MidMad's MeaDow

...somewhere over the rainbow...

Van Gogh pod burdelem, czyli Artystycznego Ucha Historya Prawdziwa

,

Od wielu lat karmieni jesteśmy wielce udatną - i jakże krwawą - historyjką o tym, jak Van Gogh po kolejnej kłótni ze swoim przyjacielem Gauguinem - w chwili załamania (spowodowanego ujawniającą się chorobą psychiczną) pieczołowicie i z premedytacją ciachnął sobie ucho w domowym zaciszu przed lustrem, po czym wręczył je lokalnej prostytutce, niczym bukiet kwiatów (bo taki akurat miał kaprys).




Szalone? Typowe dla artysty? Znamię człowieka cierpiącego? - Zapewne, poniekąd.
Najnowsze badania historyczne wskazują jednak na to, że ucho Van Gogha rozstało się z właścicielem w zgoła innych i zdecydowanie bardziej pikantnych okolicznościach.

Wyobraźcie sobie taką oto scenkę:


Zimny, grudniowy wieczór Roku Pańskiego 1888. Arles, na południu Francji.
Nabzdryngolony jak sikorka(*) Van Gogh, Vincent, lat 35, pies na croissanty i farbę w kolorze żółtym (bo odpowiednio kwaśna),szczuplutki niegolony koleś z bladymi, zapadłymi policzkami, ubrany w niechlujnie zapięty i zapaćkany farbami płaszcz, zmierza właśnie chwiejnym krokiem do lokalnego zamtuza. Właśnie wdepnął w rozciapcianą kupkę śniegu opodal schodów do tegoż przybytku. Czknął, zmełł w ustach przekleństwo, postawił niepewnie stopę na pierwszym stopniu.

WTEM! Z rzeczonego burdelu wyskakuje wąsiasty facet słusznej postury, silnie woniejący potem, dymem papierosowym i alkoholem. W pośpiechu dopina spodnie i poprawia ponaciągany granatowy sweter nie patrząc przed siebie. To nie kto inny, tylko kumpel od kielicha i współlokator Vincenta - Gauguin, Paul, lat 40., lubiący świeże owoce i półnagie nieletnie kobiety. Obaj wpadają na siebie i zawierają dogłębną znajomość ze wspomnianym wcześniej śniegowym wzgórkiem - oczywiście w pozycji horyzontalnej.

Powoli gramolą się, by przyjąć pozycje bardziej artystom przystające. Paul nie lubi zimy, śniegu i mrozu, więc klnie siarczyście. Wincenty, który od kilku dni ma pijackiego doła, o pardon, doznał dość silnego ataku weltschmerzu, myśli, że został zelżony przez fumfla. Przygląda się Pawełkowi i widząc jego ubranie w nieładzie, dochodzi do jedynego logicznego wniosku:

- Znowu byłeś u MOJEJ Racheli, ty synu sparszywiałej i kulawej maciory! - wykrzykuje Wincuś bełkotliwie.
- Pinkolisz, brachu - tłumaczy się nieporadnie Pawcio - szukałem u niej tylko moich sztalug!
- Są u mnie pod łóżkiem, ty kłamliwa krzyżówko włochatego orangutana tahitańskiego z myszoskoczkiem afrykańskim!

Tu Pawełek nerwowo przełyka ślinę i już ma coś dodać, gdy nagle słychać perlisty śmiech - w drzwiach do przybytku uciech wszelakich ukazuje się powód kłótni - rzeczona Rachele (której wiek litościwie tu przemilczymy), muza artystów (osobliwie tych, co nie szczędzą grosza), z burzą czarnych włosów spadających jej na ramiona, w gorsecie podkreślającym jej niebywale bujne kształty. Na ramiona narzuconą ma tylko lekką podomkę. Uśmiecha się szeroko do obu panów i gestem zaprasza ich do środka.
- Mrrrau... - wymyka się Pawłowi mimo woli na widok wdzięków aktualnej ukochanej kolegi. I, nie bacząc na konsekwencje, przesyła jej całusa.
Wincenta w tym momencie szlag jasny trafia, napręża żylaste mięśnie i wali przyjaciela pięścią pod brodę.
- A masz, zdrajco zapchlony!

Pawełek chwieje się na nogach, w głowie mu szumi... wspiera się na pobliskiej ścianie, gdy nagle jedna z jego rąk natrafia na pewien znajomy, niezwykle chłodny w dotyku przedmiot. Nie trzeba chyba dodawać, że ów przedmiot stał zupełnie przypadkowo oparty o ścianę, a charakteryzował się stosowną długością, dobrze wyważoną rękojeścią i ostrością.

Nie myśląc długo, Paul chwycił za kordelas, a że był zawołanym szermierzem, ciachnął po pijacku, z rozmachem.
Szast, prast! Z przepitej gardzieli Vincenta rozległ się ździebko nieprzystojny kwik(**). Zderzył się z ciszą, jaka nastała po nagle przerwanym chichocie panny R.
Biały śnieg - czerwono rozkwitający krwawy kwiat na śniegu i... pewien kształt leżący nieopodal w zmarzniętym błocie. Wincenty łapie się za głowę w odpowiednim miejscu.

