowa wyjazdu - a za przyjemność płacimy 13 zł), terror na Zakopiance, czyli kilka km na półsprzęgle...Pomimo niedogodności udało się nam w miarę szybko dojechać (zwłaszcza, że jest piątek w sezonie letnim). Cóż mogę powiedzieć ? Widoki są przepiękne, zwłaszcza dla takich mieszczuchów jak my. Dziś udało nam się po południu przejść na 2 godzinny spacer połączony z szukaniem jadłodajni na poziomie w centrum. Na więcej już nie było siły. Jutro czeka nas jeziorko w Czorsztynie i tamtejsze ruiny zamku, jak również park narodowy. Lapek + google maps + przewodniki na necie = szybkie planowanie czasu. Wreszcie normalny urlop, a nie kładzenie paneli, tapetowanie itp. Spójrzcie na fotki.

08-09.09.2007 (PL)

, , , ...


...witam po długiej nieobecności...mimo strasznej pogody jaką mamy praktycznie od paru dni w całej Polsce, postanowiliśmy zebrać się z rodzinką na odwiedziny familii z centrum Polski :D - oto krótki fotoraport...

...przy okazji wizyty u cioci na wsi ukazały nam się piękne widoki na niebie... Przy tak ogromnym, otwartym terenie na niebie zawsze można zauważyć jakieś fajne chmurki :smile: Tym razem nie było inaczej - spójrzcie, wygląda to jakby pękł szewek :D

...i po jakimś tam czasie puścił do końca, żeby słońce też mogło przez chwilę wyjść z tej osłony :smile: Zdjęcie po prawej - widać jak promienie słońca uciekają i pole spowija cień awww

...ale koniec końców, były też momenty, że słoneczko wyszło i nawet krówki [cow] miały wiele do powiedzenia :eek:

...widoki widokami, ale jak już byliśmy na wsi, to zachciało się a to jakiejś fasoli, bobru, ziemniaków, ogórków, marchwi [etc.] :happy: A jak się zachciało , to nie ma łatwo, trzeba samemu sobie pozrywać [ok, tak naprawdę to sami chcieliśmy - powyżej grabież fandzoli hłe hłe]

...prace przebiegały bez zakłóceń, w 20 minut zebraliśmy [przy takiej ekipie] 6 szt. skrzynek takich jak na zdjęciu [:yes:]...nawet pieski dołączyły się do nas i pomagały nam w kopaniu :whistle:

...przydała się też podstawowa znajomość mechanizmów logistyki, a wśród nich pomysły, które czasem zaskakiwały :D ...tymczasem były to ostatnie obrazki ze słońcem w tle...

...jeszcze parę rodzinnych fotek... (to już dla zainteresowanych :D)...

...jak zwykle były czasy również na wygłupy :lol:

...zdażyło nam się również poznać smak "wujkowych alkoholi świata" - obrazy lewy "przed", prawy "po" degustacji (oczywiście żart :D)...

...zostałem wujkiem :D... oficjalnie

, , , ...


Dziś ok godziny 15-30 moja siostrzyczka urodziła zdrowego, strasznie wrzeszczącego Kacperka (ok 12,5 kg) - nie dał nawet spokojnie pogada wujkowi z mamą przez telefon... Mały w sumie nie chciał wyjśc (w sumie miał tyle miejsca :D ), ale udało się... ja życzyłem Kasi, żeby urodził się 1 kwietnia, ale zmusili go do wyjścia wcześniej... Dla wszystkich zainteresowanych umieszczam pierwszą fotkę małego Kacperka i przy okazji chcę w imieniu Kasi podziękowac wszystkim za pozdrowienia itp rodzince ze Zgierza, Tych, Irlandii, Francji, Chorzowa, Świętochłowic (chyba nikogo nie pominąłem) - WIELKIE DZIĘKI. Jak tylko będę miał wolny dzień - dorwę aparat i zrobię sesję mamie i małemu.... spodziewajcie się komunikatu :yes:

...zostaliśmy bez... podłogi...

, , , ...

...wpadł teśc i zrobił rozpiździel :eyes: Świetnie, bo już widac, że remont poważnie postępuje do przodu. Czeka nas wymiana podłogi i kładzenie kafelek (oczywiście będę tylko pomagał, bo pewnie zrobiłbym "FALE DUNAJU" :irked: na podłodze, a tego chcemy uniknąc. Ale o tym będzie osobny raport - więc czekamy :wait:

...jak pięknie biało jest...

, , ,

...na ścianach mych... W sumie jedna szybka fotka sypailni, jaka różnica, gdy już ściana jest wyszlifowana i gotowa do pomalowania :yes: , druga fotka zaś przedstawia owoc pracy mojej żony, bo to ona na chwilę obecną zajmuje się tą czynnością. Wida, że bardzo dobrze jej to idzie, ale to dobrze, bo skończyłem następne dwa podoje, które trzeba również wyszlifowac :devil: Ok, nie jestem taka świnia, jedziemy za niedługo po urządzenie, które przyśpieszy prace przy ścianach :wink:

co w planach ?


strzelic sobie taki kominek w pokoju gościnnym - poszukuje zduna... :confused:
Download Opera, the fastest and most secure browser
December 2009
S M T W T F S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31