Skip navigation.

exploreopera

| Help

Sign up | Help

Masato

Persona non grata

Easter, yo!

,

Bogusław i Bożydar

,

Po przeprowadzeniu z Borysem kilku rozmów i wspólnym wymyśleniu GENIALNEJ rzeczy, jaką jest komiks o dość specyficznym charakterze, zabrałem się za Painta i w kilka minut zrobiłem to, co właśnie mam zaszczyt zaprezentować. Na razie jeszcze w formie linka, kolejne części - o ile będą - trafią tutaj w odpowiedniej formie jako zwykły obrazek.


Bogusław i Bożydar


Zapraszam do komentowania.

Hail to The Darkside!

,

Taka tam mała reklama

Gamers World Radio

TUNE IN!

16!

Otanjou-bi omedetou gozaimasu, Masato-kun!

Gotuj z Masato #1: Jajecznica

Witam w nowej serii notek poświęconych gotowaniu, przygotowywanym przeze mnie. Jest to dział poświęcony całkowitym nowicjuszom w świecie chemii kuchennej, którzy przypalają wodę na herbatę w czajniku elektrycznym, a chcieliby zabłysnąć przed znajomymi robieniem różnych smacznych dań. Kto wie, może będę kiedyś w jakiś hamerykańskim programie o gotowaniu?

Na pierwszy ogień idzie jajecznica. Mam nadzieję, że nie podglądaliście obrazka. A nawet jeśli - nasza wyjdzie lepiej. Oby. Potrzebne składniki opiszę w locie, więc najpierw przeczytaj, a potem zrób. Nigdy, przenigdy na odwrót!

Umyj patelnię teflonową. Nie wiem, czy może być inna, ja mam teflonową i używam teflonowej, więc Ty lepiej też używaj. Postaw na kuchence i rozgrzej. Wyjmij miskę, jajka. Czas na jedną z najważniejszych czynności, jeśli chodzi o robienie jajecznicy - rozbijanie jajek.

* * *

Rozbijanie jajek.

Potrzebne:
- Nóż
- Jajka
- Miska
- Śmietnik

Stawiamy miskę na szafce/stole. Zależy gdzie robisz danie. Weź jajko w dłoń. Ujmij porządnie, w drugą rękę weź nóż. Wyceluj i ciach! Nie, nie w palce! W jajko! Ale tylko tak, żeby przebić trochę skorupkę. Powinieneś móc wsadzić dwa palce. Jeśli nie możesz, walnij jeszcze raz. Wlej zawartość do miski. Jeśli wpadła Ci skorupka - upewnij się, że sąsiad lubi jajecznicę, a potem go zaproś. Jeśli nie wpadła - bądź z siebie dumny/a, wyrzuć skorupkę do śmieci, weź kolejne jajko i tak w kółko do osiągnięcia pożądanej ilości.