- Moje ucho! - ryczy niczym zraniony bóbr. - Dziabnąłeś mnie w ucho, ty wyliniały zaśmiardły knurze! - wykrzykuje z upodobaniem kolejny zoologiczny epitet ciężko ranny (głównie na honorze) artysta.
Wincuś zaczyna żałośnie pochlipywać, klęka nad oddziabanym kawałkiem własnego ciała, zza pazuchy wyciąga zasmarkaną i poplamioną chustkę i pieczołowicie zawija w nią swoje byłe ucho. Chwiejnie wstaje, postępuje krok do przodu - w stronę Racheli, która, blada i struchlała, wciąż obserwuje scenę z otwartymi ustami.

- Dla ciebie, ma królowo rozkoszy, matko wszelakiego natchnienia, ofiarę z ciała własnego składam! - wykrzykuje zapijaczony Van Gogh, obficie brocząc wokół, plamiąc ubranie, buty i śnieg, wyciągając dłoń z niezbyt apetycznie wyglądającym zawiniątkiem w kierunku damy swego serca.

- Co się tu dzieje?! Proszę się rozejść, obywatele! A, to znowu ty, Van Gogh... - dobiega pewien tubalny głos zza pleców głównego bohatera. Na scenie zajścia pojawia się odziany w granatowy mundur przedstawiciel lokalnej policji - Pierre, lat 39, były bokser.

- Sorry, jestem tu tylko przypadkiem, a teraz to w zasadzie... śpieszę się na statek na Tahiti! - wykonuje unik Paul i udaje się w wyżej wymienione miejsce.

No cóż, powiadają, że prawdziwa sztuka obroni się sama...


(*) Sikorka, jak wiadomo, pije tyle, ile waży. (Tak przynajmniej twierdzi Inki, który studiuje pewne aspekty ornitologii organoleptycznie.)
(**) Dźwięk ten był jednak zdecydowanie odpowiedniejszy o bardziej na miejscu, niż kwik pewnego polskiego polityka w pewnym samolocie pewnych znanych linii lotniczych.


***


A wszystko to naprawdę mogło się zdarzyć - jak wskazują badania spuścizny po obu malarzach i raportów policyjnych z roku 1888 wykonane przez historyków Hansa Kaufmanna i Ritę Wildegans i opisane w ich nowej książce "Ucho van Gogha: Paul Gauguin i Pakt Milczenia".

LINKI:

Dlaczego "Wolverine" będzie Rządził (aka *mrrr*)Dlaczego "Wolverine" sobie nie porządził...

Comments

Unregistered user Thursday, May 7, 2009 2:20:01 PM

Lili writes: o, 10 dni i już się wkurzył.

Unregistered user Thursday, May 14, 2009 10:28:18 PM

Der reD writes: Offtopic pora na: 10 powodów, dla których Wolverine obsysa bardziej niż dowolna inna część X-Menów. :)

MidMad Wednesday, May 20, 2009 1:50:52 PM

Napiszę niebawem, jak ujrzę. Odwlekam - bo się boję tej porażki p

Unregistered user Saturday, June 6, 2009 6:54:14 AM

DerreD writes: To ja tymczasem wymienię ileś tam powodów, dla których nowy Skynet przegra wojnę, spoiler free: 1. Humanoidalny terminator najszybciej porusza się na czworakach, a jeszcze szybciej jak nie ma nóg. Nie prościej od razu robić takie bez nóg? Debile. 2. W wyniku odległego wybuchu atomowego helikoptery spadają bardziej, niż gdy nuke wybucha pod nimi. 3. Chip sterujący ciałem cyborga można wywalić na śmietnik i nic się nie stanie. Nie taniej produkować od razu bez? 4. T-600 wiedzą, że człowieka najlepiej zabija się przy pomocy broni palnej. T-800 muszą w tym celu się boksować, ale niezbyt mocno, żeby oszczędzać miażdżącą siłę ramion na poważniejsze zadania, niż wygranie wojny z ludźmi. 5. Transformersy były w innym filmie, droideki w jeszcze innym. 6. Spod wody nie da się nadawać sygnału radiowego na cały świat. Z głośników od radia samochodowego też nie. 7. Jeśli tuż przy głównej bazie ruchu oporu mam całą farmę droidów, ale nie wiem gdzie jest główna baza ruchu oporu, to znaczy że zasługuję na przegranie tej wojny. 8. A jeszcze bardziej zasługuję na przegraną, skoro wymyślam wyszukane maszyny do infiltracji schronów ludzi, zamiast pierdyknąć w każdy nukiem. Nuki, wielkości paczki fajek, walają się u mnie na każdym piętrze, ale zamiast ich użyć wolę inwestować w R&D cyborgów, podróże w czasie i inne wyrafinowane intrygi. 9. Człowiek: terminować. Albo nie. Albo tak. Albo nie. Albo tak. Czyżby Skynet też była kobietą? 10. Po badziewnym serialu o miłości dmuchanej lalki z azjatyckiego sex shopu i przygłupiego nastolatka starszego od własnej matki - nie ma już żadnej nadziei na ocalenie.

Unregistered user Tuesday, June 30, 2009 6:58:39 PM

ewkaishhjdfhgdghkghfkghhgfhghcdsghdcyufchdcjydcggydcue writes: faj nie obrazy

Unregistered user Tuesday, December 28, 2010 6:58:18 PM

Anonim writes: Super:))) Uznanie dla talentów, zarówno bohaterów, jak i autora.

Write a comment

New comments have been disabled for this post.

June 2012
M T W T F S S
May 2012July 2012
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30