* * *

Masz wbite jajka. Co dalej? Weź trzepaczkę. Wsadź odpowiedni koniec do miski i roztrzep jajka. Nie tak, mocniej! Odpowiednimi ruchami. Dobrze. Pomemłaj trochę żółtka, żeby szybciej się rozłożyły. Gdy substancja uzyska w miarę jednolity kolor - dosyp troszeczkę soli. Ale uważaj, bo jak przesolisz, to nawet sąsiad Cię nie uratuje. Sprawdź temperaturę patelni. Nie, nie palcem! Ustaw otwartą dłoń ok. 5 cm nad patelnią. Jeśli czujesz dość duże ciepło, zmniejsz ogień na jakiś bardziej stały i wrzuć trochę masła. Jeśli nie masz masła możesz posłużyć się czymś innym. Olej uniwersalny, smalec (jajecznica wyjdzie bardzo tłusta), olej silnikowy. Jeśli wrzucasz coś twardszego to proponuję wrzucić to od razu po włączeniu patelni, żeby się stopiło. Rozprowadź daną substancję po teflonie. Ujmij go za rączkę i kolistymi ruchami spróbuj oprowadzić płyn po bokach. Już? Brawo. I teraz masz dwa wyjścia. Albo dolewasz trochę mleka do jajek (trochę, bardzo smacznie wychodzi) i dodajesz jakiejś przyprawy w proszku i nic więcej, albo potem dodajesz wcześniej przygotowane składniki. Jakie - Twoja decyzja. Może być skostkowana kiełbasa, pokrojona cebula, szczypior, kiełbasa z dzika, kebab z kota. Ważne jest, żeby było drobne i można było to wziąć do ust za jednym zamachem. Już? Dobra. Weź drewnianą łopatkę i zacznij gmerać w patelni. Im więcej pogmerasz, tym bardziej stała będzie jajecznica. Grzeb porządnie, do samego dna. Po jednym-dwóch przegrzebaniach możesz odłączyć kuchenkę jeśli jest na prąd. Jeśli nie jest, to nie wiem, spytaj kogoś np. na IRCu. Powinni Ci podpowiedzieć. Kiedy uzyskasz odpowiednią dla Ciebie konsystencję - wyjmij talerz, wrzuć nań danie pomagając sobie łopatką, wsadź patelnię do zlewu i...

I tu zaczynają się schody.

a) Jeśli jajecznica jest za mało słona - dosól troszkę. Jeśli jest OK - jedz.
b) Jeśli jajecznica jest za bardzo słona - dzwoń po sąsiada. On zawsze pomoże.
c) Jeśli jajecznica jest zbyt toksyczna - przeprowadź się spod Czarnobyla zostawiając ten dziwnie różowy szczypior zwierzętom. Jeśli to nie jest winą niejadalności - dzwoń po sąsiada i módl się o udane następne smażenie.
d) Jeśli jajecznica ucieka Ci z patelni gdy chcesz ją wsadzić na talerz, ponadto zostawia jakiś żółty puch - wziąłeś przeterminowane jajka. I masz zwierzaka/i.

Jeśli żaden z powyższych punktów nie dotyczy Ciebie - a powinien - jajecznica jest idealna, nic Ci się nie stało; znaczy to, że oszukiwałeś i umiesz gotować. Wstydź się.

A koń sam zawiezie

,

3 lutego 2008 roku zapamięta cały świat. Wtedy to nieświadomy niczego chłopiec odwiedził w Warszawie bezimienną podziemną księgarenkę, gdzie podróżni zaopatrywali się w duchowy pokarm na czas jazdy pociągiem. Nikt nie wiedział, co się stanie. Nie mógł. Jeden ruch - nie. Ogarnięcie wzrokiem, wypatrywanie, przeczesywanie grzbietów, okładek, przekopywanie się przez znane i nieznane tytuły. I decyzja. Nastolatek drżącą ręką wybrał książkę - cóż za rzadki widok w dzisiejszej Polszcze! - i wygrzebał z portfela 25 złotych. Niewinny tytuł "Kroniki Jakuba Wędrowycza" ukrywał prawdziwą zawartość, która za niedługi czas miała zawładnąć pewnym istnieniem.



"Kroniki" kupiłem bardziej na "chybił-trafił" niż na "przyszedłem-tu-po-to". Spośród wielu tytułów przyciągnął mój wzrok okładką i kilkoma drobnymi informacjami o serii, które kiedyś wygrzebałem w czeluści piekielnej zwanej internetem. I wiecie co? Mam już cztery tomy opowiadań i wciąż mi za mało. Nie tylko mnie zresztą.

Jakuba Wędrowycza nie da się krótko opisać. Owszem, wszędzie można znaleźć opisy - bimbrownik, kłusownik, pasożyt społeczny. Ale cała jego barwność (istnieje takie słowo?) wynika z czynników pobocznych owych cech. Piliście kiedyś karbidówkę zagryzając pasztetem z kota? Jecie psy policyjne uduszone linką hamulcową? Nawet jeśli, to na pewno nie macie w ogródku szkieletu terminatora w charakterze stracha na wróble. No i nie jesteście znanym na całym świecie profesjonalnym egzorcystą amatorem. A to wszystko i wiele, wiele więcej, może rzec o sobie Jakub. Może, ale nie powie z wrodzonej skromności.

A co na temat samych opowiadań? Są to najbardziej absurdalne przygody najbardziej absurdalnych postaci tego świata. Każdy krótszy czy dłuższy tekst opowiada o czymś innym, są między nimi różne nawiązania, co sprawia, że czytelnik widzi, iż nie jest to wyjęte z czasu i przestrzeni, a ma ustaloną kolejność. Gdy tylko odbiorca wczuje się w psychikę postaci i zrozumie ich tok myślenia, pozostaje odbezpieczyć usta i strzelać seriami śmiechu przez każdy tomik. Bo temu ma służyć Wędrowycz - rozrywce w bardziej menelskim stylu niż "Kiepscy", ale o wiele większym wyrafinowaniu.

I na koniec - jeśli mieszkasz z rodzicami, to pod żadnym pozorem nie pokazuj ani jednego tomiku rodzicom. Mój ojciec zaciukał tomiki i co chwila słychać w domu rechot. I określenia na różnych dziadków widzianych na mieście lub w telewizji.

PS. Jeśli komuś zależy na ocenie liczbowej, to daję 12/13. Bo seria jest super.

Krótka notka

Wbrew pozorom jeszcze żyję, a co ciekawsze oduzależniłem się od internetu i PC. Czas wypełnia mi obecnie konsola, a komputer poszedł w odstawkę. Do przeczytania za czas nieokreślony. :smile:

Fotki

Jak już pewnie zauważyliście (ta, jasne, stali czytelnicy, uhuh) na blogu pojawiły się dwie małe galeryjki. Jedna przedstawia moją wspaniałą osobę, druga mojego wspaniałego piekielnego poplecznika. Serdecznie zapraszam na małą wyprawę w moje strony, lecz od razu uprzedzam - zdjęcia są cholernie niskiej jakości. Czym to jest spowodowane? Jak każdy młody Polak mam komórkę z aparatem (no, są wyjątki). I ten aparat zazwyczaj szybciej, łatwiej włączyć i uchwycić dobrą scenę w dobrym momencie. Nie każdy nosi ze sobą profesjonalną cyfrówkę za kilkanaście tysięcy złotych, a jako, że jestem totalnym laikiem, zadowalam się moim 0,3 megapiksela. A w przypadku kota naprawdę trudno pobiec do drugiego pokoju, wyjąć aparat i wrócić. Kot jest zwierzęciem, a mój pojawia się wszędzie tam, gdzie jest jakiś ruch. Kiedyś pewnie trafią zdjęcia o wiele lepszej jakości, ale dopóki wyglądają dobrze w pokazie slajdów w pasku po prawej stronie - obrazy z komórki będą się pojawiały.

Pozdrawiam osobników, których coś gdzieś ściska, gdy patrzą na moją galerię.

39

,

W życiu każdego gimnazjalisty nadchodzi okres, w którym zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem. Co będę robił? Czym będę się zajmował? Jaki będzie plan B? Mój czas nadszedł wielką armią myśli całkiem niedawno. Owszem, wcześniej myślałem o przyszłości, ale dopiero teraz zacząłem zastanawiać się na poważnie.

W środę ubiegłego tygodnia odwiedził nas doradca zawodowy. Bez zbędnych ceregieli rozdała kartki z testem i objaśniła co mamy zrobić. Ot, spomiędzy dwóch zawodów w kratce (których było kilkadziesiąt - kratek, nie zawodów) mieliśmy wybrać ten, który nam bardziej pasuje. Szybkie zakreślenia i włala - gotowe. Kolejne objaśnienie, liczenie, zaznaczanie. I co mi wyszło?

Dwie kategorie, które uzyskały największą ilość punktów - w moim wypadku - to zawody typu informatyk, ekonomik, bankier (z grupy pierwszej) oraz pisarz, tłumacz, nauczyciel (z grupy drugiej). I to w sumie zgadza się z moimi planami - mam zamiar albo iść na informatykę i być informatykiem, ewentualnie uczyć infy w Japonii (po japonistyce), uczyć angielskiego w Japonii czy też tłumaczyć gry komputerowe (CDProjekt welcome to). Możliwości mam multum, ale życie tylko jedno. Dlatego pewnie skończę informatykę i pojadę do Japonii do roboty. Może też zrobię licencjata z japonistyki. Ale do tego jeszcze daleko.

Poza tym jest jeszcze kwestia liceum - mam zamiar iść na profil matematyczno-informatyczny, a z wynikami wewnątrzszkolnego próbnego testu kompetencji szanse są znikome. 39 punktów... To mnie nie zadowala. Co prawda próbne zazwyczaj wychodzą gorzej, ale nigdy nic nie wiadomo. No i trzeba będzie przypomnieć sobie co nieco z biologii i chemii.

Zazdroszczę Wam, studentom. I licealistom. I emerytom też.

Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka

,

Jakiś czas temu zrozumiałem, jakie gry dają mi największą frajdę. Mimo, że uwielbiam cRPGi, to zazwyczaj ich nie kończę - wyjątkiem są konsole - bo gram zbyt drobnostkowo i zabiera mi to za dużo czasu. Jakiś czas temu natknąłem się na Frets on Fire, PCtową wersję konsolowej gry Guitar Hero. Proste zasady polegające na szaleniu z klawiaturą spodobały mi się, a grę tę uznałem za cudo. Ściągnąłem około 200 piosenek (czemu brakowało seedów do reszty...?), mój skill był coraz lepszy. Ale nadszedł czas na coś lepszego.

Pewnego dnia, przeglądając mój Xfire, zauważyłem u znajomego opis "Stepmania CVS". Słyszałem co nieco o tej grze - PCtowy Dance Dance Revolution. Ściągnąłem, zaciekawiony i wessało mnie jeszcze bardziej niż FoF. Ze strony ściągnąłem zarówno grę jak i pierwsze mixy. Grałem na klawiaturze układając ją tak samo jak do FoFa, i szło mi całkiem nieźle. Po pewnym czasie kupiłem matę i zacząłem tańczyć w rytm różnorakich japońskich tytułów, pocąc się i męcząc przed monitorem. Pokazałem kilku osobom, jedna po pierwszej próbie zechciała mieć swoją szmaciankę (pozdro Agata) i tak spędziłem jakiś czas.

Mając kiedyś zamiar kupić Singstara na PS2 (karaoke, jakby kto nie wiedział) znalazłem na Googlach Ultrastar - to samo, tylko na PC. I to zrobione przez Polaka. I powiem tyle - wymiękłem. Nie mam takich płuc jak kiedyś, nie wyrabiam z oddechem, nie trafiam w dźwięki - ale i tak świetnie się bawię. Tylko muszę zaprosić znajomych na jakąś imprezę, w końcu multi to zupełnie nowe doświadczenia.

Podsumowując powyższe króciutkie akapity - Stepmania rządzi, po niej jest Ultrastar, a na koniec FoF. Dopóki nie zdobędzie się gitary, bo wtedy raczej nie będzie konkurencji. A że wychodzi Guitar Hero III na PC... Nie ma zmiłuj, będzie szaleństwo. Gorzej z sąsiadami, ale tych w końcu tez można wkręcić.

PS. Wiem, Borysie, że to wszystko impresje, ale po prostu nie mam czasu na wyskrobanie czegoś porządniejszego. Albo mi się nie chce. Fin.